MHK – Równe, ale różne Polski ruch kobiecy przełomu XIX i XX wieku a kontekst europejski i światowy

Tekst: Agnieszka Mrozik

 Dwie kwestie odróżniają polski ruch kobiecy przełomu XIX i XX wieku od europejskiego i światowego ruchu emancypacyjnego: poczucie, że Polki „otrzymały, nie zaś wywalczyły” sobie prawo głosu oraz przekonanie, że polski sufrażyzm nie był ruchem autonomicznym, lecz częścią szerszego, bo narodowowyzwoleńczego ruchu, który miał przynieść wolność wszystkim obywatelom, w tym również kobietom. Mimo iż stwierdzenia te nie są pozbawione słuszności, sprawa jest nieco bardziej skomplikowana, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka.

Liczy się dobro narodu

Faktem jest, że o ile Amerykanki, Brytyjki, Francuzki, Niemki itd. walczyły o prawo kobiet do edukacji, pracy, a także decydowania o sprawach ważnych dla ich społeczności, kierując się dobrem społeczeństwa (wykształcona, niezależna, samodzielna kobieta to nie tylko dobry „materiał” na żonę i matkę, ale także wzór świadomej obywatelki), o tyle Polki, domagając się tych samych praw, miały na uwadze przede wszystkim dobro narodu: to na kobietach spoczywał przecież obowiązek wychowania prawych Polaków – rycerzy, powstańców, patriotów, jak również cnotliwych (przyszłych) Matek Polek. Tak pisała o Paulina Kuczalska-Reinschmit. jedna z przywódczyń „pierwszej fali” ruchu kobiecego w Polsce:

„Równouprawnienie polityczne kobiet stanowi część nieodłączną ogólnych dążeń wolnościowych i tylko w łączności z nimi bywa osiągane” (1).

W argumentacji polskich sufrażystek Polki powinny otrzymać prawo do edukacji, pracy oraz prawo głosu nie dlatego, że są „ludźmi takimi samymi jak mężczyźni”, ale dlatego że „na równi z mężczyznami” ponoszą ofiarę – walki i męczeństwa za narodową sprawę. Zwracała na to uwagę Maria Turzyma, inna polska emancypantka: „Właściwością ruchu kobiecego w Polsce jest wybitnie społeczny jego kierunek. Kobiety innych krajów w dążeniach swoich emancypacyjnych mają głównie na celu wyzwolenie się spod przewagi męskiej, wywalczenie równych z mężczyzną praw. Nasze kobiety dobijają się przede wszystkim o udział w życiu obywatelskim i to bez upominania się o prawa, byleby wolno im było spełniać obywatelskie obowiązki, a więc współdziałać w pracy podejmowanej dla społecznego dobra” (2).

Jak zauważa Sławomira Walczewska, Polki (inaczej niż cudzoziemki) nie domagały się zrównania w prawach z mężczyznami, gdyż były przeświadczone, że ze względu na „historyczne zaszłości” (tradycję szlachecką, w której kobiety miały dość wysoką pozycję, a także czas walk o wolność, w których kobiety brały czynny udział) takie prawa posiadają. W polskim dyskursie emancypacyjnym pojawiał się raczej zwrot „bez różnicy płci”, sugerujący, że Polki walczą o swoje prawa w ramach szerszej walki o prawa całego narodu (3). Pisała o tym Kuczalska-Reinschmit: „Polki czują się obywatelkami kraju, więc pragną mieć taką możliwość spełniania tych obowiązków, jakie daje dopiero pełnia praw” (4).

Różnice argumentów

Zwróćmy uwagę na różnice w doborze argumentów, które pojawiają się w polskim i zachodnim (na przykład: amerykańskim) dyskursie emancypacyjnym. Sylvia D. Hoffert, badaczka języka amerykańskich sufrażystek z połowy XIX wieku, podkreśla obecność w ich wypowiedziach kombinacji argumentów pochodzących z różnych słowników ideologicznych: indywidualizmu charakterystycznego dla amerykańskiego transcendentalizmu, republikańskiej „cnoty”, języka praw naturalnych Johna Locke’a, wpływów szkockiej szkoły „zdrowego rozsądku” itd. Celem tej „mieszanki” było wzbudzenie w Amerykanach przekonania, że kobiety zasługują na równe z mężczyznami prawa jako jednostki, a także „części składowe” większej wspólnoty. „Papieżyce” amerykańskiego ruchu sufrażystek – Elizabeth Cady Stanton oraz Susan B. Anthony – przekonywały, że samoświadomość i samorealizacja kobiet jest ważna z punktu widzenia interesu społecznego: silna jednostka jest gwarantem silnej wspólnoty. Dobrze wykształcona kobieta to zatem idealna partnerka dla mężczyzny, a także lepsza matka dla swoich dzieci; kobieta niezależna finansowo, pracująca, wytwarza dobra, które prowadzą do bogacenia się całego społeczeństwa; z kolei kobieta podejmująca wybory polityczne (wybierająca, a także wybierana) wzbogaca życie publiczne o wartości (przede wszystkim moralne) obecne w nim uprzednio w znikomym stopniu.

Kobiety walczą

W warstwie retorycznej Amerykanki unikały w swych wystąpieniach metafor wiążących kobietę z życiem domowym. Chcąc wprowadzić ją w sferę publiczną, o wiele chętniej posługiwały się metaforami związanymi z inżynierią/ architekturą (kobieta jako konstruktorka nowego społeczeństwa), a nawet wojną: kobiety walczą o swoje prawa, które stają się ich bronią w zmaganiach o lepsze życie/ lepszy świat. Metafora wojenna miała pokazać, że kobiety chcą i są gotowe uczestniczyć w życiu publicznym kraju w najpełniejszym jego wymiarze (5); sufrażystki chętnie zresztą przywoływały (choć nie był to ich główny argument) historyczne przykłady zaangażowania Amerykanek w walkę o niepodległość kraju w latach 1775-1783, a później w czasie wojny z Anglią w 1812 roku. Ich celem było udowodnienie, że miejsce kobiet jest nie tylko w sferze prywatnej, ale także publicznej; potrzebują wyłącznie prawnego usankcjonowania swojej w owej sferze obecności.

W tym miejscu warto zwrócić uwagę na „lekcję”, jaką amerykańskie bojowniczki o prawa kobiet wyniosły z sojuszu z inną uciskaną grupą społeczną, a mianowicie Afro-Amerykanami. Przed wojną secesyjną niezwykle silne były związki sufrażystek z ruchem abolicyjnym, dążącym do wyzwolenia Czarnych w Stanach. Przywódczynie ruchu kobiecego – Stanton, Anthony, Lucretia Mott i kilka innych – uczestniczyły w konwencjach abolicjonistów, a także zapraszały ich na swoje własne spotkania, prowadziły szeroką działalność wydawniczą i pisarską, której celem było zapewnienie kobietom i Czarnym praw obywatelskich, czyli de facto zrównanie ich w prawach z białymi mężczyznami. Popularna była także metafora kobiety-niewolnika (mężczyzny). „Kobieta jest niewolnicą od kołyski aż po grób” – mówiła Ernestine Rose podczas konwencji w Syracuse w 1852 roku, podkreślając, że te dwie grupy społeczne – kobiety i Czarnych – łączy wspólny cel: walka o prawo głosu i decydowania o swoim miejscu w społeczeństwie amerykańskim. Po wojnie secesyjnej okazało się jednak, że emancypacyjne dążenia jednych i drugich nie zmierzają w tym samym kierunku. Trzynasta poprawka do Konstytucji (1866) zniosła niewolnictwo na obszarze całych Stanów Zjednoczonych, zaś czternasta (1868) utorowała drogę do praw wyborczych Czarnej ludności (płci męskiej – dodajmy). Pojawiły się wówczas głosy, m.in. byłego niewolnika Fredericka Douglassa, że „skoro Czarni musieli tak długo czekać na swój czas, kobiety również powinny nauczyć się cierpliwości” i nie naciskać na władze w sprawie prawa głosu. W efekcie ruch kobiecy odseparował się od ruchu na rzecz Czarnych i działał dalej samodzielnie (6).

W 1868 roku powstała organizacja National Woman Suffrage Association, na czele której stanęły Elizabeth Cady Stanton i Susan B. Anthony, domagające się zrównania praw kobiet i mężczyzn w każdej sferze życia społecznego, politycznego i ekonomicznego, zaś w 1869 roku Lucy Stone powołała do życia American Woman Suffrage Association – organizację mniej radykalną, żądającą „jedynie” pełnych praw obywatelskich dla kobiet. W 1890 roku obie organizacje połączyły się i utworzyły jedną wspólną inicjatywę pod nazwą National American Woman Suffrage Association, której pierwszą przewodniczącą została Stanton. „Uprzedzenie” do kwestii rasowej – związane z lękiem, że po raz kolejny „kwestia kobieca” zostanie połączona w świadomości Amerykanów z kwestią emancypacji innej grupy społecznej – stało się w amerykańskim ruchu kobiecym tak silne na przełomie XIX i XX wieku, że właściwie nie dyskutowano o prawie głosu dla kobiet innych niż białe.

Ofiarne Polki

Tymczasem w polskim ruchu kobiecym posługiwano się w trakcie kampanii na rzecz równych praw dla kobiet zupełnie innymi argumentami, sięgano do innego języka, a także preferowano inne metody walki społecznej i politycznej, co było rezultatem odmiennej sytuacji historycznej Polski. Po pierwsze zatem, podnoszono argument głębokiego zaangażowania Polek w działalność narodowowyzwoleńczą (konspiracyjną, edukacyjną, sanitarną, kurierską itd.) zarówno w czasie powstań, jak i w okresach pomiędzy nimi (7). Podkreślano, że kobiety na równi z mężczyznami pracowały dla dobra narodu pod zaborami, ponosząc z tego tytułu wyrzeczenia, cierpiąc trudy, poświęcając się itd. Właśnie o etosie poświęcenia i ofiarności Polek pisała z przekąsem Maria Janion: „Kobiety polskie działają nie po to, żeby się wyzwolić, ale po to, żeby się poświęcić. Poświęcenie sankcjonuje prawo do wolności. Przekroczenie domowej roli kobiety okazuje się nie tyle przekroczeniem, ile moralnym dostosowaniem do okoliczności historycznych” (8).

Danuta Dąbrowska (9), a także Dobrochna Kałwa (10) zauważają niezależnie, że „kwestia kobieca” zyskiwała zainteresowanie i posłuch w polskim społeczeństwie, gdy szermujące tym hasłem emancypantki sięgały do metafor domowych, by przygotować grunt dla kobiet w sferze publicznej (np. o kobiecie aktywnej w życiu publicznym mówiono jak o dobrej, mądrej gospodyni, która uporządkuje państwo tak, jak porządkuje swoje domostwo), a także gdy odwoływały się do etosu Matki Polki częściej niż do etosu Żołnierki (np. Emilii Plater czy Mickiewiczowskiej Grażyny). Głównym celem tej argumentacji było uspokojenie społeczeństwa, że wejście kobiet na wyższe uczelnie, rynek pracy, a także do polityki nie zmieni układu sił w relacjach między płciami: jednym słowem, że kobiety nie stracą nic ze swej „kobiecości”, a wręcz przeciwnie – wprowadzą „kobiecy (moralny) pierwiastek” do tradycyjnie męskiej sfery, jaką jest polityka. Grażyna Borkowska zwraca uwagę, że ton etyczny zdominował ostatnie pisma Elizy Orzeszkowej, która nawoływała Polaków do sposobienia się do odnowy moralnej, a także obwieszczała przyjście „kobiecego Mesjasza” (11). W mniej natchnionym, choć w gruncie rzeczy podobnym tonie przemawiały polityczki doby II Rzeczypospolitej (uprzednio członkinie ruchu kobiecego w okresie zaborów), których bycie u władzy sprowadzało się w dużej mierze do „łagodzenia obyczajów” w sferze publicznej, a także rozwiązywania problemów społecznych tradycyjnie łączonych z „kobiecymi predyspozycjami” wychowawczymi oraz opiekuńczymi: edukacja, zdrowie, resocjalizacja itd.

Jeśli Polki używały języka militarnego, to tylko w sytuacjach, gdy podkreślały wspólnotę dążeń całego narodu do odzyskania wolności. Polski ruch emancypacyjny był bowiem w całości podporządkowany sprawie niepodległości narodu, a wszelkie próby odseparowania tych dwóch kwestii spotykały się z jeśli nie wrogim, to z pewnością pełnym dystansu odbiorem. Burzliwa dyskusja na ten temat rozgorzała między pozytywistycznym publicystą Aleksandrem Świętochowskim a Pauliną Kuczalską-Reinschmit – założycielką Związku Równouprawnienia Kobiet Polskich (1907), a także wydawczynią lwowskiego, a następnie warszawskiego pisma „Ster”. Świętochowski uważał, że „kobieta musi za główny cel swych dążeń uznać ową wszystkich wyzwalającą wolność. Wtedy będzie mogła słusznie powiedzieć o sobie: jestem człowiekiem, nic ludzkiego nie jest mi obcym. Wtedy również powiedzianym o niej będzie: oto jest człowiek i nic ludzkiego nie powinno być jej odjętym” (12). Tymczasem w opinii Kuczalskiej, nawet jeśli kobiety powinny się angażować w ruch narodowowyzwoleńczy, a także aktywnie działać na rzecz emancypacji innych grup społecznych („robotnika, włościanina i Żyda”), przede wszystkim muszą zadbać o swoje interesy: „Historia naszego ruchu […] uczy nas, że kobiety ‘przez czynny udział w walce o wyzwolenie wszystkich’ jeszcze przez to praw obywatelskich dla siebie nie zdobywają” (13). Sięgając jako jedna z niewielu polskich sufrażystek do języka wojskowego (Aneta Górnicka-Boratyńska zwraca uwagę, że Kuczalska była nazywana „wodzem”, „głównodowodzącą” „armii sióstr” (14)), Kuczalska wskazywała na potrzebę stworzenia autonomicznego ruchu kobiecego, którego interesy nie będą się mieszać z interesami innych grup społecznych: „Zwolennicy postępu uświadomić sobie muszą, że […] kobiety nie tylko jeden korpus, ale liczniejszą część armii stanowią i nie mogą, lecz muszą mieć […] własną broń i komendę, a także nie stosować się do ruchów mniejszości armii, lecz wspólnie z nią układać i wykonywać te ruchy, gdyż dopiero wówczas układ odpowie siłom i potrzebom ogólnym” (15).

Oddzielić kwestię kobiecą

Kuczalska, jej najbliższa współpracownica Józefa Bojanowska, a także Kazimiera Bujwidowa były jednymi z nielicznych polskich sufrażystek, które podkreślały, że konieczne jest oddzielenie „kwestii kobiecej” od wszelkich innych kwestii społecznych i narodowych. Założony przez nie Związek Równouprawnienia Kobiet Polskich był wyjątkowo radykalną organizacją feministyczną, która starała się upominać przede wszystkim o interesy kobiet. W dwudziestoleciu międzywojennym równie radykalną organizacją był Centralny Komitet Politycznego Równouprawnienia Kobiet (1917), przekształcony w 1919 roku w Klub Polityczny Kobiet Postępowych. Jego główne cele dotyczyły, jak pisze Dobrochna Kałwa, „całkowitego równouprawnienia w uregulowaniach prawnych; faktycznego równouprawnienia, zagwarantowanego w realizacji przepisów prawnych obowiązujących w Polsce; aktywizacji kobiet na wszystkich obszarach życia publicznego (zawodowego, politycznego, kulturalnego, społecznego); ochrony praw matki i dziecka; współdziałania ruchu kobiecego na rzecz obrony interesów kobiet” (16).

Inne organizacje kobiece występowały natomiast chętniej jako „przybudówki” różnych frakcji społeczno-politycznych: narodowych, socjalistycznych bądź katolickich, i realizowały postulaty równouprawnienia kobiet wyłącznie w ramach szerszej polityki macierzystych sił. Wymienić tu należy takie organizacje jak: Narodowa Organizacja Kobiet przy Stronnictwie Narodowym; Klub Polityczny Kobiet Postępowych (współtworzony przez Zofię Daszyńską-Golińską); Związek Pracy Obywatelskiej Kobiet (utworzony przez Zofię Moraczewską w 1928 roku); Wydział Kobiecy PPS. Wszelkie próby traktowania przez nie „kwestii kobiecej” jako priorytetowej uznawane były natychmiast za „zamach” na jedność narodową (endecja), klasową (socjaliści i socjaldemokraci), a także jako zagrożenie dla „naturalnego” porządku społecznego (katolicy).

Sławomira Walczewska zauważa, że to, co różni kobiecy dyskurs emancypacyjny w Polsce od zachodniego, to zaplecze ideologiczne, korzenie, tradycja – republikańska w Polsce i liberalna na Zachodzie. Liberalizm zachodni wiązał różnicę płci ze sferą prywatną; w sferze publicznej zaś „obowiązywała w nim zasada wyrównywania szans dla każdej indywidualnej osoby. W Polsce domaganie się przez kobiety praw politycznych wiązało się raczej z republikańskim rozumieniem polityki jako uczestnictwa w życiu zbiorowym, niż z rozumieniem liberalnym. Do sfery polityki polskie emancypantki wkraczały z całym bogactwem swej ‘sfery prywatnej’, także ze swym byciem kobietą”. Podkreślmy więc raz jeszcze, że o ile na Zachodzie kobiety walczyły o równouprawnienie (z mężczyznami), o tyle w Polsce chodziło raczej o uprawnienie kobiet, a więc o „prawa polityczne bez różnicy płci” (17).

Prawa sobie wywalczyły

Na zakończenie zwróćmy jeszcze uwagę na sam moment wywalczenia przez Polki prawa do pracy, edukacji, a także prawa głosu. Powszechne jest przekonanie, że Polki wspomniane już prawa „otrzymały” w nagrodę za wierne wspieranie mężczyzn w ich walce o wolność narodu. Tymczasem Sławomira Walczewska podkreśla z całą mocą, że Polki równe prawa sobie wywalczyły – może w mniej dramatycznych okolicznościach niż na przykład Brytyjki czy Amerykanki, ale jednak. Na dowód przytacza anegdotę, zgodnie z którą delegacja reprezentująca interesy kobiet ze wszystkich trzech zaborów stała kilka godzin na mrozie przed willą na Mokotowie, w której urzędował Piłsudski, by wręczyć mu petycję w sprawie praw wyborczych dla kobiet: „Piłsudski ustosunkował się pozytywnie do postulatów działaczek kobiecych i dekretem z 28 listopada 1918 roku ustanowił – a Konstytucja Marcowa z 1921 roku to potwierdziła – że prawo wyborcze mają wszyscy obywatele bez względu na płeć” (18). To w miarę płynne uzyskanie przez Polki prawa do decydowania o losach kraju ugruntowało dobre samopoczucie samych kobiet, a także umocniło ogólne przekonanie, że w Polsce nie ma dyskryminacji ze względu na płeć. Mało tego, doprowadziło do wzmocnienia różnic między Polkami – subtelnymi, „kobiecymi”, delikatnymi – a ich zachodnimi siostrami – agresywnymi, „męskimi”, nieprzebierającymi w środkach, a także różnic w relacjach damsko-męskich w Polsce (oparte na szacunku) i na Zachodzie (rywalizacja). Na dowód przytaczano mrożące krew w żyłach historie o manifestujących Brytyjkach (19) oraz Amerykankach (20) rozpędzanych przez policję, zamykanych w więzieniach oraz szpitalach psychiatrycznych, karmionych przymusowo itd., których niezłomna (w opinii jednych) bądź agresywna (w opinii innych) postawa przyczyniła się do uzyskania przez nie prawa głosu.

Fakt, że historia polskiego ruchu kobiecego nie była gwałtowna, dynamiczna, czy  niebezpieczna, fakt, że polski feminizm był w niewielkim tylko stopniu autonomiczny (jako związany z szerszą koncepcją walki narodowowyzwoleńczej), sprawia, że Polki niezwykle łatwo zapomniały o jego zdobyczach, a także o tych kobietach, które z narażeniem dobrego imienia, spokoju życia rodzinnego, kariery, szacunku społecznego itd. angażowały się w działalność emancypacyjną. Czas najwyższy przypomnieć ich zasługi i oddać im hołd, podkreślając, że prowadzona przez nie kampania odbywała się w warunkach specyficznej sytuacji społecznej, politycznej, ekonomicznej i kulturowej Polski – była więc częścią walki o wolność narodu polskiego, ale także ważnym ogniwem w łańcuchu działań prowadzonych przez kobiety na całym świecie. Polski feminizm łączy z zachodnim marzenie o równości; różni – kontekst. Dobrze jest pamiętać o swoich korzeniach.

Przypisy:

  1. za: S. Walczewska, Damy, rycerze i feministki. Kobiecy dyskurs emancypacyjny w Polsce, Kraków 2000, s. 62.
  2. za: A. Górnicka-Boratyńska, Chcemy całego życia. Antologia polskich tekstów feministycznych z lat 1870-1939, Warszawa 1999, s. 16-17.
  3. Walczewska, op. cit., s. 61-62.
  4. za: S. Walczewska, op. cit., s. 61.
  5. S. D. Hoffert, When Hens Crow. The Woman’s Rights Movement in Antebellum America, Bloomington-Indianapolis 2002.
  6. A. Graff, Więcej niż kontekst – kwestia rasowa a feminizm w Stanach Zjednoczonych, [w:] Gender: konteksty, red. M. Radkiewicz, Kraków 2004, s. 53-69.
  7. Przykładem silnych związków „kwestii kobiecej” z narodowowyzwoleńczą jest życiorys Izy Moszczeńskiej. W 1913 r. współtworzyła ona Ligę Kobiet Pogotowia Wojennego – organizację działającą na rzecz Legionów Piłsudskiego (przekształconą w 1928 r. w Związek Pracy Obywatelskiej Kobiet), a założony przez nią Związek Patriotów wszedł do galicyjskiej Komisji Skonfederowanych Stronnictw Niepodległościowych. Por. A. Górnicka-Boratyńska, Stańmy się sobą. Cztery projekty emancypacji (1863-1939), Izabelin 2001, s. 25-26.
  8. Janion, Kobiety i duch inności, Warszawa 1996, s. 97.
  9. D. Dąbrowska, Udomowiony świat. O kobiecym doświadczaniu historii, Szczecin 2004.
  10. D. Kałwa, Kobieta aktywna w Polsce międzywojennej, Kraków 2001.
  11. Borkowska, Publicystyka Orzeszkowej jako szkoła myślenia obywatelskiego, [w:] E. Orzeszkowa, Publicystyka społeczna, t. 1, red. G. Borkowska, I. Wiśniewska, Kraków 2005, s. 49.
  12. za: S. Walczewska, op. cit., s. 177.
  13. Ibidem, s. 178.
  14. Górnicka-Boratyńska, op. cit., s. 97.
  15. za: S. Walczewska, op. cit., s. 179.
  16. Kałwa, op. cit., s. 144.
  17. Walczewska, op. cit., s. 111-112.
  18. Walczewska, op. cit., s. 64.
  19. W 1903 r. brytyjska sufrażystka Emmeline Pankhurst, wraz z córkami Sylvią oraz Christabel, założyła organizację Women’s Social and Political Union, której członkinie podejmowały liczne radykalne działania, m.in. przerywały zebrania polityczne, ścigały na ulicach parlamentarzystów, wdzierały się do Izby Gmin, wybijały szyby, przecinały druty telefoniczne itd. 18 listopada 1910 r., w tzw. czarny piątek, zorganizowały demonstrację, brutalnie rozpędzoną przez policję: kilka kobiet zmarło z powodu odniesionych ran, kilkanaście zostało rannych, wiele trafiło do aresztu. W więzieniu prowadziły strajki głodowe (karmiono je wówczas siłą), były bite i upokarzane. 4 czerwca 1913 r. sufrażystka Emily Davison rzuciła się pod konia na wyścigach Epson Downs; zmarła w szpitalu z powodu odniesionych ran. Jej pogrzeb w Londynie zgromadził tysiące sufrażystek. W okresie I wojny światowej Pankhurst zawiesiła swą działalność emancypacyjną i włączyła się w prace na rzecz Korony. W 1918 r. Brytyjki, które skończyły 30 lat, otrzymały prawo głosu. W 1928 r. ograniczenie wiekowe zniesiono. Por. M. Bogucka, Gorsza płeć. Kobieta w dziejach Europy od antyku po wiek XXI, Warszawa 2005, s. 266-267.
  20. Początek XX wieku przyniósł zmiany w metodach walki amerykańskich sufrażystek. Alice Paul, nauczona doświadczeniem Brytyjek, postawiła na radykalne działania. Członkinie założonej przez nią Women’s Party pikietowały Biały Dom, organizowały demonstracje, prowadziły strajki głodowe itd. W czasie I wojny światowej zawiesiły jednak, podobnie jak Brytyjki, swoją działalność. Blisko stuletnie wysiłki kilku pokoleń amerykańskich emancypantek zakończyły się sukcesem, gdy w 1919 roku Kongres uchwalił, a w 1920 roku ratyfikował XIX poprawkę do Konstytucji, przyznającą kobietom prawa wyborcze. 26 sierpnia 1920 roku tysiące kobiet wyszły na ulice, by świętować swój sukces. XIX poprawka, nazwana imieniem Susan B. Anthony, zakończyła ten najtrudniejszy okres w historii ruchu kobiet w Stanach Zjednoczonych. E. Fitzpatrick, E. Flexner, Century of Struggle. The Woman’s Rights Movement in the United States, Cambridge, MA 1996.

Wybrana bibliografia

Bidwell G., „Emelina Pankhurst. Bunt długich spódnic”, Katowice 1972.

Ciechomska M., „Od matriarchatu do feminizmu”, Poznań 1996.

„Historia kobiet”, Pismo Ośrodka Informacji Środowisk Kobiecych OŚKa, nr 2 (11), 2000.

Schneir M. (red.), “Feminism: The Essential Historical Writings”, New York 1994.

Ślęczka K., „Feminizm: ideologie i koncepcje społeczne współczesnego feminizmu”, Katowice 1999.

Filmy

“Iron Jawed Angels”, reż. K. von Garnier, USA, 2004; http://www.hbo.com/films/ironjawedangels/

“La Française doit voter!”, reż. F. Cazeneuve, Francja, 2007; http://www.cndp.fr/tice/teledoc/mire/teledoc_francaisedoitvoter.pdf

“Not for Ourselves Alone. The History of Elizabeth Cady Stanton and Susan B. Anthony”, reż. K. Burns, USA, 1999; http://www.pbs.org/stantonanthony/

 


Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *