Odpowiedź na „Głosy Rozsądku”

Jak tylko pojawił się list „Strategia Milczenia” [TUTAJ TREŚĆ LISTU], pojawiła się kolejna fala obrony „Papierowego Feministy” (tu wstaw jakie chcesz imię i nazwisko, każda z nas zna ich od groma). Na pierwszym froncie, ku mojemu już niewielkiemu zdziwieniu, stają zasłużone feministki, wieloletnie działaczki, ekspertki przez szerokie grono nazywane „Głosami Rozsądku”. Bronią samopoczucia sprawcy przemocy, domniemania niewinności i jeszcze jakichś tam rzeczy, które przykro wymieniać.

Saro, Dominiko, Patrycjo, Agnieszko i wszystkie osoby, które zdecydowały się opowiedzieć o przemocy, której doświadczyły dziękuję Wam za Waszą odwagę. Wspieram Was w waszej walce, waszych decyzjach i jest mi ogromnie przykro, że nie od wszystkich otrzymujecie to wsparcie. Nie wiem, co przeżywacie, ale Wasze uczucia są ważne, wartościowe, powinny być słyszane i stawiane na pierwszym miejscu.

Czy spodziewałam się, że będę musiała tłumaczyć osobom, które były dla mnie autorytetkami, dlaczego nie można jednocześnie stać po stronie sprawcy i osoby przez niego skrzywdzonej? Nie.
Czy spodziewałam się, że prawniczki porzucą logiczne argumenty na rzecz retorycznych pytań mglisto związanych ze sprawą? Nie.

Stało się, najwyraźniej przyszła nasza kolej, żeby powtarzać, w kółko, jeśli trzeba, stare prawdy.

Dlatego:

Argument „Nie skupiajmy się na jednej osobie, skoro tam gdzieś jest dużo innych, które robią to samo”
Stara prawda: Chcesz zmienić świat, zacznij od swojego podwórka. Oczywiście, że pragniemy ogromnej systemowej i społecznej zmiany, która sprawi, że osoby doświadczające przemocy w końcu będą mogły domagać się sprawiedliwości bez strachu przed społecznym ostracyzmem. Do tej „ogromnej” zmiany prowadzi szereg małych zmian, takich jak, przykładowo, porzucenie współpracy z osobami stosującymi przemoc.

Pytanie: Czy sprawca powinien dostać depresji?
Stara prawda: Sprawca powinien ponieść konsekwencje, które będą adekwatne do popełnionego czynu i na tyle dotkliwe, że inne osoby będą bały się popełnić ten sam czyn.
Nikomu nie życzę depresji. Również w tym przypadku depresja u osoby stosującej przemoc nie jest moim celem (ani mam nadzieje nikogo kto podpisał ten czy poprzednie listy).

Pytanie: Jak długo sprawca ma zostać wykluczony z życia społecznego?
Stara prawda: Do wyjaśnienia sprawy. Domniemanie niewinności to termin prawniczy, który nie jest jednoznaczny z zachowaniem przywilejów społecznych.

Pytanie: Jaką samokrytykę powinien złożyć sprawca?
Stara prawda: Na początek mile widziana jakakolwiek samokrytyka, zamiast publicznego atakowania ofiar, później adekwatna do udowodnionych czynów. Czekamy.

[Pytanie o samobiczowanie uznam za retoryczne i zbędne]

Pytanie: Czego wymaga się od redakcji?
Odpowiedź: Wyjaśnień i odpowiedzi na zadawane przez osoby zainteresowane pytania. Jeśli z pełną wiedzą zatrudniają sprawcę przemocy, publikują jego głos, podtrzymują jego przywileje, to czekamy na przyznanie się do tej decyzji, a nie zamiatanie sprawy (która się toczy) pod dywan.

Tłumaczmy, dziewczyny i chłopaki, odpowiadajmy na te same pytania, które dla nas pozbawione są logiki. Darujmy sobie personalne ataki i tłumaczmy, wyjaśniajmy, opisujmy, rozkładajmy na czynniki pierwsze.  Tylko tak doczekamy się tej „ogromnej” zmiany.

Julia Maciocha
pracownica fundacji Feminoteka, prezeska Parady Równości

fot. Małgorzata Romanowska (PSTRO Fotografia)

28954238_984322068392855_7116004681734213571_o


3 komentarze

  1. Warszawa 14 marzec 2018
    Po kolei,
    w nawiązaniu do listu/wypowiedzi Julii Maciochy w odpowiedzi na mój wpis,, będący reakcja na list do Tygodnika Powszechnego.

    Rozumiem, że Julia Maciocha proponuje podjęcie rozmowy i wypracowanie strategii działania. Odpowiada mi to.

    Nie obrażam się na rzucane we mnie inwektywy, ale dostrzegam, że są to inwektywy, nie posuwają rozmowy do przodu. Liczyłam się z niechęcią jaką wywołam i nie mam o nią pretensji; żałuje tylko energii skupionej na wytykanie tam, gdzie przydałyby się dobre pomysły. Ktoś, kto mi zarzuca, że reprezentuje interesy sprawców…no cóż mogłabym powiedzieć, że dobrze by było, aby czytał ze zrozumieniem; wezmę to jednak na siebie – widać nie dość jasno się wyraziłam. Powtórzę więc raz jeszcze.

    Moje stanowisko jest takie. Od 1982 roku obowiązuje w Polsce Konwencja ONZ o przeciwdziałaniu wszelkim formom dyskryminacji wobec kobiet . Treści w niej zawarte, są niemal identyczne z tymi, o których mowa w art. 12 Konwencji Rady Europy o przeciwdziałaniu przemocy wobec kobiet i przemocy w rodzinie. Ta Konwencja wiąże władzę od 1 sierpnia 2015 roku. To jest nasze wewnętrzne prawo, zobowiązuje władzę do działań w kierunku wyeliminowania praktyk które były udziałem dwóch wskazanych panów i wielu innych, którzy sprawili, że setki tysięcy kobiet napisało #Metoo.

    Nie zwalniam jednostki od odpowiedzialności. Nie umyka mi jednak uwadze gleba w jakiej wzrastamy, nawóz jakim się nas karmi, atmosfera seksizmu ostro chronionego przez praktyki mizoginiczne. Jestem prawniczką i wiem, że prawo karne powinno wkraczać na końcu, a nie na początku i nie powinno służyć zemście; a jeśli zemsty chcemy – to trzeba to jasno powiedzieć. Jest obowiązkiem władzy promowanie i stwarzanie polityk społecznych eliminujących seksizm, przemoc także seksualną, także z relacji prywatnych. Władza się z tego obowiązku nie wywiązuje. Widzę związek między usilnym podtrzymywaniem standardów portretujących kobietę przedmiotowo, jako zależną, podległą i służącą za obiekt seksualny, a praktykami i kulturą, którą określamy jako kulturę gwałtu. Rozumiem więc, że nie wystarczy tylko reakcja na jednostkowe przykłady przemocy seksualnej wobec kobiet. Potrzeba jednocześnie standardów i woli politycznej przemoc tę eliminujących.

    Od początku wydawało mi się, że to nie jest – właśnie dlatego, że pierwsza taka, sprawa dla prokuratora. Nie muszę mieć racji. Tyle, że jeśli do prokuratora poszła to, to zobowiązuje. I nie ma co udawać, że nie wiemy. Nie można osądzać przed wyrokiem. I trzeba pamiętać – jesteśmy w Polsce.
    Sprawy się tu ciągną latami, a teraz ciągnąć się będą jeszcze dłużej o ile minister jeden czy bylejaki nie zechce tego użyć jako narzędzia politycznego do swoich partykularnych, najczęściej prymitywnych celów.

    Jeśli sprawca ma czekać z powrotem na łono społeczeństwa otwartego do wyjaśnienia sprawy to zgodnie z prawem, powinna się ona odbywać szybko i sprawnie. W praktyce ciągnie się latami. Ani to sprawiedliwe, ani sensowne. Można powiedzieć, co mnie to obchodzi – nie biorę za to odpowiedzialności. Można tak, nie można udawać, że o tym nie wiemy.
    A kiedy się sprawa toczy i ktoś mi mówi o odsuwaniu, zawieszaniu to nie mogę mu przyznać racji. Jedną rzeczą jest odpowiedzialność, drugą niszczenie. Odpowiedzialność mi odpowiada; niszczenie – człowieka i standardów – nie.

    Zaczynając od swojego podwórka możemy odmówić współpracy z człowiekiem, którego potępiamy. Czy możemy innym zarzucić, że z nim współpracują? Możemy prosić, by się do problemu ustosunkowały; nie możemy wymagać, by osądzały.

    Nadal nie bardzo jest dla mnie jasne jak sprawca, który jak rozumiem przeprosił, ma przeprosić, by usatysfakcjonować pokrzywdzonych. Dobrze pomyśleć o konkretach i konkretami operować.
    Julia Maciocha pisze: „Na początek mile widziana jakakolwiek samokrytyka zamiast publicznego atakowania ofiar, później adekwatna do udowodnionych czynów. Czekamy.”
    o.k. to jest coś. I to jest konkretne. Tyle, że jeśli stawiamy człowieka w stan prokuratorskiego oskarżenia to musimy się liczyć z tym, że może się obawiać on lub jego prawnik, że takie przeproszenie zostanie wykorzystane przeciwko niemu w sądzie. Można liczyć na bohaterstwo? Można. Można licząc na bohaterstwo także się przeliczyć.
    Julia Maciocha na moje pytanie:: Jak długo sprawca ma zostać wykluczony z życia społecznego? odpowiada „Do wyjaśnienia sprawy. Domniemanie niewinności to termin prawniczy, który nie jest jednoznaczny z zachowaniem przywilejów społecznych.”
    Przyznaję, że to aż zatyka, tak świszczy sowiecką totalitarną zapazuchą! Stać Was Panie na więcej! Na więcej niż głoszenie tak niedopuszczalnie groźnych haseł. Domniemanie niewinności to podstawa poszanowania godności człowieka przed aparatem władzy, który tylko czeka byście mu Panie to podpowiadały. Czy naprawdę mało Wam łamiących karki, kręgosłupy, życiorysy ustaw i przykładów z życia ?! Czy naprawdę nie rozumiecie, że jutro Was można pozbawić mieszkania, pracy, godności – do wyjaśnienia!!!!!
    Jeśli myślicie, że Wasze dobre intencje skupią się na dwóch czy dwudziestu molestatorach, a nie na Was, to się grubo mylicie. Praworządność to nie jest hasło; to rutyna, praktyka, praktyka trzymania się prawa i jego standardów i nie wyginania go na własne potrzeby bo trafił nam się prawdziwy molestator.
    Pytania, które zadałam, jeśli wydają się Wam pozbawione logiki – to zapewniam, nie są i są na czasie.
    Serdecznie pozdrawiam
    Monika Płatek

    1. Pani Profesor,
      jest mi ogromnie miło, że zdecydowała się Pani odpowiedzieć właśnie mnie. Jest mi jednak równie lub nawet bardziej przykro, że nie odniosła się Pani do wpisów jednej z pokrzywdzonych kobiet, Patrycji Wieczorkiewicz.

      Nie wiem czy pisze Pani o moich inwektywach, ale jeżeli poczuła się Pani urażona jakąkolwiek częścią mojej wypowiedzi to przepraszam, zależało mi właśnie na tym by odejść w dyskusji od naszych personaliów, a przejść do dyskusji na temat jednolitych wobec wszystkich standardów.

      Owszem moim głównym postulatem jest podjęcie rozmów i wypracowanie strategii, która będzie miała takie samo zastosowanie do Pana X i Pana Y niezależnie od jego zaplecza środowiskowego i głoszonych publicznie innych poglądów. Niezależnie od ilości wysoko postawionych, dobrze wykształconych, posiadających społeczny szacunek i zaufanie znajomych.

      Nie jestem związana z żadną ze stron. Nie jesteśmy znajomymi na Facebooku, nie chodzimy razem na kawę. To co widzę, to grupa kobiet mówiąca o doświadczonej przemocy ze strony osoby, która posiada jakieś przywileje społeczne, jakąś grupę osób wspierających.

      Odpowiadając na Pani pytanie: te wypowiedzi i listy nie są już kierowane do „Papierowego feministy”. Ja nie oczekuję od niego żadnych przeprosin. Nie żądam dla tej osoby depresji, nie żądam więzienia, nie żądam zemsty. Nie do mnie należy wydanie wyroku, w żadnym wypadku. Żądam natomiast, by podmioty współpracujące z tą osobą, a oficjalnie podające się za „równościowe” lub „feministyczne” lub wspierające te idee, przyznawały, że wiedzą o zarzucanych jej czynach i przyjmując to do wiadomości decydują się na kontunuowanie/podjęcie współpracy. Bez udawania, że sprawa nie istnieje, bez ogłaszania własnych wyroków – chodzi tylko i wyłącznie o jasną informację, że znają sprawę i decydują się na współpracę. Chodzi o szczerość wobec społeczeństwa i sprawiedliwość wobec pokrzywdzonych.

      Zgadzamy się, że każdy zasługuje na sprawiedliwy wyrok. Zgadzamy się obie, że sprawa może trwać w Polsce latami. Zgadzamy się, że nie jest to sprawiedliwe ani sensowne. Jednak to nie może oznaczać, że osoby pokrzywdzone na te lata mają ucichnąć, a ich sprawa zostać zapomniana i uciszana.

      Pytanie jaką Pani widzi możliwość poniesienie odpowiedzialności jeśli nie odsunięcie od opiniotwórczej pracy?

      Widzimy się na Słupskim Kongresie Kobiet, będzie okazja, by porozmawiać o naszych stanowiskach.
      Pozostaję w ogromnym szacunku do Pani i Pani pracy.
      Do zobaczenia,
      Julia

  2. Chciałabym jeszcze zaznaczyć, że fakt, że ja nie oczekuję od „Papierowego feministy” przeprosin nie zbywa takich oczekiwań ze strony osób pokrzywdzonych. Moje opinie, poglądy i oczekiwania nie muszą być tożsame z tym co myślą i czują osoby, które doświadczyły przemocy i ich potrzeby powinny mieć pierwszeństwo.

    Mam też zupełnie poboczne do powyższej sprawy wrażenie, że gdyby sprawa dotyczyła np. pana Ziemkiewicza, to nie byłoby gromkich listów „ludzi kultury” i stawiania murów obronnych. Dlatego wracam do początku i uważam, że należy rozpocząć dyskusję o strategii działań, która będzie dotyczyć wszystkich w równym stopniu.

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *