TELEFON DLA KOBIET DOŚWIADCZAJĄCYCH PRZEMOCY

Телефон для жінок, які зазнають насильства

CZYNNY PONIEDZIAŁEK-PIĄTEK
OD 11.00 DO 19.00

Активний з понеділка по п’ятницю з 14:00 до 19:00

Zjawisko lesbijka*. Barbie Girls. Kabaret popularny

Ogórki, banany odstawiamy pod ściany
Brzoskwinki, wisienki bierzemy do ręki
Barbie Girls Brzoskwinka mój raj

Monika Rak: Z kabaretem mam problem. Nie jest to gatunek, który szczególnie lubię, jestem wychowana na sztuce teatru. Choć dziś kabaret korzysta z zasobów teatralnych, to jednak gra obiegowymi tematami, chwytami, skojarzeniami z popkulturą, niewyszukanym żartem, ma też nonszalanckie podejście do formy, nadmiernie skupia się na słowie.

Agnieszka Małgowska: Tym razem bez ogródek, jak widzę. [śmiech] Warto podkreślić, że mówisz o popularnej odmianie kabaretu.

MR: Tak, dość obcesowo się wyraziłam, ale obcesowy bywa styl kabaretu popularnego. Tak zakwalifikowałabym kabaret Barbie Girls, o którym dziś porozmawiamy.

AM: Nie mam pewności, czy Barbie Girls mieści w tej kategorii. Widzę go jako bardziej złożone zjawisko. Kabaret przechodził ewolucję stylistyczną, towarzyszyłam mu w ostatniej fazie. Ale dla orientacyjnie zostawmy to określenie jako punkt wyjścia. Teraz kabaret już nie istnieje. Na blogu Trzyczęściowy garnitur w 2010 roku założycielki grupy kabaretowej – Ewa Tomaszewicz i Małgorzata Rawińska – oficjalnie pożegnały się z publicznością. Czasami jeszcze pokazują się przy szczególnych okazjach albo w miastach, w których nie zdążyły zagrać. Mają misję, którą kontynuują nawet po zamknięciu działalności.

MR: Taka przypadłość działacka. [śmiech] Ja obserwowałam Barbie Girls od początku ich działalności. Najpierw były to spontaniczne występy podczas imprez, na przykład parodie Dody i Majdana. Potem powstawały pełne programy – początkowo tworzone intuicyjnie, potem budowane ze świadomością literacką i teatralną. Od 2005 roku kabaret przeszedł wiele etapów – zmieniał się zespół, zmieniała się formuła. Po pewnym czasie dołączyły do grupy Agnieszka Weseli/Furja i Anna Świrek.

AM: Nie będziemy skupiać się na genezie i historii kabaretu, te opisano w Barbie Girls – pierwszy polski lesbijski kabaret opublikowany w Wysokich Obcasach (nr 42/2009)Wolę przyjrzeć się kabaretowi bardziej analitycznie.

MR: Dla mnie ważny jest przede wszystkim przymiotnik lesbijski. A ten w przypadku Barbie Girls nie jest oczywisty, z czasem pojawia się też określenie queerowy i obydwu określeń używa się wymiennie. Być może przymiotnik lesbijski jest używany jako bardziej polityczny, użyteczniejszy w przestrzeni publicznej. My pozostaniemy przy określeniu lesbijski i w jego kontekście interpretuję Barbie Girls.

AM: Bez wątpienia jednak Barbie Girls to kabaret osób z doświadczeniem kobiecości. W Polsce kabaret ma rodzaj męski. Grup męskich jest kilka, a w składach mieszanych zazwyczaj jest jedna kobieta, jak w kabaretach Pod Wyrwigroszem, Potem i Hrabi. Kobiety zazwyczaj uosabiają stereotypowe postacie teściowych, żon, kochanek.

MR: Nie ma w tych postaciach feministycznej refleksji. Sytuację zmieniła między innymi Joanna Kołaczkowska z Potem i Hrabi, kabaretystka z niebywałą vis comica, darem improwizacji, która zwraca uwagę na feministyczną perspektywę, choć to raczej subtelne działania.

AM: Już samo wymykanie się sytuacjom klasycznych damsko-męskich relacji jest feministyczne, w kabarecie popularnym to bardzo nietypowe. Taką postacią, poza stereotypami, jest Joanna Basińska z Mumio – wyjątkowy kabaret i raczej tak został zakwalifikowany niż jest nim rzeczywiście. Tak twierdzą jego twórczynie_cy.

MR: Bez względu na rodzaj kabaretu, grup stricte kobiecych właściwie nie ma. W Polsce zaistniały w przestrzeni publicznej dwie: Szum i wyrosły z niego Słoiczek po cukrze. Dziewczyny podejmują tematy kobiece, chociażby wątek relacji teściowa – synowa. Bohaterkami skeczy są zwykle pielęgniarki i dziwki. Mimo że tematyka i mało feministyczna perspektywa powinny przynieść im popularność, dziewczyny nie znalazły stałego miejsca wśród kabaretów obecnych na każdej większej imprezie. Szum działał bardzo krótko. Barbie Girls – jak chciały założycielki – miał wypełnić miejsce po nim. To dość ambitne założenie, zważywszy, że tematyka, jaką podejmuje, trafia do jeszcze mniejszego grona odbiorczyń_ów niż to, do którego zwracały się kabaretystki z Szumu.

AM: Nie wiem, czy Barbie Girls stawiało sobie za cel przebicie się do głównego nurtu. Myślę, że byłoby to trudne z różnych przyczyn, które odsłonią się podczas naszej analizy. Chcę przyjrzeć się Barbie Girls wnikliwie, chociaż kabaretu popularnego właściwie się nie analizuje. Z kilku powodów. Przede wszystkim ze względu na pozycję, jakie kabaret zajmuje w sztuce, dzielonej na wysoką i niską. W tym kontekście kabaret traktowany jest jako zjawisko nieistotne, a w postępowych kręgach badaczy jako mniej istotne. Ta peryferyjna pozycja kabaretu, w kontekście peryferyjności społeczności LGBTQ+, nabiera zupełnie nowego sensu. Społeczności marginalne wchłaniają pewne graniczne formy sztuki, co może wynikać z praktyczności i braku dostępu do zaplecza kultury wysokiej. Dziś, po kilku latach teatralnej aktywności w przestrzeni lesbijskiej*, wydaje mi się, że kabaret ma największe szanse, żeby się utrzymać. Po pierwsze, pozwala na to jego swobodna forma – brak wygórowanych założeń gatunkowych, tymczasowość, przystosowalność, brak innych równie popularnych form les-kultury oraz rozrywkowe oczekiwania publiczności. Po drugie, zmieniły się definicje sztuki, czyste gatunkowo formy są dziś anachroniczne, ceni się formy pośrednie, graniczne. A tęczowy kabaret jest bliski zaangażowanemu performansowi.

MR: Przyjrzyjmy się więc Barbie Girls bardziej analitycznie, przypatrzmy formie i treści ich skeczy. Forma kabaretu popularnego jest dopasowana do potrzeb publiczności i przestrzeni działania. Barbie Girls działało na offie, więc obywało się bez dużych sal, scenografii. Grywało w zaskakujących warunkach, na przykład na skrawku podłogi w klubie.

AM: Tak, to pierwszy wyznacznik offowości. Wiemy przecież, że dziewczynom zdarzało się przebierać się w toaletach etc. Artystyczne grupy lesbijskie zwykle nie mają warunków ani do tworzenia studyjnego, ani do systematycznych pokazów. Nie mają stałych miejsc prób czy występów, pojawiają się i znikają, a ich działania zazwyczaj nie są komercyjne.

MR: Granie do piwa jest powszechną praktyką. Barbie Girls radzi sobie więc w każdej sytuacji.

AM: Radzi sobie, bo kabaret w ogóle jest doskonale skrojony do naszych czasów. To w sumie młody gatunek, a jedną z jego głównych cech jest ekonomiczne wykorzystanie środków, którymi się posługuje. Ma również ekonomiczne podejście do czasu, który jest powszechnie reglamentowany.

MR: Czas może być sprawą kluczową. Kabaret popularny nie jest pod tym względem wymagający – jest oszczędny i pospieszny. Rozumie, że szybko znaczy skutecznie. Nawet programy buduje z małych cegiełek – niedługich skeczy. Celem jest bowiem szkic jakiegoś problemu, a nie pogłębianie go. Zapoznaje widza ze sprawą, aby przejść do następnej. Konstrukcja programu kabaretowego to następujące po sobie, niezwiązane tematycznie ze sobą numery, co przypomina popularne programy telewizyjne, na przykład Dzień Dobry TVN. Widz_ka nie musi długo skupiać uwagi, przyjmuje wiadomość w przyjemny sposób, łapie oddech i zajmuje się innym tematem. Małe dawki i segregowanie tematów sprawiają, że widz_ka może oglądać tylko wybrane części programu.

AM: W przypadku Barbie Girls jest temat łączący wszystko – kwestia lesbijska czy queerowa.

MR: Skeczowa konstrukcja programu kabaretowego bardzo odpowiada dzisiejszej percepcji widza_ki wychowanego_ej na telewizji i teledyskach. Szybko – dużo – lekko – różnorodnie. Barbie Girls korzysta z tych przywilejów. Kabaret, dla urozmaicenia swoich programów, miesza gatunki – piosenki, dialogi, monologi, scenki rodzajowe, wywiady. Programy te są przy tym zwykle bardzo umuzycznione. Muzyka jest sprawdzonym elementem gatunkowym – dobrym nośnikiem treści, przerywnikiem.

AM: Kabaretystki z Barbie Girls nie śpiewają, chyba że z playbacku, przykładem może być parodia jednej z najbardziej utożsamianych z tęczową społecznością piosenki The Village People Music YMCA.

MR: Nieprawda, nie pamiętasz, że dziewczyny raz zaśpiewały, stworzyły oryginalny utwór Brzoskwinki, mój raj, który stał się przebojem. I Małgorzata Rawińska ironicznie komentowała, że wiedziała, Że taka piosenka przyniesie im popularność, a nie bardziej ambitne numery.

AM: Mam wrażenie, że skecze kabaretowe w ogóle są jak piosenki: wpadają w ucho, chcemy je oglądać i słuchać wielokrotnie… Świetnie sprawdzają się w sieci. Barbie Girls na jakiś czas zadomowiło się w internecie ze swoimi skeczami-przebojami. Dziś już jest ich ledwie kilka.

MR: Ja pamiętam Terapię, skecz-legendę. Twórczynie korzystały w nim z odważnych wówczas rekwizytów – poduszek w kształcie warg sromowych. W kabarecie wymyślne elementy, budujące postać, proponuje się raczej rzadko. Zwykle role tworzy się za pomocą prostych, niewyszukanych środków – przebieranek i peruk. Charaktery zaznacza się grubą kreską – gestem, tembrem głosu. Tak rysowane role nie wymagają pracy, to szybkie, sprawne przejmowanie innej tożsamości. Dzięki nim kabaretysta może wcielić się w dowolną liczbę postaci.

AM: Gdy spojrzymy na to z perspektywy teorii queer, ta liczba postaci ma dodatkowe sensy. To pokaz nie tylko przebieranek formalnych, lecz także tożsamości, które można przywdziewać dowolnie. W przypadku Barbie Girls to częste przebieranki płciowe: za mężczyzn, najczyściej gejów, i za lesbijki – butch, famme, skrytki. Nie brakuje też heteryczek, feministek, aktywistek, postaci serialowych etc.

MR: Inkarnacje to podstawowy chwyt Barbie Girls. Ale kabaretystki korzystają też z improwizacji, przede wszystkim w relacji z publicznością – zwierzają się jej z własnych doświadczeń, opowiadają im żarty, które są wypełniaczami luk. A luki spowodowane są problemami technicznymi, przebieraniem się w garderobie czy spóźnieniem się jednej z performerek na występ. To bardzo ryzykowne, ale publiczność to kupuje.

AM: To idealny moment, żeby powiedzieć o publiczności i jej związku z Barbie Girls. W kabarecie widzka_widz jest elementem gry – gra się z nią_nim i do nie_niego. Publiczność zna reguły tej relacji. Dlatego jest aktywna a priori, ale też jest aktywizowana. Relacja publiczności i Barbie Girls jest szczególna. Ten kabaret zrodził się z wewnętrznej dynamiki środowiska lesbijskiego, dziś bardziej queer. Rozumiem też, że ma źródło w zabawie, która nie chce okrzepnąć w formę, chce pozostać przede wszystkim dialogiem.

MR: A wynika to między innymi z tego, że większość widzek_widzów zna_ło kabaretystki. De facto nie ma granicy oddzielającej scenę od widowni. To publiczność Barbie Girls uwielbia. Brak rampy sprawia, że łatwo uznać kabaret za niewybredną zabawę przy piwie albo erotyczną rozgrzewkę.

AM: To jest miękki punkt. Jednak broni się, choć z pewnymi zastrzeżeniami. Szalenie ważne jest budowanie więzi lesbijskiej nie tylko w przestrzeni prywatnej, a Barbie Girls przeniosło relację towarzyską w przestrzeń publiczną, przy zachowaniu familiarnego, swobodnego sposobu bycia. Tematy przybrały kształt skeczy, ale nadal była to intymna opowieść o świecie LGBTQ+. A siła dziewczyn z Barbie Girls polega na tym, że przyjmują perspektywę insiderek. Rozumieją i znają lesbijski świat, są więc uprawnione do żartu na swój i publiczności temat – inna osoba mogłaby być podejrzana o homofobię.

MR: To nie jest takie oczywiste. Na początku działalności Barbie Girls padały pytania, dlaczego lesbijki śmieją się z lesbijek. Czy tak można? Żarty z samych siebie też bywają podejrzane w tym środowisku.

AM: Jednak zabawa kabaretowa daje duży margines zaufania. Najważniejszy był – moim zdaniem – związek między dziewczynami ze sceny a dziewczynami z widowni, które należą do tej samej subkultury. Dzięki temu wszystkie mogły odwoływać się do tej samej wiedzy i tych samych doświadczeń. Kabaretystki dostarczały tylko haseł, na których budowały poczucie wspólnoty grupowej, poczucie, że oto znajdujemy się wśród swoich, myślących podobnie. Dzięki tym mechanizmom kabaret sprawia wrażenie wyjątkowo szczerego, odartego z iluzji, wydaje się bliski życia i widzki_widza. Wspomaga to też jego doraźność, bywa żywą krytyką społeczno-polityczną.

MR: Wszystko prawda, mnie jednak zastanawia, czemu służy ta więź. Jakoś nie widzę, żeby dawała więcej niż rozrywkę, mimo że niektórzy twórcy kabaretu i autorzy teorii kabaretowej podkreślają jego pedagogiczny cel. Agnieszka Weseli z Barbie Girls używa nawet słowa misja. Czy to nie nadinterpretacja?

AM: Najpierw podkreślę, że – wbrew presji, żeby widzieć publiczność jako całość – powinnyśmy rozróżniać publiczność homoseksualno-queerową i heteroseksualną, choć niekoniecznie na tej linii przebiega jedyna czy właściwa granica. Podkreślam to, bo Barbie Girls ma inne zadanie wobec społeczności LGBTQ+, inne wobec publiczności, w której przeważają heteryczki_cy. Przy założeniu, że jesteśmy hodowane_i na popkulturze, głównym hasłem łączącym obie strony jest erotyzm i na tej podstawie zawarty jest pakt. Ale na tym związek – moim zdaniem – kończy się. Dlatego podzieliłabym dość schematycznie zadania dydaktyczne kabaretu dla widzek z tęczowego kręgu i spoza niego…

MR: Zastanówmy się na początku, jakie są pedagogiczne oczekiwania wobec gatunku. Kiedyś prosto sformułował je znany kabaretysta Władysław Sikora:

naruszać i łamać powszechne schematy, poglądy i zasady, wynajdywać i wyrażać wszelkie alternatywne sposoby myślenia na tematy bardzo zakorzenione społecznie i kulturowo. Ambitny kabaret powinien być anarchizujący.

AM: Pomyślmy zatem, jakie zadanie może mieć kabaret wobec widzek_widzów tęczowych. Barbie Girls udowadnia, że po coming oucie można już wszystko, nawet dyskutować z wyobrażeniami dotyczącymi LGBTQ+, przede wszystkim lesbijek. Ta edukacja przez śmiech uczy lesbijki dystansu do swojej tożsamości, namawia do przyjrzenia się społeczności bez sentymentów, być może rewizji poglądów na temat płci, na przykład binarności. Temat lesbijstwa nabiera lekkości, staje się tematem jak każdy inny i można się nim bawić. Odciąża martyrologiczną czy aktywistyczną perspektywę.

MR: Sprawa ma się inaczej w zetknięciu performerek z publicznością heteroseksualną, zwłaszcza tą konserwatywną. Kabaret Barbie Girls grywał i dla takiej publiczności. Tu zadanie dydaktyczne jest zazwyczaj bardziej podstawowe – polega na oswajaniu z tematem odmienności seksualnej. Publiczność z bezwstydną bezpośredniością zostaje wciągnięta w świat lesbijek pozbawionych kompleksów, opowiadających o swoim intymnym życiu. To może być szokiem, ale po przejściu pierwszego uczucia obcości i lęku, publiczność przyjmuje konwencję i bawi się z kabaretystkami.

AM: Publiczność zostaje wciągnięta w nieznany świat, który staje się im bliższy dzięki zabawie. Niektórzy twierdzą, że kabaret nie chce zmieniać świata, lecz tylko publiczność. Zdaje się, że za sprawą Barbie Girls niepoważna forma kabaretowa przyczynia się do łamania schematów płciowych.

MR: Zabrzmiało to bardzo optymistycznie. Ale pamiętajmy, że Barbie Girls nie pokazuje się na dużych imprezach kabaretowych. Okazuje się, że to przełamywanie stereotypów płciowych idzie opornie. Skecze o gejach zdarzają się w repertuarze kabaretowym, o lesbijkach żadnego sobie nie przypominam.

AM: Warto zaznaczyć, że wśród gejowskich scenicznych dowcipów, które w większości są bardziej lub mniej homofobiczne, zdarzają się edukacyjne zderzające polskie kołtuństwo z progresywnością, jak numer Ojciec, gej i Niemiec Kabaretu Moralnego Niepokoju. 

MR: Natomiast Formacja Chatelet stworzyła zabawną postać przegiętego geja – Bubę, pewnego siebie, egocentrycznego mężczyznę, który stał się bohaterem cyklu numerów. Musiał więc przypaść publiczności do gustu. To jest podstęp, ale skuteczny.  Kabaret Młodych Panów umieścił geja w kopalni. Ale nie przypominam sobie w mainstreamowym repertuarze kabaretowym lesbijskiej postaci kabaretowej – nawet epizodycznej.

AM: Postaci nie znam, ale znam kilka piosenek kabaretowych o lesbijkach ze starych klasycznych berlińskich kabaretów, jak Przyjaciółki wyśpiewane w polsce przez Katarzynę Groniec, a z nowych Lesbian Hymen kabaretu PIC.

MR: Wyjątkowo skromnie. Ale czy może być inaczej, gdy odrzuca się skecze naruszające tradycyjne gender? Dowodzi tego skecz kabaretu Hrabi Mama Wandzia, który jest historią zmiany ról płciowych. Ten temat wydaje się już w znacznym stopniu przepracowany. Tymczasem niespodzianka. Treść skeczu w skrócie: on jest mężczyzną w roli wystraszonej kury domowej, która czeka na powrót żony, ona występuje w roli samca alfa, który wraca do domu. Podkreślam, że w tej relacji nastąpiła tylko zmiana ról społecznych. Odwrócenie klasycznej sytuacji śmieszyło publiczność do łez – do czasu. W chwili, gdy kobieta-maczo oznajmia mężczyźnie-kurze domowej: pamiętaj, miejsce mężczyzny jest w kuchni, prócz śmiechu widzów pojawiły się buczenia. Na tyle wyraźne, że kabaretystki_ści nie mogli kontynuować skeczu. Dopiero przytomna, z pewnością improwizowana reakcja Joanny Kołaczkowskiej (w roli maczo) – nie słuchaj kolegów – zamyka sprawę.

AM: I teraz wyobraźmy sobie Barbie Girls na opolskim kabaretonie. Mogłoby być różnie. Choć – jak wiemy – dziewczyny występowały na przeglądzie kabaretowym i ponoć nie było wrogich reakcji.

MR: Barbie Girls pozostaje kabaretem środowiska LGBTQ+, dla mnie przede wszystkim lesbijskiego. Bez względu na wątpliwości, jakie mam wobec stylu i jakości ich propozycji, muszę przyznać, że nie ma w polskiej popkulturze innych, które_rzy tak bezpośrednio i bezceremonialnie podejmują temat seksualności i tożsamości lesbijskiej.

AM: Poszłabym dalej w tej ocenie. Barbie Girls – w sprzeczności ze swoją nazwą – opisuje rzadki rodzaj kobiecej seksualności: obscenicznej i lesbijskiej. O tę babską obsceniczność wcale nie jest łatwo, także w heteryckim kręgu kultury kobiecej. Mam na myśli bezceremonialne, fizjologiczne mówienie o seksualności, o niej samej, bez romantycznej mitologii. Mówimy cały czas o polskiej rzeczywistości. Taka wizja kobiecości ciągle nie jest akceptowana społecznie, podczas gdy mężczyźni mówią o swojej seksualności właściwie tylko w taki sposób.

MR: Udało się to przeforsować pewnie dlatego, że Barbie Girls nie należy do mainstreamu, działa w małym środowisku, poza tym w stereotypowym widzeniu lesbijka to raczej nie ideał kobiety, bliższa jest mężczyźnie, może być więc wulgarna. I może podejmować temat seksu w sposób sobie właściwy.

AM: Oczywiście w powszechnym rozumieniu. Seksualność to wbrew pozorom tylko jedna warstwa – podstawowa. Kabaret de facto stworzył rodzaj lustra, w którym przeglądały się lesbijki. Przetwarzał znaki kultury popularnej. Odzyskiwał pamięć o lesbijkach z historii. Komentował zdarzenia ze świata LGBTQ+. Dyskutował z definicją lesbijskości.

MR: Zacznę od tej warstwy podstawowej, jak to nazwałaś, seksualności. Seksualność rozumiana dosłownie powraca nieustająco i tylko zmienia gatunki, w których się pojawia. Jest więc scenka dialogowa, monolog-spowiedź, wywiad, trawestacja wiersza czy bajki. Pierwszy skecz – Spowiedź alpinistki – wyznaczył styl Barbie Girls na długo. To dialog między alpinistką a księdzem, oparty na nieporozumieniu. Alpinistka zwierza się w konfesjonale ze swoich dylematów wspinaczkowych, a jej opowieść brzmi w uszach księdza jak spowiedź lesbijki-nimfomanki. To niewybredny, dosłowny żart sceniczny, w którym padają takie słowa:

A.: No bo najważniejsza jest technika, chodzi o znalezienie najlepszej pozycji.Trzeba szukać dobrych miejsc do uchwytu, wypukłości, albo jeszcze lepiej dziurek
K.: Dziurek?
A.: No tak, bo czasami są takie, że można włożyć tylko jeden palec. Takie dziurki są do niczego. Najlepiej, jak można włożyć kilka palców, a jak wchodzi cała ręka to w ogóle jest raj… przepraszam.
K.: Cała ręka?
A.: No oczywiście. Trzeba bardzo uważać, bo można się zakleszczyć.
[…]
K.: Z iloma osobami to robiłaś, dziecko?
A.: Z kilkoma, ale ja wolę z dziewczynami, bo trzeba mieć zaufanie, no a wiadomo, że dziewczyna nagle się nie puści. Tu chodzi o życie.
K.: Życie, życie. A tak!
A.: No tak, bo jak zabezpieczenie jest źle założone i nie wytrzyma, no to co wtedy?
K.: Zaraz, to wy się zabezpieczacie? Chwileczkę.
A.: No co ksiądz, przecież tylko wariaci robią to na żywca. Jak się odleci przed szczytem, to święty boże nie pomoże. Przepraszam.
K.: Nic, nic, Bóg miłosierny odpuści ci grzechy.
A.: Bóg zapłać.

A.: Spowiedź lesbijską usłyszymy też w skeczu Terapia, ale to już spowiedź psychologiczna – bezpośrednia i jawna, w gabinecie A. Łęckiej, scenicznej, parodystycznej inkarnacji znanej specjalistki od seksualności kobiecej. W skeczu wulgarność przechodzi w ironię, a w końcu w absurdalną grę, w której pacjentki zamieniają się w spersonalizowane łechtaczki z seksualnymi dysfunkcjami. Jedna jest oziębła, druga rozgorączkowana, trzecia nieśmiała. Ten skecz stał się przebojem kabaretu być może dlatego, że wprowadza seksualność w świat absurdu. Zmienia sposób mówienia o erotyce.

MR: Kolejną zmianę, w opisach seksualnych podbojów lesbijskich, wprowadza przeróbka Lokomotywy Tuwima, która w wersji lesbijskiej nosi tytuł Pociąg.

Najpierw
powoli
jak kot
delikatnie

Ręka się
w rękę
wsuwa
nieznacznie

I nagle – uch!
Nagi biust!
Para dwóch!
Ciała w ruch!

A skądże to, jakże to, kto to tak gna?
A co to to, co to to, kto to tak pcha?
Że pędzi, że wali, że bucha, buch-buch?

Namiętność gorąca wprawiła to w ruch,
Namiętność, co z serca runęła do palców,
A palce kołują, kołują jak w walcu
I gnają, i pchają i pociąg wciąż rośnie
Ciała i wargi się łącza radośnie,
I gnają i pchają…..
[….]
A dokąd? A dokąd? A dokąd? Przez tors
Po skórze, po skórze, po skórze, na wprost
I śpieszą się, śpieszą, by zdążyć na czas,
Na wzgórek, przez bramę, przez tunel, przez las
Ach – jak gorąco!

AM: Pociąg to negocjacja z wysoką kulturą, negocjacja perwersyjna, ale nie ze względu na les-erotykę, tylko przez wpisywanie lesbijskich treści w dziecięcą literaturę. To ważna strategia mówienia o les-erotyce mniej naturalistycznie i z kontekstami, której tak domagają się komentatorzy kultury LGBTQ+.

MR: Ta strategia paradoksalnie umacnia seksualność, nie sublimuje relacji między kobietami. Ale tu właśnie chodzi o wzmocnienie.

AM: W przypadku tego rodzaju skeczy tak, ale twórczość Barbie Girls obejmuje też temat relacji emocjonalnych między kobietami, wyłapuje niektóre cechy lesbijskich związków. Taki trybadyczny związek opisuje numer-wywiad telewizyjny z parą dziewczyn w programie Teleswizja. Jest jak przegląd emocji w pigułce – poznanie, bliskość, konflikt, rozstanie. A wszystko to w dwa dni. [śmiech]

MR: Klasyka. [śmiech] A skecz Trzy blondynki opowiada o relacjach wymagających formuły brazylijskiego tasiemca. Z pozoru żartobliwa i nonsensowna historyjka o pomieszaniu relacji między trzema kobietami, skoligaconymi pokrętnymi więzami krwi i emocji. Z tym, że bezsens telenoweli ma więcej wspólnego z rzeczywistością, niżby się wydawało. Moim zdaniem to sposób zobrazowania powiązań między lesbijkami z tego samego środowiska.

AM: Serialowy pomysł Barbie Girls jest kolejną próbą zdefiniowania relacji lesbijskich w grupie. Dlatego cenię sobie szczególnie skecze odsłaniające mechanizmy działania społeczności LGBTQ+, szczególnie tej lesbijskiej części. To ważny element programów Barbie Girls.

MR: Taki jest na przykład Bank spermy – żart z roszczeniowej postawy aktywistki queerowo-feministycznej, która ma w sobie takie poczucie wolności, że przekracza ono jej biologiczne możliwości. Każda niemożność – nawet tak zwana obiektywna – traktowana jest przez nią jako atak na prawa równościowe. Bohaterka chce oddać spermę i natrafia na niepojęty dla niej opór. Ten skecz ukazuje absurdalność niektórych ideowych postaw. Natomiast numer Parada Równości jest skeczem odsłaniającym kulisy przygotowań do parad. Mamy okazję zobaczyć sposób ustalania haseł, relacje w grupie organizacyjnej, typy osobowości i co symptomatyczne, poboczne miejsce lesbijek w tym systemie, który przecież ma być wspólny dla społeczności LGBTQ+.

AM: W programach kabaretu nie zabrakło też prób definiowania zjawiska-lesbijka*. Zadanie nie jest proste, zwłaszcza w świetle teorii queer. Sprawie przygląda się w jednym ze skeczy znowu A. Łęcka, jako czołowa lesbolożka i wylicza typy lesbijskie: te historycznie opisane – butch, famme i te zwyczajowe, jak skrytka czy typ klubowy. Wszystkie te typy nakładają się na siebie w postaci strojów je reprezentujących, by w finale lesbijka objawiła się widzom jako monstrum – nadal niezdefiniowane.

MR: Jednemu z typów, skrytce, przyglądamy się w skeczu Lesba z programu Teleswizja. Słowo lesba wymawiać koniecznie z akcentem na ostatnią sylabę.[śmiech] Skecz to wywiad z artystką głównego nurtu, która mimo ewidentnych sygnałów – w twórczości zachowaniu – potwierdzających jej erotyczne zainteresowanie kobietami, nie przyznaje się do swojej orientacji. Pseudonim, wygląd, aluzje do leswokalistek czy treść przeboju są jej zdaniem przypadkowe, a ostatecznie, jak twierdzi artystka, to metafora relacji heteroseksualnej. Z tego skeczu pochodzi wspomniany już przebój muzyczny kabaretu Brzoskwinka, mój raj.

[…]
Meszek co otula jej tajemnicę
Miło łaskocze mnie po twarzy
Rozchylam owoc i sięgam po obietnice
A słodki sok mojego palca aż parzy

Ogórki banany odstawiamy pod ściany
Brzoskwinki, wisienki bierzemy do ręki

Nie wypuszczę z rąk twego ciała
Będę lizać, gryźć, będę pieścić
Będę szeptać słówka, żebyś słodko drżała
Żebyś chciała, żebyś bardzo, bardzo chciała

AM: W kontekście lesbijki-skrytki można też zastanowić się nad cyklem Ze sztambucha Maryji Konopnickiej. Czy te przewrotnie pisane skecze o les-wątku w życiu pisarki i poetki to nie opowieść o skrytce? Pewnie tak, ale ten cykl to przede wszystkim odzyskiwanie lesbijskiej hestorii.

MR: Autorka cyklu Agnieszka Weseli/Furja nazywa to bardziej odbrązawianiem powszechnej historii. Rzeczywiście, trudno po tych skeczach nadal widzieć ją jako posąg narodowej literatury.

AM: Ten cykl to bardziej wyszukana forma lesstorii, wciąż z akcentem erotycznym, ale przemyślnie kamuflowanym. Doskonalą próbką tego myślenia jest opis kolejnej spowiedzi, tym razem Marii Konopnickiej:

2 kwietnia 1862 roku. Spowiadałam się dziś ostatni raz przed ojcem Onufrym.
Córko moja, piekło czyha, wyznaj wszystkie przewiny! zagrzmiał z miejsca. Czyś kiedy zgrzeszyła, zbliżywszy się z mężczyzną?
Broń mnie, Boże, ode złego! odrzekłam w pośpiechu.
Zatem spokojny jestem o twą duszę.
Lecz zapytałam czy będąc na pensji, wśród samych dziewczątek…
Bóg strzeże dziewczęcych myśli i serc pouczył mnie kapłan. Wy, aniołki, jesteście z natury czyste i bez grzechu.
Z natury! A więc rzeczy owe są naturalne i zgodne z wolą bożą! Panie Wiekuisty, jakżeś dobry i hojny dla nas, panien!

Maria Konopnicka z absolutną naiwnością i dobrodusznością prowadzi podwójny żywot lesbijki-patriotki, nie dostrzegając w swojej skłonności do kobiet niczego niewłaściwego, jednocześnie skrzętnie kodując tę miłość w poezji patriotycznej. Symbolem tego jest prezent Dulębianki dla Konopnickiej, który w opowieści poetki z przedmiotu fallicznego zamienia się za sprawą skrzydeł w anioła, a dzięki doklejeniu dzioba i korony w orła, polskie godło. Pomysł z prezentem jest zaskakujący – połączenie erotyzmu z patriotyzmem znajduje odzwierciedlenia w kulturze, ale nie lesbijskiej.

MR: Od takich rzeczy zaczynają się poszukiwania artystycznej formy, języka oraz szlifowanie warsztatu aktorskiego. Barbie Girls zresztą do tego zmierzało. Różnica między pierwszym skeczem a ostatnim programem Teleswizja jest ogromna. W końcu kabaret przetrwał niezłych kilka lat, które wymuszały zmiany i rozwój. Nabierał scenicznej świadomości, literackiej precyzji. I wtedy nastąpił koniec. To wielka szkoda, choć w tego typu działalności – społeczno-artystycznej – zdarza mi się obserwować często, jak grupa lub projekt dojrzewają i kończą swoją działalność.

AM: Grupy, będące inicjatywą społeczną, spaja zazwyczaj energia, idea, relacje towarzyskie, a nie zobowiązanie czy pieniądze. Bardzo trudne są w tych warunkach poszukiwania artystyczne, które wymagają cierpliwości, skupienia na zadaniu i wykształcenia, chociaż w sztuce nie to jest najważniejsze. Najważniejsze są czas i możliwość działania. Tu pojawia się problem. Z jednej strony ciągnie się za kabaretem określenie amatorski i nie jest to komplement – konsekwencją jest jednak lekceważenie. Z drugiej strony przypomina mi się opinia jednej z wykształconych widzek Barbie Girls, która nieprofesjonalność grupy uznaje za właściwy rys ich poczynań, twierdząc, że profesjonalizm zniszczyłby ich specyfikę.

MR: Może jest w tym racja, ale nic nie stałoby na przeszkodzie, gdyby temat lesbijskości w polskiej sztuce performatywnej został poddany rzetelnej pracy studyjnej. Chciałabym zobaczyć kabaretowy program lesbijski przygotowany ze skupieniem, nie na chybcika. Pozostaje zatem czekać…

AM: Ale to co mówisz dotyczy sfery teatralnej, nie literackiej. Ta jest dzięki Agnieszce Weseli bez zarzutu. Ona też współtworzyła inny kabaret Hole in Trinity, o którym mówimy w innej rozmowie.

****************************

Damski TANDEM Twórczy
Działa od 2009, stworzył cykle: literacki Żywe radio, performatywny Maryjan i Krystina, filmowy Kino lesbijskie z nutą poliamoryczną / czytanie dramatu Portret lesbijek we wnętrzu, Niesubordynowane czytanie sztuki Jolanty Janiczak / spektakle: Orlando. Pułapka? Sen, Fotel w skarpetkach, 33 Sztuka, Czarodziejski flet, Gertruda Stein & Alice B. Toklas & Wiele wiele Kobiet, SharmTrio plus. Drag King Show. Retroseksualni / dokument L.Poetki / O’LESS Festiwal (2012-2014) / cykl debat i audycji Kobieta Nieheteronormatywna / projekt archiwistyczny A kultura LGBTQ+ nie poczeka! / współzałożycielki Stowarzyszenia Sistrum. Przestrzeń Kultury Lesbijskiej* / LAW. Lesbijskie Archiwum Wirtualne.

Agnieszka Małgowska – lesbijka / feministka / artaktywistka / reżyserka / trenerka teatralna / scenarzystka.
Monika Rak – lesbijka / feministka / artaktywistka / aktorka / dramatopisarka / slamerka / graficzka
                                                                                                                Korekta: Maja Korzeniewska

*************************

LESBIJSKA INSPIRA. Manifest i wywiady POCZYTAJ
AAAKulturalnik. Teatr lesbijski w Polsce. Cykl teatrologiczny  POCZYTAJ
AAAKulturalnik. Sistrium rozmawia o L*Kulturze POCZYTAJ

 

LESBIJSKA INSPIRA I Dziś określam siebie jako osobę panseksualną. Rozmowa z Alex Knapik

AM: Czy mam do Ciebie mówić Alex, Aleksandra czy Ola?

AK: Alex wolę. Za imieniem Ola nie przepadam, doceniam, gdy ktoś go nie używa.

AM: To ustalone. Poznałyśmy się w Łodzi podczas spotkania w ramach Łódzkiego Maratonu Równości. Zerknęłam na Twoją notkę biograficzną, która była przy tym wydarzeniu i zobaczyłam, że byłaś Stanach na stypendium i nazwę organizacji Queer UVA. Nie mogłam więc nie zaprosić Cię do rozmowy. [śmiech]

AK:.Studiowałam na Uniwersytecie Stanowym w Virginii przez 5 lat – robiłam badania do pracy magisterskiej i doktoratu z biochemii. W którymś momencie związałam się dosyć luźno z aktywistyczną grupą Queer UVA, głównie z powodu chłopaka, który przyjechał do nas na stypendium i tam się wyautował. Zaprzyjaźniliśmy się, on przy mnie godził się z faktem, że jest gejem, a że pochodził z wielodzietnej rodziny, wierzącej i z małej miejscowości, to było dla niego przeżycie. Cieszę się, że nasza społeczność była dla niego bezpieczna i akceptująca.

AM: A jak wyglądało Twoje tęczowe życie w tamtym czasie?

AK: Wtedy w Stanach wyautowała się większa liczba osób, wspólnie chodziliśmy na różne wydarzenia i imprezy, które Queer UVA organizowało, na przykład pokazy teatralne czy imprezy typu “queer prom”, czyli bal maturzystów dla osób nieheteronormatywnych. Pomysł był taki, że można było przeżyć bal maturalny, ale z partnerem/partnerką z własnego wyboru, bez względu na płeć. Poza tym chodziliśmy na imprezy do klubów LGBTQ. W Stanach są kluby branżowe, a nawet tęczowe dzielnice. Takie miejsca, w których można poznać ludzi ze środowiska i porandkować.

AM: Czy w miejscowości, w której studiowałaś, była tęczowa dzielnica czy tylko kluby?

AK: W Charlottesville były tylko dwa kluby. To małe miasto, 60 tysięcy mieszkańców, z czego 20 tysięcy to studenci, ale dla mnie to była ogromna przestrzeń wolności. Byłam za granicą, w bezpiecznej przestrzeni i nie miałam tego stresu, co ktoś sobie pomyśli. W Stanach – w grupie przyjacielskiej czy w pracy – wszyscy raczej wiedzieli, domyślali się, że nie jestem osobą heteronormatywną. Ale nie robiłam z tego wielkiego halo, nie autowałam się oficjalnie. Stany były dla mnie przestrzenią zupełnej swobody, zaprzyjaźniłam się z wieloma osobami nieheteronormatywni. Czułam się jak w domu i wreszcie we własnej skórze.

AM: W którym to było roku? Jaka była wówczas sytuacja osób LGBTQ+ w Stanach?

AK: Byłam w USA w latach 2007-2012. W roku 2008 były pierwsze wybory Obamy.  Wtedy jeszcze małżeństwa jednopłciowe czy związki partnerskie nie były w Stanach legalne. Z wyjątkiem Massachusetts. To się zaczęło dopiero zmieniać. Podczas mojego pobytu miały miejsce incydenty, które wstrząsnęły społecznością akademicką. Dwóch gejów, którzy szli za rękę, zostało pobitych w centrum miasta. To był ogromny szok, że ktoś zrobił coś takiego. Mimo tego, że to Virginia, południe, a Charlottesville w zeszłym roku zasłynęło pochodem Ku Klux Klanu, to jest to bardzo liberalne miasteczko. Zazwyczaj wygrywali tam demokraci. Aby studiować na UVA przyjeżdżali ludzie z różnych stron świata – było duże poczucie wolności.

AM: Wróciłabym do Queer UVA. Opowiesz coś jeszcze o Twoich aktywnościach lgbtowskich?

AK: Tak naprawdę te aktywności, to była tęczowa socjalizacja. Spotykaliśmy się, imprezowaliśmy, chodziliśmy na przedstawienia, koncerty. Czasami zahaczaliśmy o prawa kobiet. Pamiętam performensy oparte na prawdziwych historiach, które młodzi geje i lesbijki spisali, a potem były odczytywane przez aktorów. Wśród nich była bardzo mocna historia o lesbijce, której pierwszy kontakt seksualny był gwałtem, dokonanym przez kolegę na schodach Rotundy – bardzo symbolicznego miejsca dla UVA. To mną wstrząsnęło. Także te moje aktywności LGBTQ+ ciężko nazwać aktywizmem.

AM: To o czym mówisz, to tworzenie tak naprawdę szeroko rozumianej kultury, o tożsamości i orientacji można mówić przez sztukę, przez tworzenie nowego stylu imprezowania, szukania sposobu obecności, dojrzewania, poznawania siebie. Ja tak to rozumiem. Aktywizm jako wychodzenie na ulicę w Marszach i sztandary, pisanie petycji, to jest jedna z możliwości. Dobrze mieć przestrzeń, w której można swobodnie funkcjonować, łapać oddech.

AK: Też tak mi się to kojarzyło, ale aktywizm w Polsce jest zupełnie inny. W Stanach poczułam właśnie taki oddech, że nie muszę udawać. W Polsce co prawda też nie było źle, na przykład w liceum moja klasa była akceptująca. Wiele dziewczyn eksperymentowało ze sobą, całowałyśmy się czy tańczyłyśmy razem na imprezach. Miałam wtedy poczucie, że jestem u siebie, że to jest normalne.

AM: Co dla Ciebie oznacza psychoseksualne “bycie u siebie”? Czy możesz i chcesz to sprecyzować?

AK:  Długo nie umiałam ani nie czułam potrzeby określenia się. Ale już w szkole podstawowej byłam zafascynowana jedną z nauczycielek i z perspektywy czasu myślę, że było to blisko zakochania się. W liceum było dla mnie bardzo naturalne, że zaczęłam mieć kontakty z chłopakami i dziewczynami w równym stopniu. I przez długi czas myślałam i określałam siebie, jako po prostu osobę biseksualną. Zdarzało mi się też zakochiwać w heteroseksualnych dziewczynach i mieć relacje z gejami, czasami byłam jedynym „kobiecym przypadkiem” w ich życiu. Zakochuję  się w osobie, niezależnie od płci, orientacji czy tożsamości tej osoby. I myślę, że Kasia tutaj jest chyba najlepszym przykładem. Zawsze lubiłam osoby, które były na pograniczu, androgyniczne, transgender. Rodzice wzdychali, że moi mężczyźni są mało męscy. Moja mama w szczególności marzyła, że to będzie taki zięć-drwal, dominujący i męski. Ale to było jej oczekiwanie, nie moje. Dla mnie tacy stereotypowo męscy mężczyźni są kompletnie aseksualni.

AM: No tak, [śmiech] brzmi to przewrotnie. Ale jeszcze dopytam: to jak się określasz, bo nie odpowiedziałaś na pytanie

AK: Z czasem zaczęłam czytać, dowiadywać się na temat takich osób jak ja. Dziś określam siebie jako osobę panseksualną. Ale to jest takie określenie, które wielu osobom nic nie mówi, więc myślę, że biseksualność jest łatwiejsza do przełknięcia. Albo po prostu osoba nieheteronormatywna.

AM: Pewnie niektórzy nazwaliby Cię osobą queer.

AK: Tak właśnie, pojęcia queer i panseksualizm pasują teraz do mnie.

AM: Kasia, Twoja partnerka, z którą rozmawiałam w ramach Lesbijskiej Inspiry nazywa Waszą relację lesbijską.

AK: Tak, dlatego że ja jestem kobietą, a ona jest transkobietą. Tak wyszło… [śmiech] Aczkolwiek ja nie mogę siebie nazwać lesbijką, bo kocham nie tylko kobiety. Z Kasią też tak trochę było, że ona dochodziła do określenia swojej tożsamości. Jak zaczęłyśmy się spotykać, Kasia jeszcze była pomiędzy, jeszcze miała męskie imię Michał i określała się jako transgender. Czasami o sobie mówiła w rodzaju żeńskim, najczęściej w męskim. A ja nie miałam oczekiwania, że ona będzie moim chłopakiem. Po prostu dałam jej przestrzeń, na zasadzie: będzie, co będzie. Bardzo szybko mi powiedziała, że czuje się bardziej kobieco i ta kobiecość coraz bardziej zaczęła z niej wychodzić – w ruchach, w sposobie bycia, mówienia, a ja czułam, że jest w Kasi dużo więcej dziewczyny niż to pokazywała na zewnątrz. Dlatego w pewnym momencie zapytałam o kobiece imię. Wiedziałam, że ma kobiece imię dla siebie. I miała – Kasia. Najpierw używałyśmy go w domu. Ale po miesiącu wyszła z tym imieniem do ludzi i zaczęła go używać, zmieniła też imię na Facebooku. W końcu zaczęła używać go wszędzie. Była kolejną osobą, która przy mnie przeszła ewolucję, wyautowała się, znalazła swoją przestrzeń i bezpieczeństwo, żeby poeksperymentować z tożsamością i zobaczyć co jest dla niej dobre.

AM: Obie pokazujecie pewien proces: płynności płci i orientacji. Odważne, choć de facto oczywiste.

AK: Tak, dla mnie to ciągły proces. W Stanach miałam moment eksperymentowania z tożsamością przez ubiór. Na początku byłam typową dziewczyną z polskiego uniwersytetu, w półbutach, marynarce. A tam w pracy w laboratorium to jest kompletnie niemożliwe. W ogóle wszyscy ubierają się w USA luźno, jakoś nie ma specjalnego nacisku na „odpowiedni” styl. Zastanawiałam się wtedy nad swoją ekspresją, byłam bardziej chłopczycą, miałam grupę kolegów, którzy mówili do mnie jak do kumpla, chodziłam z nimi na piwo i jeździłam na narty. Nosiłam więcej męskich ubrań, prostowałam włosy, nie malowałam się, grałam jakimiś elementami typu półbuty, które w ogóle wywołały szok. Mój tata był przerażony, że kupiłam sobie męskie buty. W Stanach to też okazało się być dużym przekroczeniem, ludzie mieli z tym problem. Gdy w pracy w Polsce kiedyś zostawiłam te buty w damskiej szatni, rozniosło się ze zgrozą, że „o boże, tu jakiś mężczyzna się przebierał”.

AM: Niewiarygodne, że męskie buty wywołują takie wielkie naruszenie. I co po tym męskim etapie się zdarzyło z Twoją tożsamością?

AK: Jak wróciłam do Polski, a szczególnie jak zaczęłam działać w Dziewuchach, to bardziej eksponuję swoją kobiecą stronę. Tak naprawdę, dla mnie, to nie ma jakoś znaczenia.

AM: Szkoda, że dla innych ma…

AK: No właśnie. Widać to na przykładzie Kasi: od kiedy używa kobiecego imienia, zapuściła włosy, ma bardziej kobiecą ekspresję, to widzę, że łatwiej jest jej rodzinie, dużo częściej jest odbierana jako kobieta. Ale i ona sama się zmieniła. Gdy miała jeżyka na głowie, poruszała się mniej płynnie, widziałam, że jest jakby bardziej nastroszona i przyjmuje taką męską obronną pozycję. Wydaje mi się, że to ludziom mindfucka robiło, są przyzwyczajeni, że jest albo mężczyzna albo kobieta. Gdy bardziej przesunęła ekspresję w kobiecą stronę, to łatwiej jest ludziom ten cały problem przełknąć.

AM: Ale to, o czym mówisz, prowadzi do przystosowywania się do oczekiwań innych.

AK:  Właśnie, to dylemat. Z jednej strony rozumiem tę binarnosć, żyjemy w takiej kulturze, widzimy głównie takich ludzi, ale z drugiej strony nie rozumiem, jakie to może mieć znaczenie, co mamy w majtkach. To niby definiuje człowieka. Jak spotykasz osobę cis płciową, to nie pytasz jej czy ma penisa czy waginę. A jak się pojawia osoba transpłciowa, to wszystkich najbardziej interesuje, co jest w majtkach.

AM: Binarna fiksacja. Wdrukowany odruch.

AK: Lubię to rozbijać. W Stanach kiedyś przeprowadzałam żartobliwą ankietę wśród hetero znajomych, czy woleliby się umówić z dziewczyną z penisem, czy z chłopakiem z waginą. To ich rozwalało kompletnie. Nie wiedzieli, co mają odpowiedzieć.

AM:  Aha, czyli jesteś performerką.

AK: Trochę tak.

AM: Ostatnio coś podobnego powiedziała Jej Perfekcyjność w swojej audycji “Jej Perfekcyjność zaprasza na drinka”. Przyznała, że bardzo lubi sytuacje, kiedy następuje taki towarzyski kwas, uwielbia je przetrzymywać. To można odczytać jako formę dręczenia, ale to też przyglądanie się, jak człowiek radzi sobie z niewygodną sytuacją. Wprowadzasz ludzi w dysonans poznawczy i patrzysz co dalej.

AK: Ja to nic, dopiero Kasia swoją osobą wprowadza ludzi w dysonans poznawczy. [śmiech] Jedna z Dziewuch powiedziała, że Kasia budzi w każdej kobiecie lesbijkę. Oczywiście zdarza się, że ludzie reagują bardziej negatywnie, bywało, że ktoś na ulicy krzyknął – gdy miała krótkie włosy i widać było tę męską część – pedał. Teraz, gdy jesteśmy razem, idziemy, trzymamy się za ręce, całujemy, ludzie czasami po prostu nie wiedzą, co krzyczeć. Nie wiedzą jak nas nazwać, a zatem jak nas wyzwać. [śmiech]

Miałyśmy kiedyś taką sytuację: na ulicy stał kaznodzieja z mikrofonem, grzmiał o grzechu w takim amerykańskim stylu. Nie mogłyśmy tak po prostu przejść, stanęłyśmy na wprost niego i zaczęłyśmy się całować. Zaczął się jąkać, schował się za swoim namiotem i próbował coś mówić o ogniu piekielnym, ale za bardzo mu to nie szło. [śmiech]

AM: Styl agitacji kaznodziei amerykańskich, ale zachowanie już polskie! [śmiech]. Jeszcze raz wróciłabym do USA. Interesuje mnie bardzo sytuacja lesbijek w USA. Czy są równorzędną częścią tęczowej społeczności, czy też są marginalizowane jak w Polsce?

AK: W Stanach jest bardzo silny stereotyp, że jak dziewczyna ma krótkie włosy, to jest lesbijką. Mieszkałam z koleżanką, która była androgyniczna, nosiła krótkie włosy i właśnie z tego powodu często była brana za lesbijkę, mimo że nią nie była. Druga moja obserwacja jest taka, że – moim zdaniem – lesbijek było po prostu mniej, albo są bardziej nieśmiałe, przez to mniej widoczne. Trzecia obserwacja, że faktycznie wszystko było jednak nakierowane na gejów. Przewodniczącym Queer UVA był chłopak.

AM: Obserwowałaś tęczowe życie tylko w Charlottesville?

AK: Nie tylko. Jeździliśmy też do Nowego Jorku, który jest specyficzny, inny niż typowe miasta amerykańskie, gdzie najczęściej jest tylko jedna, wyraźnie ograniczona tęczowa dzielnica. Tak jest w Bostonie, Chicago, Filadelfii. W Nowym Jorku tęczowe kluby są przemieszane w okolicach Green Village, Soho, ogólnie na obszarze dolnego Manhattanu. W sumie nie szukałam tam typowo lesbijskich miejsc. Słyszałam, że są, więc możliwe, że po prostu do nich nie trafiłam.

AM: Cieszę się, że mówisz o Ameryce bez bałwochwalstwa i pokazujesz jej dwa oblicza: liberalne i patriarchalne.

AK: Ja – trzeba to jasno powiedzieć – byłam w pewnej bańce. Po pierwsze, to był uniwersytet, a po drugie trzymałam się z ludźmi queerowymi, przebywającymi w miejscach otwartych. Ale tak naprawdę większość społeczeństwa amerykańskiego jest patriarchalna. Wcale nie ma dużej postępowości. Wiele osób jest wierzących, swoje życie i przekonania ma sformatowane przez religię. Powiedziałabym, dużo bardziej niż w Polsce.

AM: Trudno to sobie wyobrazić. [śmiech] A jak było, gdy z tamtej rzeczywistości, trochę bajkowo-bańkowej wróciłaś do Polski? Od razu wpadłaś w Łódzkie Dziewuchy?

AK: Bardzo nie chciałam wracać. Przez 5 lat budowałam sobie bezpieczne środowisko. Jak trafiasz w nowe miejsce, to ci zajmuje 5 lat, żeby stworzyć więzi, mieć znajomych, przyjaciół. Naprawdę bardzo dobrze tam funkcjonowałam. Dla mnie powrót do Polski był trudny, nie bardzo chciałam, ale musiałam. Wiedziałam, że wracam do innej Polski, gdzie duża część moich znajomych albo wyemigrowała do Anglii, albo pozakładała rodziny, dziewczyny powychodziły za mąż, miały małe dzieci, tymczasem ja byłam na etapie singielki, która lubiła być aktywna, podróżować, spotykać się z ludźmi.

Moi rodzice też musieli sobie poradzić z moim powrotem, czasami czułam, jakby dla nich nic się nie zmieniło, wróciła ta sama córeczka, co wyjechała. A ja byłam dorosłą kobietą. Dorosłam w Stanach. Dlatego szukałam czegoś, żeby wyrwać się z domu, żeby nie tkwić w roli dziecka. Zaczęłam szukać środowiska dla siebie. Znalazłam pracę w Warszawie. Myślałam już wtedy o jakiś organizacjach feministycznych, ale ze względu na to, że moja praca była bardzo absorbująca, a na weekend jeździłam do chłopaka do Łodzi, po prostu nie znalazłam na to czasu. Ale była we mnie taka potrzeba, która dojrzewała. Szczególnie, że w Stanach było już to Queer UVA, zbierałam też podpisy wśród Polonii pod projektem “Tak dla kobiet” i wysłałam je potem kurierem do Warszawy.

AM: Był jakiś moment przełomowy?

AK: Od marca 2016 zmieniłam system pracy, a moja siostra, która bardzo zaangażowała się w KOD, zaczęła mnie wyciągać na protesty i wydarzenia. Pojechałam na marsz KODu do Wrocławia i „wpadłam”. To były początki zachwytu, że jest marsz, że tyle ludzi. Wtedy też powstała grupa Dziewuchy Dziewuchom i zaraz potem Łódzkie Dziewuchy Dziewuchom, i rósł bunt przeciwko próbie zaostrzenia prawa aborcyjnego.

Przyszłam najpierw na spotkanie KODu w sprawie marszu, który zrobiłyśmy w Łodzi 17 kwietnia 2016 roku. Jedna z działaczek z KODu zaklepała tę datę, mimo że KOD ogólnopolski nie chciał wchodzić za bardzo w kwestie zaostrzenia prawa aborcyjnego. Ale KOD łódzki zawsze był odważny i rebeliancki. Dołączyły do niej dziewczyny z Dziewuch, które poza pisaniem postów w Internecie chciały coś zrobić w realu. Nie znałyśmy się w ogóle, ale zaczęliśmy pracować, żeby ten protest zrobić. No i zrobiliśmy go. To było wzmacniające, niesamowite uczucie, że coś tak ogromnego udało nam się dokonać. To było fascynujące – malowanie transparentów, dzwonienie i mailowanie do Krystyny Jandy, Pauliny Młynarskiej. Wcześniej nie wyobrażałam sobie siebie w takiej roli.

W dużej części grupa, która wtedy się zaangażowała w pracę przy tym pierwszym marszu, działa dalej. Zaraz po tym był Marsz Równości, bo Fabryka Równości wsparła nas jako Dziewuchy, mimo że byłyśmy bytem bez żadnej struktury. I tak toczy się dalej. Po prostu cały czas działamy. Pewnie dlatego, że naprawdę się zaprzyjaźniłyśmy.

Kasia na przykład powiedziała, że po raz pierwszy w grupie Łódzkich Dziewuch poczuła się równoprawną kobietą. Dla wszystkich to jest nasza Kasia i Kasi nie damy ruszyć.

AM: Tak, rozmawiałyśmy o tym z Kasią. Dobrze, że wreszcie pojawia się opcja, że jako kobiety nie musimy być jednolite. Wreszcie i lesbijki mogą być Dziewuchami. Czy w ogóle w Dziewuchach jest ktosia, która się identyfikuje jako lesbijka?

AK: W naszej ścisłej jedenastce, która założyła Stowarzyszenie, poza Kasią, która jest osobą trans i lesbijką, to takiej typowej cis-lesbijki nie ma. Ale już słyszałam od koleżanki-lesbijki, że powinno być więcej lesbijek w Dziewuchach. Nie ma dlatego, że po prostu tak się złożyło. Zdajemy sobie sprawę, że wolny czas na aktywizm jest swojego rodzaju przywilejem. My jesteśmy w większości raczej młodymi, pracującymi dziewczynami, mamy wsparcie rodzin, tylko dwie z nas mają dzieci. Brakuje nam też młodszych osób, takich 20+. Pytanie, czy to jest specyfika tej organizacji, czy jakaś inna kwestia? Czy te osoby po prostu nie czują potrzeby działania, wejścia w aktywizm prokobiecy w Łodzi? Dla odmiany w Fabryce Równości jest odwrotnie – przeważają młode dziewczyny. Może więc łódzkie lesbijki z potrzebą aktywizmu realizują się bardziej w typowej organizacji LGBTQ? Chociaż nasze organizacje dobrze ze sobą współpracują, więc się uzupełniamy.

AM: Dla mnie jest ważne, że jesteście gotowe na współpracę z różnymi osobami, natomiast wewnątrz nie musicie być grupą, w której są wszyscy reprezentanci wykluczonych – w każdym wieku, każdego koloru skóry, każdej orientacji etc. To jest po prostu niemożliwe. Ważne jest to, żeby pamiętać o tych osobach, żeby chcieć współpracować z tymi, którzy/które reprezentują tę brakującą część.

AK: Dlatego chcemy zrobić lesbijską mównicę feministyczną. W przyszłym roku z okazji Maratonu Równości, a jeśli nam się uda, to szybciej. Chcemy dać przestrzeń, a nie mówić za te osoby. Nie mam tej perspektywy, doświadczenia typowej lesbijki. Miałam związki z mężczyznami, co – zdaniem wielu – wyklucza mnie. Często byłam brana – stereotypowo – za osobę heteroseksualną, nikt nie zastanawiał się nad niuansami.

AM: To absurdalny problem. Lesbijką można bywać. Dlaczego więc nie miałabyś opowiadać o swoich lesbijskich momentach?

AK: Wiadomo, że osób określonych na sto procent jest niewiele, a kobiety mają jeszcze większą płynność. Chcemy dać tę przestrzeń lesbijkom, bo też zauważyłyśmy, że ich brakuje, że najczęściej mówi się o społeczności LGBT, a reprezentatami są geje. Najwięcej ich widać, często są przedstawiani bardzo stereotypowo.

AM: Ale często tak chcą się przestawiać, odkąd wzorcem jest Robert Biedroń. Wszyscy chcą być jak Biedroń. Uosobienie sukcesu w mainstreamie.

AK: No tak, bycie Biedroniem jest łatwiejsze do przełknięcia dla heteronormy. Ta potrzebuje schematów. Inne osoby są po prostu przezroczyste. Są niewidzialne albo wyszydzane, albo skrywają swoją rzeczywistą odmienność. A telewizja i media robią społeczności LGBTQ ogromną krzywdę utwierdzając stereotypy. Dlatego – raz jeszcze podkreślam – zrobimy tę mównicę lesbijską, otwieramy się dla dziewczyn nieheternormatywnych, niech mówią o sobie same.

AM:  Myślę, że byłoby dobrze, gdyby o lesbijkach mówiły bardzo różne osoby, żeby nie było dominacji mężczyzn albo heteryczek albo samych lesbijek. To daje pełniejszy obraz. Taki głos, jak Twój, też byłby ważny. Trochę taką mównicą w necie jest projekt Lesbijska Inspira.

AK: Najważniejsze, żebyśmy się łączyli i jednoczyli, żebyśmy współpracowali ze sobą – różne środowiska. Te środowiska niech będą trochę różne, trochę podobne. Żeby to nie były odseparowane grupki. To nie jest tak, że każde z nas jest tylko lesbijką, tylko Dziewuchą, czy tylko feministką etc., wiele z tych rzeczy łączy się ze sobą. Myślę, że takie wspólne wspieranie się i współdziałanie jest niezbędne, bo ludzi, którzy zajmują się aktywizmem nie jest zbyt dużo, a musimy pokazywać siłę, choć jesteśmy ułamkiem społeczeństwa. Czasem bywamy zmęczone/zmęczeni. Ciężko robić wszystko za wszystkich. Ale trzeba działać.

AM: To najlepsza puenta naszej rozmowy. Bardzo dziękuję i do zobaczenia na mównicy i nie tylko!

Korekta: Maja Korzeniewska

—————————–

Aleks Knapik (1984) – łodzianka, wnuczka włókniarki, doktorka Uniwersytetu Łódzkiego w dziedzinie biochemii białek, stypendystka Uniwersytetu Stanowego w Wirginii. Feministka, działaczka społeczna, aktywistka, przedstawicielka pracowników. Angażuje się w protesty i działania w obronie praw kobiet, mniejszości, zwierząt, prodemokratyczne, przeciwko nienawiści i za święckością państwa. Członkini Komitetu Inicjatywy Ustawodawczej Ratujmy kobiety 2017. W Dziewuchach od samego początku. Przed Dziewuchami działała w organizacji LGBTQ, Queer UVA, jeździła w Masie Krytycznej, ratowała małe gryzonie i uprawiała ashtangę jogę.

Agnieszka Małgowska (1/2 Damskiego Tandemu) Twórczego – lesbijka / feministka / artaktywistka / reżyserka / trenerka teatralna / scenarzystka.

Współtwórczyni projektów: Kobieta Nieheteronormatywna (cykl debat i audycji radiowych, 2014- 2016) / O’LESS Festiwal (2012-2014) / DKF Kino lesbijskie z nutą poliamoryczną (cykl spotkań, 2012-2015) / A kultura LGBTQ+ nie poczeka (projekt archiwistyczny, od 2017) / O teatrze lesbijskim w Polsce (cykl teatrologiczny, od 2012) / Lesbijska Inspira (cykl wywiadów od 2017) / Portret lesbijek we wnętrzu, Niesubordynowane czytanie sztuki Jolanty Janiczak (czytanie dramatów) / Orlando.Pułapka? Sen, Fotel w skarpetkach, 33 Sztuka, RetroSeksualni. Drag King Show (spektakle) / Czarodziejski flet, Gertruda Stein & Alice B. Toklas & Wiele Wiele Kobiet (nanoopery) / L.Poetki (film dokumentalny) / Teatr Dialogu (warsztat i akcja miejska) / Wywrotowa komórka lesbijska, Epizody, wątki, sugestie lesbijskie w kinie polskim (wykłady) / Sistrum. Przestrzeń Kultury Lesbijskiej* (stowarzyszenie, 2017).

  —————————————————-

LESBIJSKA INSPIRA
To niezależna inicjatywa, której e-przestrzeni udziela siostrzana Feminoteka.

INNE TEKSTY
I.   Manifest
1.   ManifestInstant. 
2.   Rozmowa I. Od lesbijskiej konspiry do lesbijskiej inspiry.
3.   Rozmowa II. Minął rok. To, o czym mówiłyśmy w prywatnych rozmowach, stało się częścią debaty publicznej

II. Rozmowy wokół manifestu
1.  Mamy wewnętrzną potrzebę wolności. Rozmowa z Małgorzatą Myślak i Magdaleną Sota.
2.  Coming out – nie chcę i nie muszę. Rozmowa z Anonimową Lesbijką
3.  Z miłości i gniewu rodzi się odwaga. Rozmowa z Angeliną Caligo
4.  Moja droga do siebie samej. Rozmowa z Marią Kowalską
5.  Potrzebne są niehetero bohaterki. Rozmowa z Anną Bartosiewicz
6.  Chcemy więcej! Rozmowa z Anną i Zandrą Ra Ninus.
7.  
Lesbijki, pora na prokreację! Rozmowa z Anną Adamczyk.
8.  Kto ma prawo do słowa “lesbijka”? Rozmowa z Magdaleną Próchnik
9.  Czasem miałam wrażenie, że jestem jedyną lesbijką w Lublinie. Rozmowa z Małgorzatą Szatkowską
10. Trzeba stawiać opór. Rozmowa z Magdaleną Tchórz
11.  Dziewczyna i dziewczyna – normalna rodzina. Rozmowa z Zuch Dziewuchami
12.  Niepytana nie mówiłam, że jestem lesbijką. Rozmowa ocenzurowana
11.  Dziewczyna i dziewczyna – normalna rodzina. Rozmowa z Zuch Dziewuchami
12.  Niepytana nie mówiłam, że jestem lesbijką. Rozmowa ocenzurowana
13.  Co ty tutaj robisz? O poczuciu wyobcowania i przynależenia. Rozmowa z Nicole G.
14.  Mam na imię Kasia i to jest moja tożsamość. Rozmowa z Katarzyną Gauzą
15.  Tęczowe aktywistki na Ukrainie są wyłącznie feministkami. Rozmowa z Katją Semchuk
16.  Oryginalnie nieheteroseksualna. Rozmowa z Agnieszką Marcinkiewicz
17.   Sama zrobię dla siebie miejsce. Rozmawa z Klaudią Lewandowską
18.  Dziś określam siebie jako osobę panseksualną. Rozmowa z Alex Knapik
19.  Perspektywa lesbian studies. Rozmowa z dr Martą Olasik
20. Mogę tylko powiedzieć: przykro mi bardzo, jestem wyjątkowa. Rozmowa z Voyk
21.  Tożsamość jest zawsze polityczna. Rozmowa z Elżbietą Korolczuk
22. Jesteśmy nie do ruszenia. Rozmowa z matką i córką. MB & Shailla
23. Wchodzę w krótkie erotyczne relacje poliamoryczne. Rozmowa z Retni
24. Aktywizm jest moim uzależnieniem. O niepełnosprawnościach, nieheteronormatywności i feminizmie. Rozmowa z Anetą Bilnicką
25. Wolę nie zostawiać niedomówień. Rozmowa z Adą Smętek
26. Do tej pory myślałam, że LGBTQ to nie ja. Rozmowa z Anonimową Lesbijką
27. Ciągle zajmujemy się sobą i żądamy od innych akceptacji. Rozmowa z Anną Marią Szymkowiak
.
III. Głos z zagranicy
1Węgry. Brakowało nam środowiska kobiet niehetero – stworzyłyśmy je. Rozmowa z Anną Szlávi
2. Czechy. Lesba* na wychodźstwie. Rozmowa z Frídką Belinfantová
.
IV. Męskoosobowo
1. To co polityczne jest wspólne. Rozmowa z Tomaszem Gromadką
2. Przyszło nowe pokolenie kobiet nieheteronormatywnych. Rozmowa z Marcinem Szczepkowskim
,
V.  EL*C. Wieden 2017
1.  Magdalena WielgołaskaOdzyskiwanie lesbijskiej tożsamości – wreszcie pomyślmy o sobie, Siostry.
2.  Monika Rak. Siła filmu dokumentalnego, czyli lesbijki do kamer!
3.  Magdalena Świder. Wokół tożsamości.
4.  Agnieszka MałgowskaPeformansy, czyli witamy w Lesbolandii.
5. Joanna Semeniuk. Jeśli nie zrozumiemy naszej przeszłości, nie zrozumiemy siebie.
6.  Agnieszka Frankowska. PL, czyli Polskie Lesbijki w Wiedniu.....

.

 

WARSZAWA | 21.03 | 7. spotkanie KNH – Starość…? Pokolenie kobiet nieheteronormatywnych 60 plus

7.KNH.wer2Kolejne spotkanie z cyklu skupi się na kobietach nieheteronormatywnych 60 plus. Chcemy dowiedzieć się jak wyglądało ich życie, jakie są ich potrzeby, przemyślenia o społeczności, w której wszystkie żyjemy, działamy. Zapraszamy Was 21 marca o godz.18:00 do Feminoteki, ul. Mokotowska 29a (wejście od ul. Marszałkowskiej 34/50 do samego końca w podwórzu).
Kobiety nieheteronormatywne 60 plus – gdzie jesteście? Jak wygląda/wyglądało Wasze życie? Czego się boicie? Co Was cieszy? Pytamy nie tyle z ciekawości, co z potrzeby! Chcemy wiedzieć, że jesteście… Potrzebujemy Waszego doświadczenia i obecności. Szukamy swoich korzeni, podobieństw, inspiracji… Nie byłyśmy pierwsze i nie będziemy ostatnie. Mamy jednak ze sobą „słaby” kontakt międzypokoleniowy. Narzuca się oczywiste stwierdzenie, że jedne „nie pasują” do drugich, nie te knajpy, nie te płyty, ogólnie nie te „klimaty”… To jednak nas nie przekonuje, dlatego na najbliższym spotkaniu z cyklu Kobieta nieheteronormaywna będziemy rozmawiać o Was, szukać Was, „drążyć” temat, i mamy nadzieję – cieszyć się Waszą obecnością! Na najbliższe spotkanie zapraszamy wszystkie kobiety, bez względu na wiek. Zrobimy wspólnie międzypokoleniowy „kogel – mogel”!
Do zobaczenia!
PANEL DYSKUSYJNY
18:00 – 20:00
PROWADZENIE: Agnieszka Barszcz

Z UDZIAŁEM:
ROMY CIEŚLI, aktywistki w latach 90-tych Lambdy Kraków oraz kobiecej Grupy Safo, bohaterki mediów środowiskowych, w szczególności filmu Magdy Wystub „Yes, We are”, książki Anny Laszuk „Dziewczyny, wyjdźcie z szafy”, wciąż aktywnej lesbijki 60 plus funkcjonującej w przestrzeni publicznej, z wykształcenia ekonomistki i filolożki.
EWY RATYNSKIEJ, twórczyni pionierskiego projektu „Nieheteroseksualne PRL”, którego celem jest zebranie historii kobiet nieheteronormatywnych, funkcjonujących w realiach PRL, z wykształcenia antropolożki i socjolożki.
KOLACJA
20:00
Kolacja będzie składkowa, zachęcamy do przyniesienia „czegoś” na stół. Będzie to przede wszystkim okazja do „międzypokoleniowej” wymiany myśli, spotkania face to face. Bez pomady!
Link do wydarzenia na fb: https://www.facebook.com/events/382503408619361/

W razie pojawienia się pytań prosimy o kontakt na nasz adres: [email protected].
Po więcej informacji na temat projektu Kobieta Nieheteronormatywna zapraszamy na naszą stronę: http://www.knh.vxm.pl oraz fanpage: facebook.com/kobietanieheteronormatywna.
SERDECZNIE ZAPRASZAMY!

WARSZAWA | 21.02 | Spotkanie: Przemoc – seksizm – konflikty – wykluczenia wśród kobiet nieheteronormatywnych.

BANER_na_FB_spotkanie_6

6. spotkanie: Przemoc – seksizm – konflikty – wykluczenia wśród kobiet nieheteronormatywnych.

Na to mamy cztery ściany i sufit, aby brudy swoje prać w domu i aby nikt o nich nie wiedział. Rozwłóczyć je po świecie to ani moralne, ani uczciwe.”

Tak mawiała pani Dulska, ale my dulszczyzny nie chcemy i podejmujemy próbę publicznej rozmowy o trudnościach, jakie mają kobiety nieheteronormatywne we wzajemnych relacjach i wspólnym działaniu. Zapraszamy na kolejne spotkanie 21 lutego, jak zawsze do siedziby Feminoteki!

Chcemy przyjrzeć się konfliktom, nieporozumieniom kobiet nieheteronormatywnych z różnych perspektyw, wskazać główne problemy i zastanowić się nad ich przyczynami. Ale nie będziemy tylko mówić – z niewygodnymi pytaniami, uczuciami zmierzymy się „twarzą w twarz” podczas warsztatu. Co osiągniemy? To się okaże…

11.00 – 16.00 WARSZTAT „…BO CZASEM TRUDNO SIĘ DOGADAĆ”

prowadzenie: Marta Sokołowska – Mróz

W żadnym środowisku nie jesteśmy wolne od uprzedzeń i problemów w komunikacji, niezbędnej we współpracy. Warsztat ten ma posłużyć zdefiniowaniu trudności, jakie niekiedy uniemożliwiają porozumienie oraz stworzeniu dobrej atmosfery do dialogu miedzy kobietami nieheteronormatywnymi.

Udział w warsztatach jest bezpłatny.

Lista uczestniczek warsztatu została zamknięta, ale istnieje jeszcze lista rezerwowa. Zgłoszenia przyjmujemy na adres: [email protected]

19.00 – 21.00 DYSKUSJA

Wspólnie zastanowimy się nad tym, co „dręczy” kobiety nieheteronormatywne? Co nas dzieli – jakie sytuacje, tematy, poglądy? Jakie tworzymy grupy i jak one funkcjonują? Jakie budujemy relacje i „atmosfery”? Czy to, co nazywamy przemocą, wykluczeniem, wdziera się miedzy nas? Czy uczymy się nowych sposobów komunikacji, czy może pod pozorem zmian powtarzamy znane schematy? Czy znamy sposoby rozwiązania tych trudności? Czy może nie trzeba ich rozwiązywać, bo jednorodność środowiska i siostrzeństwo to utopia? Albo jeszcze inaczej – to spotkanie jest efektem polskiego „maruderstwa”, bo umiemy ze sobą rozmawiać i współpracować…

Gościnie:

Natalia Judzińska – studentka kulturoznawstwa Europy Środkowo-Wschodniej, współpracowniczka Zespołu Archiwum Kobiet: Piszące IBL PAN, członkini i ex-członkini kolektywów i grup m.in. feministycznych i queerowych, entuzjastka kobiecej sceny punkowej.

Marta Sokołowska – Mróz – streetartowiec, trenerka dramy stosowanej, socjoterapeutka.

Anna Zawadzka – doktor socjologii, adiunkt w Instytucie Slawistyki Polskiej Akademii Nauk, redaktorka pism „Studia Litteraria et Historica” oraz „Bez Dogmatu”, reżyserka filmu dokumentalnego 'Żydokomuna’.

 

Zarówno warsztat, jak i dyskusja odbędą się w siedzibie Fundacji Feminoteka, ul. Mokotowska 29A, Warszawa

W razie pojawienia się pytań prosimy o kontakt na nasz adres: [email protected].

Po więcej informacji na temat projektu Kobieta Nieheteronormatywna zapraszamy na naszą stronę: http://www.knh.vxm.pl oraz fanpage: facebook.com/kobietanieheteronormatywna.

SERDECZNIE ZAPRASZAMY!

WARSZAWA: spotkanie „Zaginiona lekcja historii. Poszukiwanie kobiet nieheteronormatywnych w dziejach”

10922636_903053933068877_530656139912301428_n

Czy znamy kobiety nieheteronormatywne w czasach minionych? Kim były, jak żyły, co właściwie o nich wiemy? Czy wśród pisarek, nauczycielek, naukowczyń, żon i córek były kobiety nieheteroseksualne?

Wszystkie te pytania sprowadzają się do jednego – czy warto mówić o historii kobiet nieheteroseksualnych. Na kartach podręczników zapisana jest historia jednolita, monolityczna, spójna i jednocześnie nieuwzględniająca całej różnorodności głosów. W historii tej brak miejsca dla lesbijek, transeksualistek, biseksualistek. I w opozycji do tej właśnie historii potrzebna jest alternatywa – narracja o życiu, zmaganiach, triumfach i porażkach kobiet z minionych epok, by inspiracją dla przyszłości mogła być przeszłość.

17 stycznia 2015

Fundacja Feminoteka, Mokotowska 29A, Warszawa (wejście od ul. Marszałkowskiej 34/50 do samego końca w podwórzu)

https://www.facebook.com/events/764585056924470

 

17:00 – 18:45 wykład Agnieszki Weseli/Furji połączony z dyskusją

Porozmawiajmy o… Pol(s)ce. O tym, dlaczego oczekiwano, że będzie Matką i żoną. O tym, że czasami mogła jednak mieć przyjaciółkę od serca. O tym, dlaczego tak trudno znaleźć w polskich dziejach nieheteronormatywne kobiety. Dlaczego warto szukać. Jak można to robić. I do czego może się Pol(s)ce przydać historia krytyczna.

Agnieszka Weseli/Furja, historyczka seksualności i gender. Prowadziła pionierskie badania nt. domu publicznego i homoseksualizmu w KL Auschwitz-Birkenau, a także nt. prostytucji, pornografii, wychowania seksualnego, obecności kobiet nieheteronormatywnych i osób trans w społeczeństwie i kulturze Polski, przemian norm i modeli seksualności (od poł. XIX do współczesności). Miłośniczka historii krytycznej. Edukatorka seksualna. Feministka, aktywartystka kłirowa. Czyni kolektywnie (Porozumienie Lesbijek (LBT), Manify, UFA, POMADA, Dni Cipki) + indywidualnie.
www.sprawysadowskiej.pl
www.weseli.info

19:00 – 20:30 warsztat

Wspólnie postaramy się zapełnić lukę, jaka istnieje w wiedzy nad dziejami kobiet nieheteronormatywnych. Postaramy się np. stworzyć projekt broszury, przewodnika lub rozdział do podręcznika szkolnego o kobietach nieheteronormatywnych w historii.

Do zobaczenia w Feminotece!

Matronat Feminoteki: Kobieta nieheteronormatywna. Odcienie.

knh_baner_-listopad,,KOBIETA NIEHETERONORMATYWNA. ODCIENIE – Panel dyskusyjny: cz. I Kobiety panseksualne i biseksualne a poliamoria, cz. II Kobiety aseksualne i osoby trans a androgynia. SPEKTAKL 33SZTUKA”

Zapraszamy na trzecie, nietypowe, spotkanie z cyklu „Kobieta Nieheteronormatywna”. Wyróżnia się ono tym, że przygotowano nie tylko panel dyskusyjny, ale również spektakl. Część pierwsza ,,Kobiety panseksualne i biseksualne a poliamoria” panelu rozpocznie się o godz. 18.00. Natomiast część druga ,, Kobiety aseksualne i osoby trans a androgynia” zacznie się o godz. 20.30. Obie części odbędą się 21 listopada w warszawskiej Feminotece, ul. Mokotowska 29a (wejście od ul. Marszałkowskiej 34/50 do samego końca w podwórzu). Spektakl ,,33 SZTUKA” będzie wystawiany się 22 i 23 listopada o godz. 19.00 w siedzibie Instytutu Pozytywnej Seksualności, ul. Złoczowska 6D, na Saskiej Kępie.

„Bycie kobietą” nie zawsze oznacza to samo. Odcieni kobiecości nieheteronormatywnej jest tak wiele, że może zakręcić się w głowie. Można się też pogubić w bogactwie tożsamości i seksualności. Czy jesteśmy gotowe na tę różnorodność, która powoli staje się obecna w kulturze? Wiemy co naprawdę oznacza taka wielość możliwości ?
Słyszymy – lesbijka, kobieta panseksualna, biseksualna, aseksualna i transkobieta – co właściwie znaczą te słowa? Skoro płeć bywa określana jako aktywny proces powstający w interakcjach między ludźmi, czy ich w ogóle potrzebujemy jej stałej definicji? Co oznacza ,,być kobietą” w czasach zachwiania tradycyjnie rozumianych pojęć kobiecości i męskości?
To będzie spotkanie wielu pytań. Stawiamy je w kontekście dwóch pojęć czasem zwanych projektami przyszłości, niestety często źle rozumianych i krytykowanych – androgynii i poliamorii.

21 listopada (piątek) zapraszamy do Feminoteki na panel dyskusyjny składający się z dwóch części:

CZĘŚĆ I, godzina 18:00 – Kobiety panseksualne i biseksualne a poliamoria.
Gościnie: Katarzyna Michalczak i Katarzyna Grunt-Mejer
Poliamoria to nieskończona ilość uczuciowych możliwości, wielość i wielowarstwowość relacji miedzyludzkich, formuła odpowiadająca na potrzeby osób o złożonej tożsamości i seksualności. Czy więc wielomiłość to spełnienie marzeń dla biseksualistek, a zwłaszcza panseksualistek?

CZĘŚĆ II, godzina 20:30 – Kobiety aseksualne i osoby trans a androgynia.
Gościnie: Ewa Ulińska i Ula Werkowska
„Androgyn był człowiekiem w pełni wolnym i w pełni szczęśliwym” – pisał Platon. Czy dlatego, że wykraczał poza binarne pojmowanie płci, a może dlatego że – utożsamiony z aniołem – nie odczuwał pożądania? Czy w takim razie można zaryzykować stwierdzenie, że osoby aseksualne i transpłciowe to wcielenie mitu szczęśliwego androgyna?

22 i 23 listopada (sobota i niedziela) o godzinie 19:00 odbędzie się spektakl ,,33 SZTUKA” przygotowany przez Damski TANDEM Twórczy & SIOSTRY.
Link do spektaklu na fb: https://www.facebook.com/events/316861901839536/
Czerwona, Niebieska i Różowa były kiedyś parą, ich związek się rozpadł. Różowa poznała Czerwoną, wówczas w kręgu ich znajomych pojawiła się Niebieska, która stała się ich częstym gościem do czasu, gdy straciły nagle dach nad głową. Wtedy Niebieska zaproponowała im wspólne mieszkanie. Po jakimś czasie miedzy Czerwoną a Niebieską nawiązał się romans, ukrywany przed Różową. Od tego momentu widzowie/widzki zostają zaproszeni do hermetycznego świata zbudowanego na 19m2, by uczestniczyć w życiu trzech dojrzałych kobiet, tworzących zamknięty trójkąt miłosny. Jego narodziny rozkwit rozpad i koniec jest głównym tematem dramatu, pełnego skrajnych emocji, niedomówień, uczuć i … Sztuka jest szkicem teatralnym, którego tekst jest jedynie pierwszą – nie najważniejszą – warstwą utworu. Dramat został przygotowany jako partytura multimedialnego zdarzenia. Uzupełnia go blog, który jest pamiętnikiem postaci sztuki.

Poczytaj: 33sztuka.blogspot.com
Obejrzyj: https://vimeo.com/111164422

Prosimy o wcześniejszą rezerwację miejsc na spektakl przez napisanie na adres: [email protected].
Cena biletu/cegiełki to 30 złotych.
Spektakl odbędzie się w siedzibie Instytutu Pozytywnej Seksualności, ul. Złoczowska 6D, na Saskiej Kępie.

Link do wydarzenia na fb: https://www.facebook.com/events/1551277238417320/

W razie pojawienia się pytań prosimy o kontakt na nasz adres: [email protected].

Po więcej informacji na temat projektu Kobieta Nieheteronormatywna zapraszamy na naszą stronę: http://www.knh.vxm.pl oraz fanpage: facebook.com/kobietanieheteronormatywna.

SERDECZNIE ZAPRASZAMY!

 

Warszawa: Projekt Kobieta Nieheteronormatywna, spotkanie I: ,,Lesbijki a feminizm. Pogmatwane relacje’’

KNH-logo-600Pierwsze spotkanie projektu Kobieta Nieheteronormatywna: ,,Lesbijki a feminizm. Pogmatwane relacje’’ połączone z lekturą tekstu ,,Radicalesbians. Kobieta identyfikująca się z kobietami’’

20 września 2014 r., godz. 16:30

Fundacja Feminoteka, ul. Mokotowska 29A, Warszawa

***

Jak często dane Wam było usłyszeć: ,,Każda feministka to lesbijka”. Albo: „każda lesbijka to feministka”. A nawet: „Feminizm jest teorią, lesbianizm jest praktyką”?
Nadal w powszechnej świadomości mariaż lesbijki i feministki to oczywistość. Ale co o tym myślą same zainteresowane? Relacje wcale nie są łatwe.

Przyjrzymy się im podczas spotkania w Feminotece, które rozpocznie się wykładem o godzinie 19:30 oraz podczas wspólnej lektury tekstu, na którą zapraszamy na godzinę 16:30.

Czy wpływ na relacje lesbijek i feministek mają różnice celów kobiet heteroseksualnych i nieheteroseksualnych? A może to lęk przed radykalnością ruchu kobiecego czy podwójnym stygmatem? Czy może wciąż kobiety nie wyzwoliły się spod wpływu patriarchalnej władzy, która je dzieli?

Podczas spotkania spróbujemy odpowiedzieć na te pytania. Opowiemy również o historii związku les/fem na świecie i w Polsce. Spróbujemy też spojrzeć w przyszłość, zastanowimy się, co można zrobić, żeby zmienić obecny stan rzeczy. Swoim doświadczeniem i wiedzą podzielą się: Marzena Chińcz, Monika Kłosowska, Paulina Kropielnicka, Paulina Szkudlarek.

Wstęp na spotkanie jest wolny.

Przed spotkaniem odbędzie się wspólna lektura tekstu ,,Radicalesbians. Kobieta identyfikująca się z kobietami’’ (1970), jednego z najbardziej znanych tekstów o lesbijkach- rewolucjonistkach-feministkach, prowadzona przez Monikę Kłosowską.

Po raz pierwszy pojawił się w formie ulotki na „Second Congress to Unite Women” w 1970 roku. Grupa Radicalesbians, która napisała ten manifest, przerwała obrady i przeforsowała dyskusję na temat lesbianizmu w ruchu kobiecym. Radicalesbians tworzyły Rita Brown, Ellen Bedoz, Cynthia Ellen, Lois Hart, March Hoffman i Barbara XX.

Prosimy o zgłoszenia (z powodu ograniczonej ilości miejsc) na adres: [email protected]
Tekst jest dostępny na stronie www. knh.vxm.pl

Link do wydarzenia: https://www.facebook.com/events/718999514835277/

KNH plakat

KNH plakat z tematami