Recenzja książki Janine di Giovanni „Tamtego ranka, kiedy po nas przyszli. Depesze z Syrii”

Autor recenzji: Michał Żakowski
Źródło okładki: Wydawnictwo Czarne

okladka

Docierają do nas informacje o uchodźcach z Syrii. Docierają do nas wieści z Aleppo, informacje o atakach z użyciem broni chemicznej i pokazowych akcjach syryjskiego lotnictwa. Jak wygląda życie zwykłych Syryjczyków i Syryjek?

Janine di Giovani, doświadczona korespondentka wojenna, udała się do Syrii aby przekazać światu świadectwo życia jej mieszkańców. Dociera do aktywistów opozycji, osób starających się przeżyć i analizujących czy to już czas na ucieczkę, do żołnierzy armii rządowej.

Giovani przypomina nam, jakie mamy szczęście żyjąc w stabilnych państwach. Jednocześnie daje znać, że zarówno Syria, jak i dawniej Jugosławia, również wydawały się być symbolem stabilności i spokojnego rozwoju.

Opowieści osób, które dotknęły represje asadowskiego reżimu pokazują skalę jego okrucieństwa. Nie jest w tym kontekście czymś dziwnym, że ludzie mieli go dość. Spirala przemocy doprowadziła jednak do sytuacji, w której opozycja musiała się zradykalizować, co z kolei nie spodobało się jej bardziej umiarkowanym działaczom, odrzucającym walkę zbrojną. Dzisiaj osoby nie mające elementarnej wiedzy o tym konflikcie mówią im wszystkim, aby walczyli za swój kraj.

Dużo miejsca autorka poświęca doświadczeniom kobiet. Utrwaliła się w naszej świadomości wiedza o wykorzystywaniu gwałtu jako strategii wojennej tzw. Państwa Islamskiego. Mniej wiemy o tym, jak powszechnie gwałt stosowany jest przez reżim Assada. Istnieją oddziały wyspecjalizowane w zadawaniu tortur i gwałtu opozycjonistom i osobom podejrzewanym o sprzyjanie opozycji. Gwałcone są najczęściej kobiety, jest to jednak forma poniżenia stosowana również wobec mężczyzn. Same opisy doświadczeń gwałtu i stosunku do kobiet, które zostały w ten sposób skrzywdzone, nie wnoszą nic nowego do stanu wiedzy, jaką posiadamy o tym problemie – są to jednak świadectwa poruszające, bez których pełen ogląd sytuacji społeczeństwa w Syrii jest niemożliwy.

Giovani oddaje głos swoim rozmówcom. Uzupełnia go o własne przemyślenia. Mówi o własnym strachu, o rozterkach pomiędzy zobowiązaniami wobec dziecka a koniecznością opowiedzenia światu historii mieszkańców kraju ogarniętego wojną domową. Jej ofiarami są wszyscy. W najmniejszym stopniu wierni funkcjonariusze reżimu – jednak już zwykli żołnierze często wykonują jedynie swoje obowiązki, bez szczególnego zapału. Choć są też tacy, którzy wielbią Asada fanatycznym wręcz uwielbieniem, a do jego przekazu podchodzą tak samo bezkrytycznie, jak bezrefleksyjni miłośnicy tych czy innych mediów w naszym kraju podchodzą do prezentowanej przez nich narracji. Osoby wspierające Asada robią to często ze strachu – nie chcą skończyć w reżimowym więzieniu albo w grobie. Różnice w podejściu do nowej sytuacji podzieliły syryjskie rodziny. Niszczone są wieloetniczne społeczności i perły arabskiego świata – Aleppo jeszcze dekadę temu zostało uznane stolicą muzułmańskiej kultury, a zachodnich turystów zachęcano do jego odwiedzania.

Wielkim nieobecnym tej relacji są Kurdowie. Chętnie przeczytałbym relacje Kurdyjek walczących o swoja wolność, przeciwko reżimowi, Państwu Islamskiemu, tureckim nalotom – a jednocześnie toczących walkę o uznanie ich praw wewnątrz kurdyjskiego społeczeństwa. Sama Rodżawa zasługuje na osobne omówienie – świeckie państwo, wyznające bardziej postępowe wartości niż niejeden kraj w Europie, gdzie Kurdyjki w przerwie między toczeniem bojów potrafią udzielić wsparcia protestom kobiet w Irlandii, walczących o prawo do aborcji. Pokazują, że nie ma tematów zastępczych, jest tylko globalna walka o równość, w której część kobiet znajduje się już na bardziej uprzywilejowanej pozycji, a część musi walczyć o zabezpieczenie swoich najbardziej podstawowych potrzeb.

Relację Giovani czyta się z przyjemnością. Pozwala lepiej spojrzeć na konflikty syryjski, przyjrzenie się dramatowi osób, których w największym stopniu dotyka. Czujemy, podobnie jak autorka i kolejne misje ONZ, bezradność. Nie ma dziś prostej recepty na rozwiązanie konfliktu. Nie mogąc wpłynąć na jego wynik, zamykamy swoje serca przed najbardziej potrzebującymi, odmawiając przyjęcia osób, które utraciły swoje rodziny. Lekturę tę należy polecić w pierwszej kolejności tym, którzy uważają, że mamy prawo odwracać oczy od dramatu Syrii. Niech wiedzą.

 

Korekta: Klaudia Głowacz


Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *