
Władza kobiet
Edwin Bendyk
Tekst pochodzi z bloga Antymatrix. Cały tekt: bendyk.blog.polityka.pl
“The Economist” zaczął rok od stwierdzenia, że wchodzimy w apogeum trwającej od kilku dekad rewolucji - po angielsku “empowerment of women”, czyli systematycznie rosnące znaczenie kobiet. Kryterium kluczowym dla “Economista” jest wzrost udziału kobiet na rynku pracy, w 2010 r. zbliży się on w krajach rozwiniętych do połowy, w niektórych, jak Stany Zjednoczone ma połowę przekroczyć. Co ważniejsze, od dłuższego czasu utrzymuje się korzystniejsza dla kobiet dynamika - globalnie na jedno miejsce pracy zajęte przez mężczyzn dwa obsadzają kobiety. W Unii Europejskiej, na 8 mln nowych miejsc pracy powstałych od 2000 r. 6 mln zajęły kobiety.
Co ważniejsze, kobiety zaczynają dominować w zawodach wymagających wysokich kwalifikacji. W USA zatrudnienie kobiet w kategorii “professionals” osiągnęło już 51 proc. Od dawna już także kobiety dominują jeśli chodzi o aspiracje edukacyjne: 60 proc. dyplomów uczelni wyższych w Europie i USA zdobywają kobiety, podobnie jest w krajach takich jak Iran i Turcja. Kryzys ujawnił, że gospodarki krajów rozwiniętych coraz mniej potrzebują mężczyzn (czy raczej tzw. “męskich” kompetencji), na cztery osoby tracące pracę w USA trzy były mężczyznami. Z kolei jeśli chodzi o przyszłość amerykańskiego Bureau of Labour Statististics stwierdza, że kobiety będą zajmować dwie trzecie miejsc pracy w 10 z 15 kategorii zawodowych notujących najszybszy rozwój. W końcu w 2011 USA przewaga kobiet studiujących na uniwersytetach nad mężczyznami osiągnie 2,6 mln.
(...)
“Economist” słusznie zwraca uwagę, że wzrost i w końcu dominacja kobiet na nowoczesnym rynku pracy będzie miała daleko idące konsekwencje nie tylko ekonomiczne, lecz także społeczne, kulturowe i polityczne. Póki co nie widać przewagi kobiet w strukturach władzy, jak jednak prognozuje Alain Tourraine w fundamentalnym opracowaniu “Le monde des femmes”, nadejdzie ona nieuchronnie. Emancypacja ekonomiczna kobiet łamie utrwaloną przez tysiące lat konstrukcję społeczeństw ludzkich, w których zasadniczą linie podziału i porządku społecznego wyznaczała pleć.
(...)
Mężczyźni władzy jednak łatwo nie oddadzą, doskonałym tego dowodem sprawa sprzed kilku tygodni wywołana protestem prof. Małgorzaty Kossut, która sprzeciwiła się, że na liście 23 uczonych zaproszonych do udziału w PAN jako członkowie-korespondenci znalazła się tylko jedna kobieta. Cóż, wbrew ogólnej statystyce polskiej nauki w jej strukturach dominują mężczyźni (z chlubnym wyjątkiem ministerstwa nauki). W powołanej przed kilkoma tygodniami Społecznej Radzie Narodowego Programu Redukcji Emisji Gazów Cieplarnianych nie ma chyba ani jednej kobiety, a ceremonia wręczenia nominacji przypominała konklawe. Zamiast jednak tkwić w przekonaniu, że tak będzie zawsze lepiej jednak przyglądać się globalnym trendom, zarówno tym z krajów bardziej rozwiniętych, jak i tych, na które patrzymy raczej z wyższością. Turcja, kraj tradycyjnie muzułmański może pochwalić się najmniejszymi dysproporcjami płacowymi między mężczyznami i kobietami na stanowiskach naukowo-badawczych. Obecną irańską rewolucję napędza w dużej mierze gniew świetnie wykształconych, lecz dyskryminowanych kobiet.
Polskie kobiety miałyby również wiele powodów do gniewu.
(...)
Czytaj cały tekst na blogu Edwina Bendyka: bendyk.blog.polityka.pl
Tekst z "The Economist" w j. polskim
|