Siła kobiet | felieton Katarzyny Szoty-Eksner

 

– Odprowadzam do szkoły wnuczki. Wcześnie rano smażę im placuszki bananowe. Niezła gromadka jest ich do ogarnięcia….Ale ciężko to było kiedyś. Cała młodość ciężka. Wykarmiłam tyle dzieci. Pochowałam dwóch mężów. Wojna przyszła. Trzy razy nas wypędzali. Teraz córkom pomagam. Chce pani posłuchać?

Od kilku lat spotykam pod szkołą moich dzieci bardzo starszą uśmiechnięta panią. Kiedy się zatrzymuje, żeby ze mną porozmawiać, wydaje się wyższa. Stoi zawsze wyprostowana, z głową, mimo wieku, dumnie uniesioną do góry.  Czasem zamieniamy kilka słów. Czasem tylko się do siebie uśmiechamy.
– Pyta pani skąd ja na to wszystko biorę siły? Tu, ze środka biorę.

Nad herbatą owocową rozmawiam z bliską mi kobietą – społeczniczką i feministką. Rozmawiamy o działaniu, nie poddawaniu się. O starzeniu i dlaczego to jest, na boga, takie trudne.

Co jakiś czas rozmowę przerywa nam dzwonek jej telefonu.
– Tak, tak będę. Zajmę się tym, protest jest już gotowy.

(I jeszcze oczywiście – pomogę, załatwię, znajdę odpowiednią osobę).
Wracamy do rozmowy.
– Kobiece ciała są zazwyczaj miękkie. Miło się do nich przytulić. Ale uroda i płodność szybko przemijają. Co pozostaje?
– Wiesz, chyba to coś, co jest w środku. Jakaś pewność w środku. Że sobie poradzę.


HerStory. Nasze kobiece historie.
Kochamy. Chcemy się podobać. Szukamy w jego oczach zachwytu. Rodzimy dzieci. Krzątamy się, wciąż i wciąż. Wycieramy nosy i pocieszamy. I ciągle szukamy tego potwierdzenia. Próbujemy godzić różne role. I  czasem po drodze gubimy swoje ciała. Garbimy się i coś nas przytłacza.

Baby to tylko jazgoczą (dlaczego te baby ciągle tak jazgoczą i jazgoczą  – całkiem poważnie pyta  na swoim profilu Fb pewien mój znajomy).
Głupie te baby są i już! (reszta kolegów zgodnie rechocze). A może chłopa im trzeba?
Jaką co-dzienną i swoją opowieść tworzymy? W co wierzymy i co ma na nas wpływ?

Trzy lata temu złamałam nogę. Byłam wtedy początkującą nauczycielką jogi. Wszystko szło gładko i z górki, ale przedobrzyłam. Przeciążeniowe złamanie sportowe. No jednym zdaniem – sama sobie złamałam nogę.  Jak na osobę predysponującą do rangi nauczycielki, pracującą również nad ciałami innych osób, to  sytuacja ta była dla mnie dość niezręczna. Oczywiście, że chwilkę się nad sobą porozczulałam, ale szybko ruszyłam do przodu. Wyciągnęłam wnioski, a z kulami robiłam zakupy (kula jako wieszak na siatkę pełną buraków i marchewek sprawdzała się naprawdę dobrze), przy pomocy specjalnych obciążeń zaczęłam ćwiczyć obręcz barkową i mięśnie ramion.  Chyba wtedy po raz pierwszy tak naprawdę poczułam moc w sobie. Teraz myślę, że takie małe porażki mogą być wzmacniające. Bo mobilizują do działania.
Próba, która mnie wzmocniła.

Jednak, co  by się stało gdybyśmy wobec tych drobnych przeciwności losu zachowały wyprostowaną sylwetkę?  W warunkach cieplarnianych. Bo na macie do jogi. Lub w zwyczajnym życiu. Bo tak jest przecież o niebo łatwiej. Urdva Hasta czyli po mojemu  – jogowemu ręce radośnie w górę. Victoria!  Zaszczepmy się na gorsze czasy.
(A zresztą, może udając siłę – poczujemy ją? Czy to tak działa właśnie?)

Jutro znowu spotkam pod szkołą moich dzieci starszą panią. Zapytam ją o kilka ważnych spraw albo tylko się do siebie uśmiechniemy. A potem pójdziemy każda w swoją stronę. Patrząc prosto przed siebie z dumnie podniesioną głową.

 

katarzyna szotaKatarzyna Szota – Eksner: Prowadzi szkołę jogi Yogasana i współtworzy projekt Sunday is Monday, nawołujący do dbania o siebie. Jak Polska długa i szeroka namawia kobiety do szukania (mimo wszystko!) siły w sobie! Dziewczyna ze Śląska.

 

 


Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *