„L.Poetki”. Kilka opinii na temat filmu dokumentalnego Moniki Rak i Agnieszki Małgowskiej

15171038_576681739208984_2825680066775279526_n

Nie tylko polskie kino unika tematu kobiecej nieheteronormatywności, lub oddaje tę kwestię w ręce mężczyzn, lecz na naszym filmowym podwórku szczególnie ciężko jest znaleźć filmy traktujące o tej tematyce. Nieheteronormatywne Polki zmuszone są do szukania odniesień i wzorców w kinie zagranicznym, którego obrazy bardzo rzadko przystają do naszej rzeczywistości. Damski Tandem Twórczy, czyli Monika Rak i Agnieszka Małgowska. od wielu lat idą pod mainstreamowy prąd , walcząc o miejsce lesbijskiej kultury w świadomości społecznej. Tym razem postanowiły wkroczyć do świata filmu, widząc brak kobiecej, nieheteronormatywnej perspektywy, która jest konieczna do tego, żebyśmy mieli całościowy obraz przestrzeni, którą współdzielimy, a na którą składają się różne głosy, również te należące do grup mniejszościowych i dyskryminowanych.

L.Poetki to film zrealizowany wyłącznie przez kobiety nieheteronormatywne. Dzięki takiej obsadzie wszystkich funkcji, między bohaterkami i realizatorkami wytworzyła się niezwykła intymność, która w piękny i poruszający sposób wprowadza nas do świata tajemnicy. Tajemnicy przykrywającej życie Polki-lesbijki-poetki. Bohaterki pokazują nam jak ich tożsamość kształtowała się w odniesieniu do norm i wzorców panujących w naszym kraju, i jaką rolę w tym wszystkim pełni ich twórczość.

L.Poetki to zwierciadło, w którym możemy się przejrzeć, a osoba stojąca po drugiej stronie odpowie nam w języku, który bardzo dobrze znamy. Sporo kobiet już przejrzało  się w tym zwierciadle. Oto kilka opinii.

——————

Dziękuję za ten BARDZO DOBRY film: bohaterkom i realizatorkom. Moim zdaniem pozycja obowiązkowa.
Małgorzata Barańska.

*

Spotkanie pokazało, jak bardzo potrzebujemy jako kobiety takich spotkań; rozmów było wiele i myśli chyba zbyt wiele, żeby się moc wypowiedzieć; każda myśl otwierała nowy watek; myślę, że to był powód ze trochę mniej było o filmie:) ale sporo o bohaterkach za to:). Takie gromady kobiet mają wielką siłę i dobrze się tam czułam, tak swojsko, u siebie. Voyk.

*

„Reżyserze, prowadź mnie tam, gdzie jeszcze nie byłem.” – mawiał Andrzej Wajda.  Film L.Poetki właśnie to robi. Subtelny, intymny portret trzech kobiet sprawia, że to, co, na co dzień niedostrzegane staje się widoczne.

Lesbijki. W dodatku poetki. Mogłoby się zdawać, że nie ma bardziej niszowego, a jednocześnie trudnego pod względem filmowym tematu. Monice Rak i Agnieszce Małgowskiej udało się jednak zrobić, mimo ich niechęci do tego słowa, film uniwersalny. Każda/y, bowiem szuka swojej tożsamości oraz sposobu wyrazu siebie.

Dla mnie jest to przede wszystkim film o twórczości i o odwadze bycia sobą. Bardzo intymna, osobista rozmowa.  Film o kobietach, zrobiony przez kobiety. Dlatego konieczne jest, aby dodać „Reżyserko, reżyserze prowadź mnie tam, gdzie jeszcze nie byłam/łem.”!. Małgorzata Dobrowolska

*

Przyznam szczerze, że nie jestem osobą garnącą się do poezji. Jak już jestem na nią eksponowana, to nawet jest fajnie, ale sama z siebie po nią nie sięgnę. Może dlatego przyszłam na pokaz z nastawieniem, że pojawię się przez grzeczność, bo koleżanki prosiły. Film mnie pozytywnie zaskoczył. Był ciekawy, może dlatego, że o ciekawych osobach. Poezja była jedynie w tle, była jakby nitką łączącą poszczególne postaci. Równie dobrze bohaterkami mogłyby być piosenkarki, czy księgowe, a film i tak zachowałby swoją uporządkowaną konstrukcję, która dla mnie – osoby z mózgiem w formie excela – jest szalenie ważna. Jedyny zarzut, jaki mam do całości, to to, że o ile Ilonę Ewę Urban i Agnieszkę Frankowską udało się „zgłębić”, o tyle – w moim odczuciu – Agnieszka Grzelczak została potraktowana bardzo powierzchownie. Poza tym film naprawdę wciągający. Aż się nie chce mrugać, czy tym bardziej chodzić do baru. Anonimka.

*

A myślałam, że nie lubię filmów dokumentalnych… Na szczęście obejrzałam  L.Poetki.
Przy czym „obejrzałam” nie jest adekwatnym słowem. Bo ja ten film chłonęłam oczami, uszami, skórą – gdy miałam ciarki ze wzruszenia, ustami – gdy wyrywał się z nich pomruk zaskoczenia, poruszenia, gdy parskałam śmiechem lub śmiałam się na całe gardło. Sinusoida emocji jako reakcja na obrazy i dźwięki, które docierały do mnie z ekranu to jedno. Bo do tego burza myśli w głowie, myśli nie-myśli, że oto poznaję kobiety zwykłe/niezwykłe, dla których jest oczywiste TAK dla ich pasji pisania i wciąż oczywiste TAK dla codziennej pracy (Tykwy Autobus Kawiarnia), że tak można, że to jest piękne i że to jest właśnie Życie, gdy robisz to, co Ci dyktuje serce i to sercem się kierujesz, idąc przez świat. Chłonęłam ten film całą sobą – ciałem, sercem, umysłem. I chciałam, by trwał jeszcze. Skończył się, a ja mam niedosyt, ale taki specyficzny podwójny niedosyt-pragnienie: L.Poetki 2. Ewa Chowaniec.

*

Dużą lekcją był też dla mnie pokaz filmu L.PoetkiPracując na co dzień w KPH zajmuję się przestępstwami z nienawiści, działam rzeczniczo, pracuję z różnymi instytucjami (np. Policją), pracuję, żeby osiągnąć zmianę na poziomie systemowym. Taka praca jest trudna, żmudna, efektów szybko nie widać. Dlatego tak bardzo zaskoczyło mnie to, jaki piorunujący efekt wywarł na mnie ten film. Doświadczyłam sztuki jako formy dotykającej coś bardzo głęboko, ale przede wszystkim ogromnie wartościowej przez swój walor edukacyjny – mogłam zobaczyć i poczuć, jak wygląda codzienność lesbijek w Polsce. Mogłam wyjść z myślenia o problemie podwójnego wykluczenia, które znam z badań i poznać historie konkretnych, żywych kobiet. Film ten jako forma sztuki oddziałująca na emocje, która pokazuje indywidualne historie, buduje poczucie tożsamości, bardzo do mnie trafił. Zobaczyłam, jak ważne jest uwzględnianie różnych form aktywizmu – łączenie pracy rzeczniczej na poziomie systemowym, z pracą budującą kulturę LGBTQ (niekoniecznie razem!), dokumentującą historię ruchu. Zobaczyłam, że nie można wartościować działań, one muszą iść ze sobą w parze.

Zrozumiałam też, że nie trzeba wiele, żeby wspierać inicjatywy budujące kulturę lesbijską. Nie trzeba rezygnować z obranego kierunku, zmieniać strategii działania. Nie trzeba dużego wysiłku, żeby uwzględnić wielogłos. Wystarczy postarać się, żeby różne formy były współobecne. Bo może właśnie niewidoczność kultury lesbijskiej wynika z naszej (mam na myśli aktywistów_ki LGBTQ pracujących_e w mainstreamie) nieuważności, z zapatrzenia się jedynie na swoje poletko. Magdalena Świder.

*

Potrzebowałam 24 godzin, żeby wchłonąć film. Bardzo mnie poruszył. To film o mnie -codziennym zmaganiu się z pełnym schematów i stereotypów światem zewnętrznym, i pełnym zakamarków światem wewnętrznym, który próbuję wyrazić. Zadziwiające jest jak kobieta-lesbijka-poetka potrafi łączyć różne światy, przepracowywać je w sobie i tworzyć nowe formy, kształty, powoływać coś do życia-to w kontekście Agnieszki Grzelczak, której historia jest mi chyba najbliższa albo podjarało mnie że kieruje autobusem :)). Historie proste i niezwykłe w swej zwykłości, standardowe pytania, problemy ubrane jakoś na nowo, jakoś inaczej przepracowane. Super dobrana muzyka. Szacun za ogrom pracy włożonej w ten film. Anonimka.

——————

Opinie to ważny element komunikacji między tworczyniami a odbiorczyniami. Ale mam nadzieję, że zachęci też nieheteronormatywne Polki dzieliły się swoją perspektywą, tworząc również filmy. Na zachętę proponuję wywiad z Moniką Rak, publikowany w Feminotece.

——————

Magdalena Wielgołaska – aktywistka / lesbijka / feministka / współzałożycielka Stowarzyszenia na rzecz Osób LGBT Tolerado / działaczka na rzecz poszerzania wiedzy na temat leczniczego działania konopi / zaangażowana w Kręgi Kobiece i odzyskiwanie wewnętrznej, kobiecej Mocy / wartościami i zawodowo związana z Partią Zieloni/ założycielka strony Strefa Les*/ współpracowniczka projektu A kultura LGBTQ+ nie poczeka!


Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *