Relacja osobista: Festiwal Równych Praw czyli Spoza Centrum Widać Więcej

Festiwalowo:

Ubiegły tydzień we Wrocławiu ubiegł pod znakiem równości – to Festiwal Równych Praw, który od zeszłego roku jest  organizowany przez Stowarzyszenie Kultura Równości, a którego częścią jest odbywający się od lat Marsz Równości znów wypełnił miasto spotkaniami i warsztatami odsłaniając przed Wrocławiankami/nami kolejne oblicza różnorodności.

O dokładnej historii i przebiegu można przeczytać na stronie Stowarzyszenia.

Niestety, udało mi się być tylko na trzech wydarzeniach z Festiwalu – na Marszu, imprezie pomarszowej i odbywającym się dzień wcześniej spotkaniu dotyczącym raportu z badań o dyskryminacji krzyżowej. Jeśli chodzi o Marsz – zapraszam do galerii zdjęć i fotorelacji, spotkanie opiszę poniżej, a impreza? Cóż, niech wystarczy, że wybawiłam się dobrze!

 

Elite!

Na wydarzenie musiałam się, oczywiście, spóźnić. Po przeprowadzce wciąż jeszcze zagubiona w nowym mieście i myląca przystanki dotarłam do Elite – przytulnej hiszpańskiej księgarni – jakieś 20 minut po wyznaczonym czasie. Na szczęście Julia Kwietniewska, która obsługiwała wydarzenie, była bardzo miła, zamknęła za mną drzwi, gdyż zdenerwowana nie mogłam sobie z nimi poradzić i pokazała, gdzie jest spotkanie.

Piszę „spotkanie”, bo tym właśnie było, nie żadną prelekcją czy wykładem. Chociaż w ulotce i na stronie wydarzenie figurowało jako zimny „raport” rzeczywistość była o wiele… przytulniejsza. Wydarzenie odbyło się w kameralnym i zainteresowanym tematem gronie, prowadziła je pani Natalia Sorata z Fundacji Przestrzeń Kobiet, ale tak naprawdę dynamikę spotkaniu nadawały gościnie, pytając i komentując.

Najbardziej zauważalne/lni były/li oczywiście organizatorki/rzy, Anna i Piotr Smażyńscy i Natalia Szeptycka, które/rzy, widocznie zainteresowane/ni tematem zadawali/ły najwięcej pytań, a trochę też, trzeba to im oddać, spotkanie po prostu moderowały/li

1

Dyskryminacja krzyżowa – czyli…?

Trudno mi mówić o konkretach, bo i suchych faktów nie było dużo, było za to dużo o pracy w grupach z respondentkami badań podczas obu projektów: „Spoza centrum widać więcej – przeciwdziałanie dyskryminacji krzyżowej”, który skończył się w tym roku, i projektu poprzedniego „Niewidoczne (dla) społeczności” z lat 2011-12. Ale może zanim powiem o doświadczeniu pracy w grupach, przyjrzyjmy się samemu tematowi:

„Dyskryminacja krzyżowa” brzmi… zupełnie niezrozumiale z mojej perspektywy. Jak się jednak okazało, pojęcie to tylko wydaje się skomplikowane. Chodzi po prostu o zjawisko, w którym osoby są dyskryminowane z kilku powodów naraz, a w tym badaniu skupiono się na takich czynnikach jak: płeć, orientacja seksualna, miejsce zamieszkania oraz, w mniejszym stopniu: status materialny czy wiek.

Nie czytałyśmy raportu – i z rozmysłem piszę „łyśmy”, chociaż na sali było kilku panów. Nie zapominajmy o ich obecności, choć ja pozwolę sobie na to uproszczenie i użyję formy stosownej do większości zgromadzonych. Tak więc nie czytałyśmy raportu, a rozmawiałyśmy o pracy badawczej, która się odbyła, związanych z nią doświadczeniach i wnioskach członkiń Fundacji Przestrzeni Kobiet.

Badania były specyficzne, bo składały się z dwóch części: pytań fokusowych i wspólnego wypracowywania rozwiązań podczas warsztatów cosolvingowych (przyznam się: nazwę tej metody przepisałam z wydania raportu), w czasie którego spotkały się trzy grupy zaproszone do badań: homo- i bi-seksualne mieszkanki małych miast i wsi, działaczki LGBT i feministyczne oraz animatorki i działaczki lokalne. Tym razem końcówek żeńskich użyłam zwyczajowo bo respondentkami były tylko kobiety. Piszę o tym, bo nie wydaje mi się oczywiste, gdy słyszę „płeć” jako kryterium badań, ale właśnie kobiety wzięto tu pod uwagę. Z rozmowy zrozumiałam, że też drugi etap miał charakter „bezpiecznego miejsca”, gdzie każda z tych kobiet, na co dzień wykluczanych z życia społecznego – w bardzo różny sposób i w bardzo różnym stopniu – mogła czuć się bezpiecznie i swobodnie mówić.

2

Problemy w Komunikacji:

Jak się okazało: mówić nie zawsze znaczy rozmawiać. Problemem, z którym musiały zmierzyć się wszystkie zaangażowane panie były bowiem różnice w języku. I chociaż wszystkie mówiły po polsku to język działaczek, jak wspominała pani Sorata, okazywał się tak różny od języka kobiet niezaangażowanych, że bardzo ważną częścią całego projektu okazało się szukanie wspólnego dialektu, wspólnych słów i praca nad nimi – wzajemne uczenie się „obcego” języka.

Co ciekawe, według słów pani Natalii jednym z dużych problemów dla prowadzących było nienakłanianie do działactwa.

Kiedy żyje się będąc otoczonym/ną aktywistami/stkami zdaje się oczywistym, że widząc coś, co wymaga zmian, automatyczną reakcją jest działanie społeczne. To sprawia, że zapomina się, iż nie wszyscy/stkie żyją w ten sposób i niekoniecznie tego chcą, a działaczki/cze nie mogą tego od tych osób wymagać. W teorii to oczywiste, w praktyce – niesamowicie trudne.

Nie wciskanie kogoś we własne buty – to jedna z ważnych konkluzji, do których doszły autorki Raportu i  które wpływają na proponowane przez nie sposoby przeciwdziałania wykluczenia krzyżowego3

Spoza centrum widać więcej:

Przerzucanie odpowiedzialności na społeczności lokalne i brak nie-miastocentrycznych działań w Polsce spowodowało powzięcie, wypowiedzianego przez panią Soratę, postanowienia: „nie jedziemy z raportem (przynajmniej na razie) do Warszawy”.

Czemu? Sama jestem z Warszawy i przyznam, że przyzwyczajona jestem, że wszystkie ważniejsze rzeczy w kraju, a przynajmniej ich większość, dzieją się w Warszawie i jest do nich dobry dostęp. Od siebie powiem, że to nie tylko kwestia dostępu do wiedzy: choć we Wrocławiu kulturalnie dużo się dzieje, to wydarzenia społeczne, protesty, wykłady i tego typu rzeczy z Warszawy zapełniają moje „wydarzenia” na facebooku, nie Wrocławskie. I aby nakłonić Warszawianki (i Warszawiaków), które/rzy zawsze są w centrum, do wybrania się na “peryferie” i przełamania przyzwyczajeń.

 

Czego nie wiemy?

Co do peryferiów, padło trafne pytanie: skąd były respondentki, z jakich części Polski i jaki wpływ na wyniki badań miało ich pochodzenie? Niestety, ze względu na nieadekwatną do takiego pytania liczbę respondentek, nie poznałyśmy na nie odpowiedzi. Nie dowiedziałyśmy się również jaki wpływ ma wykluczenie krzyżowe na przemoc domową, co nie było wzięte pod uwagę podczas badań. Wiele innych czynników i wyników jednak się tam znalazło. Wszystkiego zdradzać nie będę, z tym zapraszam do raportu, którego darmową wersję można otrzymać wchodząc na stronę fundacji.

4

Więc jakie działania?

Jak wspominałam wcześniej działaczki mają manierę wymagać, aby każdy, kto widzi problem wpływał na rzeczywistość. Społeczeństwo nad wyraz często ma zwyczaj zrzucania odpowiedzialności za zmiany na osoby, które tych zmian potrzebują najbardziej. Tak postawiona sprawa jest niezwykle krzywdząca i niesprawiedliwa. Stąd też jedna z ważniejszych praktyk, których niezwykle brakuje, a których postulat bardzo wyraźnie na tym spotkaniu wybrzmiał: potrzeba działań nie-miejskocentrycznych tak organizacji pozarządowych i grup działackich, jak i np. Ministerstwa Rolnictwa, które mogłoby zainspirować się działaniami swoich odpowiedników w USA czy Irlandii. Dzisiaj, jeśli widzimy jakieś działania, one zawsze skupiają się w punktach masowych, a przez to nie trafiają do mieszkańców mniej zaludnionych miejscowości, co jest  zjawiskiem niezwykle negatywnym. Jak to robić nie masowo? Cóż, o tym jest pół książki, do której znów odeślę.

Na koniec powiem tylko, że spotkanie, chociaż kameralne, było bardzo żywe i przyjazne,
a wszystkie/kich Wrocławianki i Wrocławiaków zapraszam zarówno do uroczej księgarni
i połączonej z nią kawiarenki, skąd właśnie piszę ten tekst przy naprawdę pysznej kawie!

 

Autorka: Karolina B. Zwierzyńska


Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *