TELEFON DLA KOBIET DOŚWIADCZAJĄCYCH PRZEMOCY

Телефон для жінок, які зазнають насильства

CZYNNY PONIEDZIAŁEK-PIĄTEK
OD 11.00 DO 19.00

Активний з понеділка по п’ятницю з 14:00 до 17:00

Polityka, feminizm, marsze szmat i seks – Zoe Margolis w wywiadzie z Martą Konarzewską

TEKST UKAZAŁ SIĘ NA PORTALU DZIENNIK OPINII

Marta Konarzewska: Zdemaskowana jest polityczna?

Zoe Margolis: Oczywiście. Tak bardzo, jak tylko udało mi się to osiągnąć.

Bo piszesz o seksie?

Bo piszę jako kobieta. Myślisz sobie: „Laska uprawia seks i czerpie z tego przyjemność, phi! Co to ma wspólnego z polityką?”. Ale nawet jeśli nie nie masz takiego zamiaru, pisząc o kobiecej seksualności, zawsze będziesz polityczna. Kultura tłumi seksualność kobiet, prawo do przyjemności, ekspresji. Prywatne jest polityczne – pamiętasz to hasło?

Zdemaskowana wspaniale je metaforyzuje: główna bohaterka Zoe pisze seksblog, w którym nadaje sobie imię Abby. „Abby” kryje oficjalną tożsamość, a jednocześnie nazywa prywatność. Dzięki takiemu zabiegowi rozdział między prywatnym i społecznym wydaje się możliwy. Ale w pewnym momencie złudzenie się rozpływa. Zoe zostaje zdemaskowana i…

…społeczne zagarnia prywatne i nie ma odwrotu. Dokładnie tak jest. O to chodziło!

Zoe to twoje alter ego. Przepisujesz życie wprost czy to autofikcja?

Wszystko, co dzieje się w książce, naprawdę się stało. Pisałam anonimowy blog, dziennikarze odkryli moje prawdziwe nazwisko, cała ta historia. Sytuacje międzyludzkie też są prawdziwe. Ale odkąd straciłam anonimowość, muszę chronić prywatność moich bliskich, dlatego pomieszałam im cechy i tożsamości.

A wszystko po to, by wyśledzić własną tożsamość. O czym właściwie jest Zdemaskowana?

Właśnie o tym. Jest historią o mnie w poszukiwaniu tożsamości, o mnie, która próbuje się pozbierać. Która poszukuje siebie i własnego życia po tym, co jej się stało i co ma się jeszcze stać. Cała ta sprawa ze zdemaskowaniem była strasznie przykra. Niektóre komentarze – ohyda! Typu:„Ale jesteś brzydka, a jaka gruba! Kto chciałby z tobą spać? Niech cię zgwałcą, niech wyruchają, ty szmato”.
Spotkałam się też z dużą ilością krytyki ze strony mediów – że jestem bezwstydnicą, że mam brudne myśli. To była napaść, gwałtowny atak na moje życie, na moje ciało, a potem jeszcze na rodzinę i przyjaciół. Włazili nam do domu, fotografowali moich rodziców, musieliśmy non-stop zasłaniać zasłony we własnym domu.

Trochę jak w przypadku Charlotte Roche. Wy bezwstydne córki feminizmu – pokazujecie „wszystko”, więc możemy wam wszędzie zajrzeć.

Tak. Rzeczywiście – to takie chore myślenie.

Roche mierzy się z tą kwestią i tematem mediów.

Ja mam problem z tematem mediów. Widzę, jak działają, i nie pochwalam tego, ale jednocześnie tak się złożyło, że stały się moją platformą wyrażania poglądów. Traktuję je dość cynicznie, ale przecież z nich korzystam.

My, queery, lewica, feministki – myślisz, że powinniśmy tak właśnie cynicznie wykorzystywać mainstream?

To trudne pytanie. Nie ma tu odpowiedzi „tak” abo „nie”. Jestem pewna, że musimy starać się czynić zmiany, jak potrafimy. W jak najszerszym możliwym horyzoncie i każdą możliwą drogą. Jeśli masz możliwość wykorzystać mainstreamowe media i dobrze się z tym czujesz – rób to.
W Wielkiej Brytanii jest inaczej niż w Polsce. Mamy „Guardiana” – dużą, poważną lewicową gazetę, dla której piszę. Niby super, a jednak niekoniecznie. Czasem na przykład chcą, bym zareagowała na jakiś prawicowy artykuł z „Daily Mail”, o jakiejś, powiedzmy, celebrytce. Oczekują, że go skrytykuję i napiszę błyskotliwą feministyczną odpowiedź. A ja wcale nie mam na to ochoty, bo nie chcę wchodzić w tę medialną grę. Jakie ma znaczenie, czy tekst o tym, co ona ma na sobie albo z kim śpi, ukaże się w prawicowym czy w lewicowym medium? Jeśli się w to włączasz, włączasz się w konsumpyjną grę o ciało. Wspierasz konsumpcyjne podejśce do kobiety, zakładające, że kobieta ma dawać przyjemność, spełniać czyjeś fantazje itd. Dajesz dodatkowe powietrze kapitalistycznym działaniom.
Więc, jak widzisz, nie zawsze dobrze jest mieć medialna platformę.

Kapitalizm to dziś główny wróg feminizmu?

W pewnym sensie, choć nie chciałabym hierarchizować problemów. To stwarza niepotrzebną licytację na cierpienie. Odpowiem ci na przykładach.
Ostatnio w Anglii dwie kobiety zostały pobite na śmierć przez swoich partnerów. W ciągu jednego tygodnia umierają dwie kobiety. Słyszysz o tym i myślisz: „Co jest najgorsze? Przemoc”. Ale jednocześnie patrzysz na drastyczną sytuację gospodarczą i poważne cięcia budżetowe. One najsilniej dotykają kobiet z klasy pracującej, prawda? Więc zaraz powiesz: „Nie, jednak nie, priorytet to wyższe zarobki, godne życie, równa płaca, prawa pracownicze!”.
Ale potem otwierasz gazetę i czytasz, że wśród przestępców oskarżonych o gwałt tylko 5 proc. zostaje skazanych. Może więc jednak ta sprawa? Nie! Chodzi o to, żeby feminizm zawalczył o równość miedzy kobietami i równość ich spraw, tak by żadna z nich nie była najważniejsza. Chodzi mi o równość między białymi heteroseksualnymi kobietami z klasy średniej i kobietami reprezentującymi mniejszości. Żeby feminizm był inkluzywny, intersekcjonalny i jednakowo traktował każdy problem – zgłaszany z każdej pozycji w społeczeństwie. I żeby nie dał się wchłonąć jako kolejny koncept, produkt, który kapitalizm nam sprzeda – jak wszystko.

Chodzisz na marsze szmat?

Jasne! W Anglii mieliśmy dwa i byłam na obydwu.

Co sądzisz o argumentach, jakoby kobiety ze slut walk uwewnętrzniły „szmatę”?

Znam go, co za bzdura! Po pierwsze to jest okropne, a po drugie błędne, nie można się bardziej mylić! Slut walk jest demonstracją przeciwko przemocy. Każda poboczna gadka o nazwie, o ciuchach jest totalnie bez sensu i godzi w istotę marszu. Jest przemocowa. Nieważne, jakim językiem atakujesz, prostackim czy filozoficznym, atakujesz ruch, ważną ideę. Atakujesz kobiety. A tu idzie o bycie kobiet razem, o ich siłę, moc i bezpieczeństwo.
„Szmata” wywołuje chęć przemocy – na tym właśnie polega jej performatywna wartość.
Ale jeśli chodzi o samo uwewnętrznianie – to jest to poważny problem. Rozmawiam o tym z mamą, która jest feministką i terapeutką. Kobiety uwewnętrzniają wiele – bycie ofiarą, poczucie winy. Ostatnio mama powiedziała: „Nawet jeśli feministki jutro zdobędą 50 procent władzy, wiesz co będzie pojutrze? Seksistowscy mężczyźni i wiele kobiet skaczących sobie do gardeł”. Tak właśnie działa uwewnętrznienie.

Co robić?

Pracować w swojej skali – skali mikro. Dla mojej mamy to psychologiczna praca z uwewnętrznieniem. Dla mnie – pisanie. Każdy tydzień, każda sesja w gabinecie mamy to malutka feministyczna rewolucja. Lektura mojej książki też potrafi taka być. Mam zabawną historię, która to obrazuje. Kiedyś pewien facet napisal do mnie: „Zoe, czytałem sobie twojego seksbloga, żeby się brandzlować. Ale pewnego dnia przeczytałem nieco więcej niż seksscenkę i cóż… nie mogłem dojść, bo zacząłem myśleć. I tak mi zostało – czytam cię regularnie. Twoje poglądy mnie przekonują. Dzięki!”. Pomyślałam sobie: yeah! Sukces. Tak właśnie ma być!

Wtajemniczenie w twoje poglądy w ogóle prowadzi przez masturbację.

Naprawdę? (śmiech).

Na pierwszych stronach Zdemaskowanej Abby przyłapuje na masturbacji swojego kumpla.

Nocuje u niego i w nocy zachciewa jej się siusiu. Lubisz te scenę?

Tak, dzięki niej od razu wiem, że to książka feministyczna. Abby patrzy na ciało Tima, zajmuje pozycję spojrzenia, nie jego obiektu. 

Nie wierzę, że to wyłapałaś! To jest dla mnie najważniejsze. Dokładnie tak chciałam! Kobieta od samego początku do samego końca jest aktywna, to ona patrzy, to ona jest podmiotką. Odmawiam bycia obiektem. Także wtedy, gdy próbują mnie tak traktować – w mediach czy w komentarzach do mojej twórczości.
Wiesz co? Chyba zmienię zdanie co do tematu powieści, mogę? (śmiech): Zdemaskowana jest o kobiecie, która przejmuje seksualną aktywność. Nie czeka, by być oglądaną, lecz ogląda.
Z tym tematem wiąże się cała historia wydawnicza. Wydawca mojej pierwszej książki (która była anonimowym zapisem mojego bloga) wszystkie zdania i sceny pozamieniał mi z aktywnych na pasywne. Pisałam np. „straciłam dziewictwo z Timem”, a oni zmieniali na „oddalam mu swoje dziewictwo”. Co za koszmar!

I co zrobiłaś?

Użerałam się z nimi. A dla Zdemaskowanej znalazłamam innego wydawcę (śmiech).
Wydawcy często nie rozumieją, jak język, sposób nazywania, niuanse zmieniają całą wymowę. To jest książka o kobietach, nie o moim łóżku, ale o przekonaniach.

I fantazjach. Na przykład ta o dwóch facetach razem jest znów polityczna.

Pewnie. Chciałabym, żeby to nie było polityczne, a tylko seksowne, ale co ja poradzę!
Fantazja kobiety to według kultury albo głupawy striptizer, albo lesbijska przygoda. Jedna i druga polega na wygłupach. Striptizer przedrzeźnia bycie seksi, a les-przygoda jest bezpieczna, akceptowalna, ale nic za tym nie idzie. Dlatego motyw dwóch mężczyzn jako fantazji sięga o wiele głębiej niż seks czy seksualność – to jest o tym, jak kobiety absorbują to co społecznie seksowne. Jak przyswajają kulturowe, medialne wzorce, i jak mnie to wkurza.
Kobiece ciało jest seksi, męskie nie. A jeśli tak, to się robi homoerotyczne. Czyli poza polem kobiecej fantazji. Kiedy jako kobieta patrzysz na ciało faceta, masz albo być rozbawiona, albo się wstydzić, albo nawet czuć odrazę: jakie to odpychające. Ale nie wolno ci się podniecić, a co dopiero mówić o tym…

Abby ma to gdzieś, ale Zoe już nie.

Tak… dlatego bardzo tęsknie za Abby.

Zoe Margolis – autorka książki Zdemaskowana. Dziewczyna, której jedno w głowie, brytyjska blogerka, członkini Fundacji Brooke’a i ambasadorka British Humanist Association. Pod pseudonimem Abby Lee prowadziła seksbloga, w którym otwarcie opisywała swoje intymne potrzeby. Gdy opublikowała je w formie książki, dziennikarze ujawnili jej tożsamość i spadła na nią fala surowej krytyki.

Dziewczyna, której jedno w głowie – Wizyta ZOE MARGOLIS w Polsce.

Fundacja Feminoteka i Wydawnictwo Otwarte zapraszają na spotkanie z autorką książki „Zdemaskowana. Dziewczyna, której jedno w głowie” ZOE MARGOLIS – brytyjską blogerką, członkinią Fundacji Brooke’a, ambasadorką British Humanist Association.

Spotkanie poprowadzi MARTA KONARZEWSKA.

Premiera książki 5 czerwca, na spotkaniu będzie można zakupić książkę przedpremierowo.

28 maja (wtorek) 2013, godz. 18:00. Fundacja Feminoteka, Mokotowska 29A, Warszawa wydarzenie na facebooku

 

o książce: Zoe Margolis jest trzydziestoletnią singielką. Mieszka w Londynie, pracuje w branży filmowej, a wieczorami… pod pseudonimem Abby Lee prowadzi seksblog, który ma 7 milionów czytelników i znalazł się na liście 50 najbardziej wpływowych blogów magazynu „The Observer”.
Co sprawia, że ten blog czytają miliony kobiet na całym świecie? Abby pisze o seksie i nie ukrywa, że myśli o nim bez przerwy. Swobodnie wyraża siebie i otwarcie komunikuje swoje potrzeby, odzierając tym samym kobiecą seksualność z tabu.
Kiedy dociekliwym dziennikarzom udaje się zdemaskować autorkę bloga, życie Zoe wywraca się do góry nogami…

Zoe Margolis – brytyjska blogerka, która pod pseudonimem Abby Lee prowadziła blog, w którym otwarcie opisywała swoje życie seksualne. Kiedy okazało się, że jej blog ma kilka milionów czytelników, zaproponowano jej wydanie książki. Zrobiła to, ale pod pseudonimem. Tyle, że po kilku dniach jedna z gazet opublikowała artykuł, w którym ujawniono jej prawdziwą tożsamość. Zoe Margolis z dnia na dzień straciła anonimowość. Pod jej oknami koczowali paparazzi, a ona musiała przyznać się przed swoimi bliskimi i przyjaciółmi, że w tajemnicy prowadziła bardzo intymny blog. Jej życie wywróciło się do góry nogami, ale mimo wszystko wyszła z tego obronną ręką. Dziś jest jedną z czołowych komentatorek życia publicznego w Wielkiej Brytanii – wypowiada się na tematy związane z równouprawnieniem kobiet, edukacją seksualną, wolnością słowa, kulturą. Jest feministką. Jej blog ma 7 milionów czytelników i znalazł się na liście 50 najbardziej wpływowych blogów świata.
Książka „Zdemaskowana. Dziewczyna, której jedno w głowie” stanowi zapis bloga i jest opisem tego, jak zmieniło się jej życie po feralnej publikacji oraz zdemaskowaniu autorki.
Zoe Margolis angażuje się dzisiaj w działalność na rzecz kobiet i edukacji seksualnej młodzieży. Jest członkinią fundacji Brooka oraz honorową ambasadorką British Humanist Association. Prowadzi prelekcje, prezentacje oraz przewodniczy akcjom propagującym wartości wolnościowe.
W sprawny sposób implementuje treści feministyczne podając je w bardzo dostępny sposób. Dzięki temu trafia do szerokiego grona odbiorczyń/ów.abby_B2_meeting_2web

Kraków: Spotkanie z Klarą Nowakowską

Fundacja Przestrzeń Kobiet serdecznie zaprasza na spotkanie z Klarą Nowakowską, autorką tomu poetyckiego „Ulica Słowiańska”. Poetka portretuje w nim wrocławskie Nadodrze, posługując się mikrohistoriami ubranymi w precyzyjne poetyckie komunikaty. Jak przyznaje autorka, „Ulica Słowiańska” dokumentuje próby oswajania przestrzeni i nawiązania więzi z otoczeniem. W Czytelni dla Kobiet porozmawiamy o możliwości odczytania tomu jako kobiecego tekstu autobiograficznego.

Klara Nowakowska opublikowała zbiory wierszy „Zrosty” (1999), „Wodne wiersze” (2002) i „Składnia” (2004). Jest laureatką głównej nagrody w konkursie im. Jacka Bierezina (1998) i nagrody WARTO (2012). Mieszka we Wrocławiu przy ulicy Słowiańskiej. Spotkanie poprowadzi Anna Marchewka – doktor nauk humanistycznych, krytyczka literacka, literaturoznawczyni.

Spotkanie odbywa się w ramach projektu „Międzypokoleniowe herstorie” realizowanego przez Fundację Przestrzeń Kobiet w ramach Programu ASOS. Udział w spotkaniu jest bezpłatny.

Termin: 24 maja 2013 roku, godz. 18
Miejsce: Massolit Books & Café, ul. Felicjanek 4, Kraków
Wsparcie/patronat: Ośrodek KARTA, Radiofonia, Massolit Books & Café

Prezentacja genderowej serii naukowej „Lupa Obscura”

Serdecznie zapraszamy na prezentację serii naukowej „Lupa Obscura”, wydawanej przez Instytut Badań Literackich PAN. Odbędzie się ona w ramach Warszawskich Targów Książki 2013 w czwartek, 16 maja, o godzinie 10.00 na Stadionie Narodowym w sali Londyn C. Do godziny 12.00 tego dnia książki należące do serii „Lupa Obscura” można będzie kupić z rabatem 50% przy stoisku Wydawnictwa IBL PAN – nr 80 w sektorze D7.

„Lupa Obscura” jest serią wydawniczą zainicjowaną i prowadzoną przez Zespół Literatura i Gender IBL PAN. Redaktorkami naczelnymi serii są dr Monika Rudaś-Grodzka i dr Katarzyna Nadana-Sokołowska, a w skład zespołu redakcyjnego serii wchodzą dr Katarzyna Czeczot, dr Karolina Krasuska, dr Agnieszka Mrozik, prof. dr hab. Anna Nasiłowska, Barbara Smoleń, Kazimiera Szczuka.

Tytuł serii określa kierunek naszych intelektualnych poszukiwań i refleksji. Punktem wyjścia jest dla nas pluralizm postaw badawczych. Punktu dojścia nie przewidujemy. Książki przez nas wydawane będą otwierały się na różne spojrzenia badawcze i interpretacyjne, które jednak łączy otwartość na metodologię badawczą wypracowaną od lat 60-tych XX wieku w dziedzinie gender studies . Będziemy więc prezentować prace z zakresu najnowszej humanistyki inspirujące się teorią gender, teorią postkolonialną, queer czy posthumanizmem Ale nie tylko. Stawiamy sobie za cel wydawanie książek, które wydają nam się ważne i inspirujące dla środowiska akademickiego.

Ukazały się dotychczas: 
Wiek po Marii Skłodowskiej-Curie, pod red. Moniki Rudaś-Grodzkiej, Katarzyny Nadany-Sokołowskiej, Ewy Serafin (2011)
Karolina Krasuska, Płeć i naród: trans/lokacje. Maria Komornicka/Piotr Odmieniec Włast, Else Lasker-Schüler, Mina Loy (2012)
Katarzyna Nadana-Sokołowska, Problem religii w polskich dziennikach intymnych: Stanisław Brzozowski, Karol Ludwik Koniński, Henryk Elzenberg (2012)
Agnieszka Mrozik, Akuszerki transformacji. Kobiety, literatura i władza w Polsce po 1989 roku (2012)

Debata „Teorie wywrotowe, radykalizmy queer i postpłciowość”

InterAlia. Czasopismo poświęcone studiom queer, zaprasza na debatę. Teorie wywrotowe, radykalizmy queer i postpłciowość. Dyskusje wokół antologii „Teorie wywrotowe” oraz 7 numeru czasopisma „InterAlia” i książki „Postpłciowość? Praktyki i narracje postpłciowe w ponowoczesnym świecie” rozpoczną się w Massolit Books & Cafe, ul. Felicjanek 4, 17 maja (piątek), godz. 18.

Spotkanie podzielone będzie na dwie części:

18.00-19.00: Krytyczna dyskusja wokół przesłania oraz potencjału politycznego tekstów zebranych w antologii pt. „Teorie wywrotowe” pod redakcją dr Agnieszki Gajewskiej.
W spotkaniu weźmie udział czwórka panelistek_ów: Anna Kowalcze-Pawlik, Michał Abel Pelczar, Agnieszka Kwiecień, Tomasz Sikora i Rafał Majka. Spotkanie będzie miało formę otwartej dyskusji nad odczytanymi przez panelistki_ów fragmentami tekstów z antologii.

19.00-20.00: Krytyczna dyskusja wokół 7. numeru czasopisma naukowego InterAlia (www.interalia.org.pl) dotyczącego radykalizmów queer oraz tomu zbiorowego pt. „Postpłciowość? Praktyki i narracje tożsamościowe w ponowoczesnym świecie” (red. A. E. Banot, A. Barabasz, R. Majka; Wydawnictwo Naukowe Akademii Techniczno-Humanistycznej w Bielsku-Białej). Obie publikacje ukazały się pod koniec 2012 r. Panelistka i paneliści: Aleksandra E. Banot, Tomasz Sikora, Rafał Majka, Agnieszka Kwiecień.

Czym jest postpłciowość? Czy żyjemy w świecie, gdzie każdy i każda może być tym i tą, kim chce – w świecie-hipermarkecie, w którym komponujemy swoją własną płeć, tak jak nam pasuje w danej chwili? Czy świat postpłciowy jest pewnym postulatem na przyszłość, horyzontem, do którego musimy dojść powoli liberalnymi krokami? Jak wygląda i gdzie jest queerowa utopia? Czym jest/ nie jest queer w neoliberalizmie? Czy queer to tylko płciowość i seksualność? Czy teorie queer jako projekty generalnie rzecz biorąc antywykluczeniowe, egalitaryzujące, są też projektami antykapitalistycznymi? Jak się myśli o płci i seksualności, jeśli znika nam z optyki perspektywa klasowa?

Pod rządami dziecka-króla

Pod rządami dziecka-króla
Tekst: Justyna Polanowska

Patriarchat wraca do łask, a wszystkiemu winne są wyśrubowane kryteria „dobrego macierzyństwa” i moda na ekologię. Taką tezę rozwija w swojej głośnej książce „Konflikt: kobieta i matka” francuska filozofka i feministka Elisabeth Badinter. Czy jej przemyślenia okażą się ciekawe także dla współczesnych polskich matek, czy też spotkają się wyłącznie z zainteresowaniem teoretyczek feminizmu?

Elisabeth Badinter, profesorka filozofii w elitarnej École Polytechnique w Paryżu, od ponad 30 lat nadaje ton feministycznej debacie nie tylko nad Sekwaną, ale także w Stanach Zjednoczonych, gdzie publikacja „Konfliktu..” wywołała istną lawinę komentarzy. Prowokacyjne argumenty Badinter i ostra krytyka m.in. przymusu karmienia piersią, presji naturalnego porodu i stygmatyzacji bezdzietnych kobiet, trafiają celnie w kulturowe tabu, jakim w dalszym ciągu pozostaje macierzyństwo.

Stanowczy, bezkompromisowy, a niekiedy mocno sarkastyczny styl pisarstwa Badinter został dobrze oddany w przekładzie Jakuba Jedlińskiego. Sarkazm i zajadłość Francuzki uwidacznia się chociażby w rozdziale poświęconym działalności La Leche League (Ligi Mleka), organizacji, której zagorzałe aktywistki Badinter nazywa wprost „ajatollahami karmienia piersią”. Badinter w karmieniu piersią widzi społeczny i moralny przymus, wywołujący wyrzuty sumienia u tych matek, które karmić nie chcą, nie mogą bądź nie lubią, bo uważają karmienie za uciążliwe lub „zwierzęce”. „Przecież chce pani dla swojego dziecka tego, co najlepsze” – słyszą często te, które sięgają po plastikową butelkę z gotowym pokarmem.

Nadmierna koncentracja na problemie karmienia piersią wzbudziła wśród czujniejszych czytelniczek pewne podejrzenia. Badinter jest bowiem współwłaścicielką prominentnej agencji reklamowej Publicis, która przygotowywała dla Nestle kampanie reklamowe m.in. zastępczej żywności dla niemowląt. Może zachodzić więc podejrzenie, że filozofka czerpała korzyści z takiego a nie innego podejścia do karmienia piersią.

„Oto paradoks historii” zauważa Badinter „w momencie, gdy kobiety na Zachodzie wreszcie zdołały uwolnić się od patriarchatu, w ich domach pojawił się nowy władca!”. Tym nowym władcą stało się dziecko – l’enfant roi. Słodki tyran karcącym głosem zastępu swoich adwokatów – ekspertów, pediatrów, ekologów i psychologów – wpędza matkę w rosnące poczucie winy, które staje się głównym orężem wymierzonym w kobiecą niezależność. Niestety, to matki właśnie poddawane są coraz większej presji, której muszą ulec, by wychować nowe pokolenie idealnych obywateli i przyszłych pracowników napędzających tryby w gospodarczej machinie.

Dzisiejsze trzydziestoparolatki znacznie łatwiej niż ich matki-feministki rezygnują z tych możliwości samorealizacji, które poprzednie pokolenie kobiet wywalczyło z takim trudem. Córki winią matki, że zamiast poświęcać dzieciom niezbędny czas i uwagę, bardziej ceniły sobie własną niezależność. Badinter alarmuje, że wracamy do ery, w której kobietę definiował przede wszystkim jej status matki. Przyczyny należy szukać w kryzysie gospodarczym, który odesłał kobiety o najsłabszej pozycji na rynku pracy z powrotem do domów, a inne pozbawił poczucia ekonomicznej stabilności. Kolejne niebezpieczeństwo kryje się w powracającej, po trwającej kilka dekad kadencji kulturalizmu, modzie intelektualnej postulującej „powrót do odwiecznych i niezmiennych praw natury”. W zgubnej doktrynie zaczyna grzęznąć „nowe pokolenie kobiet, które chcąc wyrównać rachunki ze swoimi matkami-feministkami, pierwsze posłuchało syreniego śpiewu naturalizmu.” Naturalizm jest niebezpieczny, bo demonizuje wszelkie chemiczne ingerencje w fizjologię. Mowa tu m.in. o pigułce antykoncepcyjnej, która cztery dekady temu dała kobietom władzę nad własną rozrodczością lub znieczuleniu okołoporodowym pozwalającym części kobiet na uniknięcie wielogodzinnych męczarni. Wraz z naturalizmem jak bumerang wraca odkrywana wciąż na nowo koncepcja instynktu macierzyńskiego, z którą Badinter walczy nieprzerwanie od ponad trzech dekad. „Kobiety to nie szympansy” ani „sterowane hormonami ssaki” mówi w wywiadzie dla „Der Spiegel”.

Badinter nie boi się oskarżać o fatalny stan rzeczy także mody na ekomacierzyństwo. Ekologia, która do tej pory uchodziła za głównego sprzymierzeńca ruchów feministycznych, zaczyna zdaniem filozofki coraz bardziej ciążyć matkom. Kobiety w trosce o środowisko uginają się pod naporem tych obowiązków, od których kilkadziesiąt lat temu wyzwoliły je jednorazowe pieluszki, plastikowe butelki i spreparowane pokarmy. Dobra mama tj. ekomama słucha zaleceń ekspertów i karmi dziecko piersią na żądanie do drugiego, a nawet trzeciego roku życia, spędza godziny w kuchni na gotowaniu zupek bio z ekologicznych warzyw i rzecz jasna, używa wyłącznie wielorazowych pieluch, które potem starannie pierze w przyjaznych środowisku detergentach. Brzmi jak absurd, ale wiele kobiet ulega tym trendom także dlatego, że stoją w opozycji do wątpliwych wartości społeczeństwa konsumpcyjnego. Nathalie Kosciusko-Morizet, francuska była wiceminister środowiska, postanowiła przymusić matki do dbania o środowisko i wprowadzić podatek od pieluch jednorazowych. Na szczęście dla francuskich mam, próba uczynienia z ekomacierzyństwa oficjalnej państwowej doktryny zakończyła się klęską.

Francuskie ekolożki i ekofeministki, które po lekturze „Konfliktu” zagotowały się z wściekłości, umieściły na jednym z serwisów ekologicznych list otwarty, w którym ostro sprzeciwiły się argumentom Badinter. Zarzuciły feministce m.in., że jej poglądy stanowią „ordynarną karykaturę” i „nieuczciwość intelektualną opierającą się na widocznej niewiedzy dotyczącej wartości filozoficznych ekologii i jej praktyki we współczesnym świecie.”

Nie trudno zgadnąć, że realia, w których osadzona jest Badinter nie do końca przystają do polskiej rzeczywistości. W Polsce, gdzie ideał matki wyznaczają symboliczne figury Matki Boskiej i Matki Polki, miejsca na dyskusję o ambiwalencji macierzyństwa jest nadal niewiele. Francuzki od lat rodzą najwięcej dzieci w Europie. Oczywiście, w porównaniu z Polkami mogą cieszyć się lepszymi zabezpieczeniami socjalnymi, lepiej płatnymi urlopami macierzyńskimi i powszechnym dostępem do żłobków i przedszkoli.

Badinter, matka trójki dzieci twierdzi, że Francuzki chętniej rodzą nie tylko dlatego, że mogą liczyć na instytucjonalne wsparcie państwa. Recepta na dodatni przyrost naturalny tkwi w modelu macierzyństwa a la francaise. Przeciętna Francuzka, zachowująca zdrowy dystans do swojego dziecka, myśli o sobie najpierw jako o kobiecie, a dopiero później widzi w sobie matkę. Nie czuje się też winna, że opiekę nad dzieckiem powierza innym, by móc realizować się w tych dziedzinach, które sprawiają jej niekiedy więcej satysfakcji niż rola matki. Badinter nie przejmuje się alarmującymi doniesieniami demografów, którymi tak zaprzątają sobie głowę polscy politycy. Kobieta ma prawo zrezygnować z macierzyństwa i nikt nie powinien jej z tego powodu czynić wyrzutów. Koniec kropka.

Czy argument filozofki o tyranii ekomacierzyństwa przystaje jakkolwiek do codzienności polskich matek? Można mieć wątpliwości. Badinter pisze o problemach matek z perspektywy starszego pokolenia, a doświadczenia wielu z nich z siłą rzeczy nie mogą być jej udziałem. Trudno nie oprzeć się wrażeniu, że dylematy, na których skupia się Francuzka dotykają dość wąskiej, wykształconej i raczej zamożnej grupy matek, które mogą pozwolić sobie na rezygnację z pracy i zakup ekologicznych nowinek reklamowanych w błyszczących magazynach w dziale „lifestyle”. One rzeczywiście stoją przed pewnym wyborem.

Przeciętna polska matka, jak łatwo się przekonać, nie zawsze taki wybór ma. Żłobki można znaleźć w zaledwie co dziesiątej gminie, a do przedszkola trzeba zapisać malucha z kilkuletnim wyprzedzeniem. Nie ma co się dziwić, że dzietność w Polsce jest jedną z najniższych w Europie, bo ani państwo ani społeczeństwo w wychowaniu dziecka pomagać nie chce. Na Polkach ciąży dodatkowa, ideologiczna presja, której najlepszym uosobieniem jest majestatyczna figura Matki Polki. Nakaz samopoświęcenia, tradycyjnie wpisywany w dyskurs niepodległościowy, spoczywa na współczesnych Polkach nie w mniejszym stopniu niż w okresach narodowowyzwoleńczych walk. Dziś polska matka powinna poświęcić swój brzuch, czas, a niekiedy i ambicje tym razem nie na rzecz bliżej niedookreślonego bytu jakim jest naród, a kulawego systemu emerytalnego.

Można odnieść wrażenie, że Badinter z premedytacją pomija to, co dzieje się na marginesach macierzyństwa. Jej wizja koncentruje się na dominujących praktykach i nie obejmuje całej różnorodności strategii stosowanych przez matki różniące się między sobą dochodami, wykształceniem, rasą i pochodzeniem. „Konflikt” pęka w szwach od danych statystycznych, które ze starannością przytacza autorka. Czyni to jednak na tyle wybiórczo, by uwiarygodnić rozwijaną przez siebie tezę.

Pomimo niektórych zarzutów ta bardziej polemiczna niż czysto filozoficzna lub naukowa pozycja, stawia dylematy współczesnych kobiet w nowym świetle. Coraz częściej stają one bowiem przed wyborem, czy być pełnoetatową matką na ciągłych usługach pożerającego ich kobiecość i indywidualność dziecka-króla, czy uchronić się przed możliwymi wyrzutami sumienia i z macierzyństwa zrezygnować całkowicie. Badinter nie daje na to pytanie jednoznacznej odpowiedzi, lecz trafnie wskazuje nowych, potencjalnych winnych takiego stanu rzeczy. Być może książka pozwoli choć części matek, także w Polsce, przyznać się bez wyrzutów sumienia, że w macierzyństwo, podobnie jak satysfakcja, radość i duma, wpisane są wątpliwości, rozczarowanie i frustracja. A małemu królowi, wbrew ostrzeżeniom „ekspertów”, z pewnością nie stanie się krzywda, jeśli zamiast bio przecieru z ekologicznych warzyw dostanie gotową papkę z hipermarketu.

Justyna Polanowska – studentka fennistyki, członkini Porozumienia Kobiet 8 Marca

Elisabeth Badinter
„Konflikt: kobieta i matka”
przeł. Jakub Jedliński
PWN, Warszawa 2013

Książka dostępna w księgarni Feminoteki

Dyskusja „Co się robi w takiej chwili?”

Idzie rak, nieborak, jak uszczypnie będzie znak… i co się teraz robi, w takiej chwili? W głowie pustka, w sercu wyrwa. Gdy umiera ktoś, a ty nie możesz nic; gdy ktoś kogoś bije albo ciebie ktoś po pysku pierze; gdy miasto kradnie deweloper; gdy ulicami chodzić strach. Trzeba wziąć się w garść, nie marudzić, smutek, rozpacz, gniew schować do kieszeni albo ładnym językiem literackim krzywdę wyrazić. A może właśnie nie, może trza się bić, dać nauczkę? No, i co się teraz robi, w takiej chwili?

Panel dyskusyjny w ramach WARSZAWA CZYTA”Cwaniary” Sylwii Chutnik z udziałem Sylwii Chutnik, Agnieszki Olejnik (Fundacja Chustka), Joanny Piotrowskiej (Feminoteka), Olgi Morawskiej(Fundacja Nagle Sami), Kazimiery Szczuki (Krytyka Polityczna). Prowadzenie KachaSzaniawska | Warszawa Czyta.

9 maja 2013 (czwartek), godz. 19.00, MiTo, ul. Ludwika Waryńskiego 28,

Amatorki – Elfriede Jelinek

Amatorki – Elfriede Jelinek

tekst: Sylwia Piszczatowska / sylwuch.blogspot.com

Tytuł oryginałuDie Liebhaberinnen
Wydawnictwo: W.A.B.
Data wydania: czerwiec 2005
Liczba stron: 192

Elfriede Jelinek to austriacka pisarka, feministka i laureatka Literackiej Nagrody Nobla w 2004 roku, którą uzyskała zademaskowanie absurdalności stereotypów społecznych w powieściach i dramatach. Od dłuższego czasu miałam ochotę na zapoznanie się z twórczością tej noblistki, dlatego ucieszyłam się, kiedy ujrzałam Amatorki na bibliotecznej półce. Przyznam szczerze, że bałam się trochę tej lektury, ponieważ wiedziałam, że dorobek autorki składa się z dość odważnych pozycji, zatem nie miałam pojęcia, czego mam oczekiwać. W końcu moje obawy zostały rozwiane, a ja właśnie rozglądam się za kolejnymi powieściami tej noblistki.

Elfriede Jelinek równocześnie przedstawia historię dwóch kobiet, mieszkających w niedużej wsi, pozbawionej jakichkolwiek perspektyw. Brigitte pracuje w fabryce biustonoszy, za czym nie przepada, ale wierzy, że jest to jedynie chwilowy przystanek na jej drodze do szczęścia. Owe szczęście ma na imię Heinz i jest elektrykiem marzącym o otwarciu własnej firmy, co dla Brigitte stanowi kluczowy powód, dla którego ten mężczyzna powinien stać się jej mężem. To nic, że jej rodzice nienawidzą Brigitte, a ona najchętniej utopiłaby ich w łyżce wody. To nic, że Brigitte jest dla Heinza jedynie ciałem do eksploatacji. Cóż z tego, że tak naprawdę kobieta nienawidzi i brzydzi się swojego narzeczonego? Najważniejsze, że mogłaby usidlić go, zachodząc w ciążę, a później cieszyć się niezmąconym szczęściem, naznaczonym dobrobytem. Kobieta bez wahania może zrezygnować z siebie, aby tylko Heinz został przy niej do końca życia.

tylko własne jest naprawdę własne, co się ma. co się ma, to się ma, czego się nie ma, o to trzeba się postarać. jeśli czegoś nie możemy dostać, wówczas nie powinno nas to obchodzić.

Drugą bohaterką jest piętnastoletnia Paula, posiadająca konkretne plany na przyszłość. Dziewczyna chce zostać krawcową wbrew woli rodziców pragnących, aby była gospodynią domową lub sprzedawczynią. Piętnastolatka marzy o wielkiej miłości, jak z filmów czy książek. Przepełnia ją szczęście, kiedy poznaje Erica, wobec którego ma poważne, dalekosiężne plany. Chłopak jednak, mimo tego, że jest starszy i wydawałoby się – bardziej doświadczony i mądrzejszy, wszystkie swoje marzenia i plany wiąże z samochodami oraz motocyklami. Paula chce aby Eric pokochał ją, dlatego oddaje mu swoje ciało, które wydaje się jedynym powodem, dla którego chłopak mógłby pozostać przy niej. Kiedy dziewczyna zachodzi w ciążę, wszystko zaczyna się komplikować, gdyż ukochany okazuje się niedojrzałym i niezdecydowanym chłopakiem, słuchającym się mamusi, a do tego – lubiącym alkohol oraz nie mającym oporów przed używaniem siły wobec innych.

Jeśli ktoś dysponuje losem, to mężczyzna. jeśli kogoś dotyka los, to kobietę.

Obie panie różnią się pod wieloma względami, ale nietrudno również zauważyć wiele cech wspólnych. Jedna i druga wierzy, że mężczyzna odmieni jej los, a miłość sprawi, że każdy z panów stanie się cudownym mężem, darzącym wybrankę dozgonnym uczuciem. Wychodzą z założenia – nieważne jaki, ważne, aby był, a ludzie nie gadali i zazdrościli mi, że nie jestem starą panną. Społeczeństwo wbija im do głowy, że są gorszym gatunkiem ludzkim, którego najważniejszym zadaniem jest sprawianie przyjemności mężczyznom i usługiwanie im. To kobiety mają starać się o względy płci przeciwnej, która ma wszelkie prawo odrzucić je, chociażby z błahego powodu. Nie mają prawa sprzeciwiać się męskim decyzjom, a kiedy zdobędą się na to, niech nie mają pretensji, kiedy dostaną niezłe manto.

Istnieje ogromny rozdźwięk pomiędzy obiema parami – każda ze stron patrzy na świat w zupełnie inny sposób, a korzyści i straty są rozłożone bardzo nierówno. Drogi głównych bohaterek krzyżują się, kiedy jedna dociera do miejsca, z którego drugiej udaje się uciec. Obie powielają swoje błędy, chociaż nieraz robią to w inny sposób. Paula chce, aby inni zazdrościli jej i obdarzali ją podziwem. Natomiast Brigitte pragnie posiadać, zdobywać i mieć na własność. Jedna i druga posiada inne priorytety, jednak efekt jest taki sam – obie stają się ofiarami panujących konwenansów oraz reguł narzuconych przez społeczeństwo.

Amatorki to książka, która nie każdemu przypadnie do gustu. Napisana jest specyficznym stylem, naznaczonym licznymi powtórzeniami i brakiem wielkich liter, nawet na początku zdań czy w przypadku nazw własnych. Elfriede Jelinek stworzyła okrutną, odważną i bezwzględną historię, przepełnioną pesymizmem i ironią, ale jakże prawdziwą w swej wymowie. Polecam tę lekturę osobom, które nie boją się poruszającej i często bezlitosnej literatury, pozostawiającej ślad po sobie i skłaniającej do refleksji nad otaczającą rzeczywistością, która powinna ulec jeszcze wielu przemianom, aby stać się miejscem do godnego funkcjonowania.

Mama ma zawsze rację – recenzja

Sylwia Chutnik – Mama ma zawsze rację (audiobook)

tekst: Sylwia Piszczatowska / sylwuch.blogspot.com

Lektor: Anna Cieślak
Wydawnictwo: Mamania
Czas trwania: 149 min.
Przypuszczam, że pierwsze skojarzenia, jakie pojawiają się u większości ludzi po usłyszeniu słowa macierzyństwo, to radość, miłość, ciepło, spełnienie (przynajmniej w niektórych przypadkach). Rzadko mówi i pisze się o tym, iż jest to ciężka i nieustanna praca związana z ogromną odpowiedzialnością, poświęceniem, zmęczeniem oraz wyrzeczeniami i rezygnacją z własnych potrzeb. Wiele matek widząc uśmiechnięte i radosne twarze kobiet, które widnieją we wszelkich czasopismach, magazynach i programach telewizyjnych, wyrzuca sobie bycie złą i nieczułą osobą, nienadającą się do wychowywania dziecka. Te piękne i zadbane panie nie przypominają sfrustrowanych, poirytowanych i zmęczonych matek, których nie brakuje w realnym świecie. Od wielu, wielu lat opinia publiczna narzuca pewien schemat postępowania idealnej matki, szykanując i krytykując każdą, która choćby przez moment nie spełnia podyktowanych wymagań. To wszystko powoduje pretensje do siebie: „Jestem złą matką; źle wypełniam swoje obowiązki, nic mi nie wychodzi; jestem beznadziejna, do niczego się nie nadaję; tylko ja nie radzę sobie z tym wszystkim…”. Nic bardziej mylnego. Doskonałym sposobem na zmianę swojego postrzegania jest sięgnięcie po Mama ma zawsze racjęautorstwa Sylwii Chutnik – pisarki, dziennikarki, prezeski Fundacji MaMa, działającej na rzecz poprawy sytuacji matek w Polsce.
Po sekundzie pojawiają się dwie wielkie krechy i jakby mogły, to by ci język pokazały – „jesteśmy wysłanniczkami polityki prorodzinnej tego kraju; jesteśmy zygotą słodkiego bobo, które już niedługo zrewolucjonizuje dotychczasową sielankę”.
Mama ma zawsze rację to zbiór felietonów przekazujących wiele prawd i trafnych przemyśleń, wartych zapamiętania i zapisania nie tylko w głowie, ale i w sercu. Autorka zwraca uwagę na problem będący jeszcze tematem tabu w naszym kraju, mianowicie – depresję poporodową. Sylwia Chutnik przekonuje, iż depresja nigdy nie powinna być powodem do wstydu. Skrępowane i zawstydzone mogą być jedynie te matki, które nie robią nic z tym zaburzeniem, wymagającym szybkiej diagnozy i odpowiedniego leczenia.
Autorka zwraca także uwagę na proces socjalizacji, nieustannie obecny w naszym kraju. Ciągle pielęgnujemy starodawne przekonania, według których kolor różowy jest przeznaczony wyłącznie dziewczynkom, a niebieski od razu kojarzy się z kolorem chłopięcym. Oczywiście odpowiednimi zabawkami dla dziewczynek są lalki, misie oraz wszelkie przyrządy niezbędne do sprzątania i gotowania. Rzecz jasna, samochody, majsterkowanie i rozrabianie to domena chłopców.
Pisarka porusza jeszcze wiele niezwykle istotnych kwestii, chociażby wychowywanie dzieci przez pary homoseksualne czy radzenie sobie z dorastaniem, a później wyfrunięciem z gniazda swoich pociech. Autorka dotyka także ważnego problemu, jakim jest przenoszenie własnych przeżyć z dzieciństwa na dzieci, co bywa dla nich bardzo dotkliwe i przykre.
Sylwia Chutnik uświadamia matki, iż nie powinny stawiać zbyt wysokich wymagań nie tylko dzieciom, ale także sobie. Nie można dać się stłamsić społeczeństwu i wmówić, że jest się skończoną egoistką, jeśli czasami pozwala się na myślenie wyłącznie o własnych przyjemnościach. Warto także zapamiętać, że życie nie kończy się wraz z narodzinami dziecka, a wręcz przeciwnie – może to być właśnie początek czegoś niezwykle wartościowego… Wystarczy tylko dać sobie szansę.
Codzienność różni się nieco od teorii rozwijanych przez poradniki. Codzienność boli i wystawia nas na próby ogniowe już od rana. Dzwoni budzik – czas wstawać. Odwracamy się spuchniętą twarzą w stronę Miłości Naszego Życia i błagając, rzęzimy „odprowadzisz do przedszkola?”. Bez reakcji. Wstajemy więc i zaczynamy ogarniać rzeczywistość. W kuchni krajobraz jak po wybuchu bomby atomowej, w przedpokoju ubłocone buty, w lodówce gra zespół Pustki. Jak to się mogło stać w królestwie Perfekcyjnej Pani Domu?
Sylwia Chutnik w niezwykle interesujący i obrazowy sposób ukazuje prawdziwy żywot matki, pozbawiony tej słodkiej, przekłamanej otoczki, zbudowanej z lukru i wszelkich mdłych substancji słodzących. Mama ma zawsze rację to pozycja przepełniona ironią i humorem, często niezwykle wyrazistym i dosadnym. Autorka często nie przebiera w słowach, piszcząc szczerze i bez większych zahamowań. Taka postawa cieszy się moją aprobatą. Podoba mi się to, iż z tej publikacji wyłania się naturalność, bezpretensjonalność oraz otwartość. To wszystko sprawia, że przygoda z tą pozycją przebiega niesłychanie szybko i przyjemnie. Dawka humoru oraz celne przemyślenia, które wypełzają z każdej strony, a w moim przypadku – każdej przesłuchanej minuty, wywołują tajemniczy i dość osobliwy uśmiech, a także setki refleksji.Nie miałam możliwości sięgnięcia po wersję papierową tej pozycji, zatem postanowiłam, że audiobook będzie świetną okazją do zapoznania się z twórczością Sylwii Chutnik. Mama ma zawsze rację jest czytana przez Annę Cieślak, młodą i utalentowaną aktorkę, którą miałam okazję ujrzeć w kilku niezłych filmach. Lektorka ma bardzo melodyjny i przyjemny głos. Anna Cieślak świetnie moduluje nim i wczuwa się w czytane kwestie tak, iż przy każdym zdaniu można odczuć emocje, jakie nią targają. Dopełnienie stanowią nienaganna dykcja oraz umiejętne panowanie nad głosem.Komu mogę polecić tę pozycję? Wszystkim, a w szczególności każdej obecnej lub przyszłej matce oraz ludziom zarządzającym naszym krajem, zwłaszcza tym, którzy zajmują się, a przynajmniej powinni (co idzie im bardzo nieudolnie…), polityką prorodzinną. Może w końcu przejrzeliby na oczy i uświadomili sobie, co jest tak naprawdę ważne i warte zmian, aby żyło się lepiej wszystkim – matkom, dzieciom, ojcom.

„Kobiece sprawy” w tekstach piosenek polskich raperek – Patrycja Bilińska

Raperki i raperzy. Różnice w kreowaniu rzeczywistości

Autorka: Patrycja Bilińska

Warszawska Firma Wydawnicza, 2012

„Kobiece sprawy” w tekstach piosenek polskich raperek
Patrycja Bilińska

„(…) choć nie jestem feministką/mówię o kobiecych sprawach.” Ania Sool, MC

W XIX wieku twórczość powieściopisarska kobiet traktowana była jako „wyzwanie, naruszenie normy społecznej, zlekceważenie nakazu […] bunt”, a ponadto zerwanie z tradycyjnym podziałem ról między kobietą a mężczyzną1. Tymczasem pisarstwo mężczyzn zawsze uznawane było za fakt oczywisty.2Podobna sytuacja obserwowana jest w hip – hopie. Jest on stereotypowo już utożsamiany z mężczyznami, a rapujące kobiety, stanowiące margines tego rodzaju muzyki, są ignorowane i niekiedy nawet lekceważone. Tymczasem to kobiety wprowadzają do hip – hopu nową jakość – i nie mam na myśli formy czy stylu, ale treść przekazu – wbrew pozorom – znacząco różniącą się od męskiej. Zgodzę się ze słowami Andrzeja Zwolińskiego, że „Bez względu na to, jaką aktualnie pełni rolę kobieta w społeczeństwie, wszędzie wnosi ona odmienne od męskiego spojrzenie na świat i życie”.3

Same raperki zauważają odmienność swojej twórczości. WdoWa parafrazując popularny tytuł książki Johna Graya, rapuje, iż raperzy są z Ziemi, raperki z Marsa [WdoWa, Kim jest WdoWa?), czym uwypukla różnicę w dualistycznym świecie rapu. Różnica ta polega głównie na podejmowaniu innych, nowych tematów i ujęciu „starych” – męskich w nowy sposób. Raperki podkreślają jednocześnie, że ich rap nie ustępuje jakością rapowi męskiemu. WdoWa wyznała, że nigdy nie zgodziłaby się zarapować o tym, że „moje ziomy siedzą, ja handluję herą i walę browar z puszki na klatce”4, czym wskazała na jedną ze znaczących różnic tematycznych w kobiecym i męskim hip-hopie. 5

Zanim odpowiem na pytanie, o czym rapują polskie kobiety, warto zacząć od kwestii – dlaczego to robią? Powodów jest kilka: dla wzbudzenia szacunku u mężczyzn, zazdrości u innych kobiet, dla sławy (niekoniecznie komercyjnej), zysku (!), spełnienia twórczego oraz najważniejsze – z obowiązku społecznego. Raperka, niczym romantyczny poeta, pełni misję społeczną, a jej rap ma – w jej mniemaniu – moc równie wielką jak romantyczna poezja. Raperka opowiada się po stronie, szeroko rozumianych, nizin społecznych i … kobiet. Ten typ ekspresji artystycznej bywa określany jako zaangażowany przekaz przeplatany rozrywką [Ania Sool, MC]. Paresłów rapuje: Więc pozwól mi mówić, przez rap uczyć ludzi [Paresłów, Ironia], czym wskazuje na cel swojej twórczości. Raperki starają się wpływać na poglądy innych ludzi, doradzają, zwracają uwagę na problemy, a także pobudzają do działania. WdoWa przekonuje do korzystania z życia i zaprzestania bezcelowego narzekania:Nie mam hajsu, rodziny, nic się nie układa/Nie mam domu, ani ziomów i pieprzony bałagan/K…a błagam, rusz tyłek, za chwilę skończysz oddychać/I nie będzie cię nawet w końcowych napisach/Jak nie dzisiaj, to kiedy? jak nie teraz to nigdy/Jesteś bystry, to idź z tym nie tracąc charyzmy [WdoWa, Iść]. Raperka jest niczym doradca życiowy lub trener, pobudzający zawodnika do zwycięstwa.

Raperki poruszają tematy charakterystyczne dla literatury kobiecej i feministycznej. Przedmiotem zainteresowania stała się ich własna cielesność i w tym kontekście uwagi wartościujące dotyczą aborcji [Ania Sool, Aborcja], odchudzania, niezadowolenia ze swojego wyglądu, diety [Ania Sool, Kolejny gram], niedoceniania kobiet w pracy i w domu [WdoWa, Zbyt dobra] itp. Rady najczęściej skupiają się wokół relacji kobieta – mężczyzna. WdoWa przestrzega przed trwaniem w związkach z mężczyznami, którzy nie szanują kobiet, nie dostrzegają ich wartości i wybierają towarzystwo kolegów. Podsumowaniem jest rada: Zanim znów go zapytasz, zanim znów uklękniesz/Pamiętaj by cierpieć z wdziękiem damy wielkiej/Nie jesteś dla niego zbyt dobra/To nie jesteś po prostu dla niego [WdoWa, Zbyt dobra II]. Niektóre piosenki mają na celu dowartościowanie kobiecego rodu i wskazanie, że bez mężczyzny życie jest możliwe i – być może – lepsze. WdoWa rapuje Jesteś diamentem w piasku, różą na blokowiskach (…) Jesteś księżniczką i traktuj siebie w tych kategoriach/Jesteś piękna, niezależna, młoda i dobra [WdoWa, Zbyt dobra]. Takie słowa dowartościowania mają pomóc innym przedstawicielkom tej płci w podejmowaniu ważnych życiowych decyzji.6

O sobie raperki wypowiadają się w samych superlatywach. Są pewne siebie, podkreślają własną samodzielność i samowystarczalność: chcecie nas mieć/Ale nie trzeba nam facetów do szczęścia [Lilu, Kobiety]. Czują się lepsze od mężczyzn (jestem lepszą częścią tego świata/bo tylko ja mogę dać wam dziecko [Ania Sool, Babę zesłał Bóg]), sprawują nad nimi władzę (mamy wielką łatwość/w obracaniu sobie mężczyzn wokół palca [Ania Sool,Babę zesłał Bóg]).

Wiele kobiecych tekstów hiphopowych ma wydźwięk feministyczny, zawiera słowa krytyki odnośnie całego męskiego rodu, przypisując jednocześnie kobietom duże zasługi w wielu dziedzinach: gdyby nie kobiety, ludzie by nie zeszli z drzewa [Ania Sool, Babę zesłał Bóg], jednocześnie domagając się sentymentalnego uwielbienia i traktowania jak obiekt sacrum: kobieta, to dzieło Boga, tak wspaniałomyślne że powinieneś mu dziękować,/że ją chciał wymyśleć/nie traktuj mnie tylko fizycznie, to jest tragiczne/boska istota, więc postrzegaj mnie jak relikwię [Ania Sool, Babę zesłał Bóg].

Kobieta w dziejach kultury postrzegana jest zawsze jako potencjalna lub aktualna matka.7 Raperki poruszając temat rodziny, chcąc nie chcąc, wypowiadają się zatem z pozycji osoby, która została biologicznie przeznaczona do macierzyństwa. Psychika kobiety jest bowiem „sprzęgnięta z macierzyństwem”, zgodnie z tezą Andrzeja Zwolińskiego.8 Rodzina przedstawiana jest w piosenkach raperek jako zagrożenie dla kobiety.

W piosence Aborcja Ania Sool wydaje się być rzeczniczką feminizmu radykalnego9. Raperka stara się udowodnić, że aborcja jest przejawem wolności kobiety. Zwraca uwagę na dążenie Kościoła i państwa do zwiększenia liczby wiernych/obywateli, które nie przekłada się na realną politykę prorodzinną. W ostrych słowach domaga się prawa wyboru do decydowania o sobie. Stosując argumenty typu: co jest lepsze/Zabić płód czy skazać go na ciężki los w getcie, kreuje Polskę na kraj ograniczony, w którym ludzie żyją w tak poniżających warunkach, że lepiej zabić nowego człowieka niż pozwolić mu żyć w tym getcie. Wprawdzie Ania Sool nie rapuje o ograniczeniach społecznych i politycznych, jakie niesie macierzyństwo, ale argumenty dotyczące możliwości decydowania o własnym ciele zbliżają ją znacznie do feministycznych dążeń. Zwraca uwagę na wielką odpowiedzialność związaną z wychowaniem dzieci. Rapuje: rodzicielstwo to coś więcej niż przytulanie i karmienie piersią [Ania Sool, Aborcja] czy w innej piosence: Dobrze się zastanów zanim wydasz dziecko na świat/Szkoda psuć mu życie, jeśli nie dasz mu szans na start/Nie ma lekko, to fakty, ale często to widzę/Spieprzone życie dzieciom fundują ich rodzice [Ania Sool, Historie]. Trudności w wychowaniu dzieci są spowodowane zatem przez państwo bez przyszłości. Aby uwypuklić ten problem, raperki przedstawiają w swych piosenkach tylko nieszczęśliwe, biedne rodziny, uświadamiając gorzką prawdę, iż bieda jest dziedziczna.

Z analizy kobiecych tekstów piosenek hiphopowych wyłania się obraz pewnej siebie raperki, pragnącej panować nad mężczyznami swoimi zdolnościami w tworzeniu rymów, urodą, wdziękiem i sprytem. Kobiety te zaprzeczają tradycyjnemu stereotypowi kobiety, podkreślając swoją niezależność i samowystarczalność. Dostrzegając kryzys wartości współczesnego świata, podejmują rolę wyroczni moralnej i doradcy kobiet. Świat wartości raperek oscyluje wokół prawdy, dobra, muzyki, kobiecości i upragnionej podświadomie miłości.

Więcej na temat rapujących kobiet oraz porównanie ich rapu do męskiego znajdziesz w książce – Patrycja Bilińska „Raperki i raperzy – różnice w kreowaniu rzeczywistości”.

1 K. Kłosińska, Ciało, pożądanie, ubranie – o wczesnych powieściach Gabrieli Zapolskiej, Kraków 1999, s. 8-9.
2 Tamże, s. 11.
3 A. Zwoliński, Seksualność w relacjach społecznych, Kraków 2006., s. 79.
4 eMCeeM, MC musi być elastyczny – wywiad z Wdową, http://www.hip-hop.pl/teksty/projector.php?id=1131374734 [dostęp: 15 maja 2009].
5 P. Bilińska, Raperki i raperzy – różnice w kreowaniu rzeczywistości, Warszawa 2012
6 P. Bilińska, dz. cyt., s. 109 – 110
7 A. Zwoliński, dz. cyt., s.79.
8 Tamże, s. 79-80.
9 Feminizm radykalny krytykuje macierzyństwo, widząc w nim przyczynę bezrobocia kobiet, ich nieobecności w rządzie czy na wysoko opłacanych stanowiskach.

Na scenie i na półce – już niedługo „Podróż Zimowa” E. Jelinek

podroz_zimowa_jelinekBabel. Podróż zimowa

Mimo że oba tytuły można wystawiać w teatrach, mają one charakter płaszczyzn tekstowych i czyta je się jak niezwykle gęstą znaczeniowo i emocjonalnie prozę, która działa jak narkotyk.

Artystka przesady, mistrzyni cytatu i komentarza permanentnie cytująca „pismo” mitologizujących dyskursów. Autorka wstępu do książki, Monika Szczepaniak, nazwała ją autorką „zajętą znikaniem” – jej głos jest jednym z wielu i rozpływa się w nich. Jej sztuki to kompleksowe tekstury przesycone „obcymi” głosami, kolaże cytatów, muzyczne korowody językowe. O swoich związkach z teatrem napisała: „moje niewykształcone ja, które właśnie się kształtuje, szykuje przedstawienie, często pozwalam je pokazywać w teatrze”.

Książka zawiera:
1. Wstęp Moniki Szczepaniak „Dramaturgia znikania”
2. Teksty Elfriede Jelinek w przekładach Karoliny Bikont:
– Babel
– Podróż zimowa
3. Zdjęcia z polskich prapremier obu tekstów

Wydanie tej pozycji jest zsynchronizowane z prapremierą Podróży zimowej (prapremiera w Teatrze Powszechnym w Łodzi – 23 marca 2013, premiera w Teatrze Polskim w Bydgoszczy w ramach koprodukcji – 23 kwietnia 2013, reż. Maja Kleczewska) oraz konferencją Dom Jelinek, organizowaną w Teatrze Polskim w Bydgoszczy (23-24 kwietnia 2013)
Linki do strony Teatru z informacją o spektaklach i konferencji:
www.teatrpolski.pl/?app=spektakle&more=1136&cid=1136
www.teatrpolski.pl/?app=spektakle&more=1145&cid=1145
www.teatrpolski.pl/?app=spektakle&cid=554&more=554

Z monologów Babel przebija pesymistyczne przekonanie, że pozostaniemy maksymalnie poinformowaną telespołecznością podglądaczy bez możliwości politycznego oddziaływania na rzeczywistość.
Podróż zimowa to refleksyjny tekst inspirowany cyklem wierszy Wilhelma Müllera, do których muzykę skomponował Schubert. To bezkompromisowy traktat rozliczeniowy: o przemijaniu, o bezpowrotności minionego, o wędrówce ku śmierci. Bardzo osobisty, choć u Jelinek to, co osobiste, zawsze jest polityczne i przeplata się z elementami dyskursu publicznego, z historią i społeczeństwem.