Niezastąpiona… Niezastępowalna. Bogna Olszewska (06.03.1988 – 11.06.2014)

Bogna w wiecznym niedoczasie, Bogna pędząca zimą na rowerze, Bogna kipiąca energią, zabiegana, (po)dzielna do granic możliwości, bo przecież tyle jest do zrobienia, tyle osób i tyle miejsc. Bogna martwiąca się o wszystko i  o wszystkich; empatyczna, mądra, uważna.

Bogna dzwoniąca do mnie w środku nocy. „Śpisz?”. Tyle szczegółów do ustalenia. Bogna pisząca manifestę o 4 nad ranem, bo wszystkie jakoś o niej zapomniałyśmy, a Manifa przecież za kilka godzin i coś przez ten mikrofon w końcu trzeba powiedzieć. Niekończące się telekonferencje na trzy miesiące przed. „Damy radę!” –  mówiłyśmy. Czasami jednocześnie. „Przecież damy radę!”

Happeningi, FlashMoby, protesty… Podłoga w jej mieszkaniu, po której walają się pocięte swetry z lumpeksów i jej głośny śmiech, kiedy klnę jak szewc, że feministki z szyciem na bakier, a tu kominiarki na akcję trzeba spreparować. I że powinnyśmy się zaciągnąć do Kobiet dla Narodu, bo one flagi szyją, więc im organizację zdemontujemy od środka. Wspólne tłuczenie znaczków na kampanię „Tak dla Kobiet”, umawianie się na zbieranie podpisów, nielegalne wieszanie banerów, nocne plakatowanie miasta. Przecinamy pępowinę.

 

Bogna i Szymczyk 1

Bogna w koloratce. Bogna marudząca w słuchawkę przed kolejnym benefitem na Manifę: „Nieeeeeeeeeeeeee, masz się przebrać! Nie będę sama paradowała w cylindrze i fraku!”. Bogna malująca styropiany.  Bogna w pomarańczowej kominiarce krzycząca przez megafon: „Maryjo, Dziewico, zostań feministką!”. Bogna pisząca na liście PK8M: „Jesteśmy zajebiste!” i za chwilę tłumacząca się, że w sumie trochę autoafirmacji nam nie zaszkodzi.

Bogna wpadająca jak burza do mojego nowego mieszkania z irracjonalną, foliową torebką pełną ciastek na wagę, dyndającą w ręce niczym wspomnienie z wczesnego dzieciństwa. Bogna, na którą zawsze, ale to ZAWSZE mogłam liczyć.

Bogna rozmawiająca przez telefon z siostrą, Zuzią. Bogna mrużąca oczy w słońcu i grzebiąca łyżeczką w mojej szarlotce. Plac Trzech Krzyży, Szpulka. Przecież obie mamy blisko. Kawa, książki, rozmowy o Nepalu, rozmowy o Iranie. Rozmowy o marzeniach, decyzjach, planach… Rozmowy o głupotach, o tym, że marzną nam ręce, o naszym bałaganiarstwie; ona gubi rzeczy lub o nich zapomina, ja porzucam je tam, gdzie stanę. Mamy gdzieś jeszcze zdążyć, coś jeszcze załatwić, spóźnione ponad godzinę, stoimy po dwóch różnych stronach ulicy przez kolejne pięć minut, próbując skończyć rozmowę. Gdy jest już przy poczcie, wołam jeszcze: „Bogna!” Odwraca się i śmieje głośno: „Damy radę!” – krzyczy i obie wybuchamy śmiechem.

Tydzień temu stałam przy jej łóżku w szpitalu i bezgłośnie szeptałam po stokroć: „Bogna, damy radę”. Cholerna mantra, zaklęcie, które miało zadziałać, bo przecież zawsze działało. Cisza… Niektóre zaklęcia mają moc jedynie wtedy, gdy wypowiada się je wspólnie, z osobą taką, jaką była Bogna.

Bogna, świat bez Ciebie jest paskudnie nijaki. Dziękuję, że byłaś.

Ola Szymczyk

 

 

Feminizm to teoria, a lesbianizm to praktyka – to było hasło przewodnie ostatnich naszych wspólnych dni z Bogną. Razem się genderowałyśmy, jak określała nasze studiowanie na Gender Studies w PANie.

Dzięki działalności feministycznej miałam przyjemność poznać Bognę – wszystko zaczęło się przy inicjatywie TAK dla Kobiet. Pamiętam Bognę podczas Kolorowej Niepodległej (świętowanie obchodów 11 listopada w Warszawie). Moje pierwsze wrażenie o Bognie: śliczna dziewczyna w długich włosach, która z wielką charyzmą i z niesamowicie pozytywną energią zbierająca podpisy pod Inicjatywą. Wtedy pierwszy raz rozmawiałyśmy. Zapamiętałam Bogny entuzjazm i niespożyte pokłady energii w zbieraniu podpisów. Byłam pod wrażeniem jej postawy.

 

Bogna i Magrytka_slutwalk2013_1

I tak mi właściwie zostało do końca. Byłam oczarowana umiejętnościami Bogny: czy to świetnymi przemowami podczas protestów w sprawie Pussy Riot, czy też niesamowitą elokwencją, gdy zabierała głos na zajęciach na GS.

Miała w sobie też nieskończone pokłady siły, czy to szalejąc do późnych godzin nocnych na imprezach, czy wykonując po raz ęty powitanie słońca na jodze, gdy  wiele osób zdychało już ze zmęczenia. Ale nie ona. Wulkan energii. Czasami jednak potrzebowała się zregenerować i mówiła: ,,Magrytka, obudź mnie za 10 minut.” I zapadała w krótką i regenerującą drzemkę.

Pamiętam, jak  jakoś pod koniec kwietnia Bogna z zaaferowaniem opowiadała mi, że przeszła na nową dietę. Oburzyło mnie to, ponieważ tyle razy wałkowałyśmy kwestie cielesności, jedzenia i bycia zdrową. Nie mogłam zrozumieć, co to ma być za dieta. I wtedy Bogna z tym swoim uroczym uśmiechem oznajmiła, że jej dieta, to jedzenie ciast. I to bez ograniczeń. Bardzo mnie to rozśmieszyło.

W którąś niedzielę na zjeździe Gender Studies trzymałam jak zawsze miejsce dla Bogny wiedząc, że zaraz Bogna napisze mi smsa, że zaspała, ale już leci na zajęcia. I faktycznie dostałam od niej smsa. Napisała, że jest w… Pekinie. I to na targach polskiej mody. Moje zdziwienie nie miało granic, nie mogłam zrozumieć, jak w przeciągu nocy zdołała polecieć do Chin… Potem się oczywiście okazało, że owy Pekin, to PKiN, czyli Pałac Kultury i Nauki…

Bogna była mi bardzo bliska. Zawsze czułam niedosyt rozmów z nią. Wiedziałam, że zawsze mogę na nią liczyć i zawsze mogłam liczyć na jej zrozumienie. Bogna, dziękuję.

Aleksandra Magryta

 

Bogna manifa2014

Bogna była jedną z niewielu osób, którą zło, okrucieństwo i ludzka małostkowość naprawdę dziwiły. Nie tylko szokowały, jak większość z nas ale naprawdę dziwiły, po prostu dlatego, że naprawdę oczekiwała po innych czegoś lepszego, szlachetniejszego, prawdziwszego. Tego zadziwienia będzie bardzo brakować.

Elżbieta Korolczuk

 

 

Bognę poznałem, gdy przebywała akurat w Barcelonie. To znaczy, nie poznałem jej, ale wciąż o niej słyszałem. A że słyszałem same dobre rzeczy, to uznałem, że to musi być jakiś niesamowity człowiek, ta Bogna. I któregoś dnia, gdy pojawiła się na spotkaniu Porozumienia Kobiet 8 Marca, w którym dopiero stawiałem swoje pierwsze kroki, wreszcie mogłem ją poznać osobiście.

Poznałem niesłychanie inteligentną, oczytaną, elokwentną osobę, wielbicielkę i znawczynię sztuki. Poznałem prawdziwą rewolucjonistkę, stojącą twardo na gruncie swoich wolnościowych przekonań. Osobę stającą po stronie słabszych, dyskryminowanych, tych, którym odmawia się prawa do godnego życia. Osobę z pełnym zaangażowaniem walczącą o prawa kobiet, prawa, które w naszym kraju wciąż nie są oczywistością, a wręcz bywają uznawane za fanaberię i są stale ograniczane. Osobę nie wahającą się wziąć udziału w działaniach ryzykownych, wymagających odwagi i determinacji. Poznałem osobę pełną ciepła, przyjacielskości i wrażliwości. Nigdy nie zapomnę jej uśmiechu.

 

L1020814

Bogna w swoim niesprawiedliwie krótkim życiu zrobiła tak wiele. Była dla mnie potwierdzeniem tego, że warto i należy angażować się w działania społeczne, że nie wolno czekać, aż samo się zrobi albo problem sam się rozwiąże. Że bycie aktywistą oznacza wzięcie odpowiedzialności za dobro ogółu, za konkretne, z premedytacją wykluczane grupy społeczne, za przyszłość społeczeństwa, które jest tak niedoskonałe i wymaga pomocy. Jej serce biło po lewej – właściwej – stronie i dzięki niej miałem i mam pewność, że lewicowość, że feminizm, to droga właściwie obrana, choć wymagająca i – za Robertem Frostem powtarzając – mniej uczęszczana.

Myślę o Bognie bez przerwy od tego feralnego dnia, w którym dowiedziałem się, że trafiła do szpitala, a lekarze nie dają jej większych szans na przeżycie. Przywołuję chwile z nią spędzone, przeprowadzone rozmowy, i te twarzą w twarz i te późnonocne telefoniczne, podczas których dostawałem wsparcie i gotowość pomocy przy różnych wspólnie podejmowanych działaniach. Usiłuję pogodzić się z tym, że tych rozmów już więcej nie będzie, że nie zobaczę jej pędzącej w kasku na swoim rowerze, że nie otworzy mi drzwi do Feminoteki i nie pójdziemy razem w Paradzie Równości, że nie zorganizujemy już wspólnie żadnej Manify i nie „upiększymy” już kilku pomników, ale pogodzić się z tym nie mogę. Nie byliśmy przyjaciółmi, znaliśmy się zbyt krótko, ale czuję, że straciłem bardzo bliską osobę.

W bezmiarze smutku znajduję jednak pewne światełko: zdaję sobie sprawę, jakim jestem szczęściarzem, że mogłem Bognę poznać. Bo to był niesamowity człowiek, ta Bogna.

Grzegorz Stompor

 

Będzie mi brakowało naszej wspólnej pracy, wkurzania się, śmiechów i tańca do upadłego. Będzie mi brakowało jej determinacji, niezawodności, pomysłów i cudownych żartów.  Dzięki Bognie wiem, że siostrzeństwo istnieje.

Ania Piekutowska

 

Kask rowerowy na głowie, filuterny błysk w oku i rozbrajający uśmiech – taki Twój obraz, Bogno, zostanie ze mną na zawsze. Byłaś wyjątkowo wrażliwa na niesprawiedliwość i przywiązana do równości. I praca, i zabawa z Tobą były przyjemnością. Z tych krótkich wspólnych chwil zapamiętam nocną pomoc dla protestujących pod Sejmem opiekunek osób niepełnosprawnych, wspólną Manifę, plany kolejnych feministycznych rewolucji i rozmowy przy kawiarnianym stoliku. Odeszłaś za szybko, za wcześnie.

Aleksandra Prasek

Bogna i Magrytka_OBR_2

 

 

Bogna zagościła w moim życiu na (za) krótko ale bardzo intensywnie. Właściwie wszystko u Bogny i wokół niej było intensywne- aktywizm, chęci, plany, uśmiech, urocze roztrzepanie. Miałyśmy plany, całkiem niedawno obiecałyśmy sobie pójście w końcu na imprezę do rana, ale również wielką feministyczną rewolucję- wywrót!  Wiem, że z nią byłoby to możliwe. Bogna była wulkanem energii i  charyzmy. Lubiłam ją zanim ją poznałam, to było dziwne. Budziła ciekawość .  Ludzie zazwyczaj rzadko sobie mówią jak bardzo doceniają to, ze sie nawzajem mają. Nam sie to udało. W ogóle z Bogną sie prawie zawsze wszystko udawało , nawet to organizowane na ostatnią chwilę, bo Bognie się zawsze chciało. Uparcie powtarzała „ Damy radę, zawsze dajemy radę, jesteśmy super!” Kiedy szła tegoroczna  Manifa, byłam w samolocie. Tuż po przylocie odczytałam wiadomość  od Bogny o treści- “Brakowało nam Ciebie ale cieszę sie, ze tam jesteś. Pamiętasz słowa Cohena z Famous blue raincoat? New York is cold but I like where I’m living.;)”
Bogno, pamiętam i dzięki Tobie już nigdy nie zapomnę.

Natalia Broniarczyk

 

Bogna_pussy riot_protest2_zdjęcie2

Bognę znałem krótko.
Pamiętam, pierwszy raz gdy ja spotkałem- to było po gender studies. Podeszła do mnie i zaczęliśmy gadać. Później spotkałem ją w pk8m. Zawsze była uśmiechnięta, pełna energii i używała mądrych słów. Obiecała mi kiedyś, że przeszkoli mnie z wiedzy o teatrze… Była jedną z pierwszych osób ze środowiska, które poznałem. Często gdy mnie komuś przedstawiała, mówiła “to jest Kuba, opowiadałam Ci o nim”. To dawało mi motywację i poczucie akceptacji.
Boga, dziękuję

Kuba Górecki

 

Zapamiętałam ją jako ciepłą i charyzmatyczną dziewczynę  z najpiękniejszym uśmiechem i głosem, która pomykała w kasku rowerem po Warszawie. Odważnie walczyła w słusznej dla niej sprawie. Robiła to z urokiem osobistym, jaki posiada niewielu. I czuję się zaszczycona, że miałam ją przez chwilę swoim życiu. Jednocześnie jestem z niej dumna, że oddając swoje organy, uratowała życie kilku osobom. To na pewno wiele znaczy dla ich rodzin.

Dominika Kowalska

 


Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *