Recenzja filmu ,,W cieniu kobiet”

Za każdym mężczyzną stoi kobieta, kobieta w jego cieniu. Jego kapłanka, czcicielka, ta, która zatraca się dla niego bezwarunkowo, wbrew wszystkiemu. Kocha, a przez to, że kocha cierpi… Czy rozbity dzban da się ponownie skleić bez żadnych blizn?

Pierre (Stanislas Merhar) i Manon (Clotilde Courau) są małżeństwem, które wspólnie kręcą dokumenty. Pewnego dnia  Pierre spotyka młodą stażystkę, która wkrótce zostaje jego kochanką. Mąż jednak nie chce odejść od żony, on w tym samym czasie pragnie obu kobiet. Jego kochanka, Elizabeth (w tej roli Lena Paugam), odkrywa jednak, że Manon też kogoś ma, i postanawia poinformować o tym Pierra…  Co robi sam Bóg Macho, postawiony na piedestale? Bogowi wybacza się wszystko, bo jest ponad wszystko, bez grzechu, nieomylny. Natomiast zdradzająca kobieta jest jak Hiob, trzeba się nad nią znęcać i torturować. Nie pozwalać jej zapomnieć o tym, że jest człowiekiem, który popełnił błąd.

„W cieniu kobiet” to film francuski, swoją stylistyką nawiązujący do najlepszych produkcji tzw. nowej fali w swej minimalistycznej formie, czarno białych zdjęciach i narratorze komentującym to, co się dzieje na ekranie.  Przedstawia spojrzenie na zdradę widziane oczami zarówno mężczyzny jak i kobiety. W kolejnych odsłonach pojawiają się elementy składowego całego procesu, i postawione są pytania: czy możliwe jest szczęśliwe życie po zdradzie? Jak zdrada wpływa na kobiety, a jak oceniają ją mężczyźni?

Zdradzający mąż, Pierre ( w tej roli Stanislas Merhar,  nagrodzony w 1998 roku Cezarem dla najbardziej obiecującego aktora młodego pokolenia) nie ma sobie nic do zarzucenia, taki jest wzorzec faceta, na którym się wychował i uznaje za słuszny. Uważa, że zdrada go uszlachetnia, natomiast, co do żony, to jest jego własnością, i jej zdrada boli go bardziej. Bo jak jego niewolnica, wyznawczyni i czcicielka mogła zmienić obiekt westchnień? Pokochać kogoś innego? On, mężczyzna stawia siebie na piedestale, nie widzi w sobie winy.

„Mężczyźni zawsze zdradzają, a gdy to robią to przynoszą swoim żonom kwiaty w ramach zadośćuczynienia” – mówi Manon, która zauważyła oddalenie się uczuciowe Pierra, która dostrzegła pewne znaki, świadczące o zdradzie/zdradach. W roli żony widzimy świetną Clotilde Courau, która niezwykle poetycko z niezwykłą wrażliwością wywiązała się z zadania, jakie jej powierzono. Nie krzyczy, jej bohaterka, mimo, że przeżywa silne emocje nie ucieka się do histerii, przyjmuje bolesne odkrycie ze spokojem, nie ucieka w krzyk by o nim mówić. Jest w niej jedynie żal, gdy uświadamia sobie, ze ludzie są inni niż jej się wydawało. Zaskakuje ją odkrycie, że bliska jej osoba ma inne życie oprócz tego, które prowadziła z nią, i że stawiła wszystko na szali, by to zrealizować nie patrząc na to, co ma.

Sam reżyser, Philippe Garrel należy do najbarwniejszych postaci w świecie francuskiego kina, a film „W cieniu kobiet” został znakomicie przyjęty podczas tegorocznego MFF w Cannes. Wskrzesza ducha francuskiej Nowej Fali, poruszając się po – co dla tego nurtu bardzo typowe – zagadnieniach z pogranicza życia i sztuki, nieustannie przecinających się i uzupełniających na wspólnej, czysto filmowej płaszczyźnie, w tle pozostawiając piękny, ponadczasowy Paryż. Film spodoba się przede wszystkim, tym, którzy pamiętają nowofalowe listy miłosne spod znaku Jacquesa Rivette’a i Erica Rohmera. Philippe Garrel prezentuje wspaniały koncert na troje aktorów, którego tematem jest życie, sztuka i wybujałe męskie ego.  To trwający 70 minut opowieść w stylu „Nowej Fali”, która przypomina chwilami Bergmanowskie „Sceny z życia małżeńskiego” w miniaturze. To jego najoryginalniejszy film od lat. Poważny zazwyczaj Garrel sięga po ironię godną Érica Rohmera bądź Milana Kundery – jednym zdaniem film wart uwagi.

ZWIASTUN FILMU

http://www.filmweb.pl/film/W+cieniu+kobiet-2015-723157

 

Autorka: Izabela Pazoła


Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *