Nic o nas bez nas | felieton Ewy Miniewicz

Graphic Design by Josh D. Jackson

Faktycznie, dla ogromnej ilości kobiet na świecie, Francuzek, Angielek, Amerykanek, Hiszpanek, czy Niemek to pieśń przeszłości, coś co nigdy nie wróci dzięki walce ich babek i matek. W ich krajach aborcja jest legalna na życzenie, nikt nie postawi wyżej płodu niż życia kobiety. Polki niestety nie należą do tego grona.

Obowiązująca w naszym kraju ustawa, szumie nazywana kompromisem, pozwala na legalne dokonanie aborcji tylko w trzech przypadkach: gdy ciąża zagraża życiu lub zdrowiu kobiety, gdy jest wynikiem czynu zabronionego, gdy płód jest ciężko i nieodwracalnie upośledzony. Mimo tych zapisów, ustawa jest notorycznie obchodzona przez lekarzy i polityków. Wszyscy słyszeli o sprawie Bogdana Chazana, który celowo i z premedytacją nie wskazał kobiecie noszącej ciężko upośledzone dziecko szpitala w którym mogłaby przerwać ciążę. Nie wszyscy natomiast słyszeli o radzie powiatu wołomińskiego, która uchwaliła swoją własną ustawę głoszącą, że klauzulą sumienia obejmuje się cały miejscowy szpital. W wielu polskich województwach aborcji się po prostu nie przeprowadza, bo ordynator wierzy w Boga, bo środowisko jest nieprzychylne, bo proboszcz krzywo patrzy, bo są różne naciski i lekarze dotychczas przeprowadzający aborcje po prostu się poddają presji spadającej na nich z każdej strony.

Wystające pod szpitalami antyaborcyjne pikiety bełkoczące coś o mordercach, trzymające transparenty z porozrywanymi płodami. Antyaborcyjne plakaty rozpowszechniające kłamliwe informacje, zapraszani do mediów prawicowi fundamentaliści i aktywiści anti-choice, pytający gdzie są feministki gdy chodzi o prawa maleńkiej dziewczynki w łonie, nazywający kobiety dokonujące aborcji morderczyniami, a lekarzy przerywających ciąże zabójcami – wszystko to dzieje się w Polsce nagminnie. Nikt nie sprawdza, czy podawane przez katolickich fundamentalistów informacje są prawdziwe czy nie. Nikt nie zwraca uwagi na język, którym się posługują, robiąc z zabiegu medycznego morderstwo, z tygodniowego płodu noworodka, z blastocysty dziecko, a z kobiety przedmiot.

Do tej pory jednak, mimo tych wszystkich przeszkód i złej woli wiadomych środowisk, kompromis obowiązywał, a ciążę z wielkim wysiłkiem, ale jednak, można było przerwać. Są to może ostatnie chwile tego luksusu. Luksusu samostanowienia dla kobiet, posiadania tej namiastki pewności, że jest się samodzielną istotą, mogącą wpływać na swój los i decydować o swoim życiu. Wkrótce znajdziemy się na równi pochyłej, z której nie będzie odwrotu, i zanim się obejrzymy odbiorą nam prawo do pracy i nauki, bo, jak mówiła Żmichowska, « Uczcie się, jeśli możecie; umiejcie jeśli potraficie i myślcie o tym, żebyście same sobie wystarczyły, bo w razie potrzeby nikt na was z opieką i wsparciem nie czeka.»

Lada moment w sejmie będzie głosowana ustawa zakazująca przerwanie ciąży z powodu nieuleczalnych i ciężkich wad płodu. W praktyce spowoduje to zmuszenie kobiet do noszenia i rodzenia dzieci ciężko chorych i upośledzonych, skazywania ich na życie w męczarniach i cierpieniu, w imię chorej moralności stawiającej płód ponad życiem kobiety. W ustawie proponowanej przez Kaję Godek wyraźnie jest napisane, że nie będzie mieć ona wpływu na budżet państwa, co dobitnie świadczy o tym, że pani Kaja nie jest zainteresowana bytem już narodzonych, ciężko chorych i upośledzonych dzieci. Nie chodzi jej o zapewnienie jak najlepszych warunków życia, możliwości rozwoju, przygotowania do życia i funkcjonowania w społeczeństwie. Na to trzeba pieniędzy i wielu lat ciężkiej pracy, na to pani Kaja nie ma czasu, poza tym nie jest to już tak spektakularne i widowiskowe jak pławienie się w glorii chwały osoby zatrzymującej falę mordów na dzieciach, no bo przecież aborcja brzmi tak neutralnie, kilka dobrze dobranych słów i od razu człowiek lepiej się prezentuje w oczach podatnych na manipulację ludzkich mas.

Ta ustawa jest szczególnie niebezpieczna, bo otwiera drogę do dalszego ograniczania, już i tak dość wątłych, praw kobiet w Polsce. Następnym krokiem będzie delegalizacja aborcji w przypadku czynu zabronionego, bo przecież to nie wina dziecka że się poczęło. Już w tej chwili jest to jeden z koronnych argumentów podnoszonych przez katolickich fundamentalistów w dyskusji na temat aborcji. Później następuje małe zapętlenie, i zazwyczaj pojawia się teza że przecież nie musi dziecka zatrzymać, może je zawsze oddać do adopcji. W całej tej dyskusji kobieta, jej doświadczenia, uczucia i pragnienia są kompletnie ignorowane, nawet jeżeli ciąża jest wynikiem gwałtu, kobieta traci jakąkolwiek podmiotowość, ponieważ na pierwszym miejscu stawia płód. Zarodek, blastocysta, jest ważniejszy od żyjącej, czującej istoty ludzkiej. Stąd już bardzo niedaleko do kompletnego zakazu i penalizacji aborcji, w najgorszym wariancie również karania kobiet za poronienie. Nigdy nie wiadomo przecież czy nie próbowały podstępnie zabić dzieciątka w łonie, wracając z pracy czy wchodząc po schodach do domu, bo pech chciał że mają mieszkanie na czwartym piętrze. Skończą się badania prenatalne, bo przecież zawsze jest te kilka procent ryzyka, że kobieta straci ciążę. Antykoncepcja prawdopodobnie również się skończy, bo to przecież grzech i dopust boży pozbawiać się świętej płodności.

To może brzmieć jak abstrakcja, jak jakiś kompletny absurd, jak kiepski żart który przecież nas nie dotyczy, ale jeżeli szeroko otworzymy oczy i rozejrzymy się dookoła to powinniśmy  sobie uświadomić, że to nie tylko nie jest żart, ale też bardzo prawdopodobny scenariusz na przyszłość. Kilka lat temu taki projekt ustawy był nie do pomyślenia. Rok temu wściekłe społeczeństwo zablokowało bestialskie zapędy Ordo Iuris, przerażona Beata Szydło odwoływała swoje haniebne słowa poparcia dla ich projektu. Dzisiaj nikt niczego nie odwołuje, a większość parlamentarna otwarcie mówi, że ustawę poprze, bo kto to widział żeby dzieci mordować w świetle prawa.

Dlatego trzeba bezwzględnie protestować, cały kraj powinien stanąć w obronie polskich kobiet. Powinny się zatrzymać pociągi i autobusy, powinny stanąć huty i elektrownie, gospodarstwa rolne powinny przestać pracować, piekarze powinni przestać piec chleb, lekarze i pielęgniarki powinni odejść od łóżek chorych.  W akcie sprzeciwu wszyscy powinniśmy wyjść na ulice i pokazać rządzącym że nie boimy się ich, ale że to oni powinni bać się nas. Powinniśmy w końcu się obudzić i zawalczyć o sprawiedliwość i równe traktowanie dla nas samych i dla przyszłych pokoleń, bo dziś być może jest na to ostatni moment. Nie dopuśćmy do tego, żeby słowa Boya – Żeleńskiego były dłużej aktualne, mam nadzieję, że widzimy się na protestach. I pamiętajcie: nolite te bastardes carborundorum.

 

Ewa Miniewicz


Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *