|
|
|
Cicha rewolucja bogatego świata: kobiety przejmują kontrolę w miejscach pracy |
We did it! *
Cicha rewolucja bogatego świata: kobiety przejmują kontrolę w miejscach pracy
Artykuł z 30 grudnia 2009, The Economist
W czasach, w których zbyt wielu powodów do świętowania nie ma, pojawia się kandydat: w ciągu najbliższych kilku miesięcy kobiety przekroczą 50 procentowy próg i będą stanowiły większość na amerykańskim rynku pracy. Co więcej, kobiety już stanowią większość wśród absolwentów studiów w krajach OECD, a także wśród pracowników wykwalifikowanych w kilku krajach wysokorozwiniętych, w tym również w Stanach Zjednoczonych. To one prowadzą też wiele światowych korporacji, od PepsiCo w Stanach Zjednoczonych po francuską Arevę.
Wejście kobiet na rynek pracy i objęcie ich prawami pracowniczymi jest bez wątpienia najważniejszą zmianą społeczną naszych czasów. Jeszcze pokolenie temu kobiety w przeważającej większości skazane były na wykonywanie monotonnych, służebnych zawodów. Stale narażone były na seksistowskie uwagi i oczekiwano od nich porzucenia kariery, kiedy wychodziły za mąż i rodziły dzieci. Dziś to one prowadzą firmy, które kiedyś traktowały je jak obywateli drugiej kategorii. Miliony kobiet dostały we własne ręce kontrolę nad swoim życiem. Miliony umysłów zostało uwolnionych do bardziej efektywnego wykorzystania. Społeczeństwa, które próbują oprzeć się temu trendowi – dziś to przede wszystkim kraje arabskie, ale także Japonia czy południowe kraje Europy – zapłacą za to wysoką cenę w postaci zmarnowanych talentów i frustracji obywatelek.
Ta rewolucja udała się, choć nie bez pewnych kontrowersji. W końcu jednak mężczyźni pogodzili się z inwazją kobiet na rynek pracy. Jednak każda pozytywna zmiana może wydawać się niepełna lub niesatysfakcjonująca. Ten konkretny przykład postępu obarczony jest chociażby dwiema wadami. Pierwszą z nich jest niedoreprezentowanie kobiet w zarządach firm i organizacji. Tylko 2% szefów największych amerykańskich korporacji i 5% ich odpowiedników w Wielkiej Brytanii to kobiety. Są one również w znaczącym stopniu gorzej opłacane niż mężczyźni. Drugą natomiast jest fakt, iż godzenie obowiązków domowych z pracą jest wciąż trudne. Pary z klasy średniej bezustannie narzekają, że mają zbyt mało czasu dla swoich dzieci. Ale największymi przegranymi są dzieci – zwłaszcza w krajach takich jak Wielka Brytania czy Stany Zjednoczone, w których wysoki udział kobiet w rynku pracy współistnieje z niechęcią rządów do łożenia z publicznych środków na opiekę nad dziećmi.
Radzenie sobie z godzeniem obowiązków
Te dwa problemy są ze sobą blisko związane. Wiele kobiet czuje, że muszą wybierać między dziećmi a karierą. Kobiety, które świetnie sobie radzą w stresujących miejscach pracy jako dwudziestokilkulatki, po trzydziestce masowo z niej rezygnują, a potem bardzo ciężko im odzyskać dawną dynamikę. Z kolei gorzej wykwalifikowane kobiety uwięzione są na niskopłatnych stanowiskach, żyjąc ze swoimi dziećmi z dnia na dzień. To macierzyństwo a nie seksizm okazał się być problemem: w Ameryce, bezdzietne kobiety zarabiają prawie tyle, co mężczyźni, ale matki już zdecydowanie mniej.
Wymaganiem stawianym przed kobietami jest więc pomoc w złagodzeniu części tych problemów. Nawet jeśli niektóre z nowych teorii, wedle których kobiety są z natury lepszymi pracownikami, to bzdury, wiele trendów, na przykład „wojna o talenty i rosnąca elastyczność miejsc pracy, faworyzuje płeć bardziej wykształconą” powodują, że korporacje prawnicze, konsultingowe czy banki redefiniują swoje systemy awansów, ponieważ tracą zbyt wiele zdolnych kobiet. Ponad 90% firm w Niemczech i Szwecji proponuje elastyczne formy zatrudnienia, a nowe technologie ułatwiają stworzenie z pracy miejsca przyjaznego rodzinom.
Kobiety zdecydowanie lepiej niż mężczyźni radziły sobie w mijającej dekadzie. W Ameryce trzy na cztery osoby wyrzucone z pracy w efekcie „men cesji” [recesja spowodowana przez mężczyzn i na nich oddziałująca – przyp. własny] to mężczyźni. Jeśli chodzi o kobiety, w dalszym ciągu to im będzie wiodło się lepiej: na przykład w Ameryce do 2011 roku studentek będzie ponad dwa razy więcej niż studentów.
Lekka ręka państwa
W zasadzie wszystko powyżej przemawia za tym, aby pozostawić wszystko rynkowi. Nie zatrzymało to jednak nawoływań do silnej interwencji państwa takiej jak w wydaniu skandynawskim, gdzie działania afirmacyjne (wprowadzania m.in. kwot) sprawiły, że ponad 40% deputowanych to kobiety. Wszystkie kraje skandynawskie wprowadziły system finansowanych przez państwo żłobków. Mają także najwyższe na świecie wskaźniki zatrudnienia kobiet i wiele rozwiązanych problemów społecznych, które trawią Wielką Brytanię czy Amerykę. Oczywiście pojawia się pytanie – czy można przyśpieszać rewolucję społeczną i odgórnymi działaniami ułatwiać ciężkie życie wielu pracujących kobiet i ich dzieci?
Jeśli oznacza to poważne interwencje w stylu akcji afirmatywnych i szerokich programów socjalnych dla wszystkich, to odpowiedź brzmi - nie. Jeśli zaczyna się od promowania ludzi tylko na podstawie ich płci, to jest to antyliberalne i niesprawiedliwe, stygmatyzuje także ewentualnych beneficjentów. Rodzi także problemy praktyczne. Długie okresy urlopów macierzyńskich mogą postawić firmy zatrudniające kobiety w sytuacji, która tłumaczy, dlaczego większość zatrudnionych w Szwecji kobiet pracuje w sektorze publicznym, a Szwecja ma niższy poziom zatrudnienia kobiet wśród kadry menadżerskiej niż Ameryka.
Ale istnieje mnóstwo innych, tańszych i bardziej subtelnych sposobów, dzięki którym rządy mogą ułatwić kobietom życie. Koncepcja państwa opiekuńczego stworzona została, gdy większość zostawała jeszcze w domach. Jego funkcjonowanie musi więc ulec zmianie. Przykładowo, szkoły w Niemczech zamykane są w południe, amerykańskie zawieszają swoje działanie na okres wakacyjny. Takie kwestie mogą być zmienione bez konieczności uruchamiania wielkich nakładów finansowych. Wiele szkół w Ameryce już teraz oferuje więcej zajęć i godzin w ciągu dnia oraz krótsze wakacje. Ameryka powinna także, bez stawiania wszystkiego na głowie, jak w Skandynawii, inwestować więcej w dzieci: obecnie ma najniższy procent PKB przeznaczany na publiczną opiekę na dziećmi wśród najbogatszych krajów i jako jedna z niewielu odmawia kobietom płatnych urlopów macierzyńskich. Barack Obama powinien wziąć to pod uwagę, kiedy mówi o „prawdziwych wartościach rodzinnych”.
Mimo to, owe problemy, które nie znalazły jeszcze rozwiązania, nie powinny zasłaniać postępu, którego na przestrzeni ostatnich dekad dokonały kobiety. Podczas drugiej wojny światowej, kiedy mężczyźni wyruszyli na front i brakowało rąk do pracy, rząd musiał powołać do życia postać Rózi Nitownicy, z jej zgiętymi łokciami i sloganem „We Can Do It”, żeby zachęcić i przekonać kobiety do wstępowania na rynek pracy. Dziś kobiety zdobywają go szturmem i wielkim młotem rozbijają pozostałości szklanego sufitu.
Tłumaczenie: Magdalena Kicińska
*Parafraza słynnego amerykańskiego hasła i plakatu „We Can Do It”, nawołującego kobiety do pracy podczas II wojny światowej
|
dnia 21/01/2010
,,Tylko 2% szefów największych amerykańskich korporacji i 5% ich odpowiedników w Wielkiej Brytanii to kobiety. Są one również w znaczącym stopniu gorzej opłacane niż mężczyźni. Drugą natomiast jest fakt, iż godzenie obowiązków domowych z pracą jest wciąż trudne.''
Jak widać problem dyskryminacji w miejscu pracy wciąż żywy pomimo
szeroko rozpowszechnianych postulatów o równości...
''Podczas drugiej wojny światowej, kiedy mężczyźni wyruszyli na front i brakowało rąk do pracy, rząd musiał powołać do życia postać Rózi Nitownicy, z jej zgiętymi łokciami i sloganem rWe Can Do Itr1;, żeby zachęcić i przekonać kobiety do wstępowania na rynek pracy.''
czy kobiety ,,zaproszono'' na rynek pracy tylko dlatego , że nie było
innego wyjścia? Nastała konieczność zmian mentalnych, potrzeba oderwania się
od kuchni, ale czy jest to wynikiem tego, iż mężczyźni docenili rolę
kobiet czy może ktoś musi zajmować niżej opłacane stanowiska?:| |
|
|
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
|
|