Niedokończona rewolucja, czyli “Supermenki”. Recenzuje Iza Desperak

supermenki

Supermenki. O seksie, władzy i pogoni za perfekcją.

Autorka: Debora L. Spar

Poradnia K, 2014

recenzuje: Iza Desperak

Na okładce, „Supermenek” znajduje się sylwetka kobiety w szpilkach, w pozycji biegacza, z laptopem pod pachą i dzieckiem z nosidełku na plecach. Obraz ten kojarzy się, nie bez powodu, z symboliką europejskich reklam społecznych, zachęcających kobiety do szukania równowagi między życiem rodzinnym a zawodowym, pełnych młodych dynamicznych mam z laptopem na jednym kolanie, i z niemowlęciem na drugim. Bohaterka okładki też jest dynamiczna, wyciąga dłoń zaciśnięta w pięść, co oczywiście nawiązuje do symboliki ruchu feministycznego.

I taka sama jest też książka Debory L. Spar, rektorki jednej z kobiecych uczelni, wcześniej profesorki w Harvardzkiej Szkole Biznesu. Choć pisze o doświadczeniu amerykańskich kobiet, łączących kariery zawodowe z życiem rodzinnym, pisze o problemach i wyzwaniach, których doświadczają też mieszkanki Europy. Choć pisze z pozycji nie-feministki, przekonanej, że ruch feministyczny drugiej fali otworzył wszystkie drzwi przed kobietami następnego pokolenia, czyta się ją w Polsce, kraju nietkniętym drugą falą feminizmu, jakby to było o nas. Choć dopiero po drugiej fali feminizmu Amerykanki odkryły, że kobieta może być lekarzem, a my odkryłyśmy to nieco wcześniej, to dziś my i one jesteśmy w tym samym miejscu. W którym kobiety mają prawie wszystko (Polki różnią się od Amerykanek brakiem prawa do aborcji, Amerykanki nie mają urlopów macierzyńskich i rodzicielskich) ale rewolucja, którą zapowiadał feminizm, zatrzymała się wpół drogi do ich domu. I ich sypialni.

Książka jest miedzy innymi o seksie. O tym, że wolność seksualna, która miała nas zrównać z mężczyznami, nie do końca jest tym, czego pragnęłyśmy. Po feministycznej rewolucji przeszłyśmy na seks bez zobowiązań, ale czy czerpiemy z niego tyle, co mężczyźni? Czy kultura szybkiego podrywu nas zrównuje – pyta Spar ironicznie, i zwraca uwagę na to, że wyzwolone seksualnie młode kobiety zamieniają się w pewnym wieku w przyszłe matki, które mają łączyć karierę z macierzyństwem oraz atrakcyjnością seksualną, nawet gdy dzieci dorosną. I mimo owej wywalczonej wolności seksualnej potykają się nierówny rozkład domowych zadań oraz seksistowskie hierarchie w pracy.

Spar od tych hierarchii, obejmujących wspólne męskie wypady do klubu ze striptizem uciekła – miała dokąd. Jak to Amerykanka, książkę zaczyna od podzielenia się głęboko osobistymi doświadczeniami: pewnej reklamy, która wywarła wpływ na jej życie, pewnego dnia na lotnisku, gdy odciągała pokarm by wylać go do umywalki, i pewnego dnia, gdy pojechała po przyszłą córkę do sierocińca. Inaczej jednak, niż w amerykańskim pisarstwie poradnikowym, sprzedającym najlepsze recepty na udane życie, autorka ich nie ma. Wykładowczyni i naukowczyni nie poucza, nie ma hurraoptymistycznych dobrych rad „jak zostać szczęśliwą tak jak mnie się udało”. Dzieli się swymi przeżyciami, by zaprosić do wspólnej refleksji, ma wiele pytań, ale nie podaje błyskawicznych recept.

Spar czuje się córką czy wręcz wnuczką feminizmu, sama nie odwołuje się jednak wprost do dyskursu feministycznego. Wymienia nazwiska najważniejszych autorek, więc pewnie zna temat, o którym pisze także na poziomie akademickim, rezygnuje jednak z akademickości na rzecz rozmowy z czytelniczką, do której zaprasza dzieląc się osobistymi doświadczeniami. Jest to bardzo wciągająca rozmowa, która angażuje własne doświadczenia czytelniczki, i prowokuje ją do formułowania własnych diagnoz i recept. Mocno koresponduje z tym, o czym teraz rozmawiamy w Polsce, choćby z fermentem zasianym przez Agnieszką Graff jej książką o macierzyństwie, i wcale nie koresponduje z tym, jak rozmawiamy o seksie w kontekście równości, bo o tym akurat nie rozmawiamy. Jeszcze.

 


Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *