Opowieść Podręcznej. Powieść graficzna | recenzja

Opowieść Podręcznej. Powieść graficzna

Autorki: Margaret Atwood, Renee Nault

Przełożył: Stanisław Kroszczyński

Wyd. Jaguar, 2021

Recenzuje: Karolina Pudełko

Istnieje wiele książek i filmów traktujących o przyszłości. Są takie o przyszłości odległej i takie o tej, które ma nastąpić w zasadzie zaraz. Na przestrzeni lat powstawały liczne dzieła dotyczące ataku obcych, potwornych kataklizmów, najazdu krwiożerczych potworów czy przejęcia kontroli nad światem i ludzkością przez roboty. Popularne były też wizje z czyhającymi na mózgi ludzkie zombie. Na wszystkie z nich patrzyłam z przymrużeniem oka albo nie patrzyłam wcale. Zerkałam na nie z myślą – „to się nie wydarzy” albo, w bardzo rzadkich momentach „nawet jeśli tak będzie, to na pewno tego nie dożyję”. A potem pojawiła się „Opowieści Podręcznej”. To historia osadzona w dystopijnej przyszłości, w której świat, który znamy, w zasadzie przestał istnieć. Nie ma tam maszyn rozczłonkowujących ludzi i obcych, którzy porywają dzieci na eksperymenty. Nie ma wybuchów, efektów dźwiękowych i laserów. Dlaczego więc wizja ta wydaje się najbardziej przerażająca ze wszystkich? Bo z każdego z tych czarnych scenariuszy wymienionych powyżej ta wykreowana w Opowieści Podręcznej wydaje się najbliższa realnemu scenariuszowi. Bo w świecie Podręcznych nie ma obcych, są za to ludzie, którzy potrafią być najbardziej przerażającymi istotami ze wszystkich żyjących na świecie.

            Żyjąc w Polsce, w kraju, w którym szczególnie w ostatnim czasie wyraźnie widać było, że prawa człowieka, są jednostce odbierane przez rządzących, wizja świata, w którym kobiecie nie można żyź według własnych zasad, ba, nie można kształcić się, pracować czy być w relacji z osobą, z którą chce się w niej być, wydaje się szczególnie przerażająca. Nie da się nie zauważyć, że prawa, o które protestowały czy demonstrowały w Polsce tłumy ludzi na przestrzeni ostatnich lat, to prawa, których odebranie zostało przedstawione w Opowieści Podręcznej. Świat, w którym nie możesz być w związku z tym, kim chcesz, a Twoim jedynym obowiązkiem jest dochowanie i urodzenie dziecka, niezależnie od okoliczności, wydaje się dziwnie znajomy, a wcale nie oddalony o nieznaną ilość lat. Odmienne wydają się być tylko stroje.

            To antyutopia, która wstrząsnęła światem, a której elementy stały się symbolem stosowanym podczas polskich protestów. Dlaczego? Bo obawa, że świat, w którym jedynym obowiązkiem kobiety będzie urodzenie mężczyźnie dziecka, staje się coraz silniejsza, im więcej się słucha czy ogląda tych, którzy forsują taki punkt widzenia. Opowieść Podręcznej to historia pełna cierpienia, które tworzy się w odpowiedzi na odebranie prawa, które powinno być tym niezbywalnym – prawa do wyboru, w każdej kwestii, niezależnie od wszystkiego. Książka Margaret Atwood w adaptacji Renée Nault, jeśli to możliwe, zyskuje jeszcze więcej niepokoju. Ilustracje stworzone przez Nault prowadzą nas przez Gileadu pobudzając do działania nie tylko za pomocą słów, ale i obrazów. Przekaz wydaje się jeszcze silniejszy. Każda kolejna strona to kolejny bagaż emocji, który osoba odbierająca dzieło będzie nieść już zawsze. To sztuka, której nie da się odzobaczyć, szczególnie żyjąc w Polsce. Opowieść Podręcznej, która powstała w 1985 roku, chyba nigdy nie była aż tak aktualna.

            Obrazy, które stworzyła Nault, czasami krzyczą do nas z kolejnych stron, a czasami szepczą wywołując niepokój i przeszywający dreszcz. Barwy, które wykorzystała oddziaływują na psychikę. Budzą lęk i sprawiają, że odbiorca może czuć się nieswojo. Opowieść, która miała być tylko fikcją, wraz z kolejną stroną, kolejną ilustracją, wydaje się zdecydowanie bardziej aniżeli by się tego chciało prawdziwa, bliska. Przechodząc kolejno przez ilustracje Nault jako czytelniczka czułam, jakbym wraz z główną bohaterką odwiedzała zakątki tego przerażającego świata – szłam z nią na zakupy, kładłam się w łóżku w jej pokoju, z którego zabrane zostały wszelkie przedmioty, którymi mogłaby zrobić obie krzywdę. Czułam jej lęk, niepokój, smutek. Dzieliłam go z nią.  Ilustracje, które wyglądają trochę jak tworzone akwarelą budzą skojarzenia z czymś nierealnym, ulotnym, o rozmytych kształtach – jak fantazja czy sen. W tej konkretnej sytuacji to koszmar. Koszmar, który ma tyle punktów stycznych z rzeczywistością, że wiele razy musiałam zamknąć tę książkę i rozejrzeć się dookoła – nie, to jeszcze nie teraz. To nie jest prawda. Może tego nie dożyję.


Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *