TELEFON DLA KOBIET DOŚWIADCZAJĄCYCH PRZEMOCY

Телефон для жінок, які зазнають насильства

CZYNNY PONIEDZIAŁEK-PIĄTEK
OD 11.00 DO 19.00

Активний з понеділка по п’ятницю з 14:00 до 17:00

Bezpłatne warsztaty WenDo dla mieszkanek Warszawy | czerwiec 2022

Zapraszamy pełnoletnie mieszkanki  Warszawy na bezpłatne warsztaty samoobrony i asertywności dla kobiet WenDo, które odbędą się w ramach projektu “To nie Twoja wina! Stop przemocy wobec kobiet” współfinansowanego ze środków Miasta Stołecznego WarszawyWarsztat przewidziany jest przede wszystkim dla kobiet, które doświadczyły lub doświadczają jakiegokolwiek rodzaju przemocy (psychicznej, fizycznej, seksualnej, ekonomicznej) lub są na nią narażone.

Termin i miejsce warsztatów: 11-12.06.2022, godz 10.00-16.00, ul. 11 listopada 22, Warszawa

Zgłoszenia – prosimy o wysłanie maila na adres [email protected]. W tytule maila „WenDo czerwiec 2022”

UWAGA!
Warsztat jest BEZPŁATNY. Ale bardzo prosimy o poważne potraktowanie zgłoszenia. Zależy nam bowiem na tym, by jak największa grupa mogła skorzystać z tej oferty. Zgłoszeń zazwyczaj jest dużo, ale na sam warsztat przychodzi mniej kobiet. Nie mamy wtedy już możliwości zawiadomienia kobiet będących na liście rezerwowej! 

Podczas WenDo uczymy:
– jak poczuć swoją siłę i podnieść poczucie wartości,
– ochrony własnych granic fizycznych i psychicznych (zabawy, psychodramy),
– najprostszych technik samoobrony (ciosy, kopnięcia, uwolnienia),
– pracy z głosem, ciałem i postawą (zabawy, ćwiczenia),
– pracy z ciałem i postawą,
– komunikacji bez przemocy,
– jak rozpoznać zagrażające sytuacje i jak reagować,
– jak uniknąć przemocy psychicznej jak i fizycznej.

Czym jest WenDo?
WenDo to metoda przeciwdziałania przemocy wobec kobiet i dziewcząt. Uczy jak w każdej sytuacji: w miejscu publicznym, na ulicy, w pracy, w domu – przestać czuć się bezradną i bezbronną. Uczy także, jak reagować na przemoc. Wzmacnia poczucie pewności siebie i poczucie własnej wartości. Pomaga rozwiązywać konflikty, przełamywać stereotypy i obawy, poczucie winy i wstyd.
WenDo wielkie znaczenie przywiązuje do asertywności. Wyraża się to przekonaniem, że nikt nie ma prawa naruszać naszych granic.
Aby trenować WenDo nie potrzeba siły ani nadzwyczajnej sprawności.  Są skuteczne dla kobiet w każdym wieku, bez względu na to, jaką mają siłę.
WenDo nie jest sztuką walki. Podczas zajęć nie uczymy, jak się bić, lecz jak nie dopuścić do agresji, a w razie zagrożenia, jak się skutecznie bronić.
WenDo nie jest terapią. Podczas zajęć uczymy asertywności, ochrony własnych granic. Pracujemy z doświadczeniami przemocy i rozmawiamy o nich. Jeśli uczestniczka tego potrzebuje, radzimy, gdzie może otrzymać pomoc terapeutyczną.

Warsztat odbywa się w ramach projektu „To nie Twoja wina! Stop przemocy wobec kobiet” współfinansowanego przez M.st. Warszawa. 

Feminoteka zaprasza na jogę pomocną w radzeniu sobie z traumą i stresem. Zajęcia online

Edycja zima 2022

Jeśli doświadczyłaś przemocy i w związku ze stresem wywołanym przemocą cierpisz z powodu:  wysokiego poziomu niepokoju, labilności emocjonalnej (zalewających, silnych uczuć min. lęku, złości, smutku), stałego, podwyższonego stanu czujności, trudnych do zatrzymania, negatywnych myśli, powracających obrazów przeżytych doświadczeń,  zaburzeń snu, proponujemy ci udział w warsztatach jogi dla kobiet po doświadczeniu traumy.

Wiele kobiet, które doświadczyły przemocy, latami boryka się z konsekwencjami wynikającymi ze zbyt długiego funkcjonowania w stanie podwyższonego stresu.  Stan ten utrudnia  lub wręcz uniemożliwia normalne i satysfakcjonujące życie. Proponowany przez nas warsztat jogi prowadzony przez psycholożkę z wieloletnią praktyką i trenerkę WenDo, jest pomocą w poradzeniu sobie ze skutkami przeżytej traumy.

Z perspektywy jogi, konsekwencje psychologiczne nierozwiązanej traumy są  nie tyle problemem psychologicznym, co symptomem zaburzenia działania układu nerwowego. Poprzez stosowną praktykę można wspomóc proces samoregulacji ciała i tym samym zniwelować cierpienie.

Trauma jest w pewnym sensie stałą częścią życia. Wypadki, straty, przemoc towarzyszą ludzkiej egzystencji niezależnie od stopnia rozwoju cywilizacji. Nasze ciała i umysły posiadają wszystkie możliwe mechanizmy powrotu do równowagi i dobrostanu, potrzebujemy tylko pozwolić im zadziałać.

Joga jest starożytną techniką pracy z ciałem dysponującą takimi narzędziami jak praktyka oddechowa (pranajama), praktyka układania ciała w określonych pozycjach (asany), praktyka stymulowania przepływu energii w ciele poprzez naciskanie punktów akupresurowych (mudry),   angażowanie umysłu (medytacja), praca z dźwiękiem(mantra). Użycie ich we właściwy sposób  pomaga ciału w powrocie do swojego naturalnego rytmu i odzyskaniu utraconej równowagi. Zajęcia są prowadzone w nurcie kundalini jogi.

Celem praktyki jogi dla osób po traumie jest pozytywna zmiana wynikająca z przekroczenia trudnego doświadczenia, w wyniku której osiągamy wyższy niż dotychczas poziom funkcjonowania, zdolności adaptacyjnych, rozumienia samej siebie.

 Osoby zainteresowane szczegółami dotyczącymi tej praktyki zapraszamy do tekstu Agnieszki Czapczyńskiej  Joga dla osób po doświadczeniu traumy.

Szczegóły dotyczące uczestnictwa w zajęciach:

  • Czas trwania: Cykl składa się z 10 zajęć, odbywających się we wtorki w godzinach 9.30-11.00 (1,5 godziny) w terminach: 22.02/01.03/08.03/15.03/22.03/29.03/05.04/12.04/19.04/26.04.2022
  • Warunki uczestnictwa: zajęcia odbywają się zdalnie poprzez platformę na zoomie.  Zapraszamy kobiety, w szczególności mieszkanki Warszawy. Rekomendowany udział w całym cyklu (maksymalnie dwie nieobecności), zajęcia będą dostępne online przez 24 godziny po spotkaniu. W warsztatach mogą uczestniczyć osoby nie posiadające wcześniejszej praktyki jogi, każda uczestniczka ćwiczy na swoje 100%. W przypadku uczestniczek korzystających z farmakoterapii i psychoterapii rekomendowana wcześniejsza konsultacja ze specjalistami/tkami prowadzącymi. Zajęcia jogi nie zastępują terapii, są metodą wspomagającą.
  •   Osoby prowadzące: Agnieszka Czapczyńska (psychoterapeutka, trenerka Jogi Kundalini), Jola Gawęda (trenerka Wendo, technik telaksacyjnych)

Zajęcia są BEZPŁATNE.

Zapisy zamknięte. Zapraszamy na kolejne edycje .

ZGŁOSZENIA do 18.02 przez formularz google

Warsztat odbywa się w ramach projektu „To nie Twoja wina! Stop przemocy wobec kobiet”

współfinansowanego przez Urząd Miasta st. Warszawy

Joga w Feminotece – edycja online jesień 2021

Joga dla kobiet
Joga dla kobiet

Zapraszamy do 10 tygodniowej praktyki online kundalini jogi wspomagającej wychodzenie z lęku i depresji. 

Kiedy: wtorki godz.10.00-11.30.

Start 12.10.2021. 

Terminy naszych spotkań: 12.10/19.10/26.10/2.11/9.11/16.11/23.11/30.11/7.12/14.12.2021.

Zajęcia będą nagrywane i dostępne dla Was na YouTube do godz. 20.00 następnego dnia, czyli środy, jako filmy niepubliczne (dostępne tylko  dla osób posiadających link, nie pojawiają się w wyszukiwaniu ani w zasobach kanału yt Feminoteki)

Zapis:

https://forms.gle/omjW1hzboseroiLU9

Grupa wystartuje w ustalonym terminie o ile zbierze się wystarczająca liczba uczestniczek. 

Płatność za zajęcia

Koszt udziału w zajęciach wynosi 300 zł (10 zajęć x 30 zł), płatnych przed rozpoczęciem zajęć do dnia 10.10.2021 na konto Fundacji Feminoteka. 

Numer konta pojawi się po wypełnieniu formularza https://forms.gle/omjW1hzboseroiLU9

Prowadzące:

Zajęcia będziemy prowadziły we dwie:  Agnieszka Czapczyńska (psychoterapeutka, trenerka kundalini jogi) i Jola Gawęda (specjalistka przeciwdziałania przemocy w rodzinie, trenerka Wendo).

O programie jogi wspomagającej wychodzenie z lęku i depresji.

Lęk i depresja to stany psychiczne, których doświadcza bardzo wiele osób w naszych czasach. Zachodnia psychologia upatruje przyczyny tej sytuacji w czynnikach wewnętrznych (np. predyspozycja genetyczna, chemia mózgu) i zewnętrznych (wyuczone zachowanie w reakcji na stres, brak bezpiecznej więzi w dzieciństwie, trauma itp.).

Psychologia jogi, mówi o tym w zupełnie innym języku. Lęk i depresja są tylko zewnętrznymi  symptomami nierównowagi energetycznej w naszym ciele, a konkretnie niskiego poziomu prany, energii życia w naszym ciele. Prana jest niezbędna do utrzymania równowagi we wszystkich systemach biologicznych ciała, w tym nerwowym i hormonalnym, których regulacja jest kluczowa podczas naszej praktyki.

Kiedy poziom prany jest niski, stajemy się przytłoczone bodźcami pochodzącymi z zewnątrz i wewnątrz, oddzielamy się od swojego wewnętrznego przewodnictwa, brakuje nam energii na podejmowanie życiowych wyzwań. Jeśli żyjemy w chronicznym lęku lub/i depresji z czasem zmienia się cała biochemia ciała, dostosowując  do stanu permanentnego braku i zagrożenia. Jesteśmy zbyt zmęczone, żeby zrobić coś dla siebie i zbyt pobudzone, żeby naprawdę odpocząć. 

W trakcie 10 tygodni praktyki poznacie wiele technik z tradycji kundalini jogi, które służą regulacji prany w ciele, tak aby Twój układ nerwowy i hormonalny weszły w tryb zrównoważonego rytmu zdrowia i dobrostanu.  Będziemy praktykowały online w stałej, kobiecej grupie.  Ważna jest Twoja obecność na większości zajęć, bo dla ciała istotna jest powtarzalność danego doświadczenia. 

Pomiędzy spotkaniami rekomendowana jest codzienna krótka praktyka własna, bazująca na ćwiczeniach, które będziemy robiły razem.

Program, do którego Cię zapraszamy, należy do nurtu jogi terapeutycznej. Nie zastępuje psychoterapii i farmakoterapii zachodniej. Jeśli jesteś w trakcie procesu leczenia, poinformuj o zajęciach, w których uczestniczysz swoją terapeutkę/tę lub lekarza/rkę.  Joga może mieć wpływ na samopoczucie i stan emocji.

Organizacyjnie:

–  Zależy nam na kontakcie w grupie na tyle, na ile to możliwe online. Prosimy o otwarcie kamerek w trakcie ćwiczeń. Mikrofony uczestniczek wygłuszymy na większość czasu, ze względu na liczebność grupy.

– Jeśli nie znasz zooma i te zasady brzmią egzotycznie ☺,  wszystko wyjaśnimy na pierwszych zajęciach online.

Zapraszamy zarówno osoby ćwiczące jogę jak i nie ćwiczące (każda wykonuje ćwiczenia na swoje 100%).

 

Opowieść Podręcznej. Powieść graficzna | recenzja

Opowieść Podręcznej. Powieść graficzna

Autorki: Margaret Atwood, Renee Nault

Przełożył: Stanisław Kroszczyński

Wyd. Jaguar, 2021

Recenzuje: Karolina Pudełko

Istnieje wiele książek i filmów traktujących o przyszłości. Są takie o przyszłości odległej i takie o tej, które ma nastąpić w zasadzie zaraz. Na przestrzeni lat powstawały liczne dzieła dotyczące ataku obcych, potwornych kataklizmów, najazdu krwiożerczych potworów czy przejęcia kontroli nad światem i ludzkością przez roboty. Popularne były też wizje z czyhającymi na mózgi ludzkie zombie. Na wszystkie z nich patrzyłam z przymrużeniem oka albo nie patrzyłam wcale. Zerkałam na nie z myślą – „to się nie wydarzy” albo, w bardzo rzadkich momentach „nawet jeśli tak będzie, to na pewno tego nie dożyję”. A potem pojawiła się „Opowieści Podręcznej”. To historia osadzona w dystopijnej przyszłości, w której świat, który znamy, w zasadzie przestał istnieć. Nie ma tam maszyn rozczłonkowujących ludzi i obcych, którzy porywają dzieci na eksperymenty. Nie ma wybuchów, efektów dźwiękowych i laserów. Dlaczego więc wizja ta wydaje się najbardziej przerażająca ze wszystkich? Bo z każdego z tych czarnych scenariuszy wymienionych powyżej ta wykreowana w Opowieści Podręcznej wydaje się najbliższa realnemu scenariuszowi. Bo w świecie Podręcznych nie ma obcych, są za to ludzie, którzy potrafią być najbardziej przerażającymi istotami ze wszystkich żyjących na świecie.

            Żyjąc w Polsce, w kraju, w którym szczególnie w ostatnim czasie wyraźnie widać było, że prawa człowieka, są jednostce odbierane przez rządzących, wizja świata, w którym kobiecie nie można żyź według własnych zasad, ba, nie można kształcić się, pracować czy być w relacji z osobą, z którą chce się w niej być, wydaje się szczególnie przerażająca. Nie da się nie zauważyć, że prawa, o które protestowały czy demonstrowały w Polsce tłumy ludzi na przestrzeni ostatnich lat, to prawa, których odebranie zostało przedstawione w Opowieści Podręcznej. Świat, w którym nie możesz być w związku z tym, kim chcesz, a Twoim jedynym obowiązkiem jest dochowanie i urodzenie dziecka, niezależnie od okoliczności, wydaje się dziwnie znajomy, a wcale nie oddalony o nieznaną ilość lat. Odmienne wydają się być tylko stroje.

            To antyutopia, która wstrząsnęła światem, a której elementy stały się symbolem stosowanym podczas polskich protestów. Dlaczego? Bo obawa, że świat, w którym jedynym obowiązkiem kobiety będzie urodzenie mężczyźnie dziecka, staje się coraz silniejsza, im więcej się słucha czy ogląda tych, którzy forsują taki punkt widzenia. Opowieść Podręcznej to historia pełna cierpienia, które tworzy się w odpowiedzi na odebranie prawa, które powinno być tym niezbywalnym – prawa do wyboru, w każdej kwestii, niezależnie od wszystkiego. Książka Margaret Atwood w adaptacji Renée Nault, jeśli to możliwe, zyskuje jeszcze więcej niepokoju. Ilustracje stworzone przez Nault prowadzą nas przez Gileadu pobudzając do działania nie tylko za pomocą słów, ale i obrazów. Przekaz wydaje się jeszcze silniejszy. Każda kolejna strona to kolejny bagaż emocji, który osoba odbierająca dzieło będzie nieść już zawsze. To sztuka, której nie da się odzobaczyć, szczególnie żyjąc w Polsce. Opowieść Podręcznej, która powstała w 1985 roku, chyba nigdy nie była aż tak aktualna.

            Obrazy, które stworzyła Nault, czasami krzyczą do nas z kolejnych stron, a czasami szepczą wywołując niepokój i przeszywający dreszcz. Barwy, które wykorzystała oddziaływują na psychikę. Budzą lęk i sprawiają, że odbiorca może czuć się nieswojo. Opowieść, która miała być tylko fikcją, wraz z kolejną stroną, kolejną ilustracją, wydaje się zdecydowanie bardziej aniżeli by się tego chciało prawdziwa, bliska. Przechodząc kolejno przez ilustracje Nault jako czytelniczka czułam, jakbym wraz z główną bohaterką odwiedzała zakątki tego przerażającego świata – szłam z nią na zakupy, kładłam się w łóżku w jej pokoju, z którego zabrane zostały wszelkie przedmioty, którymi mogłaby zrobić obie krzywdę. Czułam jej lęk, niepokój, smutek. Dzieliłam go z nią.  Ilustracje, które wyglądają trochę jak tworzone akwarelą budzą skojarzenia z czymś nierealnym, ulotnym, o rozmytych kształtach – jak fantazja czy sen. W tej konkretnej sytuacji to koszmar. Koszmar, który ma tyle punktów stycznych z rzeczywistością, że wiele razy musiałam zamknąć tę książkę i rozejrzeć się dookoła – nie, to jeszcze nie teraz. To nie jest prawda. Może tego nie dożyję.

„Świat bez kobiet” Agnieszki Graff | recenzja

Świat bez kobiet. Płeć w polskim życiu publicznym

Autorka: Agnieszka Graff

recenzuje: Małgorzata Kaczmarek

Jestem niewiele starsza od pierwszego wydania  „Świata bez kobiet”. Teksty Agnieszki Graff pozwalają mi zrozumieć od czego wszystko się zaczęło. Jak przez laty budowany był patriarchat w Polsce, jak politycy dokładając kolejne cegły spychali kobiety na margines życia publicznego.

W książce przede wszystkim dużo jest subtelności, słów, sprytnych przeinaczeń, gestów, które kreowały  rzeczywistość w taki sposób, że to mężczyzna ma władzę, kobieta jest, a i owszem, ale zdyscyplinowana, oddana bezgranicznie obowiązkom domowym i naturalnemu matczynemu powołaniu . Dzisiaj zjawisko trywializowania kobiet jest jak najbardziej aktualne. Obecnie mówimy na to „dziaderstwo”. Jak trafnie podsumowała to Paulina Młynarska w jednym ze swoich postów „Tacy właśnie są dziadersi: tzw. „kwestie kobiece” są dla nich tak błahe, tak drugorzędne, że w sumie nie warte głębszej refleksji. Rzuca dziaders, jeden z drugim, że legalna aborcja to kaprys „na pstryk”, że w sumie to kompromis mu pasował. I zadowolony. Wiadomka, jego to nie dotyczy”. Rebecca Solnit w swojej książce użyła także po raz pierwszy słowa: mansplaing czyli pewien wzorzec zachowania w naszej kulturze- systemowe znieważanie i przeoczenie wiedzy, doświadczenia i głosów kobiet. Bazuje na założeniu, że mężczyźni po prostu wiedzą lepiej , ze względu na sam fakt , że są mężczyznami.

To że dzisiaj operujemy takimi pojęciami jak dziaders czy mansplaing świadczy, że zwiększa się świadomość wśród kobiet. 20 lat temu w Polsce nikt o tym nie mówił. Zaczęła o tym mówić dopiero Agnieszka Graff. Jej „Świat bez kobiet” to lekcja historii, której nikt nie opowiedział mi w liceum. A jak wiadomo – ci, którzy nie znają swojej historii skazani są na jej powtórzenie. Smutna jest to książka, bowiem 20 lat od jej wydania sytuacja Polek nie uległa poprawie. Rząd planuje wypowiedzieć Konwencję Stambulską, gwarantującą kobietom pomoc w przypadku przemocy domowej, seksualnej, ekonomicznej …  Taka pomoc jest kluczowa, niemal 90 procent Polek doświadczyło jakiejś formy przemocy seksualnej. Ponad 20 procent – gwałtu. Kobiety w Polsce zarabiają średnio 17-20% mniej za pracę na tym samym stanowisku. 28% osób w sejmie RP to kobiety. Polska zalana jest fanatycznymi bilbordami z płodami. Rzekomy „kompromis” aborcyjny uległ zaostrzeniu. Ostatnimi dniami prezes partii rządzącej w wywiadzie przyznał: „Ale też wiem, że są ogłoszenia w prasie, które każdy średnio rozgarnięty człowiek rozumie i może sobie taką aborcję za granicą załatwić, taniej lub drożej.” Warto by więc zadać sobie pytanie- po co przywództwu  było to wszystko? I tutaj idealnie wpasowuje się fragment książki Graff: „A teraz powiem coś, co może was zdziwić, a nawet oburzyć. Nie o płody i nie o kobiety tu chodzi. Chodzi o władzę, o prawo do decydowania o zbiorowej tożsamości Polaków i o miejsce Polski w świecie. Ten wyrok i język, którym napisano uzasadnienie, ostatecznie wypisuje nasz kraj z kręgu współczesnej cywilizacji europejskiej- i moim zdaniem taki właśnie był zamysł”.

Książka Graff daje mi, młodej feministce, potężna dawkę wiedzy na temat równouprawnienia (oraz jego braku) i uważam, że powinna znaleźć się w domu każdej z moich koleżanek. Felietony napisane są żartobliwie, nieraz z ironią, przekornie. Książka głównie skupia się na roli kobiet na arenie politycznej. Dzisiaj uważam ze feministyczny must have literacki musiałby poszerzyć zakres. Bowiem przed nami długa droga i wiele bitew do stoczenia. 

Muzeum Dowodów Rzeczowych. Trwa zbiórka przedmiotów świadków przemocy

MILCZENIE NIE JEST ZŁOTEM.

TR Warszawa wraz z Fundacją Autonomia i Fundacją Feminoteka ogłasza zbiórkę przedmiotów do Muzeum Dowodów Rzeczowych.

Świadkami przemocy domowej są także przedmioty. To one najczęściej najpierw widzą zło, agresję, upokorzenie. To one pierwsze słyszą wulgaryzmy mające odebrać godność. TR Warszawa wraz z Fundacją Autonomia i Fundacją Feminoteka ogłasza zbiórkę przedmiotów codziennego użytku, które były świadkami przemocy domowej wobec kobiet w Polsce. Przedmioty wraz z historiami osób, które doświadczyły przemocy domowej, zostaną pokazane między 1 a 6 lipca 2021 roku w Warszawie, w ramach wystawy Muzeum Dowodów Rzeczowych, której autorkami są łotewskie artystki, Jana Jacuka i Laura Stašāne.
Przedmioty można przekazać bezpośrednio do teatru TR Warszawa lub za pośrednictwem Paczkomatów na terenie całego kraju. Osoby, które zdecydują się na wzięcie udziału w projekcie, proszone są o wypełnienie formularza – link dostępny jest poniżej. W trakcie wypełniania formularza wybiera się sposób dostarczenia/wysyłki przedmiotów. Zgłoszony przedmiot można dostarczyć bezpośrednio do siedziby teatru przy ul. Marszałkowskiej 8 w Warszawie; prosimy o umieszczanie przedmiotów w skrzynce z napisem „Muzeum Dowodów Rzeczowych” umieszczonej w foyer teatru umieszczonej po lewej stronie od głównego wejścia; skrzynka będzie chroniona oraz na bieżąco opróżniana przez pracowników teatru, a jej zawartość zabezpieczana) lub wysyłając przedmiot bezpłatnie za pomocą Paczkomatu (w formularzu znajduje się szczegółowe informacje na temat sposobu nadania przesyłki).

Otwarcie wystawy odbędzie się 1 lipca 2021 roku w specjalnie zaaranżowanym mieszkaniu w Warszawie. 

Link do formularza – https://bit.ly/2RJWjmw

Zaproszenie w PJM https://youtu.be/eWAov127-lk

Od Jany Jacuk i Laury Stašāne, pomysłodawczyń Muzeum Dowodów Rzeczowych do kobiet mieszkających w Polsce: “Jeśli jakiś przedmiot kojarzy Wam się z przypadkami przemocy w rodzinie lub w związku – emocjonalnej, fizycznej, seksualnej lub ekonomicznej – przekażcie go nam wraz z Waszą historią, a włączymy go do zbiorów Muzeum. Może to być coś, czego chcecie się pozbyć albo przedmiot, który był elementem aktu przemocy, ale nigdy nie zostałby uznany za dowód przez policję lub sąd, jednak dla Was mówi sam za siebie. Muzeum Dowodów Rzeczowych to dla nas bardzo osobisty projekt. Każdy przedmiot i historia jest dla nas niezwykle cenna. Wszystkie historie pozostają anonimowe”

Zaproszenie do udziału w badaniu dotyczącym mediacji w sprawach związanych z przemocą domową

Ogłoszenie grzecznościowe! Feminoteka nie prowadzi badania, ale zachęca do udziału.

W świetle statystyk wśród spraw karnych kierowanych do postępowania mediacyjnego dominują te związane z przemocą w rodzinie, a zwłaszcza sprawy o przestępstwo z art. 207 kodeksu karnego (znęcanie się).
Mimo takiego stanu rzeczy, rozwiązywanie spraw z zakresu przemocy domowej na drodze mediacji budzi skrajne opinie. Na ten temat wypowiadały się już autorytety, prawnicy i prawniczki, badacze i badaczki. Można spotkać wiele stanowisk „za” lub „przeciw”, a nieco mniej „jak” to robić, żeby dodatkowo nie krzywdzić.
W tym wszystkim gubi się gdzieś perspektywa osób, którym przede wszystkim mediacja ma służyć – osób z doświadczeniem przemocy w rodzinie.
W związku z powyższym zapraszam do udziału w badaniu, które ma na celu sprawdzić jak przebiega postępowanie mediacyjne w oczach osób pokrzywdzonych. Badanie przyjmie formę wywiadu.
Poszukuję osób:

  • powyżej 18 roku życia,
  • które uczestniczyły w postępowaniu karnym w związku z art. 207 kodeksu karnego w charakterze osoby pokrzywdzonej,
  • których sprawa została skierowana do mediacji,
  • a postępowanie mediacyjne już się skończyło (bez względu na wynik).

Czas trwania rozmowy wyniesie od 40 minut do 1 godziny.
Rozmowę będzie prowadziła Natalia Skoczylas – specjalistka do spraw przeciwdziałania przemocy w rodzinie z doświadczeniem pracy przy telefonie interwencyjnym dla osób pokrzywdzonych. Rozmowa zostanie przeprowadzona przy zachowaniu anonimowości. W jej trakcie nie pojawią się pytania o zdarzenia wchodzące w zakres czynu zabronionego, a wyłącznie te dotyczące postępowania mediacyjnego. W każdej chwili będzie można zrobić przerwę lub zrezygnować.
Aby zgłosić się do udziału w badaniu lub dopytać o szczegóły napisz wiadomość e-mail na adres [email protected] lub zadzwoń na nr 602 405 512.
Wywiady odbędą się w umówionym terminie w okresie 10 kwietnia – 12 maja (preferowana jest rozmowa online, ale istnieje możliwość spotkania na żywo).
Badanie jest prowadzone w ramach przygotowania pracy magisterskiej na kierunku prawo na Uniwersytecie Warszawskim pod opieką dr hab. Barbary Namysłowskiej – Gabrysiak.

Rekrutacja zamknięta | Feminoteka zaprasza na jogę pomocną w radzeniu sobie z traumą i stresem. Zajęcia online

Jeśli doświadczyłaś przemocy i w związku ze stresem wywołanym przemocą masz m.in.  takie objawy jak:  wysoki poziom niepokoju, labilność emocjonalną (zalewające uczucia), stały, podwyższony stan czujności, trudne do zatrzymania, negatywne myśli, powracające obrazy przeżytych doświadczeń,  zaburzenia snu, proponujemy ci udział w warsztatach jogi specjalnie przygotowanych dla kobiet po doświadczeniu traumy.

Wiele kobiet, które doświadczyły przemocy, latami boryka się z psychicznymi konsekwencjami tego zjawiska, wynikającymi z długotrwałego stresu, co utrudnia lub wręcz uniemożliwia im normalne i satysfakcjonujące życie. Proponowany przez nas warsztat jogi prowadzony przez psycholożkę z wieloletnią praktyką, jest pomocą w poradzeniu sobie ze skutkami przeżytej traumy.

Z perspektywy jogi, konsekwencje psychologiczne nierozwiązanej traumy są  nie tyle problemem psychologicznym, co symptomem zaburzenia działania układu nerwowego. Poprzez stosowną praktykę można wspomóc proces samoregulacji ciała i tym samym zniwelować cierpienie.

Trauma jest w pewnym sensie stałą częścią życia. Wypadki, straty, przemoc towarzyszą ludzkiej egzystencji niezależnie od stopnia rozwoju cywilizacji. Nasze ciała i umysły posiadają wszystkie możliwe mechanizmy powrotu do równowagi i dobrostanu, potrzebujemy tylko pozwolić im zadziałać.

Joga jest starożytną techniką pracy z ciałem dysponującą takimi narzędziami jak praktyka oddechowa (pranajama), praktyka układania ciała w określonych pozycjach (asany), praktyka stymulowania przepływu energii w ciele poprzez naciskanie punktów akupresurowych (mudry),   angażowanie umysłu (medytacja), praca z dźwiękiem(mantra). Użycie ich we właściwy sposób  pomaga ciału w powrocie do swojego naturalnego rytmu i odzyskaniu utraconej równowagi. Zajęcia są prowadzone w nurcie Jogi Kundalini.

Celem praktyki jogi dla osób po traumie jest pozytywna zmiana wynikająca z przekroczenia trudnego doświadczenia, w wyniku której osiągamy wyższy niż dotychczas poziom funkcjonowania, zdolności adaptacyjnych, rozumienia samej siebie. Z badań porównujących skuteczność jogi w pracy z osobami po doświadczeniu traumy i terapii w nurcie behawioralno-poznawczym (CBT) wynika podobna lub wyższa skuteczność jogi w porównaniu z terapią. Osoby zainteresowane szczegółami dotyczącymi tej praktyki zapraszamy do tekstu Agnieszki Czapczyńskiej  Joga dla osób po doświadczeniu traumy.

UWAGA BRAK MIEJSC

Szczegóły dotyczące uczestnictwa w zajęciach:

  • Zajęcia będą odbywały się we wtorki w godzinach 10.00-11.30 w następujących terminach: 30 marca, 6, 13, 20, 27 kwietnia, 4, 11, 18, 25 maja
  • Zgłoszenia do 28 marca 2021 lub do wyczerpania miejsc
  • Do wszystkich osób odezwiemy się po zakończeniu rekrutacji
  • Warunki uczestnictwa: konieczna jest rejestracja przez formularz, udział w całym cyklu (maksymalnie dwie nieobecności), obsługa programu zoom
  • Zajęcia wyłącznie dla kobiet
  • Osoby prowadzące: Agnieszka Czapczyńska (psychoterapeutka, trenerka Jogi Kundalini), Jola Gawęda (trenerka Wendo)

Liczba miejsc ograniczona. Zajęcia są BEZPŁATNE.

Warsztat odbywa się w ramach projektu “To nie Twoja wina! Stop przemocy wobec kobiet” współfinansowanego przez Urząd Miasta st. Warszawy

LOGO_warszawa_miasto

Jesteśmy SILNE, nie ma w nas zgody! Rozmowa z Dominiką Słowik

Anna Bukowska: Pamiętasz jaka była Twoja pierwsza reakcja, kiedy Wydawnictwo Zielona Sowa zaproponowało Ci napisanie powiadania  do zbioru o silnych dziewczynach, kobietach?

Dominika Słowik: Bardzo się ucieszyłam i… zestresowałam. Ucieszyłam, bo pomysł na zbiór brzmiał świetnie, a zestresowałam, bo pomyślałam, że to projekt tak mi bliski, że chciałabym napisać opowiadanie najlepsze z możliwych. A wiadomo, jak to jest, gdy pracuje się pod taką presją.

AB: Czy długo rodził się pomysł na opowiadanie i skąd, jeśli to nie tajemnica, czerpiesz inspiracje?

DS: Strasznie długo! Redaktorka tomu, Anna Kubalska, odezwała się w tej sprawie z wielomiesięcznym wyprzedzeniem, więc pomyślałam, super, mam mnóstwo czasu, zacznę pisać wcześniej. Ale im dłużej myślałam nad tym tekstem, tym trudniej było mi się do niego zabrać. Wszystkie pomysły wydawały się nie takie, za słabe, zbyt nieciekawe, za miałkie… Pierwszy raz pisałam też tekst z założenia przeznaczony dla nastoletnich czytelniczek i czytelników, a bardzo chciałam uniknąć upupiania i usilnego profilowania tekstu pod wiek, bo wierzę, że dobrą literaturę popularną mogą czytać odbiorcy w bardzo różnym wieku. W pewnym momencie miałam wreszcie chwilę autorefleksji. No bo co ja właściwie czytałam z największą przyjemnością, kiedy miałam 15 lat? Wyszło mi, że szeroko pojętą fantastykę i fantastyczne Bildungsroman. Od tego momentu wreszcie wiedziałam, co chcę napisać.

AB: Powiesz, z czym zmaga się bohaterka Twojego opowiadania i w czym tkwi jej siła?

DS: Moja bohaterka zmaga się oczywiście z wieloma potworami, nie tylko metaforycznymi, bo umieściłam ją w trudnym i nieprzyjaznym świecie, ale myślę, że najważniejszą walkę toczy ze swoim własnym lękiem. Uważam, że w naszej kulturze nastąpiło jakieś dziwne przesunięcie znaczeń i odwaga stała się tożsama z brakiem lęku, co samo w sobie jest wewnętrznie sprzeczne. Moja bohaterka uczy się rozumieć, że przymus ciągłego przełamywania własnego strachu, który narzuca jej otoczenie, jest fałszywy. Uczy się wyznaczać własne granice i pilnować, by inni ich nie przekraczali. Ale myślę, że jej największa siła tkwi w rodzącym się w niej poczuciu solidarności.

AB: Solidarności z kim?

DS: W samym tekście przede wszystkim z jej towarzyszką podróży, co zresztą przeradza się potem w coś jeszcze zupełnie innego, ale… bez spoilerów 🙂 Noszę w sobie przekonanie, że w obliczu tego, co się wokół nas dzieje – i nie mówię tylko o łamaniu praw kobiet w Polsce i skandalicznym „wyroku” TK, ale także o rosnących w siłę tendencjach nacjonalistycznych w Europie i o pogłębiającym się kryzysie klimatycznym – najlepszą bronią jednostki jest solidarność.

AB: Czytając Twoje opowiadanie, odnalazłam sporo analogii do “Opowieści podręcznej” Margaret Atwood. Równocześnie, patrząc na sytuację Polek w Polsce, trudno oprzeć się wrażeniu, że ta postapokaliptyczna wizja jest bliżej nas, niż mogłoby się niektórym wydawać. Nie ma we mnie zgody, by moja córka dorastała w kraju, w którym kobieta nie ma prawa decydować o sobie. O swoim losie. O swoim życiu. Tej zgody nie ma również w mojej córce. Na szczęście.

W opowiadaniu “Dziewczyny nie boją się ciemności” stworzyłaś bardzo realny, namacalny świat. Towarzyszyłam głównej bohaterce z przejęciem. Byłam z nią, przy niej – do samego końca. Czy właśnie takie było Twoje założenie? Czy ta solidarność, o której mówisz, powinna objawiać się również w tym towarzyszeniu, wspólnym odczuwaniu? Co takie dziewczyny jak Ty, moja córka czy ja mogą zrobić? 

DS: To bardzo dobre pytanie, bo i mnie ono męczy. Co ja sama jedna mogę zrobić? Co może zdziałać jednostka? Chyba wiele z nas czuje się przytłoczona tym, co się teraz dzieje… I dochodzę do wniosku, że po pierwsze, mogę zmieniać moje najbliższe otoczenie: pomagać, wspierać rożne grupy wykluczonych, uświadamiać – ale też przyjmować naukę od innych i być gotowa na to, by przyjąć czyjąś pomoc, a to czasem bywa najtrudniejsze – pozwolić pomóc samej sobie. Po drugie, bardzo, bardzo ważne – być aktywną, aktywnym politycznie. Głosować! Protestować. Rozliczać polityków. Śledzić bieżące sprawy. Informować. Być poinformowaną. Jeśli mamy czas i siły – angażować się w aktywizm. Jeśli mamy środki – wspierać finansowo aktywistów. I odpoczywać wtedy, kiedy zaczyna nam brakować siły, bo zrywy są istotne, ale bardzo ważne są efektywne działania długofalowe. Teraz zaczęła się zbiórka podpisów pod projektem liberalizacji prawa aborcyjnego – możemy więc samodzielnie zbierać podpisy albo po prostu wysłać tylko swój podpis do sztabu odpowiedzialnego za zbiórkę.

A co do porównania do „Podręcznej”, to oczywiście bardzo miły komplement, bo Atwood stanowi wzór, jak w mądry sposób angażować literaturę w polityczna rozmowę, co jest przecież bardzo trudne i łatwo popaść w publicystykę, na czym cierpi literatura.

Fundacja Feminoteka objęła tom opowiadań “Silna” swoim matronatem.

Jolanta Gawęda: Jestem świeżo po lekturze opowiadania i również nie uniknęłam skojarzenia z Atwood, choć bardziej z postapokaliptyczną trylogią „MaddAddam”.

Czy ta historia ma wydźwięk ekofeministyczny? Czy feminizm pomoże uniknąć katastrofy ekologicznej?

DS: Ha, trylogia „MaddAddam” to moje ulubione książki Atwood. Nie wiem, czy zasługuję na takie porównania, ale tak, klimat i jego antropocentryczne zmiany to temat, na którym ostatnio mocno skupiam się w swojej twórczości i rzeczywiście moje opowiadanie to zupełnie nowe dla mnie obszary literackie – klimatycznego postapo… Jeśli pytasz, czy dzięki feminizmowi unikniemy katastrofy ekologicznej, to z przykrością muszę odpowiedzieć, że nie, ponieważ pewne zmiany po prostu już się zaczęły. Ale tak, wierzę, że dzięki feminizmowi i innym inkluzywnym ruchom społecznym możemy złagodzić te zmiany, które już zachodzą, i powstrzymać inne, które dopiero się wydarzą.

JG: W opowiadaniu to nastolatki mają wyjątkową umiejętność, która pozwala na przetrwanie. Czy mogłabyś powiedzieć, co to za szczególny moment w życiu, bycie nastolatką? Z czym ci się kojarzy, co się wtedy dzieje?

DS: Tak, w opowiadaniu dzieje się coś niezwykłego, co w pewnym sensie wywraca patriarchalny porządek świata i powoduje, że nastoletnie dziewczyny są nagle postrzegane jako najsilniejsze członkinie społeczności, jedyne, które są w stanie skutecznie bronić innych. Pomysł na taką bardzo dosłowną, w gruncie rzeczy, metaforę wziął się z bardzo konkretnego impulsu – czytając latem 2020 relacje z protestów na Białorusi, trafiłam na zdanie wygłoszone przez znanego dziennikarza, które brzmiało: „reżimowi nie udało się zastraszyć nawet 14- i 15-letnich dziewczynek”. Jak mnie wkurzyło to słówko „nawet” (nie wspominając o upupiającym zdrobnieniu)! Gwarantuję, że żeby być 14-letnią czy 15-letnią dziewczyną w tym świecie, trzeba nieraz niemałej odwagi…

JG: No właśnie, widzę to również teraz, na protestach. Dziewczyny odważnie, śmiało i z humorem przeciwstawiają się patriarchalnym porządkom.

Na koniec chciałabym (z nadzieją) zapytać, czy widzisz w tej historii potencjał na powieść?

DS: Jestem bardzo ciekawa, jak zareagują na to opowiadanie nastoletnie czytelniczki i czytelnicy. Nie myślałam w tej chwili o dalszej historii tego tekstu, chociaż rzeczywiście, świat w nim opisany bardzo „się rozpychał” przy pisaniu. Zobaczymy, co będzie 😉

Z Dominiką Słowik rozmawiały: Anna Bukowska z Wydawnictwa Zielona Sowa oraz Jolanta Gawęda z Fundacji Feminoteka.

„Legalna Aborcja. Bez Kompromisów” – druk do zbierania podpisów

Zapraszamy do zaangażowania się w zbiórkę podpisów pod projektem ustawy „Legalna aborcja. Bez kompromisów”.

Poniżej zamieszczamy główne założenia oraz wszelkie informacje konieczne do przeprowadzenia zbiórki.

Informacje za fb Legalna aborcja. Bez kompromisów

Co znajdziecie w projekcie?

💚 prawo do bezpiecznego przerywania ciąży do 12. tygodnia, a w szczególnych przypadkach także po 12. tygodniu,

💚 wprowadzenie dla podmiotów leczniczych jednolitej procedury postępowania z osobą, która chce wcześniej zakończyć ciążę,

💚 koniec z nadużywaniem klauzuli sumienia! Chcemy dodatkowych regulacji w tym zakresie,

💚 depenalizacja aborcji (zniesienia kar dla lekarzy i osób pomagających w aborcji za zgodą osoby w ciąży),

💚 reforma procedury sprzeciwu pacjenckiego,

💚 rozszerzenie programu badań prenatalnych na badanie białka PAPP-A.

Projekt ustawy: http://bit.ly/3tpMN6z

Karta do zbierania podpisów – wydrukuj, podpisz, daj do podpisania koleżankom, bliskim: http://bit.ly/3jbKiQE

Wysyłka na skrytkę pocztową:

Komitet Legalna Aborcja Bez Kompromisów

skrytka 67 FUP 11 Listopada 8 74-100 Gryfino

Lub na adres:

Federacja na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny

Nowolipie 13/15 00-150 Warszawa

Lub na adres:

Strajk Kobiet

Wiejska 16 00-490 Warszawa

„Zawodowe dziewczyny -prostytucja i praca seksualna w PRL ” Anna Dobrowolska | recenzja

Zawodowe dziewczyny – Prostytucja i praca seksualna w PRL

Anna Dobrowolska

wydawnictwo Krytyki Politycznej, 2020

 

 

Temat, jakim jest prostytucja/praca seksualna pojawia się na językach opinii publicznej niezwykle rzadko. Wydaje się, że pozostaje on w sferze tych tematów, o których mówić „nie wypada”. Nawet współcześnie – w roku 2020\2021 – spoczywa na nim klątwa tematu tabu. W swojej książce Anna Dobrowolska wyjaśnia, skąd w polskiej świadomości wzięło się spojrzenie na zjawisko prostytucji jako jednej ze społecznych patologii oraz jak „zawód” ten rozwijał się na przestrzeni dekad w okresie niekoniecznie dla niego korzystnym, jakim były czasy Polski Rzeczpospolitej Ludowej.

Autorka rozpoczyna swoje rozważania od czasów Polski powojennej – od roku 1945, a następnie zajmuje się każdą dekadą po kolei, aż do późnego socjalizmu i początku lat 90-ych. Na zaledwie dwustu czterdziestu (240) stronach zostaje przedstawiony pełen przekrój i ewolucja zjawiska prostytucji. Pokazana zostaje droga od koncepcji całkowitej kontroli, nadzoru i ewidencji poprzez współpracę kobiet z funkcjonariuszami SB do wyrażenia przez społeczeństwo potrzeby istnienia domów publicznych na początku lat 90-ych. Oczywiście nie świadczy to o pełnej liberalizacji i otworzeniu się na temat pracy seksualnej w ostatniej dekadzie XX wieku, ale o stopniowych przemianach w świadomości społecznej i powolnym oswajaniu się z istnieniem takiego „zawodu”.

Przemiany te można śledzić dzięki relacjom pracowniczek seksualnych, które otwierają każdy rozdział książki i są jej niezbędnym elementem. Poprzez obecność owych relacji autorka stara się oddać głos kobietom, które mają możliwość interpretować i przedstawiać działania Milicji Obywatelskiej i innych instytucji państwowych również z ich perspektywy. Sposób ten jest dosyć przełomowy, gdyż w debatach publicznych o prostytucji w PRL-u rzadko pojawiała się narracja samych prostytutek. W opowiadanych przez kobiety historiach możemy dostrzec chęć pokazania niezależności, próbę wypracowania szacunku do własnej pracy, a także próbę zmiany podejścia instytucji państwowych do ich zawodu. Tak jak podkreśla to Anna Dobrowolska, świadczy to o sprawczości prostytutek i bynajmniej nie umieszcza ich w roli biernej ofiary.

Z publikacji dowiadujemy się również o hierarchii panującej wewnątrz środowiska w drugiej połowie XX wieku. Autorka przedstawia czytelnikowi motywacje do podjęcia przez kobiety takiej drogi zawodowej, nierzadko pokierowane sytuacją materialną, a także prezentuje stosunek MO do „gruzinek”, „mewek”, „tirówek” lub „prostytutek ekskluzywnych”. Każda kobieta reprezentująca dany stopień w hierarchii zmaga się z własnymi trudnościami i przeszkodami, ale z drugiej strony czerpie inne korzyści z wykonywanego zawodu. Anna Dobrowolska w swojej pracy stara się podkreślić ten aspekt. Autorka przytoczyła przykłady kobiet, które dobrowolnie podjęły się tego zawodu: czasem decyzję ułatwiły złe warunki ekonomiczne, a czasem chęć zarobienia ogromnych pieniędzy w szybkim czasie. Większość przedstawionych w publikacji bohaterek była jednak pogodzona z własną moralnością i tego samego oczekiwały od instytucji państwowych i opinii publicznej.

Obok relacji z milicyjnych dokumentów o „najstarszym zawodzie świata,” książka daje również świetną lekcję historii o czasach PRL-u. Na przykładzie zjawiska prostytucji widoczne są wszelkie tendencje panujące wówczas w kraju, sposoby działania władz państwowych, próba kontroli przez władze komunistyczne niemal wszystkich dziedzin życia, aż po klęskę tego systemu. Każda dekada niesie ze sobą inne spojrzenie, inne pomysły na radzenie sobie z tym rodzajem „patologii społecznej” oraz ponowne otwarcie dyskursu na ten temat (dużą rolę odegrały także artykuły w gazetach, filmy dokumentalne lub serialne np. 07 zgłoś się!).

Moim zdaniem, podejście do tematu prostytucji i pracy seksualnej w PRL w każdym z opisanych okresów zostaje wyczerpująco zanalizowane. Autorka płynnie przedstawia przemiany zachodzące w sytuacji prostytutek/pracownic seksualnych zarówno z perspektywy ich samych jak i milicji lub organów instytucji państwowych. Świetny ciąg przyczynowo-skutkowy opisywanych przemian poparty jest wiarygodnymi źródłami.

Zachęcam do sięgnięcia po tę literaturę. Pomimo momentami trudnego, naukowego języka, podejście autorki do zagadnienia prostytucji i pracy seksualnej w PRL pozwala zmienić perspektywę i przyjrzeć się tej problematyce z innej strony, nie tylko jako społecznego marginesu lub patologii.  

Klaudia Budek

BRAK MIEJSC|Feminoteka zaprasza na jogę pomocną w radzeniu sobie z traumą i stresem. Zajęcia online

Jeśli doświadczyłaś przemocy i w związku ze stresem wywołanym przemocą masz m.in.  takie objawy jak:  wysoki poziom niepokoju, labilność emocjonalną (zalewające uczucia), stały, podwyższony stan czujności, trudne do zatrzymania, negatywne myśli, powracające obrazy przeżytych doświadczeń,  zaburzenia snu, proponujemy ci udział w warsztatach jogi specjalnie przygotowanych dla kobiet po doświadczeniu traumy.

Wiele kobiet, które doświadczyły przemocy, latami boryka się z psychicznymi konsekwencjami tego zjawiska, wynikającymi z długotrwałego stresu, co utrudnia lub wręcz uniemożliwia im normalne i satysfakcjonujące życie. Proponowany przez nas warsztat jogi prowadzony przez psycholożkę z wieloletnią praktyką, jest pomocą w poradzeniu sobie ze skutkami przeżytej traumy.

Z perspektywy jogi, konsekwencje psychologiczne nierozwiązanej traumy są  nie tyle problemem psychologicznym, co symptomem zaburzenia działania układu nerwowego. Poprzez stosowną praktykę można wspomóc proces samoregulacji ciała i tym samym zniwelować cierpienie.

Trauma jest w pewnym sensie stałą częścią życia. Wypadki, straty, przemoc towarzyszą ludzkiej egzystencji niezależnie od stopnia rozwoju cywilizacji. Nasze ciała i umysły posiadają wszystkie możliwe mechanizmy powrotu do równowagi i dobrostanu, potrzebujemy tylko pozwolić im zadziałać.

Joga jest starożytną techniką pracy z ciałem dysponującą takimi narzędziami jak praktyka oddechowa (pranajama), praktyka układania ciała w określonych pozycjach (asany), praktyka stymulowania przepływu energii w ciele poprzez naciskanie punktów akupresurowych (mudry),   angażowanie umysłu (medytacja), praca z dźwiękiem(mantra). Użycie ich we właściwy sposób  pomaga ciału w powrocie do swojego naturalnego rytmu i odzyskaniu utraconej równowagi. Zajęcia są prowadzone w nurcie Jogi Kundalini.

Celem praktyki jogi dla osób po traumie jest pozytywna zmiana wynikająca z przekroczenia trudnego doświadczenia, w wyniku której osiągamy wyższy niż dotychczas poziom funkcjonowania, zdolności adaptacyjnych, rozumienia samej siebie. Z badań porównujących skuteczność jogi w pracy z osobami po doświadczeniu traumy i terapii w nurcie behawioralno-poznawczym (CBT) wynika podobna lub wyższa skuteczność jogi w porównaniu z terapią. Osoby zainteresowane szczegółami dotyczącymi tej praktyki zapraszamy do tekstu Agnieszki Czapczyńskiej  Joga dla osób po doświadczeniu traumy.

Szczegóły dotyczące uczestnictwa w zajęciach:

  • zajęcia będą odbywały się we wtorki w godzinach 10.00-11.30 w następujących terminach: 12.01 / 19.01 / 26.01 / 2.02 / 9.02 / 16.02 / 23.02 / 2.03 / 9.03 / 16.03.2021Zgłoszenia do 11.01.2021
  • Do wszystkich osób odezwiemy się po zakończeniu rekrutacji
  • Warunki uczestnictwa: konieczna jest rejestracja przez formularz, udział w całym cyklu (maksymalnie dwie nieobecności), obsługa programu zoom
  • Zajęcia wyłącznie dla kobiet
  • Osoby prowadzące: Agnieszka Czapczyńska (psychoterapeutka, trenerka Jogi Kundalini), Jola Gawęda (trenerka Wendo)

Liczba miejsc ograniczona. Zajęcia są BEZPŁATNE.

Warsztat odbywa się w ramach projektu “To nie Twoja wina! Stop przemocy wobec kobiet” współfinansowanego przez Urząd Miasta st. Warszawy

LOGO_warszawa_miasto

Powiedziała. Śledztwo, które zdemaskowało Harveya Weinsteina i zapoczątkowało ruch #Metoo | Recenzja

Powiedziała. Śledztwo, które zdemaskowało Harveya Weinsteina i zapoczątkowało ruch #MeToo
Autorki: Jodi Kantor, Megan Twohey

Przekład: Paulina Surniak, Adrian Stachowski,

Wydawnictwo Poznańskie, 2020

„Powiedziała” to książka autorstwa dwóch wybitnych dziennikarek, które nie pierwszy raz zmagały się z niełatwą tematyką. Artykuły Jodi Kantor dotyczące dyskryminacji płciowej były przyczyną zmiany polityki w miejscach takich jak Starbucks, Amazon lub Harvard Business School. Historie Megan Twohey doprowadziły do przyjęcia w stanie Illinois pierwszej ustawy nakazującej sprawdzenie każdego przypadku dotyczącego gwałtu, wielokrotnie pisała również o przestępczości seksualnej oraz molestowaniu. I tym razem praca dziennikarek przyczyniła się do ogromnej zmiany w społeczeństwie oraz do powstania znanego na całym świecie ruchu #Metoo.


Na samym początku należy zauważyć jak dużą rolę odgrywa sam tytuł. Jedno słowo – „powiedziała”, zawiera w sobie największy przekaz tego reportażu. Sugeruje przerwanie trwającego przez dekady milczenia o przestępstwach seksualnych znanego producenta filmowego Harveya Weinsteina. Pokazuje siłę i odwagę kobiet, które odważyły się „powiedzieć”, choć droga do wyznania swojej historii była trudna. Wiele z ofiar nie chciało się nią dzielić ze względu na możliwe konsekwencje, mimo, że większość z nich chciała, by ktoś powstrzymał Weinsteina. Inne zostały ograniczone za pomocą umowy „gotówka za milczenie”. Wszelkimi metodami starano się odebrać kobietom ich głos, pieniędzmi i obietnicami rozwoju kariery zmusić do zachowania ostrożności. Te, które odważyły się podzielić swoimi doświadczeniami były zastraszane, nękane i krytykowane. Niejednokrotnie wmawiano im kłamstwo. Z reportażu dowiadujemy się jak ciężka jest droga ofiary molestowania do nagłośnienia swoich przeżyć i jak ogromną przemianę wewnętrzną przechodzą podczas tej drogi.


Książka rzuca też światło na problem dotychczasowego systemu, w którym wielkie firmy zdają sobie sprawę z niewłaściwych zachowań swoich pracowników lub przełożonych, a działania podejmują dopiero, gdy zostaną one zdemaskowane publicznie i udowodnione. Nie dla dobra pokrzywdzonych kobiet, dla dobra firmy. Umowy, ugody, odszkodowania wypłacane w zamian za milczenie – to wszystko metody, które dążą do zamiatania spraw pod dywan, by firma funkcjonowała sprawnie. Zawieranie takowych umów jest również opłacalne dla prawników, którzy pobierają część z odszkodowań – nie zapobiega to molestowaniu, a nawet je ułatwia. Pokazane są błędy uniemożliwiające udowodnienie i wyciągnięcie konsekwencji z molestowania, co często bywa współudziałem zakładu pracy. Mężczyźni wykorzystujący swoją władzę i pozycję, czują się bezkarni i wszechmogący. Bardzo często wystarczy dobry prawnik lub nieznaczące niedociągnięcie w historii kobiety, by jej słowa stały się nieważne, czego doskonałym przykładem jest działanie Harveya Weinsteina. Pracujący dla niego sztab ludzi (oczywiście dobrze opłaconych) – prawnicy, detektywi, agencje pomagali mu dotrzeć i zatrzymać przepływ informacji. Praca dziennikarek uświadamia jak duża we współczesnych czasach jest siła pieniądza oraz rola znajomości, koneksji oraz własnej pozycji.


W końcu, reportaż „Powiedziała” jest nie tylko historią o kobietach, które odważyły się wystąpić przeciwko wpływowym mężczyznom takim jak Donald Trump, Harvey Weinstein lub Brett Kavanaugh, ale też świetną lekcją dziennikarstwa śledczego. Za pomocą pracy Jodi Kantor i Megan Twohey czytelnik znajduje się w samym środku śledztwa, które zmieniło podejście do molestowania seksualnego w pracy oraz zapoczątkowało lawinę historii w ramach ruchu #Metoo. Wraz z dziennikarkami i zespołem New York Timesa przeżywa historię każdej ofiary oraz z zapartym tchem czeka na zwycięstwo sprawiedliwości i upragnioną zmianę.


Książka z pewnością inspiruje do działania, tak jak zrobiły to jej bohaterki oraz pozwala zrozumieć jak wiele kroków musiały poczynić kobiety, by z sukcesem odzyskać swój głos. Ile jest w stanie zmienić jeden artykuł? Czy pojedyncza historia ma jakieś znaczenie? Tego dowiadujemy się z reportażu Jodi Kantor oraz Megan Twohey.


„I believe woman because no-one believed me” #Metoo


Recenzuje: Klaudia Budek

„Olimpijki” Anny Sulińskiej – zdecydowanie nie tylko o sporcie!

Olimpijki

Anna Sulińska

Czarne 2020

recenzuje Karolina Pudełko

 

 

„Olimpijki” z pozoru mogą wydawać się książką o sporcie. Można by tak stwierdzić patrząc na okładkę, spoglądając na tytuł, czytając jej opis… Nic bardziej mylnego. To 288 stron wciąż żywej historii udowadniania, że kobiety mają znaczenie. „Olimpijki” to opowieść o osobach, które mierzyć się musiały z przeciwnościami losu, które wydawać by się mogły z pozoru absurdalne – kto wpadłby na to, że pewnych zawodniczek olimpijskich nie zabrano autokarem na miejsce zawodów celowo? Że celem tego miało być uniemożliwienie kobietom zdobycia pierwszego medalu olimpijskiego w danej dyscyplinie przed mężczyznami? W takiej rzeczywistości żyły, trenowały i wygrywały polskie sportsmenki. Rzeczywistości zdominowanej przez mężczyzn, patriarchat,  gdzie przyzwyczajone do kłód rzucanych im pod nogi z zaciśniętymi zębami trenowały, często oporządzając wcześniej przy mężu i dzieciach. W czasach PRL-u wydawać by się mogło, że wystarczająco wiele przeciwności losu spotykało osoby chcące doskonalić się w sporcie – braki kadrowe, niewystarczająca ilość i zła jakość sprzętu, brak odpowiednio przystosowanych miejsc do treningu, a nawet strojów. No cóż, niektórych kosztowało to więcej. Skandaliczne i uderzające w godność osób trenujących „testy weryfikujące płeć” polegające na obnażaniu się przed obcymi osobami, niemożność trenowania danej dyscypliny będąc kobietą, ostracyzm niektórych środowisk wciąż głoszący, że miejsce kobiety jest w domu, a nie na bieżni… To tylko niektóre z dodatkowych trudności,  z którymi mierzyć się musiały właśnie kobiety.

Chciałoby się powiedzieć, że czasy na tworzenie skandali dotyczących kobiet w sporcie już dawno odeszły w niepamięć, ale byłoby to kłamstwo. Wystarczy spojrzeć chociażby na bardzo niedawną sprawę związaną z wybitną lekkoatletką i biegaczką na średnich dystansach, dwukrotną mistrzynią olimpijską, Caster Semenaya. Ciało Caster produkuje większą niż przeciętna ilość testosteronu. Jej błyskawiczne postępy i spektakularne wyniki wzbudziły wśród niektórych podejrzenia dotyczące jej biologicznej płci. Międzynarodowe Stowarzyszenie Federacji Lekkoatletycznej w odpowiedzi na te „wahania” nakazało przeprowadzenie testów płci i chociaż oficjalne wyniki nigdy nie dotarły do opinii publicznej, szczegóły fizjologii biegaczki trafiły do mediów i zostały przez nie rozpowszechnione. Bezsprzecznie naruszona została jej prywatność. Fakty są takie, że biegaczce nie odebrano medalu i po kilku miesiącach dopuszczono znów do startu w zawodach kobiet, ponieważ stwierdzono, że trudno jest znaleźć badania jednoznaczenie mówiące o wpływie wysokiego poziomu testosteronu na różne dystanse biegowe.  Lecz potem, w kwietniu 2018 Międzynarodowe Stowarzyszenie Federacji Lekkoatletycznej ogłosiło nowe zasady dotyczące zawodniczek z hiperandrogenizmem (nadmiernym wydzielaniem androgenów u kobiet), które uniemożliwiły Caster starty. Jej odwołanie się od tej decyzji zostało odrzucone. Tu pojawia się otwarte pytanie – czy naturalne warunki Caster, które umożliwiają jej zdobywanie takich, a nie innych wyników, są inne, aniżeli naturalne warunki innych zawodniczek? Czy istnieją naukowe podstawy do tworzenia wyżej wspomnianych zasad? Nad tym można by się pochylić szerzej, ale nie ma na to miejsca w tej recenzji, bo to zapewne temat do długiej dyskusji. Ale o podobnych przypadkach przeczytać możemy właśnie w „Olimpijkach”. Zachęcają one do postawienia sobie przez czytelnika pytania – kto decyduje o tym, że kobieta startująca w zawodach jest kobietą? Czemu najczęściej są to inne osoby niż ona sama?

To, co w książce Sulińskiej wydaje się ważne, to fakt, że na tyle na ile było to możliwe, oddała głos samym sportowczyniom. To zatem one, po latach, mogły spojrzeć na przeszłe czasy i je skomentować ze swojej perspektywy. Żadne inne spojrzenie nie byłoby tak przepełnione emocjami (z których większość przez lata niewiele zmalała), ale i tak dobrze nie oddawałoby klimatu tamtych czasów i absurdu wielu sytuacji. „Olimpijki” to także smutna opowieść o zapomnieniu – o upchanych głęboko w szufladach medalach i wybrakowanych informacjach dotyczących osiągnięć  sportowczyń na stronach internetowych czy kartach ksiąg, czasami też o zupełnym ich braku. To opowieść o tym, że w ustach i oczach wielu to męskie osiągnięcia były ważniejsze aniżeli kobiece, czasami nawet do tego stopnia, by naginać historię. To przestrzeń na wgląd w naszą dzisiejszą sytuację i znak zapytanie postawiony przy tezie, że wiele się zmieniło. Być może sprzęty są nowsze, bieżnie wygodniejsze, a stroje bardziej dostępne, ale czy w świecie, nie tylko sportowym, nadal nie zapomina się zbyt często o kobietach?

 

Femionteka objęła książkę matronatem!

BRAK MIEJSC Feminoteka zaprasza na zajęcia online z jogi dla kobiet po doświadczeniu traumy lub jogi – wsparcia w wychodzeniu z depresji | październik 2020

Jeśli doświadczyłaś przemocy i w związku ze stresem wywołanym przemocą masz m.in.  takie objawy jak:  wysoki poziom niepokoju, labilność emocjonalną (zalewające uczucia), stały, podwyższony stan czujności, trudne do zatrzymania, negatywne myśli, powracające obrazy przeżytych doświadczeń,  zaburzenia snu, proponujemy ci udział w warsztatach jogi specjalnie przygotowanych dla kobiet po doświadczeniu traumy.

Wiele kobiet, które doświadczyły przemocy, latami boryka się z psychicznymi konsekwencjami tego zjawiska, wynikającymi z długotrwałego stresu, co utrudnia lub wręcz uniemożliwia im normalne i satysfakcjonujące życie. Proponowany przez nas warsztat jogi prowadzony przez psycholożkę z wieloletnią praktyką, jest pomocą w poradzeniu sobie ze skutkami przeżytej traumy.

Z perspektywy jogi, konsekwencje psychologiczne nierozwiązanej traumy są  nie tyle problemem psychologicznym, co symptomem zaburzenia działania układu nerwowego. Poprzez stosowną praktykę można wspomóc proces samoregulacji ciała i tym samym zniwelować cierpienie.

Trauma jest w pewnym sensie stałą częścią życia. Wypadki, straty, przemoc towarzyszą ludzkiej egzystencji niezależnie od stopnia rozwoju cywilizacji. Nasze ciała i umysły posiadają wszystkie możliwe mechanizmy powrotu do równowagi i dobrostanu, potrzebujemy tylko pozwolić im zadziałać.

Joga jest starożytną techniką pracy z ciałem dysponującą takimi narzędziami jak praktyka oddechowa (pranajama), praktyka układania ciała w określonych pozycjach (asany), praktyka stymulowania przepływu energii w ciele poprzez naciskanie punktów akupresurowych (mudry),   angażowanie umysłu (medytacja), praca z dźwiękiem(mantra). Użycie ich we właściwy sposób  pomaga ciału w powrocie do swojego naturalnego rytmu i odzyskaniu utraconej równowagi. Zajęcia są prowadzone w nurcie Jogi Kundalini.

Celem praktyki jogi dla osób po traumie jest pozytywna zmiana wynikająca z przekroczenia trudnego doświadczenia, w wyniku której osiągamy wyższy niż dotychczas poziom funkcjonowania, zdolności adaptacyjnych, rozumienia samej siebie. Z badań porównujących skuteczność jogi w pracy z osobami po doświadczeniu traumy i terapii w nurcie behawioralno-poznawczym (CBT) wynika podobna lub wyższa skuteczność jogi w porównaniu z terapią. Osoby zainteresowane szczegółami dotyczącymi tej praktyki zapraszamy do tekstu Agnieszki Czapczyńskiej  Joga dla osób po doświadczeniu traumy.

Szczegóły dotyczące uczestnictwa w zajęciach:

Proponujemy dwa profile zajęć z jogi – 

  • BRAK MIEJSC! joga 1 (po doświadczeniu traumy): zajęcia będą odbywały się w piątki w godzinach 18.30-20.00 w następujących terminach: październik: 9.10, 16.10, 23.10, 30.10 listopad: 6.11, 13.11, 20.11, 27.11 grudzień: 4.12, 11.12. Zgłoszenia do 5.10
  • BRAK MIEJSC! joga 2 (wsparcie w wychodzeniu z depresji): zajęcia będą odbywały się we wtorki w godzinach 10.00-11.30 w następujących terminach: październik: 20.10, 27.10 listopad: 3.11, 10.11, 17.11, 24.11 grudzień: 1.12, 8.12, 15.12, 22.12. Zgłoszenia do 15.10
  • Do wszystkich osób odezwiemy się po zakończeniu rekrutacji
  • Warunki uczestnictwa: konieczna jest rejestracja przez formularz, udział w całym cyklu (maksymalnie dwie nieobecności), obsługa programu zoom
  • Zajęcia wyłącznie dla kobiet
  • Osoby prowadzące: Agnieszka Czapczyńska (psychoterapeutka, trenerka Jogi Kundalini), Jola Gawęda (trenerka Wendo)

 

Liczba miejsc ograniczona. Zajęcia są BEZPŁATNE.

 

Warsztat odbywa się w ramach projektu “To nie Twoja wina! Stop przemocy wobec kobiet”

współfinansowanego przez Urząd Miasta st. Warszawy

LOGO_warszawa_miasto

11. LGBT Film Festival 2020 | 9 miast w całej Polsce + online

Zapraszamy na doroczny LGBT Film Festival: największe w Europie Środkowo-Wschodniej wydarzenie kulturalne prezentujące kinematografię z pojemnego, kolorowego parasola LGBT+.

Feminoteka, jak co roku, objeła festiwal matronatem!

Organizatorzy zapraszają:

Drogie osoby!
11. LGBT Film Festival 2020 będzie wyjątkowy. Pandemia koronawirusa zmieniła całkowicie naszą rzeczywistość. Dziś tradycyjna formuła festiwalu filmowego jest utrudniona. Wszyscy szukają nowych rozwiązań na to, jak wspólnie i bezpiecznie uczestniczyć w kulturze. My zdecydowaliśmy się na formę hybrydową: najpierw projekcje kinowe w dziewięciu miastach w Polsce; później edycja online na platformie Outfilm.pl. Dzięki temu festiwal otrzyma drugie życie i będzie bardziej demokratyczny. Filmy będą dostępne dłużej i dla większej ilości osób.
Jednocześnie 

w tegorocznym rankingu ILGA-Europe Polska została uznana za najbardziej homofobiczny kraj Europy. W trakcie kampanii prezydenckiej „tęczowa zaraza” i „LGBT to nie ludzie, to ideologia” stały się hasłami przewodnimi czołowych polityków partii rządzącej. Przemoc policji wobec osób LGBT+ pokazuje w jak niebezpiecznym kraju żyjemy.

Dla niektórych tęcza stała się symbolem znieważenia, dla innych – walki o szacunek.
W tegorocznym programie festiwalu, oprócz tytułów z najważniejszych światowych festiwali w Cannes, Berlina, Wenecji, czy Sundance, znajdziecie również filmy bardziej kameralne, awangardowe i spoza mainstreamu. Niektóre z nich odbijają polską rzeczywistość – mówią o walce o prawa mniejszości. Inne koncentrują się na biografiach osób nieheteronormatywnych i wzbogacają queerhistorię. Każdy z osobna
powstał z myślą o wszystkich widzach – przeciwko jakimkolwiek podziałom i kategoriom. Takich obrazów potrzebujemy teraz najbardziej!
Na 11. LGBT Film Festival 2020 zapraszamy WSZYSTKICH I WSZYSTKIE!
LGBT Film Festival Team

 

Więcej informacji i repertuar kinowy znajdziecie tutaj https://lgbtfestival.pl/ i tutaj https://www.facebook.com/LGBTfestival

 

 

Feminatywa Polsko – Ukraińska. Przestrzeń dialogu kobiet. Jesień 2020

Feminatywa Polsko-Ukraińska. Przestrzeń dialogu kobiet

Feminatywa Polsko-Ukraińska to wirtualna przestrzeń, w której Polki i Ukrainki – pisarki, artystki, intelektualistki i aktywistki będą ze sobą dyskutować o literaturze i o tym, czy może ona pomóc nam w oswajaniu nowego kształtu świata po/w trakcie pandemii. Będą rozmawiać o prawach człowieka, konfliktach zbrojnych, o mocy, sprawczości, ale i problemach kobiet – Polek i Ukrainek. O zagadnieniach, które dotyczą nas – Polki i Ukrainki jako sąsiadki, ale i o tych bolączkach, które mają wymiar ponadnarodowy, jak zmiany klimatyczne, których skutkiem są masowe migracje i kryzys uchodźczy, czy też coraz silniejsze tendencje autokratyczne stanowiące zagrożenie dla państw demokratycznych.

Poznajmy się
Nikogo nie dziwi już w Polsce obecność ukraińskich migrantek zarobkowych. Uchodźczyni przekraczająca nielegalnie polsko-ukraińską granicę jest główną bohaterką Watahy (polskiej produkcji HBO), a serialowe Swietłany i Tetiany podbijają serca polskich widzów. Czy oprócz popkulturowych serialowych obrazków, schematycznych wizerunków etnograficznych przedstawiających Ukrainki w wyszywankach lub stereotypowego wyobrażenia: „Ukrainka-sprzątaczka” wiemy coś więcej o naszych wschodnich sąsiadkach?
W ramach Feminatywy odbędzie 6 spotkań w hybrydowej formule – gościnie rozmawiać będą ze sobą we Wrocławiu, a publiczność w Polsce i w Ukrainie towarzyszyć będzie nam podczas transmisji w czasie rzeczywistym. Podczas nadchodzących spotkań chcemy w możliwie najszerszy sposób przybliżyć wybitne i charyzmatyczne osobowości kobiece, dając możliwość publiczności przed komputerami poznać perspektywę Polek i Ukrainek i zadać pytania najbardziej utalentowanym pisarkom, artystkom i aktywistkom z Polski i Ukrainy.

Gościniami festiwalu będą m.in.:

Haska Shyyan (autorka książki Behind the back (Europejska Nagroda Literacka 2019),

Małgorzata Rejmer (autorka reportażu Błoto słodsze niż miód. Głosy komunistycznej Albanii, nagrodzona Paszportem Polityki 2018 i nominowana
do Nagrody Literackiej Nike 2019),

Oleksandra Iwaniuk (dziennikarka związana z Polityką, autorka książki Amor(T)E,

Dana Vynnytska (artystka),

Marta Frej (ilustratorka),

Natalia Śniadanko (poetka, pisarka, dziennikarka, tłumaczka, autorka 9 książek),

Maria Peszek (wokalistka, aktorka teatralna i filmowa),

Tamila Taszewa (zastępczyni Stałego Przedstawicielstwa Prezydenta Ukrainy w Autonomicznej Republice Krym, aktywistka broniącą praw człowieka, założycielka i prezeska organizacji pozarządowej Crimea SOS),

Janina Ochojska-Okońska (posłanka do Parlamentu Europejskiego, polska działaczka humanitarna, założycielka i prezeska Polskiej Akcji Humanitarnej),

Irena Karpa (wokalistka, dyplomatka, pisarka, autorka blisko 15 książek tłumaczonych na różne języki).

 

Kobiety zabierają głos
Wielkie narracje zarówno te dotyczące historii, polityki, jak też kultury czy życia codziennego stworzone zostały przez mężczyzn. Formy mówienia narzucają formy myślenia – o świecie i roli człowieka, którą pełni on w jego obrębie. Temat ten omawiany jest od dawna, a potrzeba przeciwstawiania się patriarchalnej wizji rzeczywistości jest wyrażana i eksplikowana od lat.
Męska narracja dotyczy także relacji polsko-ukraińskich – postrzegamy ją przez pryzmat zdarzeń historycznych, wielkich sojuszy i zdrad politycznych, za którymi stała męska część świata. Gdzie w tym wszystkim kobiety?

Feminatywa Polsko-Ukraińska to nieszablonowy sposób upamiętnienia 100-lecia historycznego wydarzenia „Paktu Piłsudski-Petlura”. W tym właśnie, szczególnym, 2020 roku inicjujemy nowy projekt międzynarodowej współpracy, pytając z przymrużeniem oka: Czy gdyby wówczas decyzje dotyczące solidarności Polaków i Ukraińców podejmowały kobiety, uniknęłybyśmy legendarnej wypowiedzi Józefa Piłsudskiego „Ja was przepraszam, panowie,
ja was bardzo przepraszam, tak nie miało być”?

Polki, Ukrainki – pisarki, artystki, aktywistki, polityczki, historyczki, matki, żony i kochanki, córki, przyjaciółki, pracowniczki – jak one widzą złożone wzajemne relacje pomiędzy naszymi państwami? Co mają do powiedzenia jako reprezentantki wymienionych wyżej zawodów i społecznych ról.

Organizatorki: Miejska Biblioteka Publiczna we Wrocławiu, Centrum Biblioteczno-Kulturalne Fama
Partnerzy i Partnerki: Wrocławski Dom Literatury
Daty spotkań: 18.09, 25.09, 23.10, 30.10, 20.11, 27.11.2020
Gdzie: Spotkania polsko-ukraińskie w sieci, transmisja online: facebook.com/feminatywa

 

Program :
SPOTKANIE 1 | 18.09 | Czy wojna obchodzi kobiety? Konflikty zbrojne w najnowszej literaturze polskiej i ukraińskiej
SPOTKANIE 2 | 25.09 | Być kobietą, być kobietą! O postrzeganiu kobiet w przestrzeni artystycznej
SPOTKANIE 3 | 23.10 | Migrantki, uchodźczynie, współczesne nomadki
SPOTKANIE 4 | 30.10 | Jutro może być za późno – aktywistki na rzecz praw człowieka
SPOTKANIE 5 | 20.11 | Kobiety objaśniają mi świat. Kobiece narracje w literaturze współczesnej
SPOTKANIE 6 | 27.11 | Królowe-matki. Gdyby kobiety rządziły światem
Język transmisji: polski
Spotkania będą tłumaczone na język migowy.
Więcej informacji: fama.wroc.pl/kalendarz/feminatywa/ oraz facebook.com/feminatywa
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury
Patronatem honorowym festiwal objęli: Andrij Deszczycia oraz Prezydent Wrocławia Jacek Sutryk

Partnerki i partnerzy: Tok FM, Fundacja Feminoteka, Krytyka Polityczna, Stowarzyszenie Dolnośląski Kongres Kobiet, Gender to nie ideologia, Genderówka, Kurzojady, Prenumeratorka, Ciało Praktyka jogi Sabina Sokół.

 

Feminoteka matronuje wydarzeniom!

Książka na którą czekałam. „Złap i ukręć łeb” recenzuje Nataszex

O „Złap i ukręć łeb. Szpiedzy, kłamstwa i zmowa milczenia wokół gwałcicieli” Ronana Farrowa pisze Natalia Skoczylas.

Recenzję udostępniamy za zgodą autorki, ukazała się na instagramie Nataszex 

***

Książka na którą czekałam. Czytałam ją jednocześnie z łatwością, bo została napisana dość zrozumiałym językiem, ale też z ciężarem, bo zdaję sobie sprawę, że w polskiej rzeczywistości też są chronieni seryjni gwałciciele. Wystarczy spojrzeć na przypadek Krzysztofa Sadowskiego. I zapytać siebie czemu nie znam więcej takich przypadków. Bo powtarzana śpiewka osób związanych z polityką w stylu „u nas nie ma przemocy”, jest nie tylko naiwna, ale także świadomie nieprawdziwa. Myślę, że miarą dojrzałości społeczeństwa, kolektywu, grupy jest to, jak radzi sobie z przemocą. Bo przemoc jest wszędzie i każda_y z nas jest do niej zdolna_y. Dlatego tak ważne jest, by nauczyć się słuchać, zadośćuczynić, naprawiać. Nie uciszając.

Ronan Farrow w książce „Złap i ukręć łeb. Szpiedzy, kłamstwa i zmowa milczenia wokół gwałcicieli” pisze nie o samej przemocy seksualnej, ale o własnym procesie jej ujawniania w przypadku wpływowych i bogatych osób. O całej machinerii nastawionej na ukrywanie krzywd i wpędzaniu osób, które doświadczyły przemocy i tych, które chciały to ujawnić – w paranoję, w stan wycieńczenia. Przede wszystkim jest to jednak opowieść o pracy reporterskiej Farrowa, też o jego motywacjach i determinacji. O czasie, który upływał. O konkretnych osobach, które utrudniały pracę. O inwigilacji, która się dzieje, ale trudno o niej myśleć, bo można pogubić się w rozpoznawaniu rzeczywistości. O umowach uciszających osoby, które doświadczają przemocy. O myleniu romansu z przemocą. O władzy.

I też o solidarności osób, które zdecydowały się na ujawnienie. O wielu osobach pracujących przy reportażach, które robią to, bo uważają, że ta praca jest słuszna i potrzebna. O tym, że zmiana nie przychodzi w pojedynkę.

Książka w polskiej wersji językowej została wydana przez Wydawnictwo Czarne, w tłumaczeniu Anny Dzierzgowskiej i Sławomira Królaka.

Dziękuję!

„Mur duchów” Sarah Moss – publikujemy fragment książki

Mur duchów

Autorka: Sarah Moss

Przekład: Paulina Surniak

Wydawnictwo Poznańskie 2020

 

(fragment)

Wreszcie zapadła ciemność. Ogień trzaskał, między płomieniami widać było drzewa. Miał znaczenie rytualne, tylko i aż. Odsuwaliśmy się od siebie, nikt nie łaknął ciepła. Dym gryzł mnie w oczy, a skała wbijała się w plecy, szorstka tunika drażniła uda. Zsunęłam mokasyn i wyciągnęłam palce w stronę ognia, tak po prostu, żeby sprawdzić, jakie to uczucie. Przecież nie może być ci zimno, powiedział ojciec, chociaż to on rozpalił ogień i nalegał, żebyśmy się wokół niego ze- brali. Może być, jeśli tak postanowię, pomyślałam, ale powiedziałam: nie, tato, nie jest. Przez płomienie widziałam chłopaków – byli pogrążeni w rozmowie i przesuwali się coraz bliżej drzew, jakby zamierzali wtopić się w las i oddalić w jakichś męskich sprawach, na których znałam się prawdopodobnie dużo lepiej od nich. Matka siedziała na kamieniu, tam,gdzie kazał jej usiąść ojciec, tunika brzydko zawinęła się nad jej tłustymi, białymi kolanami, było nudno, a ojciec trzymał nas tu, znużonych, siłą woli. A dokąd to się wybierasz? – spytał, kiedy wstałam. Muszę iść na siku, odparłam, a on burknął coś i rzucił okiem na chłopców, jakby sama wzmianka o czynnościach życiowych mogła rozbudzić ich młodzieńcze żądze. Tylko sprawdź, czy nie będzie cię widać, powiedział.

Za kilka dni wydepczemy ścieżkę do strumienia, ale tej pierwszej nocy pod stopami miałam mech, uginający się w zapadającym zmierzchu, i łany po- ziomek, tak dojrzałych i czerwonych, że zdawały się lśnić w mroku. Przykucnęłam, żeby zerwać garść; po- wędrowałam dalej, jedząc je prosto z dłoni i całując ją przy tym. Między gałęziami śmigały nietoperze, nadając płaskiemu niebu głębię – wtedy je jeszcze słyszałam. Dziwnie było tak iść w butach z cienkiej skórki. Tylko warstwa pożyczonej – skradzionej – skóry oddzielała moje stopy od patyków i kamieni, od wilgoci i miękkości lasu. Dotarłam nad strumień i kucnęłam przy nim, zanurzyłam palce i nasłuchiwałam. Woda szemrząca wśród kamieni i torfu, szelest liści nade mną, beczenie owiec na wzgórzu. Przez buty sączyła się rosa. Strumyk tarmosił koniuszki moich palców, a wrzosy badały moje nogi, nagie pod tuniką. Nie żebym nie rozumiała, dlaczego ojciec kocha te miejsca, to życie na powietrzu. Nie żebym wolała przebywanie pod dachem.

Kiedy wróciłam, matka klęczała przy ognisku, choć nie wznosiła modłów – przekładała ciężkie kawałki darni leżące na stosie. Sil, pomóż nam, poprosiła, po- wiedział, że można zakryć nimi ogień na noc i zdjąć je rano, że tak to wtedy robiono. W dawnych czasach. Jasne, odparłam i uklękłam obok, ale zakładam, że pominął milczeniem drobną informację: w dawnych czasach ktoś im pokazywał, jak to zrobić, a nie tylko wydawał polecenia i spierdalał. Cóż, powiedziała, raczej i tak to wiedzieli, prawda? Nie trzeba im było pokazywać, uczyli się tego od matek, i nie przeklinaj, usłyszy cię.

Spaliśmy w okrągłym domu, rodzice i ja. Studenci zbudowali go na początku roku w ramach zajęć z „archeologii eksperymentalnej”, ale twardo sprzeciwiali się opinii mojego ojca, że wszyscy powinniśmy spać w nim razem. Nie można zakładać, że gospodarstwa domowe w starożytnej Brytanii przypominały współczesne, twierdził ojciec, więc jeśli studentom zależy na autentyczności, powinni spać z nami na nieoheblowanych pryczach, wymoszczonych skórami jeleni, podarowanymi nam przez sędziwego właściciela miejscowego dworu. A przynajmniej przez kogoś z jego służby, jako że pan domu mieszkał w Londynie i na pewno nie spędzał lata w hrabstwie Northumberland. Profesor Slade stwierdził, że cóż, i tak nie ma mowy o autentyczności, zresztą nie o to chodzi, celem zajęć miało być posmakowanie życia w epoce żelaza i ewentualnie przyjrzenie się konkretnym procesom i technologiom. Niech sobie śpią w namiotach, jeśli wolą, powiedział, w epoce żelaza prawdopodobnie też istniały namioty. Ze skóry, odparł ojciec, a nie z jakiegoś wymyślnego nylonu. Namiot, w którym sypialiśmy na wakacjach, był z płótna w kolorze morelowym i prawdopodobnie pamiętał czasy drugiej wojny światowej. Zauważyłam, że studenci rozbili swoje nieautentyczne, kolorowe, wodoodporne, nylonowe namioty na polanie z tyłu, a dzięki drzewom i zboczu nie było ich widać ani z chaty, ani z większego namiotu profesora, rozstawionego w pobliżu leśnej drogi, przy której zaparkował samochód. Mogłabym spać w namiocie, tato, powiedziałam, ty i mama mielibyście trochę prywatności. Ale tacie nie zależało na prywatności, wolał mnie mieć na oku. Nie bądź głupia, odparł, przecież nie możesz spać z chłopakami, powinnaś się wstydzić. Zresztą prywatność to nowoczesny wymysł, wszyscy kryją się przed sobą i robią, co chcą, a przecież od tego właśnie chcemy uciec, będziesz spała z nami. Nie wiem, co zdaniem ojca miałabym przeskrobać, ale bardzo starał się mnie upilnować.

Prycze były dokładnie tak niewygodne, jak można się było spodziewać. Odmówiłam spania w drapiącej tunice, na co nalegał ojciec, skoro nie było żadnych dowodów na to, że tak właśnie wyglądał nocny albo dzienny strój mieszkańców starożytnej Brytanii; niestety wypchany słomą worek kłuł nawet przez bawełnianą piżamę, śmierdział farmą i szeleścił przy każ- dym ruchu, jakby harcowały w nim jakieś małe ssaki. W chacie panowała całkowita, niepokojąca ciemność. Leżałam na plecach i przesunęłam dłońmi przed twarzą, ale niczego nie dostrzegłam. Ojciec odwrócił się, westchnął i zaczął chrapać, posapywał nisko i nieregularnie, a myśl o spaniu w takich warunkach wydawała mi się niedorzeczna. Mamo, wyszeptałam, mamo, nie śpisz? Cśiii, syknęła, śpij. Nie mogę, odpowiedziałam, tato za głośno chrapie, nie mogłabyś go szturchnąć? Ćsiii, odparła, śpij, Silvie, zamknij oczy. Obróciłam się na bok, twarzą do ściany, a potem z powrotem, bo odwracanie się plecami do ciemności nie wydawało się dobrym pomysłem. A co, jeśli w słomie są jakieś owady, kleszcze albo pchły, co, jeśli wejdą mi do piżamy, co, jeśli jakiś robal siedzi mi już na stopie, a może wchodzi po nodze, podskakuje, gryzie i znowu podskakuje, a następne już wyłażą z worka, prosto na moje plecy, na ramiona i szyję… Silvie, syknęła mama, przestań się tak wiercić i idź spać, serio, działasz mi już na nerwy. On też mi działa na nerwy, odparłam, słychać go pewnie w Morbury, nie wiem, jak możesz to wytrzymywać. Chrząknął i się poruszył. Chrapa- nie ucichło i obie zamarłyśmy. Cisza. Może przestał oddychać, pomyślałam, może to już, koniec, ale wtedy znowu się zaczęło, piłowanie kartonu zębatym nożem. Kiedy się obudziłam, przez wiszącą w drzwiach owczą skórę sączyło się światło. Profesor mówił, że w epoce żelaza prawdopodobnie nie hodowano owiec, ale skoro nie wolno nam zabijać zwierząt metodami dawnych myśliwych, musimy wykorzystać to, co mamy, a łatwiej kupić skóry owcze niż jelenie. I choć cieszyłam się na myśl, że nie będziemy patroszyć jeleni nożami z krzemienia, pomyślałam, że wzbraniając się przed rozlewem krwi, profesor schrzanił cały pomysł rekonstrukcji życia ludów zbieracko-łowieckich. Nazwa mówi sama za siebie, co nie, wymamrotałam, łowcy-zbieracze. Co powiedziałaś? Może powtórzysz to profesorowi Slade’owi? – spytał tato. Och, mów mi po imieniu, jestem Jim, odparł profesor. I nie przejmuj się, też mam dzieci w tym wieku, wiem, jak to jest. Jasne, pomyślałam, ale twoich dzieci tu nie ma, prawda? Zapewne pojechały z mamą w jakieś fajne miejsce, może do Francji albo do Włoch.

Przewróciłam się na plecy, całkiem już zesztywniałe, i walnęłam łokciem o skraj deski, na której leżał worek ze słomą. Zsunęłam się ostrożnie, żeby nie wbić sobie żadnej drzazgi, i stanęłam boso na gołej ziemi, suchej i zakurzonej. Było prawie ciemno, ale widziałam, że prycze rodziców są puste, a zarys stojącego na środku chaty słupa nikł w mroku pod sklepieniem. Niektórzy ludzie z epoki żelaza trzymali na krokwi nadpalone  szczątki  przodków,   związane  w  kucki    i spoglądające pustymi oczami w dół. Pod progiem zakopywano czasem kawałki ciał zmarłych dzieci, miały przynosić szczęście albo chronić od złego.

Mama kucała przy palenisku, rozdmuchując żar. Obok niej leżał stosik darni. Czyli działa, zauważyłam. Jak ci się udało zdjąć darń i się przy tym nie poparzyć? Wzięła głęboki wdech, pochyliła się i dmuchnęła przez ściągnięte wargi na resztki żaru. Polana zatliły się w blasku słońca. Zamigotały rzucane przez liście cienie. Z wielkim trudem, odparła, sama spróbuj, mam już totalnie zajechane kolana. Przyklękłam i oparłam się na łokciach. Miałam nadzieję, że nie zjawią się zaraz studenci i nie zobaczą mojego wypiętego tyłka. Zaczęłam dmuchać. Uważaj na włosy, powiedziała mama. Już, oznajmiłam. Pali się. Co jemy na śniadanie? Potrząsnęła głową. Owsiankę, odparła, chociaż pewnie nazwałabyś to kleikiem, nie ma mleka, no i to nie jest owies, raczej żyto, tak mi się wydaje. Byle nie jęczmień, bo nie ugotuje się do Bożego Na- rodzenia. Jest miód? – spytałam, bo nie znosiłam owsianki i jadłam ją tylko z dużą ilością syropu. Tato upierał się przy owsiance z solą, chociaż jej nie lubił, raczej wierzył w nią tak, jak inni wierzą w homeopatię albo w wodę święconą. Wszędzie ten rak, powiedział, kiedy zdiagnozowano mamy znajomą, ludzie powinni jeść więcej błonnika, a nie ciągle te przetworzone świństwa, płatki śniadaniowe i inne takie, wolałbym już jeść karton. Mamo, a co z obiadem i podwieczorkiem? – zapytałam. Zjemy to, co nazbierasz, odpowiedziała, może ryby, no i powinno być pełno jagód, jest lato. Nie „zbiera się” ryb, pomyślałam, trzeba je zamordować i ja tego na pewno nie zrobię, ale nie powiedziałam tego, dołożyłam za to do ognia: trochę chrustu i jeden z wyschniętych pniaków, które studenci porąbali w ramach doświadczania życia z epoki żelaza.

Zmarła Diana E. H. Russell, badaczka przemocy wobec kobiet, autorka „Gwałtu w małżeństwie”

Diana E. H. Russell w 2009. fot. Susan Kennedy

Diana E.H. Russell, czołowa feministyczna aktywistka i naukowczyni, zmarła 28 lipca 2020 r. w Kalifornii. Miała 81 lat.

Dr Russell badała i zajmowała się naukowo wszelkimi rodzajami przemocy wobec kobiet, w tym gwałtem, kazirodztwem, wykorzystywaniem dzieci, maltretowaniem, pornografią i molestowaniem seksualnym. Była jedną z pierwszych, które zidentyfikowały powiązania między tymi czynami.

W eseju z 1995 roku „Politicizing Sexual Violence: A Voice in the Wilderness” dr Russell opisała zalążki swojej pracy: Moje własne doświadczenia związane z wykorzystywaniem seksualnym w dzieciństwie i w wieku nastoletnim niewątpliwie były istotnymi motywatorami do wytrwałego zaangażowania w badanie przemocy seksualnej wobec kobiet. 

Moje badania i aktywizm – dodała – ilustrują, jak osobista trauma może inspirować i wpływać na  twórczą pracę.

W ciągu czterech dekad zgłębiała te tematy w kilkunastu książkach. Łączącym je wątkiem było odrzucenie powszechnej praktyki obwiniania ofiar. W „The Politics of Rape” (1975) argumentowała, że ​​gwałt jest aktem dostosowywania się do ideałów męskości.

W 1977 roku przeprowadziła badanie w którym wzięło udział 930 kobiet z San Francisco. Odkryła, że ponad 40 procent doświadczyło gwałtu lub kazirodztwa –  znacznie więcej niż sugerowały inne badania. Wywiady te zaowocowały serią książek: „Gwałt w małżeństwie” (1982, wydanie polskie Feminoteka 2019); „Sexual Exploitation: Rape, Child Sexual Abuse and Workplace Harassment” (1984); oraz „The Secret Trauma: Incest in the Lives of Girls and Women” (1986).

Wydany przez Feminotekę „Gwałt w małżeństwie” to książka z naszego, polskiego punktu widzenia jak najbardziej aktualna. Pokazuje początki walki kobiet o to, by gwałt małżeński, czy raczej, jak pisze autorka “zgwałcenie żony”, było postrzegane jako przestępstwo i karane. Prezentuje też wyniki badania przeprowadzonego w USA na temat tego zjawiska. Jest to pierwsza pozycja na temat gwałtu małżeńskiego na polskim rynku uwzględniająca perspektywę społeczną i feministyczną.

Diana Russell w 1974 po raz pierwszy usłyszała słowo „kobietobójstwo” („feminicide”), dowiedziała się wtedy, że powstaje książka pod tym tytułem. Natychmiast bardzo podekscytowało mnie to nowe słowo, zobaczyłam w nim substytut neutralnego płciowo słowa „zabójstwo – powiedziała w przemówieniu z 2011 roku.

Zdefiniowała kobietobójstwo jako „zabijanie kobiet przez mężczyzn, ponieważ są one kobietami”. Obejmowało to szereg czynów, w tym zabicie żony lub dziewczyny za romans lub bunt, podpalenie żony za zbyt mały posag, śmierć w wyniku okaleczenia narządów płciowych oraz zabójstwo niewolnic seksualnych i pracownic seksualnych. Jej definicja obejmowała również pośrednie formy zabijania, takie jak zakaz stosowania antykoncepcji lub aborcji, co często prowadzi je do poszukiwania niebezpiecznych form aborcji, które mogą zakończyć się śmiercią. Kobietobójstwo obejmowało również kobiety, które zmarły na AIDS po zarażeniu przez mężczyznę w wyniku seksu bez zabezpieczenia.

Ruchy feministyczne w wielu krajach Ameryki Łacińskiej, między innymi w Meksyku, Gwatemali, Kostaryce, Chile i Salwadorze, przyjęły użycie upolitycznionego słowa „kobietobójstwo”  i z powodzeniem wykorzystały je społecznie, politycznie i prawnie do zwalczania śmiertelnej w skutkach przemocy wobec kobiet w swoich krajach.

Dr Russell po raz pierwszy użyła tego terminu publicznie, zwracając się do Międzynarodowego Trybunału ds. Zbrodni Przeciwko Kobietom, ogólnoświatowego wydarzenia, które odbyło się w Brukseli w 1976 roku i wzięło w nim udział 2000 kobiet z 40 krajów. Była inicjatorką i organizatorką Trybunału. Wśród mówczyń była Simone de Beauvoir, która określiła to spotkanie jako „początek radykalnej dekolonizacji kobiet”.

 

Diana Elizabeth Hamilton Russell urodziła się 6 listopada 1938 roku w Kapsztadzie (RPA).

Uczęszczała do elitarnej anglikańskiej szkoły z internatem dla dziewcząt, której motto brzmiało: „Maniery czynią człowieka”. Wychowano mnie na bezużyteczny dodatek do jakiegoś bogatego białego człowieka, i kontynuowanie rodzinnej tradycji wyzysku – napisała w eseju z 1995 roku. W 1958  r. na Uniwersytecie w Kapsztadzie uzyskała tytuł licencjata z psychologii, następnie studiowała nauki społeczne i administrację w London School of Economics. Po powrocie do RPA zaangażowała się w działalność podziemnej organizacji rewolucyjnej o nazwie Afrykański Ruch Oporu

Wkrótce wyjechała na Harvard, gdzie uzyskała tytuł magistra w 1967 r., następnie doktorat w 1970 r. Oba z zakresu psychologii społecznej. Została pracownicą naukową w Princeton, gdzie napisała rozprawę o działalności rewolucyjnej. Powiedziała:​​ ekstremalna mizoginia w Princeton zapoczątkowała moją feministyczną ścieżkę.

W 1968 roku poślubiła Paula Ekmana, amerykańskiego psychologa znanego z pracy nad wyrazem twarzy. Rozwiedli się po trzech latach. Rozwód był początkiem mojego twórczego życia jako aktywnej feministki i badaczki.

Przez 22 lata wykładała w Mills College, jako profesorka socjologii prowadziła kursy poświęcone kobietom i seksizmowi oraz pomogła w opracowaniu specjalizacji z zakresu Women’s Studies.

Aby walczyć o swoje wartości wychodziła na ulicę, organizowała pikiety w biurach rządowych, sprayowała feministyczne hasła i niszczyła czasopisma w sklepach pornograficznych. Przez pewien czas była jedyną pikietującą przed restauracją w Berkeley w Kalifornii, której właścicielem był handlarz nieletnimi dziewczętami.

Mieszkała w kobiecym kolektywie w Berkeley, razem z uratowanymi psami.

 

Tekst powstał na podstawie https://www.nytimes.com/2020/08/06/obituaries/diana-russell-dead.html