TELEFON DLA KOBIET DOŚWIADCZAJĄCYCH PRZEMOCY

Телефон для жінок, які зазнають насильства

CZYNNY PONIEDZIAŁEK-PIĄTEK
OD 11.00 DO 19.00

Активний з понеділка по п’ятницю з 14:00 до 17:00

Napisałam na Facebooku imię mojego gwałciciela.

e6264604-3517-467c-a1a9-047f20528d0a.jpg_resized_

Tekst Britni de la Cretaz ukazał się na stronie www.ravishly.com

Britni de la Cretaz jest mamą feministką, niepijącą alkoholiczką i organizatorką społeczności lokalnej w Bostonie, MA. Jest założycielką Safe Hub Collective. Można znaleźć ją na Twitterze – @britnidlc.

 

Usiadłam dziś przy komputerze z kawą i delektowałam się chwilą ciszy, rozkoszując się czasem dla siebie, podczas gdy mój mąż i maluch cieszyli się dniem poza domem. Chciałam skończyć tekst, nad którym pracowałam.
To nie jest tekst, nad którym mogę pracować, gdy jestem rozproszona  lub otacza mnie dużo ludzi. Nie mogę też nad nim pracować, gdy mam zły dzień lub jest mi bardzo smutno. Tekst wymaga trzeźwego umysłu i zabezpieczenia, bo pisanie o gwałcie nie jest łatwym zadaniem, szczególnie, że to mój własny gwałt.
Nie pierwszy raz piszę o gwałcie i jestem pewna, że nie ostatni, ale dziś było jakoś inaczej.
Po raz pierwszy po prostu napisałam jego imię. Przestał być „facetem, który mnie zgwałcił” – bo, szczerze mówiąc, to może być każdy. Tym razem nie było wątpliwości o kogo mi chodzi.

Nazywa się Bill.

Bill zgwałcił mnie 13 lat temu, w pokoju w akademiku.

Patrząc na to co napisałam, czułam wiele różnych rzeczy – czułam się przytłoczona, trochę niedobrze, ale ponad wszystko czułam się pewnie. Poczułam się silna. Poczułam się mocna. Napisałam na Facebook’u:

Pracuję nad tekstem o tym jak zostałam zgwałcona na pierwszym roku studiów. Pierwszy raz nazwałam mojego gwałciciela. Nawet jeśli to tylko jego imię, nadal jest w nim dużo siły.
Nazywa się Bill.

Opublikowałam. Spodziewałem się, że w komentarzach ludzie wyrażą swoje wsparcie i miłość. Nie spodziewałam się tego, co nastąpiło. Rozpoczęła moja znajoma: Jestem z Tobą w tej chwili: Julius. Miałam 20 lat.

Ostatni rok studiów, nazywał się James.

Shawn. Miałam/em 16 lat i umawiałam/em się z nim jeszcze trzy lata.

Joey, dwa tygodnie temu.

Tom. Nigdy wcześniej nikomu nie mówiłam/em.

Susan. Moja pierwsza dziewczyna, miałam/em 18 lat.

Jeden po drugim, moi przyjaciele wpisywali imiona swoich gwałcicieli. Niektórzy nie otworzyli się wcześniej przed nikim. Wpisywali imiona swoich przyjaciół, byłych partnerów, rodziców i opiekunek. Niektórzy wysyłali do mnie prywatne wiadomości, bo nie chcieli pisać tego publicznie pod postem. Inni zostawiali komentarze wsparcia lub pisali, że nie są gotowi, aby napisać imię ich gwałciciela.

W sumie prawie 40 moich znajomych napisało imię. Zamknęłam komputer i szlochałam. Płakałam z żalu, z ulgi, z miłości, z wspólnoty, z gniewu. Płakałam zdając sobie sprawę, że nie jestem sama – Oczywiście, że nie! Płakałam z powodu tych wszystkich pięknych ludzi, którzy przeszli przez to, co ja i którzy noszą ból, który ja też noszę.

Ale przede wszystkim, czułam się połączona z ludźmi jak nigdy wcześniej. Mój status na Facebook’u stał się miejscem, gdzie można podzielić się swoją prawdą bezpiecznie, bez wyroku. Social media często są uważane za powierzchowne i puste. Ale to właśnie media społecznościowe zbliżają ludzi jak nic innego. W tym maleńkim zakątku Internetu, połączyliśmy się, wracaliśmy do zdrowia i byliśmy silni.

Nazywa się Bill. Nazywa się Tim. Nazywa się Mark.

 

Źródło: Ravishly

Tłumaczenie: Julia Maciocha

Udostępnij

Ostatnie wpisy