TELEFON DLA KOBIET DOŚWIADCZAJĄCYCH PRZEMOCY

Телефон для жінок, які зазнають насильства

CZYNNY PONIEDZIAŁEK-PIĄTEK
OD 11.00 DO 19.00

Активний з понеділка по п’ятницю з 14:00 до 19:00

L.Poetki, czyli o kobiecej perspektywie w kinie, o roli poezji w komunikowaniu tożsamości nieheteronormatywnej | Wywiad z Moniką Rak

L.Poetki, czyli o kobiecej perspektywie w kinie, o roli poezji w komunikowaniu tożsamości nieheteronormatywnej z Moniką Rak, 1/2 Damskiego Tandemu Twórczego, realizatorką dokumentu rozmawia Magda Wielgołaska

l poetki 4

 

Magda Wielgołaska: Na początek pytanie: dlaczego jesteś sama? Właściwie zawsze w sprawach kultury lesbijskiej i nie tylko lesbijskiej mówicie dwugłosem z Agnieszką Małgowską. Tworzycie przecież Damski Tandem Twórczy.

Monika Rak: I nic się nie zmieniło, działamy jako Damski Tandem Twórczy. Ale od jakiegoś czasu widzimy, że każda z nas koncentruje się na innych projektach. Agnieszkę wciąga coraz bardziej archiwizowanie polskiej kultury nieheteronormatywnej, zaangażowała się szczególnie w projekt „A kultura LGBTQ+ nie poczeka”, pisze o teatrze lesbijskim. Ja mam wreszcie możliwość robienia filmów – a tego zawsze chciałam. Tu wkładam najwięcej energii. W każdym projekcie współpracujemy ze sobą, ale każda chce opowiadać o swej aktywności osobno. To nas rozwija.  Jedno zostaje jak dawniej, razem mówimy o teatrze, bo to nas połączyło i nadal łączy. Zwłaszcza, że pracujemy nad spektaklem o Gertudzie Stein i Alicji B. Toklas. Ja jako aktorka, Agnieszka jako reżyserka.

l poetki 1

Magda Wielgołaska: Wszystko jasne. Przejdźmy do tematu naszej rozmowy. Zatem mamy XXI wiek i mogłoby się wydawać, że skoro w sztuce i kulturze mamy tak ogromną różnorodność, to nic nie może nas zaskoczyć, a tymczasem okazuje się, że cały czas zaskakuje twórczość kobiet nieheteronormatywnych i promowanie kobiecej perspektywy w myśleniu, sztuce, bo wciąż dominuje męskie spojrzenie na świat, które wydaje się uniwersalną wypowiedzią człowieka. Twój film dokumentalny oddaje głos kobietom, szczególnej grupie – kobietom nieheteronormatywnym –  i to ich oczami obserwujemy polską rzeczywistość. Zrobiłaś film o kobietach nieheteronormatywnych i pewnie przede wszystkim dla kobiet, lesbijek, biseksualistek, heteroseksualistek. Dlaczego to takie ważne dla Ciebie i jak wygląda praca wyłącznie w kobiecej energii?

Monika Rak: Powinnam zacząć od opowiedzenia o czymś takim jak projekt Doris, który częściowo był dla mnie inspiracją i zachętą do zrealizowania stuprocentowo kobiecego filmu dokumentalnego. Doris to szwedzki projekt dziewczyn, które zajmują się kinem zawodowo. Są reżyserkami, producentkami, operatorkami. Stworzyły w Szwecji projekt, który produkuje filmy. Zasada jest taka, że w ekipie musi być przewaga kobiet. Wszystkie ważne funkcje muszą być obsadzone przez kobiety. Twórczyniom projektu zależy na tym, żeby uczyć  dziewczyny filmowego fachu, dawać im szansę realizacji pomysłów, w efekcie zmierzają do tego, by kobiety były brane wreszcie pod uwagę przy tzw. dużych produkcjach, w których rządzą mężczyźni, co sprawia, że w kinie przeważa męska perspektywa. Choć coraz więcej kobiecych bohaterek, to nadal większość tych opowieści realizują panowie. Niby coś się zmienia, ale mam poczucie, że to bardziej wynik mody. Temat kobiecy jest nośny, są na takie filmy pieniądze, więc reżyserzy nie odpuszczają. Podejrzewam tu jakiś „przekręt”. Cieszą mnie więc najbardziej filmy robione przez kobiety, bo wierzę, że one robią to z prawdziwej potrzeby odszukiwania zapomnianych postaci kobiet, które stają się nowymi wzorcami i których tak brakuje. Wiem, co mówię, bo wychowałam się na męskim kinie. Kiedy sobie uświadomiłam, że jestem kobietą, feministką, lesbijką, to widziałam duży dysonans pomiędzy tym, co oglądam w kinie, a tym, co chciałabym oglądać. Robienie kina tylko kobiecego, zaangażowanego feministycznie, wciąż jest traktowane jako pewnego rodzaju „przegięcie”, ale ja chcę takiego „przegięcia”, bo jeśli panowie mają przestrzeń na robienie swojego kina i czują się w tym dobrze, i mają warunki do tego, żeby czuć się dobrze, i mówią, że to jest opis całego świata i człowieka, to ja się na to nie zgadzam. Pełną perspektywę uzyskamy, kiedy zaczniemy patrzeć też oczami kobiet, ale zaznaczam – również tych, które nie są patriarchalnie sformatowane. Ja nie chcę wchodzić z mężczyznami na wojenną ścieżkę, pragnę zobaczyć, jak będzie wyglądała rzeczywistość, kiedy zostanie opisana także przez różne kobiety.

Dlatego moją ambicją w L.Poetkach było to, żeby wszystko zostało stworzone przez kobiety, najlepiej nieheteronormatywne. Miałam na przykład bardzo sympatycznego młodego kompozytora, który chciał napisać muzykę do filmu. Widziałam, że ma zapał i potencjał, a to jest coś, co sobie bardzo cenię. Ale jednak postawiłam na babki. To trudna decyzja, bo akurat znalezienie kompozytorki muzyki filmowej to wyzwanie nie lada. To wyjątkowa rzadkość. I nie udało się mi takiej dziewczyny spotkać. Ostatecznie musiałam skorzystać z muzyki, która już jest napisana i ma setki lat. Lekko ją przetworzyłam. Niestety nie jest to muzyka, o jakiej marzyłam. Miało być współcześnie, ambientowo. Ale zl poetki 2ałożenie było dla mnie ważniejsze. Gdyby twórczyń filmowych było więcej, byłoby inaczej. Nie żałuję decyzji, to tylko konsekwencja mego założenia i status quo. Dodatkowo byłam taka krańcowa w swym wyborze, bo film o poezji lesbijskiej to delikatny temat, i chciałam stworzyć bohaterkom poczucie bezpieczeństwa. Poza tym ja się z dziewczynami dobrze czuję, mam poczucie równowagi i to jest dla mnie ważne przy pracy grupowej. Czuję się równoprawną uczestniczką procesu twórczego. W męskim gronie bywa z tym różnie. Zwykle zmuszona jestem udowodnić, że mam prawo robić, co robię, tłumaczyć się, a ja nie mam na to ani ochoty ani czasu. Mam natomiast czas na działanie, które dla mnie jest skuteczniejszą formą walki o swoje miejsce w świecie.

M.W.: Mówisz otwarcie, że jesteś lesbijką i zrobiłaś film o lesbijkach. W dodatku lesbijkach, które tworzą poezję. Dlaczego akurat ten temat i takie bohaterki? Dlaczego tak chcesz mówić do widzów?

M.R.: Powstawały już wcześniej dokumenty o nieheteronormatywnych Polkach, ale one mówiły głównie o aktywizmie albo doświadczeniu, który łączy aktywizm z prywatnym życiem. Nie było w nich zoomu na bohaterkę. Ja wybrałam trzy bohaterki i tak się złożyło, że one razem budują mi jedną postać: lesbijkę-poetkę. Dla mnie dokument jest wtedy ważny, kiedy dotyczy konkretnej osoby. Nie czuję potrzeby, żeby robić film o zbiorowościach. Kiedy skupiam się na szczególe, to jakoś lepiej mi się pracuje. Świat poszerza się o perspektywę danej osoby, w której możemy się przeglądać. W L.Poetkach skupiłam się na trzech twórczyniach – Agnieszce Eunice Frankowskiej, Agnieszce Annie Grzelczak, Ilonie Ewie Urban i mówiąc krótko – to one „zrobiły” ten film. Zbudowała się między nami nić zaufania. Myślę też, że gdybym nie była lesbijką i gdybym nie znała swoich trzech bohaterek filmu z różnych kulturotwórczych działań – np. O’LESS Festiwal, Kobieta Nieheteronormatywna, cykl organizowany w Feminotece – które robiłyśmy wcześniej jako Damski Tandem Twórczy – to nie uzyskałabym tej bliskości z moimi bohaterkami. To, co łączyło nas wcześniej jako kobiety nieheteronormatywne sprawiło, że bohaterki otworzyły przede mną swój świat. Nie spodziewałam się, że niektóre z nich opowiedzą tak intymne rzeczy i zgodzą się na to, żeby to było w filmie. Powiem szczerze, że było to dla mnie pewnym przekroczeniem.

M.W.: Myślisz, że sama poezja jest dobrym kluczem do wniknięcia do świata niewidocznego społecznym okiem – świata Polki Nieheteronormatywnej?

M.R.:  Analizując razem z Agnieszką Małgowską i Pauliną Szkudlarek literaturę kobiecą, miałyśmy takie przemyślenie, że poezja jest dla lesbijek sposobem porozumiewania się ze sobą i światem. To nie jest prosta forma komunikacji, ale paradoksalnie szalenie popularna. Wystarczy wejść na portal Kobiety Kobietom, w zakładkę Literatura, by zobaczyć, ile kobiet nieheteronormatywnch pisze wiersze. Te wiersze są różne – formalnie, stylistycznie. Skąd taka popularność? Może stąd, że poezja potrafi w swej krótkiej formie skomasować bardzo mocny przekaz, myśl, doświadczenie. Wiersz jest emocjonalny i potrafi dotknąć sedna. W pewnym sensie wiersz stał się wehikułem, którym dziewczyną chcą przenosić ważne treści. Dla mnie samej robienie filmu o poetkach początkowo było abstrakcyjne. Później przyszło mi do głowy, że skoro te dziewczyny znam i wszystkie je łączy to, że są poetkami, to zacznijmy od tego wspólnego mianownika – poezji.

l poetki

M.W.: Czyli trochę jest tak, jakby tematyka lesbijska w Polsce potrzebowała pretekstu, żeby móc wybrzmieć i w tym wypadku poezja przemyca go pomiędzy wierszami.

M.R:  Poezji nie traktuję jako pretekst. To bardziej artystyczny pryzmat, dzięki któremu można inaczej niż talkshawowo opowiedzieć o polskich lesbijkach. To prawda, że poezja nie jest centrum tego filmu. Trudno bowiem jest mówić o samej poezji w filmie. Ja mogę tylko zachęcić wszystkie/wszystkich, do tego, żeby sięgnęli/siegnęły po te wiersze, przeczytali/przeczytały je, bo to będzie ich intymne spotkanie z bohaterkami filmu, ich doświadczeniem i z samymi sobą. To nie jest historia o wierszach, ale o tym, jak ważny jest sam proces twórczy dla bohaterek. Poezja jest dla mnie czymś bardzo intymnym… jak modlitwa. Mówienie otwarcie, że jest się lesbijką też jest w jakiś sposób intymnym wyzwaniem. Widzę tutaj silne połączenie między tożsamością i procesem twórczym. To takie moje subtelności interpretacyjne, a na podstawowym poziomie film powstał, żeby uświadomić światu, że poetki nieheteronormatywne istnieją, żeby pokazać, gdzie żyją, jak żyją, kim są, jakie mają doświadczenia i jakie zmiany zachodzą w nich dzięki procesowi pisania.

M.W.: Mówiłaś już wcześniej, że film budują doświadczenia trzech kobiet, które tak naprawdę tworzą jedną bohaterkę. Kim ona jest?

M.R.: Początkowo sama nie wiedziałam, że buduję właśnie taką historię. Dostałam tę informację od tak zwanych widzek beta, które zobaczyły ten film jako pierwsze. Pokazałam im pierwszą wersję montażową, którą potem również dzięki nim przemontowałam. Dziewczyny oglądające pierwszą wersję powiedziały mi, że zobaczyły historię jednej kobiety, która przechodzi proces dojrzewania na wielu poziomach. Było to dla mnie zaskoczenie, ale pozytywne. Kolejność historii pokazanych w filmie wybrałam intuicyjnie. Nie budowałam w zamyśle takiej konstrukcji dodatkowej. Po prostu czułam, że kolejność ma być taka właśnie, a nie inna. Czułam tempo, w jakim moje bohaterki rozwijają swoje historie. Kiedy mówię o dojrzewaniu czy rozwoju, to chodzi mi o pewien typ otwierania się na świat, pewien typ doświadczania i potem dzielenie się tym doświadczeniem. Te opowieści ułożyły się tak, że zbudowały historię jednej poetki-lesbijki żyjącej w Polsce w 2015-2016 roku. To mnie zdziwiło, ale myślę sobie, że często tak bywa, że masz myśl przewodnią dzieła – trafia to do odbiorczyń, one to czytają, ale okazuje się, że znajdują w Twoim zamyśle coś jeszcze, co jednak mocno Cię zaskakuje. To jest właśnie to, co uwielbiam w widzach. Czytają rzeczy, które intuicyjnie może wiemy i czujemy, ale do końca same sobie tego nie powiedziałyśmy. Poza tym, tak jak mówiłam wcześniej, to głównie bohaterki tworzą film. W dokumencie nie możesz do końca zawładnąć historią. Ona czasem przejmuje kontrolę.

M.W.: Rzecz, która mocno mnie uderzyła w Twoim dokumentu to temat kościoła i religii. Czy w Polsce nie da się uciec od tego tematu? Spodziewałaś się, że to będzie ważny element filmu?

M.R.: Wiedziałam, że się pojawi. Przecież znamy bohaterki, Agnieszka Małgowska drobiazgowo analizowała ich wiersze, które odsłaniały religijne wątki, ale nie spodziewałam się, że religia będzie spoiwem trzech historii. Wszystkie poetki miały „romans” z kościołem katolickim. Różnie on przebiegł i różnie się skończył. Montując film, zobaczyłam, że ta kwestia dla trzech bohaterek jest tak istotna i jakoś formująca ich osobiste doświadczenia, nie mogłam jej pominąć. Nie dało się oddzielić tego tematu od orientacji seksualnej bohaterek, które żyją przecież w katolickim kraju, który politycy niemal wszystkich opcji nadal traktują jako przedmurze chrześcijaństwa.

l poetki 3

M.W.: Myślę, że zderzenie z systemem, jakim jest kościół, w wielu wypadkach jest jednym z etapów tworzenia się osobistej świadomości tożsamościowej. Kościół formuje pewną myśl na temat tego, jakie powinnyśmy być. Kiedy do tej myśli, schematu nie pasujemy, zaczynamy się sobie bardziej przyglądać. Docieramy do tego kim jesteśmy przez czasem bolesne porównania.

M.R.:  Absolutnie. Kościół jest tak monolityczny, że albo wsiąkasz w ten monolit, wzmacniasz go i tworzysz albo odbijasz się od niego i jesteś po drugiej stronie. Trudno być pomiędzy, bo to zwykle nas rozrywa wewnętrznie. Myślę, że to jest częsty problem wśród osób tęczowych, że próbują być sobą i jednocześnie wpisać się w schemat, nie chcą odstawać. Próbują być właśnie pomiędzy. To powoduje często ogromne cierpienie. Poetki dokonały konkretnych wyborów w związku z kościołem i dzielą się tym w filmie.

M.W.: Jestem bardzo ciekawa odbioru tego filmu. We mnie samej poruszył kilka czułych strun i bardzo czekam na to, co będzie działo się już po warszawskiej premierze.

M.R.: Ja też jestem bardzo ciekawa, jak odbiorą ten film kobiety nieheteronormatywne i osoby niezwiązane ze środowiskiem LGBTQ. Jestem ciekawa, czy zainteresuje ich nasz świat, czy wzbogaci doświadczenie tych widzów, którzy są z zewnątrz? Bardzo ciekawa jestem dyskusji po projekcji filmu. Bardzo lubię te rozmowy po pokazach, kiedy widzowie dzielą się refleksjami i wrażeniami. Takie doświadczenie miałam właśnie po pierwszym zamkniętym pokazie filmu, kiedy kobiety oglądające tę filmową opowieść odnajdują w niej okruch siebie, przepływają przez nie emocje wzbudzone podobieństwem doświadczeń z bohaterkami. Robisz coś, co wzbudza emocje. To jest dla mnie fantastyczne doświadczenie. Kiedy słucham opowieści widzek, to jest to dla mnie nagroda za moją pracę. Bohaterka daje swoją historię i emocje, ja to jakoś próbuję złapać, najlepiej jak potrafię i to pracuje dalej, wychodzi poza nasz świat. Może zachęci inne dziewczyny do tego, żeby dzieliły się swymi opowieściami, żeby zaczęły pisać i kręcić filmy, żeby uwierzyły, że mogą to robić. Tu faktycznie trzeba dużo pracy i samozaparcia, ale da się. To znaczy, że same możemy zapisywać swoją historię z naszej perspektywy.

M.W.: Jak proces robienia tego filmu pracuje w Tobie? Co on zmienia?

M.R.: L.Poetki sprawiły, że wreszcie mam coś materialnego, bo my jako Damski Tandem Twórczy robimy głównie spektakle teatralne, organizujemy dużo działań artaktywistycznych, ale są to działania tu i teraz. Nie mogę wziąć spektaklu teatralnego i komuś dać. Nawet gdy go zarejestruję to tylko substytut. Film to co innego, jest zamkniętym dziełem, które w dopracowanej postaci na płycie DVD mogę dać innej artystce w ramach prezentu i podziękowania za jej wkład w moje artystyczne życie. Jeśli ktoś mnie wzbogacił swoją sztuką i tym, co robi, dał mi powera, to chciałabym się odwdzięczyć i dać tę energię z powrotem, i ten film jest dla mnie też takim prezentem dla nich. Miałam ogromną przyjemność wręczyć ten film Barbarze Hammer, którą spotkałyśmy dzięki wydarzeniu zorganizowanemu przez Krystynę Mazur i Suzie Andreis w Centrum Sztuki Współczesnej. Dla mnie to jest szalenie przyjemne i ważne, że mogłyśmy z nią porozmawiać i ofiarować L.Poetki. Barbara Hammer to reżyserka, która tworzy offowe kino lesbijskie w Stanach Zjednoczonych od lat 70-tych i wydawała mi się postacią niemal mityczną, a nagle mogłam ją poznać, porozmawiać, ona pokazała nam swoje filmy, ja jej – nasz. Okazało się, że amerykańska artystka opowiada historię, która zaskakująco przypomina moją – łączy nas jeden cel, by kobiety nieheteronormatywne mogły tworzyć i chciały to robić. I choć dzieli nas ocean czasu i doświadczenia, uświadomiłam sobie znowu, że walka kobiet o głos trwa i polega na nieustającej pracy i tworzeniu, na sile i determinacji, czasem kompletnie absurdalnej – bo pod prąd i dla małego grona odbiorczyń. Najważniejszy jednak jest zapis naszej perspektywy, bo to po nas zostaje. Bez względu na to, czy to, co tworzymy, zostanie uznane, docenione, najważniejsze, żeby zostało zapisywane. I jest szansa, że jeśli będziemy to konsekwentnie robiły, to z czasem powstanie archiwum herstorii, archiwum nieheteronormatywnej kultury kobiet. Już nie będzie można jej pominąć i nie zauważyć. Ona po prostu materialnie będzie istnieć. To jest potrzebne nam samym i tym kobietom, lesbijkom, które przyjdą po nas. Zwłaszcza, że przyszło nam żyć w przeklętych „ciekawych czasach” i nic nie wróży radosnej przyszłości.

M.W.: Jak to nie? Przecież wkrótce premiera L.Poetek.  Zapraszamy wszystkich 26.11.2016 do Dzikiej Strony Wisły. A teraz dziękuję za rozmowę.

 

Korekta: Klaudia Głowacz

 

 

 

 

Feminarium 21 czerwca: Wanda Jakubowska, czyli jak dziś pisać biografie politycznie niepoprawne

Wanda Jakubowska, czyli jak dziś pisać biografie politycznie niepoprawne.

Kolejne spotkanie w ramach cyklu dyskusji o tematyce społeczno-kulturowej „Feminaria”, odbędzie się 21 czerwca (wtorek), godz. 18:00.

Na spotkanie zapraszają: Fundacja Gender Center, Instytut Badań Literackich PAN oraz Krytyka Polityczna.

wanda-jakubowska-monika-talarczyk-gubala

 

 W fascynującej książce Wanda Jakubowska. Od nowa (2015) Monika Talarczyk-Gubała szuka klucza do twórczości Jakubowskiej w jej biografii: w wyborach ideowych, politycznych, estetycznych, w przyjaźniach i współpracy z ludźmi, z którymi połączył ją moment dziejowy, a bardziej jeszcze twórcza pasja, miłość do kina. Autorka nie wybiela swojej bohaterki, ale stara się spojrzeć na nią i jej dorobek z empatią i szacunkiem. Sięgając po metodę biograficzną, spogląda na filmy Jakubowskiej nie jako na propagandowe agitki, ale teksty intymne, wyrastające z osobistych przeżyć i przekonań reżyserki. Talarczyk-Gubała „odzyskuje” Jakubowską jednak nie tylko jako reżyserkę (w tym ikonę kina kobiet), ale także wychowawczynię kolejnych pokoleń filmowców, współorganizatorkę życia kulturalnego w powojennej Polsce, a wreszcie jako kobietę walczącą o swą podmiotowość w zmaskulinizowanym świecie kina.

Książka Moniki Talarczyk-Gubały stanie się dla nas punktem wyjścia do dyskusji o tym, jak dziś konstruować biografie osób politycznie niepoprawnych, takich jak Wanda Jakubowska – komunizująca reżyserka kina socrealistycznego. Będziemy także rozmawiać o samym socrealizmie jako o estetyce i praktyce kultury w powojennej Polsce. Wreszcie poruszymy problem podmiotowości i sprawczości kobiet w rzeczywistości polskiego socjalizmu.

Wanda Jakubowska (1907-1998) – nazywana niegdyś „matką polskiego kina” – jest dziś w Polsce reżyserką raczej zapomnianą, dla wielu – z uwagi na komunistyczne poglądy i wierność socrealistycznej estetyce – postacią niewygodną czy wprost niechcianą. Zachodni krytycy cenią ją za film Ostatni etap (1947) – należący do klasyki kina o traumie Zagłady – polscy zaś wypominają jej monumentalną produkcję Żołnierz wolności (1953) o generalne Karolu Świerczewskim, „człowieku, który się kulom nie kłaniał”.

 

 W dyskusji udział wezmą:

dr Magdalena Grabowska (Instytut Filozofii i Socjologii PAN)

dr hab. Monika Talarczyk-Gubała (Wydział Organizacji Sztuki Filmowej PWSFTviT w Łodzi)

dr Grzegorz Wołowiec (Instytut Badań Literackich PAN)

Prowadzenie: dr Agnieszka Mrozik (Instytut Badań Literackich PAN)

 

21 czerwca (wtorek), godz. 18.00

Warszawa, Pałac Staszica, ul. Nowy Świat 72, sala nr 144

 

Spotkanie odbywa się w ramach cyklu dyskusji społeczno-kulturalnych „Feminaria”.

Wstęp wolny.

XXXI WFF: tęczowy festiwal rozmaitości

Jako jeden z argumentów, dla których film „Neonowy byk” otrzymał Grand Prix na tegorocznym, trzydziestym pierwszym Warszawskim Festiwalu Filmowym jury podało przełamywanie stereotypów płciowych.

Gabriel Mascaro na głównego bohatera swojego filmu wybrał jednego z pracowników zaangażowanych w organizację vaquejadas, czyli brazylijskiego rodeo. W pierwszej scenie widzimy Iremara, kiedy piaskuje ogon konia, bezlitośnie szarpiąc zwierzę, które wkrótce zostanie powalone na ziemię przez jednego z konnych jeźdźców. Na pierwszy rzut oka „twardy” macho, w rzeczywistości marzy o całkiem innej rzeczywistości – chciałby pracować w przemyśle tekstylnym, szyć wyszukane, błyszczące stroje oraz używać drogich perfum, które zastąpiłyby zapach końskiego łajna. Jego przyszłość nie należy jednak do niego. Znudzona opryskliwością Iremara Galega, zmysłowa tancerka erotyczna, poszukuje zrozumienia u długowłosego, delikatnego chłopca, który większość czasu spędza przed lustrem, czesząc włosy. Z kolei Iremar zaprzyjaźnia się z ciepłą, ciężarną sprzedawczynią perfum, która po godzinach pracuje na ochronie w fabryce. W świecie zajętych własnymi interesami dorosłych błąka się osamotniona córka Galegi, Cacá – zapomniana przez matkę, pozbawiona ojca. Chciałaby zajmować się końmi, jednak zajęcie to, pogardzane przez Iremara, a przez nią tak pożądane, jest niedostępne dla dziewczynek.

obbZwycięzca plebiscytu publiczności –„Pokój” Lenny’ego Abrahamsona to także historia przełamująca stereotypy, tym razem dotyczące macierzyństwa jako bezwarunkowego poświęcenia i niewyczerpanej siły. Ekranizując powieść Emmy Donoghue, reżyser podkreślił przede wszystkim głos dziecka jako narratora – osoby, o której interesach tyle się mówi, tak często zapominając zapytać o jej zdanie. Podobny zamysł dostrzec możemy w niesamowitym dokumencie „Gayby Baby” Mayi Newell, oddającym głos dzieciom z rodzin homoseksualnych, które pragną być wysłuchane i potraktowane poważnie, w kolumbijskich „Złych dniach”, gdzie szesnastoletnia bohaterka-narratorka okazuje się być najsilniejszą i najmądrzejszą wśród pozornie dorosłych członków swojej rodziny, czy też w nagrodzonych w Konkursie 1-2 „Wróblach”.

obrazekGwiazdami tegorocznego festiwalu okazały się filmy o tematyce LGBT – od niesamowitej, wibrującej energią i nakręconej telefonem „Mandarynki” po bardzo osobisty dokument „Grzesznik w Mekce”, którego bohater i reżyser – otwarcie homoseksualny – podejmuje śmiertelne ryzyko sfilmowania swojej pielgrzymki do Mekki, a także kino kobiet.

Na festiwalu kobiety pojawiły się za kamerą – za najlepiej widoczny przykład posłużyć może „Migotanie prawdy” Pietry Brettkelly – mentorki nowozelandzkiej sekcji międzynarodowej organizacji Women in Film and Television (jej najnowszy dokument „A flickering truth” zdobył na tegorocznym WFF nagrodę dla najlepszego dokumentu), ale również „Nocna zmiana” (Night Shift /Shift-e Shab), w reż. Niki Karimi, „Odcięci od świata” (Isolated /Aislados), w reż. Marceli Lizcano, „Mewy” (The Gulls / Chaiky), w reż. Elli Manzheevy, „Łapacz snów” (Dreamcatcher), w reż. Kim Longinotto, „Lato Sangaile” (The Summer of Sangaile / Sangaile), w reż. Alanté Kavaité, „Królowie nieistniejącego miasta” (Kings of Nowhere / Los reyes del pueblo que no existe), w reż. Betzabé Garcíi, „Kraj przodków” (Motherland / Ana Yurdu), w reż. Senem Tüzen, czy hojnie oklaskiwana biografia „Janis: Little Girl Blue”, w reż. Amy Berg – wymieniam tylko kilka.

Odważne i sprawcze kobiety stały sie też ważnymi postaciami festiwalowych filmów, takich jak „Alias María” José Luisa Rugelesa Gracíi, „Fatima” Philippe Faucona, „Alicja w krainie pracusiów” Ahna Gooc-Jina, „Muszę wiedzieć” Marika Sagi i Matiasa Rojasa Valencii, czy „Potwora o tysiącu głów” Rodriga Pla (film wygrał Nagrodę za Najlepszą Reżyserię i Specjalną Nagrodę Jury Konkursu Międzynarodowego dla aktorki – Jany Raluy).

 

Pełen różnorodnych perspektyw, całkowicie odrębnych światów, które przez ponad tydzień mogły współistnieć w jednej przestrzeni, tegoroczny WFF dostarczył publiczności całego kalejdoskopu obrazów i okazał się głęboko poruszającym festiwalem różnorodności.

Więcej na:

http://www.wff.pl

http://wff.pl/pl/aktualnosci/31-wff-kino-lgbt

http://wff.pl/pl/aktualnosci/31-wff-kobiety-przed-kamera

http://wff.pl/pl/aktualnosci/31-wff-kobiety-za-kamera

http://thegaybyproject.com/

http://www.polityka.pl/opolityce/1635011,1,rusza-31-warszawski-festiwal-filmowy.read

Autorką tekstu jest Aleksandra Gocławska, wolontariuszka Fundacji „Feminoteka”

 

Konkurs! Zapraszamy na film „W cieniu kobiet”

WCKMamy dla Was 15 podwójnych zaproszeń na film „W cieniu kobiet”.

Bilety trafią do 15 osób, które jako pierwsze prześlą maila z prośbą na adres [email protected]

Na zgłoszenia czekamy do piątku (23.10) do 15.00

 

Pokaz matronacki odbędzie się 3 listopada o godz. 19:00 w kinie Elektronik.

O filmie

„Film zachwyca błyskotliwą ironią z jaką demaskuje paradoksy związków międzyludzkich. Garrel raz jeszcze udowodnił, że zalicza się do grona najciekawszych twórców europejskiego kina, a jego dalszą karierę warto będzie śledzić z uwagą.” 

Piotr Czerkawski

„Philippe Garrel prezentuje wspaniały koncert na troje aktorów.” VARIETY

 „Prawdziwe arcydzieło.” OTROSCINES

To być może najlepszy film Garrela.” CAHIERS DU CINEMA

Pierre i Manon są małżeństwem, które wspólnie kręci niskobudżetowe dokumenty. Pewnego dnia on spotyka młodą stażystkę, która staje się jego kochanką. Jednak Pierre nie chce odejść od Manon, pragnie obu kobiet.

Tymczasem Elisabeth odkrywa, że Manon również kogoś ma. Gdy Pierre się o tym dowiaduje, porzuca kochankę i wraca do żony. Ale czy uda im się odbudować wspólny związek?

 

 

 

Ujawniamy pierwsze szczegóły 9. edycji Pięciu Smaków! FOCUS: Kino Japońskich Reżyserek

Oto pierwsze szczegóły tegorocznego programu Pięciu Smaków! Spojrzenie sekcji Focus kierujemy tym razem na najciekawsze osiągnięcia reżyserek z Kraju Kwitnącej Wiśni.

Kino Japońskich Reżyserek będzie pierwszą w Polsce okazją do poznania filmów wybitnych autorek, pracujących w Kraju Kwitnącej Wiśni. Do lat 90., ze względu na sformalizowany, hierarchiczny układ sił w japońskich studiach produkcyjnych, kobiety rzadko miały okazję stawać za kamerą. Przemiany obyczajowe i rozwój nowych technologii doprowadziły jednak do rewolucji. Pionierką była Naomi Kawase, której debiutancki obraz, „Suzaku”, zdobył nagrodę w Cannes w 1997 roku. Od tego czasu reżyserki mocnych i przenikliwych filmów budowały coraz silniejszą pozycję.

unnamedNowe tysiąclecie przyniosło wysyp kobiecych reżyserskich debiutów, które nie tylko zdobyły uznanie krytyków, ale też przyciągnęły do kin rzesze widzów. Miwa Nishikawa, Naoko Ogigami czy Momoko Ando doczekały się też uznania na licznych międzynarodowych festiwalach, a ich dzieła regularnie pojawiają się na liście najlepszych filmów roku prestiżowego japońskiego magazynu „Kinema Junpo”.
Mark Schilling, znawca kina japońskiego, uznał „kobiecą nową falę” za najważniejszy trend w rozwoju tej kinematografii w ostatnich latach.

Filmy nowego pokolenia artystek pokazują współczesną Japonię z perspektywy, której dotąd brakowało – są więc cennym przejawem oryginalności i unikatowości  tego, popularnego na całym świecie, kina. Na Pięciu Smakach pokażemy m. in. rewelacyjnie przyjęte na światowych festiwalach “0,5 mm” Momoko Ando, „One Million Yen Woman” Yuki Tanady oraz “The Light Shines Only There” Mipo O – film, który był japońskim kandydatem do Oscara.

unnamed (1)Uzupełnieniem sekcji będzie Akademia Azjatycka – trwający przez czas festiwalu, cykl wykładów, poświęconych kinu kobiecemu i zagadnieniom feminizmu. Wśród pozostałych propozycji programowych festiwalu znajdą się m. in. najlepsze filmy młodych twórców, włączone w konkursową sekcję Nowe Kino Azji, solidna porcja grozy oraz wybitne filmy gatunkowe, które w tym roku wypełnią dwie sekcje.

9. edycja Festiwalu Filmowego Pięć Smaków odbędzie się w Warszawie w dniach 12-20 listopada. Wrocławska replika zaplanowana jest na 13-19 listopada.

Sponsorzy: Hong Kong Economic and Trade Office (Central and Eastern Europe), Asia Travel

Patroni medialni: FilmWeb, CoJestGrane, TVP Kultura, AMS, Tokfm, KINO, Aktivist!, 5kg kultury, Ekrany, Voyage, Feminoteka, Bad Taste, etnosystem.pl, Japonia-online, wAzji.pl, CSPA, TORII

Partnerzy: Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Miasto Stołeczne Warszawa, Polski Instytut Sztuki Filmowej, Taiwan Ministry of Culture, Japan Foundation, Kino Muranów, Kino Nowe Horyzonty

Organizator: Fundacja Sztuki Arteria: www.piecsmakow.pl

logo batory

Rozwój wolontariatu w fundacji Feminoteka jest możliwy dzięki dofinansowaniu rozwoju instytucjonalnego w ramach Programu Obywatele dla Demokracji finansowanego z Funduszy EOG.