Dlaczego musisz poznać Tamarę?

„Wściekłe” to dla mnie „Opowieść podręcznej” osadzona w polskich realiach. Rząd tworzy Programy Udoskonalania Rodziny, które mają spowodować wzrost urodzeń i ogólnego zadowolenia społecznego. Dalekie od zadowolenia pozostają jednak niezamężne kobiety: nie mogą samotnie wyjechać za granicę, kupić dużego mieszkania, zameldować się w hotelu czy wyjść z domu w godzinach nocnych. Kwitnie propaganda, a każdy przejaw niesubordynacji jest surowo karany pobytem w ośrodku zamkniętym, gdzie torturami psychicznymi próbuje się przekonać osoby do „właściwego” stylu życia. Główną bohaterką jest Tamara Taszycka, która postanawia z tym systemem walczyć.

Ku mojej ogromnej radości polski rynek książkowy rośnie w kobiety. Tworzą już w obrębie gatunków, które wcześniej były reprezentowane głównie przez mężczyzn. Feministyczna dystopia polskiej pisarki? Musiałam to przeczytać!

Już od pierwszej strony widać świetny warsztat pisarski. Powieść napisana jest w moim ulubionym stylu: krótkimi zdaniami, dynamicznie, co być może nie każdemu przypadnie do gustu, ale pozwala dosłownie zatracić się w historii Tamary. Czujesz jej oddech, gdy biegnie, emocje podczas spotkania z innymi rebeliantkami, poczucie zdrady, gdy wszystko idzie nie tak.

Ale nie jest to czarno-biała historia o pięknej księżniczce i złej wiedźmie. Postaci są zbudowane wielopoziomowo, niejednorodnie. Niełatwo znienawidzić kogoś, kto po prostu stara się przetrwać albo ochronić swoją rodzinę, nawet jeśli robi okropne rzeczy. Sama Tamara miejscami wydaje mi się bardzo naiwna, czasem nie rozumiem jej decyzji, ale to właśnie siła tej książki – piękno feminizmu, w którym każda z nas jest inna i choć nie zawsze rozumiemy swoje działania, są one ważne.

Momentami autorka pozostawia niewiele pola do własnej refleksji, za to pozostawia szeroko otwarte zakończenie, które jak się okazuje, nie będzie miało swojej kontynuacji. Pochłonęłam tę książkę i zostałam, no właśnie, z czym? Zwykle trochę mi smutno, gdy kończę dobrą powieść, ale po skończeniu „Wściekłych” długo czułam dosłownie fizyczny brak Tamary w moim życiu.

To książka, którą chciałam widzieć na półce w księgarni od wielu lat. Przekazałam już ją siostrze i mamie. Cieszę się, że kolejne kobiety będą mogły poznać Tamarę. Dla mnie to najlepsza książka, jaka przeczytałam w 2018 roku.

 

——

Ważną częścią książek, które czytam jest dla mnie spójność jej autorki. Ewa Podsiadły Natorska jest niesamowicie serdeczną i inteligentną kobietą. To czyni dla mnie tę książkę prawdziwą. Poniżej nasza rozmowa.

 

Julia Maciocha: Jak narodziły się „Wściekłe”?

Ewa Podsiadły Natorska: „Wściekłe” napisałam na urlopie macierzyńskim, po tym, jak na świat przyszedł mój pierwszy synek. Pisałam wieczorami, gdy mały spał – a nie był typem śpiocha, do tego karmiłam go piersią na żądanie. Praca nad „Wściekłymi” momentami była więc niczym wspinanie się na górę, zna to każda matka, zwłaszcza świeżo upieczona. Ale bardzo chciałam napisać tę książkę i dla siebie, i dla Polek. Pomysł na tę powieść dojrzewał we mnie długo. Punktem zapalnym na pewno było wprowadzenie programu 500+. Zaczęłam się zastanawiać, co z osobami pominiętymi, samotnymi matkami i mniejszościami w ogóle. Dużo wtedy rozmyślałam o funkcjonowaniu społeczeństw, wpływie rządzących na jednostkę, o różnych ustrojach. To wszystko pewnie brzmi bardzo poważnie i faktycznie, chciałam napisać poważną książkę ;-). Sprawy kobiet zawsze były, są i będą mi bardzo bliskie. Do tego niemal bez przerwy wokół siebie słyszałam seksistowskie teksty, padające z ust mężczyzn i w pewnym momencie poczułam taką złość, że nie miałam wątpliwości, że muszę napisać „Wściekłe”.

JM: Czy Tamara lub jej siostra są wzorowane na kimś istniejącym?  Skąd fascynacja Freddiem Mercurym?

EPN: Rzadko kiedy wzoruję się na osobach w moim otoczeniu. Nigdy nie przenoszę do swoich książek postaci jeden do jednego. Już prędzej czerpię inspirację ze świata wokół mnie. Nie jestem Tamarą, podziwiam ją za jej upór i odwagę, ale też trochę jej współczuję, bo ona jednak, choć idą za nią tłumy kobiet, jest w swojej walce osamotniona. Ja do życia potrzebuję rodziny, Tamara nie. Siostra Tamary też nie jest kopią żadnej znanej mi osoby, choć akurat dość dobrze znam sytuację, gdy rodzeństwo przypomina ogień i wodę – tak jest między mną a moją siostrzyczką ;-). Przeniosłam natomiast na Tamarę własną fascynację Freddiem Mercurym, którego uważam za nieodżałowanego geniusza, człowieka obdarzonego niezwykłą charyzmą i osobowością, a przede wszystkim olbrzymim talentem. Kocham Freddiego, ubóstwiam go. Nikt ze współczesnych artystów nie ma takiego kontaktu z publicznością, tak bardzo nie przykuwa uwagi. Spokojnie, mój mąż zdaje sobie z tego sprawę i podziela moją fascynację ;-). Pisałam o tym na swoim blogu: http://conatonatorscy.pl/freddie-mercury-moj-artysta-wszech-czasow/

JM: Czy i kiedy poznamy dalsze losy Tamary i jej ekipy? 

EPN: Od początku zakładałam, że „Wściekłe” będą jedną, zamkniętą opowieścią. Zakończenie jest raczej otwarte, daje pewne pole do popisu, ale myślami jestem już przy innych historiach, które domagają się opowiedzenia. Późną wiosną ukaże się moja kolejna powieść. I znowu wszystkich zaskoczę, bo jej głównym bohaterem będzie facet. Poruszam w niej temat wielomiłości. Lubię sprawdzać samą siebie, bez przerwy podnosić sobie poprzeczkę.

JM: Nazwałabyś siebie feministką? 

EPN: Oczywiście. Jestem feministką, bo wierzę w równouprawnienie płci. W wolny wybór, wolność. Nie uznaję stereotypów. Wściekam się, gdy słyszę, że „kobieta ma mniejszy mózg od mężczyzny” – a uwierz mi, że słyszę to od czasu do czasu. Zawsze w takiej sytuacji mówię VETO. Wierzę w siostrzeństwo. Choć pamiętaj, co o feminizmie mówi Tamara: „Nie wiem, czym jest feminizm, wiem natomiast, czym jest sprawiedliwość”. Ja właśnie głęboko wierzę w tę sprawiedliwość społeczną, jestem przekonana o jej zasadności, szczególnie w relacjach partnerskich.

JM: Chciałabyś zostać Tamarą? Uważasz, że młodsze pokolenie działaczek może się z nią utożsamiać? Do kogo kierujesz tę książkę?

EPN: „Wściekłe” pisałam z myślą o współczesnych Polkach, ale uważam, że powieść może i powinien przeczytać każdy bez względu na wiek czy płeć. Myślę, że Tamara dla młodego pokolenia działaczek o prawa kobiet może być protagonistką – trudno mi wskazać inne tego typu bohaterki w polskiej literaturze. Tamara jest silna, niezłomna, absolutnie przekonana o swoich racjach, ale wspomniałam też o jej samotności i właśnie z powodu tego osamotnienia i niezrozumienia nie chciałabym chyba podzielić jej losu. Jednocześnie ją podziwiam i jej współczuję. Ona byłaby mną, gdyby miała więcej odwagi, by realizować najśmielsze pomysły, by całkowicie zatracić się w jakiejś idei, zaangażować w sprawę na 100%. Bardzo szanuję takich ludzi. Poza tym, co by nie gadać, w naszym kraju jednak nie jest tak źle jak we „Wściekłych”, więc na razie – na szczęście – zastępy Tamar nie są nam jeszcze potrzebne.

JM: To tylko fikcja, która powstała w Twojej głowie? Myślisz, że coś takiego mogłoby się naprawdę wydarzyć?

EPN: Mam nadzieję, że to zawsze będzie wyłącznie fikcja! Czy wyobrażasz sobie, że świat taki jak we „Wściekłych” mógłby nas spotkać? Zawsze powtarzam, że politykom, bez względu na to, czy rządzą ci, których wybraliśmy, czy nie, trzeba patrzeć na ręce, sprawdzać ich, rozliczać z obietnic i kontrolować. Tak wyobrażam sobie demokrację. Jestem wobec polityków nieufna. I wiem, że wolność nigdy nie jest dana człowiekowi raz na zawsze. Kocham Polskę i dobrze mi się w niej żyje, ale nie pozwolę sobie zamydlić oczu. Przypatruję się politykom i jeśli trzeba będzie walczyć o wolność, wyjdę na ulicę, choćby z dziećmi pod pachą.

 

 

 

 

 

 

 


Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *