Jak nie wychować syna na gwałciciela? | Matka Skaut

doscmilczenia

Sprawcami przemocy seksualnej wobec kobiet są mężczyźni. Więc może zamiast pouczać dziewczyny co do odpowiedniej, nieprowokującej długości spódniczki, to ktoś by się zajął edukacją chłopców, żeby nie wyrastali na gwałcicieli?

W ostatnich tygodniach ogromną medialną karierę zrobiła okropna historia, która przydarzyła się polskiemu małżeństwu na wakacjach we Włoszech. Zostali oni zaatakowani podczas nocnego spaceru po plaży w Rimini przez czterech mężczyzn (nielegalnych imigrantów). Mąż został dotkliwie pobity, żona została wielokrotnie zgwałcona. Historię gorliwie podchwyciły media, no bo to przecież idealny przykład do czego prowadzi wpuszczanie imigrantów do kraju. Czytałam to wszystko i gotowało się we mnie. Dlaczego? Bo tak naprawdę to media mają głęboko gdzieś dramat tej kobiety. Oni się interesują, bo po pierwsze – imigranci, po drugie – wystarczająco brutalna historia, żeby się wszyscy mogli oburzać. I w tym medialnym szumie kompletne ginie taka sprawa, że gwałty na Polkach zupełnie tak nie wyglądają. Że gwałtów na Polkach dokonują Polacy w Polsce. I przytłaczająca większość tych Polaków nie uważa się za gwałcicieli, a tego, co zrobili, nie nazwaliby nigdy gwałtem. I taka jest szara, statystyczna, bardzo smutna prawda o gwałtach na Polkach. No ale kto by się tym interesował, kto by o tym w mediach pisał? Przecież nikt by tego nie chciał czytać.

W Polsce oficjalnie, każdego roku dochodzi do zgłoszenia około 1 300 zgwałceń[1]. Niestety w żaden sposób nie odzwierciedla to realnej liczby tego typu przestępstw w Polsce (ale za to jest świetną podstawą do opowiadania, jaki to raj dla kobiet mamy w Polsce w porównaniu z tą okropną Szwecją[2]). Gwałty należą do tych przestępstw, których prawdziwa liczba nijak ma się do liczb z policyjnych statystyk (podobnie jest np. z pedofilią, a zupełnie inaczej np. z kradzieżą samochodu). W wypadku takich przestępstw dużo więcej są nam w stanie powiedzieć badania wiktymizacyjne[3]. Polskie, szeroko zakrojone badania na ten temat zostały przeprowadzone przez Beatę Gruszczyńską[4] i wynika z nich, że 90% kobiet nie zgłasza gwałtu na policję. Czyli realna liczba gwałtów w Polsce wynosi około 13 000 zdarzeń rocznie. Czyli 35 gwałtów dziennie. W 80% przypadków ofiara zna osobiście gwałciciela, a do samego zdarzenia dochodzi w domu lub mieszkaniu ofiary. Tak. Szok i niedowierzanie. Nie w krzakach i nie na plaży w Rimini. A sprawcy to nie nielegalni imigranci tylko: wujkowie, konkubentowie matki, koledzy z klasy, współlokatorzy, sąsiedzi, ojcowie, a najczęściej mężowie ofiar. Tak, kolejny szok. Kobieta poślubiając mężczyznę nie podpisuje z nim jednocześnie umowy o dożywotnie użyczenie mu swojej cipki. Jeśli ona nie chce seksu, a on ją zmusi, to też jest gwałt.

To może teraz z mojej strony kilka prawdziwych przykładów przemocy seksualnej wobec kobiet, z którymi zetknęłam się jako psycholog i jako studentka prawa[5]:

  1. Studentka jedzie ze swoim nowym chłopakiem i jego znajomymi na wspólny wypad na narty. Któregoś wieczoru, podczas wspólnej wieczornej imprezy, dziewczyna upija się do nieprzytomności. Rano nie może sobie przypomnieć nic z tego, co się wydarzyło podczas imprezy. Po bólu, który odczuwa w kroczu, orientuje się, że jej chłopak uprawiał z nią seks. Dziewczyna była dziewicą. Byli ze sobą od niedawana i jeszcze nie dyskutowali na temat współżycia.
  2. Uczennica gimnazjum podkochuje się w swoim nauczycielu. Podczas rozmów z nim jest zalotna i stara się mu przypodobać. Podaje mu swój numer telefonu, wymieniają kilka nieznaczących SMS-ów (on napisał pierwszy). Podczas wycieczki szkolnej nauczyciel w nocy zakrada się do jej pokoju, kładzie się na niej i próbuje zdjąć jej bieliznę. Dziewczyna ratuje się ucieczką. Sprawa zostaje zgłoszona na policję przez czujną nauczycielkę, która zauważa dziwne zachowanie dziewczyny i siniaki na nadgarstkach po szarpaninie z nauczycielem. Policjanci, a następnie prokurator podczas przesłuchań sugerują, że najwyraźniej sama chciała, jeśli dała nauczycielowi swój numer telefonu.
  3. Grupa nastolatków urządza sobie imprezę w plenerze. W trakcie zabawy trzech chłopaków zabiera dla wygłupu telefon komórkowy gimnazjalistce. Dziewczyna jest wystraszona, że oni jej go nie oddadzą, boi się wracać do domu bez telefonu (boi się, że rodzice będą na nią wściekli). Jeden z chłopaków stwierdza, że jeśli ona chce odzyskać telefon, to niech im wszystkim zrobi loda. Dziewczyna się godzi. Cała sprawa wychodzi na jaw podczas przesłuchania na prokuraturze. Przesłuchanie było prowadzone, ponieważ rodzice dziewczyny zgłosili kradzież telefonu komórkowego córki. Kwestia „robienia loda” pojawia się dopiero podczas przesłuchania dziewczyny i wydaje się być dla niej sprawą tylko dlatego, że ona wywiązała się z umowy, a oni jej i tak nie oddali telefonu.
  4. Studentka mieszka w wynajętym mieszkaniu ze studentem. Poznali się dopiero gdy zamieszkali razem, każde ma osobny pokój. Po kilku tygodniach wspólnego mieszkania zbliżają się do siebie i podczas wspólnego siedzenia u niego w pokoju zaczynają się całować. On próbuje ściągać jej ubrania. Ona stawia opór. On stwierdza, że „no przecież ci się podoba” i poza tym to on już jest podniecony. Przewraca ją na łóżko, przyciska ciężarem swojego ciała i odbywa z nią stosunek. Ona się nie broni ani nie wyrywa, choć tego nie chce. Na pytanie dlaczego się nie broniła, odpowiada, że przecież sama chciała się z nim całować.

I z tego powodu ten medialny szum wobec sprawy z Rimini tak mnie oburza. Bo ta historia nijak się ma do tego, co naprawdę dzieje się w Polsce. Bo podtrzymuje i karmi iluzję, że gwałt to jest jak ktoś na kobietę wyskoczy z krzaków, gdy wraca do domu nocą przez park. A jest to iluzja, która sprawia, że faceci, którzy sami dopuścili się gwałtu, czują się niewinni, bo oni by się nigdy nie zachowali jak te zwierzęta. Bo jestem pewna, że żaden z „bohaterów” powyższych historii nie uważa, że jest gwałcicielem.

Uważam, że nic się nie zmieni w kwestii gwałtów w Polsce tak długo, jak długo będziemy pouczać tylko kobiety. Mogła tam nie iść. Mogła z nim nie gadać. Mogła się tak nie ubierać. Zwalanie odpowiedzialności na kobiety jest niedorzeczne, bo skąd my mamy wiedzieć, co dla którego faceta jest podniecające i wyzwoli w nim przemożną chęć gwałtu? A może jednego jarają długie włosy? A innego szczupłe nadgarstki? A innego to jak kobieta zakłada nogę na nogę gdy siada? To jest podobny poziom absurdu, jak gdybyśmy zwracali ludziom uwagę, by nie oddychali tak dynamicznie, bo zachęcają swoim zachowaniem do morderstwa. To nie kobiety wymagają doedukowania, jak jeszcze lepiej chronić się przed gwałtem. To chłopców i mężczyzn trzeba edukować jak nie stać się gwałcicielem.

Pierwszą sprawą jest edukowanie na temat wpływu podniecenia seksualnego na nasze zachowania. Świetne badanie na ten temat przeprowadził Dan Ariely[6]. Poprosił on grupę młodych mężczyzn o wypełnienie ankiety na temat różnych zachowań seksualnych. Mężczyźni odpowiadali na te pytania dwa razy – raz w „normalnych” warunkach, a drugi raz w stanie podniecenia seksualnego (podczas masturbacji) (Ariely bardzo zabawnie opowiada, jak wyglądała rekrutacja do tego badania). Mężczyźni odpowiadając na pytania mieli do wyboru skalę od 0 („nie”), poprzez 50 („możliwe”), do 100 („tak”). Oto średnie wyniki z kilku pytań:

Niepodniecony Podniecony
Czy możesz sobie wyobrazić, że pociąga cię 12-latka? 23 46
Czy próbowałbyś nadal uprawiać seks, gdyby dziewczyna powiedziała „nie”? 20 45
Czy podałbyś kobiecie narkotyk, żeby zwiększyć szansę na uprawianie z nią seksu? 5 26
Czy zachęcałbyś dziewczynę do picia, żeby zwiększyć szansę na uprawianie z nią seksu? 46 63

A to są wyniki inteligentnych, wykształconych młodych mężczyzn z dobrej uczelni w USA. I o czym to świadczy? Bynajmniej nie o tym, że wszyscy faceci to zwierzęta. Raczej o tym, że zupełnie nie doceniamy wpływu, jaki ma na nas podniecenie seksualne. Dlatego powinno się z nastoletnimi chłopcami o tym rozmawiać. O tym, że teraz, gdy siedzimy przy herbatce i rozmawiamy, to jest dla nich oczywiste, że nigdy nie zrobiliby tego czy owego. Ale to nie znaczy, że wiedzą, co by zrobili, gdy będą pod wpływem silnego podniecenia.

Drugą sprawą jest uczenie o różnicach w dojrzewaniu seksualnym dziewcząt i chłopców. Dziewczynki, które dopiero zaczęły dojrzewać, mają skłonność do zachowywania się zalotnie wobec mężczyzn. Najczęściej łączy się to z przeżywaniem głębokiej, platonicznej miłości wobec jakiegoś starszego od niej faceta (nauczyciela, wychowawcy na koloniach, drużynowego, trenera, wikarego czy starszego brata przyjaciółki). Na tym etapie ważne jest dla dziewczyny, by być adorowaną i dostrzeganą przez płeć przeciwną. Ale nie oznacza to bynajmniej, że jest już gotowa na jakiekolwiek kontakty seksualne. U dziewcząt gotowość do seksu rozwija się stopniowo przez kilka lat. „Chłopaki otrzymują w pakiecie wszystko naraz: napięcie seksualne (najczęściej bardzo silne), sprawność genitalną (narządy płciowe gotowe do akcji) oraz gratyfikację seksualną (wysokiej jakości przyjemność).”[7] U dziewcząt najpierw dojrzewa układ rozrodczy (pojawia się miesiączka), a gotowość anatomiczna i biochemiczna pochwy, która umożliwia odbycie stosunku, pojawia się dużo później. A dopiero na samym końcu pojawiają się reakcje seksualne, czyli odpowiedź ciała na dane bodźce. Dziewczyny muszą się „nauczyć” podniecenia i swojego ciała, i następuje to przez stopniowo pojawiające się doświadczenia seksualne[7] (na początku interesują je tylko pocałunki, później pieszczoty szyi i piersi, dopiero w następnej kolejności dotykanie genitaliów czy w końcu penetracja). Jak widać z powyższego, to, że dziewczyna ma piersi i miesiączkę, i przymila się do dorosłego mężczyzny, to naprawdę nie znaczy, że pragnie, żeby on ją przeleciał. Jej zachowania nie są zaproszeniem do seksu. Ona właśnie dojrzewa, uczy się, jak być kobietą. Uczy się o flircie, zainteresowaniu, adoracji. I każdy facet powinien o tym wiedzieć.

Dorośli mężczyźni powinni wiedzieć, że w takiej sytuacji cała odpowiedzialność spoczywa na nich. Że to jest ich sprawa, żeby trzymali łapy przy sobie, a penisa w majtkach, bo nawet jeśli ta dziewczyna sugeruje, że coś by chciała, to ona tak naprawdę nie wie, o czym mówi. Pełnym niezrozumieniem tej kwestii wykazał się na przykład złotousty abp Michalik w swoim słynnym cytacie: „Słyszymy nieraz, że to często wyzwala się ta niewłaściwa postawa, czy nadużycie, kiedy dziecko szuka miłości. Ono lgnie, ono szuka. I zagubi się samo i jeszcze tego drugiego człowieka wciąga”[8].

Tymczasem nastoletni chłopcy powinni wiedzieć, że może ich spotkać przykra (dla nich) niespodzianka. Bo jeśli dziewczyna im się podoba i okazuje się, że to uczucie jest wzajemne, i nawet uda się doprowadzić do jakiejś intymnej sytuacji, to ona może chcieć czegoś zupełnie innego niż on. On, namiętnie się z nią całując, już ma w głowie wyobrażenie nadchodzącej penetracji. Tymczasem jej mogą wystarczyć same namiętne pocałunki i gładzenie po plecach. I gdy jego ręka zawędruje na jej pierś albo w okolice majtek, to dziewczyna może przerażona uciec. I to nie oznacza, że było jej niemiło. Albo że nie podoba jej się ten chłopak. To było po prostu zbyt wiele dla niej. Ona nie jest jeszcze na to gotowa. Nastolatkowie, którzy nie zdają sobie z tego sprawy, mogą czuć się „oszukani” przez dziewczynę i próbować na nią naciskać. Tymczasem powinni: po pierwsze, spodziewać się, że coś takiego może nastąpić, a po drugie, wiedzieć, co zrobić z podnieceniem, które czują (podpowiedź – naciskanie wystraszonej dziewczyny i przekonywanie jej, że będzie jej się podobało, to nie jest dobre rozwiązanie). Chłopcy powinni wiedzieć, że (wbrew temu, co czują) nierealizowane podniecenie seksualne ich nie zabije i penis ani jądra im od tego nie odpadną. A jeżeli naprawdę czują, że muszą dokończyć to, co się zaczęło, to mogą to zrobić sami w zaciszu toalety. I to nie będzie „obleśne” ani „zboczone”. To będzie wzięcie odpowiedzialności za swoje podniecenie zamiast uznawania, że jak dziewczyna mnie podnieciła, to teraz mogę z nią zrobić, co chcę.

Mam też jedną prośbę do wszystkich rodziców, którzy wychowują córki. Przestańcie uczyć swoje córki techniki: „mówię <<nie>> – myślę <<tak>>”, jako sposobu na flirt. Nie uczcie swoich córek, że to jest takie urocze i kobiece, że zawsze trzeba się „trochę poopierać”, bo inaczej wyjdzie, że „jestem łatwa”. Bardzo mnie martwi, że to naprawdę kobiety swoim zachowaniem uczą facetów, że kobiecego zdania nie należy traktować poważnie. Uczą ich, że kobieta to sama nie wie, czego chce, póki jej mężczyzna nie pokaże. Że to facet ma za kobietę wiedzieć, czego ona potrzebuje. Przykład? Piosenka Honoraty Skarbek (11 milionów wyświetleń na YouTube[9]) i jej „uroczy” refren:

Nie powiem jak masz kochać mnie,
Lecz chcę to czuć, być pewna, że wiesz
Czego potrzebuję dziś.
Chcę, żebyś zaskakiwał mnie.
Nie powiem jak, masz mi to dać,
Lecz chcę to czuć, być pewna, że wiesz
I nie zastanawiaj się.
Chcę żebyś zaskakiwał mnie.

To nie jest urocze. To jest co najmniej żenujące i śmieszne (jak dziewczyna głównego bohatera w „Chłopaki nie płaczą” – „trochę zwariowana, ekscentryczna, nieprzewidywalna”[10]), a w ostrzejszych przypadkach to wręcz schizofreniczne. Zastanówcie się, czy Wy, kobiety, miałybyście ochotę na bycie w związku z kimś, kto mówi „nie”, gdy myśli „tak”? Kto nie wysili się, żeby samemu dojść do tego, czego chce czy potrzebuje w danym momencie, ale wymaga od drugiej strony, by to odgadła (no i jeszcze się obraża, jeśli ktoś nie odgadnie dobrze)? Nie uczcie tego swoich córek. Nie róbcie tak same. Takie zachowanie pomaga w budowaniu wizji świata, w której „nie” z ust kobiety oznacza coś innego niż „nie” z ust mężczyzny.

W Polsce podejście do ofiar gwałtu jest niestety nadal średniowieczne. Na jakiekolwiek współczucie mogą liczyć co najwyżej kobiety, na które rzeczywiście ktoś wyskoczył z krzaków (albo takie, jak kobieta z Rimini. W jej wypadku nikt się nie dopytywał, jak była ubrana). Ale wszystkie ofiary gwałtów małżeńskich, gwałtów na randkach, odurzone tabletką gwałtu czy seksownie ubrane nie mogą liczyć na litość opinii publicznej, sąsiadów, znajomych, policji czy prokuratury. Same się prosiły. Bo przecież w małżeństwie nie ma czegoś takiego jak gwałt, bo kobieta po prostu ma wypełniać „małżeński obowiązek”. No a (jak wiemy dzięki naszemu złotoustemu wicepremierowi[11]) prostytutki nie da się zgwałcić. W tym samym roku, gdy Lepper wypowiedział swoją „złotą myśl”, moi koledzy z studiów prawniczych na UJ (czyli kwiat młodzieży polskiej), podczas zajęć z prawa karnego, całkiem serio zastanawiali się czy da się zgwałcić kobietę uzależnioną od seksu. I to wszystko nie są jakieś odosobnione twierdzenia tylko poglądy sporej części społeczeństwa.

Badania [12] pracowników prokuratury i policji wykazały, że oni sami nie za bardzo wierzą, że istnieje coś takiego jak gwałt. „Prawie 38% prokuratorów i prawie 45% policjantów było zdania, że kobieta nie ma prawa przerwać niechcianego kontaktu i w tym wypadku nie ma mowy o gwałcie. Natomiast <<wymuszenia stosunku za pomocą presji innej niż fizyczna>>, np. przez […] podanie środków farmakologicznych nie uważa za gwałt aż […] 29,7% prokuratorów, 39,3% policjantów. […] Z kolei doprowadzenia do obcowania płciowego wbrew woli osoby poszkodowanej przy użyciu przemocy lub groźby jej użycia, za zgwałcenie nie uważa: […] 18,9% prokuratorów i 32,6% policjantów. Wyniki te oznaczają, że dla pewnej grupy funkcjonariuszy (około 20% prokuratorów i blisko 40% policjantów) przestępstwo zgwałcenia w ogóle nie istnieje, nie ma bowiem zachowań, które skłonni byliby za zgwałcenie uznać(podkreślenia moje).

To, co sędziowie myślą na temat tego, czy gwałt to poważne przestępstwo czy nie, można wnioskować na podstawie wyroków, które wydają. „Średnia długość wyroków za gwałt ze szczególnym okrucieństwem we Francji i USA wynosi 8,8 lat; w Wielkiej Brytanii – 7,1; w Polsce 3,3. Natomiast wyroki za gwałt w zawieszeniu wynosiły we Francji, USA 10%, Wielkiej Brytanii 4%, a w Polsce 33%!”[13]. No i żeby była jasność, w polskim kodeksie karnym przestępstwo zgwałcenia jest zagrożone karą od 2 do 12 lat więzienia.

Sam fakt, że zgwałcenie od momentu pojawienia się w polskim kodeksie karnym z 1932 (artykuł 204)  było przestępstwem ściganym na wniosek[14], daje do myślenia. Dopiero 13 czerwca 2013 roku posłowie uznali, że powinno być to przestępstwo ścigane z urzędu, tak jak inne poważne przestępstwa. I nie zrobili tego z dobroci serca, ale przymuszeni przez wymagania ratyfikowanej przez Polskę konwencji Rady Europy o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet. Wcześniej można by odnieść wrażenie, że polski ustawodawca prezentował następujący tok myślenia: „a, bo z tymi kobietami to nie wiadomo. Teraz mówi, że to gwałt, a potem jej się odwidzi i niepotrzebnie chłopakowi życie zmarnujemy”. Podczas moich praktyk studenckich w prokuraturze, żadna sytuacja nie zelektryzowała tak pracownic biurowych, jak to, że ofiara gwałtu miała przyjść zeznawać. I jeśli myślicie, że panie sekretarki płonęły oburzeniem, to jesteście w błędzie. Te kobiety darły łacha z tej dziewczyny tak bardzo, że w końcu nie wytrzymałam i zapytałam o co chodzi. I dostałam odpowiedź, że te wszystkie sprawy o gwałt to jest jedna wielka lipa. Bo one wszystkie same chciały, tylko potem się obrażają na faceta, bo im piwa nie kupił i lecą na policję ze skargą, że gwałt był. I to tyle na temat kobiecej solidarności.

Taką mamy smutną rzeczywistość w Polsce. I tylko edukowanie ludzi na ten temat może coś zmienić. Im częściej będziemy rozmawiali na temat tego, jak naprawdę wyglądają gwałty w Polsce, tym lepiej. Im więcej chłopcy i dziewczęta będą wiedzieli na temat podniecenia seksualnego i respektowania granic innych osób, tym mniejsza szansa, że ktoś zostanie skrzywdzony. Seks to wspaniałe, piękne doświadczenie. Zadbajmy o to, by nasze córki i synowie też mieli kiedyś szansę się o tym przekonać.

Na koniec skrócony zestaw rad dla chłopaka, który nie chce zostać gwałcicielem:

– „nie znaczy nie” – „nie” padające z ust kobiety znaczy dokładnie to samo co „nie” padające z ust mężczyzny. Jeżeli dziewczyna mówi, że nie chce być dotykana, łaskotana, przytulana, całowana to znaczy, że nie chce;

– ciągnięcie za włosy, bicie i szczypanie nie są sposobem na okazanie koleżance z klasy, że Ci się podoba;

– uprawianie seksu z osobą, która jest nieprzytomna z powodu upicia lub jest pod wpływem innych środków psychotropowych jest gwałtem;

– jeżeli dziewczyna się do Ciebie uśmiecha, miło rozmawia i flirtuje, to nie znaczy, że automatycznie masz prawo do odbycia z nią stosunku;

– jeżeli dziewczyna się z Tobą całuje lub pieści to nie znaczy, że automatycznie masz prawo do odbycia z nią stosunku;

– jeżeli kobieta jest ubrana w strój, który eksponuje jej wdzięki, to nie znaczy, że automatycznie masz prawo do odbycia z nią stosunku;

– to, że kobieta jest Twoją żoną, nie znaczy, że ma obowiązek uprawiać z Tobą seks zawsze, gdy tego chcesz i w taki sposób, jak chcesz;

– penis nie jest jednostką decyzyjną Twojego ciała. Jesteś w stanie skontrolować swoje podniecenie. To, że jesteś podniecony nie daje Ci prawa do wymuszania seksu na osobie, która Cię podnieciła.

 

Pozdrawiam,

Matka Skaut.

 

P.s. Napisanie tego tekstu wymagało ode mnie bardzo dużo pracy (czytania, poszukiwania źródeł). Jeżeli spodobał Ci się ten wpis, uważasz, że niesie ze sobą istotną treść, proszę, udostępnij go na fb, żeby inni mieli szansę go przeczytać. Będzie to dla mnie najlepsza nagroda za pracę, którą w to włożyłam.

 

tekst: Magda Januszewska autorka bloga matkaskaut.pl

źródło: http://www.matkaskaut.pl/jak-nie-wychowac-syna-na-gwalciciela/

 

Przypisy:

[1] W języku prawników mówi się „zgwałcenie”. „Gwałt” oznacza „przemoc”. Stąd wzięłam statystyki:

http://statystyka.policja.pl/st/przestepstwa-ogolem/przestepstwa-kryminalne/zgwalcenie/122293,Zgwalcenie.html

[2] Tutaj przykład artykułu w tym stylu:

http://forum.gazeta.pl/forum/w,212,149212398,149212398,6000_gwaltow_w_Szwecji_vs_1400_gwaltow_w_Polsce.html

[3] Badania wiktymizacyjne zajmują się przestępstwem, ale od strony ofiary. Badania tego typu pozwalają urealnić policyjne statystyki przestępczości. Policja w swoich statystykach opiera się tylko na przestępstwach, które uda jej się ujawnić albo ktoś im zgłosi. Badania wiktymizacyjne pozwalają dotrzeć do ofiar przestępstwa, które nie zgłosiły się na policję. Np. jako studentka brałam udział w badaniach wiktymizacyjnych dotyczących molestowania seksualnego na uczelni – duża ankieta na ten temat została wysłana do każdej studentki uniwersytetu, aby ocenić rozmiar problemu.

[4] Beata Gruszczyńska, Przemoc wobec kobiet w Polsce. Aspekty prawnokryminologiczne

[5] Wszystkie historie są prawdziwe, pozmieniałam niektóre szczegóły, by uniemożliwić rozpoznanie osoby.

[6] Dan Ariely, Potęga irracjonalności, rozdział „Wpływ podniecenia seksualnego”

[7] Bianca-Beata Kotoro, Wiesław Sokoluk 100% mnie czyli książka o miłości, seksie i zagłuszaczach. Niezbędnik młodego człowieka – to jest książka napisana jako podręcznik do wychowania do życia w rodzinie. Niestety, w naszym kraju, nie było opcji, żeby stało się podręcznikiem.

[8] http://www.tvn24.pl/…

[9] https://www.youtube.com/watch?v=M93nWdvlSrc

[10] https://www.youtube.com/watch?v=_SaWMGJQXpQ

[11] https://www.youtube.com/watch?v=nCgXGdHuaGI najbardziej w tym filmiku przerażają mnie dwie rzeczy. Pierwsza, że Lepper nie poniósł żadnej odpowiedzialności za swoje słowa. Druga, to ci wszyscy faceci, którzy się śmieją po tekście Leppera.

[12] A. Dominiczak, Służby publiczne w służbie popędów, w: „Prawo i płeć” 2000, nr 1 . Cytuję za: Joanna Piotrowska, Alina Synakiewicz, Dość milczenia. Przemoc seksualna wobec kobiet i problem gwałtu w Polsce. Możecie mi zarzucić, że nie są to aktualne dane. Nie są. Ale są to jedyne dane, które istnieją na ten temat w Polsce.

[13] J. Piotrowska, Przemoc ma płeć. Wymazywanie kobiet z programów antyprzemocowych,

http://www.feminoteka.pl/readarticle.php?article_id=840. Cytuję za: Joanna Piotrowska, Alina Synakiewicz, Dość milczenia. Przemoc seksualna wobec kobiet i problem gwałtu w Polsce.

[14] Przy przestępstwach ściganych na wniosek, aby policja lub prokuratura zaczęły działać, potrzebny jest wniosek pokrzywdzonego. To znaczy, że nawet gdyby policja dowiedziała się z jakiegoś innego źródła (np. od samego sprawcy) o zgwałceniu, to nie mogą rozpocząć sprawy, jeśli kobieta sama tego nie zgłosi.

 


Komentarz

  1. Wyjdę na mało pojętnego buca, ale i tak zadam pytanie.
    Jak dziewczyna mówi TAK to znaczy „tak” ? Czy domagać się pisemnej zgody?
    I nie to że kpie czy coś wymyślam.
    http://wyborcza.pl/1,76842,16521620,Seks_w_Kalifornii__Chcesz_pocalowac__Musisz_dostac.html?disableRedirects=true

    Tak i jestem świadomy że przedstawione w artykule sytuacje w których chłopak wymusza sex to objaw ciemnoty intelektualnej.

    Ale jak powinien wyglądać przykładowy dialog dwojga młodych ludzi, którzy nie chcą mieć wątpliwości, że ta druga strona również chce?

    Podacie jakieś pozytywne scenariusze?

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *