„Biblia waginy” dr Jen Gunter – wygraj książkę!

Biblia waginy
dr Jen Gunter
Przekład Małgorzata Glasenapp

Wydawnictwo Marginesy 2020

 

Co robić, kiedy walczymy z ignorancją, bronimy praw reprodukcyjnych, na własną rękę zajmujemy się edukacją seksualną? A do tego partner pyta kiedy ogolisz włosy łonowe, czy podczas seksu w czasie menstruacji nie zajdziesz w ciążę, oraz chce żebyś jadła więcej ananasów, podobno wtedy cipka ładniej pachnie? Sama zastanawiasz się, czy wziernikowanie u ginekologa zawsze jest takie nieprzyjemne, dlaczego kolejny raz grzybica pochwy i czy tylko ty masz takie duże wargi mniejsze?

Jest ratunek! Wydawnictwo Marginesy wydało naszą biblię, a właściwie Biblię Waginy. Dr Jen Gunter rzetelnie odpowie na pytania, napiętnuje mity i kłamstwa o kobiecej seksualności i budowie, zapozna z procedurami medycznymi.

Bardzo się cieszymy, tym bardziej, że zostałyśmy zaproszone do matronatu i możemy z tej okazji rozdać 5 egzemplarzy książki!

Aby wziąć udział w konkursie napisz w komentarzu jaki mit w obszarze kobiecej seksualności uważasz za szczególnie szkodliwy i dlaczego.

Na komentarze czekamy do godz. 24.00 1 czerwca.

Odezwiemy się mailowo do 5 osób, które nas szczególnie zainteresują w komentarzu.

PS. ponieważ zatwierdzamy komentarze ręcznie, mogą nie pojawić się od razu. Ale będą jak najszybciej!

 


30 komentarzy

  1. Jest wiele takich, ale chyba najbardziej szkodliwy jest mit odnośnie tego że ‘orgazm pochwowy’ jest lepszy i pełniejszy od tego łechtaczkowego. Orgazm jest jeden, prowadzą do niego dwie drogi, ale są takie same, to że łatwo osiąga się orgazm poprzez drażnienie łechtaczki (a dokładnie żołędzia łechtaczki) nie znaczy że będzie on gorszy od tego osiąganego przy penetracji. Wpędza kobiety w poczucie winy że coś z nimi nie tak skoro przy penetracji nie mają orgazmu. Bzdura totalna. Wahałam się pomiędzy tym a przeświadczeniem że kobiety nie lubią seksu i nie czerpią z niego aż takiej przyjemności jak mężczyźni, a jeśli lubią seks to nie jest to odpowiednie zachowanie.

  2. Za najbardziej szkodliwy mit uważam powielanie stereotypu, że po porodzie naturalnym kobieta staje się luźniejsza i nie jest wtedy atrakcyjna dla mężczyzny. Jest to bardzo krzywdzące, bo wielu przypadkach to nieprawda. A jeśli nawet istnieje rozluźnienie mięśni pochwy i w związku z tym brak satysfakcji seksualnej obojga partnerów można zastosować szereg ćwiczeń, które przynoszą świetne rezultaty. Ale to zarówno partner musi stanąć na wysokości zadania, być dojrzały, wspierający, jak i partnerka, która jest pewna siebie i swojej kobiecości i nie da sobie wmówić komukolwiek, że jest inaczej. Ponadto same kobiety potrafią wbić sobie szpilę w postaci komentarzy, że lepiej wykonać cesarskie cięcie niż urodzić naturalnie, bo wtedy partner nie będzie zachwycony widokiem tam na dole.

  3. Kobiety które mają dużo partnerów seksualnych mają “wyrobiona'” pochwę i dlatego nalezy utrzymać wstrzemięźliwość do ślubu.
    Ten mit jest krzywdzący na wielu poziomach. Kobiety wstydzą się tego że mają wielu partnerów, obawiają się seksu z nowym partnerem z tego powodu! Wystarczająco krzywdząca jest już stygmatyzacja kobiet które uprawiają seks z przypadkowymi partnerami. Nie potrzeba dodatkowej stygmatyzacji pochwy która świetnie działa!
    Trudno mi było wybrać tylko jeden stereotyp ale chyba ten mnie boli najbardziej 🙁

  4. Pomimo zmian, które toczą się w obrębie szeroko pojętego równouprawnienia, to niestety, w moim przekonaniu, obraz kobiety w opinii publicznej, mediach, nadal pod wieloma względami pozostaje krzywdzący. Nagromadzenie mitów, zwłaszcza tych dotyczących cielesności i seksualności, które “wychodzą” przy okazji kolejnych czarnych protestów, dyskusji o prawach do aborcji, antykoncepcji – decydowania o własnym ciele, bywa przytłaczające. Szczególnie gdy jest się dwudziestokilkuletnią dziewczyną, która tak na dobre zaczyna poznawać siebie i świadomie obierać własną drogę. W tej słodko-gorzkiej podróży najboleśniejszym mitem jest ten dotyczący zwiększonego libido, lub po prostu “nieprzyzwoitej”, jak na kobietę, zwiększonej ochoty na seks. Bo skoro dziewczyna zmienia partnerów seksualnych, skoro świadomie eksperymentuje w łóżku, a przy tym wszystkim pozostaje singielką, to jest po prostu łatwa. A łatwa dziewczyna w oczach wielu, szczególnie mężczyzn, nie jest już zbyt wartościowa. Dlatego też chowa swoje preferencje, próbuje je zagłuszyć, nie rozmawia o tym zbyt wiele albo prawie wcale z przyjaciółmi i bliskimi. Ale w duszy ma nadzieję, że im więcej będzie się dyskutować, edukować i nagłaśniać o prawie do kobiecej seksualność, tym łatwiej będzie jej pogodzić się z samą sobą i dobrze żyć.

  5. O rany, jest tego tak dużo, od męskich grymasów na widok włosów łonowych (podczas gdy sami mają włosy nawet na plechach), przez udawane orgazmy po okropne, wstrętne skutki antykoncepcji kobiecej. Przez to wszystko autentycznie kobietom się odechciewa. I tu docieram do aspektu kobiecej seksualności, który chciałabym poruszyć jako odpowiedź na pytanie. Mianowicie, czy mamy się zmuszać, gdy się nie chce? Gdy i tak będzie grymas, “to robisz nie tak, tu noga wyżej, teraz inaczej”? Niestety, społeczeństwo wywiera taką presję, że tak, mamy się zmuszać. Bo on cię zostawi, pójdzie do innej i czyja to będzie wina? Ta zdrada? Faceta? Skąd, przecież mu nie dałaś. Mało tego, wszystko, aby jemu było dobrze. To niby facet bardziej się produkuje, ale o czyj orgazm podświadomie walczymy? Niby kolejne pokolenie a myślenie naszych babć dalej jest głęboko w nas zakorzenione. To wszechobecne wyuzdanie powoduje myślenie o seksie jako pierwszorzędnej potrzebie, elemencie normalności/ codzienności a co jak ktoś nie lubi seksu? Traci szansę na szczęśliwy związek a może mieć tylko taki pełen poczucia winy? Doszło do tego, że wstyd jest się przyznać, że rzadko ma się ochotę, bo ludzie pomyślą, że coś z Tobą nie tak. I w końcu sama tak o sobie myślisz. Niedługo dojdzie jeszcze do tego konkurowanie z seks robotami… Właśnie dlatego uważam, że jest to jeden z najbardziej krzywdzących mitów na temat kobiecej seksualności.

  6. Za bezkonkurencyjnie szkodliwy mit uważam ten mówiący o tym, że pobudzenie genitalne jest tożsame z właściwym seksualnym pobudzeniem kobiety i jest jego obiektywnym wykładnikiem. Mit ten krzywdzi ofiary gwałtu, które w sądzie od obrońcy gwałciciela słyszą, że “stosunek się ofierze podobał, bo była mokra”. Podobnie zresztą jak mit o tym, że organizm kobiety uniemożliwia zajście w ciążę w trakcie traumatycznego stosunku. Znam osobiście ofiarę gwałtu, którą latami dręczyło poczucie winy z powodu jej reakcji genitalnej podczas gwałtu, bo przecież ona tego nie chciała, a jej ciało zareagowało! Przerażające jest to, jak wiele kobiet o tym nie wie. Sama dowiedzialam się o tym miesiąc temu… a mam 29 lat i jestem lekarką.

  7. Za najbardziej szkodliwy uważam mit, że pożądanie można rozpoznać po reakcji fizjologicznej. Wielu wciąż wydaje się, że skoro kobieta “jest mokra” to znaczy, że się zgadza na seks (a nawet że go chce!), a jeśli “mokra nie jest” to tak naprawdę nie jest zainteresowana i tylko tak mówi, że jest (a lubrykanty to tylko dla gejów są).

    Podczas gdy jedyny sposób by się dowiedzieć czego kobieta pragnie, to ją spytać

  8. Jest wiele szkodliwych mitów o kobiecej seksualności, jak np. ten mówiący o tym, że kobiety tak naprawdę nie lubią seksu i używają go tylko po to, by “usidlić” partnera, że seks nie jest dla nich przyjemnością, a służy tylko do uskuteczniania manipulacji w związku. Odbiera się w ten sposób kobietom ich seksualność, jakoby nie mogła ona służyć im jako prywatny sposób do uniesień psychofizycznych i emocjonalnych. Kobiety zasługują na wolność w podejmowaniu decyzji o swoim ciele i uczuciach oraz na to, by nikt im nie odbierał możliwości cieszenia się seksem.

  9. Według mnie jednym z problematycznych mitów jest opinia, iż kobiety się nie masturbują. Mało się mówi o tym, jak jest naprawdę. Mam wrażenie, że często pomija się ten fakt w ogóle, mówi się o nim tylko w kontekście młodych chłopców lub mężczyzn szukających “gorących” obrazków w internecie (co też jest krzywdzące, swoją drogą). Z jednej strony mamy być więc nieseksualne w ogóle, nie poznawać własnego ciała, nie wiedzieć, co nam się podoba i najlepiej nie mieć przyjemności z seksu. A z drugiej strony seksualizuje się nas na każdym kroku: w mediach, na ulicy, w szkole i w domu. Sama mam wrażenie braku wiedzy w niektórych obszarach kobiecej seksualności, dlatego tak czekałam na pojawienie się w Polsce książki Dr Jen Gunther, którą śledzę na Twitterze.

  10. Za jeden z najbardziej szkodliwych mitów uważam stwierdzenie, że “pierwszy raz aż tak nie boli”. Młode dziewczyny rozpoczynające współżycie, chłopcy często nie wiedzą jak to tak naprawdę działa. Nawet jeśli bardzo tego chcemy, podświadomie możemy się blokować. Stres, presja nie pozwalają nam się rozluźnić. Wiele dziewczyn nie zdaje sobie z tego sprawy, obwiniają się a chłopcy często tego nie rozumieją – że seks może boleć. Wiele osób, szczególnie młodych nie wie, że seks to nie tylko aspekt fizyczny a młode dziewczyny nie wiedzą jak sobie radzić z takim problemem. Bardzo chciałabym żeby młodzież przed rozpoczęciem współżycia wiedziała, że to nie zawsze jest tak jak na filmach.

  11. Bardzo szkodliwe jest to, że wszędzie podkreśla się seksowny wygląd i wymaga się od kobiet zmysłowej bielizny. Często pomija się temat szkodliwości niektórych sztucznych materiałów albo zbyt częstego noszenia stringów. Powinno się częściej mówić o tym, że to w porządku mieć komplet wygodnej, bawełnianej bielizny i nie warto narażać się na dyskomfort i infekcje pochwy. Presję mogą odczuwać szczególnie młode kobiety, które oglądają modelki z reklam i chcą wyglądać tak jak one.

  12. Zastanawiałam się długo nad tym i stwierdzałam, że śmiesznie będzie zapytać drugą połówkę o to jakie mity uważa za krzywdzące wobec kobiecej seksualności i stwierdził, że:

    Największym mitem jest, że kobietom nie chce się seksu. Wy macie chcicę tak samo jak my, jest to temat bagatelizowany społecznie, bo jeżeli im się Wam nie chce to po co o tym mówić, i się nad tym zastanawiać. Kobieca seksualność jest czymś co istnieje w równym, a nawet bardziej zaawansowanym aspekcie co męska. Kobiety lubią seks i chcą go uprawiać, jeżeli sobie to uświadomimy, to nie będziemy patrzeć w sposób stereotypowy na dziewczyny, które miały więcej partnerów seksualnych niż jeden mąż, a narzekanie typu “mojej się nie chce”, będzie skupiało się nie na myśleniu, że jej się nie chce, tylko na tym co mogę zrobić by jej się chciało.

    Przyznam, że jak usłyszałam, że najgorszym mitem jest fakt, że kobietom nie chce się seksu, to myślałam, że mówi to dla żartów, ale z drugiej strony tak jest. Kobieca seksualność coraz bardziej istnieje w kulturze, ale stereotyp, że nam się nie chce i same jesteśmy sobie winne jest dość mocny. Co skutkuje często bagatelizowaniem kobiecych potrzeb i ich problemów.

  13. Od wielu lat jako studentka kierunku lekarskiego na prośby nauczycieli prowadzę zajęcia dla licealistek i licealistów dotyczące anatomii i fizjologii układu rozrodczego z odrobiną seksuologii. To, co zaobserwowałam, starczyłoby do napisania książki, niemniej za najbardziej szkodliwy mit uważam szeroko pojęte “kobiety nie powinny interesować sie seksem”. Czemu to jest szkodliwe? Otóż na wielu płaszczyznach:
    1. Nie interesuj się seksem, wiec nie interesuj się swoją cielesnością, nie znaj swojej waginy. Przez to dziewczynki i kobiety nie wiedzą, że ich waginy są…normalne. Prowadzi to do wielu lęków, wręcz obrzydzenia swoim ciałem – tu włosy, tam inny kolor skóry, rózna długość warg sromowych, upławy … kwestia miesiączki to jest temat na oddzielny mit. To, jak ciało wygląda podczas seksu – w głowie tylko wizje z filmów i pornografii albo wyidealizowane sceny z książek.
    2. Nie interesuj się seksem, więc nie interesuj się infekcjami przenoszonymi drogą płciową czy higieną układu rozrodczego – i później mamy dziewczynki płuczące pochwy mydłem, wyjaławianie flory i grzybice… albo brak higieny w ogóle.
    3. Nie interesuj się seksem, więc po co Ci ginekolog – i tak dziewczynki zamiast iść do ginekologa po pierwszej miesiączce idą dopiero w trakcie ciąży … dość często, nie mówię, że zawsze. Do dentysty też się chodzi dopiero z wypadającymi zębami, czy istnieją wizyty kontrolne już dla dzieci?
    4. Wreszcie, nie interesuj się seksem, więc nie interesuj się swoją seksualnością – kobiety nie znają swoich ciał, nie znają pojęć świadomej zgody, wstydzą się cieszyć z seksu! Wstydzą się ciał, wstydzą się swoich reakcji, wstydzą się prosić o to, by partner się nimi zajął by też przeżyły orgazm… już sam fakt, że niektóre muszą o to prosić….wstydzą się mówić o orgazmie! Dochodzi do tego, że w związkach wstydzimy się rozmawiać …Kwestia masturbacji – tak demonizowana, a tak wielu kobietom ułatwiłaby albo wręcz umożliwiła poznanie siebie… przecież oglądamy swoje dłonie, swoje włosy, wiemy, jak nasze ciała reagują na bodźce, a nie wiemy, na jakie bodźce lubi reagować nasza wagina… stygmatyzujemy tę część ciała.
    5. Dochodzimy do kwestii, że kobiety, które jednak swoje ciała znają, seks lubią, orgazmy przeżywają, mówią wprost o seksie i wszystkim z seksem związanym nazywane są zseksualizowanymi … wyuzdanymi … łatwymi … Kobieta uprawiająca seks dający jej satysfakcję i przyjemność to obraz dla wielu osób dziwny i wstydliwy
    Wszystkie te postulaty nie musiałyby istnieć, gdyby prowadzono rzetelną, opartą na faktach edukację seksualną – ale gdy licealiści nie znają przebiegu cyklu miesiączkowego albo wstydzą się nocnych polucji, to daleka droga ku temu, by swobodnie o seksie rozmawiać… Dlatego TAK WAŻNE są takie książki, jak powyższa.

  14. Społeczeństwo i media wmawiają nam, ze warunkiem bycia silna, wpływową kobieta jest wzbudzanie pożądania u mężczyzn; ze będziemy czczone, wielkie i ‘wyzwolone’ tylko jeśli staniemy się obiektem pożądania w tym patriarchalnym systemie. W innym przypadku jesteśmy niewidzialne i niewarte niczyjej uwagi, zaczyna się to już w wieku szkolnym. Dziewczynki przekonują się, ze społeczeństwo nagradza je za wyzywający wygląd i zachowanie, a co za tym idzie, uprzedmiotowienie samych siebie.
    Zjawisko to jest tak ważne, gdyż stoi na naszej drodze do aktywnego pożądania i wymagania, zamiast bycia tylko pociągającym obiektem. I nie chodzi mi tu o sama chęć bycia atrakcyjna, ale o jej źródło. Jest to ogromna pułapka: wierzymy, ze to nasz własny wybór i przejaw emancypacji, podczas gdy tak naprawdę nadal biernie śledzimy to, co narzuca nam społeczeństwo.

  15. Moja babcia kiedyś opowiedziała mi historię jej siostry, która w czasach miedzywojennych nie chciała całować się z chłopakami, bo wmówiono jej że od tego zajdzie w ciąże. I uwierzyła w to. Wszystkie dziewczyny w to wierzyły. Serio.

    Dzisiaj za absurd kobiecej seksualności uważam to ogromne tabu jakim seksualność została spowita. I choć powoli zaczyna się o tym głośno mówić, nadal nie jest to zadowalający poziom. Młodzi ludzie “na własną rękę” uczą się o swojej seksualności (często opierajac się na tak ubogim źródle jakim jest pornografia), podczas gdy na lekcjach WDŻ pani psycholog puszcza na zajęciach filmy dla zabicia czasu – moje doświadczenia ze szkoły.
    Jako dorośli powinniśmy udzielać więcej odpowiedzi na zadawane przez młodych pytania lub te pytania wrecz prowokować, przygotowując bezpieczny grunt do rozpoczęcia dialogu bazujacego na szacunku. Czasami nie tylko młodzi mają pytania. To tyczy sie takze dorosłych. Powinniśmy nauczyć się mówić o tym bez wstydu. To na pewno pomoże wyzwolić w nas pewność siebie. Wszyscy będziemy szczęśliwsi!

  16. Dziewictwo i jego fetyszyzacja. Cała kulturowa otoczka tematu rozpoczęcia życia seksualnego pełna jest sprzeczności w wielu aspektach. Rozpoczynając od pierwszego stosunku i wykluczających się wzajemnie komunikatach typu ‘jako niedziewica tracisz na wartości’, ‘puściłaś się’, ‘nie szanujesz się’ z jednej strony, a z drugiej ‘cnotka niewydymka’, ‘baba bez bolca dostaje pierdolca’ – to wprowadza jedynie zamieszanie w życie zwłaszcza młodych kobiet, bo z jednej strony muszę się szanować, muszę być wartościowa, ‘nieskalana sperma’ (usłyszałam kiedyś taki komentarz) a z drugiej nie mogę być wieczna dziewica, tylko przez stosunek pochwowy mogę stać się prawdziwa kobieta, muszę sporstac oczekiwaniom. Pytanie jak to osiągnąć, czy to jest możliwe, czy z pierwszy partnerem powinnam czy dopiero z mężem? Pominę już skrajności typu obawę przed tym, że kubeczek menstruacyjny lub tampon odbierze dziewictwo, jakby kawałek błony stanowił o wartości kobiety.

  17. Dla mnie tym mitem jest fakt, że kobieta nie lubi seksu, bo przecież jesteśmy skromne, wstydliwe i nieśmiałe a stosunek to tylko w dni płodne, potem rączki na kołderkę i odwalone. Nie! Mam szczęście mieć partnera, który rozumie moje potrzeby i stara się je zaspokajać. Nie jest samcem myślącym tylko o sobie i swoim popędzie a człowiekiem, który wie, że może zainicjować zbliżenie i ja będę zainteresowana. I nie ma to nic wspólnego z nimfomanią ale naszym wzajemnym pożądaniem.

  18. Tych mitów jest tak wiele, że musiałam się mocno zastanowić nad tym, który według mnie jest najgorszy, a wybrać jeden spośród wszystkich tych okropności nie jest łatwo. No ale mam taką jedną perełkę i jest to mistyczna, uduchowiona, cudowna i wspaniała BŁONA DZIEWICZA. Cóż za wstrętna nazwa. Dlaczego uważam, że to najbardziej szkodliwy mit? Poczynając od nazwy, która sugeruje, że można po niej rozpoznać dziewicę. Tylko że jakby można się urodzić bez niej! I co wtedy? To oznacza, że rozdziewiczyła mnie magiczna siła w łonie matki? Nie sądzę. Zobaczmy jak bardzo jest to szkodliwe, wręcz śmiertelnie niebezpieczne, w innych kulturach, w których brak tego fałdu skóry oznacza “nieczystość”, jest to równoznaczne z bezwartością kobiety, a wtedy to można ją już nawet zabić i nikt nie zapłacze nad ladacznicą… A przecież ona po prostu urodziła się bez tej skóry… Kolejna sprawa to przecież hymen (PIĘKNE SŁOWO) można “stracić” podczas ćwiczeń albo podczas wkładania tampona. Nie wspominając o masturbacji, która staje się zakazana przez ten właśnie fałd skóry. Kobiety nie odkrywają swojej seksualności, bo O BORZE SOSNOWY, stracę dziewictwo… No jakby nie o to w tym chodzi przecież, kobiety tracą olbrzymią część swojej seksualności dla jakiegoś kawałka skóry. I kolejna BARDZO szkodliwa rzecz – przez “błonę dziewiczą” (w cudzysłowiu, bo już doskonale wiemy, że ta skóra z dziewictwem nie ma NIC wspólnego) kobiety nie chodzą do ginekologa albo są badane przez odbyt… Czyli nie tak dokładne i często dużo bardziej bolesne/nieprzyjemne badanie, a wszystko po to, żeby kobieta nie straciła cnoty… Z lekarzem Chyba można się domyślić jakie to niesie ze sobą konsekwencje zdrowotne. Kolejna sprawa: “stracić cnotę”, “stracić błonę”, “stracić dziewictwo”, “stracić”. Tracimy coś? Czy zyskujemy? Zamykamy się na coś? Czy otwiera się przed nami totalnie nowy i fascynujący obszar w naszym życiu? No i na koniec moje ulubione – przerywanie “błony dziewiczej” jako symbol rozpieczętowania nienaruszonej, nieskalanej kobiety. Po raz – hymen się rozciąga, a nie przerywa. Po dwa, no jakby w moim subiektywnym odczuciu to dziewictwo się traci też podczas zabaw oralnych i analnych więc nie rozumiem tej filozofii. Czy kobieta, która nie została “rozpieczętowana”, bo przez x lat uprawiała tylko seks analny, nadal jest dziewicą?
    Tyle pytań, a odpowiedź jedna – “błona dziewicza” musi odejść.

  19. Za szczególnie szkodliwy uważam mit a właściwie mityczny kulturowy obraz waginy jako równiutkich, symetrycznych warg sromowych z pomiędzy których nic nie wystaje, które są gładkie w każdym wieku itd. Dodając do tego brak edukacji seksualnej powodujący, że dziewczynki nie znają swojej budowy i o ile nie włożą lustra miedzy nogi będą żyć w niepewności, a jeśli sie zdecydują zajrzeć i to co zobaczą bedzie trochę “inne” to pojawi się mnóstwo niepewnosci, które będą skutkować strachem przed intymnym zbliżeniem i możliwym odrzuceniem lub wyśmianiem ze strony partnera a nawet pierwszą wizytą u ginekologa. Istniejące w naszej kulturze krzywdzące i błędne pojęcie o kobiecym ciele sprawia że doszykujemy się brzydoty w tym co normalne i piękne w swej różnorodności.

  20. Kobieca seksualność to bierność. Od tego zaczyna się stygmatyzacja, zakłamywanie i zaduszanie potrzeb kobiet. Bierność to negatyw, cień, coś co można przemilczeć, zepchnąć na dalszy plan, co można kontrolować dominacją, światłem modnego magazynu, kolorowymi kłamstwami w błysku fleszy, hasłami na sejmowych ławach i dezinformacją. Bo bierność należy trzymać pod butem. A ja tego nie chcę. My się na to nie godzimy, bo kobiecość to siła.

  21. Mity rosły, pęczniały, rozrastały się uniemożliwiając kobietom stać się zintegrowanymi osobami, ludźmi z krwi i kości, z ciała, z potrzebami intelektualnymi, cielesnymi i seksualnymi wykraczającymi poza rolę matki i żony. Jakby ona – kobieta istniała i została stworzona tylko po to, by służyć mężowi i potomstwu. Zrodzona do roli, co najwyżej błogosławionej matki, cierpliwej, posłusznej żony, świętej, ewentualnie wyklętej, na marginesie świata dziwaczki, nie-matki (lub już-nie-matki) czy bez-mężnej dziwki. Jej rolą było płodzić i rodzić, cierpieć, znosić, nie dostrzegać siebie, swoich potrzeb, w tym także seksualnych.

    Jednak to nie mity odebrały i odbierają kobietom prawa człowieka, prawo decydowania o swoich ciele, odczuwania lub nieodczuwania swoich seksualnych pragnień, to „zatroskani” mężczyźni, decydenci, kontrolerzy i „omnipotentni władcy wszechświata” i wspierające ich kobiety. To oni na podstawie arbitralnego, patriarchalnego porządku świata ustalonego przez siebie, z potrzeby kontroli i dyscyplinowania ciał i umysłów kobiet, „bo one nie wiedzą, co czynią, źle czynią, cokolwiek czynią,” tylko oni -mężczyźni potrafią wytłumaczyć nam świat i pokazać, gdzie jest nasze miejsce.

    Kobietom nie tylko odbierano prawo do istnienia poza sferą domową, podejmowania decyzji obywatelskich, odbierano i odbiera się prawo równości płac i prac, także posiadania ciał i odczuwania przyjemności z tym związanych. Powoli odzyskujemy słowa, które określają kobiece narządy intymne. Jeszcze nie tak dawno „cipka” wzbudzała wielkie emocje, a „wagina” bywała zbyt medycznym terminem i dlatego powstawały infantylne określenia, m.in.: „myszki, tam na dole, cytrynki, brzoskwinki”. Nadal, gdyby nie akcje, np. Mai Staśko to menstruacja byłaby wstydliwym dniami, przemilczanymi, odbierającym kobietom moc. Momentami protekcjonalnego traktowania kobiet, bo „znowu mają te dni, dlatego nie potrafią się wyluzować i histerycznie się zachowują”. Momentami, w których kobiety boją się pojawienia swojej krwi na ubraniach i są pouczane, że o „tym się nie mówi” i „to jest obrzydliwe”. Kobiece środki antykoncepcyjne są na recepty, w przeciwieństwie do prezerwatyw. Kobieca witalność podlega kontroli i stygmatyzacji. A o kubeczkach menstruacyjnych, jednym z największych odkryć dla kobiet, osób menstruujących, dowiadujemy się dzięki swojej ciekawości.

    Kobiece ciało albo się seksualizuje i uprzedmiotawia na potrzeby męskich fantazji albo demonizuje, albo staje się niewidzialne, znika. To ostatnie dotyczy szczególnie kobiet po 40-tym, 50-ty roku życia, bo przestaje wpisywać się w mit młodości, atrakcyjności i wtedy należy o nim zapomnieć, wyrzucić z przestrzeni publicznej. Dopóty ciała są młodsze mają nakaz poddawania się rygorom estetycznym często zniekształcając je na wzór i podobieństwo męskich wizji promowanych przez media, operacje „korekcyjne” dotyczy to również narządów płciowych.

    Nie tylko nie miałyśmy języka do opisywania ciała, ale też przyzwolenia i odwagi do poznania siebie, wyglądu swoich narządów intymnych, bo to bezwstydne odkrywać ramiona, uda, nie wspominając odkrywania przed sobą tajemnic swojego ciała. To wiedza tajemna, niepotrzebna i sromotna. To wstyd widzieć, oglądać, znać swoje ciało. Dlatego nader często nie znamy siebie ani wyglądu, tym bardziej potrzeb ciała, często też nie potrafimy zauważyć zmian chorobowych.

    Na skutek demonizowania ciał, które w skrajnych przypadkach stawały się drapieżną „waginą dentatą”, odgryzającą mężczyznom penisy, a także źródłem grzechu i wykorzystywania męskiej bezradności i słabości. W rezultacie kobiety są karane, stawały i wciąż stają ofiarami wtórnej wiktymizacji, „bo przecież mężczyźni już tacy są”, a to kobiety ich prowokują niewłaściwym zachowaniem „bo kobieta zwykle igra z mężczyzną”, strojem, za dużym dekoltem, zbyt krótką spódniczką, pojawieniem się w nieodpowiednim miejscu, czasie czy towarzystwie. Winę za krzywdy doznawane ze strony mężczyzn; obsceniczne zachowania, molestowanie, seksizm, slut-shaming, przemoc i gwałt obciążają się kobiety.

    Z jednej kobiety posądzane o prowokacje, rozwiązłość, z drugiej, o oziębłość i niechęć do seksu. Z jednej wymaga się od kobiet biegłości sztuki miłości, z drugiej dziewictwa. Przekłamuje się istnienie „błony dziewiczej’, która w istocie jest fałdem śluzówki bez istotnego znaczenia, może, ale nie musi występować i przyjmuje różne kształty i grubości, może nie występować lub wymagać usunięcia chirurgicznego. Powątpiewało się w apetyt seksualny kobiet, by nie odbierać animuszu męskim macho, umniejszało się i wartościowano orgazmy; łechtaczkowy długo uważano za mniej wartościowy, niedojrzały. Możemy podziękować Freudowi. Pomijano budowę łechtaczki, która okazała się bardziej unerwiona od męskiego prąca i równie okazała, z imponującymi skrzydłami i małym noskiem. Zawstydzano kobiecą seksualność, nie wspominając masturbacji, które nawet nie znajdowała miejsca w kobiecej seksualności. Masturbacja była nie tylko naznaczona grzechem rozpusty, rozwiązłości, ale i zdrady partnera /nie wspominaj partnerki/. Natomiast tony poświecono instynktowi-który-nie-istnieje zwanemu macierzyńskiemu, bo uważano, że kobieta nie może żyć i być spełnioną bez dzieci. Kwestionowano latami jej bezdzietny wybór, a to nie wrodzone zdolności, a wyuczone czynności pozwalają kobietom opiekować się dziećmi. Lekceważono i milczano na temat depresji poporodowej, bo kobiety kochają od poczęcia, bezwarunkowo i bezgranicznie. Nadal walczymy ze stereotypem kobiet reproduktorek, inkubatorek, które służą do wyhodowania, wychowania potomstwa, a potem opieki nad seniorami/kami w rodzinie.

    W efekcie tych narosłych wiekami mitów odbiera się kobietom odwagę do bycia sobą, tym, kim chcą być, do poznania siebie, swoich potrzeb, pragnień także seksualnych, radości życia, kolejnych debiutów seksualnych, albo polubienie swojej aseksualności, odbiera się nam prawo do samostanowienia, decydowania o swoim losie, życiu, ale przede wszystkim naraża się kobiety na przekraczanie naszych granic przez sprawców, na niebezpieczeństwo doświadczania krzywd i niereagowania na werbalną i cielesną przemoc, życie w upokorzeniu, poniżaniu, fizycznej torturze na skutek oczekiwań patriarchalnego społeczeństwa. A wszystko zaczyna się od najmłodszych lat, gdy dziewczynki mają być „grzeczne” i posłuszne, przyzwoite, ciche i wiecznie zawstydzane, przymuszane do przepraszania i ustępowania. Zadbajmy o siebie, o swój dobrostan i przyszłych pokoleń, dbajmy o rozpowszechnianie wiedzy edukatorek/ów seksualnych, reagujmy, gdy eliminuje się edukację seksualną ze szkół pozbawia się młodych ludzi wiedzy na temat nie tylko przyjemności, ale zdrowia i życia przyszłych pokoleń. Niech kobieca moc będzie z Wami.

  22. Dla mnie bardzo krzywdzące jest stawianie na równi kobiety która otwarcie mówi że lubi seks z tym, że uprawia go z każdym. Na szczęście w ostatnich latach coraz więcej kobiet w przestrzeni publicznej mówi o tym otwarcie jednak u młodych kobiet seks jest połączony z poczuciem winy jeżeli sprawia przyjemność bo chłopcy nazwą ją ,,łatwą”. Uważam to za bardzo krzywdzące i mam nadzieje że świadomość o seksualności jako normalnej sferze potrzeb będzie rosnąć, między innymi dzięki Wam. W seksie nie powinno być wstydu.

  23. Mitem dotyczącym kobiecej seksualności, który osobiście najbardziej mnie dotknął, jest ten o błonie dziewiczej. Kiedy byłam w gimnazjum, mieliśmy zajęcia nazywane wychowaniem do życia w rodzinie. Pewnego razu usłyszałam na nich, że kobieta która nie jest dziewicą, dla potencjalnego partnera jest jak ‘nadgryzione jabłko’, ‘kwiat bez płatków’ i że chłopak powinien się dobrze zastanowić, zanim się z taką zwiąże. Te słowa zaszczepiły we mnie wiele lęków. Wcześniej, poznając swoje ciało, naruszyłam ten mityczny skrawek tkanki. Przedtem nie wiedziałam, że coś takiego w ogóle jest, bo w podręcznikach do przyrody w podstawówce nie było o błonie dziewiczej żadnej wzmianki, podobnie na prowadzonych tam sporadycznie przez osoby bez odpowiednich kompetencji pogadankach o dojrzewaniu. W domu był to temat tabu. Wtedy autorytet nauczycielki oraz mój brak wiedzy sprawiał, że nie potrafiłam całkiem zanegować tego absurdalnego gadania, chociaż czułam, że to nie w porządku. Tym bardziej, że na tych zajęciach była cała klasa, chłopcy byli uczeni braku szacunku do kobiet, ale lekcja, na której była mowa o możliwości uszkodzenia błony dziewiczej np. używając tamponów (kolejny mit?) zarezerwowana była tylko dla dziewczyn (uważam, że takie dzielenie jest bez sensu, bo bardzo ważne jest wzajemne zrozumienie funkcjonowania organizmu przeciwnej płci). Jako dorastająca osoba już i tak pełna kompleksów, zaczęłam stresować się, jak wytłumaczę przyszłemu partnerowi swoją sytuację, bałam się, że zostanę oskarżona o nieszczerość i odrzucona, bo może nie będę krwawić przy pierwszym stosunku. Bałam się też iść do ginekologa, bo nie wiedziałam, co odpowiedzieć na pytanie o rozpoczęcie współżycia. ‘WDŻWR’ zamiast mi pomóc, zaszkodził. Bo przecież powinnam usłyszeć, że każdej osobie należy się szacunek i nie ma na to wpływu dziewictwo, jego brak czy liczba partnerów. Że intymne życie każdej osoby to jej prywatna sprawa. Że najważniejsze, żeby czuć się w tej kwestii dobrze oraz mieć na uwadze zdrowie i bezpieczeństwo własne i innych. No i że błona dziewicza to tylko kawałek skóry, który może wyglądać bardzo różnie, czasem nawet nie ma go wcale. Bardzo bym chciała, żeby mity dotyczące seksualności przestały w końcu zatruwać nam życie. Marzę o dostępnej i rzetelnej edukacji seksualnej, bez piętnowania, wykluczania i religijnej otoczki.

  24. Obok tego co napisały moje przedmówczynie, uważam, że bardzo szkodliwym mitem na temat seksualności jest przeświadczenie, że seks to “penis w waginie”, a wszystkie inne zachowania nie są prawdziwym seksem. Takie myślenie wyklucza masę osób, które są niehetero, albo podczas kontaktów seksualnych nie stymulują narządów płciowych w normatywny sposób. Tymczasem seks to jest każda aktywność człowieka, która prowadzi do rozładowania napięcia seksualnego i przynosi seksualną przyjemność.
    Innym mitem, który jest szkodliwy i trzyma kobiety w seksualnych ryzach jest przekonanie, że powinnyśmy chodzić do łóżka z miłości. Z tego powodu wiele kobiet myli pożądanie seksualne z głębokim uczuciem i wikła się w nieodpowiednie relacje (które mogłyby się skończyć po miłym, jednorazowym seksie). Łączenie seksu z miłością powoduje także, że młode kobiety decydują się na złożenie “dowodu miłości”, bo przecież “skoro kogoś kocham, to muszę z tą osobą uprawiać seks”. Idealizowanie i romantyzowanie seksu, choć z pozoru niewinne, może przeszkadzać wielu kobietom (czy osobom) w podejmowaniu decyzji o życiu seksualnym zgodnych z ich potrzebami i utrudniać stawianie granic.

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *