Na lato: Przeczytajcie „Maresi”, bo warto. „Kirke”, niestety, nie

Dwie powieści, dwie bohaterki w świecie magii i kobiecej mocy. Jednak te dwie książki są jak dwie różne strony księżyca.

Recenzuje: Joanna Piotrowska

Madeline Miller „Kirke”, tłumaczenie: Paweł Korombel, Wydawnictwo Albatros

Ta książka powinna zaczynać się tam, gdzie się kończy. Taki smutny wniosek mam po lekturze „Kirke” Madeline Miller. Dopiero w dwóch ostatnich rozdziałach akcja przyspiesza, nabiera rumieńców, bohaterka nareszcie zaciekawia, a nie irytuje.

Dziś sam fakt, że świat z mitologii czy baśni pokazywany jest z perspektywy kobiety już nie wystarcza. Takich książek pojawiło się już trochę i w dodatku bardzo dobrych, choćby wspomnieć dwie –  Margaret Atwood i jej „Penepoliadę”, w której mitologiczny świat obserwujemy okiem Penelopy, czy tajemniczą i wielowarstwową „Annę Inn z grobowców świata” Olgi Tokarczuk.  „Kirke” mogłaby do nich dołączyć, jednak przez swą schematyczność i banalność, szansy tej nie wykorzystuje. Przemiana Kirke z zahukanego brzydkiego kaczątka w pięknego, silnego łabędzia jest niewiarygodna, rozmywa się w nieznośnym, szkolnym podaniu mitów, słabej akcji, kiepskich dialogach. W każdej scenie, w której Kirke spotyka jakiegoś przedstawiciela czy przedstawicielkę znanych nam z mitologii greckiej,  dostajemy streszczenie, w dodatku kiepskie, mitów greckich. I tak, gdy Kirke spotyka Odyseusza z jego ust dowiemy się w wielkim skrócie „o co cho” w Iliadzie, a także w Odysei, gdy Kirke wyrusza pomóc siostrze w urodzeniu Minotaura, dostaniemy krótki opis kim był potwór, gdzie został umieszczony, kto zbudował labirynt i kim był Dedal itd. itp. Plus tych streszczeń może być taki, że młode osoby, które do tej pory nie znały greckiej mitologii lub się przed nią wzdrygały, czegoś się z powieści dowiedzą, choć ja osobiście polecam oryginał.

 

Marii Turtschaninoff  „Maresi. Kroniki Czerwonego Klasztoru”, tłumaczenie: Patrycja Włóczyk, Wydawnictwo Młody Book

Miller – autorka „Kirke” –  jest niemal rówieśniczką Marii Turtschaninoff, fińskiej pisarki, autorki „Kronik Czerwonego Klasztoru”. Ukazał się właśnie „Naondel” – drugi z trzech zapowiadanych tomów i jestem go bardzo ciekawa, ponieważ pierwszą część „Maresi” czytało mi się świetnie.

Czerwony Klasztor to miejsce na wyspie rządzone i prowadzone przez kobiety i gdzie mogą trafić jedynie dziewczyny i tu zdobywać wiedzę i niezależność, odkrywać swoje talenty i płynącą z nich siłę. Na wyspę przypływają dziewczynki i dziewczyny wykluczone, z biednych rodzin, doświadczające przemocy. Na wyspie Meos mogą się spełnić ich marzenia o prawie do edukacji, samodecydowania, niezależności, bo na wyspie żyją, uczą i pracują wyznawczynie Wielkiej Boginii i młode adeptki od nich pobierają nauki z szacunkiem dla innych i natury. To powieść, w której pobrzmiewają echa pisarstwa Ursuli Le Guin, czy Margaret Atwood. Jest w powieści i kobieca przyjaźń i solidarność, niełatwa czy wręcz tragiczna przeszłość wielu z nich, i wspólna walka przeciwko męskiej brutalności i niesprawiedliwości.

Autentyczna, poruszająca i nie tylko dla młodych, do których jest kierowana. Mnie wciągnęła i już ostrzę sobie zęby na drugi tom. I Was zachęcam. A jak przeczytacie, podsuńcie swoim młodszym Siostrom, bo warto.

 


Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *