Pod rządami dziecka-króla

Pod rządami dziecka-króla
Tekst: Justyna Polanowska

Patriarchat wraca do łask, a wszystkiemu winne są wyśrubowane kryteria „dobrego macierzyństwa” i moda na ekologię. Taką tezę rozwija w swojej głośnej książce „Konflikt: kobieta i matka” francuska filozofka i feministka Elisabeth Badinter. Czy jej przemyślenia okażą się ciekawe także dla współczesnych polskich matek, czy też spotkają się wyłącznie z zainteresowaniem teoretyczek feminizmu?

Elisabeth Badinter, profesorka filozofii w elitarnej École Polytechnique w Paryżu, od ponad 30 lat nadaje ton feministycznej debacie nie tylko nad Sekwaną, ale także w Stanach Zjednoczonych, gdzie publikacja „Konfliktu..” wywołała istną lawinę komentarzy. Prowokacyjne argumenty Badinter i ostra krytyka m.in. przymusu karmienia piersią, presji naturalnego porodu i stygmatyzacji bezdzietnych kobiet, trafiają celnie w kulturowe tabu, jakim w dalszym ciągu pozostaje macierzyństwo.

Stanowczy, bezkompromisowy, a niekiedy mocno sarkastyczny styl pisarstwa Badinter został dobrze oddany w przekładzie Jakuba Jedlińskiego. Sarkazm i zajadłość Francuzki uwidacznia się chociażby w rozdziale poświęconym działalności La Leche League (Ligi Mleka), organizacji, której zagorzałe aktywistki Badinter nazywa wprost „ajatollahami karmienia piersią”. Badinter w karmieniu piersią widzi społeczny i moralny przymus, wywołujący wyrzuty sumienia u tych matek, które karmić nie chcą, nie mogą bądź nie lubią, bo uważają karmienie za uciążliwe lub „zwierzęce”. „Przecież chce pani dla swojego dziecka tego, co najlepsze” – słyszą często te, które sięgają po plastikową butelkę z gotowym pokarmem.

Nadmierna koncentracja na problemie karmienia piersią wzbudziła wśród czujniejszych czytelniczek pewne podejrzenia. Badinter jest bowiem współwłaścicielką prominentnej agencji reklamowej Publicis, która przygotowywała dla Nestle kampanie reklamowe m.in. zastępczej żywności dla niemowląt. Może zachodzić więc podejrzenie, że filozofka czerpała korzyści z takiego a nie innego podejścia do karmienia piersią.

„Oto paradoks historii” zauważa Badinter „w momencie, gdy kobiety na Zachodzie wreszcie zdołały uwolnić się od patriarchatu, w ich domach pojawił się nowy władca!”. Tym nowym władcą stało się dziecko – l’enfant roi. Słodki tyran karcącym głosem zastępu swoich adwokatów – ekspertów, pediatrów, ekologów i psychologów – wpędza matkę w rosnące poczucie winy, które staje się głównym orężem wymierzonym w kobiecą niezależność. Niestety, to matki właśnie poddawane są coraz większej presji, której muszą ulec, by wychować nowe pokolenie idealnych obywateli i przyszłych pracowników napędzających tryby w gospodarczej machinie.

Dzisiejsze trzydziestoparolatki znacznie łatwiej niż ich matki-feministki rezygnują z tych możliwości samorealizacji, które poprzednie pokolenie kobiet wywalczyło z takim trudem. Córki winią matki, że zamiast poświęcać dzieciom niezbędny czas i uwagę, bardziej ceniły sobie własną niezależność. Badinter alarmuje, że wracamy do ery, w której kobietę definiował przede wszystkim jej status matki. Przyczyny należy szukać w kryzysie gospodarczym, który odesłał kobiety o najsłabszej pozycji na rynku pracy z powrotem do domów, a inne pozbawił poczucia ekonomicznej stabilności. Kolejne niebezpieczeństwo kryje się w powracającej, po trwającej kilka dekad kadencji kulturalizmu, modzie intelektualnej postulującej „powrót do odwiecznych i niezmiennych praw natury”. W zgubnej doktrynie zaczyna grzęznąć „nowe pokolenie kobiet, które chcąc wyrównać rachunki ze swoimi matkami-feministkami, pierwsze posłuchało syreniego śpiewu naturalizmu.” Naturalizm jest niebezpieczny, bo demonizuje wszelkie chemiczne ingerencje w fizjologię. Mowa tu m.in. o pigułce antykoncepcyjnej, która cztery dekady temu dała kobietom władzę nad własną rozrodczością lub znieczuleniu okołoporodowym pozwalającym części kobiet na uniknięcie wielogodzinnych męczarni. Wraz z naturalizmem jak bumerang wraca odkrywana wciąż na nowo koncepcja instynktu macierzyńskiego, z którą Badinter walczy nieprzerwanie od ponad trzech dekad. „Kobiety to nie szympansy” ani „sterowane hormonami ssaki” mówi w wywiadzie dla „Der Spiegel”.

Badinter nie boi się oskarżać o fatalny stan rzeczy także mody na ekomacierzyństwo. Ekologia, która do tej pory uchodziła za głównego sprzymierzeńca ruchów feministycznych, zaczyna zdaniem filozofki coraz bardziej ciążyć matkom. Kobiety w trosce o środowisko uginają się pod naporem tych obowiązków, od których kilkadziesiąt lat temu wyzwoliły je jednorazowe pieluszki, plastikowe butelki i spreparowane pokarmy. Dobra mama tj. ekomama słucha zaleceń ekspertów i karmi dziecko piersią na żądanie do drugiego, a nawet trzeciego roku życia, spędza godziny w kuchni na gotowaniu zupek bio z ekologicznych warzyw i rzecz jasna, używa wyłącznie wielorazowych pieluch, które potem starannie pierze w przyjaznych środowisku detergentach. Brzmi jak absurd, ale wiele kobiet ulega tym trendom także dlatego, że stoją w opozycji do wątpliwych wartości społeczeństwa konsumpcyjnego. Nathalie Kosciusko-Morizet, francuska była wiceminister środowiska, postanowiła przymusić matki do dbania o środowisko i wprowadzić podatek od pieluch jednorazowych. Na szczęście dla francuskich mam, próba uczynienia z ekomacierzyństwa oficjalnej państwowej doktryny zakończyła się klęską.

Francuskie ekolożki i ekofeministki, które po lekturze „Konfliktu” zagotowały się z wściekłości, umieściły na jednym z serwisów ekologicznych list otwarty, w którym ostro sprzeciwiły się argumentom Badinter. Zarzuciły feministce m.in., że jej poglądy stanowią „ordynarną karykaturę” i „nieuczciwość intelektualną opierającą się na widocznej niewiedzy dotyczącej wartości filozoficznych ekologii i jej praktyki we współczesnym świecie.”

Nie trudno zgadnąć, że realia, w których osadzona jest Badinter nie do końca przystają do polskiej rzeczywistości. W Polsce, gdzie ideał matki wyznaczają symboliczne figury Matki Boskiej i Matki Polki, miejsca na dyskusję o ambiwalencji macierzyństwa jest nadal niewiele. Francuzki od lat rodzą najwięcej dzieci w Europie. Oczywiście, w porównaniu z Polkami mogą cieszyć się lepszymi zabezpieczeniami socjalnymi, lepiej płatnymi urlopami macierzyńskimi i powszechnym dostępem do żłobków i przedszkoli.

Badinter, matka trójki dzieci twierdzi, że Francuzki chętniej rodzą nie tylko dlatego, że mogą liczyć na instytucjonalne wsparcie państwa. Recepta na dodatni przyrost naturalny tkwi w modelu macierzyństwa a la francaise. Przeciętna Francuzka, zachowująca zdrowy dystans do swojego dziecka, myśli o sobie najpierw jako o kobiecie, a dopiero później widzi w sobie matkę. Nie czuje się też winna, że opiekę nad dzieckiem powierza innym, by móc realizować się w tych dziedzinach, które sprawiają jej niekiedy więcej satysfakcji niż rola matki. Badinter nie przejmuje się alarmującymi doniesieniami demografów, którymi tak zaprzątają sobie głowę polscy politycy. Kobieta ma prawo zrezygnować z macierzyństwa i nikt nie powinien jej z tego powodu czynić wyrzutów. Koniec kropka.

Czy argument filozofki o tyranii ekomacierzyństwa przystaje jakkolwiek do codzienności polskich matek? Można mieć wątpliwości. Badinter pisze o problemach matek z perspektywy starszego pokolenia, a doświadczenia wielu z nich z siłą rzeczy nie mogą być jej udziałem. Trudno nie oprzeć się wrażeniu, że dylematy, na których skupia się Francuzka dotykają dość wąskiej, wykształconej i raczej zamożnej grupy matek, które mogą pozwolić sobie na rezygnację z pracy i zakup ekologicznych nowinek reklamowanych w błyszczących magazynach w dziale „lifestyle”. One rzeczywiście stoją przed pewnym wyborem.

Przeciętna polska matka, jak łatwo się przekonać, nie zawsze taki wybór ma. Żłobki można znaleźć w zaledwie co dziesiątej gminie, a do przedszkola trzeba zapisać malucha z kilkuletnim wyprzedzeniem. Nie ma co się dziwić, że dzietność w Polsce jest jedną z najniższych w Europie, bo ani państwo ani społeczeństwo w wychowaniu dziecka pomagać nie chce. Na Polkach ciąży dodatkowa, ideologiczna presja, której najlepszym uosobieniem jest majestatyczna figura Matki Polki. Nakaz samopoświęcenia, tradycyjnie wpisywany w dyskurs niepodległościowy, spoczywa na współczesnych Polkach nie w mniejszym stopniu niż w okresach narodowowyzwoleńczych walk. Dziś polska matka powinna poświęcić swój brzuch, czas, a niekiedy i ambicje tym razem nie na rzecz bliżej niedookreślonego bytu jakim jest naród, a kulawego systemu emerytalnego.

Można odnieść wrażenie, że Badinter z premedytacją pomija to, co dzieje się na marginesach macierzyństwa. Jej wizja koncentruje się na dominujących praktykach i nie obejmuje całej różnorodności strategii stosowanych przez matki różniące się między sobą dochodami, wykształceniem, rasą i pochodzeniem. „Konflikt” pęka w szwach od danych statystycznych, które ze starannością przytacza autorka. Czyni to jednak na tyle wybiórczo, by uwiarygodnić rozwijaną przez siebie tezę.

Pomimo niektórych zarzutów ta bardziej polemiczna niż czysto filozoficzna lub naukowa pozycja, stawia dylematy współczesnych kobiet w nowym świetle. Coraz częściej stają one bowiem przed wyborem, czy być pełnoetatową matką na ciągłych usługach pożerającego ich kobiecość i indywidualność dziecka-króla, czy uchronić się przed możliwymi wyrzutami sumienia i z macierzyństwa zrezygnować całkowicie. Badinter nie daje na to pytanie jednoznacznej odpowiedzi, lecz trafnie wskazuje nowych, potencjalnych winnych takiego stanu rzeczy. Być może książka pozwoli choć części matek, także w Polsce, przyznać się bez wyrzutów sumienia, że w macierzyństwo, podobnie jak satysfakcja, radość i duma, wpisane są wątpliwości, rozczarowanie i frustracja. A małemu królowi, wbrew ostrzeżeniom „ekspertów”, z pewnością nie stanie się krzywda, jeśli zamiast bio przecieru z ekologicznych warzyw dostanie gotową papkę z hipermarketu.

Justyna Polanowska – studentka fennistyki, członkini Porozumienia Kobiet 8 Marca

Elisabeth Badinter
“Konflikt: kobieta i matka”
przeł. Jakub Jedliński
PWN, Warszawa 2013

Książka dostępna w księgarni Feminoteki


Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *