Estera Prugar: Jestem feministką i jestem z tego dumna

uwielbiam feminizmKiedy tydzień temu zgłosiłam się jako wolontariuszka do Fundacji Feminoteka, moim pierwszym zadaniem było przetłumaczenie zagranicznego artykułu. Po kilku dniach zaczęłam szukać odpowiedniego teksu i bardzo mi zależało na tym, aby znaleźć coś, nie tyle o samym feminizmie, co przede wszystkim o tym, czym on jest dla osób w moim wieku – dwudziesto-kilku letnich. To, co przy okazji szukania wyskoczyło w przeglądarce, przywołało u mnie niesympatyczne uczucie. I zaczęłam pisać…

Tekst: Estera Prugar

Kolejny raz odczułam coś na podobieństwo wewnętrznego buntu przeciwko temu, co widzę. Właśnie przez to przestałam ostatnio odwiedzać wiele stron internetowych.

Nie wynika to jedynie z samej treści newsów czy postów, które często po prostu mnie obrzydzają, bo epatują wszystkim tym, co mieści w sobie coraz bardziej powszechne zjawisko „hejtu”. Drugą przyczyną jest narastająca we mnie bezsilność.

Po tegorocznym festiwalu Eurowizji, miałam kilka okazji, żeby porozmawiać ze swoimi znajomymi na temat tego, co dzieje się „w sieci”. Okazało się, że  choć w gronie najbliższych mi osób poglądy i wnioski mamy podobne, to wszystko się zgadza tylko do pewnego momentu. Problemy zaczynają się np. wtedy, kiedy moja przyjaciółka broni „kobiety z brodą”, ale już chwile później martwi się tym, jak istnienie „kogoś takiego” wytłumaczy swojej 6-cioletniej chrześnicy. Tolerancja tak, ale po co od razu parady? Walka o prawa kobiet tak, ale czemu od razu tak „agresywnie”…

Jedną z najdziwniejszych dla mnie reakcji, jest reakcja na hasło „feminizm”. Tak często powtarzane pytanie: „Naprawdę jesteś feministką?”. Trochę z zainteresowaniem, ale głównie z zaskoczeniem, czasami też z rozbawieniem. Choć historii ruchu feministycznego tak naprawdę dopiero się uczę i jeszcze wiele książek czeka w kolejce, to w tych sytuacjach nie potrafiłabym odpowiedzieć inaczej, niż „Tak”.

Jestem młoda, mam przyjaciół, znajomych, całkiem fajnie zapowiadające się życie zawodowe i prywatne, raczej też nie najgorzej wyglądam. Po co w takim razie, miałabym się afiszować ze źle kojarzoną metką „feministka”?  Wiele moich koleżanek nie może zrozumieć czemu chcę się dać zaszufladkować.

One same najczęściej nie zaryzykowałyby nazwania swoich poglądów feministycznymi, nawet jeśli takie są.  Głównie dlatego, że boją się wyśmiania – feministki są przecież brzydkie, grube i sfrustrowane, bo oczywiście niezaspokojone seksualnie. I nawet jeśli nic z tego nie jest prawdą, to przecież żadna dziewczyna nie chciałaby być identyfikowana choćby z jedną z tych rzeczy. Nie mogę zrozumieć dlaczego media wykreowały i podtrzymują ten stereotyp, ale moje doświadczenia w tej materii są zupełnie inne…

Dla mnie feministka, to kobieta odważna, silna, mądra i inteligentna. Zdecydowana, żeby walczyć o siebie i przepełnioną empatią, która powoduje, że walczy również o innych.

Nierzadko wszystko to łączy się z niezwykłym talentem czy pasją, ale również urodą, klasą i stylem. To kobieta czy dziewczyna, która nie boi się mówić czego chce i do tego dążyć – nie boi się spełniać. Jest niezależna i odpowiedzialna za swoje  życie, co niweluje ewentualne frustracje czy kompleksy, tak częste w naszym społeczeństwie.

I chociaż nie zawsze wszystko jest tak ładne, jak w opisach, to wyżej wymienione cechy, są cechami feministki, która mnie urodziła i wychowała. Wszystko to znajduję również w znajomych mojej Mamy, a także w innych w kobietach, od których feminizmu się uczę.

I mimo, że na pewno dla wielu nic to nie zmieni, chciałabym w tym miejscu podziękować tym kobietom za to, że nie wstydzę się swoich poglądów i wierzę w to, że z czasem to wszystko, co teraz budzi we mnie bunt czy bezsilność, stanie się marginesem, który umrze śmiercią naturalną. A odpowiedź na pytanie czy jesteś feministką będzie oczywista:

„Tak i jestem z tego dumna”.

Estera Prugar


4 komentarze

  1. A może chodzi o to że najgłośniejszymi i w związku z tym najbardziej reprezoentowanymi feministkami są osoby głoszące poglądy skrajne. Marksistki, lesbijki polityczne, supremacjonistki czy te specjalistki od women studies które brak wiedzy i warsztatu naukowego rekompensują głoszeniem coraz bardziej wydumanych tez.

    Zresztą wcale nie wiem czy większość kobiet chce się identyfikować nawet z Magdaleną Środą gdy ona wzywa do parytetów dla kobiet czy homoseksualistów w parlamencie i ma równie “demokratyczne” czy “równościowe” pomysły.

  2. Nie rozumiem zarzutów w w.w. komentarzu.
    Wydaje mi się, że każdy ruch intelektualny, ma różne odłamy, od umiarkowanych po skrajne. A tylko od feminizmy wymaga się żeby 20 milionów osób z jajnikami, mówiło jednym głosem. A jak nie mówi, to znaczy, że to ten ruch jest nie poważny.
    Wypowiedzi skrajne zapadają w pamięć. A łagodne mniej.
    I tu zacytuję p. Suchowierską, z pamięci “ja to bym chciała, żeby wszyscy byli szczęśliwi, żeby nie było nierówności, upokorzeń i przemocy, ale to chyba już skrajny feminizm” 🙂

  3. Czym innym są różne poglądy w ruchu intelektualnym, a czym innym skrajne różnice i poglądy całkiem przeciwne. Jeżeli nazywam się feministką i mam być identyfikowana z inną kobietą która też się tak nazywa ale podstawą jej poglądów są rzeczy z którymi całkowicie się nie zgadzam (albo pieprzy od rzeczy żeby to ująć właściwie) to co dlaczego mamy być łączone w ramach jakiegoś niby większego ruchu? Bo co? Jajniki? Więcej mnie łączy z ludźmi, niezależnie od płci, z podobnymi poglądami niż z kimś kto głosi że orientacja seksualna to wybór, że sypianie z facetem to wybór polityczny i opresja, że trzeba wprowadzić cudowny matriarchat albo że aborcja na życzenie powinna być legalna przez cały okres ciąży,łącznie z 5 minutami przed porodem. Itp,itd zresztą.
    A później jest – jesteś feministką więc MUSISZ walczyć o to czy tamto inaczej jesteś zdrajczynią, kretynką i sługą patriarchatu, bo uważasz że niektóre “siostry” się z księżyca urwały.

  4. Przepraszam ale kto w Polsce w 2014 roku głosi że “sypianie z facetem to wybór polityczny i opresja, że trzeba wprowadzić cudowny matriarchat albo że aborcja na życzenie powinna być legalna przez cały okres ciąży,łącznie z 5 minutami przed porodem. Itp,itd zresztą”
    Bo ja się nie spotkałam, z takimi pomysłami, a trochę czytam.

    Owszem jest problem, problem językowy, co wynika z w.w. komentarza.
    Myli się w Polsce pojęcia, szowinizm z mizoginizmem, feminizm z mizoandrią.
    Myli się pojęcie “prawa do aborcji” z “obowiązkiem aborcji”.

    “A później jest – jesteś feministką więc MUSISZ walczyć o to czy tamto inaczej jesteś zdrajczynią, kretynką i sługą patriarchatu, bo uważasz że niektóre „siostry” się z księżyca urwały.”

    A to jakaś wypowiedź dla mnie niezrozumiałą, bo nigdy nie byłam w żadnej partii, harcerstwie, oazie. A podejrzewam, że każda organizacja, w zależności od lidera/liderki, może stworzyć klimat “kto nie z nami, ten przeciwko nam”

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *