TELEFON DLA KOBIET DOŚWIADCZAJĄCYCH PRZEMOCY

Телефон для жінок, які зазнають насильства

CZYNNY PONIEDZIAŁEK-PIĄTEK
OD 11.00 DO 19.00

Активний з понеділка по п’ятницю з 14:00 до 17:00

PhotoChallenge 2017 – GIRL POWER

Konkurs, w którym ​do wygrania jest 5400 € za fotografię, która najlepiej odzwierciedla walkę kobiet o równouprawnienie.

photochallenge2017_obraz

O co chodzi?

PhotoChallenge 2017​ jest akademickim konkursem, który ma na celu promowanie debaty i refleksji na tematy istotne dla społeczeństwa. Stymulowanie zaangażowania uczniów w projektach wykorzystujących fotografię jako głównej formy ekspresji społecznej, politycznej i kulturowej. Tegorocznym tematem jest Girl Power. Codziennie miliony kobiet na całym świecie dążą do wzmocnienia pozycji swojej pozycji, aby miały równe prawa w społeczeństwie. Nasze wyzwanie ma reprezentować tę walkę za pomocą fotografii. Jest skierowane do studentów z całej Polski oraz innych krajów. Nadesłane prace konkursowe zostaną ocenione przez komisję, która weźmie pod uwagę kryteria takie jak: oryginalność, kreatywność i realizację tematu. Za zwycięskie zdjęcie do otrzymania jest nagroda pieniężna w wysokości 5400 € (pięć tysięcy czterysta euro). Zwycięzca otrzyma 2700€ (dwa tysiące siedemset euro), kolejne 2700€ (dwa tysiące siedemset euro) zostanie przekazane na rzecz wybranej przez niego organizacji pozarządowej.

Zgłoszenia

Zgłoszenia do PhotoChallenge 2017​ trwają do 30.11.2017 wyłącznie na oficjalnej stronie konkursu: www.jakandjil.pl/photochallenge2017. Wszystkie informacje na temat zasad, terminów i nagród PhotoChallenge 2017​ można znaleźć w regulaminie konkursu

Informacja medialna

SIOSTRY – film dokumentalny i dyskusja o współpracy polsko-afgańskiej

SIOSTRY – film dokumentalny i dyskusja o współpracy polsko-afgańskiej

 

Matka zawsze nam powtarzała: dziewczyny, które dałam temu światu

są silniejsze od jego problemów…  /Gaisu Yari/

 

Wawa plakat do internetu bez tekstu

 

Film “Siostry” to dokument opowiadający o niezwykłym zetknięciu kultur Wschodu i Zachodu.To film o marzeniach, wierze w zmiany i walce o prawo do wolności.

Bohaterkami dokumentu są trzy siostry: Gaisu, Zohra i Parastu. Uroda najstarszej okazała się źródłem wielkiego dramatu. Jako 13-latka straciła ojca, który nie zgodził się na wydanie córki za mąż za lokalnego watażkę. Parastu miesiącami, dzień i noc, przebrana za mężczyznę z karabinem w ręku broniła się przed porwaniem. Kiedy w końcu udało jej się uciec z rodzinnej wsi dramat się nie skończył. Teraz to jej 6-letnia siostra Gaisu została przyrzeczona synowi lokalnego watażki. Gaisu cudem uniknęła przymusowego małżeństwa i wyemigrowała do USA, skąd wróciła dopiero rok temu, aby wbrew grożącemu jej niebezpieczeństwu pomagać kobietom w uniknięciu podobnego losu. Najmłodsza z sióstr Zohra również nosi głęboko w sobie żałobę i pragnie “ uwolnić się od smutku”.

Poprzez historię sióstr odkrywamy ciemną i jasną stronę życia kobiet w Afganistanie. Tradycyjna mentalność zabrania im pracować, kształcić się, wychodzić z domu bez męża lub krewnego, korzystać z rozrywek, a nawet chodzić do lekarza. Jednakże mają one swoje strategie oporu i walczą o niezależność.

Ten film to niezwykła podróż w głąb kobiecego świata Afganek oglądana okiem Polek, działaczek ze Stowarzyszenia Aktywne Kobiety, które wyruszyły do Afganistanu, by w imię solidarności wesprzeć swoje siostry, nawiązać współpracę w ramach projektu “Młode kobiety na rzecz zmiany”, wzmocnić liderki i nakręcić ważny film.

Tak zrodziły się siostrzane więzy.

Po filmie zapraszamy na spotkanie z bohaterkami, dyskusję panelową oraz pokaz kolekcji afgańskiej ze zbiorów Muzeum Azji i Pacyfiku

W trakcie dyskusji zastanowimy się nad tym, jakie uwarunkowania wpływają na sytuację kobiet w Afganistanie i jakie są szanse na zmianę; jak wygląda życie, praca działaczy  i działaczek praw kobiet w tym kraju; jakie trudności napotykają osoby realizujące programy pomocowe; jak przezwyciężyć strach gdy działa się na rzecz emancypacji kobiet w kontekście wojny, państwa wyznaniowego i kultury patriarchatu? Opowiemy też o naszej współpracy z liderkami w Kabulu.

W spotkaniu wezmą udział bohaterki filmu wraz z reżyserką, afgańscy i polscy działacze praw kobiet, dziennikarki i trenerki równości szans, naukowczynie, w tym: 

Humayun i Shukria Sarabi / Women Empowered Afghanistan/

Zohra i Gaisu Yari / bohaterki filmu, działaczki, Women’s Creative and Artistic Organization/

Jawad Wafa, Maisam Waseem /organizacja Shuhada/

dr Ludwika Włodek / dziennikarka i naukowczyni, ekspertka ds Afganistanu/

Justyna Tafel /reżyserka filmu dokumentalnego/

Monika Sobańska / Stowarzyszenie Aktywne Kobiety, autorka projektu “Młode kobiety na rzecz zmiany”/

Małgorzata Borowska / dziennikarka, trenerka genderowa/

 

Wydarzenie na Facebooku: KLIKNIJ TUTAJ

Wejście na pokaz jest bezpłatne – w zamian prosimy o wsparcie finansowe na dokończenie produkcji pełnometrażowej wersji filmu na https://polakpotrafi.pl/projekt/siostry

Dzięki Wam film będzie wyświetlany na międzynarodowych festiwalach. Wesprzyjcie zbiórkę, wpłacając choćby kwotę standardowego biletu!

 

Czas trwania: 16.00-19.00

 

Film i spotkanie są realizowane przez Stowarzyszenie Aktywne Kobiety w ramach projektu międzynarodowego “Młode kobiety na rzecz zmiany”,  współfinansowanie Komisja Europejska, Program Erasmus+.

W Szwecji planują zorganizować „festiwal muzyczny bez mężczyzn” jako reakcję na przemoc na tle seksualnym

Źródło tekstu i zdjęcia: NY Times – Women in the World

A police officer is seen at the campsite at Bravalla Festival in Norrkoping, Sweden July 1, 2016. Five rapes and a number of sexual assaults were reported at the popular Bravalla Festival over the weekend. TT News Agency/Izabelle Nordfjell/via REUTERS  ATTENTION EDITORS - THIS IMAGE WAS PROVIDED BY A THIRD PARTY. FOR EDITORIAL USE ONLY. SWEDEN OUT. NO COMMERCIAL OR EDITORIAL SALES IN SWEDEN. NO COMMERCIAL SALES. - RTX2JSPN

Legendarny festiwal Bråvalla nie odbędzie się w 2018 roku, w odpowiedzi na doniesienie o przypadkach czterech gwałtów i  23 molestowań seksualnych, do których doszło podczas tegorocznej edycji.

Bråvalla Festival to jeden z największych festiwali muzycznych w Szwecji, który przyciąga 40 000 słuchaczy i takie gwiazdy jak Kanye West czy The Killers. Po doniesieniach o przestępstwach seksualnych do jakich dochodziło na przestrzeni dwóch ostatnich lat, organizatorzy ogłosili, że skoro „niektórzy mężczyźni… najwyraźniej nie potrafią zachowywać się”, nie mają innego wyboru niż zamknięcie popularnego wydarzenia.

W odpowiedzi szwedzka prezenterka radiowa i komiczka Emma Knyckare zaproponowała zorganizowanie festiwalu rockowego tylko dla kobiet. „Co myślicie o tym, aby zorganizować fajny festiwal, gdzie mile widziani będą »nie-mężczyźni«? Organizowalibyśmy go do momentu, aż WSZYSCY mężczyźni nauczą się właściwego zachowania.” – napisała Knyckare na Twitterze po wydarzeniach na festiwalu.

Post, który początkowo miał być rozumiany jako żart, spotkał się z ogromnym zainteresowaniem internautów. Knyckare potwierdziła, że „pierwszy szwedzki wolny od mężczyzn festiwal rockowy odbędzie się następnego lata”.

„Skoro dyskryminacja kobiet jest na porządku dziennym, nie widzę nic złego w zamknięciu mężczyzn na 3 dni. Niemożliwości uczestnictwa w festiwalu nie nazwałabym nadużyciem.” – powiedziała Knycare dzienikarzom Aftonbladet.

Festiwale muzyczne bez mężczyzn są rzadkimi, jeśli nie powiedzieć niespotykanymi wydarzeniami. W latach 1997 – 2000 na Lilith Fair goszczono wyłącznie kobiece zespoły, ale publiczność pozostała mieszana. Podczas festiwalu w Glastonbury w Wielkiej Brytanii otwarto specjalną „przestrzeń dla kobiet”. Festiwal Muzyczny Michigan Womyn, który odbywał się od 1976 roku był przygotowywany, prowadzony i przeznaczony wyłącznie dla kobiet. W 2015 roku miał swoją ostatnią edycję, częściowo po krytyce ze strony transpłciowych kobiet.

Wstęp na „festiwal wolny od mężczyzn” ma obejmować także osoby nie-binarne oraz transpłciowe. Biorąc pod uwagę kontrowersje i burzliwe reakcje mężczyzn po pokazie „Wonder Woman” przeznaczonym tylko dla kobiet w amerykańskim Austin, wydaje się, że Knyckare będzie musiała przezwyciężyć wiele przeszkód, zanim zdoła przekuć swoje marzenia w rzeczywistość.

Tłumaczenie: KU

 

Serena Williams pomaga zwiększyć świadomość dotyczącą przemocy ekonomicznej

Źródło tekstu i obrazów: NY Times – Women in the World

Metropolitan Museum of Art Costume Institute Gala - Rei Kawakubo/Comme des Garcons: Art of the In-Between - Arrivals - New York City, U.S. - 01/05/17 - Serena Williams. REUTERS/Lucas Jackson - RTS14PXW

Serena Williams – wielokrotna mistrzyni w tenisie ziemnym, zdobywczyni Wielkiego Szlema, która będąc w ósmym tygodniu ciąży wygrała Australian Open – robi sobie krótką przerwę w karierze. Poza przygotowaniami do narodzin pierwszego dziecka, tenisistka rozpoczęła ostatnio współpracę z Fundacją Allstate przy kampanii „Purple Purse”, mającej na celu podniesienie świadomości o przemocy ekonomicznej w gospodarstwach domowych.

Według Allstate Foundation w prawie 99 procentach wszystkich przypadków przemocy domowej kobiety są narażone na nadużycia finansowe ze strony swoich partnerów, m.in. poprzez ograniczanie im dostępu do pieniędzy, a także uniemożliwianie podejmowania zatrudnienia.

„Nadużycia ekonomiczne są główną przyczyną, która powstrzymuje ofiary przemocy domowej od opuszczenia oprawcy.” – powiedziała Williams w oświadczeniu prasowym fundacji. „Walka na rzecz praw kobiet była od dawna moja pasją. Mam zaszczyt uczestniczyć w kampanii „Purple Purse”, aby wydobyć na światło dzienne problem przemocy domowej i przemocy ekonomicznej”.

W nowym filmie Allstate Foundation zatytułowanym „Lost purse”, który został udostępniony przez Serenę Williams na Twitterze, twórcy zostawiali damską torebkę wraz z telefonem pełnym obraźliwych wiadomości od „partnera” w taksówkach Lyft i czekali na reakcje pasażerów. Później każdy z nich spotykał się z kobietą, do której należała torebka i stawał przed wyborem zignorowania problemu lub okazania pomocy.

Film możecie zobaczyć:

Tłumaczenie i opracowanie: KU

Korekta: Klaudia Głowacz

Karolina na rowerze jedzie przez USA – zbiera na Feminotekę!

karolinaUSAKarolina Vicar jedzie  przez USA na rowerze… przejechała już ok TYSIĄC kilometrów! Nie wydaje pieniędzy, śpi u ludzi i w namiocie. Zbiera pieniądze na 3 organizacje (w tym Feminotekę).  Przeczytajcie jej blog https://www.thatcyclingchick.com/blog
Karolina pisze tak:

Jestem aktualnie w podróży przez Stany Zjednoczone. Sama. Na rowerze. Bez kasy. 

Dlaczego tak? Bo dlaczego nie? Motywacje były różne.

Przez dwa ostatnie i pół roku byłam chora i nieszczęśliwa… bla bla bla… nikogo to nie obchodzi. W styczniu 2017 roku postanowiłam, że muszę *coś* z tym zrobić jeśli mam kontynuować moją egzystencję a nie ją kończyć na dnie Sekwany. Zdecydowałam zrealizować moje odwieczne marzenie o podróży po Stanach Zjednoczonych. Rowerem. Sama. Bez kasy. Ten blog oraz organizowana na nim charytatywna zbiórka pieniędzy na 3 ważne dla mnie cele mają mi pomóc w wytrwaniu w tym przedsięwzięciu oraz przemienić ostatnie koszmarne lata w coś pozytywnego i piękniejszego niż wszystkie moje bolączki razem wzięte. Chcesz wiedzieć więcej, ale czasu brak? Przejdźmy zatem do konkretów: Dlaczego – dłuższa odpowiedź:

1. Dla mnie: po 2,5 latach, które nieźle dały mi po tyłku, postanowiłam zrobić coś, co pomoże mi się z tej mizerii wykaraskać.

2. Dla przygody: chcę spróbować alternatywnego, społecznie mało-akceptowalnego stylu życia.

3. Dla świata: pragnę zmieniać rzeczywistość, w której żyję, poprzez rozpowszechnianie doświadczeń kobiet gdyż, jak to mówią po angielsku „if you can see it, you can be it”, takie nasze „z kim przestajesz, takim się stajesz” (tak, doświadczenie pokazuje, że wybycie solo w świat nie równa się z natychmiastową śmiercią z ręki patriarchatu).

Oczywiście, chcę przez to również coś udowodnić. A mianowicie, że:

1.    Nie trzeba być atletą by na takie wyprawy się rzucać – sama jestem obecnie w marnej formie spowodowanej chorobą a do tego narobiłam się nadwagi.

3.    Nie trzeba być milionerem, żeby podróżować czy po prostu realizować swoje marzenia – wyjechałam z ZERO kasą i kasy dotychczas wydałam… 0 dolarów. Można? Można!

A tutaj 1-minutowe wideo promujące moją wyprawę:

Rowerowania mam jeszcze ponad 4 miesiące. Mam zamiar przejechać z zachodniego wybrzeże na wschodnie. Oprócz tego, na mojej stronie zbieram kasę na 3 bliskie mi organizacje (www.thatcyclingchick.com).

Marzy mi się, żeby pełno ludzi dowiedziało się o tej wyprawie, a w szczególności kobiety i dziewczyny, bo naprawdę nudzi mnie ciągłe tłumaczenie, że nie, NIE BOJĘ SIĘ PODÓŻOWAĆ SAMA NA ROWERZE. Ale że samotnie podróżujące kobiety to ciągle rzadkość (a mam koleżanki, które same do kina czy do restauracji nawet nie pójdą)…

Chcesz wiedzieć więcej? Zapraszam tutaj: https://www.thatcyclingchick.com/single-post/2017/05/08/More-on-the-WHY

http://wroclaw.wyborcza.pl/wroclaw/7,35771,21884631,wroclawianka-jedzie-samotnie-na-rowerze-przez-usa-bez-pieniedzy.html

Bezprawne traktowanie kobiet w brazylijskich więzieniach

Autorka tekstu: Maria Laura Canineu
Źródło tekstu i zdjęcia: HRW
Tłumaczenie: Wojtek Karaś

2017_ame_brazil_womeninprison

Wraz z wejściem do brudnych, pełnych przemocy brazylijskich cel więziennych, wkraczamy do podziemnego świata, w którym nie obowiązują prawa międzynarodowe ani brazylijskie. Dla blisko 37 000 kobiet odbywających karę więzienia to często nie sam wyrok jest powodem prawdziwej udręki.

Zgodnie z brazylijskim prawem kobiety powinny odbywać swoje wyroki w więźniach wyłącznie dla kobiet, w rzeczywistości jednak większość z nich zostaje zakwaterowana w skrzydłach więzień dla mężczyzn, gdzie pojawia się wysokie ryzyko nadużyć. Kilkanaście kobiet powiadomiło adwokata z urzędu oraz Pastoral Carcerária, katolicką organizację pozarządową, o zajściach jakie miały miejsce w 2015 roku. Wówczas, w czasie zamieszek w Minas Gerais, więźniowie włamali się do ich części więzienia i je zgwałcili.

Brazylijskie prawo zabrania również zatrudniania mężczyzn jako strażników w więzieniach dla kobiet. Jednakże w październiku zeszłego roku kilkanaście kobiet z więzienia dla kobiet Bom Pastor w Recife, powiedziało (każda indywidualnie) badaczom z Human Rights Watch, że były świadkami jak ten sam strażnik molestował słownie oraz obmacywał ich współwięźniarki.

W ciągu ostatniej dekady liczba więźniarek wzrosła o 161%, szybciej niż liczba więźniów.

W Bom Pastor znaleźliśmy 630 kobiet wciśniętych do cel przeznaczonych dla 270 osób. Więźniarki mają dostęp do wody trzy razy w ciągu dnia, a w czasie deszczu rury odpływowe się zatykają, przez co woda ściekowa pokrywa dziedziniec tworząc warunki dla rozmnażania komarów. Ekskrementy przepływają z powrotem z rur kanalizacyjnych do cel.

Pielęgniarka powiedziała „Wiviane”- matce dwojga dzieci odsiadującej wyrok 7 lat więzienia za handel 45 gramami kokainy – że ta ma pewne objawy zarażenia wirusem Zika. Więźniarka nie została jednak przebadana. Zika jest szczególnie groźna dla kobiet w ciąży, ponieważ może spowodować uszkodzenia układu nerwowego płodu. Wprawdzie Wiviane nie była wtedy w ciąży, jednak przebadanie jej mogło ujawnić, czy komary rozmnażające się w Bom Pastor były nosicielami wirusa. W więzieniu przebywało wówczas przynajmniej sześć ciężarnych więźniarek.

System więziennictwa w Brazylii zatrudnia jedynie 37 ginekologów. Na jednego lekarza przypada więc ponad 900 kobiet. Kobietom w Bom Pastor nie wydano tamponów od 2015, zdradza jedna z więźniarek.

„Joana”, skazana na 7 lat więzienia za kradzież, dwa razy odwiedziła lekarza więziennego w Bom Pastor w 2016 roku. Powiedział jej, że ma przepuklinę i żeby wracała do celi. Po 5 miesiącach wykonano jej badania, które wykazało, że więźniarka jest w ciąży. Przed badaniem spędziła 10 dni w ciemnej, źle wentylowanej karnej celi, gdzie dzieliła dwa cienkie materace z siedmioma innymi kobietami.

Joana urodziła przez cesarskie cięcie, ale już po trzech dniach spędzonych w szpitalu została odesłana do więzienia, gdzie nie otrzymała żadnej opieki poporodowej. Inne kobiety, które ostatnio rodziły w Bom Pastor powiedziały nam, że odmówiono im podpasek na poporodowe krwawienie. Joana wraz z innymi zgłosiły nam, że ciężarne, jak i kobiety karmiące piersią – 7 kobiet w Bom Pastor miało dzieci ze sobą i były trzymane w osobnym miejscu – otrzymywało takie samo wyżywienie jak inne więźniarki, prawie pozbawione wszelkich owoców i warzyw. Międzynarodowe standardy praw człowieka nakazują stosowania specjalnej diety dla kobiet w ciąży i karmiących piersią oraz zabraniają wysyłania ich do karnych cel.

Kiedy dzieci skończą 6 miesięcy, urzędnicy więzienni zabierają je od ich matek, nawet jeżeli te tylko oczekują procesu, i wysyłają je do rodziny lub innych opiekunów na zewnątrz. Kobiety wracają do normalnych cel. Udręka spowodowana przymusowym rozstaniem z ich dziećmi jest trudna do opisania. Chcę być z nim – mówi „Bruna” – Posiadanie dziecka jest doświadczeniem jedynym w swoim rodzaju. Jestem pewna, że moja matka dobrze się nim zaopiekuje, ale nie zastąpi mu matki.

Według badania przeprowadzonego w 2015 roku w Rio de Janeiro, jedynie 14% kobiet w ciąży lub posiadających już dzieci w więzieniu zostało kiedykolwiek odwiedzonych przez partnerów.

Dzieci mogą skończyć w schroniskach, a wtedy matki ryzykują utratą kontaktu z nimi. Policja zatrzymała „Lucianę” w grudnia zeszłego roku po tym, jak znaleźli narkotyki w domu w Sao Paolo, w którym wynajmowała pokój. Rozdzielili ją od swojego 2-miesięcznego dziecka. Miesiąc później, gdy po raz pierwszy spotkała się z adwokatem z urzędu, jeszcze nie została postawiona przed sądem oraz nie poinformowano jej gdzie znajduje się jej dziecko. Nie była w stanie nawet mówić. – zdradził mi jej adwokat – Tylko płakała przez całą godzinę.

Brazylia powinna w większym stopniu wykorzystywać alternatywne rozwiązania wobec więzienia, szczególnie dla kobiet posiadających dzieci oraz ciężarnych, gwarantowane przez prawo. Powinna również skończyć z wplątywaniem kobiet w jej „wojnę z narkotykami” poprzez dekryminalizowanie zażywania narkotyków. Wreszcie, rząd powinien dopasować warunki w więzieniach dla kobiet do międzynarodowych standardów oraz swojego własnego prawa.

 

Brazylijki na to zasługują.

Recenzja książki Janine di Giovanni „Tamtego ranka, kiedy po nas przyszli. Depesze z Syrii”

Autor recenzji: Michał Żakowski
Źródło okładki: Wydawnictwo Czarne

okladka

Docierają do nas informacje o uchodźcach z Syrii. Docierają do nas wieści z Aleppo, informacje o atakach z użyciem broni chemicznej i pokazowych akcjach syryjskiego lotnictwa. Jak wygląda życie zwykłych Syryjczyków i Syryjek?

Janine di Giovani, doświadczona korespondentka wojenna, udała się do Syrii aby przekazać światu świadectwo życia jej mieszkańców. Dociera do aktywistów opozycji, osób starających się przeżyć i analizujących czy to już czas na ucieczkę, do żołnierzy armii rządowej.

Giovani przypomina nam, jakie mamy szczęście żyjąc w stabilnych państwach. Jednocześnie daje znać, że zarówno Syria, jak i dawniej Jugosławia, również wydawały się być symbolem stabilności i spokojnego rozwoju.

Opowieści osób, które dotknęły represje asadowskiego reżimu pokazują skalę jego okrucieństwa. Nie jest w tym kontekście czymś dziwnym, że ludzie mieli go dość. Spirala przemocy doprowadziła jednak do sytuacji, w której opozycja musiała się zradykalizować, co z kolei nie spodobało się jej bardziej umiarkowanym działaczom, odrzucającym walkę zbrojną. Dzisiaj osoby nie mające elementarnej wiedzy o tym konflikcie mówią im wszystkim, aby walczyli za swój kraj.

Dużo miejsca autorka poświęca doświadczeniom kobiet. Utrwaliła się w naszej świadomości wiedza o wykorzystywaniu gwałtu jako strategii wojennej tzw. Państwa Islamskiego. Mniej wiemy o tym, jak powszechnie gwałt stosowany jest przez reżim Assada. Istnieją oddziały wyspecjalizowane w zadawaniu tortur i gwałtu opozycjonistom i osobom podejrzewanym o sprzyjanie opozycji. Gwałcone są najczęściej kobiety, jest to jednak forma poniżenia stosowana również wobec mężczyzn. Same opisy doświadczeń gwałtu i stosunku do kobiet, które zostały w ten sposób skrzywdzone, nie wnoszą nic nowego do stanu wiedzy, jaką posiadamy o tym problemie – są to jednak świadectwa poruszające, bez których pełen ogląd sytuacji społeczeństwa w Syrii jest niemożliwy.

Giovani oddaje głos swoim rozmówcom. Uzupełnia go o własne przemyślenia. Mówi o własnym strachu, o rozterkach pomiędzy zobowiązaniami wobec dziecka a koniecznością opowiedzenia światu historii mieszkańców kraju ogarniętego wojną domową. Jej ofiarami są wszyscy. W najmniejszym stopniu wierni funkcjonariusze reżimu – jednak już zwykli żołnierze często wykonują jedynie swoje obowiązki, bez szczególnego zapału. Choć są też tacy, którzy wielbią Asada fanatycznym wręcz uwielbieniem, a do jego przekazu podchodzą tak samo bezkrytycznie, jak bezrefleksyjni miłośnicy tych czy innych mediów w naszym kraju podchodzą do prezentowanej przez nich narracji. Osoby wspierające Asada robią to często ze strachu – nie chcą skończyć w reżimowym więzieniu albo w grobie. Różnice w podejściu do nowej sytuacji podzieliły syryjskie rodziny. Niszczone są wieloetniczne społeczności i perły arabskiego świata – Aleppo jeszcze dekadę temu zostało uznane stolicą muzułmańskiej kultury, a zachodnich turystów zachęcano do jego odwiedzania.

Wielkim nieobecnym tej relacji są Kurdowie. Chętnie przeczytałbym relacje Kurdyjek walczących o swoja wolność, przeciwko reżimowi, Państwu Islamskiemu, tureckim nalotom – a jednocześnie toczących walkę o uznanie ich praw wewnątrz kurdyjskiego społeczeństwa. Sama Rodżawa zasługuje na osobne omówienie – świeckie państwo, wyznające bardziej postępowe wartości niż niejeden kraj w Europie, gdzie Kurdyjki w przerwie między toczeniem bojów potrafią udzielić wsparcia protestom kobiet w Irlandii, walczących o prawo do aborcji. Pokazują, że nie ma tematów zastępczych, jest tylko globalna walka o równość, w której część kobiet znajduje się już na bardziej uprzywilejowanej pozycji, a część musi walczyć o zabezpieczenie swoich najbardziej podstawowych potrzeb.

Relację Giovani czyta się z przyjemnością. Pozwala lepiej spojrzeć na konflikty syryjski, przyjrzenie się dramatowi osób, których w największym stopniu dotyka. Czujemy, podobnie jak autorka i kolejne misje ONZ, bezradność. Nie ma dziś prostej recepty na rozwiązanie konfliktu. Nie mogąc wpłynąć na jego wynik, zamykamy swoje serca przed najbardziej potrzebującymi, odmawiając przyjęcia osób, które utraciły swoje rodziny. Lekturę tę należy polecić w pierwszej kolejności tym, którzy uważają, że mamy prawo odwracać oczy od dramatu Syrii. Niech wiedzą.

 

Korekta: Klaudia Głowacz

Najstarszy klub golfowy na świecie otwiera się dla kobiet po 273 latach

Źródło tekstu i zdjęcia: NY Times – Women in the World

GULLANE, SCOTLAND - MAY 19:  A general view of Muirfield Golf Club on May 19, 2016 in Gullane, Scotland. Muirfield Golf Club has lost the right to host the Open Championship after it failed to rally a majority of male members behind the vote allowing women to join the club as members. Women are welcome on the course and the clubhouse as guests and visitors.  (Photo by Jeff J Mitchell/Getty Images)

Jeden z najstarszych światowych klubów „tylko dla mężczyzn” właśnie przestaje istnieć. W dramatycznym głosowaniu członkowie Muirfield, najstarszego zarejestrowany klubu golfowego na świecie, zdecydowali się wprowadzić  poprawkę do regulaminu dopuszczającą do udziału także graczy płci żeńskiej. Do tej pory w założonym w 1744 roku klubie będącym synonimem golfa (jego założyciel dosłownie ustanowił reguły gry) kobiety mogły jedynie przypatrywać się grze. W zeszłym roku z racji swojej dyskryminacyjnej polityki Muirfield, który 16 razy gościł ogólnokrajowe rozgrywki został pozbawiony prawa do organizacji tych prestiżowych zawodów. Do zmiany regulaminu potrzebne były wówczas głosy dwóch trzecich, a poparcie dla członkostwa kobiet stanowiło zaledwie 64 procent.

W tym roku za zmianą w przepisach opowiedziało się aż 80 procent członków, zaś za utrzymaniem starego porządku głosowało 123 mężczyzn.

Pomimo przełomowej decyzji, minie jeszcze kilka lat zanim kobiety zostaną faktycznie dopuszczone jako członkowie.

Całą historię przeczytasz tutaj.

 

Tłumaczenie i opracowanie: Karolina Ufa

 

 

Główne światowe muzea zaczynają nabywać pussyhats do swoich kolekcji

 

Źródło tekstu: NY Times – Women in the World

Źródło zdjęcia: Instagram

tekst1

Różowe „pussyhats” noszone przez tysiące kobiet podczas Marszu Kobiet na Waszyngton ponownie przyciągają uwagę – tym razem muzealników chcących dodać te nakrycia głowy do swoich kolekcji. Główne muzealne instytucje Stanów Zjednoczonych, takie jak New York Historical Society i National Museum of American History, zgłosiły chęć włączenia „pussyhats” w ramy bieżących lub przyszłych ekspozycji o tematyce zmian społecznych. Egzemplarz wydziergany przez Jaynę Zweiman, która wraz z Kristą Suhem stworzyła oryginalny wzór czapki do wielokrotnego powielania, jest już pokazywany w londyńskim Victoria & Albert Museum.

„Ta skromna różowa czapka jest obiektem materialnym, który poprzez swoją konstrukcję pozwala na analizę obecnej sytuacji politycznej i społecznej” – wyjaśnia Corinna Gardner, pracownica działu cyfrowego i architektury projektu w Victoria & Albert Museum. „[Czapka] stała się uniwersalnie rozpoznawalnym znakiem kobiecej solidarności i symbolem potęgi zbiorowego działania.”

W Muzeum Rzemiosła Artystycznego Fuller Craft w Brockto w stanie Massachusetts, nakrycie głowy zostało opisane jako „najdoskonalszy przykład aktywności społecznej poprzez rzemiosło w historii współczesnych Stanów Zjednoczonych”.

Innymi słowy, tysiące kobiet, które poświęciły swój czas na wydzierganie różowych czapek dosłownie stworzyły współczesną historię.

Całą historię przeczytasz tutaj.

Tłumaczenie i opracowanie: Karolina Ufa

Relacja z wizyty w siedzibie organizacji LICADHO | Projekt „Żywe Historie”

Autorki tekstu: Agnieszka i Ewelina z Żywe Historie

Agnieszka i Ewelina w podróży po świecie realizują projekt „Żywe Historie”, któremu matronuje Fundacja Feminoteka. Opowiada on o spotkaniach z kobietami z rożnych zakątków Ziemi. Dziewczyny skupiają się na poznaniu historii kobiet, próbie zrozumienia różnic oraz podobieństw, a przede wszystkim relacji dziennikarskich z odwiedzanych krajów. Kolejną część relacji poświęciły organizacji LICADHO, zajmującej się prawami człowieka.

żywe historie

Na świecie jest wiele organizacji walczących o prawa ludzi. W ramach naszego projektu postanowiłyśmy odwiedzić jedną z nich w Kambodży, w jednym z najbardziej straumatyzowanych krajów południowo-wschodniej Azji. Organizacja LICADHO działa od 1992 roku. Główny oddział znajduje się w stolicy Phnom Penh a pozostałe działają w 13 różnych prowincjach na terenie całego kraju. Organizacja posiada 4 programy monitoringowe. Pierwszy dotyczy kobiet i dzieci oraz przemocy domowej, która jest wobec nich stosowana, drugi dotyczy opieki medycznej i socjalnej, trzeci jest monitoringiem nad 18 różnymi więzieniami na terenie Kambodży zaś ostatni jest działem prawniczym dotyczącym pomocy osobom pokrzywdzonym w podjęciu prawnych kroków do roszczenia o swoje prawa przed sądem.

Nasze spotkanie głównie opierało się na temacie kobiet, które z punktu widzenia naszego projektu są najważniejsze. Chciałyśmy się dowiedzieć z jakim problemami się borykają i jakie mają trudności. Szczerze, chyba nie byłyśmy przygotowane na taką ilość traumatycznych wydarzeń jakie spotyka je w codziennym życiu. Patrząc na historię Kambodży i najkrwawszy dla niej okres czyli politykę Czerwonych Khmerów i rządy Pol Pota można było to przypuszczać. W tym okresie Kambodża ma za sobą zamknięcie wszystkich szpitali, banków i zdefraudowanie pieniędzy, oraz zdelegalizowano religii. W tym czasie zmuszono ludzi do pracy w kolektywach gospodarstw rolnych, który de facto były obozami pracy przymusowej. Polityka terroru poprowadzona przez Pol Pota spowodowała do śmierci 20-25% populacji Kambodży co oznacza, że liczba ofiar Czerwonych Khmerów jest w proporcji do liczby ludności wyższa niż w jakimkolwiek kraju na świecie.

Od początku kobiety nie miały prawa głosu, a tym czasie historii Kambodży tym bardziej. Były zmuszane do zamążpójścia w bardzo młodym wieku i  wykorzystywane seksualnie od najmłodszych lat. Gdy którakolwiek była z nich w ciąży musiała oddać dziecko zaraz po urodzeniu, nie pozwalano się jej zająć niemowlęciem. Starsze dzieci również pracowały w obozach. Bardzo duża część nie dożywała wieku nastoletniego z powodu wyczerpania oraz braku odpowiedniej diety.

Ten okres odcisnął mocne piętno na Khmerkach, które mimo iż minęło od tego czasu pod 40lat nie chcą i nie potrafią nadal walczyć o swoje prawa. Niestety podobnie jak w innych krajach azjatyckich kobiety w większości nie pracują, dlatego nie są w stanie same o siebie zadbać oraz o swoje dzieci. Patriarchalny podział w małżeństwach to dość ładnie ujęty świat bliskich związków kobiet i mężczyzn w Kambodży. Każda z nich oprócz opieki nad dziećmi i pracy ma jeszcze słuchać swojego męża oraz spełniać jego potrzeby. Strach przed wypowiadaniem swojego zdania jest dość silny, a przede wszystkim towarzyszy kobietom z najbiedniejszych części tego kraju. Z powodu okresu w którym rządziła polityka Czerwonych Khmerów cała część inteligencji khmerskiej została zabita, co dla tego kraju oznaczało jedno: diametralne cofnięcie się w rozwoju. Nadal w umysłach niektórych tamten okres wydaje się należącym do nienajgorszych. Część społeczeństwa utożsamiała się z rządami Pol Pota oraz jego dyktaturą.

Organizacja Licadho w swoim programie dotyczącym dzieci i kobiet pomaga przede wszystkim tym, które zgłoszą się do nich bezpośrednio bądź telefonicznie. Zdarza się tak, że interesują się przypadkami, które są poruszane przez radio bądź telewizję i sami interweniują. Najwięcej zgłoszeń dotyczy przede wszystkim gwałtu bądź przemocy domowej na kobietach bądź ich dzieciach. W raportach z którymi miałyśmy okazję się zapoznać można przeczytać, że w latach pomiędzy 2012 a 2014 rokiem Licadho zanotowało 225 wobec kobiet powyżej 18 roku życia oraz 537 poniżej. Liczby te przerażają mocniej, gdy okazuje się, że większość napaści była wobec dzieci pomiędzy 12-17 rokiem życia. Część z tych sytuacji miała miejsce na ulicy przez napaść na przypadkowe kobiety, jednak najczęściej nadużycia zdarzają w domu przez małżonków bądź kogoś z rodziny albo sąsiadów z okolicznych wiosek, miejscowości. Przez to, że Kambodża ma dość małe społeczności i ściśle ze sobą powiązane, a dodatkowo kraj ten nie należy do najbogatszy kobiety odczuwają dużą presję związaną z niezgłaszaniem przypadków nadużycia wobec nich bądź wobec ich dzieci. Wiąże się to dla nich z silnym stresem, ale również wykluczeniem na które nie mogą sobie pozwolić ze względu na częsty brak środków do życia. Często kobiety zdane są tylko i wyłącznie na mężczyznę gdyż same nie pracują tylko prowadzą dom. Z drugiej strony wiele jest sytuacji kiedy kobiety mają w sobie wystarczającą odwagę, aby zgłosić to co dzieje się u niej w domu rodzinnym, ale obecna polityka oraz prawo w Kambodży jej nie sprzyja. Co to oznacza? Oczywiście korupcję, która jest obecna wśród policjantów piszących raporty przy zgłaszaniu przemocy domowej, a co gorsza dotyczy również sądów. Policja zakrywa się niechęcią wtrącania do spraw rodzinnych. Sprawa w sądzie najczęściej ma możliwość wygrana tylko i wyłącznie jeśli sędzia otrzyma wystarczającą ilość łapówki. Konsekwencją takiej polityki państwa jest fakt, że odpowiedzialni za swoje przestępstwa mężczyźni nie są karani. Pętla się zamyka, gdyż czują się bezkarni. Zdarzają się również przypadki, kiedy kobiety są zmuszane do zamążpójścia mężczyzny, który je zgwałcił. Takich przypadków wciąż nie jest wiele ale zdarzają się. Brzmi to bardzo irracjonalnie, ale aby rodzina aby stracić pozycji oraz honoru w społeczeństwie, w którym mieszkają dopuszcza a wręcz często sama aranżuje takie sytuacje.

Trauma to wciąż dalekie do zrozumienia pojęcie dla Khmerów. Jeśli można powiedzieć o aktualnym stanie młodego społeczeństwa to wszystko zmienia się w dobrym kierunku. Coraz więcej osób kończy studia, a świadomość tego co wydarzyło się całkiem niedawno jest większa. Jednak będzie musiało minąć jeszcze trochę czasu, aby Khmerki były odważne i nauczyły się walczyć o siebie. Wciąż istnieje przeświadczenie, że mężczyzna jest jedynym, który może zapewnić byt oraz kulturowe wciąż nie do przyjęcia jest bycie samotną bądź rozwiedzioną kobietą. Niestety oprócz samej kultury, prawo oraz korupcja to rzeczy, których zmiana może potrwać dłużej niż sam sposób myślenia.

Kobieta zgwałcona 43 000 razy obecnie podróżuje po świecie pomagając ofiarom niewolnictwa seksualnego

Autorka tekstu: Nicole Morley
Źródło tekstu i zdjęcia: Metro

2e5c875d00000578-3314741-survivor_karla_jacinto_a_human_trafficking_survivor_is_now_shari-m-20_1447293528122

Kobieta, która została zgwałcona 43 000 razy, obecnie podróżuje po świecie by pomóc innym ofiarom handlu ludźmi

W wieku 12 lat, Karla Jacinto została odciągnięta od swojej dysfunkcyjnej rodziny przez handlarza ludźmi, który oferował jej pieniądze, prezenty oraz obietnice lepszego życia. Jacinto mówi, że przed ukończeniem 16 lat została zgwałcona ponad 43 000 razy i była zmuszana do kontaktów seksualnych z 30 mężczyznami dziennie.

Teraz 24-latka walczy przeciwko meksykańskiemu kryzysowi handlu ludźmi poprzez podnoszenie świadomości o tym jak pracują kryminaliści, aby potencjalne ofiary mogły rozpoznać znaki w ich zachowaniu. W ramach swojego zaciekłego aktywizmu, Jacinto spotkała się nawet z papieżem Franciszkiem w Watykanie, aby przedyskutować niewolnictwo seksualne oraz handel ludźmi.

Wspominając swoje wstrząsające doświadczenie, powiedziała CNN: “Bili mnie kijami, bili mnie kablami, bili mnie łańcuchami. Byli tam ludzie, którzy śmiali się ze mnie, bo płakałam. Musiałam zamykać oczy, by nie patrzeć na to co mi robili.”

Karle Jacinto uratowano w ramach operacji anty-niewolniczej w Meksyku, gdzie według Międzynarodowej Organizacji do Spraw Migracji, około 20 000 kobiet to ofiary handlu ludźmi. Według organizacji End Slavery Now, ponad 20 milionów ludzi na świecie jest ofiarami współczesnego niewolnictwa, z czego ponad 4.5 miliona osób to ofiary niewolnictwa seksualnego.

Tłumaczenie: Natalia Cymerman

Tegan i Sara zakładają fundację LGBTQ dla kobiet

Autorka tekstu: Anna Cafolla
Źródło tekstu i zdjęcia: Dazed

Tegan i Sara zakładają fundację LGBTQ dla kobiet
Organizacja zobowiązuje się do „walczenia o ekonomiczną sprawiedliwość, zdrowie i przedstawicielstwo”

tegan i sara

 

Tegan i Sara stanowią duet, który wykorzystał swoją muzyczną platformę, by stać się głosem wołającym o społeczną sprawiedliwość. Teraz dziewczyny założyły fundację LGBTQ, Tegan and Sara Foundation, działającą na rzecz kobiet i dziewczyn.

Bliźniaczki zaczęły pracować nad fundacją podczas trasy promującej ich najnowszy album, Love You to Death. Według treści listu opublikowanego wczoraj na ich stronie, muzyczki spotkały się z aktywistami, badaczami, prawodawcami i organizacjami charytatywnymi LGBTQ w celu uformowania organizacji.

– Dowiedziałyśmy się, że brak federalnego finansowania dla usług LGBTQ, ograniczone szkolenia dla lekarzy o potrzebach ich pacjentów LGBTQ  i dotkliwa dyskryminacja w miejscu pracy, nieporównywalnie częściej dotyka kobiet – możemy przeczytać w liście, którego autorki wskazują na nierówności odczuwane przez kobiety o kolorach skóry innych niż biały, a także odłamy transseksualistek i lesbijek – Przede wszystkim zrozumiałyśmy, że kobiety i dziewczyny LGBTQ w przeważającej mierze czują się odrzucone i pozostawione samym sobie.

Inspirując się Audre LordeProject, GLAAD i LGBT Centra, Tegan and Sara Foundation „będzie walczyć o ekonomiczną sprawiedliwość, zdrowie i przedstawicielstwo kobiet i dziewczyn LGBTQ”. Kierując się wartościami „feministycznymi, rasowej, społecznej i  płciowej sprawiedliwości”, fundacja będzie stawiała czoła „represyjnemu ustawodawstwu nadchodzącej administracji Trumpa”.

Przeczytaj cały list list Tegan and Sara tu i wesprzyj fundację Tegan and Sara Foundation.

 

Tłumaczenie: Wojtek Karaś
Korekta: Klaudia Głowacz

USA: Zbuntowani elektorzy. Siedem kobiet z głosami elektorskimi!

Autor tekstu: Michał Żakowski
Źródło obrazu: Wikipedia

usa

 19 grudnia Kolegium Elektorów dokonało formalnego wyboru prezydenta Stanów Zjednoczonych. Zgodnie z przewidywaniami, wybrany został Donald Trump. Ze względu na rekordowo dużą liczbę zbuntowanych elektorów, ostatecznie głosy w wyborach na prezydenta przypadły 7 osobom, z których większość nie prowadziła kampanii wyborczej.

Zbuntowany elektor (faithless elector) to zjawisko znane w amerykańskiej polityce, aczkolwiek w ostatnich dekadach odnotowywano jedynie pojedyncze przypadki osób głosujących na innego kandydata niż ten, wobec którego zostali zaprzysiężeni.

W Ameryce wyboru prezydenta dokonuje formalnie Kolegium Elektorów. Jego członkowie wybierani są w dniu wyborów. Wyborcy oddają głosy na kandydata z konkretnej partii, która zgłasza również elektorów. Co do zasady, elektorzy zgłoszeni przez daną partię powinni oddać głos na zgłoszoną przez nią parę kandydatów na prezydenta i wiceprezyzdenta. Zasady oddawania głosu elektorskiego zależą od stanu. Jedyne zastrzeżenie dotyczy dnia głosowania – wszystkie stany oraz Dystrykt Kolumbii (ze stolicą, Waszyngtonem) głosują tego samego dnia. Wyniki głosowania elektorskiego nie odbiegają na ogół znacząco od przewidywań z dnia wyborów powszechnych, kiedy było wiadomo, które stany przypadły któremu kandydatowi (ze względu na powszechną zasadę winner takes all, osoba, która wygrała w danym stanie choćby jedną setną procenta, zgarnia wszystkie przypadające tam głosy elektorskie).

Nie był to pierwszy przypadek, kiedy głosy zbuntowanych elektorów otrzymali kandydaci niestartujący w wyborach. Tegoroczne wybory są jednak absolutnie wyjątkowe pod względem liczby kandydatów, którzy otrzymali głos, jak również ich zróżnicowania płciowego i etnicznego. Tegoroczne wybory są również wyjątkowe ze względu na fakt, że zbuntowani elektorzy znaleźli się zarówno po stronie republikanów, jak i demokratów. Hillary Clinton, pierwsza kobieta, która otrzymała nominacje prezydencką jednej z dwóch głównych partii, zdobyła ostatecznie 227 głosów elektorskich. Trzech zbuntowanych demokratów oddało głos na Colina Powella, sekretarza stanu w administracji George’a W. Busha, republikanina od lat krytycznego wobec swojej partii i wspierającego Baracka Obamę. Każdy z trzech elektorów podjął inną decyzję w głosowaniu na wiceprezydenta, wszyscy jednak oddali w tym miejscu głos na kobietę.  Jeden głos otrzymała Susan Collins, republikańska senatorka, zwolenniczka legalizacji małżeństw jednopłciowych, w przeszłości głosująca przeciwko zaostrzeniu prawa dotyczącego aborcji. Kolejny głos otrzymała Maria Cantwell, senatorka Partii Demokratycznej, zaangażowana w promowanie praw reprodukcyjnych. Trzeci głos przypadł Elizabeth Warren, postrzegana jako jedna z najbardziej postępowych osób w amerykańskiej polityce. Warren otrzymała również głos na wiceprezydenta od elektora głosującego na Berniego Sandersa, głównego rywala Hillary Clinton, postrzeganego jako kandydat stojący konsekwentnie w obronie pozycji równościowych, w tym feministycznych. We wszystkich głosowaniach dotyczących aborcji, w których uczestniczył, prezentował postawę pro-choice, jest zwolennikiem wprowadzenia obowiązkowych urlopów pracowniczych i opiekuńczych, ponadto już jako burmistrz w latach 80. otwarcie wspierał lokalną społeczność LGBT, sprzeciwiał się również, przyjętej przez Billa Clintona, ustawie o ochronie małżeństwa, na mocy której legalizacja małżeństw homoseksualnych była przez pewien czas niemożliwa. Jest to pierwsza osoba pochodzenia żydowskiego, która otrzymała głos elektorski w wyborach na prezydenta.

Jako przejaw uznania dla sukcesu ruchu sprzeciwiającego się budowie rurociągu w Dakocie można odczytać głos elektorski oddany na duet Faith Spotted Eagle i Winona LaDuke. Faith Spotted Eagle jest liderką tych protestów, pochodzącą z plemienia Dakota. Jest to pierwsza rdzenna Amerykanka, która otrzymała głos elektorski w wyborach prezydenckich. Winona LaDuke również jest rdzenną Amerykanką, ponadto ma po matce pochodzenie żydowskie. Jest związana z Partią Zielonych, w ostatnim czasie była zaangażowana w protesty przeciwko budowie rurociągu. Ponadto głos jako kandydatka na wiceprezydentkę otrzymała Carly Fiorina, uczestnicząca w republikańskich prawyborach, przeciwniczka Donalda Trumpa, której poglądy nie sposób jednak określić mianem feministycznych. Przedstawia siebie jako przeciwniczkę aborcji, jest przeciwniczką polityki antydyskryminacyjnej i małżeństw jednopłciowych, aczkolwiek deklaruje poparcie dla związków partnerskich i współpracuje z konserwatywnymi organizacjami LGBT, jest przeciwniczką obowiązkowych urlopów macierzyńskich. Jednocześnie finansuje programy mające udzielać wsparcia kobietom w biznesie – wpisując się w ten sposób w model określany mianem korporacyjnego feminizmu, dostrzeganego również w otoczeniu Hillary Clinton.

Nie znamy decyzji dwóch elektorów republikańskich, oddających głos na ultrarynkowego Rona Paula i Johna Kasicha, kandydata w tegorocznych prawyborach. Możliwe, że obaj lub jeden z nich również oddał głos wiceprezydencki na kobietę.

Zbuntowani elektorzy

Historycznie rozkład głosów elektorskich na wielu kandydatów był zjawiskiem powszechnym w początkowym okresie istnienia Stanów Zjednoczonych. Od drugiej połowy XIX w. była to już sytuacja rzadsza, zaczął się wówczas kształtować podział sceny politycznej na republikanów (wówczas reprezentujących wartości bardziej postępowe) i demokratów (wówczas bardziej konserwatywnych).

W XX w. podział dwupartyjny umocnił się na dobre, choć dochodziło w nim do wyłomów niewpływających na stanowisko prezydenta, którym zawsze był republikanin albo demokrata. W 1912 r., gdy 88 głosów elektorskich zdobył były prezydent Theodore Roosevelt, kandydujący z ramienia założonej przez siebie Partii Postępowej, w 1924 r., gdy 13 głosów elektorskich zdobył Robert La Follette, założyciel Partii Postępowej (niemającej jednak nic wspólnego z tą założoną przez Roosevelta), w 1948 r. 39 głosów elektorskich otrzymał Strom Thurmond, lider frakcji demokratów zbuntowanej przeciwko polityce równouprawnienia Afroamerykanów. W 1956 r. pojedynczy głos zbuntowanego elektora otrzymał sędzia z Alabamy, Walter Burgwyn Jones, nieuczestniczący w wyborach powszechnych. Cztery lata później aż 15 głosów elektorskich otrzymał, również niestartujący w wyborach, Harry Byrd, lider konserwatywnego skrzydła Partii Demokratycznej. W 1968 r. miał miejsce ostatni, jak dotąd, znaczący sukces lidera trzeciej partii. George Wallace, kandydat rasistowskiej Amerykańskiej Partii Niezależnych, otrzymał 46 głosów elektorskich. W 1972 r. jeden ze zbuntowanych elektorów oddał głos na kandydata Partii Libertariańskiej, Johna Hospersa. Wtedy też, wraz z nim, po raz pierwszy głos elektorski otrzymała kandydatka na urząd wiceprezydentki, Theodora Nathan. W 1976 r. jeden głos elektorski otrzymał Ronald Reagan, wówczas przegrany w republikańskich prawyborach. W 1988 r. jedna z elektorek demokratycznych oddała głos prezydencki na kandydata wiceprezydenckiego, Lloyda Millarda Bentsena, w geście protestu przeciwko zasadzie „zwycięzca bierze wszystko”, faworyzującej kandydatów, którzy zwyciężyli w danym stanie choćby minimalną liczbą głosów. W 2004 r. jeden z demokratycznych elektorów zagłosował na demokratycznego kandydata na wiceprezydenta, Johna Edwardsa. Prawdopodobnie był to efekt pomyłki, ponieważ jednak głosowanie było utajnione a osoba głosująca nie przyznała się do tego, nie znamy dokładnych powodów takiej decyzji.

Tegoroczne wybory miały być specyficzne, i tak też można określić ich wyniki. Są one odzwierciedleniem nastrojów niechętnych Trumpowi i Clinton w obrębie partii, z ramienia których kandydowali. Bernie Sanders mógł otrzymać więcej głosów, jednak w innych stanach głosy oddawane przez elektorów na Sandersa były unieważniane.  Niewykluczone, że – podobnie jak w przypadku Reagana – osoba, która otrzymała pojedynczy głos elektorski, za parę lat weźmie udział w wyborach jako jeden z głównych kandydatów. Poza Hillary Clinton, kobiety, które otrzymały głos, wzięły w tych wyborach udział symboliczny, niemniej faktem jest ich aktywna działalność na innych polach, za którą zostały w ten sposób symbolicznie nagrodzone. Traktowanie głosu elektorskiego w ten sposób każe stawiać pytania o rolę tej instytucji. Jest to również przejaw kontestacyjnych nastrojów w obu partiach, rodzący pytanie o rolę kobiet jako liderek ruchu progresywnego.

 

 

Korekta: Klaudia Głowacz

Kilka słów o chorwackiej kampanii „Chcę żyć!”

Autorka tekstu w języku polskim i opracowania: Kinga Letkiewicz
Autorka diagramów i analizy kampanii:
Lana Pukanić
Źródło tekstu i grafik: MUF / Vox Feminae

 

571b60c630d0159395e784df1537a8b3_L
Plakat chorwackiej kampanii „Chcę żyć!”


Kilka słów o chorwackiej kampanii „Chcę żyć!

W ostatnich dniach szerokim echem odbiła się kampania stowarzyszenia Zaklada Vigilare, która wzbudziła szeroki sprzeciw chorwackiego społeczeństwa. Stworzony przez organizację spot przedstawia myśli płodu (sic!), który ma zostać usunięty. Natomiast wyprodukowane przez stowarzyszenie bilbordy prezentują brzuch kobiety w zaawansowanej ciąży i podpisane są hasłami „Chcę żyć!. Kampania doczekała się szerokiej krytyki, a Pełnomocniczka do Spraw Równego Traktowania zgłosiła skargę do prokuratury, podkreślając, że kampania jest niezgodna z prawdą. W Chorwacji aborcja jest legalna do 10 tygodnia ciąży.

Poniżej znajduje się transkrypcja spotu przetłumaczona na język polski oraz krótka analiza kampanii wykonana na podstawie diagramów autorstwa Lany Pukanić, które ukazały się na muf.com.hr.

Cześć! Jestem Mia.

Dzisiaj mama ma umówioną wizytę u doktora. Wszyscy jedziemy razem i mam nadzieję, że z mamą jest wszystko w porządku.

Kiedy dorosnę też będę lekarką i będę ratować ludziom życie. Do tego czasu będę się bardzo dobrze uczyć i dostawać same piątki.

Oczywiście już teraz wyobrażam sobie swój ślub. Będzie jak z bajki.

Będę miała dużo, dużo dzieci, które dostaną całą miłość tego świata. Mama i tata będą ze mnie bardzo dumni.

Mam najlepszego tatę i mamę na świecie. Bardzo ich kocham.

Z mamą chyba wszystko w porządku.

Mamo! Co ten pan robi?!

Mamo! Wyrywa mi nogę!

Mamo! Zaraz ją oderwie!

Mamo! Boli mnie! Powiedz mu, żeby przestał!

Wyrywa mi rękę!

Będę grzeczna! Mamo!

Mamo! Na pomoc!

Mamo!

Kiedy wy obchodzicie święta Bożego Narodzenia, moja mama chciała mnie zabić.

Chcę żyć! I chcę praw, które będą mnie chronić.

 

Bardzo krótka analiza spotu „Chcę żyć! przedstawiona za pomocą diagramów

To, co sugeruje nam spot:

dIAGRAM 1

 

DIAGRAMY2

DIAGRAMY3

 

 

 

Korekta: Klaudia Głowacz

Niech Święta w tym roku obejmą również osoby LGBTIQ

Źródło tekstu i zdjęć: Vox Feminae

tekst 2

Stowarzyszenie Zagreb Pride, Lesbijska organizacja Rijeka Lori i Trans Aid Hrvatska, na konferencji prasowej 16 grudnia przedstawiły kampanię Sve što želimo za blagdane je ljubav svima (Wszystko czego chcemy na święta to miłości dla wszystkich). Na platformie internetowej Sretno.eu można stworzyć samemu lub wybrać gotowe wzory spersonalizowanych pocztówek świątecznych.

Wedle zasady uczynione dobro powraca przedstawiciele/lki społeczności LGBTIQ w Chorwacji zdecydowali/ły się na Święta –  czas miłości i pokoju – zaproponować wszystkim ludziom dobrej woli przekaźnik dobrych życzeń, akceptacji i szczęścia.

Pracę platformy zaprezentował Marko Jurčić, koordynator programowy Zagreb Pridea, wysyłając pierwszą świąteczną pocztówkę z dobrymi życzeniami ministerce demografii, rodziny, młodzieży i polityki socjalnej, Nadi Murganić, proponując przy tym:

Wbrew smutnym statystykom, które mówią o braku akceptacji, wykluczeniu i wyobcowaniu. Brzydkim wiadomościom, które nas śledzą i groźbą odebrania należnych nam praw, zdecydowaliśmy się walczyć przeciwnymi uczuciami – miłością i dobrymi życzeniami. Wszystko, czego nam potrzeba do stworzenia odrobinę lepszego świata to trochę więcej miłości. Podzielcie się nią z innymi, nie ubędzie Wam jej, pomóżcie nam uczynić Święta piękniejszymi, pocztówka po pocztówce.

Impulsem do stworzenia kampanii Sretno.eu właśnie w czasie Świąt – czasie, w którym wspólnota ta czuje się szczególnie osamotniona i wyobcowana – były bezpośrednie traumatyczne doświadczenia osób LGBTIQ w Chorwacji.

W Chorwacji wiele osób odmiennej [od uznanej za normatywną] orientacji seksualnej lub tożsamości płciowej wciąż jeszcze nie doświadcza wystarczającego  zrozumienia w swoich rodzinach. Badanie[1] pokazuje, że 53% ojców i 36% matek osób LGBTIQ nie zna orientacji seksualnej swojego dziecka.

Kampanię promują wideo spoty, pokazujące trzy rodziny, których członkami są również osoby LGBTIQ, które na Święta życzą wszystkim miłości, prosząc jednocześnie, żeby rodzina kochała ich takimi, jacy są.

Kampania ma na celu zmniejszenie homo/bi/transfobii w chorwackim społeczeństwie i rodzinach, a przeprowadzona jest w ramach europejskiego projektu Szanuj prawa człowieka – buduj włączające społeczeństwo.

Po świętach platforma przerodzi się w skarbnicę różnego rodzaju pocztówek, począwszy od tych na Walentynki czy urodziny, kończąc na tych gratulujących zarejestrowanego związku lub narodzin dziecka –  podsumował Jurčić.

 


 

[1] Istraživanje o nasilju, diskriminaciji i zločinu iz mržnje protiv LGBTIQ osoba u Republici Hrvatskoj, N=690, proveli Zagreb Pride, LORI, Domino i Queer Split, 2013. godine.

 

Tłumaczenie: Kinga Letkiewicz
Korekta: Klaudia Głowacz

Chcę mieć wybór i żyć w państwie sekularnym

Chcę mieć wybór i żyć w państwie sekularnym

Źródło tekstu i zdjęć: Vox Feminae

 

Chcę żyć w państwie sekularnym
Plakat chorwackiej grupy anti choice po modyfikacji aktywistów. Napis na plakacie: Chcę żyć w państwie sekularnym

W czasie małej nocnej akcji, grupa aktywistek i aktywistów przerobiła znajdujące się w wielu miejscach Zagrzebia manipulacyjne bilbordy ruchu anti-choice Želim živjeti (Chcę żyć). Aktywistki/ści poinformowali, że chcą żyć w państwie sekularnym, w którym kościół i powiązane z nim stowarzyszenia nie decydują o prawach reprodukcyjnych kobiet i w którym kobiety mają prawo wyboru.

Na plakatach przekreślone są słowa, którymi zwraca się do nas płód – idea całości kampanii zorganizowanej przez Vigilare i Chorwacki Ruchu w Obronie Życia i Rodziny (Hrvatski pokret za život i obitelj), przetkanej mową nienawiści wobec kobiet. Aktywiści wysłali wiadomości: Chcę mieć prawo wyboru oraz Chcę żyć w państwie sekularnym. Powiedzielibyśmy/Powiedziałybyśmy, że plakaty wyglądają teraz znacznie lepiej – twierdzą.

Chcę mieć prawo wyboru
Plakat chorwackiej grupy anti choice po modyfikacji aktywistów. Napis na plakacie: Chcę mieć prawo wyboru

Bilbordy w Zagrzebiu zostały wywieszone 8 grudnia, a dzień później pojawiły się również w Ogulinie. Wywołały one szereg negatywnych reakcji, podobnie jak nawiązujący do nich spot wideo. Na kampanię zareagowała również Pełnomocniczka do Spraw Równego Traktowania, która skierowała sprawę do prokuratury.

W poniedziałek organizacje broniące życia, skupione wokół inicjatywy ProLife, złożyły do prokuratury dopełnienie oryginalnego pozwu, który w związku z Prawem o Normach Zdrowotnych zezwalających na podjęcie samodzielnej decyzji o planowaniu rodziny[1], wniosły już w 1991 roku. Organizacje twierdzą, że jest to dopiero pierwszy krok w ich walce, teraz rozpoczynają lobbing legislacyjny wobec parlamentarzystów.

UPDATE: Inicjatywa ProLife fakt przerabiania plakatów zgłosiła do prokuratury. Jak pisze tportal: Jest tu mowa o niszczeniu mienia prywatnego, tj. cudzych rzeczy, co podpada pod regulację prawa karnego i za co jest przewidziana kara pozbawienia wolności od jednego do pięciu lat. Członkowie organizacji twierdzą, że niektóre media kibicują takim zachowaniom, czym prowokują do wandalizmu. Podkreślają, że rozważają także wniesienie oskarżenia wobec mediów, które podżegają do wandalizmu i łamania prawa karnego.

 


 

[1] W Chorwacji aborcja jest dopuszczalna do 10 tygodnia ciąży.

 

Tłumaczenie: Kinga Letkiewicz
Korekta: Klaudia Głowacz

Wonder Woman usunięta z kampanii Organizacji Narodów Zjednoczonych dotyczącej równości płci

Źródło tekstu i zdjęcia: NY Times – Women in The World

wonder women

Organizacja Narodów Zjednoczonych niespodziewanie usunęła Wonder Woman z listy, na której była oznaczona jako honorowa ambasadorka kampanii na rzecz równouprawnienia kobiet i dziewcząt – donosi The Guardian.

Postać z komiksu została włączona do kampanii niespełna dwa miesiące temu, ale przeciwko tej decyzji (podjętej w dodatku wtedy, gdy ONZ oceniono krytycznie za pominięcie kilku żeńskich kandydatów na stanowisko nowego sekretarza generalnego) protestowało kilkudziesięciu pracowników ONZ.

Ponad 45 000 osób podpisało petycję kwestionując ten wybór, twierdząc, że Wonder Woman jest nieodpowiednim wzorem dla kobiet i dziewcząt. „Chociaż intencją twórców kampanii było włączenie do niej Wonder Woman jako reprezentantki silnej i niezależnej kobiety wojowniczki – kobiety z feministycznym przesłaniem, to rzeczywistość jest taka, że zaprezentowane wcielenie tej postaci oznacza dużą, piersiastą, białą kobietę o niemożliwych proporcjach, skąpo odzianą w połyskujący, odsłaniający uda kostium” – czytamy w petycji.

ONZ nie wypowiada się szerzej o powodach zakończenia kampanii Wonder Woman, ale rzecznik Jeff Brez powiedział, że inicjatywy obejmujące postacie fikcyjne zazwyczaj nie trwają dłużej niż kilka miesięcy.

Rzeczniczka DC Entertainment, która publikuje komiksy Wonder Woman, powiedziała, że Wonder Woman „była motywacją dla wielu i nadal będzie, jeszcze długo po zakończeniu funkcji honorowego ambasadora ONZ.

 

Tłumaczenie i opracowanie: Izabela Pazoła
Korekta: Klaudia Głowacz

Badacze „odnaleźli” wiele z 30 milionów brakujących Chinek

Autor tekstu: Simon Denyer
Źródło tekstu i zdjęcia: 
The Washington Post

 

obraz 1

Naukowcy często mówią o 30-60 milionach „brakujących dziewczynek” w Chinach, ponoć zabitych jeszcze w fazie prenatalnej albo chwilę po urodzeniu, w wyniku obowiązującej przez dekady polityki „jedna rodzina-jedno dziecko” oraz preferowania synów nad córkami.

Obecnie badacze w Stanach Zjednoczonych i Chinach twierdzą, że prawdopodobnie odnaleźli wiele – jeśli nie większość – „brakujących” Chinek. Co więcej, kwestionują fakt, jakoby te dziewczynki miały zostać zabite. John Kennedy z University of Kansas oraz Shi Yaojiang z Shaanxi Normal University opublikowali badanie, z którego wynika, że prawdopodobnie narodziny wielu dziewczynek nie zostały po prostu zarejestrowane.

„Ludzie myślą, że w Chinach brakuje 30 milionów dziewczynek. Tyle wynosi populacja Kalifornii i ludzie obawiają się, że te dziewczynki zniknęły bezpowrotnie” – napisał Kennedy, doktor habilitowany politologii, na stronie internetowej uniwersytetu. – „Większość szuka demograficznego wyjaśnienia zaistniałej sytuacji mówiąc, że brak dziewczynek w spisie wynika z dzieciobójstw lub masowych aborcji. My jednak znaleźliśmy polityczne wyjaśnienie tego zjawiska.”

Naukowcy również dowodzą, że lokalne władze były współodpowiedzialne za ukrywanie tych danych, aby zachować poparcie mieszkańców wiosek i utrzymać stabilność społeczną.

„Nie mamy do czynienia ze zmową urzędników”- twierdzi Kennedy. „Właściwie występuje to tylko na poziomie lokalnym. W pewnym sensie ludzie wdrażający tę politykę, działają na korzyść rządu. Z jednej strony są urzędnikami, z drugiej jednak mieszkańcami wiosek, w których ją wprowadzają.”

Chiny wreszcie porzuciły politykę jednego dziecka, obowiązującą przez ponad trzy dekady, pozwalając wszystkim na posiadanie dwójki dzieci. Nie mniej jednak obecna jest powszechna obawa przed opóźnionymi efektami zaburzonych proporcji płci w społeczeństwie, w którym młodzi mężczyźni znacznie przewyższają liczebnie kobiety. Możliwe, że omawiane badanie do pewnego stopnia rozwieje tę obawę.

„Jeżeli rzeczywiście brakuje trzydziestu milionów kobiet, wówczas będzie więcej mężczyzn niż kobiet w wieku małżeńskim, gdy zaczną się poszukiwania partnera.”- uważa Kennedy. „Nie ma nic bardziej niestabilnego społecznie niż masa testosteronu nieznajdująca ujścia.”

Naukowcy trafili na ten trop w 1996, gdy prowadzili wywiad z mieszkańcem wioski znajdującej się w północnej prowincji Chin, Shaanxi. Mężczyzna miał syna i dwie córki. Młodszą z nich określał mianem „nieistniejącej”.

Od połowy lat osiemdziesiątych mieszkańcy wiosek mogli legalnie mieć drugie dziecko, jeśli pierwszym dzieckiem była dziewczynka.

Po wielu wywiadach, które potwierdzały stosowanie tej praktyki, badacze porównali liczbę dzieci urodzonych w 1990 roku z liczbą dwudziestolatków w 2010. Odkryli cztery miliony „dodatkowych” ludzi, wśród których więcej było kobiet niż mężczyzn (o około milion).

„Jeśli prześledzimy dane z dwudziestu pięciu lat, to może się okazać, że znajdziemy ok. dwudziestu pięciu milionów kobiet, które nie zostały ujęte w statystykach w chwili urodzenia.”- wnioskuje Kennedy.

Spis ludności Chin z 2010 roku wykazał, że na każdych urodzonych 118 chłopców przypadało 100 dziewczynek. Globalnie na każdych urodzonych 105 chłopców przypada średnio 100 dziewczynek.

Zdaniem Kennedy’ego wyniki badań również kwestionują tezę, jakoby chińscy mieszkańcy wiosek byli skłonni do masowego uśmiercania córek. Ale nawet jeśli wydźwięk raportu z ich pracy wydaje się korzystny dla Chin, do niedawna ten temat był zbyt delikatny politycznie, by go publikować, zwłaszcza dla chińskiego współautora.

Wyniki badań zostały opublikowane w tym miesiącu w czasopiśmie China Quarterly.

Tłumaczenie: Wojciech Karaś
Korekta: Klaudia Głowacz

Madonna wygłasza bezwzględnie szczerą przemowę na rozdaniu nagród podczas imprezy Billboard

Źródło tekstu i zdjęcia: NY Times – Women in The World

Madonna wygłasza bezwzględnie szczerą przemowę na rozdaniu nagród podczas imprezy Billboard

 

LONDON, ENGLAND - DECEMBER 01: Madonna performs at the O2 as part of her 'Rebel Heart' world tour at The O2 Arena on December 1, 2015 in London, England. (Photo by Gareth Cattermole/Getty Images)

 Gdy Madonna weszła na scenę, by przyjąć nagrodę Kobiety Roku na imprezie Billboard „Kobiety w Muzyce”, rozpoczęła swoją przemowę od słów: „Stoję przed wami, jako popychadło. Och, mam na myśli, jako artystka estradowa.”

Przeszła do wygłaszania miażdżącej i wnikliwej analizy mizoginii i ageizmu, których doświadczyła w ciągu swoich 34 lat pracy w branży.

„Moją prawdziwą muzą był David Bowie” – powiedziała podczas rozważania na temat początków swojej kariery. „On ucieleśniał męskiego i żeńskiego ducha, i to mi po prostu odpowiadało. Spowodował, że zaczęłam myśleć, że nie ma żadnych zasad. Ale myliłam się. Nie ma żadnych zasad jeśli jesteś chłopcem. Zasady istnieją jeśli jesteś dziewczyną.”

„Jeżeli jesteś dziewczyną, musisz grać w grę. Wolno ci być ładną, i słodką, i sexy. Ale nie postępuj zbyt mądrze. Nie miej własnego zdania, to wykracza poza ramy statusu quo. Wolno Ci być uprzedmiatawianą przez mężczyzn i ubierać się jak dziwka, ale nie wolno Ci być właścicielką swojego dziwkarstwa. I nie, powtarzam, nie dziel się swoimi fantazjami seksualnymi ze światem. Bądź taką, jaką mężczyźni chcą żebyś była; ale co ważniejsze, przebywając wśród mężczyzn bądź taką, z jaką kobiety czują się komfortowo. I wreszcie, nie starzej się. Bo starzeć się to grzech. Będziesz krytykowana i szkalowana, i już na pewno nie będziesz grana w radiu.”

Chociaż sztuka Madonny bywała nierozumiana i wyśmiewana na przestrzeni lat, na rozdaniu nagród ona sama powiedziała, że nie uczyniła nic bardziej kontrowersyjnego niż to, że wciąż „się trzyma”.

„Nie ma Michaela (Jacksona)” – kontynuowała – „Nie ma Tupaca, nie ma Prince’a. Nie ma Whitney. Nie ma Amy Winehouse. Nie ma Davida Bowie’go. Ale ja wciąż stoję. Jestem jedną z tych szczęśliwców i każdego dnia dziękuję Bogu.”

Obejrzyj części przemowy Madonny tutaj:

Tłumaczenie: Zofia Kasprzyk
Korekta: Klaudia Głowacz

Margaret Hamilton – twórczyni oprogramowania Apollo została odznaczona Prezydenckim Medalem Wolności

Margaret Hamilton – twórczyni oprogramowania Apollo została odznaczona Prezydenckim Medalem Wolności

Źródło tekstu i zdjęć: Viral Women

obraz 2
Margaret Hamilton i Barack Obama podczas uroczystości wręczania Prezydenckich Medali Wolności

80-letnia kobieta, która napisała oprogramowanie dla misji kosmicznych Apollo otrzymała najwyższe odznaczenie cywilne Stanów Zjednoczonych – Prezydencki Medal Wolności.

Margaret Hamilton była jedną z 21 osób odznaczonych medalem przez prezydenta Baracka Obamę. Minęło prawie 50 lat od jej pracy przy misji Apollo 11. Pionierski program pani Hamilton pomógł wylądować Apollo oraz jego załodze na Księżycu w 1969 roku.

Prezydent Obama powiedział, że pani Hamilton „symbolizuje generacje niedocenionych kobiet, które pomogły wysłać ludzkość w kosmos”.

Astronauci Neil Armstrong i Buzz Aldrin może zdobyli wiele tytułów po udanym lądowaniu Apollo 11, ale to Margaret Hamilton była wśród tych, którzy pracowali za kulisami, w czasach gdy informatyka była tak nowa, że​ kod został napisany ręcznie.

Pani Hamilton prowadziła zespół w Massachusetts Institute of Technology, który stworzył oprogramowanie lotu dla misji księżycowych NASA.
„Jeśli komputer nie rozpoznałby problemu i nie rozpoczął procesu odzyskiwania, wątpię, czy Apollo 11 z sukcesem wylądowałby na księżycu”, napisała w 1971 roku pani Hamilton.

Margaret była 24-letnią absolwentką matematyki, kiedy dostała pracę w MIT. Planowała, że będzie to jej tymczasowe zajęcie, pozwalające na wspieranie męża, który studiował prawo na Uniwersytecie Harvarda. Potem miała wrócić do własnych badań. Jednak gdy MIT został zaproszony do pracy nad programem kosmicznym Apollo, pani Hamilton dołączyła do zespołu i podjęła ekscytujące wyzwanie.

obraz 1
Margaret Hamilton, główna programistka Projektu Apollo, stoi obok ręcznie napisanego kodu, który pomógł wysłać ludzkość na Księżyc [1969]

 

Tłumaczenie: Izabela Gałecka
Korekta: Klaudia Głowacz