TELEFON DLA KOBIET DOŚWIADCZAJĄCYCH PRZEMOCY

Телефон для жінок, які зазнають насильства

CZYNNY PONIEDZIAŁEK-PIĄTEK
OD 11.00 DO 19.00

Активний з понеділка по п’ятницю з 14:00 до 17:00

Patriarchat udomowiony – Listy do Feminoteki

PATRIARCHAT UDOMOWIONY

Listy do Feminoteki

Autorka tekstu: Arnika – Wasza sąsiadka, koleżanka, współpracownica

Zdjęcia: Jenna Newman/Unsplash

 

Tak, żyję w patriarchacie. Zdałam sobie z tego sprawę dziś, 8 marca, w Międzynarodowy Dzień Praw Kobiet. Takie odkrywcze stwierdzenie w ustach feministki i działaczki społecznej brzmi groteskowo. Przecież to, że żyję(my) w patriarchacie jest tak oczywiste, jak fakt, że Ziemia jest okrągła. Jednak dojście do tej konstatacji nie w odniesieniu do ludzkości, ale do własnej relacji z partnerem jest już znacznie dłuższym i psychologicznie trudniejszym procesem.

Pomógł mi dziś w tym poranny przebieg zdarzeń. Jestem matką 14 miesięcznego dziecka. Mój partner po nocy spędzonej na wolontaryjnej pracy społecznej (pisanie tekstów), stwierdził, że on potrzebuje sobie pospać. Był to kolejny dzień, kiedy nie uczestniczył on w naszych porannych rytuałach, a rodzicielskich wysiłkach.

Spróbowałam sobie wyobrazić odwrotną sytuację, kiedy ja wykonując moją pracę najemną lub społeczną do późna w nocy (a także wykonuję obie te rzeczy i to wyłącznie w tych porach, bo to jest jedyny czas, kiedy mogę się na tym skupić), rano stwierdzam, że ja jednak nie zajmuję się Małą, bo muszę się wyspać. Brzmi jak kiepski żart. I jest kompletnie nierealnym scenariuszem.

Postanowiłam zatem dziś – w Międzynarodowym Dniu Praw Kobiet – zrobić inną listę, niż robi się zazwyczaj. Nie listę zakupów, zadań do zrobienia, czy marzeń, ale listę wykonywanych przeze mnie prac opiekuńczych. Tych, które wykonuję TYLKO JA, choć dziecko ma przecież dwoje rodziców.

 

Poza karmieniem, przewijaniem, przebieraniem i tzw. codziennym byciem z dzieckiem:

  • planuję z wyprzedzeniem co dziecko będzie jadło na kolejne posiłki (4 dziennie), często przygotowuję dzień wcześniej półprodukty, aby rano dziecko mogło szybko zjeść pierwszy posiłek;
  • odzież i obuwie – na bieżąco robię selekcję za małych rzeczy i przekazuję je innym osobom, które będą mogły z nich skorzystać; myślę nad tym, jakich nowych ubrań i obuwia potrzebuje moje dziecko i organizuję lub kupuję te rzeczy;
  • niezbędne sprzęty typu wózek, chusta do noszenia, łóżeczko, krzesełko do jedzenia, laktator – analizuję co jest na rynku, zbieram informację na temat charakterystyki produktów, różnic między nimi i opinii użytkowniczek (bardzo, bardzo dużo czasu spędzone w internecie), robię zakupy (umawiam się oraz jadę do osób, które sprzedają / oddają używane rzeczy);
  • pamiętam, wybieram i kupuję takie niezbędne pierdoły jak talerze do jedzenia, kubki kapki i niekapki, śliniaki, gryzaki etc.
  • wizyty w ośrodku zdrowia – poza umawianiem wizyt w związku z klasycznymi infekcjami (których na szczęście nie jest za dużo), przede wszystkim pilnuję kalendarzu szczepień; wykonuję telefony dotyczące umawiania się na wizyty do pielęgniarki środowiskowej; zawczasu tak planuję szczepienia, aby nie kolidowały z moją pracą albo innymi obowiązkami, abym tego dnia mogła być tylko dla Małej (w razie, gdyby Mała czuła się niedobrze);
  • zdrowie – czytam o różnych zaleceniach związanych ze zdrowiem, np. związanych z dietą wegetariańską czy myciem zębów. Dbam, aby dziecko codziennie otrzymało witaminę D3 i B12. Pamiętam, aby w sytuacji, kiedy już kończą się te suplementy, w domu były kolejne opakowania. Podaję leki i inne ziołowe specyfiki, kiedy dziecko jest chore.
  • zajęcia dodatkowe oraz kontakty z rówieśniczkami i rówieśnikami – analizuję dostępną w mojej okolicy ofertę, tzw. śpiewanki czy basen (znowu – bardzo bardzo dużo czasu spędzonego w internecie), wybieram najbardziej dogodną, planuję udział, jeżdżę i biorę z dzieckiem udział w tych zajęcia;
  • opieka instytucjonalna – analizuję dostępną w mojej okolicy ofertę (bardzo bardzo dużo czasu spędzonego w internecie), kontaktuję się z poszczególnymi placówkami, żeby dowiedzieć się szczegółów (cena, dostępność czy dzieci muszą brać udział w zajęciach religii etc.), umawiam się na spotkania osobiste. No i cały czas myślę, która placówka będzie dla mojej Malutkiej najlepsza i muszę podjąć decyzję;
  • Pakuję dziecko na wszystkie wyjazdy;
  • Dbam, aby w domu była odpowiednia ilość pieluch i mokrych chusteczek na zapas;
  • Czytam i podejmuję refleksję na temat rozwoju motorycznego, intelektualnego i emocjonalnego Małej.

O ironio! W istocie zrobiłam to, o co proszę uczestników i uczestniczki prowadzonych przeze mnie warsztatów dotyczących (nie)równości płci. A przecież mówimy o związku zbudowanym na micie partnerskich relacji, gdzie jedna i druga osoba określa się jako feministka.

Patrzę na ten tekst i pytam się siebie – jak to się, kurwa stało? Żeby inni znajomi, rodzice, małżeństwa kuzynów – to co innego. Ale ja, my…? Przecież nic nie wskazywało na taki bieg wypadków – chłopak potrafi ugotować (często znacznie lepiej niż ja sama), sprząta w domu i generalnie sam się ogarnia (typu pranie etc.), co w patriarchacie nie jest przecież takie oczywiste, że będzie to robił mężczyzna.

I nagle przypominam sobie te wszystkie dane, na które powołuję się na swoich warsztatach. W badaniach blisko połowa Polaków i Polek (46%) preferuje model partnerski, w którym kobieta i mężczyzna mniej więcej tyle samo czasu przeznaczają na pracę, zawodową i oboje w równym stopniu zajmują się domem i dziećmi, ale…. zaledwie 28% par przyznaje, że funkcjonuje w takim modelu[1]. Dodatkowo, częstokroć po pojawieniu się w rodzinie dziecka relacja partnerska często zmienia się na relację tradycyjną. Nierzadko to kobiety wspierają taki bieg wydarzeń. Czy to znaczy zatem, że w takim razie ja także – swoimi zachowaniami, wyborami czy zaniechaniem – wsparłam patriarchalne struktury!?

W literaturze dotyczącej równości płci istnieje takie pojęcie jak społeczny kontrakt płci, czyli podział pracy między kobietami i mężczyznami. Wykształca on specjalizację, czyli z grubsza rzecz ujmując, kobiety, przez ciągłą praktykę stają się bardziej efektywne w wykonywaniu prac domowych, a mężczyźni – stają się coraz bardziej sprawni w pracy zarobkowej.

W naszym związku nie raz podejmowaliśmy wysiłki, aby przełamać tradycyjny kontrakt płci i redefiniowaliśmy podział obowiązków. Czasami robiłam strajk – na przykład przestawałam zmywać naczynia, które zaczynały piętrzyć się w zlewie niczym Krzywa Wieża w Pizie. Zadziałało – wypracowaliśmy zasadę, że każde zmywa naczynia co drugi dzień. Metoda ta załamuje się jednak, jeśli chodzi o małego człowieka. Bo jeśli metaforą zlewu pełnego naczyń ma być jama ustna naszego dziecka, moja gotowość do strajku maleje. Dwa tygodnie temu zakomunikowałam mojemu partnerowi, że skoro ja jestem odpowiedzialna za długą listę spraw, to oczekuję od niego, że to on będzie „ogarniał” mycie zębów Małej. Od tamtej pory Mała miała myte zęby trzy razy…

Gdy patrzę na to wszystko jestem wściekła! Wiem jedno – po raz enty pójdę jutro na Manifę i będę krzyczeć znacznie głośniej niż zazwyczaj. Może to jednak za mało, siostry. Może trzeba wykrzyczeć to czasami w domu. Jeśli prywatne jest polityczne, to znaczy, że trzeba zrobić Manifę na środku dużego pokoju! Tekst piszę pospiesznie, korzystając z faktu, że mój partner wyszedł z dziecięciem na godzinny spacer. Przed wyjściem zapytał „A nie idziemy razem?”.

 

[1]      „Potrzeby prokreacyjne oraz preferowany i realizowany model rodziny”, CBOS, maj 2012

 

„Po co kobietom pieniądze?” według Dzień Dobry TVN a przemoc ekonomiczna wobec kobiet

Tekst: Natalia Skoczylas

We wtorkowym (22/10/2018) wydaniu programu śniadaniowego „Dzień dobry TVN” na żółtym pasku sygnalizującym myśl przewodnią programu pojawiło się zdanie „Po co kobietom pieniądze?” Powyżej możemy zobaczyć napis „Kobiece DNA”, co mogłoby stanowić temat jeszcze innego artykułu o dyskryminacji ze względu na płeć. Zostając przy pieniądzach – czy takie pytanie padłoby w kontekście mężczyzn? Odpowiem od razu – nigdy.

Trywializujące kwestie kobiet i pieniędzy stwierdzenie (zapewne nieprzemyślane i wynikające bardziej z ignorancji niż świadomie złej woli) dotyka nie tylko zagadnienia dyskryminacji ze względu na płeć, ale także praw pracowniczych, możliwości wyboru, zależności finansowej. Podaje w wątpliwość zdolność do decydowania o swoich wydatkach połowy ludzkości, ale także utrwala przekonanie, że w ogóle jest się nad czym zastanawiać.

(Źródło zdjęcia- tutaj)

Dlaczego jest to tak szkodliwe?

Żyjemy w świecie, w którym nadal kobiety zarabiają mniej od mężczyzn oraz w którym zawody tzw. „sfeminizowane” cieszą się mniejszym prestiżem społecznym jak również zwykle są niżej opłacane, a państwo raczej po kawałku odbiera im prawa pracownicze, niż godnie wynagradza za wykonaną pracę (np. pielęgniarki, nauczycielki). Nie minęło jeszcze 50 lat odkąd w niektórych europejskich krajach kobiety mogą zaciągać zobowiązania finansowe bez zgody formalnie bliskiego mężczyzny. To kobiety najczęściej opiekują się chorymi członkami i członkiniami rodziny i wychowują dzieci, ponosząc z tego tytułu także określone koszty.[1]  To kobiety najczęściej zajmują się codziennymi zakupami spożywczymi i innymi wydatkami, jak również wykonują prace domowe, co potwierdzają nowe badania CBOS.

https://www.facebook.com/fundacja.cbos/photos/a.522217761169544/1978002142257758/?type=3&theater

W związku z powyższym kobiety są nie tylko grupą niedocenianą (delikatnie mówiąc), ale także szczególnie narażoną na problemy finansowe. Pytanie „po co kobietom pieniądze”, to policzek i brak szacunku wobec wszystkich kobiet niezależnie od ich statusu materialnego, gdyż nie tylko stawia pod znakiem zapytania ich decyzyjność co do dysponowania pieniędzmi (kto nie zna żartów z „irracjonalnych” wydatków kobiet?), ale także może utrwalać przekonania, że dostęp kobiet do pieniędzy powinien być w jakiś sposób kontrolowany, co prowadzi prosto do przemocy ekonomicznej.

Przemoc ekonomiczna

Zachowania należące do spektrum przemocy ekonomicznej:

  • okradanie,
  • zabieranie pieniędzy,
  • nie łożenie na utrzymanie,
  • wydzielanie środków czystości,
  • uniemożliwianie podjęcia pracy zarobkowej,
  • niezaspokajanie podstawowych, materialnych potrzeb rodziny (także brak alimentacji),
  • szantażowanie, zaciąganie długów i kredytów bez zgody współmałżonka,
  • zmuszanie do pożyczek,
  • uniemożliwianie korzystania z pomieszczeń niezbędnych do zaspakajania potrzeb (kuchnia, łazienka).

Możliwe skutki doświadczenia przemocy ekonomicznej:

  • całkowita zależność finansowa od part­nera/rki,
  • chroniczny stres,
  • PTSD,
  • zniszczenie poczucia własnej wartości,
  • znalezienie się bez środków do życia,
  • bezdomność.

Zgodnie z raportem ekspertek z Instytutu Spraw Publicznych na przemoc ekonomiczną składają się trzy elementy: kontrola, zdolność do korzystania z zasobów oraz zagrożenie dla ekonomicznej niezależności. Wyniki badań ankietowych zleconych przez Instytut w 2014 roku [2] wskazują bezpośrednio, że 11 % ankietowanych doświadczyło zabierania im pieniędzy, a 20 % zna kogoś, kto tego doświadczył/a. Konieczności proszenia o pieniądze w związku doświadczyło 16% osób ankietowanych, a 26 % zna kogoś, kto miał/a taką sytuację. Z kolei 8% ankietowanych doświadczyło, a 22 % zna kogoś, kto doświadczył pogorszenia sytuacji finansowej rodziny poprzez zaciąganie długów.[3] Badanie potwierdza, że przemocy doświadczają głównie kobiety, jako osoby, które nadal sprawują bezpośrednią opiekę nad dziećmi i z różnych względów rzadziej pracują.

Ponadto w Polsce należnych alimentów nie otrzymuje ok 1 milion dzieci[4]. Zależność finansowa i nagłe pozostanie bez środków na zapewnienie podstawowych potrzeb życiowych, pozostaje jednym z głównych powodów trudności osób krzywdzonych z podjęciem decyzji o odejściu od sprawców przemocy. (Więcej informacji ISP na temat przemocy ekonomicznej wraz z infografikami KLIKNIJ TUTAJ).

Jedną z najbardziej ekstremalnych konsekwencji przemocy ekonomicznej jest bezdomność. Organizacja Women’s Aid [5] w raporcie z 2018 r. sprawdziła sytuację 264 kobiet poszukujących miejsca do zamieszkania i oczekujących na miejsce w schronisku dla osób, które doświadczają przemocy w rodzinie w Anglii. 45,8 % badanych zatrzymywało się u różnych znajomych i członków oraz członkiń rodziny, 9,8 % osób w miejscach interwencji kryzysowych a 11,7 % ankietowanych nie miało gdzie mieszkać (korzystały z miejsc noclegowni do 24h oraz spały w samochodzie). Tylko 4,6 % mogło skorzystać z hotelu lub innej płatnej formy tymczasowego pobytu.

[1] Nieodpłatna praca kobiet – różowa strefa gospodarki, Feminoteka, Warszawa 2012

[2] Badania zostały wykonane przez TNS Polska i współfinansowane przez Fundację im. Heinricha Boella w Warszawie

[3] Chełstowska A., Druciarek M., Niżyńska A., Przemoc ekonomiczna w związkach. Diagnoza zjawiska i dyskusja o przeciwdziałaniu, Instytut Spraw Publicznych, Warszawa 2015

[4] A. Chełstowska, Alimenty na dzieci – diagnoza polskiego systemu i przegląd praktyk zagranicznych, Instytut Spraw Publicznych, Warszawa 2016

[5]  C. Miles, K. Smith, Nowhere to Turn report, Women’s Aid Federation of England 2018

Uniwersytet Medyczny w Tokio przyznaje się do blokowania kariery kobietom

Po dochodzeniu w sprawie egzaminów wstępnych na Uniwersytet Medyczny w Tokio, okazało się, że władze uczelni fałszowały wyniki biorąc za kryterium płeć osoby starającej się o przyjęcie na studia. W ten sposób od ponad dekady (co najmniej od 2006 roku) ograniczano i uniemożliwiano kobietom dostęp do studiów medycznych.

Sprawą zaczęto się interesować, gdy syn osoby zatrudnionej w Ministerstwie Edukacji został przyjęty do szkoły w zamian za korzystne traktowanie uczelni w konkursach o środki finansowe na badania. Mężczyzna trzykrotnie nie zdał egzaminu, ale otrzymał 20 dodatkowych punktów, dzięki czemu dostał się na studia.

Dochodzenie wykazało, że powyższa sytuacja stanowi wzór postępowania Uniwersytetu Medycznego wobec kobiet i mężczyzn. W tegorocznych egzaminach wstępnych szkoła obniżyła wszystkie wyniki pierwszego testu kandydatów i kandydatek o 20%, a następnie dodała co najmniej 20 punktów dla kandydatów płci męskiej, z wyjątkiem tych, którzy wcześniej nie zdali testu przynajmniej cztery razy. Słychać głosy, że analogiczne manipulacje miały miejsce od lat, gdyż szkole mniej zależało na kształceniu lekarek. Zakłada się, że kobiety zrezygnują z kariery lub będą przerywać pracę ze względu na ciążę i chęć założenia rodziny. Podobno kobiety nie były traktowane inaczej niż mężczyźni już w trakcie nauki, ale nadal istniało przekonanie że kobiety nie mogą zostać chirurżkami.

Zgodnie z badaniami odsetek kobiet w Japonii, które zdały krajowy egzamin lekarski, utrzymuje się na poziomie około 30%, co prowadzi do uzasadnionych podejrzeń, że inne szkoły medyczne również dyskryminują kobiety.

Dyskryminacja ze względu na płeć potrafi być mniej lub bardziej ukryta. Rzadziej jest wyrażona wprost w prawie lub regulaminach, a częściej są to określone postawy, posługiwanie się stereotypami w życiu profesjonalnym czy molestowanie seksualne.

Droga zawodowa kobiet i mężczyzn to nie są równe szanse i możliwości. Startujemy z różnych miejsc. Po stuleciach zakazu edukacji wobec dziewcząt, a następnie utrudnianiu jej, okradaniu z pomysłów i innych owoców pracy i przedstawianiu jako swoich, kobiety nadal muszą się starać bardziej i coś udowadniać na każdym kroku. Biorąc pod uwagę liczne badania na temat zarobków – za mniejsze pieniądze.

Obrazek wyróżniający: Jiji Press/AFP/Getty Images

Na podstawie: The Guardian

LESBIJSKA INSPIRA I Niepytana nie mówiłam, że jestem lesbijką. Rozmowa ocenzurowana

Jeszcze wczoraj na stronie Feminoteki można było przeczytać dwunasty wywiad z cyklu „Rozmowy wokół manifestu” Lesbijskiej Inspiry.

Wywiad pt. „Niepytana nie mówiłam, że jestem lesbijką” opublikowałyśmy w poniedziałek 21.04.2018 za zgodą i po autoryzacji Rozmówczyni, która podała swoje imię i nazwisko.

Po dwóch dniach (23.05.2018) wywiad usunęłyśmy na prośbę Rozmówczyni, która zdecydowała się na ten krok, po reakcji bliskiego członka rodziny na publikację. Pogodna i pozytywna opowieść Bohaterki rozmowy skończyła się ponuro i homofobicznie.

Wspomniany członek rodziny napisał do przeprowadzającej wywiad Moniki Rak mejla, wzywając ją do usunięcia tekstu pod groźbą procesu sądowego, w kolejnej wiadomości, strasząc policją.

W mejlu czytamy: „Wszelkie dewiacje opisane w w/w artykule są stekiem bzdór i szkalują dobre imię naszej rodziny” [pisownia oryginalna].

Podczas wnikliwej lektury wywiadu starałyśmy odnaleźć, na czym polega szkalowanie. Niestety, jedynym powodem może być tylko fakt, że Rozmówczyni mówi, że jest lesbijką.

Ze smutkiem usunęłyśmy wywiad. Nie chcemy bowiem wymuszać na Rozmówczyniach postawy heroicznej, szanujemy też Jej decyzję. Nie możemy jednak tego przemilczeć. Musimy zostawić ślad po tym zdarzeniu!

To pierwszy taki przypadek i bardzo znamienny. Przykład tego, co się może zdarzyć, gdy lesbijka, w każdym wieku, zdecyduje się na jawne i publiczne opowiedzenie swojej historii. Tak to bywa z lesbijskim autowaniem w Polsce.

Zespół LESBIJSKIEJ INSPIRY
Maja Korzeniewska
Agnieszka Małgowska
Monika Rak
Magdalena Wielgołaska

                                                                                                                            ————————————-————

LESBIJSKA INSPIRA
To niezależna inicjatywa, której e-przestrzeni udziela siostrzana Feminoteka.
,
I.   Manifest
1.   Manifest. Instant
2.   Rozmowa IOd lesbijskiej konspiry do lesbijskiej inspiry
3.   Rozmowa II. Minął rok. To, o czym mówiłyśmy w prywatnych rozmowach, stało się częścią debaty publicznej
.
II. Rozmowy wokół manifestu
1.    Mamy wewnętrzną potrzebę wolności. Rozmowa z Małgorzatą Myślak i Magdaleną Sota
2.    Coming out – nie chcę i nie muszę. Rozmowa z Anonimową Lesbijką
3.    Z miłości i gniewu rodzi się odwaga. Rozmowa z Angeliną Caligo
4.    Moja droga do siebie samej. Rozmowa z Marią Kowalską
5.    Potrzebne są niehetero bohaterki. Rozmowa z Anną Bartosiewicz
6.    Chcemy więcej! Rozmowa z Anną i Zandrą Ra Ninus
7.    Lesbijki, pora na prokreację! Rozmowa z Anną Adamczyk
8.    Kto ma prawo do słowa “lesbijka”? Rozmowa z Magdą Próchniak
9.    Czasem miałam wrażenie, że jestem jedyną lesbijką w Lublinie. Rozmowa z Małgorzatą Szatkowską
10.  Trzeba stawiać opór. Rozmowa z Magdaleną Tchórz
11.  Dziewczyna i dziewczyna – normalna rodzina. Rozmowa z Zuch Dziewuchami
12.  Niepytana nie mówiłam, że jestem lesbijką. Rozmowa ocenzurowana
13. Co ty tutaj robisz? O poczuciu wyobcowania i przynależenia. Rozmowa z Nicole G.
14.  Mam na imię Kasia i to jest moja tożsamość. Rozmowa z Katarzyną Gauzą
15.  Tęczowe aktywistki na Ukrainie są wyłącznie feministkami. Rozmowa z Katją Semchuk
16. Oryginalnie nieheteroseksualna. Rozmowa z Agnieszką Marcinkiewicz
17.  Sama zrobię dla siebie miejsce. Rozmawa z Klaudią Lewandowską
18.  Dziś określam siebie jako osobę panseksualną. Rozmowa z Alex Knapik
19.  Perspektywa lesbian studies. Rozmowa z dr Martą Olasik
20. Mogę tylko powiedzieć: przykro mi bardzo, jestem wyjątkowa. Rozmowa z Voyk
21.  Tożsamość jest zawsze polityczna. Rozmowa z Elżbietą Korolczuk
22. Jesteśmy nie do ruszenia. Rozmowa z matką i córką. MB & Shailla
23. Wchodzę w krótkie erotyczne relacje poliamoryczne. Rozmowa z Retni
24. Aktywizm jest moim uzależnieniem. O niepełnosprawnościach, nieheteronormatywności i feminizmie. Rozmowa z Anetą Bilnicką
25. Wolę nie zostawiać niedomówień. Rozmowa z Adą Smętek
26. Do tej pory myślałam, że LGBTQ to nie ja. Rozmowa z Anonimową Lesbijką
27. Ciągle zajmujemy się sobą i żądamy od innych akceptacji. Rozmowa z Anną Marią Szymkowiak

III. Głos z zagranicy
1Węgry. Brakowało nam środowiska kobiet niehetero – stworzyłyśmy je. Rozmowa z Anną Szlávi
2. Czechy. Lesba* na wychodźstwie. Rozmowa z Frídką Belinfantová

IV. Męskoosobowo
1. To co polityczne jest wspólne. Rozmowa z Tomaszem Gromadką
2. Przyszło nowe pokolenie kobiet nieheteronormatywnych. Rozmowa z Marcinem Szczepkowskim

V.  EL*C. Wieden 2017 

1. Magdalena Wielgołaska. Odzyskiwanie lesbijskiej tożsamości – wreszcie pomyślmy o sobie, Siostry.
2. Monika Rak. Siła filmu dokumentalnego, czyli lesbijki do kamer!
3. Magdalena Świder. Wokół tożsamości.
4. Agnieszka Małgowska. Peformansy, czyli witamy w Lesbolandii.
5.  Joanna Semeniuk. Jeśli nie zrozumiemy naszej przeszłości, nie zrozumiemy siebie.
6.  Agnieszka Frankowska. PL, czyli Polskie Lesbijki w Wiedniu.
.
IV. EL*C. Kijów 2019
1.  Monika Rak. L*Geniusza na Ukrainie.
2. Magdalena Wielgołaska. Lesbianizacja przestrzeni. 
.
BONUS
 .
   .                                                                                                       ————————————-————
 .
 
Aktualne wiadomości na temat projektu Lesbijska Inspira znajdziesz na:
Feminoteka
Kobiety kobietom
Strefa Les*
Kobieta Nieheteronormatywna
A kultura LGBTQ+ nie poczeka!

Premiera filmu „Artykuł osiemnasty”!

„Artykuł osiemnasty” to pełnometrażowy film dokumentalny o tym dlaczego w Polsce nie udało się wprowadzić prawa umożliwiającego formalizację związków osób tej samej płci.

Mimo 25 lat wolności i demokracji osoby nieheteroseksualne nadal spotykają się z dyskryminacją, a politycy nie traktują ich problemów poważnie. Brak możliwości zawarcia związku partnerskiego lub małżeństwa nie tylko utrudnia im zwykłe codzienne funkcjonowanie, ale też jest dla nich potwierdzeniem, że we własnej ojczyźnie są obywatelami drugiej kategorii.

Tytuł filmu nawiązuje do artykułu 18 Konstytucji RP, zgodnie z którym ochronie podlega małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, co dla wielu przeciwników formalizacji związków jednopłciowych jest równoznaczne z brakiem możliwości jakiegokolwiek uregulowania tej kwestii. Poprzez wywiady z ekspertami, działaczami społecznymi i osobami, które pragną zawrzeć związek z osobą tej samej płci, film mierzy się z powszechnie panującymi w polskiej rzeczywistości mitami i stereotypami o osobach homoseksualnych. Artykuł osiemnasty to jednak nie tylko o głos w debacie na temat praw osób nieheteroseksualnych. Temat ten staje się bowiem okazją do rozmowy o Polsce, o polskiej demokracji i polityce, a także o stanie debaty publicznej i roli mediów w życiu publicznym.

Od 21 kwietnia do 4 maja odbędą się pokazy premierowe filmu w następujących miastach: 

Warszawa – Kinoteka PKiN 21 kwietnia, godz. 17:00 (pokaz przedpremierowy) i godz. 20:00 (pokaz premierowy)
Łódź – Kino Bodo 22 kwietnia, godz. 20:00
Poznań – Kino Muza w Poznaniu 23 kwietnia godz .17:00
Gdańsk – Klub ŻAK 28 kwietnia, godz. 20:15
Łódź – Kino Przytulne 4 maja, godz. 20:00
Wrocław – Kino Nowe Horyzonty 5 maja, godz. 18:30
Kraków – Kino Pod Baranami 8 maja, godz. 19:00
Katowice – Centrum Sztuki Filmowej / Kino Kosmos 11 maja, godz. 18:00
Łódź – Kino Przytulne 13 maja, godz. 18:45

Więcej informacji znajdziecie na stronie wydarzenia na Facebooku

Feminoteka objęła film matronatem

Proszę mi nie przerywać! Aplikacja Woman Interrupted

womeninteruptedAplikacja Woman Interrupted stworzona została przez Gal Barradas, a zainspirował ją do tego obecny prezydent, który podczas debaty z Hillary Clinton przerwał jej wypowiedź 51 razy. Dzięki niej możesz prawdzić, jak często twoje wypowiedzi są przerywane przez mężczyzn.

Nie jest to wyjątek. Jak pokazują badania, przytoczone w tygodniku „Polityka” – „mężczyźni przerywają kobietom o 23 proc. częściej niż mężczyznom i dominują w dyskusjach biznesowych o 75 proc. częściej niż kobiety. Jeszcze gorzej wygląda sytuacja kobiet o niskim stopniu wykształcenia. Panowie wypowiadają się aż o 144 proc. częściej niż panie, mimo że mają identyczny stopień wiedzy. Jednak nawet doskonale wykształcone lekarki i inżynierki nie mają lekko. Ich koledzy po fachu przerywają im nawet dwa razy częściej niż innym panom.”

Jak działa aplikacja? Jest bezpłatna, wystarczy ściągnąć ją na telefon i włączyć, gdy zaczynamy rozmawiać z drugą osobą. Aplikacja rozpoznaje głos męski i żeński i policzy, ile razy podczas rozmowy czyjaś wypowiedź została przerwana. Co ważne aplikacja nie nagrywa i nie zapisuje przeprowadzonych rozmów. Wystarczy ją pobrać stąd i nagrywać, by sprawdzić jak często wasze wypowiedzi są przerywane.

28.02 Warszawa | Grube warsztaty w Feminotece

grube_warsztatyJakie stereotypy dotyczą nienormatywnego ciała?
Wizerunek ciała „idealnego” prowadzi to do wykluczenia i stygmatyzacji wszystkich innych typów cielesności.
Dlatego chcemy przyjrzeć się różnorodności w kontekście wagi i budowy ciała kobiety.
W bezpiecznym otoczeniu bedziesz mogła porozmawiać o własnych doswiadczeniach, zdekonstuować stereotypy dotyczące wagi i kobiecości oraz zastanowić się jak radzić sobie w sytuacjach opresyjnych.

Kiedy i gdzie:
28 lutego (wtorek) – 17.00 -20:00 w fundacji Feminoteka.
Adres: ul. Mokotowska 29 A, wejście od Marszałkowskiej 34/50.

Jak się zapisać:
Warsztaty są płatne 25 zł od osoby.
Aby wziąć w nich udział, wpłać 10 zł wpisowego na konto Feminoteki BZWBK 45 1500 1777 1217 7010 4728 0000. W tytule przelewu Grube Warsztaty + Twoje imię i nazwisko.
Potwierdzenie przelewu wyślij na mail [email protected], w tytule Grube Warsztaty.
Pozostałe 15 zł bedzie płatne gotówką w dniu warsztatów.

Na zgłoszenia czekamy do 22 lutego.
Ilość miejsc ograniczona.

Osoby prowadzące:
Aleksandra Magryta – Absolwentka Instytutu Germanistyki UW zakładu Literatury. Studiowała Gender Studies w Państwowej Akademii Nauk. Absolwentka Studium Przeciwdziałania Przemocy w Rodzinie Niebieskiej Linii. Od 2014 pracuje w fundacji Feminoteka. W Feminotece pracuje przy telefonie antyprzemocowym dla kobiet doświadczających przemocy, redaguje, tłumaczy, koordynuje projekty. W 2014 koordynowała projekt o cyberprzemocy ,,Bądź bezpieczna w sieci” współfinansowanego w ramach programu Daphne Komisji Euorpejskiej. W Feminotece prowadzi też wolontariat.

Jola Gawęda – Studentka Instytutu Informacji Naukowej i Studiów Bibliotekoznawczych UW, trenerka WenDo, absolwentka Studium Przeciwdziałania Przemocy w Rodzinie. W Feminotece zajmuje się księgarnią, programem kulturalnym, szkoleniami, matronatami i wolontariatem, jest konsultantką przy telefonie antyprzemocowym.

zdjęcie: William Klein – Club Allegro Fortissimo, Paris

Pasażer wyrzucony z samolotu za seksistowski komentarz

Autorka tekstu: Sarah Larimer
Źródło tekstu i zdjęcia: Washington Post

 

Pasażer wyrzucony z samolotu za seksistowski komentarz

imrs

Mężczyzna został wyrzucony z samolotu za seksistowski komentarz skierowany do stewardessy demonstrującej procedury awaryjne. Do zdarzenia doszło na pokładzie Alaska Airlines na lotnisku w Seattle. O całej sytuacji opowiedziała na facebooku jedna z pasażerek, jak się później okazało dziennikarka z Bostonu. Jej post wzbudził burzliwą dyskusję na temat seksizmu i dyskryminacji.

W trakcie demonstracji kamizelki ratunkowej jeden z pasażerów wykrzyknął pod adresem stewardessy: „Jak seksownie!”.

Dziennikarka relacjonująca zdarzenie napisała, że reakcja mężczyzny wywołała wśród współpasażerów niesmak: „Siedzące przed nim kobiety wymieniły się zażenowanym spojrzeniem. Nikt z podróżujących nie wiedział jak się zachować. ”

Po chwili konsternacji do akcji wkroczyła stewardessa. Zbliżyła się do pasażera i odpowiedziała: „Proszę być taktownym”, po czym wróciła do swoich obowiązków. Jednak mężczyzna nie dał za wygraną i odpowiedział: „Ja tylko żartuję!”.

Zachowanie pasażera nie przypadło do gustu personelowi pokładowemu, który po krótkiej dyskusji nakazał żartownisiowi opuszczenie samolotu wraz z bagażem podręcznym. Mężczyzna próbował się tłumaczyć, ale personel był nieugięty.

Dziennikarka napisała, że „Wszystko, co mogliśmy w tej sytuacji zrobić to bić brawo, kiedy dowcipniś został wyprowadzony.” Całe zajście potwierdziły linie Alaska Airlines: „Potwierdzamy, że mężczyzna został usunięty z listy pasażerów lotu 520 z Seattle do Burbank. W pełni solidaryzujemy się z naszymi pracownicami.” Jakkolwiek nie było od razu jasne, to działania pasażera Alaska Airlines były naruszeniem federalnego zakazu nieingerencji w obowiązki załogi. Według zasad Federalnej Administracji Lotnictwa (ang. Federal Aviation Administration): „Nikt nie może grozić i zastraszać członków załogi, jak również zakłócać wykonywanych przez nich obowiązków na pokładzie statku powietrznego .”

 

Tłumaczenie i opracowanie: Karolina Ufa

Korekta: Klaudia Głowacz

18 czerwca: II Warszawski Dzień Różnorodności

W sobotę 18 czerwca Forum Odpowiedzialnego Biznesu i Stowarzyszenie Lambda Warszawa zapraszają na Skwer Willy’ego Brandta przy Muzeum Historii Żydów Polskich Polin, aby na kilka godzin zamienić to miejsce w najbardziej kolorowe i różnorodne na mapie Warszawy.

dzien roznorodnosci

Warszawa to miasto przepełnione ciekawymi i unikalnymi ludźmi, którzy żyją obok nas, a których nie znamy – to kobiety, mężczyźni, młodzi, starsi, osoby o różnej orientacji psychoseksualnej, tożsamości płciowej, różnych wyznań, różnego pochodzenia, osoby z różnymi rodzajami niepełnosprawności, osoby będące w różnej sytuacji życiowej…

Zapraszamy na wydarzenie będące świetną okazją do poznania się, rozmowy i wysłuchania niezwykłych opowieści, opowiadanych przez niezwykłych ludzi.

Przyjdźcie ze swoimi bliskimi i obojętność wobec innych, zamieńmy na ciekawość wobec drugiego człowieka!

Strona wydarzenia: https://www.facebook.com/events/1534059166902482/

Plan wydarzenia:

[g. 12.00-18.00] Żywa Biblioteka – to szansa poznania i porozmawiania z przedstawicielami i przedstawicielkami różnych grup społecznych, m.in. z: byłym więźniem, feministką, Syryjką, rodzicem osoby transpłciowej czy osobą starszą;

[g. 12.00-18.00] Strefa organizacji pozarządowych (NGO) – tu będzie można dowiedzieć się czegoś więcej o organizacjach działających na rzecz szeroko rozumianej równości i sprawiedliwości społecznej. Udział wezmą:
Fundacja Jedyna Taka
Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN
Fundacja Trans-Fuzja
Fundacja eF kropka
Fundacja Zaczyn
Afryka Connect Foundation
Ośrodek Kultury Muzułmańskiej w Warszawie مركز الثقافة الإسلامية -وارسو
Fundacja Feminoteka
Stowarzyszenie Inicjatyw Kobiecych OPP
Stowarzyszenie „Bardziej Kochani”
JCC Warszawa
Stowarzyszenie Jump’93
Forum Odpowiedzialnego Biznesu
Lambda Warszawa
Ruchomy Klub Sportowy „Gwiazda”
Spółdzielnia Socjalna WOLA

[g. 12.00-18.00] Cykl sześciu wydarzeń edukacyjnych na terenie Muzeum POLIN, odbywających się po dwa wydarzenia równocześnie – pokazy filmowe, dyskusje, warsztaty manualne, artystyczne, muzyczne;

[g. 18.00-20.00] Część koncertowo-artystyczna – muzyczna niespodzianka!

Serdecznie zapraszamy!

Więcej informacji:
http://lambdawarszawa.org/lambdawarszawa/co-robimy/edukacja/ii-warszawski-dzien-roznorodnosci/

Organizatorami wydarzenia są: Forum Odpowiedzialnego Biznesu oraz Stowarzyszenie Lambda Warszawa, a całość odbywa się w ramach projektu współfinansowanego ze środków m. st. Warszawy.

Marsz Równości w Trójmieście już 21 maja!

„Jesteśmy rodziną”

 

21 maja o godz. 15:00, Targ Węglowy.

Idziemy pod hasłem: Jesteśmy rodziną. Organizatorem jest Stowarzyszenie na Rzecz Osób LGBT Tolerado.

 

16

 

Marsz jest częścią Trójmiejskich Dni Równości trwających przez 10 dni od 14 do 24 maja. W programie żywa biblioteka, wystawy, pokazy filmów, koncerty, a także międzynarodowa debata o polityce równości z udziałem m.inwiceprezydenta Gdańska Piotra Kowalczuka i burmistrzyni Bergen Marte Mjøs Persen.

 

Zapraszamy na Dni Równości. Zapraszamy na Marsz Równości 21 maja!

www.marsz3miasto.plwww.facebook.com/toleradostowarzyszenie

 

W pierwszym Trójmiejskim Marszu Równości, który odbył się 30 maja 2015 r. wzięło udział ponad 2 tys. osób (zgodnie z danymi policji). Był to największy tego typu marsz zorganizowany w Polsce poza Warszawą. Na czele marszu szli m.in. prezydent Słupska Robert Biedroń, ówczesna wicemarszałkini Sejmu Wanda Nowicka oraz ambasador Szwecji Steffan Herrstrom wraz z małżonką. W Dniach Równości wziął udział m.in. wiceprezydent Piotr Kowalczuk jako gość w dyskusji dotyczącej tęczowych rodzin w Polsce i w Europie.

Tak samo jak w zeszłym roku, tak w i tym hasło marszu to: Jesteśmy rodziną. Powtarzamy je, bo jest ono szczególnie ważne, gdy nowa władza powtarza, że rodzinę tworzy tylko kobieta i mężczyzna. Jesteśmy rodziną, bo kochamy najbliższe nam osoby, z którymi dzielimy życie. Mówimy o nich: mój chłopak, moja partnerka, a po latach mój mąż, moja żona. Jesteśmy rodziną, bo mamy dzieci, które razem wychowujemy. Jesteśmy rodziną, bo mamy matki, ojców, babcie, dziadków, braci, siostry, bliskich przyjaciół.

Konstytucja Rzeczpospolitej Polskiej w art. 18. stanowi, że rodzina znajduje się pod ochroną i opieką Rzeczypospolitej Polskiej. Dlatego każdy z nas powinien mieć prawo do ochrony swojego partnera i partnerki poprzez zawarcie związku partnerskiego. Dlatego nasze dzieci powinny mieć zagwarantowane bezpieczeństwo, a to może odbyć się tylko poprzez uznanie praw rodzicielskich tych osób, które są ojcami lub matkami swoich dzieci, ale obecnie są dla nich według prawa osobami obcymi.

II Trójmiejski Marsz Równości ma o tym przypomnieć. Ma przypomnieć o tym, że walczyliśmy o wolność i demokrację, o bycie członkiem Unii Europejskiej, o poszanowanie godności każdego człowieka – także tego, który nie jest akurat przy władzy.

 

Kontakt: Rzeczniczka medialna – Marta Abramowicz 603 371 950, med[email protected]

Dlaczego masowa przemoc seksualna, do której dochodziło w trakcie wojny o niepodległość Bangladeszu jest bez przerwy ignorowana?

Dlaczego masowa przemoc seksualna, do której dochodziło w trakcie wojny o niepodległość Bangladeszu jest bez przerwy ignorowana?

 

Autorka: Anushay Hossain jest bengalską dziennikarką zamieszkałą w Waszyngtonie

Źródło: New York Times

this-girl-can-article
Halima Parveen (od lewej), Nazma Begum i Fatema Khatun : weteranki, które zostały zgwałcone przez żołnierzy pakistańskich w trakcie wojny o niepodległość Bangladeszu. Zdjęcie: JEWEL SAMAD/AFP/Getty Images.

 

„To była część planu, który systemowo miał osłabić i złamać społeczeństwo bengalskie”

Jedno z moich pierwszych wspomnień związanych z wojną o niepodległość Bangladeszu z 1971 roku to historia, którą opowiedziała mi mama: o ciałach porzucanych na ulicach stolicy Dhaka przez żołnierzy pakistańskich. Powiedziała, że trzeba było chodzić w określone rejony miasta i przeszukiwać masowe groby, żeby odnaleźć ciała zamordowanych bliskich oraz mężczyzn, którzy „znikali” po łapankach pakistańskiej armii. „Pomimo niekończących się zabójstw i tortur, mieliśmy poczucie, że nadal można coś z tym zrobić” — zwykła opowiadać moja mama. „Każdy wiedział, że niepodległość to tylko kwestia czasu” — dodaje zawsze.

Ale opowieści, które najbardziej pobudzały moją wyobraźnię to te, w których kobiety łapały za broń i szły walczyć ramię w ramię z mężczyznami. Mimo że rola kobiet jako wojowniczek jest powszechnie komentowana i doceniana, historie prawie 400 tysięcy Bengalek, kobiet i dziewcząt, gwałconych i torturowanych w tzw. obozach gwałtu,
oraz losy wojennych dzieci poczętych w wyniku gwałtu, pozostają nieznane na świecie. Kiedy dorastałam, właśnie tych głosów brakowało w narracji, w myśl której wychowywano pokolenie powojenne.

„W ludobójstwie, którego w 1971 dokonali Pakistańczycy, bengalskie kobiety odegrały wielką rolę” — mówi dr Nusrat Rabbee, która przetrwała wojnę, i której ojciec, intelektualista dr Fazle Rabbee, został na wojnie zamordowany. Badaczka przetłumaczyła na angielski książkę Ami Birangony Bolchi (The War Heroine Speaks), autorstwa
dr Nilimy Ibrahim. W trakcie tłumaczenia zrozumiała, że „kobiety walczyły jako żołnierze, ale były również porywane, torturowane i gwałcone w pakistańskich obozach koncentracyjnych oraz w obozach gwałtu, które armia Pakistanu zakładała w każdym mieście i miasteczku. Było to częścią planu systemowego osłabiania i niszczenia społeczeństwa bengalskiego — podobnie jak zamiar
wymordowania bengalskich intelektualistów. Wiele z setek tysięcy kobiet i dziewcząt było potem zabijanych lub odrzucanych przez własne rodziny; ich dzieci, narodzone
z gwałtu, były im odbierane i oddawane do adopcji dla cudzoziemców. Większość zgwałconych kobiet umierało
z zaniedbania, nigdy nie opowiedziawszy, co się stało.

this-girl-can-article
Bengalskie kobiety w trakcie wydarzeń upamiętniających żołnierki walczące za wolność, zmarłych w trwającej dziewięć miesięcy walce przeciwko siłom pakistańskim — Dhaka, 26 marca 2009 r. Zdjęcie: MUNIR UZ ZAMAN/AFP/Getty Images

Dr Rabbee zaznacza, że pomimo określania gwałtu przez środowiska naukowe jako oficjalną strategię wojenną
w walkach o niepodległość Bangladeszu w 1971 r., zarówno Bangladesz, jak i media międzynarodowe muszą odpowiednio uwypuklić proceder gwałtu i przemocy ze względu na płeć. Należy zmierzyć się z przemocą wobec kobiet, uznać ją za taktykę wojenną i kolejną formę ludobójstwa, oraz wymierzyć kary winnym.

„Historia ludobójstwa popełnionego w 1971 roku przez Pakistańczyków w Bangladeszu została wymazana ze światowych archiwów Holokaustu” — mówi dr Rabbee. „To bardzo ważne — musimy zrozumieć, że chodzi tu o jeden z najwcześniejszych i najohydniejszych przypadków ludobójstw, w których kobiety stały się celem systematycznych gwałtów, tortur i egzekucji”.

Według ustaleń Women Under Siege Project (ang. „kobiety pod ostrzałem”) — projektu, który prowadzi amerykańskie Kobiece Centrum Mediów (Women’s Media Center), założone przez Glorię Steinem i zajmujące się badaniem, w jaki sposób gwałt i przemoc seksualna używane są jako broń i metoda zabójstwa w konfliktach zbrojnych — kobiety i dziewczęta w wieku od ośmiu do siedemdziesięciu pięciu lat były porywane i przetrzymywane w pakistańskich barakach wojennych, gdzie poddawano je masowym gwałtom, a często nawet mordowano. Women Under Siege przytacza również wywiady z kobietami, które przetrwały prześladowania, i które opisują, jak młode dziewczęta „przykuwano do drzew zielonego banana i wielokrotnie, zbiorowo gwałcono”. Kilka tygodni później przywiązywano je do tego samego drzewa, żeby je zaszlachtować.

Kiedy Bangladesz odzyskał niepodległość, Sheikh Mujibur Rahman, Ojciec Narodu, nadał weterankom, które przetrwały gwałty tytuły „Birangonas”, co po bengalsku oznacza „bohaterki wojenne”. W ten sposób pragnął wyrazić szacunek dla zgwałconych oraz ponownie włączyć je do społeczeństwa, z którego zostały wykluczone. Niestety, gest ten okazał się fiaskiem. Po tym, jak Pakistańczycy znęcali się nad Bengalkami, okaleczali je i zapładniali wbrew woli, weteranki, które przeżyły gwałt zostały odrzucone przez społeczeństwo niepodległe. Wyraz „Birangona” stał się synonimem kobiety „pozbawionej honoru”, znieważonej, innymi słowy — żywego łupu wojennego.

this-girl-can-article
Uczennice bengalskich szkół składają hołd ofiarom wojny o niepodległość, z okazji obchodów „Czarnego dnia” w 2004 roku w dhakańskim Muzeum Wojny o Niepodległość. Zdjęcie: FARJANA K. GODHULY/AFP/Getty Images

Po wojnie w Bośni na całym świecie gwałt zaczęto określać mianem zbrodni wojennej. Mimo że Bangladesz ostatecznie utworzył trybunały wojenne w 2011 roku, czterdzieści lat po odzyskaniu niepodległości, pięć lat później wyroki oraz procesy bohaterek wojennych w dalszym ciągu są potępiane przez społeczność międzynarodową. Nadzieja na to, że trybunały oddadzą wreszcie sprawiedliwość zgwałconym weterankom, z których wiele nadal żyje, wydaje się pozbawiona sensu.

Pomimo tego w 2015 roku status czterdziestu jeden Biragonas został oficjalnie uznany przez państwo — bengalski rząd nadał im status Bojowniczek o Wolność, to znaczy przyznał im te same przywileje co Bojownikom płci męskiej: miesięczną rentę, opiekę zdrowotną i miejsca zarezerwowane dla ich dzieci i wnuków w publicznych instytucjach edukacyjnych.

Na poziomie międzynarodowym jednak historie bengalskich Biragonas nie otrzymały wystarczającej uwagi. I choć ludobójstwo i bestialskie zbrodnie są obecnie nagłaśniane i szeroko dyskutowane, współcześni eksperci w dalszym ciągu zastanawiają się, dlaczego Stany Zjednoczone nie interweniowały w sprawie bengalskiego ludobójstwa. Międzynarodowe media w dalszym ciągu umniejszają znaczenie zbrodni bengalskich i odmawiają porównania ich ze zbrodniami popełnionymi w Rwandzie, Bośni czy nawet w Armenii. Dlaczego?

To szokujące, że mimo ogromnej ilości świadectw oraz zgromadzonych dowodów, nie umieszczamy okrutnej wojny o niepodległość Bangladeszu na tym samym poziomie, co inne najbardziej krwawe zbrodnie w historii. Mówiąc ściślej: dlaczego większa część świata, poza kręgami naukowymi i politycznymi, nie zdaje sobie sprawy z faktu, że przemoc seksualna była stosowana na skalę masową, jako broń, w tamtej wojnie, w wyniku której wschodni Pakistan oddzielił się od Pakistanu zachodniego?

W wigilię czterdziestych piątych urodzin Bangladeszu, czyli 26 marca, na całym świecie należy oddać hołd bengalskim Biragonas. Musimy uhonorować ich doświadczenie i być z nich tak samo dumne i dumni, jak ze wszystkich naszych Bojowników o Wolność. Wszyscy, oni i one, w równym stopniu przypłacili wolność Bangladeszu swoim życiem.

Szczególnie bengalskie feministki są zobowiązane, aby chronić pamięć o bengalskiej wojnie o niepodległość przed plagą historycznej amnezji, zwłaszcza teraz, kiedy weteranki nadal żyją. Przysłowie mówi: gdy umiera Biragona, jej historia umiera razem z nią. W jaki sposób prężny, bengalski ruch feministyczny miałby dalej się rozwijać, jeśli nie będziemy pamiętać i szanować niewysłowionego poświęcenia kobiet, które swoim cierpieniem przypłaciły narodziny naszego kraju?

 

Tłumaczenie: Ola Gocławska

 

Korekta: Klaudia Głowacz

Podsumowanie projektu: „Szlakiem głosu. Historia mówiona jako zwalczania dyskryminacji”

Podsumowanie projektu: „Szlakiem głosu. Historia mówiona jako zwalczania dyskryminacji”

W dniach 16-17 kwietnia, Stowarzyszenie Arteria wraz z Instytutem Kultury Miejskiej w Gdańsku, organizują szereg wydarzeń podsumowujących projekt „Szlakiem głosu. Historia mówiona jako zwalczania dyskryminacji”.

szlakiem glosu

Stowarzyszenie Arteria wraz z Partnerem Instytutem Kultury Miejskiej w ramach projektu „Szlakiem głosu. Historia mówiona jako zwalczania dyskryminacji” zbierało historie codzienności osób z różnych grup mniejszościowych mieszkających w Gdańsku. Osoby, z którymi rozmawialiśmy, opowiadały nam swoją historię życia w Gdańsku, wspominały o miejscach subiektywnie istotnych i związanych z nimi emocjami, mówiły o symbolicznych wydarzeniach i znaczących osobach, o aktywizmie lub jego braku. Rozmawialiśmy o wszystkim, co ważne dla własnego rozumienia tożsamości i co składa się w wielogłos opowieści o różnorodności społecznej i kulturowej Pomorza.

Wywiady te złożyły się w 6 tras spacerów skupionych wokół doświadczeń kobiet żyjących w więcej niż jednej kulturze, osób LGBT, aktywistów i aktywistek ze społeczności muzułmańskiej i żydowskiej, osób studiujących i pracujących przybyłych do Gdańska z Chin oraz tożsamości lokalnej Kociewiaków i Kociewiaczek.

Serdecznie zapraszamy na wydarzenia podsumowujące pracę w projekcie i podążenie z nami szlakiem głosu opowieści zebranych w rozmowach.

KONFERENCJA WIEŃCZĄCA PROJEKT

16.04.2016 (sobota) w godzinach 11:00 – 14:00 w sieni Instytutu Kultury Miejskiej, ul. Długi Targ 39/40

Premiera bezpłatnej publikacji pt. Szlakiem Głosu mniejszości gdańskich. Spacery, trasy, opowieści oraz rozmowa z osobami współtworzącymi trasy.

Panel dyskusyjny z ekspertami i ekspertkami: „Historia mówiona jako metoda zwalczania dyskryminacji wobec grup mniejszościowych”

SPACERY

16.04.2016 (sobota) g. 15:00,

„Patrząc na Gdańsk oczami kobiet z różnych kultur”

Niniejsza trasa opiera się na wywiadach z mieszkankami Gdańska, które doświadczyły życia w więcej niż jednej kulturze. Naszymi rozmówczyniami były kobiety o korzeniach ukraińskich, białoruskich, wileńskich, nigeryjskich i kolumbijskich. Podczas spaceru będziemy opowiadać o specyfice doświadczenia miasta przez kobiety z różnych kultur. Jakie bariery napotykają na początku pobytu? Z jakimi stereotypami muszą walczyć? Jak budują wspólnoty? Jak różnią się role społeczno-kulturowe kobiet w ich kulturach i w Polsce? Czy można w ogóle patrzeć na miasto z perspektywy płci?

17.04.2016 (niedziela) g.12:00,

Gdańsk mniejszości chińskiej – miasto przygód czy przygotowań do dalszej podróży?”

Spacer opiera się na rozmowach z osobami, które przyjechały do Gdańska z różnych regionów Chin i studiują tu lub pracują. Zastanowimy się czy dla naszych rozmówców i rozmówczyń Gdańsk jest przystankiem w drodze rozwoju zawodowego i osobistego czy miastem zakorzenienia i drugim domem. Opowiemy o ich motywacjach przyjazdu do Gdańska, codzienności, szukaniu miejsc, które pozwalają celebrować swoją tożsamość. Zaprosimy do przyjrzenia się różnicom kulturowym jakie osoby, z którymi rozmawialiśmy dostrzegają między swoimi miastami a Gdańskiem.

17.04.2016 (niedziela) g.15:00,

Ryk tęczowego lwa. Odzyskiwanie przestrzeni miejskiej przez społeczności nieheteronormatywne w Gdańsku”

Zapraszamy na spacer szlakiem osób, inicjatyw i organizacji działających na rzecz społeczności homoseksualnych, biseksualnych i transpłciowych na Pomorzu. Nie tylko przyjrzymy się współczesności: działaniom organizacji, pierwszym wiecom i marszom w przestrzeni miasta, ale odkryjemy również ślady historii obecności osób LGBT w Gdańsku sprzed dwudziestego wieku. Opowiemy historię pierwszego czasopisma gejowskiego, „Filo”, dramatycznych wydarzeń akcji Hiacynt, przypomnimy o pojawiających się i znikających klubach i przyjaznych miejscach spotkań, a także o odzyskiwaniu przestrzeni miejskich poprzez działania na polu kultury i sztuki, aktywizm i walkę z dyskryminacją i wykluczeniem.

ZAPISY:

mailowo: [email protected] z podaniem wybranego spaceru i kontaktu,

osobiście: Instytut Kultury Miejskiej, 10.00-18.00, w weekendy 12.00 – 16.00

Na spacery zapraszamy osoby dorosłe.

Udział we wszystkich wydarzeniach jest BEZPŁATNY

KONTAKT:

[email protected],

facebook: Szlakiem Glosu

strona www: szlakiemglosu.org

Organizatorka: Stowarzyszenie Arteria, http://art-eria.pl/.

Partnerzy: Instytut Kultury Miejskiej (Polska) | Oslo and Akershus University College (Norwegia)

Projekt „Historia mówiona jako metoda zwalczania dyskryminacji” realizowany jest w ramach programu Obywatele dla Demokracji, finansowanego z Funduszy EOG.

Feministyczny kiermasz ciast zakończył się groźbami gwałtu i śmierci

Źródło: The Guardian

Autorka:  Madeline Price – wiceprezeska Biura ds. Płci Kulturowej i Seksualności na Uniwersytecie Queensland

 

Wszystko zaczęło się od tego, że studenci płci męskiej musieli zapłacić jednego dolara australijskiego za ciastko… A skończyło na smutnej świadomości, jak bardzo w dalszym ciągu potrzebujemy feminizmu w XXI wieku.

3
 „Założenie było takie, żeby każde ciasto kosztowało ułamek dolara australijskiego odpowiedni do tego, co zarobiłaby kupująca w porównaniu do mężczyzny”. Zdjęcie: Food and Drink/REX

Gdyby ktoś mi powiedział tydzień temu, że zwyczajny kiermasz ciast, mający zwiększać świadomość studentów co do różnicy płac między mężczyznami i kobietami w Australii, wywoła tak wielkie oburzenie i zakończy się groźbami morderstwa organizatorek; że będzie opisywany w mediach w całej Australii, w Stanach i w Wielkiej Brytanii,
i że stanie się kiermaszem ciast o największym zasięgu w historii kampusu, powiedziałabym, że chyba zwariowali. Nikogo nie obchodzi kiermasz ciast.

Najwyraźniej byłabym w błędzie.

Ów niesławny Kiermasz Nierówności Płac miał być wydarzeniem towarzyszącym serii dyskusji panelowych, warsztatów oraz targów, które odbyły się w ramach obchodów Tygodnia Feministycznego na kampusie Uniwersytetu Queensland. Wcześniej organizowaliśmy już kiermasze ciast, tym razem jednak chcieliśmy dodatkowo nadać wydarzeniu walor edukacyjny. Uczyć studentów o nierówności płac za pomocą cukrowych specjałów ― czemu nie?

Założenie było takie, żeby każde ciastko kosztowało kupującą taki odsetek jednego dolara australijskiego, jaki statystycznie zarobiłaby w porównaniu do mężczyzny (lub, jeśli kupujący określał się jako mężczyzna, żeby zapłacił całego dolara). Na przykład: kobieta rasy innej niż biała, zatrudniona legalnie, zapłaciłaby za ciastko 55 centów.

Robiono to już wcześniej na kampusach uniwersyteckich, podobne akcje organizowały kolektywy kobiece na całym świecie: w Stanach biali studenci płacili więcej, niż czarni, w Wielkiej Brytanii studenci w zależności od rasy lub płci otrzymywali taki kawałek ciastka, jaki procent standardowej pensji zapłacono by im w rzeczywistości. To nie był nowy pomysł.

Jednak ten konkretny kiermasz ciast stał się początkiem czegoś, czego w żaden sposób nie można było przewidzieć: uruchomił spiralę nienawiści, wiodącą w najgłębsze mroki nierówności płci, to jest w świat cyberprzemocy oraz doświadczeń poniżania, z którymi kobiety muszą zmagać się na codzień.

Zasięg wydarzenia w efekcie znacznie wybiegł poza dyskusję o nierówności płac w Australii. Atak cybernienawiści
w związku z Kiermaszem Nierówności Płac wydobył z cienia setki innych problemów związanych z nierównością płci: od przemocy seksualnej i gróźb, mających zastraszać kobiety, po refleksję nad tym, jak bardzo wciąż potrzebujemy feminizmu w XXI wieku. Ten kiermasz ciast spełnił, a nawet przekroczył, swoje pierwotne zadanie.

Studenci, którzy wcześniej sprzeciwiali się idei feminizmu przychodzili na nasz kiermasz ciast, wyjaśniając,
że „nie wierzyli, że feminizm nadal jest potrzebny, dopóki nie przeczytali hejterskich komentarzy na fejsbuku”.

chile 1
Post na fejsbuku nawołujący do przemocy wobec kobiet: „Kobiety godne są tych samych praw… ych i lewych sierpowych”. Zdjęcie: Facebook

 

Tego typu komentarze (których autorami byli, jak zwykle, „internetowi wojownicy”, czyli tacy, którzy kochają ukrywać się za ekranem i atakować ludzi aktywnie zmieniających świat) zawierały groźby przemocy wobec uczestników i wobec organizatorek kiermaszu ciast. Wśród postów mogliśmy przeczytać np.:

  • „Cieszę się, że robicie takie wydarzenie. Teraz nie będę musiał przekopywać się przez bandy pasztetów w klubie, bo wszystkie brzydule poszły na tydzień feministyczny”
  • „Zabić wszystkie kobiety”
  • „Wlałbym dziewusze, która na kiermaszu ciast puściłaby do mnie oko”
  • „Samice to pieprzone gówno, powinny być zabijane jako dzieci”.
  • „Chcę zgwałcić te feministyczne kurwy razem z ich pieprzonymi wyrobami cukierniczymi”

Te komentarze umieszczone zostały na stronie publicznego wydarzenia, w postach na temat Tygodnia Feministycznego. Były także przesyłane na adresy e-mailowe organizatorek, ich osobiste konta fejsbukowe a także,
w jednym z przypadków, pozostawione jako wiadomość na poczcie głosowej jednej z nich. Hejterskimi wiadomościami zasypano także członkinie Kolektywu Kobiet działającego przy Uniwersytecie Queensland
(UQ Union Women’s Collective) oraz pracowników uczelni, którzy wyrazili poparcie dla wydarzenia.

Nieszkodliwy kiermasz ciast wywołał falę jadu, gróźb i uwłaczających komentarzy w internecie ze strony ludzi, którzy poczuli się zagrożeni w obliczu dyskusji o równości i feminizmie; dyskusji, którą ― teraz stało się to oczywiste ― musimy prowadzić w przestrzeni publicznej.

Co do internetowych wojowników ― wiadomo, nigdy nie materializują się oni w osobistym starciu. Sam kiermasz ciast okazał się więc wydarzeniem przepełnionym pozytywną energią oraz miejscem dyskusji o nierówności płac,
o zachowaniach on-line oraz, przede wszystkim, o globalnym zasięgu nierówności płci. Rozmowy te odbywały się
w atmosferze wzajemnego wsparcia i entuzjazmu.

Mimo, iż tym razem internetowi wojownicy pozostali ukryci za monitorami, zagrożenie dla bezpieczeństwa i życia kobiet, uciszanie kobiecych głosów w przestrzeni publicznej oraz nierówność płac na całym świecie pozostają bardzo realnymi problemami, które wpływają na życie kobiet i innych wykluczonych grup społecznych na całym świecie, każdego dnia. Hejterskie komentarze jeszcze dobitniej wydobyły tego typu problemy na światło dzienne.

Cała sprawa zaczęła się od kwestii banalnej: grupa studentów nie chciała zapłacić jednego dolara za ciastko.
I choć kiermasz ciast już się zakończył, debata o prawdziwej równości dopiero się rozpoczyna.

 

Tłumaczenie: Ola Gocławska

 

Korekta: Klaudia Głowacz

7 rzeczy, które feministki koloru chcą powiedzieć białym feministkom

Źródło: Bustle

Autorka: Gina M. Florio – pisarka i podróżująca instruktorka jogi

4

[tłumaczenie zostało zedytowane 17.04.2016r.]

Definicje:

White feminism/Biały Feminizm – feminizm, który rażąco pozostawia niezauważonymi troski i problemy women
of color/kobiet koloru.

Women of color/Kolorowe kobiety – kobiety należące do grupy rasowej innej niż biała.


7 rzeczy, które kolorowe feministki chcą powiedzieć białym feministkom

Gorzką prawdą jest, że białe feministki są uprzywilejowane w sposób, z którym kolorowe feministki nie mogą się utożsamiać i nie jest to ich wina.  Tak, niektóre białe feministki nie zdają sobie sprawy z własnego przywileju i jest to złe. Jednak nasze społeczeństwo również jest winne udając, że stosunki rasowe w USA są bardziej zaawansowane niż w rzeczywistości.

Jako osoba rasy mieszanej nie mogę patrzeć na białe kobiety występujące jako rzeczniczki teorii feministycznych, które tworzyły kolorowe kobiety. Na bardziej osobistym poziomie, byłam świadkinią sytuacji, w których pracowite nie-białe kobiety z mojej rodziny zderzały się z systemowymi uprzedzeniami, których większość białych kobiet nigdy nie zrozumie, takich jak: słabej jakości opieka zdrowotna czy nisko płatne prace, które nie dają nadziei na awans.

Wiem, że nie mogę w pojedynkę rozwiązać wszystkich konfliktów w środowisku feministycznym, ale mogę przekazać te siedem rzeczy, które feministka koloru chciałaby powiedzieć białym kobietom.

  1. 1. Historia feminizmu n2aznaczona jest rasizmem.

Niektóre z najbardziej znanych amerykańskich feministek niestety były rasistkami. Na początku XX wieku, Elizabeth Cady Stanton, liderka amerykańskiego ruchu sufrażystek, była oburzona faktem, że białe kobiety nie mają prawa głosu, podczas gdy „zwyrodniałym czarnym mężczyznom” dano możliwość ustawienia się w kolejce do urn. Inna sufrażystka, Frances Willard, odmówiła wsparcia protestu na rzecz zaprzestania kary linczu na południu, bo uważała, że czarni mężczyźni byli pijanym zagrożeniem i wszyscy odpowiadali za gwałcenie białych kobiet.

Ponadto, białe kobiety organizujące marsze równości w Waszyngtonie bezczelnie zażądały by czarne sufrażystki  szły na końcu ich parad. W rezultacie, niektóre czarne kobiety zdecydowały się nie iść na marsz w ogóle, odmawiając udziału w kolejnej formie segregacji.

  1. Biały feminizm jest faktem.

3Biały Feminizm marginalizuje kolorowe kobiety. Biały Feminizm nie daje kolorowym feministkom przestrzeni do dyskusji o tym jak rasowa nierówność jest związana z nierównością płci. Stale przypomina nam, że standardem urody w naszej kulturze pozostaje szczupła biała blondynka.

Biały Feminizm jest obecny w środowisku akademickim, w Hollywood, w naszym rządzie, a także w Internecie. Poza wykluczaniem z feminizmu kolorowych kobiet, wyklucza również nieheteroseksualne oraz niepełnosprawne kobiety.

 

  1. Wszystkie jesteśmy odpowiedzialne za budowanie bardziej otwartego feminizmu.

Łatwo oskarżać kobiety takie jak Miley Cyrus i Lena Dunham o promowanie Białego Feminizmu w mediach, ale wskazywanie palcami nie ułatwi postępu ruchu feministycznego. Dużo lepszym sposobem w jaki feministki mogą spędzać czas jest wspólnie dążenie do zwalczenia dyskryminacji wewnątrz ruchu.

Często uprzywilejowane kobiety nawet nie zdają sobie sprawy, że wyłączają inne marginalizowane grupy.
To nie jest usprawiedliwienie dla ich zachowania, ale to jest szansa dla kolorowych kobiet, żeby uczciwie powiedzieć uprzywilejowanym feministkom, jak ich brak samoświadomości wpływa na inne kobiety. Pomagając sobie nawzajem zrozumieć, że kobiety różnych ras, orientacji seksualnych i statusów socjoekonomicznych doświadczają nierówności płci na inne sposoby, wszystkie możemy stać się bardziej zintegrowane.

 

  1. Niektóre kolorowe kobiety nie czują się komfortowo nazywane feministkami.

Ze względu na napięcia między nimi a Białym Feminizmem nie powinno nikogo zaskoczyć, że wiele kobiet koloru niechętnie identyfikuje się jako feministki. To nie znaczy, że nie lobbujemy na rzecz równych praw; po prostu nie możemy ignorować wspomnianego już rasizmu w historii ruchu. Co ważniejsze, jesteśmy hiper-świadome szkodliwego dyskursu, który powstał w głównym nurcie feminizmu i słusznie martwi nas fakt, że brak naszych praw obywatelskich jest w dużej mierze wciąż ignorowany.

Nic w tym nowego. W 1980 roku – gdy blada blondynka Gloria Steinem została twarzą głównego nurtu feminizmu – kobiety koloru tworzyły wówczas ruchy womanist i mujerista, w odpowiedzi na pominięcie ich obecnościw feminizmie. W swojej książce Search Of Our Mothers’ Garden, Alice Walker zdefiniowała „womanist” jako czarną feministkę lub kolorową feministkę. Następnie termin mujerista (które powstało od hiszpańskiego słowa oznaczającego kobietę – mujer) został przyjęty przez  latynoskie kobiety jako „zajęcie ich przestrzeni wśród białych feministek”.

Oba te ruchy do dziś mają swoje zwolenniczki. Jednakże wiele kolorowych feministek nie identyfikuje się również z tymi grupami przez co czują, że w ogóle nie mają swojego miejsca  w ruchu feministycznym.

 

  1. Nasza walka jest inna niż wasza.

Sytuacja heterose1ksualnej, białej amerykańskiej kobiety z klasy średniej jest inna niż sytuacja niewykształconej, homoseksualnej amerykanki koloru. Podczas gdy pierwsza walczy o równą płacę i płatny urlop macierzyński, druga bardziej skupia się na zatrzymaniu skupionej na rasie brutalności policji, pozyskiwanie funduszy na miejskie szkoły publiczne i wypracowanie bardziej kompleksowych programów leczenia HIV.
W eseju „For Salonie”, Brittney Cooper, profesora Women’s and Gender Studies oraz Africana Studies na Uniwesytecie Rutger’a, stawia to takiej w perspektywie. Zwraca uwagę, że feministki skupiają się na równości, podczas gdy kolorowe feministki  (zwłaszcza czarne feministki) walczą
z niesprawiedliwością. Pisze: „Jeden rodzaj feminizmu skupia się na prawach, które pomogą kobietom w pełni zintegrować się z istniejącym systemem amerykańskim. Drugi rozpoznaje podstawowe błędy w tym systemie i chce jego kompletnej przemiany.”

Dopóki wszystkie nie zrozumiemy tej różnicy i nie znajdziemy wspólnej drogi by połączyć oba te cele wiele kolorowych kobiet nie będzie chciało identyfikować się jako feministki.

 

  1. Chcemy być usłyszane

Tak jak napisała Ijeoma Oluo w prowokacyjnym tekście dla Ravishly, kiedy kolorowe kobiety mówią szczerze o rasie i feminizmie, jesteśmy albo pomijane albo mówi się nam, że „nasze skargi prowadzą do podziałów” i że powinnyśmy skupić się na „prawdziwym wrogu”. Innymi słowy, nie powinnyśmy mówić o tym, jak nierówności rasowe i nierówności płciowe są ze sobą powiązane. Przykładowo, gdy Nicki Minaj wykorzystała Twittera jako platformę do zwrócenia uwagi na brak reprezentacji czarnych kobiet w nominacjach VMA 2015, Miley Cyrus powiedziała The New York Times, że „to nie było zbyt uprzejme z jej strony”.

Jednak  bardziej niepokojące od  niedoreprezentowania kobiet koloru w mediach, jest fakt, że czarne i latynoskie kobiety są nieproporcjonalnie biedne i otrzymują bardzo mało pomocy publicznej oraz to, że czarne kobiety są trzy razy bardziej narażone na śmierć w czasie porodu niż białe kobiety.

Narzucanie kolorowym kobietom milczenia o tym jak nierówność rasowa wpływa na ich życie będzie utrzymywać podziały w ruchu feministycznym.

  1. Nie chcemy żeby za nas mówić

Zdecydowana większość pisarek, działaczek i celebrytek reprezentujących feminizm to białe uprzywilejowane kobiety. Pomyśl o słynnym przemówieniu Patrici Arquette na ubiegłorocznej ceremonii Oscarów albo o Emmie Watson jako ambasadorce kampanii He For She. Nie jest tak, że te kobiety nie robią dobrych rzeczy, ale kolorowe kobiety nie mogą dłużej ignorować faktu, że nie są równo reprezentowane w naszym społeczeństwie i w ruchu feministycznym.

W pamiętnej debacie o białości feminizmu pomiędzy Rebeccą Traister i Judith Shulevitz, dwóch  redaktorek New Republic, Traister zwróciła uwagę jak ironicznym jest fakt, że obie uczestniczki to białe, wykształcone kobiety z Nowego Jorku.

Niezależnie od ich dobrych intencji, białe feministki nie powinny być jedynymi feministki mówiącymi o kolorowych kobietach. Zasługujemy na platformę, z której możemy dyskutować o tym jak nasza rasa wpływa na nasz feminizm i zasługujemy na włączenie do głównego nurtu ruchu feminizmu. Kropka.

 

Tłumaczenie: Julia Maciocha

Korekta: Klaudia Głowacz

Uniwersytet Columbia pozwany w sprawie o molestowanie seksualne

Uniwersytet Columbia pozwany w sprawie o molestowanie seksualne

Autor: Rick Rojas

Źródło tekstu i zdjęcia: The New York Times

Enrichetta Ravina myślała, akademia feministycznaże profesor jest jej mentorem, że chciał pomóc jej uzyskać dostęp do bezcennej składnicy wiedzy – bazydanych z informacjami o tym, jak pracownicy inwestują swoje oszczędności emerytalne. Jej projekt badawczy, jak wierzyła, miał pomóc jej uzyskać stały etat wykładowczyni w Columbia Business School.
Wkrótce jednak rozpoczęły się niejednoznaczne aluzje.

Profesor opowiadał jej o oglądaniu pornografii
i o swoich seksualnych odkryciach. Zaczął się do niej przystawiać, mówić do niej „kociaku”.
Przez cały czas – opowiada Enrichetta Ravina – udawało mu się ograniczać jej dostęp do cennych danych.

W aktach sprawy założonej 22 marca w Sądzie Okręgowym, pani Ravina zeznaje, iż wielokrotnie zgłaszała sprawę odpowiednim organom uniwersyteckim, skąd odsyłano ją z kwitkiem i lekceważono zarzuty. Pani Ravina stała się ofiarą dyskryminacji ze względu na płeć oraz molestowania seksualnego, za co żąda ponad 20 milionów dolarów odszkodowania za straty moralne. Prosi także o więcej czasu na ubieganie się o etat wykładowczyni.

― Nigdy nie chciałam znaleźć się w takiej sytuacji, ale było to jedyne wyjście, które mi pozostało ― powiedziała
w marcowym wywiadzie pani Ravina, która zajmuje stanowisko adjuktki na Wydziale Ekonomii i Finansów w szkole biznesu od 2008 roku. ― Poczułam się naprawdę oszukana ― mówi pani Ravina. Myślałam, że Uniwersytet zajmie się rozwiązaniem tej sprawy, jak powinien.

Na początku maja 2014 roku pani Lawina złożyła formalne doniesienie w Radzie Wydziału oraz w administracji uczelni ― czytamy w aktach sprawy. Dziekan nazwał sytuację, w której znalazła się kobieta „operą mydlaną”.
Inni poradzili jej, żeby wycofała skargę i zrezygnowała ze swojego projektu badawczego. W listopadzie 2014 roku biuro uczelni ― która, notabene, utrzymuje, iż działa w zgodzie z Dziewiątą Poprawką, to jest chroni pracowników jednostek naukowych przed dyskryminacją ze względu na płeć ― orzekło, że w postępowaniu profesora nie ma żadnych nieprawidłowości.

Pracownicy Uniwersytetu poinformowali panią Ravinę w czerwcu, iż zostanie ona przeniesiona na płatny urlop naukowy na rok akademicki 2015-2016. W tym okresie obiecano przedsięwziąć działania w kierunku przyznania poszkodowanej etatu profesorskiego. We wrześniu urlop został odwołany, w grudniu zaś poinformowano ją,
że proces przyznania jej etatu rozpoczął się i przebiega w trybie przyspieszonym. Teraz pozostało jej mniej czasu
na przygotowanie, dlatego pani Ravina przewiduje, że jej szanse otrzymania etatu znacznie zmaleją.
Zarząd uczelni odmówił komentowania sprawy pani Raviny ze względu na toczący się proces, oświadczył jednak,
iż traktuje zarzuty o molestowanie „z najwyższą powagą”.

W ramach prowadzonych badań pani Ravina analizuje zestawy danych, w oparciu o które śledzi indywidualne decyzje finansowe w poszczególnych gospodarstwach domowych.

W roku akademickim 2009-10 ― czytamy w aktach sprawy ― Geert Bekaert, który od roku 2000 pełni funkcję profesora na wydziale Finansów i Ekonomii Uniwersytetu Columbia, zaproponował pani Ravinie, że pomoże jej uzyskać dostęp do dużej bazy danych, ze względu na swoje bliskie relacje z firmą, która dane te posiadała.
W treści umowy, którą pani Ravina zawarła z firmą zastrzegano, że firma może cofnąć dostęp. Pan Bekaert mógł wywrzeć na nich wpływ, żeby tak zrobili ― mówi pani Ravina.

Badaczka spędziła ponad dwa lata na przygotowaniu danych do swojego badania. Kiedy dotarła do punktu,
w którym odebranie jej dostępu poważnie zaburzyłoby kontynuację całego projektu, rozpoczęło się molestowanie
ze strony pana Bekaerta.

Kiedy badaczka odrzuciła zaloty profesora, ten wziął na niej odwet, opóźniając i utrudniając postępy w jej pracy.
W pewnym momencie powiedział, że jeśli kobieta będzie dla niego „milsza”, pozwoli, aby jej praca postępowała szybciej.

Pani Ravina złożyła oddzielną skargę na dręczyciela.

W środę 23 marca pan Bekaert zaprzeczył wszystkiemu oraz podkreślił, że zarzuty zostały wcześniej przeanalizowane przez instytucje uniwersyteckie i określone jako bezpodstawne.

„Jestem zniesmaczony odkryciem, że moja koleżanka po fachu ― nigdy bowiem nie byłem jej zwierzchnikiem ani promotorem ― wymyśla podobne oszczerstwa, żeby zniszczyć moją reputację” ― napisał w e-mailowym oświadczeniu pan Bekaert.

„Tak naprawdę ― dodaje ― jest to smutne potwierdzenie słów Stephena Kinga: żaden dobry uczynek nie pozostanie bez kary”.

„Przez wiele lat ― pisze napastnik ― pracowaliśmy wspólnie na zestawie danych, które otrzymałem z firmy,
dla której pracowałem. W zamian pani Ravina fabrykuje serię całkowicie fałszywych oskarżeń na mój temat.
Część z nich dodana została dopiero dziś, słyszę o nich po raz pierwszy”.

Według słów pani Raviny, trauma, której doświadczyła nie tylko zniszczyła reputację zawodową badaczki, ale także wyniszczyła kobietę psychicznie. Jak czytamy w aktach sprawy „emocjonale cierpienie było tak silne, że przez ostatnie dwa lata pani Ravina co tydzień spotykała się z psychiatrą, który pomagał jej radzić sobie z objawami”. Psychiatra zeznał, że pacjentka zaczęła chorować na nerwicę lękową.

― Myślę, że moja historia jest okropna, ale wydaje mi sie, że mnóstwo kobiet musi stawiać czoła podobnym sytuacjom ― mówi pani Ravina. ― Uczelnia mnie zawiodła, i mogła zawieść więcej ofiar w ten sam sposób.

Tłumaczenie: Ola Gocławska

Akademia Feministyczna 29.03.2016r: „O działaniu instytucji państwowych w sprawach uchodźczyń i uchodźców” | relacja

940929_10156809926650226_8561889801114200555_n

Autor: Michał Żakowski

Kolejne spotkanie poświęcone tematyce uchodźczej, zorganizowane w ramach Akademii Feministycznej, dotyczyło działań instytucji państwowych wobec osób ze statusem uchodźcy lub inną formą ochrony. Zagadnienie omówione zostało w kontekście działań integracyjnych. Opowiadał o tym Dominik Wach, politolog specjalizujący się w tematyce migracyjnej i bliskowschodniej, zajmujący się od 8 lat integracją uchodźców.

Panelista zwrócił uwagę na problem związany ze zbyt krótkim okresem trwania programów integracyjnych, jak również problemami z komunikacją pomiędzy urzędem wojewódzkim – przyznającym decyzje o nadaniu
ochrony – a instytucjami odpowiedzialnymi za realizację Indywidualnego Programu Integracji (IPI) na poziomie powiatu (powiatowe centrum pomocy rodzinie, a w przypadku Warszawy – Warszawskie Centrum Pomocy Rodzinie). Powoduje to drastyczne skutki – o udział w programie integracyjnym można bowiem ubiegać się maksymalnie 60 dni po uzyskaniu statusu uchodźcy lub innej formy ochrony, w przeciwnym wypadku traci prawo do udziału w programie. Od 2012 r. w Polsce przeprowadzono ponad 4,5 tys. indywidualnych programów integracji, 62% z nich w województwie mazowieckim (głównie w Warszawie).
Podstawowym problemem związanym z realizacją indywidualnego programu integracji jest czas jego trwania. Pierwszy rok pobytu osoby, która szuka schronienia po traumatycznych przeżyciach, polega na dojściu do siebie, ustabilizowaniu sytuacji w nowym miejscu. Tymczasem struktura programu nakazuje mu natychmiastowe wejście na rynek pracy i nauczenie się języka polskiego. W praktyce oznacza to często pracę poniżej kwalifikacji, zaś rok czasu na nauczenie się języka polskiego jest dla niektórych cudzoziemców zbyt krótkim okresem (lepiej sobie z tym radzą osoby posługujące się którymś z języków słowiańskich). Oferta zajęć językowych jest zbyt uboga, często są to kursy przygotowywane nieprofesjonalnie, organizowane ze zbyt małą intensywnością.

Cudzoziemiec uczestniczący w indywidualnym programie integracji może liczyć na wsparcie w wysokości od 606 do 1335 zł na osobę w celu pokrycia wydatków związanych z utrzymaniem i pokryciem kosztów nauki języka polskiego. Wysokość wsparcia uzależniona jest od indywidualnej sytuacji (w Warszawie w IPI uczestniczyła
np. uchodźczyni z Afganistanu, dysponująca dostępem do środków finansowych jej bogatego męża – w jej wypadku ustalono, że w ramach IPI nie będzie otrzymywać żadnych środków finansowych), zmniejsza się również
w późniejszym okresie trwania programu.

Pracownicy ośrodków w większych miastach, w których realizowana jest większość indywidualnych programów integracji, są przygotowani do obsługiwania osób posługujących się określonymi językami. W przypadku zgłoszenia się cudzoziemca, który posługuje się mniej popularnym językiem, urzędnicy korzystają ze wsparcia organizacji pozarządowych. W działaniach integracyjnych urzędnicy zorientowani są na wspieranie, ale nie wyręczanie odbiorców pomocy. Niestety, rok czasu to za mało, aby rozwiązać wszystkie problemy i wdrożyć cudzoziemca
w mechanizmy obowiązujące w polskim prawie.

Wzajemne zobowiązania mogą również być negocjowane elastycznie, w okresie trwania programu.
Jeżeli cudzoziemiec znajdzie pracę w miejscu, w którym posługuje się językiem polskim, mniej rygorystycznie przestrzegany jest wymóg nauki języka polskiego. Bezwzględnie jest natomiast przestrzegana konieczność spotkania minimum 2 razy w miesiącu. Jego długość i forma uzależniona jest od potrzeb konkretnej osoby. Spotkania stanowią, z jednej strony, okazję do zbadania w jaki sposób przebiega aklimatyzacja cudzoziemca w polskiej rzeczywistości,
z drugiej zaś są metoda kontrolowania, czy dana osoba nie wyjechała poza granice Polski.

Po zakończeniu programów integracyjnych osoby ze statusem uchodźcy lub inną formą ochrony mogą liczyć
na wsparcie ze strony ośrodków pomocy społecznej.
Ich pracownicy nie zawsze jednak są przygotowani
do pracy z cudzoziemcami.

Problemy z realizowaniem działań integracyjnych, niskie świadczenia, trudność w zdobyciu pracy czy otwarta dyskryminacja na rynku mieszkaniowym sprawiają, że wiele osób uczestniczących w programach integracyjnych wyjeżdżają do innych państw Unii Europejskiej.

W przeszłości w Warszawie działania integracyjne były uzupełniane za pośrednictwem, finansowanego ze środków Unii Europejskiej, programu „Integracja dla Samodzielności”. Był on skierowany do wychowanków pieczy zastępczej, osób niepełnosprawnych oraz cudzoziemców ze statusem uchodźcy lub inną formą ochrony.
W jego ramach udzielane było kompleksowe wsparcie w zakresie poszukiwania pracy i zdobywania kwalifikacji, jak również poszukiwania mieszkania.  Obecnie podobne działania realizowane są w ramach programu
„Witamy w Warszawie”.

W ramach systemu integracji uchodźców i uchodźczyń organizowane są również programy skierowane
do konkretnych grup.
Przykładem są warsztaty skierowane do uchodźczyń, organizowane w formie całotygodniowych wyjazdów. Poza zdobywaniem konkretnych umiejętności, przeznaczają ten czas na umacnianie poczucia własnej wartości. Prowadzone są również kursy zawodowe, mające pomóc w znalezieniu pracy w zawodach, w których zatrudniani są uchodźcy (np. tynkarz, spawacz, operator dźwigu).

Ogromnym zagrożeniem dla sukcesu integracji są przedłużające się procedury i pobyt w ośrodku dla uchodźców, podczas którego cudzoziemcy nabierają syndromu wyuczonej bezradności. Polska polityka integracyjna pozostaje ślepa na realne potrzeby, nie wykazuje elastyczności. Dopóki cudzoziemców jest niewielu,
nie stwarza to wielkich problemów. Polski system powinien jednak uczyć się skutecznej integracji, a najlepszą grupą na której może być ona przećwiczona mogą być grupy cudzoziemców relokowane w ramach unijnych
programów – tę drogę polski rząd jednak zamknął.

 

Podręczniki bez uprzedzeń i dyskryminacji?

Na Uniwersytecie Adama Mickiewicza (Collegium Minus) w Poznaniu odbyła się debata „Podręczniki bez uprzedzeń i dyskryminacji. Projektowanie zmiany” prezentująca trzytomową publikację raportu, wieńczącego trzyletnią pracę badaczek i badaczy w ramach projektu „Gender w podręcznikach”. Analizie poddano 176 podręczników do 27 przedmiotów obowiązujących w Polskich szkołach – pisze Tęczowy Poznań o wydarzeniu organizowanym w ramach projektu „Kobiety i mężczyźni, chłopcy i dziewczęta RAZEM przeciw stereotypom płciowym”.

Podręczniki, które obowiązują w polskich szkołach, przedstawiają wyimaginowany świat, rodem z seriali telewizyjnych, który nie jest w stanie przygotować uczniów i uczennic na spotkanie z otaczającą ich rzeczywistością – taki wniosek mógł nasunąć się wszystkim osobom, biorącym udział we debacie „Podręczniki bez uprzedzeń i dyskryminacji. Projektowanie zmiany”.

Jak podały osoby prowadzące debatę, z przeprowadzonych badań wynika, że jest to świat, w którym wszystkie postacie zawsze są szczęśliwe i odgrywają bardzo tradycyjne role. W marginalny sposób podręczniki traktują osoby czarnoskóre (pojawiają się najczęściej przy okazji omawiania tematu biedy i skrajnej nędzy), z niepełnosprawnością (osoby te stanowią zaledwie 5% wszystkich postaci), osoby samotnie wychowujące dzieci (brak takich rodzin w podręcznikach), czy osoby homoseksualne (orientacja homoseksualna traktowana jest jako zaburzenie). Podręczniki nie poruszają także problemu przemocy domowej i przemocy w bliskich związkach.

W debacie wzięła udział grupa ekspertek: prof. Małgorzata Fuszara – Pełnomocniczka Rządu ds. Równego Traktowania w latach 2014-2015 (Uniwersytet Warszawski), dr Agnieszka Kozłowska-Rajewicz – Pełnomocniczka Rządu ds. Równego Traktowania w latach 2011-2014 (Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu), dr hab. Edyta Głowacka-Sobiech – badaczka i ekspertka projektu Gender w Podręcznikach (Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu),dr Violetta Kopińska – badaczka i ekspertka projektu Gender w Podręcznikach (Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu), dr Joanna Dec-Pietrowska – badaczka i ekspertka projektu Gender w Podręcznikach (Uniwersytet Zielonogórski) oraz Elżbieta Walkowiak – Wielkopolska Kurator Oświaty w latach 2009-2015.

Powstanie raportu to jednak dopiero początek pracy, jaka stoi przed badaczkami i badaczami. Ta praca zaowocowała wspaniałym raportem, który część z nas już widziała, część będzie miała do niego dostęp lada dzień. Trzeba go także przetłumaczyć na język angielski, aby był bardziej uniwersalny i dostępny dla szerszej grupy – powiedziała Kozłowska-Rajewicz. Zwróciła także uwagę na zmiany, jakie zaszły w przeciągu ostatnich lat w prawie oświatowym. Obecnie wybór podręczników szkolnych w coraz większym stopniu zależy także od rodziców. Niestety, ekspertki wspólnie przyznały, że nadal bardzo mała część rodziców korzysta z tego prawa i zapoznaje się z podręcznikami, z jakich będą uczyć się ich dzieci. Tymczasem braki w podręcznikach, jakie ukazuje raport, mogą negatywnie wpływać na ich życie i relacje z rówieśnikami.

Najczęściej pojawiającymi się w podręcznikach postaciami są biali mężczyźni. W podręcznikach do historii, etyki i filozofii stanowią oni 80% wszystkich postaci, zaś w podręcznikach do sztuki stanowią 91% autorów reprodukowanych dzieł. Mężczyźni są także wyżej w hierarchii. Autorzy i autorki podręczników przedstawiają mężczyzn najczęściej jako osoby zajmujące stanowiska kierownicze. Kobiety zaś prezentowane są jako osoby spoza świata pracy lub wykonujące niskopłatną pracę. Osoby prowadzące debatę zwróciły także uwagę na androcentryczny język, jakim pisane są podręczniki.

– Senatorowie są przekonani, ze te podręczniki są w porządku i my, jakaś grupa genderowa, rzucamy się na świat, który jest świetny, piękny, dobrze poukładany, przedstawiany dobrze w tych podręcznikach i chcemy coś na siłę zmieniać. Dlatego, żeby doprowadzić do jakiejś dobrej zmiany, to trzeba ekstremalne fragmenty z tego wielkiego podsumowania wypunktować i pokazać – powiedziała prof. Małgorzata Fuszara.

Raport już wkrótce dostępny będzie w wersji PDF.

Źródło: Tęczowy Poznań

Więcej o pozostałych działaniach w projekcie

Projekt realizowany był przez Fundację Feminoteka w partnerstwie z grupą badawczą Gender w Podręcznikach i grupą nieformalną Głosy przeciw Przemocy w ramach Programu „Obywatele dla Demokracji” finansowanego z funduszy EOG.

11

Nazywam się Miliard/ One Billion Rising Poland 2016!

Po raz czwarty 14 lutego Polska bierze udział w ogólnoświatowej akcji One Billion Rising – po polsku Nazywam się Miliard. To akcja, podczas której tańczymy i protestujemy przeciwko przemocy wobec kobiet i dziewcząt. W ubiegłym roku zatańczyło 50 miejscowości w Polsce. Feminoteka od początku koordynuje akcję w całym kraju. Tegoroczna odbywa się w ramach projektu „Antyprzemocowa Sieć Kobiet”.

Co roku podejmujemy temat trudny społecznie, niewygodny, zepchnięty pod dywan. W 2016 roku tańczymy i protestujemy przeciwko  molestowaniu seksualnemu kobiet i dziewczyn. Dlaczego?  Ponieważ ofiarami wszystkich form  molestowania seksualnego padają najczęściej kobiety i dziewczęta: w domu, szkole, pracy, na ulicy, środkach komunikacji publicznej itd. itp.

Z badań przeprowadzonych we wszystkich krajach UE wynika, że różnych form molestowania seksualnego doświadczyło od 45 do 55% kobiet powyżej 15. roku życia – od fizycznych przez werbalne po cybermolestowanie.

Z badań wynika, że:

  • fizycznych form molestowania seksualnego, takich jak niechciane dotykanie, przytulanie, całowanie doświadczyło 29% kobiet powyżej 15. roku życia,
  • werbalnych form molestowania – żartów i komentarzy z podtekstem seksualnym – doświadczyło 24% kobiet,
  • 11% kobiet doświadczyło niewerbalnych form molestowania (w tym cybermolestowania) takich jak niechciane, obraźliwe, seksualnie jednoznaczne e-maile lub SMS-y.

Badania Agencji Praw Podstawowych z 2014 roku, str. 95-19

Akcja jest inicjatywą Eve Ensler – amerykańskiej feministki, aktywistki, pisarki, autorki m.in. słynnych „Monologów waginy”. W 2013 roku przyłączyło się do niej 200 krajów z całego świata.

W 2016 roku Fundacja Feminoteka organizuje akcję Nazywam się Miliard/One Billion Rising Poland
w ramach projektu Antyprzemocowa Sieć Kobiet  w partnerstwie z 15 organizacjami i grupami nieformalnymi z całej Polski z Programu „Obywatele dla Demokracji” przy wsparciu finansowym Funduszy EOG.

wszystkieloga

Nauczyciele fizyki dają dziewczętom niższe stopnie niż chłopcom za dokładnie takie same odpowiedzi.

Dziewczęta otrzymują niższe wyniki na egzaminach z fizyki częściej niż ich koledzy płci męskiej, pomimo, że podają identyczne odpowiedzi – ogłosili naukowcy z szwajcarskiego uniwersytetu.

Sarah Hofer oraz grupa naukowców z Politechniki Federalnej w Zurychu (ETH) poprosili nauczycieli fizyki ze szkół średnich z ograniczonym doświadczeniem w nauczaniu, aby ocenili pisany online egzamin. W sumie 780 nauczycieli z Niemiec, Austrii i Szwajcarii otrzymało fikcyjne i tylko częściowo poprawne odpowiedzi na pytania do egzaminu w dziedzinie mechaniki newtonowskiej(klasycznej).

Jedyna różnica – połowa instruktorów była skłonna wierzyć, że uczeń był mężczyzną, a druga połowa myślała, że uczeń był kobietą, według badań opublikowanych w International Journal of Science Education.

Naukowcy zauważyli, że podczas gdy nauczyciele z dziesięcioletnim lub większym doświadczeniem nie wykazywali żadnych uprzedzeń co do płci, to mniej doświadczeni nauczyciele oceniali uczniów, o których myśleli, że są kobietami, niższą punktacją.

„Nauczyciele z mniejszym doświadczeniem w nauczaniu są częściej w stanie kierować się uprzedzeniem, że dziewczęta są gorsze od chłopców w rozwiązywaniu zadań z fizyki, gdy ich oceniają” – mówiła Hofer, nawiązując do publikacji ETH w Zurychu.
W Niemczech nauczyciele płci męskiej z mniejszym doświadczeniem, rzadziej wskazują podobną stronniczość, niż ich koleżanki nauczycielki – rezultat badań był nie do wyjaśnienia w porównaniu z danymi z tego eksperymentu.

Elizabeth Stern, profesorka w dziedzinie badań edukacyjno-empirycznych, powiedziała, że różnica w ocenie za dokładnie taką samą odpowiedź jest częścią problemu z dziewczętami w środowisku akademickim nazwanym polem STEM (skrót od „science, technology, engineering, mathematics”) – nauka, technologia, inżynieria i matematyka.
„Dziewczyny i kobiety nie mogą liczyć na bycie nagradzaną za ich wysiłek,” – powiedziała. „Jako dziewczyna, masz już to odczucie w szkole, że nie będziesz sprawiedliwie oceniania w naukach ścisłych, a wtedy masz tendencję do utraty zainteresowania tymi przedmiotami”

Naukowcy stwierdzili, że eksperyment dowodzi, iż większy nacisk należy położyć na kształcenie nauczycieli – i zasugerowali nauczycielom, że powinni zakrywać nazwiska uczniów podczas ich oceniania.

***

tłum. Izabela Pazoła

kor. P. Pokora

np. Raw Story

Polityka równości w samorządzie – standardy wdrożenia i system pomiaru

okladka2Polityka równości w samorządzie – standardy wdrożenia i system pomiaru (plik pdf)

Autor/-ka: Anna Czerwińska , Joanna Piotrowska , Karolina Kędziora , Krzysztof Śmiszek
Wydawca: Instytut Laudator Sp. z o.o. Fundacja Feminoteka,Polskie Towarzystwo Prawa Antydyskryminacyjnego
Warszawa, 2013

Podręcznik przedstawia innowacyjne w Polsce narzędzie wsparcia urzędów w tym zakresie, tj. kompleksowy system wdrażania i pomiaru realizacji polityki równościowej w ramach usług publicznych świadczonych przez urzędy jednostek samorządu terytorialnego. Głównymi elementami tego systemu są STANDARD i INDEKS RÓWNOŚCI.
SPIS TREŚCI

I. Wprowadzenie

II. ROZDZIAŁ I
Jak powstawały Standard i Indeks Równości?
1. Działania projektu „Równość standardem dobrego samorządu”
2. Badania ankietowe 2011 r – opis sytuacji wyjściowej
3. Wdrożenie na poziomie lokalnym – za granicą
4. Pilotaż i badania ankietowe 2013 r.

III. ROZDZIAŁ II
Standard i Indeks Równości oczami samorządowców
1. Równy nie oznacza taki sam (K. Szlońska)
2. Równość w samorządach – z czym jest największy problem? (P. Wołowicz)

IV. ROZDZIAŁ III
System wdrażania i pomiaru realizacji polityki równościowej w ramach usług publicznych świadczonych przez urzędy jednostek samorządu terytorialnego
1. Wstęp – instrukcja stosowania Standardu i Indeksu Równości
2. Słownik pojęć podstawowych
3. Standard Równości
4. Indeks Równości
4.1. Ankieta samoewaluacyjna dla urzędów
4.2. Wprowadzenie
4.3. Wzór ankiety samoewaluacyjnej dla urzędów
4.4. Instrukcja wypełnienia ankiety samoewaluacyjnej w „Serwisie autoewaluacji JST”
5. Przewodnik Indeksu Równości

V. ROZDZIAŁ IV
Narzędzia uzupełniające