TELEFON DLA KOBIET DOŚWIADCZAJĄCYCH PRZEMOCY

Телефон для жінок, які зазнають насильства

CZYNNY PONIEDZIAŁEK-PIĄTEK
OD 11.00 DO 19.00

Активний з понеділка по п’ятницю з 14:00 до 17:00

LESBIJSKA INSPIRA I Niepytana nie mówiłam, że jestem lesbijką. Rozmowa ocenzurowana

Jeszcze wczoraj na stronie Feminoteki można było przeczytać dwunasty wywiad z cyklu „Rozmowy wokół manifestu” Lesbijskiej Inspiry.

Wywiad pt. „Niepytana nie mówiłam, że jestem lesbijką” opublikowałyśmy w poniedziałek 21.04.2018 za zgodą i po autoryzacji Rozmówczyni, która podała swoje imię i nazwisko.

Po dwóch dniach (23.05.2018) wywiad usunęłyśmy na prośbę Rozmówczyni, która zdecydowała się na ten krok, po reakcji bliskiego członka rodziny na publikację. Pogodna i pozytywna opowieść Bohaterki rozmowy skończyła się ponuro i homofobicznie.

Wspomniany członek rodziny napisał do przeprowadzającej wywiad Moniki Rak mejla, wzywając ją do usunięcia tekstu pod groźbą procesu sądowego, w kolejnej wiadomości, strasząc policją.

W mejlu czytamy: „Wszelkie dewiacje opisane w w/w artykule są stekiem bzdór i szkalują dobre imię naszej rodziny” [pisownia oryginalna].

Podczas wnikliwej lektury wywiadu starałyśmy odnaleźć, na czym polega szkalowanie. Niestety, jedynym powodem może być tylko fakt, że Rozmówczyni mówi, że jest lesbijką.

Ze smutkiem usunęłyśmy wywiad. Nie chcemy bowiem wymuszać na Rozmówczyniach postawy heroicznej, szanujemy też Jej decyzję. Nie możemy jednak tego przemilczeć. Musimy zostawić ślad po tym zdarzeniu!

To pierwszy taki przypadek i bardzo znamienny. Przykład tego, co się może zdarzyć, gdy lesbijka, w każdym wieku, zdecyduje się na jawne i publiczne opowiedzenie swojej historii. Tak to bywa z lesbijskim autowaniem w Polsce.

Zespół LESBIJSKIEJ INSPIRY
Maja Korzeniewska
Agnieszka Małgowska
Monika Rak
Magdalena Wielgołaska

                                                                                                                            ————————————-————

LESBIJSKA INSPIRA
To niezależna inicjatywa, której e-przestrzeni udziela siostrzana Feminoteka.
,
I.   Manifest
1.   Manifest. Instant
2.   Rozmowa IOd lesbijskiej konspiry do lesbijskiej inspiry
3.   Rozmowa II. Minął rok. To, o czym mówiłyśmy w prywatnych rozmowach, stało się częścią debaty publicznej
.
II. Rozmowy wokół manifestu
1.    Mamy wewnętrzną potrzebę wolności. Rozmowa z Małgorzatą Myślak i Magdaleną Sota
2.    Coming out – nie chcę i nie muszę. Rozmowa z Anonimową Lesbijką
3.    Z miłości i gniewu rodzi się odwaga. Rozmowa z Angeliną Caligo
4.    Moja droga do siebie samej. Rozmowa z Marią Kowalską
5.    Potrzebne są niehetero bohaterki. Rozmowa z Anną Bartosiewicz
6.    Chcemy więcej! Rozmowa z Anną i Zandrą Ra Ninus
7.    Lesbijki, pora na prokreację! Rozmowa z Anną Adamczyk
8.    Kto ma prawo do słowa “lesbijka”? Rozmowa z Magdą Próchniak
9.    Czasem miałam wrażenie, że jestem jedyną lesbijką w Lublinie. Rozmowa z Małgorzatą Szatkowską
10.  Trzeba stawiać opór. Rozmowa z Magdaleną Tchórz
11.  Dziewczyna i dziewczyna – normalna rodzina. Rozmowa z Zuch Dziewuchami
12.  Niepytana nie mówiłam, że jestem lesbijką. Rozmowa ocenzurowana
13. Co ty tutaj robisz? O poczuciu wyobcowania i przynależenia. Rozmowa z Nicole G.
14.  Mam na imię Kasia i to jest moja tożsamość. Rozmowa z Katarzyną Gauzą
15.  Tęczowe aktywistki na Ukrainie są wyłącznie feministkami. Rozmowa z Katją Semchuk
16. Oryginalnie nieheteroseksualna. Rozmowa z Agnieszką Marcinkiewicz
17.  Sama zrobię dla siebie miejsce. Rozmawa z Klaudią Lewandowską
18.  Dziś określam siebie jako osobę panseksualną. Rozmowa z Alex Knapik
19.  Perspektywa lesbian studies. Rozmowa z dr Martą Olasik
20. Mogę tylko powiedzieć: przykro mi bardzo, jestem wyjątkowa. Rozmowa z Voyk
21.  Tożsamość jest zawsze polityczna. Rozmowa z Elżbietą Korolczuk
22. Jesteśmy nie do ruszenia. Rozmowa z matką i córką. MB & Shailla
23. Wchodzę w krótkie erotyczne relacje poliamoryczne. Rozmowa z Retni
24. Aktywizm jest moim uzależnieniem. O niepełnosprawnościach, nieheteronormatywności i feminizmie. Rozmowa z Anetą Bilnicką
25. Wolę nie zostawiać niedomówień. Rozmowa z Adą Smętek
26. Do tej pory myślałam, że LGBTQ to nie ja. Rozmowa z Anonimową Lesbijką
27. Ciągle zajmujemy się sobą i żądamy od innych akceptacji. Rozmowa z Anną Marią Szymkowiak

III. Głos z zagranicy
1Węgry. Brakowało nam środowiska kobiet niehetero – stworzyłyśmy je. Rozmowa z Anną Szlávi
2. Czechy. Lesba* na wychodźstwie. Rozmowa z Frídką Belinfantová

IV. Męskoosobowo
1. To co polityczne jest wspólne. Rozmowa z Tomaszem Gromadką
2. Przyszło nowe pokolenie kobiet nieheteronormatywnych. Rozmowa z Marcinem Szczepkowskim

V.  EL*C. Wieden 2017 

1. Magdalena Wielgołaska. Odzyskiwanie lesbijskiej tożsamości – wreszcie pomyślmy o sobie, Siostry.
2. Monika Rak. Siła filmu dokumentalnego, czyli lesbijki do kamer!
3. Magdalena Świder. Wokół tożsamości.
4. Agnieszka Małgowska. Peformansy, czyli witamy w Lesbolandii.
5.  Joanna Semeniuk. Jeśli nie zrozumiemy naszej przeszłości, nie zrozumiemy siebie.
6.  Agnieszka Frankowska. PL, czyli Polskie Lesbijki w Wiedniu.
.
IV. EL*C. Kijów 2019
1.  Monika Rak. L*Geniusza na Ukrainie.
2. Magdalena Wielgołaska. Lesbianizacja przestrzeni. 
.
BONUS
 .
   .                                                                                                       ————————————-————
 .
 
Aktualne wiadomości na temat projektu Lesbijska Inspira znajdziesz na:
Feminoteka
Kobiety kobietom
Strefa Les*
Kobieta Nieheteronormatywna
A kultura LGBTQ+ nie poczeka!

LESBIJSKA INSPIRA I Kto ma prawo do słowa “lesbijka”?

wokoł manifestu 8

MAMY DOŚĆ emocjonalnego dystansu wobec jawnych i niejawnych nadużyć wobec praw równościowych.
Na emocje każdej/ każdego z nas musi być miejsce.
[Fragment Manifestu Lesbijskiej Inspiry]

Magda Wielgołaska: Pierwszy raz zaczęłyśmy rozmowę o Twojej perspektywie na kobiecą nieheteronormatywność kilka miesięcy temu. Wtedy nie byłaś jeszcze gotowa na udzielenie wywiadu. Co się zmieniło? Dlaczego właśnie teraz chcesz się podzielić swoim doświadczeniem z innymi?

Magda: Zdecydowałam się na rozmowę z Tobą dlatego, że chcę w jakiś sposób pozbyć się rzeczy, które mnie męczą. Doszłam do takiego etapu, że chyba jestem na to gotowa. Nie chcę tej rozmowy potraktować jak kosza na śmieci, ale myślę, że pozwoli mi ona opowiedzieć o paru ważnych dla mnie sprawach i uporządkować je.

MW: Co masz na myśli?

M: Myślę o takim długotrwałym procesie dochodzenia do siebie samej. Mam poczucie, że dość długo błądziłam we mgle. Dosyć późno zaczęłam dotykać tematu swojej tożsamości psychoseksualnej, późno zaczęłam się tym interesować. Wydaje mi się to teraz dosyć śmieszne, bo gdyby ktoś mnie zapytał pod koniec liceum czy na początku studiów – kto mi się podoba, od razu wiedziałabym, co odpowiedzieć – że podobają mi się kobiety. Dopiero, kiedy zaczęłam wchodzić i angażować się w relacje z mężczyznami, ta sfera mojego życia stała się istotna i zaczęłam ją badać. Te relacje damsko-męskie nie wychodziły mi tak, jak oczekiwałam. Dużo czasu zajęło mi odpowiedzenie sobie samej na pytanie dlaczego tak jest. To był dla mnie pierwszy etap. Miałam taki moment, kiedy wyoutowałam się jako osoba zainteresowana kobietami, a później weszłam w długi związek z facetem. To był bardzo niedobry związek. Miałam ogromny problem tożsamościowy. Nie potrafiłam wtedy myśleć o sobie albo mówić jako o osobie biseksualnej. Czułam jeszcze mocniej, że jestem kobietą, która woli kobiety. Mój ówczesny partner doskonale o tym wiedział i w jakiś sposób był z tego dumny, że jest z kobietą, która właściwie nie jest zainteresowana mężczyznami. Ja ogromnie się męczyłam. Męczyłam się po pierwsze dlatego, że ta relacja była destruktywna i emocjonalnie bardzo skomplikowana, a po drugie nie potrafiłam sama sobie wyjaśnić, co się we mnie dzieje i czemu mam taki problem, że jestem w takim miejscu w życiu, w jakim jestem. Wielokrotnie imputowano mi, że mam problem z zaakceptowaniem tego, że jestem biseksualna. Bardzo chciałam się wtedy tak określić, bo czułam, że nie mogę dać ukochanemu tego, co bym chciała. Ale to nie byłaby prawda o mnie. W pewnym momencie zaczęłam nawet żartem nazywać to “nieheteroseksualnym związkiem”. Przynajmniej jedna osoba była w nim niehetero.

Doszłam w końcu do wniosku, że musi być coś pomiędzy byciem les i byciem bi. I stało się dla mnie bardzo ważne, żeby to coś pomiędzy znaleźć. Przez większą część mojego życia otaczałam się głównie mężczyznami. Dlatego przyznanie się przed sobą samą do swojej tożsamości było trudne. Unikałam kobiet. Ale ciągle szukałam odpowiedzi na pytanie kim jestem. Szukałam na forach lesbijskich, byłam na nich aktywna. Tam spotkałam się z bardzo negatywną reakcją. Z protekcjonalnym i lekceważącym stosunkiem do takich osób jak ja. Słyszałam, że próbuję siebie sama oszukiwać, że w zasadzie dla tych dziewczyn wszystko jest jasne. Próbowałam się też jakoś dopasować do tego obrazu, który tam dostawałam. Chciałam się poczuć normalna.

MW: Normalna według norm określanych przez lesbijki aktywne na forach?

M: Tak. Czułam silną presję. Poczucie, że to środowisko jest paradoksalnie bardzo zamknięte na inność. Na nienormatywność. Nie tyle na heteronormatywność, co w ogóle na nienormatywność inną niż ukute przekonania na temat tego, kto może, a kto nie może określać siebie jako lesbijka. Albo jesteś normatywna w ten sposób albo w inny, ale musimy ci znaleźć nazwę, która sprawi, że będziesz rozkodowana, tak żeby można było cię wsadzić do odpowiedniej szufladki.

MW: Myślę, że jest w nas taki odruch pierwotny. Nazywanie to oswajanie. Daje poczucie bezpieczeństwa. Jeśli coś nie ma etykietki, to nie wiemy, czy nam zagraża czy nie. Niekoniecznie chcemy z tym nienazwanym eksperymentować, doświadczać tego. Kiedy na to coś uda nam się nalepić odpowiednią etykietę, czujemy spokój. To z jednej strony mechanizm obronny: to jest lesbijka, to jest muzułmanin, a sąsiad spod trójki jest kibicem Legii, a z drugiej strony coś, co ogranicza. Dlatego cieszę się, że opowiadasz o swoim doświadczeniu, bo bez zrozumienia mechanizmu szufladkowania nie zwalczymy stereotypów i nie poznamy osoby, jej potrzeb, motywacji. Jednak trudno mi zaakceptować, że wśród lesbijek są tak silne mechanizmy wykluczania.

M: Cały czas szukałam, nie rozumiałam, czemu spotykam się z takim odrzuceniem. Chciałam znaleźć jakąś etykietkę, która byłaby do przyjęcia dla tych innych i dla mnie. Jedna sprawa to nazywanie innych, którzy są na około nas. Druga, przeciwnie – to pytanie, jak ci inni nas postrzegają, nie jesteśmy od tego wolni. Dla lesbijek to może być taka strategia obronna. Na przykład osoby heteroseksualne często uważają, że lesbijka to kobieta, która “nie spotkała odpowiedniego mężczyzny”. Więc kiedy dziewczyna określająca się jako lesbijka ma doświadczenia z facetami, to robi innym lesbijkom zły PR, potwierdza ten stereotyp. Trzeba wtedy bronić jednej wersji definicji słowa lesbijka. Czyli lesbijka to jest kobieta, która jest zainteresowana wyłącznie kobietami, nigdy nie spała z facetem i nawet na faceta nie spojrzała. Istnieje jakiś abstrakcyjny twór – twierdza, którą ja nazywam wieżą z kości słoniowej. Trzeba spełnić bardzo ścisłe kryteria, żeby dostąpić zaszczytu zamieszkania w niej. Inaczej możemy dopuścić dywersantów, ludzi, którym się “coś wydaje”, ale nie należy tego traktować poważnie. Twoje życie i wybory są więc poddawane jakiemuś testowi – przez lesbijki, które – w swojej ocenie – te kryteria spełniają.

Ja nie spełniałam – tak mi się wydawało. Oprócz jakichś tam relacji romantycznych, zawsze lepiej dogadywałam się z mężczyznami, miałam wspólny język, podobne poglądy. Dlatego właśnie w relacjach z facetami próbowałam siebie odnaleźć. Byłam poza tym takim dobrym kumplem i czułam się w tej roli bezpiecznie. Kiedy zaczęłam odkrywać, że coś nie gra, to musiałam wyjść z tego swojego bezpiecznego miejsca do kobiet, których się boję. Kiedy powiedziałam o sobie swojej mamie, to pierwszą jej reakcją było pełne niedowierzania: “Przecież ty nie lubisz kobiet!”. Dokładnie ten paradoks, z którego zdawałam sobie sprawę. Więc to był dla mnie bardzo trudny moment – opuszczenie strefy komfortu.

MW: Możesz opowiedzieć, dlaczego nie lubiłaś kobiet?

M: To się działo na poziomie podświadomości. Myślę, że długo nie akceptowałam siebie jako kobiety. Do momentu, w którym odkryłam, że lubię kobiety.

MW: Czyli ta niechęć do kobiet i kobiecości była takim wyparciem swojej nieheteronormatywnej tożsamości?

M: Ciężko mi to tak jednoznacznie stwierdzić, ale głównie nie akceptowałam swojej cielesności. Kiedy zorientowałam się, że podobają mi się inne kobiece ciała, to zaczęła znikać niechęć do mojej fizyczności, pojawiła się radość. Myślę, że podświadomie nie akceptowałam oczekiwania, że powinnam się podobać mężczyznom, chociaż tego chciałam, jak większość heterodziewczyn. Nie mogłam pogodzić się z wymogiem, żeby starać się dla mężczyzn, żeby dbać o siebie tak, żeby im się podobać. Miałam też kłopot z zaakceptowaniem faktu, że inne dziewczyny to robią. Ubierałam się raczej w stylu przezroczystym, nie-kobiecym. Poza tym miałam też doświadczenia negatywne z kobietami, jakieś zawiedzione przyjaźnie, które z perspektywy czasu okazały się nieszczęśliwymi zakochaniami. Byłam strasznie emocjonalnie roztrzęsiona. A później, kiedy zaczęłam szukać dla siebie miejsca i określenia, to również spotkałam się z odrzuceniem. Więc to bardzo podważyło moją pewność siebie i to, czego właściwie chcę. Uwierzyłam, że jest we mnie jakieś wyparcie, powróciła niewiara w to, że jestem w stanie zbudować coś z kobietą. Nie miałam jeszcze takiej prawdziwej związkowej relacji z kobietą – nie mam argumentu, kiedy prawdziwe lesbijki prowadzą analizę przypadku, bo może mi się tylko wydawało – sama zaczęłam bagatelizować tę kwestię. Był moment, gdy zaczęłam się sama sabotować – może jednak byłoby mi łatwiej z facetem, skoro kobiety są tak negatywnie nastawione. Dziś wiem, że gdybym miała teraz albo w przyszłości wchodzić w relację z kimś, to zdecydowanie w grę wchodziłyby tylko kobiety. Nie wyobrażam sobie teraz, że choćby platonicznie, zakochuję się w mężczyźnie, a działo się tak, gdy jeszcze nie byłam świadoma swoich autentycznych potrzeb. Miałam moment w życiu, kiedy byłam na rozdrożu i zaangażowałam się w relację z wyjątkowym facetem, ale teraz wiem, że już nie powtórzyłabym tego.

MW: Przyznam szczerze, że po naszych wcześniejszych rozmowach byłam przekonana, że będziemy mówić o biseksualności. Jednak widzę, że rozmawiamy raczej o “wpychaniu” w biseksualność. Widzę tu dyskryminację podwójną. Po pierwsze odmawiano Ci prawa do określania siebie słowem lesbijka, skoro nie spełniasz pewnych wymagań, a z drugiej strony to jest dyskryminowanie dziewczyn/kobiet, które świadomie określają siebie jako biseksualne. Sama też konsekwentnie unikasz słowa lesbijka, chociaż mówisz, że jeśli relacja i zaangażowanie to tylko z kobietą.

M: To jest chyba tak, że powoli dojrzewam do tego, żeby móc używać tego słowa w stosunku do siebie. Byłam pouczana, że nie mogę siebie określać tym słowem. Prawdziwa lesbijka przecież brzydzi się myślą o dotknięciu faceta. Mnie to nie kręci, ale się tego nie brzydzę, nawet przez jakiś czas byłam ciekawa. Faktycznie w kontakcie z dziewczynami, na tych lesbijskich forach – poczułam, że odebrano mi prawo do używania słowa lesbijka i że powinnam siebie określać inaczej. Na takim forum przeczytałam kiedyś komentarz, że skoro jestem w stanie zainteresować się facetem, ale nie chcę niczego więcej, to znaczy, że mam zaburzenia, że coś jest ze mną nie tak. Jakaś psychoza. W końcu w potocznym wyobrażeniu osoby homo też są zaburzone, więc skąd w nas taka łatwość do stawiania podobnej diagnozy?

MW: To się działo w przestrzeni wirtualnej, a czy miałaś jakiś kontakt z lesbijkami w realnym świecie?

M: Tak, co ciekawe, część tych lesbijek, które poznałam w realu, miało podobne doświadczenia, choć niekoniecznie na forum. Dziwiły się tylko, że tak na poważnie wzięłam do siebie to co przeczytałam. A gdzie miałam szukać odpowiedzi? Brakuje nam tej wspólnej – naprawdę wspólnej – przestrzeni. Przestrzeni w której każdy i każda może poczuć się bezpiecznie.

MW: To niesamowite i trochę przerażające. Temat tożsamości psychoseksualnej jest delikatny. Znaczna część kobiet nieheteronormatywnych szuka odpowiedzi na swoje pytania w internecie. To, o czym mówimy, dzieje się na jednym portalu lesbijskim. Nowa osoba wchodzi na takie forum z ogromną ciekawością, jest w procesie poznawania siebie i nagle dostaje cios prosto w serce. Tak jak Ty opowiadasz – to ma realne przełożenie na życie.

M: Tak, wydaje mi się, że ja i nie tylko ja, dotyczy to może i innych kobiet – jesteśmy bardzo podatne na sugestie, że coś robimy źle. Co ciekawe, nie miałam problemów w odniesieniu do mojej tożsamości w rodzinie, ani wśród znajomych. To jest bardzo otwarte i humanistyczne środowisko. Okazanie homofobii byłoby w bardzo złym tonie. W zasadzie, dyskryminacja ze względu na orientację, choć specyficzna, spotkała mnie w życiu tylko ze strony lesbijek. Czy to nie jest zadziwiające? Na poziomie deklaratywnym byłam znacznie dalej niż na poziomie emocjonalnym – mogłam o tej kwestii swobodnie rozmawiać, ale nie wchodziłam w wewnętrzny proces. Myślę, że to jest odwrotność tego, co przechodzi wiele osób. W pewnym momencie przestałam jednak nazywać siebie lesbijką. Bałam się. Używałam raczej skali Kinsey’a albo innych wybiegów. Bez problemu mogłam też powiedzieć, że zdecydowanie wolę kobiety. Jednak słowo lesbijka nigdy nie padało. Ostatnio ktoś zapytał: “Ale ty jesteś lesbijką?”. Mimo, że kontekst był oczywisty, zawahałam się. Po prostu nie wiedziałam, czy mogę powiedzieć “tak”. Nie dałam sobie takiego prawa, bo byłam z facetami i w dodatku nie odrzucam tych doświadczeń, choć części z perspektywy czasu żałuję. One są fragmentami mojej historii życia. Prościej jest mi powiedzieć, że jestem osobą homoseksualną. Mogę też zastosować manewr, że jestem biromantyczna, czyli mogę obdarzyć uczuciem osoby reprezentujące obie płcie, co jakoś usprawiedliwia moje wcześniejsze relacje z facetami. Nie chcę ciągle się szarpać, walczyć z czyimiś wyobrażeniami.

MW: Uderzające jest dla mnie słowo walka. Czy to znaczy, że czujesz, że przegrałaś walkę o możliwość korzystania z określania lesbijka?! Przecież to my same decydujemy, jak chcemy siebie nazwać. Nazywam siebie lesbijką, mimo że miałam w życiu więcej relacji z facetami niż z kobietami. Co więcej, uważam siebie za stuprocentową lesbijkę. Samo lesbijstwo jest dla mnie czymś więcej niż to z kim sypiam. To wybór sposobu komunikowania się w związku – komunikacja odrzucająca patriarchalne wdruki, w której nie ma konkurowania i dominacji, gdzie ważne są emocje i słabości. Lesbijstwo to dla mnie celebracja kobiecości i mimo moich wcześniejszych doświadczeń – nikt nie może mi odebrać tego, że uważam się za lesbijkę i tak siebie opisuję. I w dodatku nie wiem, co będzie dalej. Nie jestem w stanie podpisać zaświadczenia, że za dziesięć lat nie będę mieć męża i dzieci. To jest tak indywidualne i osobiste, że jakoś bardzo smutne wydaje mi się, że ktoś jest tak radykalny i oceniający, że blokuje innym dostęp do nazwania swojej tożsamości. “Nienazwane nie istnieje” – dlatego tak bardzo szukamy w sobie określeń na to kim i gdzie jesteśmy. Odbieranie prawa do określania siebie, w jakiś konkretny sposób, to dla mnie przemoc.

M: Jakoś sobie z tym poradziłam. Zidentyfikowałam źródło moich problemów z facetami. Wiem, że mnie nie interesują i wiem dlaczego. Wiem czego chcę i nie mam z tym więcej problemu. Ale długo było tak, że w odniesieniu do komunikatów, które dostawałam od tych prawdziwych lesbijek miałam w sobie lęk, że może w którymś momencie spodoba mi się jakiś facet. Wręcz taki obsesyjny lęk. To był rodzaj projekcji komunikatów od tych dziewczyn, że w każdej chwili może mi się zmienić. Teraz tego nie mam. Odcięłam to grubą kreską. Dzisiaj już wiem, że nie ma znaczenia, czy ktoś mi pozwala czy nie określać się w dany sposób.

MW: Obserwuję taki trend, w którym coraz więcej kobiet nieheteronormatywnych unika słowa lesbijka. W moim odczuciu to jest niebezpieczne i jest przeszkodą w tworzeniu czegoś takiego jak społeczność lesbijska. Kiedy zamiast słowa lesbijka pojawia się tysiąc innych określeń, ciężko nam się zjednoczyć i stworzyć miejsce, w którym się spotkamy i poznamy. Bardzo spodobało mi się to, że na Europejskiej Lesbijskiej* Konferencji w Wiedniu stawiano na to nacisk, na potrzebę konsolidacji sił, a gwiazdka postawiona przy słowie lesbijka była odniesieniem do wszelkich odcieni kobiecej nieheteronormatywności. Ta gwiazda to nie nowość, pojawiała się już wcześniej na przykład w polskiej Strefie Les*, jednak na wiedeńskiej konferencji bardzo głęboko weszłyśmy w temat, uświadomiłyśmy sobie, co ta gwiazdka właściwie oznacza i dlaczego jest taka ważna, dlatego też gwiazdkę mamy w nazwie naszego nowego, lesbijskiego stowarzyszenia: Sistrum – Przestrzeń Kultury Lesbijskiej*. Jeśli mamy się zjednoczyć, to musimy mieć coś co zapobiegnie rozproszeniu. Słowo lesbijka jest dla mnie właśnie czymś takim. Jest dla mnie bardzo ważne kulturotwórczo. Nie odmawiam nikomu możliwości wykuwania i stosowania innych określeń, jednak widzę tutaj taki silny patriarchalny schemat wymierzony w kobiety. Jeśli mówimy o wydarzeniu dla kobiet nieheteronormatywnych, to wymaga się od nas, żeby wymienić w opisie albo nazwie kobiety bi, queer, panseksualne, poliamoryczne, trans… lista robi się kosmicznie długa, jeśli zaczniemy się troszczyć o wszystkich. A taka mnogość sprawia, że rozmywają się ważne kwestie. Od nas, kobiet, wymaga się, żeby o wszystkich pamiętać. W końcu zajęte opiekowaniem się całym światem zapominamy o sobie. Lesbijka z gwiazdką jest dla mnie symbolem, który nie pozwala na rozmycie kwestii kobiet nieheteronormatywnych.

Kiedy mówisz o lesbijkach z wieży z kości słoniowej mam poczucie, że one odmawiając dostępu do słowa lesbijka sabotują – prawdopodobnie nieświadomie – konsolidowanie i poszerzanie środowiska, w którym mogłybyśmy wspólnie zrobić wiele dobrego.

M: Rzeczywiście może mieć to znaczenie. Pewnie jest więcej takich dziewczyn jak ja, które usłyszały, że nie są lesbijkami, bo żeby nimi być, najlepiej, żeby nawet nie przyjaźniły się z facetami. Dla mnie to jest absurdalne. Jeśli dziewczyna hetero w jakichś okolicznościach: na imprezie, po pijaku, dla zabawy pocałuje się z drugą dziewczyną, to jest to w porządku. Jeśli w takich samych okolicznościach lesbijka pocałuje się z facetem, to od razu wiadomo, że ona nie jest homo, tylko bi. Mam takie poczucie, że kobiecie homoseksualnej dużo łatwiej coś odebrać. Prawo do czegoś. To dla mnie kompletna dysproporcja. Jest takie ładne określenie jak “bi-curious”, którego raczej używa się dla osób hetero, które są ciekawe, jak byłoby z osobą tej samej płci, ale raczej nie powtórzyłyby takiego doświadczenia. Osoby hetero mają do tego prawo. A lesbijki to blokują. Prawdziwa lesbijka musi od początku wiedzieć, kim jest  – od urodzenia.

MW: No i znowu sytuacja, w której seksualność kobieca jest represjonowana i to przez inne kobiety.

M: To jest bardzo silne przeniesienie schematów. Zaczęłam się przyjaźnić z lesbijkami stosunkowo późno. Kiedy przeprowadziłam się do Poznania, to nagle pojawiło się wokół mnie dużo lesbijek, co było dla mnie fantastycznym, wyzwalającym doświadczeniem. Wtedy też otworzyłam się na kobiety, bo zobaczyłam, że są takie kobiety, z którymi mogę się porozumieć i wszystko między nami dobrze działa. Zobaczyłam, że nie jestem sama w swoich doświadczeniach, że te dziewczyny też spotykały się z podobnymi próbami odebrania praw do słowa lesbijka. Wszelkie ich wcześniejsze kontakty z facetami były traktowane, również przez osoby bliskie, jako zaprzeczenie tego, że są lesbijkami.

Dla niektórych dziewczyn to jest naturalny element szukania siebie, a dla innych jest to traumatyczne. Z jednej strony mówi się, że walczymy ze stereotypizowaniem osób bi, a z drugiej strony staje się to takim biczem na kobiety, które mają inne doświadczenia niż czysto lesbijskie, tak zwane Gold Star. Co też jest właśnie nie fair wobec osób bi. Nagle się okazuje, że to jest taka grupa, do której wrzuca się wszystkich. Ponadto, jak facet lubi innych facetów, to od razu wiadomo, że jest gejem. A jak dziewczyna – zwłaszcza postrzegana jako atrakcyjna – powie, że lubi kobiety to zapewne pierwsze pytanie, które usłyszy będzie brzmiało: “jesteś bi?”. Bo przecież “wszystkie kobiety są bi”, co za bzdura!.

Jest też duży spór pod tytułem: płynność – niepłynność. Zasugerowanie, że orientacja jest płynna od razu stwarza zagrożenie, że inni będą nam imputować, że nic nie stoi na przeszkodzie, żeby zostać hetero.

MW: Faktycznie, nigdy nie pomyślałam o tym w ten sposób, że to radykalizowanie lesbijskie i nie tylko, może być sposobem obrony przed głosami mówiącymi o możliwości wyleczenia z homoseksualności.

M: Dokładnie o tym mówię. Jeśli lesbijka może wejść w relację z facetem i na przykład zostać w niej do końca życia, to może oznaczać, że ktoś może wysunąć taki argument przeciwko innym lesbijkom – “Zobacz, ona mówiła tak samo, a teraz jest z facetem”. Ta ona staje się zagrożeniem dla naszej prawdziwej lesbijskiej tożsamości. Wydaje się, że już teraz nie jesteśmy traktowane poważnie, a jeśli dopuścić akceptację płynności, to kto w ogóle będzie nas traktował serio?! Rozumiem taki system obronny, jednak myślę, że strach przed taką argumentacją robi bardzo dużo złego i sprawia, że środowisko LGBT+ dopuszcza wewnętrzną dyskryminację jako formę zabezpieczenia tożsamości.

Na szczęście, jak mówiłam, w pewnym momencie udało mi się spotkać dziewczyny, z którymi zbudowałam poczucie przynależności. Dobrze dogaduję się też z facetami hetero, ale to z lesbijkami najwięcej mnie łączy. Mamy podobne doświadczenia i kłopoty dnia codziennego.

MW: Trochę czuję się zagubiona, więc dopytam. Czy Ty chciałabyś się nazwać lesbijką?

M: Przechodzę teraz fazę przejściową. Oswajam się na nowo z tym słowem, w jakiś sposób je odzyskuję dla siebie. Pozbywam się tych negatywnych doświadczeń zakazu korzystania z niego. To nie jest walka na śmierć i życie o to słowo. Tak jak rozmawiałyśmy – rzeczy mogą się zmieniać. Nie jest to coś, co spędza mi sen z powiek albo coś, co jest najważniejsze, ale jest ważne. Jeśli jesteś w danym momencie szczęśliwa i dobrze się ze sobą czujesz, to w zasadzie co więcej potrzeba? Grunt, żeby znaleźć określenie, z jakim czujesz się swobodnie. Rozumiem też sens walki o słowo lesbijka w kontekście tworzenia wspólnoty albo kultury.

MW: A z jakim słowem czujesz się dzisiaj komfortowo?

M: Lubię słowo lesba, bo ono jest łatwiejsze do przełknięcia. Oczywiście brzmi inaczej, kiedy sama lesbijka go używa, tak jak geje używają słowa pedał w sposób, który nie ma na celu obrażenia kogokolwiek. Niemniej, to rodzaj wycofania się. Kiedy zetknęłam się ze Stowarzyszeniem Sistrum – Przestrzeń Kultury Lesbijskiej*, to bardzo spodobała mi się ta gwiazdka. To był dla mnie taki moment oddechu: “O Boże, to w ogóle da się jakąś gwiazdkę postawić, jakieś zastrzeżenie małym druczkiem?”. Jakoś wcześniej chyba powracało to założenie, z którym się nigdy nie zgadzałam, że definicja jest obiektywna, oparta na jakichś solidnych, z góry narzuconych podstawach. Tak jakbyśmy to my nie miały prawa głosu. A to przecież pojęcie ze sfery relacji międzyludzkich, nie tylko seksualnych, a więc poniekąd socjologiczne. A w socjologii, o ile mi wiadomo, pojęcia prawie nigdy nie są jednoznaczne. Są funkcjonalne. Określanie się jako bi pełni funkcję sygnału, że jestem potencjalnie zainteresowana kobietami i mężczyznami. A ja w ogóle nie jestem zainteresowana mężczyznami, więc po co mam taki sygnał wysyłać?
Myślę, że w zasadzie mogę teraz szczerze powiedzieć o sobie, że jestem biromantyczną, ale lesbijką.

MW: Dziękuję Ci za tę rozmowę i podzielenie się doświadczeniem. Cieszę się, że taki głos wybrzmiał i nie ukrywam, że chętnie przeprowadziłabym rozmowę z prawdziwą lesbijką, żeby poznać perspektywę takiej osoby.

M: Również dziękuję i mam nadzieję, że ta rozmowa trafi do dziewczyn, które zmagają się z tym, czego ja doświadczyłam, a także właśnie do tych prawdziwych lesbijek. Chciałabym, żebyśmy wszystkie były na siebie bardziej uważne i żebyśmy się wzajemnie wspierały i dawały sobie możliwość bycia sobą bez oceniania. Wszystkie mamy prawo do słowa lesbijka i każda z nas zdecyduje sama, czy go używać czy nie.

Korekta: Maja Korzeniewska

                                                                          ———————————————

Magda Próchnik  (ur.1992) – wilk w owczej skórze/ ścisłowiec w przebraniu humanisty/ studentka/ filozofka/ filolożka klasyczna / miłośniczka kultury greckiej/ hobbystka nauk ścisłych.

Magdalena Wielgołaska – aktywistka / lesbijka / feministka / współzałożycielka Stowarzyszenia na rzecz Osób LGBT Tolerado / działaczka na rzecz poszerzania wiedzy na temat leczniczego działania konopi / zaangażowana w Kręgi Kobiece i odzyskiwanie wewnętrznej, kobiecej Mocy / wartościami i zawodowo związana z Partią Zieloni/ założycielka strony Strefa Les*/ współpracowniczka projektu A kultura LGBTQ+ nie poczeka!/ współzałżycielka Stowarzyszeniem Sistrum – Przestrzeń Kultury Lesbijskiej*.

———————————

LESBIJSKA INSPIRA
To niezależna inicjatywa, której e-przestrzeni udziela siostrzana Feminoteka
,
I.   Manifest
1.    Manifest. Instant
2.   RozmowaOd lesbijskiej konspiry do lesbijskiej inspiry
3.   Rozmowa II. Minął rok. To, o czym mówiłyśmy w prywatnych rozmowach, stało się częścią debaty publicznej
 .

II. Rozmowy wokół manifestu
1.   Mamy wewnętrzną potrzebę wolności. Rozmowa z Małgorzatą Myślak i Magdaleną Sota
2.   Coming out – nie chcę i nie muszę. Rozmowa z Anonimową Lesbijką
3.   Z miłości i gniewu rodzi się odwaga. Rozmowa z Angeliną Caligo
4.   Moja droga do siebie samej. Rozmowa z Marią Kowalską
5.   Potrzebne są niehetero bohaterki. Rozmowa z Anną Bartosiewicz
6.   Chcemy więcej! Rozmowa z Anną i Zandrą Ra Ninus
7.   Lesbijki, pora na prokreację! Rozmowa z Anną Adamczyk
8.   Kto ma prawo do słowa “lesbijka”? Rozmowa z Magdą Próchniak
9.   Czasem miałam wrażenie, że jestem jedyną lesbijką w Lublinie. Rozmowa z Małgorzatą Szatkowską
10. Trzeba stawiać opór. Rozmowa z Magdaleną Tchórz
11 Dziewczyna i dziewczyna – normala rodzina. Rozmowa z  Zuch Dziewuchami
12. Niepytana nie mówiłam, że jestem lesbijką. Rozmowa ocenzurowana

13.  Co Ty tutaj robisz? O poczuciu wyobcowania i przynależenia. Rozmowa z Nicole G.
14.  Mam na imię Kasia i to jest moja tożsamość. Rozmowa z Katarzyną Gauzą
15.  Tęczowe aktywistki na Ukrainie są wyłącznie feministkami. Rozmowa z Katją Semchuk
16. Oryginalnie nieheteroseksualna. Rozmowa z Agnieszką Marcinkiewicz
17.  Sama zrobię dla siebie miejsce. Rozmawa z Klaudią Lewandowską
18.  Dziś określam siebie jako osobę panseksualną. Rozmowa z Alex Knapik
19.  Perspektywa lesbian studies. Rozmowa z dr Martą Olasik
20. Mogę tylko powiedzieć: przykro mi bardzo, jestem wyjątkowa. Rozmowa z Voyk
21.  Tożsamość jest zawsze polityczna. Rozmowa z Elżbietą Korolczuk
22. Jesteśmy nie do ruszenia. Rozmowa z matką i córką. MB & Shailla
23. Wchodzę w krótkie erotyczne relacje poliamoryczne. Rozmowa z Retni
24. Aktywizm jest moim uzależnieniem. O niepełnosprawnościach, nieheteronormatywności i feminizmieRozmowa z Anetą Bilnicką
25. Wolę nie zostawiać niedomówień. Rozmowa z Adą Smętek
26. Do tej pory myślałam, że LGBTQ to nie ja. Rozmowa z Anonimową Lesbijką

27. Ciągle zajmujemy się sobą i żądamy od innych akceptacji. Rozmowa z Anną Marią Szymkowiak
.
III. Głos z zagranicy
1Węgry. Brakowało nam środowiska kobiet niehetero – stworzyłyśmy je. Rozmowa z Anną Szlávi

.
IV. Męskoosobowo
1. To co polityczne jest wspólne. Rozmowa z Tomaszem Gromadką

2. Przyszło nowe pokolenie kobiet nieheteronormatywnych. Rozmowa z Marcinem Szczepkowskim
 .
V.  EL*C. Wieden 2017
1.  Magdalena Wielgołaska. Odzyskiwanie lesbijskiej tożsamości – wreszcie pomyślmy o sobie, Siostry.
2.  Monika Rak. Siła filmu dokumentalnego, czyli lesbijki do kamer!
3.  Magdalena Świder. Wokół tożsamości.
4.  Agnieszka MałgowskaPeformansy, czyli witamy w Lesbolandii.
5.  Joanna Semeniuk. Jeśli nie zrozumiemy naszej przeszłości, nie zrozumiemy siebie.
6.  Agnieszka Frankowska. PL, czyli Polskie Lesbijki w Wiedniu. 
.
.
         ————————————-————
Aktualne wiadomości na temat projektu Lesbijska Inspira znajdziesz na:
Feminoteka
Kobiety kobietom
Strefa Les*
Kobieta Nieheteronormatywna
A kultura LGBTQ+ nie poczeka!

LESBIJSKA INSPIRA I Chcemy więcej! Rozmowa z Anną i Zandrą Ra Ninus

unnamed

Magda Wielgołaska: Rozmawiając w przestrzeni, którą tworzymy dla lesbijek z gwiazdką, czyli dla kobiet nieheteronormatywnych, chciałabym wiedzieć, jak czujecie się ze słowem lesbijka?

Anna Ninus: Nie znam innego słowa, jakim mogłabym się określić, więc mówiąc o sobie mówię, że jestem lesbijką. Kiedy byłam młodsza i zastanawiałam się, jak “to” się nazywa – “to”, że lubię dziewczyny, znalazłam słowo lesbijka. To było naprawdę wiele lat temu. Jestem do tego słowa przywiązana, jest ze mną już kilkanaście lat.

Zandra Ra Ninus: Bardzo lubię to słowo, podoba mi się samo jego brzmienie i dla mnie osobiście nie ma negatywnych konotacji, w przeciwieństwie do takich słów, jak angielskie queer czy fairy, słowo lesbijka – moim zdaniem – jest wolne od tego typu naleciałości i nie mam z nim zupełnie problemu, i jak najbardziej go używam.

MW: Pociągnijmy jeszcze kwestię tożsamości. Kiedy dwie kobiety, Polki, lesbijki spotykają się, to interesuje mnie zderzenie różnych doświadczeń, wynikających z tego, w jakim kraju i w jakiej kulturze żyjemy. Jak to wyglądało u Was? Miałyście podobne do siebie doświadczenia? Czy może było to zderzenie dwóch obcych sobie światów?

AN: Obie byłyśmy na bardzo różnych etapach w życiu. Totalnie. Prowadziłyśmy odmienny styl życia, ale jeśli chodzi o tożsamość, nie tylko seksualną, byłyśmy podobnie dojrzałe.

ZN: Jedyne, co nas różniło, to kwestia coming outu. Ja swój coming out zrobiłam w wieku 21 lat, w jedyny znany mi sposób, czyli mocno. Ogoliłam głowę na zero, pojechałam do rodzinnego miasta i wszystkim powiedziałam, że jestem lesbijką. Pomyślałam, że skoro uświadomiłam sobie coś tak przełomowego i to tak późno, to cała moja tożsamość była dotąd kłamstwem i muszę ją wyzerować, i zbudować na nowo. Myślę, że moi rodzice przyjęli to jako przejściową fazę, tak jak przyjmowali moje wybryki, kiedy byłam młodsza. Dlatego wiadomość, że planuję ślub ich zszokowała, ale ponieważ nigdy nie byliśmy blisko – aktualnie ze sobą nie rozmawiamy – to ten fakt nie stanowi dużego dyskomfortu w codziennym życiu. Oczywiście, jest mi przykro, kiedy przygotowuję się do ślubu, wiedząc, że moich rodziców tam nie będzie, ale dostali zaproszenie i podjęli decyzję, a ja muszę to uszanować, tak jak oni szanują moją i nie próbują na siłę mnie zmieniać ani w jakiś sposób przekupić. Rodzina Ani nie wiedziała, a raczej wypierała fakt, że Ania jest lesbijką.

AN: Powiedziałam, że jestem w związku z kobietą i – co jest bardzo ważne – zależy mi na tym, żeby ten związek był traktowany poważnie, na równi ze związkiem mojej heteroseksualnej siostry. Wcześniej może nie byłam na tyle dojrzała, żeby zawalczyć o poważne traktowanie mnie i moich związków przez moją rodzinę. Natomiast poczułam, że tego potrzebuję. Moja rodzina nie potrafi zaakceptować mojej orientacji, nasz kontakt jest chłodny i bardzo sporadyczny. Poza rodziną, moje coming outy, w żadnym środowisku nie były i nie są jakieś spektakularne. Wiedziałam, że jestem lesbijką, chyba od przedszkola, choć oczywiście jeszcze wtedy nie umiałam tego nazwać. W szkole, później na studiach, teraz w pracy nigdy nie ogłaszałam, że jestem osobą homoseksualną. Po prostu w momencie, kiedy ludzie nawiązują ze sobą bliższe relacje, zaczynają opowiadać o swoim życiu prywatnym, planach na weekend, czy urlopach robię to samo. Opowiadam, że planuję ślub z partnerką, że idziemy na wernisaż, czy że ostatnio pokłóciłyśmy się o niepozmywane naczynia. Dzięki temu ludzie widzą we mnie normalną koleżankę zza biurka obok, która prowadzi ciekawe i szczęśliwe życie u boku kobiety. Na przestrzeni lat zauważyłam, że taka postawa sprawia, że osoby o homofobicznych zapędach na chwilę się zatrzymują i bardzo często radykalnie zmieniają swoje nastawienie. Jednak znajomi i rodzina to dwie różne kwestie. Kiedy z Zandrą zaczęło się robić poważnie, to wiedziałam, że chcę, żeby moi rodzice i moja siostra wiedzieli, co się dzieje w moim życiu i żeby patrzyli na tę relację jak na coś wartościowego i prawdziwego. Coś czego już nie zamiatamy pod dywan.

MW: Zrobiło się na tyle poważnie, że w walentynki bierzecie ślub poza granicami Polski. W dniu publikacji tego wywiadu będziecie już w Danii, a od stania się żonami będą Was dzieliły chwile.

ZN: Tak. W momencie, kiedy zrozumiałyśmy w jakim kierunku postępuje “dobra zmiana”, decyzja o ślubie była naturalna i oczywista. Nie chcemy tu zostać i być częścią społeczeństwa, które jest wykluczające i odziera z podstawowych praw. Jesteśmy dyskryminowane na wielu płaszczyznach, nie tylko jako lesbijki, ale przede wszystkim jako kobiety. W ciągu ostatnich 2 lat sytuacja każdej kobiety w tym kraju zmieniła się diametralnie, poprzez odebranie nam szczątkowych praw o decydowaniu o swoim życiu i zdrowiu. W momencie, kiedy za państwowe pieniądze nagradzana jest organizacja zajmująca się „leczeniem homoseksualizmu”, nie pozostaje nam nic innego jak emigracja.

AN: Oczywiście ślub wzięłybyśmy tak czy inaczej, pewnie gdyby nie polityczna atmosfera, to uzbierałybyśmy w spokoju pieniądze na nasz wymarzony ślub z weselem i podróż poślubną do ciepłych krajów. Ale chcemy zrobić to jak najszybciej, bo realnym staje się zagrożenie, że po cichu, tylnymi drzwiami, wprowadzone zostaną kolejne ustawy ograniczające naszą wolność i odzierające nas z godności. Fakt, że dwie osoby kochające się, prowadzące wspólne gospodarstwo domowe i posiadające wspólne życie intymne w świetle prawa są dla siebie nikim jest uwłaczające i niegodne. Świadomość, że ślub cywilny może wziąć dowolna para ludzi o odmiennej płci, których nie łączy żadna z wyżej wymienionych więzi, że mogą to zrobić za jedyne 106 zł w każdym Urzędzie Stanu Cywilnego w całej Polsce jest dyskryminacją. Stąd narodziła się w nas potrzeba głośnego mówienia o tym, że istnieją pary jednopłciowe, które wbrew misternie konstruowanej przez hetero świat mitologii homoseksualizmu, chcą być ze sobą w stałym, monogamicznym i sformalizowanym związku, i że są sposoby, żeby do tego doprowadzić, ale to wymaga dużo więcej wysiłku niż w przypadku pary heteroseksualnej.

Poza kwestiami politycznymi i społecznymi, wiedziałyśmy po prostu, że chcemy ze sobą być. Zaczęłyśmy planować wspólne życie i wspólną rodzinę, i w sposób naturalny czułyśmy, że to jest po prostu kolejny etap dla naszego związku. Co ciekawe, odezwało się we mnie takie konserwatywne podejście. [śmiech] Tworzę związek, były zaręczyny, to naturalnym krokiem w związku jest po prostu ślub.

ZN: Nie wypada żyć bez ślubu. [śmiech]

AN: Trochę tak. Czy nie wypada? Inni ludzie mnie nie obchodzą, ale przeszedł mi przez głowę taki proces: to jest Ta osoba – zaręczyny – ślub. Jesteśmy parą, a pary tak robią, więc dlaczego my miałybyśmy się nie pobrać?

MW: Ta prywatna decyzja urosła do rangi działania aktywistycznego. Stała się w jakiś sposób kwestią publiczną. Założyłyście bloga Ninusy, na którym dzielicie się swoimi doświadczeniami i procesem, przez który przechodzicie. Jak odnajdujecie się w tym, że zwyczajnie ludzie na Was patrzą w tak intymnym i ważnym momencie jak zawarcie związku małżeńskiego?

ZN: Uważam, że jeśli jesteś kobietą nieheteronormatywną, to absolutnie każde Twoje działanie nie jest prywatne a polityczne, tak jak powiedziała to Carol Hirsh – feministka drugiej fali. Po prostu nie ma takiej możliwości, żeby coś co robimy, nie stanowiło dla ludzi z zewnątrz deklaracji. W momencie, kiedy para hetero decyduje się wziąć ślub, czy porusza się po przestrzeni publicznej i okazuje sobe uczucia, to nikt nie zwraca na to uwagi. Natomiast kiedy dwie kobiety pocałują się w miejscu publicznym i dwie kobiety mówią o tym, że chcą wziąć ślub, to ludzie robią z tego wielkie halo. I właśnie przez to, że to wywołuje reakcje i nie jest czymś na porządku dziennym, należy o tym mówić. My postanowiłyśmy dotrzeć do jak najszerszego grona po to właśnie, żeby ta kwestia przestała być polityczna, żeby to, co robimy, przestało być traktowane jako deklaracja, jako prowokacja albo cokolwiek innego, nad czym trzeba zwoływać całe konsylium i naradzać się i oceniać, i nad tym dyskutować. Chcemy być tak samo traktowane jak każda inna para, ale żeby do tego doszło, to ludzie muszą sobie zdawać sprawę z tego, że takie pary, jak nasza, istnieją. Dlatego robimy szum…

AN: …żeby potem było ciszej. Żeby było normalnie. Co prowadzi nas do konkluzji, że coming out jest cholernie ważny. Właśnie dlatego, że kiedy jesteś osobą LGBT+ to, co prywatne, staje się polityczne, a jedyne, co można zrobić, żeby przestało takie być, to do znudzenia powtarzać, że tu jesteśmy. Nie dajmy się marginalizować, pomijać i wtłaczać w heteromatrixa. Tylko dlatego, że tak już jest, nie znaczy, że tak być musi. Nie staniemy się normą i oczywistością, nie będziemy szanowanymi członkami społeczeństwa, jeśli nie podejmiemy wysiłku uświadamiania społeczeństwu, że jest ono bardziej różnorodne niż mogłoby się wydawać. I że ta różnorodność jest ok.

ZN: Szczególnie ważne jest dla nas mówienie o tym, że żyjemy w kraju, gdzie konstytucyjnie określone małżeństwo jest niedostępne dla części obywateli/elek, co oznacza jawną dyskryminację części społeczeństwa. Wiele osób nawet nie zdaje sobie sprawy, że pary jednopłciowe nie mają możliwości zalegalizowania swojego związku – nasi heteroseksualni znajomi byli zaskoczeni, że musimy wyjechać, aby wziąć ślub. Część ludzi sądzi, że ślub cywilny dostępny jest dla każdego, część ludzi myślała, że związki partnerskie mamy już dawno. Dla uświadomienia tych ludzi, a także dla pokazania, że bycie w takim związku oznacza czasem brak wsparcia ze strony najbliższych i konsekwencją tego jest między innymi brak materialnej stabilizacji, oraz dla pokazania, że jak się bardzo czegoś chce, to można – zorganizowałyśmy zbiórkę. Dzięki kontrowersjom, jakie wokół niej narosły, pojawiła się dyskusja, pojawiły się hejty, ale pojawiły się też wyjątkowe osoby i niesamowite doświadczenia, jak wzięcie udziału w nagraniu teledysku LGBTQ. Właśnie na bazie tego doświadczenia dotarło do nas, jak świetnie niektóre pary gejowskie prosperują w social mediach i jak niewiele w tym świecie jest par lesbijskich. Uznałyśmy, że nasz ślub i związane z nim emocje oraz przygotowania, to świetny punkt wyjścia do prowadzenia bloga. Blog powstał miesiąc temu i już stał się pretekstem do nowych projektów i nowych znajomości. Okazało się, że pary lesbijskie mają się całkiem dobrze, ale nadal jest ich mało i robią wokół siebie zdecydowanie mniej szumu niż pary gejowskie.

MN: Mówisz, że zauważyłyście to, jak dobrze w świecie mediów społecznościowych radzą sobie geje. W Manifeście Lesbijskiej Inspiry zastanawiamy się m.in. nad tym, czy droga, jaką idą geje – faktycznie dużo bardziej widoczni medialnie – jest również drogą dla lesbijek? Dlaczego lesbijki mają tak radykalnie inną sytuację? Czy to może kwestia tego, że po prostu cały czas nasze społeczeństwo jest jakoś fallocentrycznie ukierunkowane i czego by kobiety nieheteronormatywne nie zrobiły, czy kobiety w ogóle, to nadal będą mniej widoczne? Jak się przez to przebić?

ZN: Myślę, że Frueud już nie żyje i większość jego koncepcji również. [śmiech] Ale faktem jest, że kiedy dostałyśmy zaproszenie od Jakuba i Dawida, to nie do końca zdawałyśmy sobie sprawę, o co tak naprawdę chodzi. Po prostu jacyś obcy ludzie zaproponowali nam wspólne nagranie teledysku i nagle okazało się, że ci wszyscy ludzie, których tam spotkałyśmy, są w jakiś sposób rozpoznawalni. My oczywiście ich nie znałyśmy, [śmiech] nie wiedziałyśmy nawet, kim są Jakub i Dawid. Okazało się, że są pary, które są po ślubie, że są różne rodzaje ślubów. Była tam para gejów, która zawarła pierwszy ślub humanistyczny w Polsce, była para, która zawarła ślub zagranicą, inna para, która ma wszystko notarialnie uporządkowane i mają status niemalże równy małżeństwu na tyle, na ile to można zrobić w naszym kraju. I dodatkowo każda z tych par prowadzi jakąś działalność w mediach społecznościowych i są rozpoznawalni. A my przyjechałyśmy jako para, która tak naprawdę po prostu ogłosiła zbiórkę w internecie, bo chciała pokazać, że nie jest traktowana tak jak heteroseksualne pary i że potrzebujemy 2000 zł na ślub, za który inni zapłacą 100 zł. Z tego powodu tam się znalazłyśmy. Nie miałyśmy żadnego zaplecza, nie kręciłyśmy relacji z tego wydarzenia.

AN: No tak, tylko że wszyscy mężczyźni, którzy tam byli i którzy są mocno aktywni na Facebooku, czy na Instagramie albo mają swoje kanały na YouTube, oni zaczęli x czasu temu i mam wrażenie, że wszyscy geje świata zaczęli x czasu temu, a lesbijki nie. Na przykład ja, jako aktywna lesbijka, która chce coś zrobić dla naszej społeczności, obudziłam się parę miesięcy temu i może ogólnie lesbijki obudziły się trochę później.

ZN: Geje mają zbudowaną całą sieć, swoją przestrzeń. Mówię tu na przykład o blogosferze – faktycznie istnieje blogosfera gejowska.

AN: Mam poczucie, że wiele lesbijek dopiero zaczyna budować tę przestrzeń.

ZN: Nie wiedziałyśmy o nikim poza Trzyczęściowym Garniturem, kto reprezentowałby lesbijki w blogosferze. Na dzień dzisiejszy poznałyśmy jeszcze ze dwie, trzy pary, ale to jest nieporównywalnie mało w stosunku do gejowskiej kultury. Sama badam obecność lesbijek w sztuce i kulturze, ponieważ piszę o tym pracę magisterską. Nawet jeśli ta kultura i sztuka istnieje, to jest totalnie niewidzialna.

MW: Kwestię niewidzialności, braku dostępu do kultury lesbijskiej i braku zainteresowania próbujemy właśnie przełamać w Lesbijskiej Inspirze, a przede wszystkim w Stowarzyszeniu Sistrum – Przestrzeń Kultury Lesbijskiej*. Z zainteresowaniem przysłuchuję się takim wypowiedziom jak Wasze. Są we mnie różne emocje, kiedy słyszę, że lesbijek nie ma, a wiem, że jednak są i tworzą, tylko z jakichś powodów to istnienie nie jest uznawane za fakt. Natomiast cieszy mnie, że te ostatnie miesiące są czasem buntu i coraz więcej dziewczyn, kobiet nie ma w sobie zgody na wpychanie w niewidzialność i decyduje się na konkretne działania. Staramy się odzyskiwać siostrzeństwo i kobiecą solidarność – “zamordowane” przez patriarchalne schematy. Coś takiego jak “kobieca solidarność” nie istnieje nawet w naszych umysłach, natomiast mamy “męską solidarność”, “siostrzeństwo” jest obco brzmiącym słowem, natomiast “braterstwo” jest na porządku dziennym. Dla mnie ta solidarność i siostrzeństwo to podstawowe narzędzia do odzyskania swego miejsca, siła, która może rozbić szklany sufit i w końcu zacząć po prostu istnieć w świadomości społecznej. Jesteście osobami, które właśnie zdecydowały się podbijać widzialność lesbijek, a pretekstem do tego stał się Wasz ślub.

ZN: Zastanawiam się, czy ta kwestia niewidoczności wynika z tego, że kobiety w ogóle mają trudniej. Jako lesbijka spotykam się z podwójną dyskryminacją, z jednej strony jako kobieta już mam przed sobą więcej przeszkód niż mężczyzna, żyję w kulturze patriarchalnej i mimo tego, że gej też nie ma prostej sytuacji, to jednak jest mężczyzną i pewne rzeczy dużo łatwiej mu przychodzą albo inaczej: są mu po prostu dane. Kobieta, która doświadcza dyskryminacji na wielu poziomach przez to, jaką ma płeć i dodatkowo jeszcze jest lesbijką, może się zwyczajnie bać i nie chcieć się wychylać i w związku z tym może nie radzić sobie tak dobrze ze swoją seksualnością/tożsamością jak mężczyźni. Myślę, że trzeba zacząć od budowania bezpiecznej przestrzeni i kultury kobiet nieheteronormatywnych.

AN: Zgadzam się. Bycie kobietą na co dzień nie jest łatwe. Chociażby w pracy. To faktycznie jest walka o równość pomiędzy kobietami i mężczyznami. Walka, która pochłania tyle energii, że nie mamy sił jeszcze dodatkowo na tworzenie kultury lesbijskiej, codzienność nas po prostu wyczerpuje.

ZN: Kobiety wciąż muszą udowadniać, że są wystarczająco dobre, że – tak jak powiedziała Ania – mogą nie mieć siły do udowadniania czegoś jeszcze. Zużywamy energię na to, żeby udowadniać swoją wartość. Mężczyźni/geje nie muszą tego robić w takim zakresie jak kobiety, mierzące się z nierównościami płci. To w naturalny sposób stwarza im szerszą przestrzeń do działania i rozwoju. My jesteśmy tak zmęczone, że nie mamy siły, żeby udowodnić, że możemy zrobić coś równie dobrego, lepszego albo po prostu innego.

MW: Co Waszym zdaniem mogą zrobić lesbijki, żeby zmienić swoją sytuację?

AN: Skoro ktoś już coś wymyślił i to działa, to generalnie można skorzystać z tej drogi, którą już przeszli geje. Dla mnie to jest zupełnie normalne. W każdej dziedzinie się tak robi, więc ja myślę, że w ogóle nie ma sensu odcinać się od tego, co już osiągnęli geje i zupełnie z tego nie korzystać. Tylko, żeby to, co powstanie, mogło przetrwać i żeby było naprawdę silne i wyjątkowe, to lesbijki muszą się zastanowić nad swoimi postulatami i tematami, które chciałybyśmy pokazywać, ale korzystając z rozwiązań, które już są wymyślone i sprawne.

ZN: A ja uważam zupełnie odwrotnie. [śmiech]

MW: Zawsze mnie to cieszy, kiedy występuje różnica zdań, to nadaje dynamiki w rozmowie, zamieniam się w słuch.

ZN: Uważam, że celem kobiet nie powinno być granie w grę, którą wymyślili mężczyźni. Grę w zdobywanie władzy na zasadach patriarchalnych i grę w zachowywanie się jak mężczyźni w celu zdobycia władzy. Tak samo myślę, że lesbijki nie powinny iść śladami gejów, bo prawda jest taka, że lesbijki nie mają żadnych wspólnych interesów z gejami. Kobieta, która kocha kobietę i kultura lesbijska, która jest ukierunkowana na kobiety i na kobiecość, nie ma nic wspólnego z kulturą męską. Całe piękno bycia lesbijką polega na tym, że nie trzeba mieć do czynienia z tą męską kulturą.

AN: Ale czemu nie realizować sprawnego schematu?

ZN: Ten schemat wypracowali mężczyźni. Patriarchat jest systemem skonstruowanym przez mężczyzn i dla mężczyzn. Kobiety powinny iść w kierunku systemu, w którym wszyscy naprawdę są równi, a kultura kobieca czy lesbijska mają swój własny charakter, mogą być niezależne. Widzę konieczność stworzenia zupełnie nowego systemu w oderwaniu od patriarchalnego, takiego systemu, w którym kobiety się odnajdą i w którym będą czuły się dobrze. Teraz wkładamy wysiłek, by wpasować się system.

MW: Jak odnajdujecie się w tęczowej rzeczywistości, którą teraz mamy? Mam poczucie, że lesbijska rewolucja się rozkręca, ale zanim rozszaleje się tornado, jeszcze trochę pożyjemy w takich układach, jakie mamy. Pytam o zawieranie znajomości, przyjaźni, uczestnictwo w życiu środowiska LGBTQ+.

ZN: Tak naprawdę żyłyśmy do tej pory otoczone raczej osobami hetero. Od niedawna przyjaźnimy się z parą gejów i jest to pierwsze takie doświadczenie przyjaźni damsko-męskiej, jakie mamy i jest naprawdę super. Co do relacji z lesbijkami, to mamy takie doświadczenie, że to jest środowisko bardzo hermetyczne, i jednak brakuje tego siostrzeństwa, o którym mówiłaś. Brakuje poczucia więzi, które pozwoliłoby się bardziej otworzyć i wspólnie działać. Geje doświadczają męskiej solidarności i braterstwa i z nich korzystają. Mam też doświadczenie, że kobiety heteroseksualne są bardziej otwarte niż lesbijki, które znam. Już to powiedziałam wcześniej, ale powtórzę – mam wrażenie, że większość lesbijek się boi.

MW: A te, które się nie boją – same – bez integracji środowiska daleko nie zajadą. Nie mówię o coming oucie, chociaż samo przyjście na wydarzenie lesbijskie może dla kogoś być takim aktem ujawnienia, mówię raczej o tym, że byłoby świetnie poczuć, że dziewczyny chcą budować sieć relacji i wzajemnie siebie wzmacniać i po prostu wnosić wkład, nawet niewielki.

ZN: Znamy właśnie takie przypadki życia w zaprzeczeniu, dziewczyny boją się siebie same określić, określić kim są. Budują wokół siebie heterofasadę i udają kogoś, kim nie są, do tego stopnia, że same przed sobą nie dokonają coming outu, więc jak tu mówić o budowaniu więzi i relacji, o budowaniu kultury lesbijskiej, kiedy część dziewczyn jest na początku trudnego procesu samoakceptacji. To jest problem, który widzę. Więc jeśli chodzi o budowanie relacji z ludźmi, którzy mają podobny do nas światopogląd i sposób działania, to łatwiej nam takich znajomych znaleźć wśród osób hetero. Nie jest też tak, że unikamy innych lesbijek, po prostu nie poznajemy takich, które pewne procesy miałyby już za sobą.

AN: Czasami poznajemy takie lesbijki, ale faktycznie znamy takich mało.

ZN: Jesteśmy otwarte na takie znajomości, tylko – jak mówiłam – większość naszych znajomych to osoby hetero o otwartych głowach.

MW: To dlaczego potrzebujecie kultury lesbijkiej? Mówicie o jakiejś tęsknocie za brakiem siostrzeństwa, Zandra mówi o konieczności szukania nowych dróg wychodzących poza ramy patriarchatu. Ale po co to wszystko?

ZN: Czuję, że my jesteśmy kawałkiem tej kultury. Same tworzymy, więc potrzebujemy też odbiorców/odbiorczyń. To, że założyłyśmy bloga, jest takim głosem o potrzebie kultury lesbijskiej. Poza blogiem tworzymy, obie zajmujemy się różnego rodzaju działalnością artystyczną i dobrze byłoby spotkać inne artystki. Wiem, że one istnieją, ale mogę je policzyć na palcach, jeśli mówimy o Polsce. Fajnie byłoby mieć wspólną przestrzeń twórczą, żeby już nie być taką samotną wyspą i jednostką, która coś tworzy w kontekście swojej tożsamości psychoseksualnej i ma poczucie, że jest w takiej twórczości sama. Chciałabym, żeby udało się stworzyć większą platformę, na której będziemy się mogły dzielić. Tak jak powiedziałam, nam samym są potrzebni odbiorcy/odbiorczynie i jednocześnie też chcę być odbiorczynią. Chcę słuchać, chcę chłonąć. Chcemy więcej! Potrzebujemy czuć i wiedzieć, że są inne lesbijki. Nie chcę już kalek z mainstreamu i przerabiania tego na lesbijskie albo na kobiece. Chcę czegoś naszego.

AN: Im więcej do wyboru, tym lepiej. Istnieje już bogata kultura gejowska, która dla mnie osobiście jest interesująca, ale chciałabym czerpać z kultury lesbijskiej, której jestem ciekawa, bo mnie dotyczy bezpośrednio. Zgadzam się, że potrzebujemy kultury lesbijskiej. Potrzebuję kultury lesbijskiej po to, żeby mieć miejsce, w którym będę się czuć zupełnie dobrze. Teraz mam trochę miejsc i przestrzeni, w których czuję się ok, ale czegoś mi brakuje. Uważam, że taka lesbijsko-feministyczna przestrzeń mogłaby być miejscem, w którym każda kobieta mogłaby się odnaleźć.

MW: Mam nadzieję, że takie miejsce i taka przestrzeń właśnie się rodzi, że w kobietach nieheteronormatywnych zaczyna budzić się potrzeba wspólnoty i siostrzeństwa, że uda nam się wspólnie stworzyć i wypracować takie metody działania, komunikowania i wspierania się, które pozwolą na wydeptanie własnych ścieżek. Wy niedługo wchodzicie na nową dla siebie drogę – małżeńską, więc na zakończenie rozmowy chcę Wam życzyć szczęścia i miłości. Naszymi lesbijskimi kanałami będziemy dawać znać, co słychać na Waszym blogu.

ZN: My również dziękujemy.

AN: I zapraszamy do śledzenia naszego bloga /  Instagrama / Facebooka i naszych działań, którymi chcemy włączyć się w budowanie przestrzeni dla lesbijek.

Korekta: Maja Korzeniewska

————————————-

Anna Ninus – urodzona w Halloween/ bankowiec/ artystka/ lesbijka/ współzałożycielka bloga www.ninus.pl

Zandra Ra Ninus – artystka / lesbijka/ radykalna feministka/ studentka Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku/ współzałożycielka bloga www.ninus.pl

Magdalena Wielgołaska – aktywistka / lesbijka / feministka / współzałożycielka Stowarzyszenia na rzecz Osób LGBT Tolerado / działaczka na rzecz poszerzania wiedzy na temat leczniczego działania konopi / zaangażowana w Kręgi Kobiece i odzyskiwanie wewnętrznej, kobiecej Mocy / wartościami i zawodowo związana z Partią Zieloni/ założycielka strony Strefa Les*/ współpracowniczka projektu A kultura LGBTQ+ nie poczeka!/ współinicjatorka Stowarzyszenia SISTRUM. Przestrzeń Kultury Lesbijskiej*.

——————————

LESBIJSKA INSPIRA
To niezależna inicjatywa, której e-przestrzeni udziela siostrzana Feminoteka.

I.    Manifest
1.    Manifest. Instant
2.    Rozmowa I. Od lesbijskiej konspiry do lesbijskiej inspiry
3.   Rozmowa II. Minął rok. To, o czym mówiłyśmy w prywatnych rozmowach, stało się częścią debaty publicznej

II. Rozmowy wokół manifestu
1.   Mamy wewnętrzną potrzebę wolności. Rozmowa z Małgorzatą Myślak i Magdaleną Sota
2.   Coming out – nie chcę i nie muszę. Rozmowa z Anonimową Lesbijką
3.   Z miłości i gniewu rodzi się odwaga. Rozmowa z Angeliną Caligo
4.   Moja droga do siebie samej. Rozmowa z Marią Kowalską
5.   Potrzebne są niehetero bohaterki. Rozmowa z Anną Bartosiewicz
6.   Chcemy więcej! Rozmowa z Anną i Zandrą Ra Ninus
7.
   Lesbijki, pora na prokreację! Rozmowa z Anną Adamczyk
8.   Kto ma prawo do słowa “lesbijka”? Rozmowa z Magdą Próchniak
9.   Czasem miałam wrażenie, że jestem jedyną lesbijką w Lublinie. Rozmowa z Małgorzatą Szatkowską

10. Trzeba stawiać opór. Rozmowa z Magdaleną Tchórz
11.  Dziewczyna i dziewczyna – normala rodzina. Rozmowa z  Zuch Dziewuchami
12.  Niepytana nie mówiłam, że jestem lesbijką. Rozmowa ocenzurowana

13.  Co Ty tutaj robisz? O poczuciu wyobcowania i przynależenia. Rozmowa z Nicole G.
14.  Mam na imię Kasia i to jest moja tożsamość. Rozmowa z Katarzyną Gauzą
15. Tęczowe aktywistki na Ukrainie są wyłącznie feministkami. Rozmowa z Katją Semchuk
16. Oryginalnie nieheteroseksualna. Rozmowa z Agnieszką Marcinkiewicz
17.  Sama zrobię dla siebie miejsce. Rozmawa z Klaudią Lewandowską
18.  Dziś określam siebie jako osobę panseksualną. Rozmowa z Alex Knapik

19.  Perspektywa lesbian studies. Rozmowa z dr Martą Olasik
20. Mogę tylko powiedzieć: przykro mi bardzo, jestem wyjątkowa. Rozmowa z Voyk
21.  Tożsamość jest zawsze polityczna. Rozmowa z Elżbietą Korolczuk
22. Jesteśmy nie do ruszenia. Rozmowa z matką i córką. MB & Shailla
23. Wchodzę w krótkie erotyczne relacje poliamoryczne. Rozmowa z Retni
24. Aktywizm jest moim uzależnieniem. O niepełnosprawnościach, nieheteronormatywności i feminizmieRozmowa z Anetą Bilnicką
25. Wolę nie zostawiać niedomówień. Rozmowa z Adą Smętek
26. Do tej pory myślałam, że LGBTQ to nie ja. Rozmowa z Anonimową Lesbijką
27. Ciągle zajmujemy się sobą i żądamy od innych akceptacji. Rozmowa z Anną Marią Szymkowiak

.
III. Głos z zagranicy
1Węgry. Brakowało nam środowiska kobiet niehetero – stworzyłyśmy je. Rozmowa z Anną Szlávi

.
IV. Męskoosobowo
1. To co polityczne jest wspólne. Rozmowa z Tomaszem Gromadką

2. Przyszło nowe pokolenie kobiet nieheteronormatywnych. Rozmowa z Marcinem Szczepkowskim

————————————-————

Aktualne wiadomości na temat projektu Lesbijska Inspira znajdziesz na:

Feminoteka
Kobiety kobietom
Strefa Les*
Kobieta Nieheteronormatywna
A kultura LGBTQ+ nie poczeka!

LESBIJSKA INSPIRA I Moja droga do siebie samej. Rozmowa z Marią Kowalską

Agnieszka Frankowska: Dostałaś ode mnie listę pytań, które przygotowałam do wywiadu, w kontekście Manifestu Lesbijskiej Inspiry.  Zareagowałaś wówczas na to tak, że te pytania są dla Ciebie przekombinowane, wydumane… Chodzi o formę, tak?

Maria Kowalska: Tak, nie są wprost. Raczej na wyrost i dla mnie mocno przeintelektualizowane. Jestem zwolenniczką jasnych komunikatów, pytań i odpowiedzi. Czasem komplikowanie sobie relacji i życia zaczyna się od komplikowania języka, którym operujemy.

AF: Szczególnie jedno z pytań wytrąciło Cię mocno z równowagi, jeśli mogę tak powiedzieć. Zacytuję: Czy droga do głównego nurtu, którą przeszli geje, jest również drogą, którą powinny podążać lesbijki?

MK: Masz rację, wzburzyło mnie takie ujęcie tematu. Nie lubię porównywania „innych dróg”. Jaką drogę przeszedł gej? Skąd ja mam jako lesbijka to wiedzieć? Mam zupełnie inną drogę walki o siebie samą codziennie niż gej, czy nawet inna kobieta nieheteronormatywna, jak i ta hetero. Taka droga jest w dużym stopniu uzależniona od samoświadomości, samoakceptacji, środowiska… Ja miałam 12-13 lat, gdy już wiedziałam, co jest grane i w którą stronę ta moja seksualność idzie. Może przez jakiś czas będąc nastolatką, jeszcze powątpiewałam i zmuszałam się do „chodzenia” z chłopakiem, bo mnie o to prosili, ale do niczego nigdy między nami nie dochodziło. To dało mi ogromną samoświadomość mojej seksualności i bardzo szybko – niemalże jak trampolina – wybiło mnie z tego okropnego stereotypu, że skoro jestem dziewczynką to MUSZĘ mieć chłopaka, bo on się we mnie zakochał i nie mogę go ranić. Nauczyłam się szybko mówić NIE, JA TEGO NIE PRAGNĘ, nie było to łatwe, bo było mi ich żal, jak i pewnego rodzaju zawód, jaki sprawiałam mamie, całe szczęście wywęszyła szybko pismo nosem i chyba szybciej zrozumiała, kim jestem niż ja sama. Zupełnie inaczej to wygląda, jeśli ktoś się odkrywa, gdy, dajmy na to, ma 27 lat, chodzi tu o konstytucję jego tożsamości, czy seksualnej, czy płciowej. Dlatego drogi dochodzenia do siebie, do własnej emancypacji są różne i nie należy ich porównywać. Taki zabieg rodzi wiele nieporozumień, a zapewne nie prowadzi do zrozumienia. Każdy przecież czuje inaczej, każdemu co innego sprawia przyjemność i każdemu co innego daje szczęście na danym etapie życia.

AF: Jakie widzisz zagrożenia na drodze do autonomii literki L? Czy uważasz, że droga do emancypacji samych lesbijek ma wpływ na to, w jakim momencie znajduje się teraz całe środowisko LGBT+?

MK: Z perspektywy gejowskiej/męskiej bardzo często padają zarzuty, że lesbijki spoczywają na laurach, że działają niekonsekwentnie i mało robią wymiernych rzeczy. Nie bierze się w tej perspektywie pod uwagę podwójnego wykluczenia, któremu poddawana jest lesbijka, jako kobieta nieheteronormatywna. A to przecież totalny atom. Nie możemy tu liczyć na to, że literka G zrozumie, w czym jest problem. Jeśli ktoś nas/lesbijki na początku drogi krytykuje, to podcina nam tym samym skrzydła. Skutkuje to wycofaniem się lesbijek z widocznych aktywności. Ja nie uważam, że leżę na kanapie i nic nie robię i nie daję sobie narzucić takiej narracji. Jestem osobą bardzo aktywną. Działam, walczę o siebie, jako lesbijkę i jako kobietę w codziennym życiu, zdominowanym przez homofobię i seksizm. To jest absorbująca praca, bo trzeba niestety walczyć o to każdego dnia, by zadbać o stabilizację w związku, czy równowagę ekonomiczną. W naszym kraju wymaga to ode mnie o wiele więcej wysiłku. Żeby czuć, że żyję w pełni, żeby być zadowoloną z siebie prywatnie w związku oraz zawodowo, muszę o wiele bardziej się na tym skupić i poświęcić o wiele więcej czasu niż osoby heteroOsiągnięcie i utrzymanie dobrostanu dla lesbijki jest bardzo trudne w Polsce.

Warto w każdym razie mówić głośno o udziale lesbijek w emancypacji całego środowiska LGBT+. Zanim zaatakujemy i ocenimy to, rozmawiajmy, ale będąc na równej pozycji. Ja nie mam ochoty rozmawiać z ludźmi – i to nieważne z kim –  którzy nie szanują mojej tożsamości, mojej autonomii. Inaczej nasze światy nigdy się nie spotkają i zbitek liter LGBT+ będzie tylko sztuczną rzeczywistością, stworzoną na potrzeby zewnętrznego świata. Przy braku wewnętrznej solidarności zawsze będziemy względem siebie w opozycji i nic nie zdziałamy we wspólnej sprawie. Jednym tchem mówimy LGBT+, jesteśmy na jednej tęczy, dodajemy plusy. Stajemy się coraz bardziej różnorodni i pozornie otwarci na tę różnorodność. Dla mnie ta nasza wewnętrzna sytuacja staje się przez to coraz bardziej zagmatwana. Sami generujemy problemy wewnątrz  naszego środowiska. Paradoksalnie my jako lesbijki/kobiety jesteśmy pierwsze, w tym sensie, że literka L jest pierwsza, ale to tylko pozory pierwszeństwa. Niestety nie ma między nami nawet równości w tym układzie.

Czuję w swym DNA, że kobiety od zawsze starały się godzić wszystkich i jak ta „klasyczna matrona” dajemy po równo i zaszczepiamy miłość, ucząc empatii. Staramy się wszystkim – za przeproszeniem – zrobić dobrze, a i tak nas niewdzięczni kopną w dupę. Tak właśnie czują się matki, gdy ich zbuntowane dziecko odkrywa świat. Są porzucone, niedocenione, olane w potrzebie. Brak wsparcia nas lesbijek przez gejów, jest zdradą, brakiem lojalności, brakiem empatii. Całe szczęście mam kilku kumpli gejów, którzy są mega spoko i rozumiemy się wzajemnie i wiemy, jak jest nam ciężko w tym kraju… Traktujemy się na równi, bez zazdrości, bez wywyższania się i z braterską miłością. TAK POWINNO BYĆ W NASZYM ŚRODOWISKU, bym na serio czuła, że jednym tchem mogę powiedzieć LGBT+ i nie będzie mi się odbijać to czkawką. Teraz niestety rzygam tęczą.

AF: Nie da się ukryć braku „zgody'” w społeczności LGBTQ+. Czujesz potrzebę solidarności?

MK: Mam ogromną potrzebę solidarności. A brakuje tej solidarności wśród osób LGBT+ i bardzo mnie to irytuje. Często prywatne kwestie biorą tu górę. Ktoś się z kimś nie dogaduje i od razu rzutuje to na wspólne działania, na wspólną rzecz. Ciągle psioczymy, jedni na drugich, ciągle napadamy na siebie wzajemnie i podbijamy stereotypy. Potwierdzamy stereotyp agresywnych lesb, czy kłótliwych ciot.

Wszyscy na tym tracimy. Podobno jesteśmy mniejszością, mówię podobno, bo ja się nie uważam za mniejszość, a mimo to nie potrafimy działać razem. Bardzo często lesbijki, przez własne zadry w sercu, nie znoszą kobiet biseksualnych. Jest to dla mnie bardzo przykre. Ja jestem lesbijką, ale drażni mnie ta czysta nienawiść do kogoś, tylko i wyłącznie dlatego, że się różni ode mnie. Skoro my się wzajemnie wykluczamy, to nie możemy oczekiwać, że inni, w tym geje, będą nas wkluczać i akceptować. Zacznijmy od siebie, skupmy się na literze L i zróbmy porządek w lesbijskich szeregach. Zacznijmy się solidaryzować ze sobą, my lesbijki, a wtedy staniemy się wiarygodne. Staniemy się jedną siłą. Musimy się trzymać razem.

AF: Czym jest dla Ciebie stereotyp lesbijki i czy doświadczasz go na co dzień?

MK: Tak, doświadczam i jest to dla mnie bardzo bolesne doświadczenie. Stereotyp jest zawsze krzywdzący. Zaczynając od wyglądu. Osobie, która wygląda dość twardo, czyli męskiej lesbijce, od razu przypisuje się pewne cechy, co może być bardzo ograniczające i oczywiście fałszywe. Jak kto się czuje w swojej stylizacji, to jego sprawa i nie powinnyśmy włączać tu powierzchownej oceny. Dopiero bliższe poznanie takiej lesbijki może dać nam pogląd, jaką jest osobą, to oczywiste. Wewnętrznie taka twarda lesba może być bardzo delikatna. Niektórzy ludzie mają też to do siebie, że lubią się zmieniać. Na przestrzeni lat, a czasem miesięcy stajemy się raz bardziej męscy, raz bardziej kobiecy i sztywne określenia tożsamościowe do nas nie pasują. To zmienność również należy szanować i przyjmować ją w sobie, czy w innych. To bywa ciągłym procesem i może nigdy i nigdzie nie będziemy dobrze pasować, a nasze wybory tożsamościowe będą wyborami politycznymi, na potrzebę chwili. Ważne, żebyśmy były sobą i nie ulegały presji stereotypu. Przede wszystkim bądźmy sobą! Jeśli ktoś wygląda bardzo radykalnie, czasami słyszy się, że prowokuje swym wyglądem i szkodzi środowisku. Już przez to, że lesbijka nosi się tak, a nie inaczej bywa do niej przyczepiana łatka agresywnej lesby i to przez inne lesbijki, które nie życzą sobie, by taka osoba je reprezentowała. Dla mnie ważne, żeby reprezentowały nas osoby, które dążą do solidarności, dla których ważna jest nasza sprawa, a nie poklask i ego. Wygląd wówczas nie ma absolutnie żadnego znaczenia i nie powinien mieć. Ważne, by taka osoba była prawdziwa i spójna. By w jej sercu była chęć walki o dobro, a nie po prostu chęć walki dla samej walki poprzez nienawiść. To, że ktoś chce wyglądać agresywniej i tak się dobrze czuje, może być właśnie wynikiem złych doświadczeń. Przestańmy wśród siebie szukać kozłów ofiarnych i skończmy z tą wewnętrzną homofobią, bo wiele możemy na tym stracić. To jest pułapka, w którą same się pakujemy. Prawda zawsze się obroni i niczego nie udawajmy, bo to nam akceptacji większości nie zapewni. To jest błędne koło. Różnimy się między sobą jako środowisko i to jest właśnie doskonałe. Pięknie się uzupełniamy. Bukiet, składający się z samych róż, może wydawać się kiczowaty, oklepany… My LGBT+ jesteśmy właśnie jak radosny i kolorowy bukiet kwiatów i nie zaprzepaśćmy wartości, która wynikają z tej odmienności. Nie wbijajmy się w czyjeś wyobrażenia, bądźmy prawdziwe i szczere ze sobą. Taki mój apel: nie poddawajmy się ograniczeniom narzucanym nam z zewnątrz, ale i z wewnątrz. Idźmy w prawdę. Dajmy sobie szansę, bo tylko wtedy osiągniemy efekt, na którym nam zależy, czyli pełnię życia lesbijskiego! Walczmy rozsądnie o normalne dobre życie. na które zasługujemy. Rozmawiajmy ze sobą, nie wykluczajmy się i jednoczmy się przy literze L.

AF: Poznałyśmy się jakieś siedem lat temu na Wyspie Kobiet. Wyjaśnię czytającym, że Wyspa Kobiet to była poznańska inicjatywa. Bezpieczna przestrzeń społeczna, kulturalna i edukacyjna, w której spotykały się lesbijki. Co Cię wtedy przyciągnęło do Wyspy Kobiet? Co Ci ta przestrzeń dała?

MK: Tak, to prawda i bardzo dobrze wspominam ten czas. To była dla mnie bardzo ważna przestrzeń, w której spotykałam się z kobietami takimi jak ja. To był dla mnie czas intensywnej walki o siebie i dochodzenia do tego, kim jestem, jaka jest moja tożsamość, czego chcę od życia. W tym czasie nie działo się zbyt wiele dla lesbijek, mam na myśli tutaj również internet. Portali, stron dla lesbijek było niewiele. Trzeba było się trochę namęczyć, by znaleźć lesbijskie treści. Wejście w lesbijski świat było utrudnione i można było mieć wrażenie, że się jest samotną wyspą, a nie częścią społeczności. Społeczności, która ma własną kulturę, własne kody oraz podobne potrzeby. Nagle na Wyspie Kobiet miałam okazję porozmawiać z osobami, które były takie jak ja, które tworzyły lub chciały tworzyć relacje z kobietami. Nawet wcześniej się znałyśmy, czy mijałyśmy, ale bez pojęcia o sobie… Nie wiedziałyśmy, że wszystkie jesteśmy lesbijkami i to nas w znaczący sposób łączy. Miałam wtedy potrzebę wspólnoty i realizowałam ją właśnie na i dzięki Wyspie Kobiet. Na Wyspie następowała wymiana naszych doświadczeń. Przede wszystkim wszystko odbywało się to w zwykły sposób. Były to spotkania międzypokoleniowe. Dowiadywałam się, jak wyglądało życie lesbijek kiedyś, jak wygląda teraz i dzięki temu również czułam się dobrze w swojej skórze. Mogłam zauważyć i docenić lesbijską ciągłość, która dawała mi poczucie bezpieczeństwa, ale też poczucie mocy i wspomnianej już wspólnotowości. Może zabrzmi to górnolotnie, ale to miejsce, osoby tam spotykane dawały mi ogromne wsparcie, takie jakie dostaje się od bliskich, od rodziny. Na Wyspie spotykałam starsze Siostry, które mnie słuchały, które obserwowałam i które stanowiły dla mnie wzór do naśladowania, wskazywały drogę. To dzięki tym relacjom uświadamiałam sobie, że można inaczej, że można wyjść z heteronormy. W spotkaniach na Wyspie Kobiet odpowiadała mi również cykliczność. To nie były jednorazowe wydarzenia. Mogłam spokojnie i z wyprzedzeniem zaplanować uczestnictwo, wybrać coś dla siebie oraz przekazać informację dalej. To był taki krąg lesbijek, gdzie każda od siebie coś czerpała i tak tworzyłyśmy własną historię tu i teraz. Osobiście bardzo dużo dały mi te spotkania na Wyspie Kobiet. To właśnie tu otworzyłam się na naszą różnorodność. Wcześniej moje myślenie o lesbijskości było bardzo hermetyczne i obarczone homofobicznymi stereotypami. Doświadczenie siebie w tej przestrzeni było bardzo otwierające i rozwijające. Można było przyjść zapukać do tych lesbijskich drzwi i zostać przyjętą przez siostry lesbijki [śmiech]. To było niesamowite i ważne doświadczenie dla mnie.

Gdyby nie moja osobista, bardzo traumatyczna historia w tamtym momencie, z którą musiałam sama się zmierzyć. A mówię tutaj o dwóch latach walki z rakiem piersi, na skutek którego umarła moja mama, to pewnie zaangażowałabym się w tworzenie dalszego ciągu Wyspy Kobiet i działałybyśmy dalej. Niestety los bywa okrutny.

AF: Tak, niestety Wyspa Kobiet po przeszło roku intensywnego działania zatonęła, mówiąc obrazowo. Byłam główną przewodniczką po tej Wyspie. Ja się wypaliłam, musiałam się zająć również innymi sprawami. Niestety nie znalazłam wtedy osób, które byłyby gotowe zająć się ciągiem dalszym. Ale później odkryłam, że prowadzisz coś takiego jak lesbijski krąg w mediach społecznościowych. Mam tu na myśli grupę facebookową.

MK: Tak, jestem inicjatorką tej grupy. Ponad rok temu, razem z trzema koleżankami, do których zwróciłam się o wsparcie w tym działaniu, zostałyśmy adminkami tej grupy. Grupa ciągle istnieje. Nazywamy się LesBoss. Jesteśmy taką wyspą kobiet nieheteronormatywnych na facebooku. To, co się zdarzyło, dzięki tobie, Agnieszko – dzięki Wyspie Kobiet, bardzo na mnie wpłynęło i właśnie dlatego też powstała LesBoss. LesBoss pisana przez dwa „S”. Chcemy skupiać kobiety szefowe, które są szefowymi dla siebie samych. Mają swoje pasje i chcą się nimi dzielić. Chcemy, żeby to było miejsce dla kobiet dojrzałych, silnych i takich, które wiedzą czego chcą – wiedzą co dla nich dobre. Mam taką ambicję, żeby był to klub lesbijek, które sobą coś reprezentują i mogą być dla siebie wzajemnie wsparciem oraz inspiracją do działania, również do wspólnego działania. U podstaw członkostwa leży oczywiście lesbijstwo. Każda z adminek odpowiada tu za inną działkę. Ja za społeczno-polityczną. Chciałabym, żeby na grupie były poruszane ważne tematy, żeby toczyły się dyskusje, które wpływają pozytywnie na naszą społecznościową samoświadomość, jako społeczności. A co za tym idzie na wybory polityczne, tak by Polska była wreszcie miejscem dla lesbijek, żeby nie trzeba było stąd uciekać, by żyć w pełni.

AF: A bywa na LesBoss gorąco? Jak sobie radzicie z trudnymi tematami?

MK: Na LesBoss nie unikamy trudnych tematów. Czarny protest to również nasza sprawa. To, że jesteśmy lesbijkami, nie wyklucza nas z rodzicielstwa, a tym samym z koszmaru kobiet, jakim jest obecne prawo aborcyjne. Bardzo dużo było i jest kontrowersji wokół tego tematu. Zdarzały się tu wypowiedzi prowokacyjne, które dzieliły grupę i powodowały, że z pozycji adminki musiałam parę osób usunąć za obraźliwe i dyskryminujące głosy. Bardzo dużo czasu zajmowało moderowanie grupy wokół tego tematu i niestety dużo osób wówczas odpadło z grupy. Po tym doświadczeniu zdecydowałyśmy, że grupa stanie się grupą zamkniętą – elitarną. W tej chwili przyjęte członkinie mogą zapraszać inne lesbijki, co jest weryfikowane przez administratorki. Dzięki temu miejsce to jest bardziej bezpieczne i występuje mniejsze ryzyko, że ktoś się tu pod kogoś podszywa…

Do  grupy przyjmujemy wszystkie osoby, które identyfikują się jako kobiety nieheteronormatywne. Odnosimy się do siebie z szacunkiem i akceptujemy swoją odmienność . Zapraszamy również kobiety transseksualne, które nie mieszczą się w heteronormie pod względem orientacji psychoseksualnej. Grupa jest po to, żeby się wspierać, żeby afirmować swoją seksualność, swoją tożsamość. A przede wszystkim dzielimy się zainteresowaniami i rozmawiamy.

AF: O ile dobrze pamiętam, przez czas jakiś grupa była zawieszona?

MK: Niestety, przyznaję, był moment zwątpienia. Obecnie grupa została reaktywowana, drugą adminką tej grupy jest moja dziewczyna i zaczynamy prężnie działać. Znowu przy okazji LesBoss zauważyłam, jak bardzo naszemu środowisku szkodzi brak solidarności. Straciłam w pewnym momencie moc i nie miałam siły odpierać nienawistnych ataków, kierowanych pod adresem osób odbiegających od stereotypu lesbijki. Oczywiście dla mnie było jasne, że ten stereotyp jest zły i nie należy go podtrzymywać, a tym bardziej powielać. Ważne było i jest dla mnie to, żeby nasze postawy nikogo nie wykluczały, nikogo nie raniły. LesBoss jest schronieniem dla kobiet nieheteronormatywnych L, B oraz T. Jeżeli czujesz się Kobietą i szanujesz je, to jesteś z nami.

Dzięki tej grupie znowu bardziej dojrzałam. W pewnym momencie LesBoss jednak została zawieszona, bo tak jak wspomniałam, wypaliłam sie, a nie miałam pomocy już od nikogo, kto by to dalej poprowadził, kto by moderował, przypilnował, czy wszystko jest w porzadku. Tu mam podobne doświadczenie, jak ty z Wyspą Kobiet. Mam nadzieję, że teraz będzie inaczej, że teraz głównym celem grupy będzie wymiana, a nie, jak to się mówi kolokwialnie, gównoburza. Dla mnie to wirtualne miejsce jest dobrym miejscem, by później realizować nasze cele w realu. Przy okazji grupy LesBoss zrobiłam krok w przód – krok w tył, ale się nie poddaję [śmiech]. To jest jak cha-cha, więc nie schodzę z parkietu. Tańczymy dalej. Ufam, że warto.

Nadal funkcjonuję w duchu lesbijskiej jedności, mimo przytoczonych negatywnych doświadczeń. Jeśli trzeba to pójdę na barykady, by egzekwować nasze prawa według jasnych zasad. I obiecuję, że będę w tym konsekwentna.

AF: Ostatnie moje pytanie dotyczy twojej drogi zawodowej. Dla kogo teraz pracujesz?

MK: Chętnie odpowiem. Moja droga zawodowa jest bardzo ciekawa, tak myślę. Zaczęło się bardzo szybko, bo zarabiałam już jako szesnastolatka. Pracowałam w szklarni przy pomidorach, w sklepach, w wypożyczalni kaset video, w kinie, za barem… Zahaczyłam również o dziennikarstwo. Marzy mi się pismo lesbijskie. Myślę, że jedno by mogło powstać. Chociaż jedno [śmiech]. By pokazywać w tym piśmie lesbijską solidarność. Przedstawiać lesbijki, których życiowa droga może być wzorem i inspiracją. Reklamować się, że LESTEŚMY, nie wstydzić się siebie i nie bać się prawdy o sobie. Wiem, że się tu powtarzam, ale to bardzo istotne wątki i dobrze, żeby wybrzmiały. Róbmy swoje, konfrontujmy się z rzeczywistością. Nie uciekajmy! Zadawajmy pytania, bo to podstawa efektywnej komunikacji.

A teraz jestem złotą rączką przede wszystkim dla kobiet [śmiech]. Już na samym początku studiów musiałam majsterkować we własnym mieszkaniu. Samodzielność w moim przypadku nastąpiła zbyt szybko przez to, że zostałam sierotą z mieszkaniem w spadku. Straciłam rodziców i musiałam radzić sobie sama. Pierwsza skrzynka z narzędziami, pierwsze prace elektryczne, stolarskie, hydrauliczne. Od tego się wszystko zaczęło. Od tej potrzeby samodzielności, którą życie na mnie wymusiło. Zaczęłam również radzić sobie sama w tej dziedzinie ze względu na skromne finanse. Później zaczęłam takie drobne prace naprawcze świadczyć najbliższej rodzinie: babci, cioci, przyjaciółce. Krąg odbiorców moich usług się powiększał. To wszystko sprawiło, że zostałam z doskoku, bo to jeszcze nie jest działalność gospodarcza, kobietą Złotą Rączką dla kobiet. To jest moja pasja i moja praca. Z tego obecnie żyję, wykonując w między czasie inne prace, które również są moją pasją jak fotografia oraz rysunek, ponieważ bardzo kręci mnie sztuka tatuażu i zamierzam się w tym rozwinąć.

Działam w obrębie Poznania. Staram się ze wszystkich sił wspierać te wszystkie kobiety, które potrzebują w tym zakresie wsparcia. Jestem dla nich pogotowiem w tym względzie. Uwielbiam ten moment, kiedy moja klientka się śmieje, kiedy wreszcie może odetchnąć z ulgą, bo coś zaczyna działać, tak jak należy.

AF: Rozumiem, że wśród swoich klientek masz lesbijki?

MK: Oczywiście. Swoje usługi złotorączkowe kieruję też do lesbijek. Jakkolwiek to brzmi. [śmiech]. Reklamując się nie ukrywam tego faktu. Muszę przyznać, że jest tu bardzo pozytywny odzew. Słyszę: całe szczęście przyszłaś gdyż... I tu najczęściej pada: miałam dwóch fachowców przed tobą, którzy powiedzieli, że tego się nie da zrobić; albo się da, ale trzeba dużo więcej zapłacić, by się dało. A ja przychodzę i widzę, że ktoś tu chciał Panią nieźle naciągnąć na dodatkowe koszty, żerując na jej nieświadomości i bezradności. Z reguły kobiety poddają się męskiej narracji w tym przypadku, bo przecież mężczyzna/fachowiec się zna. Niestety następny punkt w scenariuszu to, że fachowca, któremu Pani zapłaciła, nie może się go doczekać przez kolejny miesiąc, bo zaginął w drodze do sklepu. Takie sytuacje też się zdarzają. Oczywiście kobiety fachowczynie też mogą tak się zachować, ale ja takich nie znam. Często też przy okazji mojej pracy słyszę, jak bardzo kobiety są narażone ze strony fachowców na seksistowskie teksty. Kobieta, która jest sama w domu, autentycznie się boi. Zaprasza do siebie mężczyznę, który przeważnie jest silniejszy od niej i słyszy wulgarne komentarze pod jej adresem. Jednak widzę, że do mnie klientki mają zaufanie i w trakcie, gdy ja naprawiam zlew, to one ze spokojem szydełkują, czytają książkę, pracują, czy odpoczywają. Zdarza się tak, że wyjeżdżają i zostawiają mi klucze. Dlatego ogłaszam się wśród lesbijek, bo wiem, że je jeszcze bardziej dotykają seksistowskie teksty, typu: Pani ma tu tak ciepło, że mogłaby sobie biegać nago po mieszkaniu. Nagminne naruszanie sfery intymności. My kobiety dobrze to rozumiemy.

Zachęcam również kobiety, żeby radziły sobie samodzielnie w tej dziedzinie. Czasami takie prace są bardzo proste i nie wymagają narzędzi. Pokazuję, jak coś zrobić samej. Podrzucam linki z filmikami. I taka klientka sama działa i też jest mi wdzięczna. I też dzięki takiej postawie jestem polecana. Bardzo bym chciała, by w tej branży była jak największa konkurencja. Dla mnie rewelacja i oby było nas/kobiet złotych rączek,  jak najwięcej. Pracy dla nas nie zabraknie [śmiech]. Nawet kobiety, które mają mężów, synów nie mają często komu powierzyć naprawy kranu. Po prostu nie ma szans, by któryś z nich zadziałał, ruszył palcem. Ja nigdy nie miałam takiego ograniczenia w głowie, że czegoś nie mogę w tej sferze majsterkowania. Wokół mnie nie było mężczyzn, którzy wiedzieliby lepiej, jak coś zrobić. Nikt mi nie powiedział: Kochanie zostaw to prawdziwemu mężczyźnie.

Wychodzę z założenia, że ja mogę nie chcieć czegoś robić, bo jestem kobietą, lesbijką, ale jak chcę coś zrobić, to robię. Postawiłam na siebie i to jaka jestem. Lubię nieść pomoc, działać solidarnie i w tym się spełniam.

AF: Dziękuję za rozmowę i trzymam kciuki za Twoje działania na każdej płaszczyźnie, o której rozmawiałyśmy. I niech lesbijska solidarność wreszcie się w nas obudzi!

Korekta: Maja Korzeniewska

———————-

Maria Kowalska – Marina, Maria, dla przyjaciół Mara, a nawet Marian / kobieta wielu imion jak i wielu pasji / dumna lesbijka / administratorka facebookowej grupy LesBoss / żyje i działa na terenie Poznania / kobieta Złota Rączka dla kobiet.

Agnieszka Frankowska – urodzona 8 marca; lesbijka / feministka / aktywistka / spółdzielczyni / poetka / osoba z niepełnosprawnością / przez lata zaangażowana w działania poznańskiego Stowarzyszeniu Kobiet Konsola / współorganizatorka pierwszego Marszu Równości w Poznaniu (2004) oraz jego kolejnych edycji / założycielka poznańskiej Wyspy Kobiet (2011 – 2013) / obecnie członkini Partii Razem / współinicjatorka projektu Lesbijska Inspira

——————————————–

LESBIJSKA INSPIRA
To niezależna inicjatywa, której e-przestrzeni udziela siostrzana Feminoteka
,
I.   Manifest
1.   Manifest. Instant. 
2.   Rozmowa I. Od lesbijskiej konspiry do lesbijskiej inspiry
3.  Rozmowa II. Minął rok. To, o czym mówiłyśmy w prywatnych rozmowach, stało się częścią debaty publicznej 
.
II. Rozmowy wokół manifestu
1.   Mamy wewnętrzną potrzebę wolności. Rozmowa z Małgorzatą Myślak i Magdaleną Sota
2.   Coming out – nie chcę i nie muszę. Rozmowa z Anonimową Lesbijką
3.   Z miłości i gniewu rodzi się odwaga. Rozmowa z Angeliną Caligo
4.   Moja droga do siebie samej. Rozmowa z Marią Kowalską
5.   
Potrzebne są niehetero bohaterki. Rozmowa z Anną Bartosiewicz
6.   Chcemy więcej! Rozmowa z Anną i Zandrą Ra Ninus
7.   Lesbijki, pora na prokreację! Rozmowa z Anną Adamczyk
8.   Kto ma prawo do słowa “lesbijka”? Rozmowa z Magdą Próchniak
9.   Czasem miałam wrażenie, że jestem jedyną lesbijką w Lublinie. Rozmowa z Małgorzatą Szatkowską
10. Trzeba stawiać opór. Rozmowa z Magdaleną Tchórz
11.  Dziewczyna i dziewczyna – normala rodzina. Rozmowa z  Zuch Dziewuchami
12.  Niepytana nie mówiłam, że jestem lesbijką. Rozmowa ocenzurowana
13.  Co Ty tutaj robisz? O poczuciu wyobcowania i przynależenia. Rozmowa z Nicole G.
14.  Mam na imię Kasia i to jest moja tożsamość. Rozmowa z Katarzyną Gauzą.
15.  Tęczowe aktywistki na Ukrainie są wyłącznie feministkami. Rozmowa z Katją Semchuk
16.  Oryginalnie nieheteroseksualna. Rozmowa z Agnieszką Marcinkiewicz
17.  Sama zrobię dla siebie miejsce. Rozmawa z Klaudią Lewandowską
18.  Dziś określam siebie jako osobę panseksualną. Rozmowa z Alex Knapik
25. Wolę nie zostawiać niedomówień. Rozmowa z Adą Smętek
26. Do tej pory myślałam, że LGBTQ to nie ja. Rozmowa z Anonimową Lesbijką
27. Ciągle zajmujemy się sobą i żądamy od innych akceptacji. Rozmowa z Anną Marią Szymkowiak
.
III. Głos z zagranicy
1Węgry. Brakowało nam środowiska kobiet niehetero – stworzyłyśmy je. Rozmowa z Anną Szlávi
.
IV. Męskoosobowo
1. To co polityczne jest wspólne. Rozmowa z Tomaszem Gromadką
2. Przyszło nowe pokolenie kobiet nieheteronormatywnych. Rozmowa z Marcinem Szczepkowskim
.
V.  EL*C. Wieden 2017. 
1.  Magdalena Wielgołaska. Odzyskiwanie lesbijskiej tożsamości – wreszcie pomyślmy o sobie, Siostry.
2.  Monika Rak. Siła filmu dokumentalnego, czyli lesbijki do kamer!
3.  Magdalena Świder. Wokół tożsamości.
4.  Agnieszka MałgowskaPeformansy, czyli witamy w Lesbolandii.
5.  Joanna Semeniuk. Jeśli nie zrozumiemy naszej przeszłości, nie zrozumiemy siebie.
6.  Agnieszka Frankowska. PL, czyli Polskie Lesbijki w Wiedniu. 

VI. EL*C. Kijów 2019.
1.  Monika Rak. L*Geniusza na Ukrainie
2. Magdalena Wielgołaska. Lesbianizacja przestrzeni.

BONUS
Komiks. Superprocenta. Graficzny komantarz Beaty Sosnowskiej

                                                                                                             ——————————-

Aktualne wiadomości na temat projektu Lesbijska Inspira znajdziesz na:

Feminoteka
Kobiety kobietom
Strefa Les*
Kobieta Nieheteronormatywna
A kultura LGBTQ+ nie poczeka!
.
Kontakt: [email protected]

 

 

 

 

 

 

 

Kultura Lesbijska* w Polsce, czyli przyszłość lesbijki z gwiazdką.

unnamed

Rozmawiają: Maja Korzeniewska, Agnieszka Małgowska, Monika Rak, Magdalena Wielgołaska.

Agnieszka Małgowska: W końcu zdecydowałyśmy się założyć stowarzyszenie. Nie było już wyjścia (śmiech). My, jako Damski Tandem Twórczy, czyli ja i Monika Rak, długo się przed tym broniłyśmy, ale ostatnio zdarzyło się trochę ważnych lesbijskich* rzeczy, które nas zmobilizowały.

Monika Rak: Z pewnością Lesbijska Inspira, którą współtworzymy. Dlatego o Sistrum mówimy w ramach tego projektu. Dla nas był to przełom, po 8 latach artaktywizmu przelała się czara. Odsyłamy oczywiście do Lesbijska Inspira. Manifest. Sistrum podpisuje się pod tym manifestem.

Magda Wielgołaska: To prawda. Rok 2017 był dla mnie rokiem lesbijek*. W polskim środowisku LGBT+ rozgorzały dyskusje na temat widoczności/niewidoczości działań kobiet nieheteronormatywnych, w Austrii odbyła się pierwsza Międzynarodowa Lesbijska* Konferencja EL*C, ulicami Wiednia przeszedł lesbijski* marsz, a w nas samych zrodziła się potrzeba sformalizowania działań i zaopiekowania się literką “L”, ze skrótu LGBTQ+. Po wielu burzliwych rozmowach, po odzewie, jaki dostałyśmy po publikacji cyklu Lesbijska Inspira, postanowiłyśmy założyć stowarzyszenie i lesteśmy! Stowarzyszenie Sistrum – Przestrzeń Kultury Lesbijskiej* powstało 7 listopada, a 4 grudnia 2017 roku zostało formalnie zarejestrowane.

Maja Korzeniewska: A teraz dostajemy wiele pytań: co planujemy i czym się kierujemy? Już za chwilę pierwsze wydarzenie w Stole Powszechnym w Warszawie, rozpoczynające cykl spotkań Przestrzeń Kultury Lesbijskiej*. Zapraszamy na spotkania, będziemy mogły_li się zobaczyć, oswoić. Pół roku z lesbijską* sztuką. Gromadzimy się wokół Stołu Powszechnego i przyglądamy się sobie, tematom, sytuacjom, ale też zbieramy wiedzę o wspólnych potrzebach, opinie i pomysły.

sistrum GWIAZDKA

MR: Jednak zacznijmy od pytania: dla kogo jest przestrzeń, o której mówimy? Na pewno bohaterką naszych działań będzie lesbijka… z gwiazdką.
Ta gwiazdka to zaproszenie, uwzględnienie szerszego spektrum kobiecości nieheteronormatywnej. Ale w centrum jest  LESBIJKA* – hasło wywoławcze.

MK: Tak jakoś wychodzi, że to “L” jest dla wielu niewidzialne, nieme…, a jak spojrzeć na akronim LGBTQQIAP2+ to przecież “L” jest pierwsze… to bardzo ciekawe, że pierwsze a znika.

MW:
Chcemy zaakcentować LESBIJKĘ*. Oczywiście narażając się na oskarżenia o separatyzm. Już nieraz podnosiły się głosy na temat lesbijskiego* separatyzmu, które są dla mnie osobiście zadziwiające. Wystarczy spojrzeć, na przykład na działania organizacji, która takiego separatyzmu dokonała wcześniej, żeby zająć się kwestią literki “T”, jak jest to ważne i potrzebne.

MK: Tak, tak wiem, powinnyśmy być otwarte, inkluzywne, o wszystkich dbać i wspierać… ale wbrew tym patriarchalnym powinnościom będziemy się zajmować sobą, przyglądać się sobie, swoim doświadczeniom, twórczości, spierać się i wspierać siostrzano. Zapraszamy wszystkie i wszystkich ciekawe_ych kultury lesbijskiej*, tematów “L” do poznawania tego fascynującego świata. Przestrzeń naszych działań nie jest zamknięta i niedostępna. Możesz być lesbijką*, heteryczką czy heterykiem, gejem, osobą bi, trans, queer i jak tylko się identyfikujesz czy jak nie chcesz się identyfikować – jeśli w jakiś sposób chcesz się odnieść do sfery reprezentowanej przez literkę “L”, to Sistrum jest przestrzenią, w której możesz to zrobić.

Oczywiście nakłada się na “L” feministyczny problem niewidzialności kobiet w przestrzeni publicznej, ale w społeczności LGBTQQIAP2+ nie powinno mieć to miejsca, tej otwartej, równościowej, domagającej się swojego miejsca w społeczeństwie. Zatem przyjrzyjmy się wszyscy “L”, to bardzo ciekawy świat.

MW: Użyłaś słowa “siostrzano”. Samo siostrzeństwo jest dla nas kluczem do opowieści o naszym Stowarzyszeniu. Również sama nazwa nawiązuje do siostrzeństwa. “Sistrum” kojarzy się ze słowem sister – siostra. Tak właśnie chcemy budować naszą lesbijską* społeczność w Polsce – poprzez wspieranie się, wymianę doświadczeń, wspólny rozwój i przede wszystkim dawanie przestrzeni na ten rozwój.

Ale to nie wszystko. Historycznie “sistrum” to instrument muzyczny kojarzony z kultem starożytnych bogiń, natomiast współcześnie widzimy w nim symbol siostrzeństwa właśnie, kobiecej mocy, solidarności pomiędzy kobietami.
Sistrum to po prostu… grzechotka. Mała grzechotka może niewiele zdziałać, ale kiedy grzechotek są dziesiątki albo tysiące – moc rośnie. Tą lesbijską* grzechotką będziemy robić hałas.

sistrum.SOS

MR: Wiemy, że siostrzeństwo – zanim jeszcze dobrze osadziło się w kulturze – już jest deprecjonowane. My jednak Siostrzeństwo obok Skuteczności i Otwartości uczyniłyśmy wartościami, którymi chcemy się kierować współpracując ze sobą i z każdą osobą, która do nas dołączy.

MW: Wiemy też doskonale, jak trudno jest tworzyć grupę i w niej współpracować. Każda z nas ma inny temperament, spojrzenie na świat, baaardzo często się ze sobą nie zgadzamy (śmiech). Każda nowa osoba to kolejny charakter. To nas cieszy, pobudza i rozwija, ale też naraża na trudne sytuacje. A siostrzane podejście do siebie nawzajem pozwala przechodzić przez kryzysy. Zależy nam na kończeniu projektów i ciągłości działania.

 sistrum.WOORMK: Ale to nie jedyne wartości, które chcemy promować przez działania Stowarzyszenia. Wnoszenie wkładu. Odpowiedzialność. Odwaga. Refleksja. widzimy jako kluczowe cechy naszej aktywności.

AM: Ale punktem wyjścia dla Sistrum są działania artystyczne. Chcemy tworzyć i zachęcać do tworzenia kultury lesbijskiej*, którą rozumiemy jako historię_herstorię, dlatego interesuje nas archiwizowanie i sztukę, dlatego stawiamy na artystki. Ciekawią nas wszelkie formy twórczości, te oczywiste i nieoczywiste. Jej przejawy w przestrzeni publicznej i prywatnej.

Ja osobiście widzę siłę w sztuce lesbijskiej*. To wehikuł, dzięki któremu można opowiedzieć o świecie wielowymiarowo, uwzględniając jego złożoność. Sztuka pozwala nie bezpośrednio mówić o swoim doświadczeniu, zobaczyć różne perspektywy. Niezależnie, jak coś oceniamy, wartość ma sama opowieść. Ważny jest fakt, że kobiety nieheteroseksualne chcą coś zrobić, ważne jest to, dlaczego coś zrobiły i do czego zmierzają. Dzieło jest ostatnim etapem długiego procesu, nas interesuje właśnie ten proces.

MR: Zależy nam na przełamaniu pewnego rodzaju myślenia o tworzeniu, kojarzonego z “profesjonalizmem”. Dla jasności, nie mam nic przeciwko byciu profesjonalną_nym, jednak zanim człowiek dojdzie do pozycji ekspertki_a, ma prawo eksperymentować, może a nawet musi się mylić, poznać siebie i materię, z którą pracuje, swoich odbiorców i odbiorczynie. W tworzeniu, najciekawszą dla mnie formą jest praca studyjna, która pozwala w bezpiecznej atmosferze poszukiwać – taka ma być Przestrzeń Kultury Lesbijskiej*.

MW: Tymczasem w naszej społeczności, choć to raczej tendencja powszechna, skupiamy się na ocenianiu siebie przez pryzmat narzędzi dostarczanych przez kulturę mainstreamową. Oceniamy coś jako złe, nie nadające się, niewystarczające albo dobre, godne uwagi.

MR: Moje ulubione kategoryczne zdanie: sztuka jest dobra albo zła. Nie jest to takie proste. Na pewno nie w patriarchalnym świecie, na pewno nie, jeśli dotyczy sztuki kobiet, w szczególności kobiet nieheteronormatywnych.

MW: Sistrum to odrzuca. Chcemy dać miejsce na rozwijanie umiejętności. Po prostu się przyglądamy i chcemy się dzielić wrażeniami. Lesbijski* Off w końcu ma swoją przestrzeń. Gromadzimy się wokół kultury i tak szukamy naszego języka.

AM: Ważne jest, żeby lesbijki* się wypowiadały. Ale równie istotne jest, by aktywność lesbijska* miała uczciwy oddźwięk. Potrzebny jest ferment wokół lesbijskiej* twórczości. To szansa, by kultura lesbijska* się rozwijała, a nie była przez hejt blokowana i umniejszana. Potrzebne jest jej rzetelne opisywanie, analizowanie i nie tylko w społecznym kontekście. To pogłębia lesbijską* aktywność.

Jak dotąd lesbijska* sztuka jest incydentalna i rozproszona. Być może to jej stałe cechy. Ale to tylko hipoteza. Co by się stało, gdyby miała systematyczne wsparcia finansowe? Czy dałoby to lesbijskiej* sztuce możliwość rozwoju? Myślimy, że tak. Będziemy starały się o dotacje, wierzymy, że ciągłość i systematyczność może wiele zmienić.

MR: W Przestrzeni Kultury Lesbijskiej* nie odwracamy się ani od  kultury wysokiej ani popularnej. To miejsce spotkania artystek uznanych, zajmujących się sztuką od lat i tych, które dopiero zaczynają lub chciałyby się po raz pierwszy wypowiedzieć, korzystając z narzędzi sztuki. Mieszanie…. to nasz cel.(śmiech). Mieszanie i eksperyment.

Mamy już  bank pomysłów artystycznych do zrealizowania – projektów wydawniczych, wystawienniczych, teatralnych, filmowych etc, ale na wszelkie inicjatywy jesteśmy otwarte. Będziemy wspierać wszelkie lesbijskie* inicjatywy. Zasada jest prosta – tworzymy projekt, którego finałem jest dzieło.

25395960_298811660629067_5789279408484134762_nMK: Dzieła, wokół których będziemy organizować spotkania, otwierając pole do szerszej dyskusji. Mamy nadzieję ożywiać społeczność. Celem/misją naszego Stowarzyszenia jest Wytwarzanie. Animowanie. Rozpowszechnianie. Archiwizowanie kultury lesbijskiej*.

Pierwsze litery tych czterech słów tworzą słowo: WARA. Dość mocne hasło, ale takie właśnie ma być. Wara od naszych ciał, wara od naszej twórczości, wara od naszej opowieści o osobistych doświadczeniach ludziom, którzy chcą je modelować i opowiadać naszą lesstorię za nas.

AM: Nie ma co ukrywać, nie możemy być ciągle miłe i nie możemy troszczyć się o cały świat, nie możemy się poświęcać dla dobrej atmosfery w społeczności, kiedy nasze własne potrzeby są spychane na dalszy plan. Trzeba mówić własnym głosem to, co chcemy i musimy powiedzieć. Poza tym sztuka ma wręcz obowiązek wierzgać. Lesbijska* również. Nie chcemy zapominać o prowokacyjnej roli sztuki.

MW: WARA o tym przypomina. Bo ma jeszcze jeden aspekt. Naszym celem nie jest eksponowanie seksualności, jako głównego wyznacznika lesbijskości*, ale wara to także część waginy. To kontra wobec fallocentrycznego świata, w jakim żyjemy. WARA wyszła na wierzch sama i wcale nie mamy zamiaru jej chować ze wstydem. Ona jest i my mówimy stanowcze NIE, wszystkim formom ograniczania opowieści o perspektywie, jaką mają lesbijki*.

AM: Jesteśmy bowiem przekonane, że kultura lesbijska* może wnieść do uniwersalnej kultury nowe treści. Może ją zasilać i przekształcać, tak jak od jakiegoś czasu robi to kobieca kultura i perspektywa feministyczna. Zapraszamy do współpracy. Piszcie na adres: [email protected],pl.

MW: Z Lesbijskimi* Pozdrowieniami (LP!). Do zobaczenia w realu i w sieci.  Zaglądajcie  na facebooka projektu. 

————————————-

Magdalena Wielgołaska – aktywistka / lesbijka / feministka / współzałożycielka Stowarzyszenia na rzecz Osób LGBT Tolerado / działaczka na rzecz poszerzania wiedzy na temat leczniczego działania konopi / zaangażowana w Kręgi Kobiece i odzyskiwanie wewnętrznej, kobiecej Mocy / wartościami i zawodowo związana z Partią Zieloni/ założycielka strony Strefa Les*/ współpracowniczka projektu A kultura LGBTQ+ nie poczeka! 

Maja Korzeniewska – społecznica / kulturoznawczyni (UŁ) /filmoznawczyni / koordynatorka / imagistyczka projektów społeczno-kulturowych / barmanka /opiekunka Pimka-aktywisty.

Damski Tandem Twórczy. 
Działa od 2009, stworzył cykle: literacki: Żywe radio, performatywny: Maryjan i Krystina, filmowy: Kino lesbijskie z nutą poliamoryczną / czytanie dramatu Portret lesbijek we wnętrzu / spektakle: Orlando. Pułapka? Sen, Fotel w skarpetkach, 33 Sztuka, Czarodziejski flet, Gertruda Stein & Alice B. Toklas & Wiele wiele Kobiet / dokument L.Poetki  / O’LESS Festiwal (2012-2014) / cykl debat i audycji Kobieta Nieheteronormatywna / projekt archiwistyczny A kultura LGBTQ+ nie poczeka.

Agnieszka Małgowska – lesbijka / feministka / artaktywistka / reżyserka / trenerka teatralna / scenarzystka.
Monika Rak – lesbijka / feministka / artaktywistka / aktorka / dramatopisarka / filmowczyni / graficzka.

————————————-

LESBIJSKA INSPIRA. Inne teksty.
I.   Manifest.Od lesbijskiej konspiry do lesbijskiej inspiry,

II. Rozmowy wokół manifestu
1. Mamy wewnętrzną potrzebę wolności. Rozmowa z Małgorzatą Myślak i Magdaleną Sota.
2. Coming out – nie chcę i nie muszę. Rozmowa z Anonimową Lesbijką
3
Z miłości i gniewu rodzi się odwaga. Rozmowa z Angeliną Caligo
4Moja droga do siebie samej. Rozmowa z Marią Kowalską 
5. Potrzebne są niehetero bohaterki. Rozmowa z Anną Bartosiewicz
6. Chcemy więcej! Rozmowa z Anną i Zandrą Ra Ninus.
7. Lesbijki, pora na prokreację! Rozmowa z Anną Adamczyk.
8. Kto ma prawo do słowa “lesbijka”? Rozmowa z Magdą Próchniak
9. Czasem miałam wrażenie, że jestem jedyną lesbijką w Lublinie.
 Rozmowa z Małgorzatą Szatkowską
10. Trzeba stawiać opór. Rozmowa z Magdaleną Tchórz
11. Dziewczyna i dziewczyna – normalna rodzina. Rozmowa z Zuch Dziewuchami
12. Niepytana nie mówiłam, że jestem lesbijką. Rozmowa ocenzurowana
13. Co Ty tutaj robisz? O poczuciu wyobcowania i przynależenia. Rozmowa z Nicole G.
14Mam na imię Kasia i to jest moja tożsamość. Rozmowa z Katarzyną Gauzą.
15. Tęczowe aktywistki na Ukrainie są wyłącznie feministkami. Rozmowa z Katją Semchuk
16.  Oryginalnie nieheteroseksualna. Rozmowa z Agnieszką Marcinkiewicz
 ,
III.  EL*C. Wieden 2017. 
1.  Magdalena Wielgołaska. Odzyskiwanie lesbijskiej tożsamości – wreszcie pomyślmy o sobie, Siostry.
2. Monika Rak. Siła filmu dokumentalnego, czyli lesbijki do kamer!
3. Magdalena Świder. Wokół tożsamości.
4. Agnieszka Małgowska
Peformansy, czyli witamy w Lesbolandii.

————————————-————

Aktualne wiadomości na temat projektu Lesbijska Inspira znajdziesz na:

Feminoteka
Kobiety kobietom
Strefa Les*
Kobieta Nieheteronormatywna
A kultura LGBTQ+ nie poczeka!

Kontakt: [email protected]

 

 

LESBIJSKA INSPIRA I Z miłości i gniewu rodzi się odwaga. Rozmowa z Angeliną Caligo

 

Lesbijska Inspira. Rozmowa 3

Agnieszka Małgowska: Jesteś młodą osobą. Masz 20 lat. A już jesteś  artystycznie aktywna i chętna do działania na rzecz lesbijek. Brakuje głosu takich osób jak Ty.

Angelina Caligo: Kiedy zorientowałam się, że jestem lesbijką i wszystko sobie poukładałam w głowie, doszłam do wniosku, że chciałabym jakoś pomóc środowisku, ale głównie kobietom homoseksualnym. Dlaczego? Bo jesteśmy spychane na margines. Chciałam pomagać tak, jak umiem, a że umiem pisać, to postanowiłam zadziałać – pisząc. Zaczęłam szukać dla siebie miejsca. Próbowałam dostać się, między innymi do Repliki. Miałam kilka pomysłów na teksty dla młodych lesbijek. Miał to być cykl felietonów, w których chciałam opowiedzieć o doświadczeniach licealistek czy studentek, dawać poczucie bezpieczeństwa, zachęcać do rozwoju. Wszystko w lekkiej formie. Tego nie ma w Polsce. Dostałam odpowiedź, że nie potrzebują tego typu tekstów.

AM: Nie pierwsza taka sytuacja. I co zrobiłaś?

AC: Wtedy postanowiłam radzić sobie sama. Na początek zebrałam wiersze, które pisałam od 15 roku życia i wydałam tomik wierszy Kobieciara. Niestety, znowu ani Replika, ani portal Queer.pl nie byli tym zainteresowani. Prócz drobnych notek nic. Trudno też było dobić się do portalu Kobiety Kobietom. Po jakimś czasie z moją partnerką, która też jest pisarką, napisaliśmy powieść Na jej rozkazy. Tu znowu były kłopoty z portalem Queer.pl , który patronował powieści. Nie doczekałam się promocji, ani obiecanego wydawnictwu wywiadu. A przecież wielokrotnie pisałam do nich, proponowałam, że może napiszemy artykuł o nas, bardziej prywatnie. Zero odpowiedzi.

Nie poddałam się i mimo tych doświadczeń nadal poszukiwałam sposobu, żeby się zaangażować we wspólną lesbijską sprawę. Ostatnio pojawiło się Stowarzyszenie SISTRUM. Przemówiły do mnie hasła: Wytwarzamy. Animujemy. Rozpowszechniamy. Archiwizujemy. A o to właśnie chodzi w myśleniu o wspieraniu lesbijskiej społeczności. Pomyślałam, że wreszcie mogłabym się do czegoś przydać. I już mam propozycję współpracy.

AM: Będziemy działać. A przy okazji chętnie porozmawiamy z Wami, autorkami, o powieści i wszystkim wokoło w oddzielnym wywiadzie do AAAKulturalnika, w ramach projektu A Kultura LGBTQ+ nie poczeka.

AC: Jasne, nie ma sprawy. Ale nie chcę ominąć tematu mojego związku z Anną. To właśnie spotkanie z Anną ostatecznie uświadomiło mi, że jestem lesbijką. Do tej pory zawsze mi się wydawało, że albo coś ze mną nie tak, albo coś nie tak z chłopakiem. Spotkałyśmy się, gdy miałam 17 lat, podczas konkursu literackiego. Poprosiłam ją o recenzję mojego tekstu. Zjechała go. I zaczęło się.

Przez dłuższy czas utwierdzałyśmy się w naszym uczuciu, w naszej więzi, zanim zdecydowałyśmy się na ostateczny krok. Wymyślałyśmy scenariusze na przyszłość. Ale w pewnym momencie przestałam wytrzymywać to oddalenie i tkwienie w beznadziejnych związkach. Żeby być razem, musiałyśmy z wieloma rzeczami się uporać. Rozstać się z partnerami. Obie byłyśmy w związkach.

Potem musiałyśmy się ujawnić. Przygotowałam się do tego, czytałam różne blogi, cokolwiek wpadło mi w ręce na temat lesbijek, szczególnie o tym, że trzeba się wyautować, by być szczęśliwą. Ufając temu zdecydowałam się ten krok. Anna zrobiła to samo – chciałam być fair.

AM: A kiedy zdecydowałaś się na coming out? Jeszcze przed pełnoletnością?

AC: Jakoś niedługo po moich 18 urodzinach. Usiadłam przed mamą i powiedziałam, że jestem lesbijką. To był bolesny moment. Naprawdę rozumiem, dlaczego dziewczyny mówią, że boją się tej chwili – autowania się przed rodzicami. Do tej pory byłaś córką, może niedoskonałą, ale “córką w normie”, a tu nagle jakbyś nią nigdy nie była. Powstaje mur. Przygotowywałam się, jak mówiłam, ale wiele rzeczy może zaskoczyć. Ja na przykład podczas pierwszej rozmowy usłyszałam od mamy coś, czego się nie spodziewałam, że teraz nie mogę mieć dzieci, nie mogę ich wychowywać, bo to będzie niekatolickie, nienormalne, nieludzkie. Choć powiedziałam mamie o sobie coś, co jest prawdą, co jest faktem, czego się nie da zmienić, zostało to podważone. Od coming outu w moim przypadku minęły już 3 lata, a ja jeszcze czuję ten mur.

AM: I nie wiadomo czy zniknie… A co działo się potem?

AC: Na początku było odcięcie emocjonalne, ale kiedy postanowiłam wyjechać na jakiś czas, tylko na wakacje, zaczęły się telefony od mamy, z szantażami, pewnie pod presją babci. Moi dziadkowie do dziś nie chcą słyszeć o Ani. Podczas tego wyjazdu, pewnej nocy w ogóle nie spałyśmy, bo ktoś dzwonił do drzwi przez godzinę. Nic nie mogłyśmy z tym zrobić. Potem rodzice poszli do psychologa, który powiedział, że to wina ojca, że jestem lesbijką. Swoja drogą, co to był za psycholog? To był najcięższy okres, połowy z tych rzeczy, które się wtedy zdarzyły, nawet nie pamiętam. Wypieram je. To był koszmar. Oczywiście miałam też wyrzuty sumienia, zwłaszcza wobec ojca, bo przedtem łączyły nas dobre relacje.

A my jeszcze piszemy “takie” książki. Ludzi razi czy wręcz odrzuca nasza seksualność, seksualność bliskich sobie kobiet. Przyznajemy się do takich fascynacji jak BDSM, piszemy o nich i publikujemy to w sieci. Chociaż robimy to pod pseudonimami, nadal słyszymy, że powinnyśmy zmienić tematykę.

AM:  Dużo jednocześnie przekraczacie.  Ponadto jeszcze spora różnica wieku między Wami – 10 lat. Ty, swą poważną tożsamościową decyzję podjęłaś  jako nastolatka. Niektórzy mogą myśleć o uwiedzeniu, nadużyciu.

AC: Tak było, w pewnym sensie. Słyszałyśmy od  znajomych mojej partnerki, że nasza relacja to nic poważnego, że jestem dziewczyną do łóżka i tyle. Dla nas to był szok. Ta cała sytuacja. Ja do dziś czasem się zastanawiam, czy to się naprawdę zdarzyło.

AM: A w szkole miałaś problemy?

AC: Miałam, choć mniejsze niż się spodziewałam. Oczywiście część znajomych się ode mnie odwróciła. Był też problem ze studniówką. Do tej pory żałuję, że nie zaprosiłam mojej partnerki na to wydarzenie. Moja wychowawczyni nie chciała o tym słyszeć. Omijała mnie, nie chciała mi dać kartki, na którą wpisywaliśmy osoby towarzyszące. Oczywiście moja mama też naciskała, żebym tego nie robiła. Więc w końcu w ogóle nie poszłam. Wolałam się z tym nie zmagać, a skupić na maturze, chciałam ją zdać jak najlepiej, dostać się na studia, które sobie upatrzyłam. Ale żałuję, że nie poszłam.

AM: Nie ma co się dziwić. To była trudna sytuacja. A Ty jesteś i tak odważna. To mnie zawsze zaskakuje i cieszy u młodych ludzi. Sama chciałabym być taka w twoim wieku.

AC: Ja zawsze miałam pod górkę, ale jestem też ambitna. Nie chciałam się poddać, musiałam działać. Z tego zmagania rodziła się odwaga. Ale jednak uczucie do Ani bardzo mnie zmieniło, przeniosło moją odwagę z netu do rzeczywistości. Otworzyłam się. Jeszcze trzy lata temu nie przyszłabym na spotkanie z Tobą. Przedtem byłam odważna tylko jako pisarka, nie miałam problemów z publikowaniem w Internecie swych tekstów, z udziałem w konkursach. Ale bardzo czasem mnie złości, że mimo wszystko nie ma pełnej jawności, że nie chcą nas widzieć, mimo że jesteśmy, że społeczeństwo nas odrzuca, że moja partnerka musi udawać moją siostrę, żeby móc ze mną być w szpitalu. Myślę, że w moim przypadku z miłości i gniewu rodzi się odwaga, by działać i coś zmieniać.

AM: Jednak mimo takich doświadczeń, rozumiem, że jesteś zadowolona, że się wyautowałaś. Uważasz, że to jest jedyne rozwiązanie?

AC: To rozwiązanie było dobre dla mnie. Ale wiele lesbijek, które znam, w różnym wieku ma problem z autowaniem. Mało, że jest im niełatwo, to wokoło słyszą, że powinny coś z tym zrobić. Mówią: jesteś lesbijką, to powiedz o tym! Widzę, że kobiety są wrażliwe, wiem, jakie to było trudne. W sumie moją partnerkę trochę przymusiłam do decyzji, czułam, że jak nie teraz to nigdy, więc też wywierałam presję, ale widziałam, jakie to dla niej było podłe doświadczenie. Nie każdy ma siłę to przejść. Kobiety boją się, nie czują się gotowe, nawet nie chcą wchodzić na portale LGBTQ+, bo tam same opisy coming outów, wychwalające zalety procesu, a przy okazji dramatyczne relacje wyautowania z wyrzuceniem z domu, zerwaniem relacji etc.  Czy młode osoby, nie ustawione w życiu, mogą się na to zdecydować? Niektóre dziewczyny nie wyobrażają sobie zerwania z domem. To może nie tylko odrzucać od coming outu, to też odrzuca od społeczności, która epatuje swą jawnością. Po co z nimi przebywać, jak będzie się namawianą albo szkalowaną za brak odwagi. Czy to nie pogłębia frustracji?

AM: Co więc można zaoferować takim młodym dziewczynom, które się boją, by je zachęcić do jawnego życia?

AC: Uważam, że młode lesbijki powinny przede wszystkim zadbać o swój rozwój osobisty. Skoro wiemy już, że jesteśmy lesbijkami, to powinnyśmy zastanowić się, co chcemy robić w życiu, by budować w sobie poczucie bezpieczeństwa, by bycie lesbijką nie było problemem. Uważam, że trzeba skupiać się na sobie. Uczyć się siebie samej i nowych rzeczy. Świadomie tworzyć przyszłość i swoją niezależność. Wszystko jedno jak, ale trzeba siebie budować. Najlepiej samodzielnie.

AM: Nie każdej z nas trafia się miłość, która daje poczucia bezpieczeństwa i czyni aktywnymi osobami, jak to zdarzyło się Tobie. Częściej jest tak, że spotykają się dwie dziewczyny i na swojej maleńkiej wysepce zamykają się aż do chwili, gdy się wszystko rozpada. We dwie zawsze raźniej, a w przypadku autowania twoja partnerka jest twoim wsparciem. Trudno zrobić to w pojedynkę: sama kontra cały świat.

AC: Potrzebna jest nam wspólna przestrzeń. Zaznaczam, że mówię o młodych lesbijkach, które przy okazji książki zgłaszają się do mnie niemal w każdej sprawie. Widzę, jak tego brakuje. To nie muszą koniecznie być knajpy. Przydałby się prosty magazyn, taka lesbijska kolorowa gazeta, jak się ubrać na randkę z dziewczyną, porady sercowe etc. Warto byłoby zainicjować taki projekt. Myślę ostatnio nad formułą takiego pisma, żeby dziewczyny naprawdę to czytały, czuły, że mają swoją kulturę.

AM: Jak rozumiesz kulturę lesbijską?

AC: Mnie interesuje popkultura. Myślę bardzo prosto o lesbijskich czasopismach, książkach, filmach. Myślę o kulturze, która jest odskocznią. Bez tych wszystkich lesbodramatów, grozy autowania. Chcę, żeby było lekko. To ma być jak poduszka bezpieczeństwa. Takie oswojenie świata lesbijskiego poza ścisłym gronem, w którym dobrze się czujemy. To wprowadzenie, by mówić o trudniejszych tematach.

AM: Musi być jednak obieg kultury. A tymczasem o to jest trudno. Mimo wieloletnich starań, aktywności lesbijek. Warto by to jakoś usprawnić.

AC: Właśnie. Jest jakiś mur w tej sprawie. Kiedy przeczytałam rozmowę Lesbijskiej Inspiry to poczułam ulgę, że nie mam urojeń. To niemożliwe przecież, że nas nie ma, przecież jesteśmy. Musi być coś, co nas blokuje. Może być tak, że nakładają nam tę czapkę-niewidkę. Jest mur. Tylko pytanie, jak go rozbić, skoro jest niewidzialny? Powszechne deklaracje społeczności zaprzeczają celowej wewnętrznej dyskryminacji, więc jak sobie z tym poradzić? Gdy coś jest widzialne, oczywiste, jawne, to można znaleźć sposób, by to pokonać. Ja na razie nie wiem, co z tym zrobić. Szukam odpowiedzi. W tej chwili jedynym rozwiązaniem wydaje mi się kultura. W niej widzę moc i w polskiej historii. To dzięki niej przetrwaliśmy zabory.

AM: To Ci dopiero przykład. Zwłaszcza, że teraz niełatwy politycznie czas…

AC: Niestety, ale jak inaczej, trzeba się do czegoś odwoływać. To nasza wspólna historia. To, co mnie jeszcze uderzyło w waszej rozmowie, to informacja, że temat lesbijski jest nieatrakcyjny. Ja tego doświadczam, wysyłając książki do wydawnictw. Ale widzę, że to nie tylko problem z heteroświatem czy wewnątrz tęczowego środowiska. Czasem nawet to problem dla samych lesbijek. Może ta wewnętrzna różnorodność zakłóca komunikację. Znam bardzo różne homoseksualistki. Katoliczki ortodoksyjne, które zabraniają innym dostępu do wiedzy religijnej, bo niektóre nie są do końca wierzące. Znam takie, które decydują się na samotne życie, bo w Polsce nie można spokojnie żyć w jednopłciowym związku. Znam lesbijki, które są tak zachowawcze, że nie uznają mnie za lesbijkę, bo wyglądam zbyt kobieco… ich zdaniem prawdziwe lesbijki to tylko lesbijki-tomboye.

AM: Rozumiem, że z twoich obserwacji wynika, że wewnątrz lesbijskiego świata jest dużo animozji, że wzajemnie się wykluczamy, kwestionujemy. Tworzymy małe grupki, ale nie ma wspólnego frontu.

AC: Nie ma, ale nie wiem, czy to przyczyna czy skutek tego niewidzialnego muru, za którym jesteśmy. Jestem za szukaniem wspólnego języka między lesbijkami, za wypracowaniem najszerszego kręgu odbiorców/odbiorczyń. Dobrze byłoby zrobić projekt, który gromadzi, jak najwięcej różnych lesbijek.

AM: Czy mam rozumieć, że interesują Cię separatystyczne lesbijskie działania, grupy?

AC: To jest rozwiązanie na jakiś czas. Jeśli ta grupa się zbuduje, będzie przekonująca, wzbudzi zainteresowanie, jest szansa na nowe fuzje. Wiele nadziei na współpracę, na przykład z gejami, padło. Szukam czegoś nowego. Jak na razie mam przede wszystkim refleksje, które nie przynoszą rozwiązań.

AM: Nie muszą. Dobrze, że szukamy, stawiamy sobie pytania. Może wspólnie na nie odpowiemy, działając. A teraz, bardzo dziękuję za rozmowę.

Korekta: Maja Korzeniewska

———————————-

Angelina Caligo (ur.1998) – przemądrzała życiowo gówniara, trochę pisarka, odrobinę felietonistka. Studiuje umiejętności miękkie. Autorka Kobieciary i współautorka Na jej rozkazy. Redaktorka na pół etatu, freelancerka w pociągu, łowca literackich talentów – całe życie. Z doskoku bloguje na Gorszym Sorcie i dba o prawa tęczowych kobiet, także w środowisku pisarskim. Opiekuje się domem i swoją kobietą, nie mówiąc już o mini zoo. Miłośniczka drogich lalek i egzotycznych zwierząt. (autobiogram)

Agnieszka Małgowska (1/2 Damskiego Tandemu Twórczego)
lesbijka / feministka / artaktywistka / reżyserka / trenerka teatralna / scenarystka

Współtwórczyni projektów: Kobieta Nieheteronormatywna (cykl debat i audycji radiowych, 2014- 2016) / O’LESS Festiwal (2012-2014) / DKF Kino lesbijskie z nutą poliamoryczną (cykl spotkań, 2012-2015) / A kultura LGBTQ+ nie poczeka (projekt archiwistyczny, od 2017) / O teatrze lesbijskim w Polsce (cykl teatrologiczny, od 2012) / Lesbijska Inspira (cykl wywiadów od 2017) / Portret lesbijek we wnętrzu, Niesubordynowane czytanie sztuki Jolanty Janiczak (czytanie dramatów) / Orlando.Pułapka? Sen, Fotel w skarpetkach, 33 Sztuka, RetroSeksualni. Drag King Show (spektakle) / Czarodziejski flet, Gertruda Stein & Alice B. Toklas & Wiele Wiele Kobiet (nanoopery) / L.Poetki (film dokumentalny) / Teatr Dialogu (warsztat i akcja miejska) / Wywrotowa komórka lesbijska, Epizody, wątki, sugestie lesbijskie w kinie polskim (wykłady) / Sistrum. Przestrzeń Kultury Lesbijskiej* (stowarzyszenie, 2017).

Agnieszka Małgowska –  lesbijka / feministka / artaktywistka / reżyserka / trenerka teatralna / scenarzystka.
Monika Rak  – lesbijka / feministka / artaktywistka / aktorka / dramatopisarka / filmowczyni / graficzka.

———————

LESBIJSKA INSPIRA
To niezależna inicjatywa, której e-przestrzeni udziela siostrzana Feminoteka

I.   Manifest
1.   Manifest. Instant. 
2.   Rozmowa I. Od lesbijskiej konspiry do lesbijskiej inspiry
3.  Rozmowa IIMinął rok. To, o czym mówiłyśmy w prywatnych rozmowach, stało się częścią debaty publicznej

II. Rozmowy wokół manifestu
1.   Mamy wewnętrzną potrzebę wolnościRozmowa z Małgorzatą Myślak i Magdaleną Sota
2.  Coming out – nie chcę i nie muszę. Rozmowa z Anonimową Lesbijką
3.   Z miłości i gniewu rodzi się odwaga. Rozmowa z Angeliną Caligo
4.   Moja droga do siebie samej. Rozmowa z Marią Kowalską
5.   Potrzebne są niehetero bohaterki. Rozmowa z Anną Bartosiewicz
6.   Chcemy więcej! Rozmowa z Anną i Zandrą Ra Ninus
7.   
Lesbijki, pora na prokreację! Rozmowa z Anną Adamczyk
8.   Kto ma prawo do słowa “lesbijka”? Rozmowa z Magdą Próchniak
9.   Czasem miałam wrażenie, że jestem jedyną lesbijką w Lublinie. Rozmowa z Małgorzatą Szatkowską
10. Trzeba stawiać opór. Rozmowa z Magdaleną Tchórz
11.  Dziewczyna i dziewczyna – normala rodzina. Rozmowa z  Zuch Dziewuchami
12.  Niepytana nie mówiłam, że jestem lesbijką. Rozmowa ocenzurowana
13.  Co Ty tutaj robisz? O poczuciu wyobcowania i przynależenia. Rozmowa z Nicole G.
14.  Mam na imię Kasia i to jest moja tożsamość. Rozmowa z Katarzyną Gauzą.
15.  Tęczowe aktywistki na Ukrainie są wyłącznie feministkami. Rozmowa z Katją Semchuk
16. Oryginalnie nieheteroseksualna. Rozmowa z Agnieszką Marcinkiewicz
17.  Sama zrobię dla siebie miejsce. Rozmawa z Klaudią Lewandowską
18.  Dziś określam siebie jako osobę panseksualną. Rozmowa z Alex Knapik
19.  Perspektywa lesbian studies. Rozmowa z dr Martą Olasik
20. Mogę tylko powiedzieć: przykro mi bardzo, jestem wyjątkowa. Rozmowa z Voyk
21.  Tożsamość jest zawsze polityczna. Rozmowa z Elżbietą Korolczuk
22. Jesteśmy nie do ruszenia. Rozmowa z matką i córką. MB & Shailla
23. Wchodzę w krótkie erotyczne relacje poliamoryczne. Rozmowa z Retni
24. Aktywizm jest moim uzależnieniem. O niepełnosprawnościach, nieheteronormatywności i feminizmie. Rozmowa z Anetą Bilnicką
25. Wolę nie zostawiać niedomówień. Rozmowa z Adą Smętek
26. Do tej pory myślałam, że LGBTQ to nie ja. Rozmowa z Anonimową Lesbijką
27. Ciągle zajmujemy się sobą i żądamy od innych akceptacji. Rozmowa z Anną Marią Szymkowiak
.
III. Głos z zagranicy
1Węgry. Brakowało nam środowiska kobiet niehetero – stworzyłyśmy je. Rozmowa z Anną Szlávi
2. Czechy. Lesba* na wychodźstwie. Rozmowa z Frídką Belinfantová
.
IV. Męskoosobowo
1. To co polityczne jest wspólne. Rozmowa z Tomaszem Gromadką
2. Przyszło nowe pokolenie kobiet nieheteronormatywnych. Rozmowa z Marcinem Szczepkowskim
.
V. EL*C. Wieden 2017

1.  Magdalena WielgołaskaOdzyskiwanie lesbijskiej tożsamości – wreszcie pomyślmy o sobie, Siostry.
2.  Monika Rak. Siła filmu dokumentalnego, czyli lesbijki do kamer!
3.  Magdalena Świder. Wokół tożsamości.
4
.  Agnieszka MałgowskaPeformansy, czyli witamy w Lesbolandii.
5.  Joanna Semeniuk. Jeśli nie zrozumiemy naszej przeszłości, nie zrozumiemy siebie.
6.  Agnieszka Frankowska. PL, czyli Polskie Lesbijki w Wiedniu. 
.
VI. EL*C. Kijów 2019.
1.  Monika Rak. L*Geniusza na Ukrainie
2. Magdalena Wielgołaska. Lesbianizacja przestrzeni.

BONUS
Komiks. Superprocenta. Graficzny komentarz Beaty Sosnowskiej

 ———————

Aktualne wiadomości na temat projektu Lesbijska Inspira znajdziesz na:

Feminoteka
Kobiety kobietom
Strefa Les*
Kobieta Nieheteronormatywna
A kultura LGBTQ+ nie poczeka!

LESBIJSKA INSPIRA I Coming out – nie chcę i nie muszę. Rozmowa z Anonimową Lesbijką 

unnamed

“MAMY DOŚĆ presji autowania. Chcemy autować się wtedy, kiedy czujemy się bezpieczne i kiedy czujemy,
że to jest nam potrzebne. Ale możemy też się nie autować. Nawet kiedy wypowiadamy się anonimowo,
nasz głos ma wagę, bo poparty jest naszym doświadczeniem.”
                                                                                                                       [Fragment Manifestu Lesbijskiej Inspiry]

__________________________

Magda Wielgołaska: Zgodziłaś się ze mną porozmawiać pod warunkiem, że będzie to rozmowa anonimowa. Dlaczego nie chcesz podpisać się swoim imieniem i nazwiskiem?

Anonimowa Lesbijka: Nie jestem wyautowana. Prowadzę podwójne życie i dobrze mi z tym. Mam też dość nacisku na dokonywanie coming outów. Ostatnio poczułam, że ta presja jest naprawdę coraz większa. Przeczytałam wasz Manifest i ten punkt dotyczący coming outu przyniósł głębsze refleksje. Bardzo chciałabym się nimi podzielić, z nadzieją, że być może kogoś moje przemyślenia zwolnią z poczucia winy.

MW: Z poczucia winy?

AL: Tak, z takiego poczucia winy, które ciągnęło się za mną samą przez wiele lat. Zwłaszcza kiedy byłam młodsza. Niedawno skończyłam 40 lat i dotarło do mnie, że to poczucie winy jest sztucznym tworem. Nasz świat bardzo często bazuje na polaryzacjach. Są oni i my. Dobrzy – źli,  prawica – lewica, wierzący – niewierzący, czarni – biali, biedni – bogaci, kobiety – mężczyźni. No i w końcu są hetero i homo. Kiedy mówimy o coming oucie czuję presję, że ktoś każe mi wybierać jedną ze stron. Albo jesteś z nami albo przeciwko nam. Nie zgadzam się na to. Jestem kobietą, która wiele razy odebrała od życia lekcje i wie, co się dzieje, kiedy nie zadbasz o swoje potrzeby. Znam może niewiele lesbijek, ale trochę mam takich relacji i znam historie tych osób o doświadczaniu coming outu – i w większości przypadków mam poczucie, że te coming outy, do których były zachęcane – były na nich w jakiś sposób wymuszone. Coming out, to jest coś, co jest kreślone przed nami jako konieczność, jeżeli chcesz być “prawdziwą lesbijką”. Natomiast ja uważam, że my w większości nie jesteśmy na to gotowe. Często, w związku z brakiem przygotowania, ujawnianie prawdy o swojej tożsamości przebiega dramatycznie. W rodzinach następują rozłamy, kończą się przyjaźnie. Teraz rysuję tutaj taki czarny obraz, jednak mam poczucie, że środowisko osób LGBT bardzo mocno chce wszystko kolorować. Wszystko musi być różowe i pozytywne. Twój osobisty dramat utraty rodziny i przyjaciół po coming oucie również.

MW: Rozwiń tę myśl, co to znaczy, że nie jesteśmy gotowe i co to znaczy “być gotową/gotowym”?

AL: Po pierwsze, to nie poddawanie się szalonemu pędowi. Żyjemy w czasach, kiedy wszystko musi nastąpić szybko: kariera, relacja, rozwój osobisty. Idziesz na jeden warsztat weekendowy, inwestując tysiąc złotych i wychodzisz jako nowy człowiek, rozliczony ze swoją przeszłością. Bzdura. Trochę tak samo dzieje się w moim odczuciu w kwestii komunikacji w relacjach. Nie myślimy o tym, jakie będą konsekwencje.

Mam takie odczucie, że presję autowania wytwarzają dla naszej społeczności głównie osoby z dużych organizacji, mieszkające w dużych miastach, gdzie życie pędzi. Często są to osoby wykształcone.

Czy te osoby zastanawiają się, co dzieje się z ludźmi z małych miejscowości? Ja sama nie wyoutowałam się przed rodziną, ponieważ te więzi, które z nimi mam, są dla mnie zbyt cenne. Mam trochę takie podwójne życie, ale jestem w nim świadomie – nie duszę się, nie boję i nie mam wyrzutów sumienia. Moja rodzina nie zniosłaby informacji o moim lesbijstwie i tutaj staram się mieć dla nich zrozumienie.

MW: Mówiąc o gotowości do coming outu bierzesz pod uwagę nie tylko swoją gotowość, ale również ludzi, którzy Ciebie otaczają?

AL: Dokładnie. Nie jesteśmy sami na świecie. W moim odczuciu powinniśmy myśleć również o tej sieci powiązań, w której uczestniczymy z innymi ludźmi. Moja mama jest dobrą kobietą, jednak bardzo prostą, wierzącą. Jej światopogląd jest inny od mojego, a ja nie staram się jej przekonywać do tego w co wierzę i uważam za słuszne. Informacja o mojej tożsamości byłaby dla niej ciosem – być może takim, który zostawiłby ranę na całe życie. Myślę, że czasami jesteśmy tak skoncentrowani na sobie i tym, co jest dla nas najważniejsze, że zapominamy o tym, jak złożone są nasze relacje. Uważam, że coming out to powinien być proces, w którym powoli i długo przygotowujemy również swoich bliskich do zmiany, która będzie istotna. Jeśli środowisko LGBTQ+ ma ciśnienie na coming outy, to może niech położy nacisk raczej na przygotowanie ludzi. Wielokrotnie słyszę, że musimy się outować, bo to jest zaczyn pracy u podstaw. Ktoś ma przyjaciółkę, sąsiadkę, koleżankę z pracy lesbijkę i zaczyna zmieniać podejście. Zgadzam się, ale według mnie sensowna praca u podstaw zaczyna się jeszcze przed coming outem, kiedy rozpoznaję, jacy ludzie mnie otaczają, co oni myślą, co czują, jaki mają poziom wiedzy, jak się komunikujemy, jaki mają aparat poznawczy. To są wszystko bardzo złożone kwestie, kiedy tego nie widzimy, to możemy komuś zniszczyć życie. Ok, wyoutuję się i będę w pełni sobą, ale w czyimś sercu i sposobie odbierania świata będzie masakra. Jeśli przewiduję albo wiem, że tak się stanie – to wolę się nie outować.

MW: Czy w takiej sytuacji nie poświęcasz siebie? Masz zrozumienie dla innych i dokonujesz wyboru, żeby ich świat pozostał niezachwiany, tym samym odbierasz sobie możliwość umocowania siebie w swoim świecie.

AL: Nie wartościuję tego tak, że oni są ważniejsi ode mnie i ich światopoglądy, potrzeby, sposób myślenia górują nad moim. Biorę pewną odpowiedzialność. Jestem jedyną osobą wykształconą w moim domu, podróżuję po świecie, czytam książki. Nie mam się za niewiadomo kogo, jednak mam bardziej poszerzoną świadomość siebie i świata niż moja małomiasteczkowa rodzina, i wiem, ile mnie wysiłku kosztowało dotarcie do miejsca, w którym jestem i przełamanie wszystkich schematów i wierzeń, którymi byłam wykarmiona od małego. To wszystko, co otwierało moją głowę, następowało etapami i czasami było trudne i bolesne. To był bardzo długi proces. Weszłam na pewien poziom wiedzy o świecie i o sobie, i nie mogę nagle z tego poziomu zakomunikować czegoś, co w ogóle nie pasuje do poziomu moich rodziców, którzy ze względu na różne okoliczności, nie weszli na ścieżkę edukacji i rozwoju osobistego, duchowego. Oni tego po prostu nie zrozumieją, to przekroczy ich możliwości odbierania świata, to by było zwyczajnie nieuczciwie. Mam poczucie, że im bardziej człowiek jest świadomy, tym większą nosi odpowiedzialność, również albo zwłaszcza za te mniej świadome osoby. Znając reguły gry, których te osoby nie widzą, a poruszają się według nich – możemy w jakiś sposób albo dobrze te reguły wykorzystać albo źle. To jest ogromna odpowiedzialność, bo rozumienie schematów, w jakich działają ludzie, może doprowadzić do manipulacji.

MW: Przypomina mi się tutaj szkolne: “Bij się z kimś swojego rozmiaru”.

AL: Właśnie tak. Kiedy szanse są wyrównane, kiedy mamy podobne doświadczenia, podobne wykształcenie nasza rozmowa ma sens, możemy się spodziewać, że wyciągniemy jakieś wspólne wnioski, podzielimy się refleksją. W innym wypadku osoba może się poczuć zaatakowana, poniżona, co może prowadzić do agresji, nienawiści, chęci zemsty za zadany ból. Sytuacja coming outu jest bardzo złożona i ja nie wiem, czy zdajemy sobie sprawę, jako środowisko, co do tych aspektów, na które trzeba zwrócić uwagę.

MW: Nigdy nie patrzyłam na coming out z takiej perspektywy. Sama jestem wyoutowana i faktycznie poniesionym kosztem jest zerwanie wielu relacji, a także turbulencje dotyczące relacji z rodzicami, które teraz jakoś wracają na dobry tor, jednak cały czas myślę, że wolę ponieść wysoki koszt, ale w zamian móc być naprawdę sobą. Coming out w pewien sposób weryfikuje relacje. Masz rację, nie wszyscy są gotowi, dla niektórych to jest szok, dla innych cios. Ale w pewnym momencie otaczają mnie ludzie, którzy akceptują mnie taką, jaką jestem i to takich ludzi chcę mieć w swoim życiu.

AL: Ostatnio bardzo modne jest takie myślenie, że nie zawsze się opłaca, ale warto. Myślę, że w przypadku coming outów, potrzebna jest pewna zdrowa kalkulacja w odcięciu od emocji. Czy mi się to opłaca? Czy opłaca się rodzinie? Czy warto? Może się okazać, że i się nie opłaca i nie warto. Oczywiście ludzie są różni i niektórzy wybiorą taką drogę, w której nie będzie się opłacało, odetną się od rodziny albo ona od nich, znajdą sobie nowych bliskich ludzi i w ostatecznym rozrachunku będą mogli/ły powiedzieć, że było warto. To też jest ok, jeśli świadomie w coś takiego wchodzimy. Natomiast ja bym chciała powiedzieć jasno i wyraźnie, że osoby, które się nie outują i które mają podwójne życie – nie robią niczego złego i nie powinny mieć wyrzutów sumienia. Skończmy z myśleniem, że takie osoby, jak ja, żyją w kłamstwie. Prawd jest tyle, ile jest ludzi. Nie ma jednej prawdy i jednego kłamstwa. Moja prawda może być dla ciebie niespójna z Twoją, nie znaczy to, że żyję w kłamstwie, tylko inaczej niż Ty. Każdy i każda z nas decyduje o sobie. Ja nie mam wyrzutów sumienia z racji tego, że prowadzę podwójne życie. Nikogo nie krzywdzę. To jest mój sposób na życie i jest mi z tym dobrze. Natomiast obserwuję męczarnie moich nieheteronormatywnych znajomych, którzy bardziej przeżywają to, o czym rozmawiamy: presję outowania. Również jako niewyoutowana osoba jestem pełnoprawną członkinią naszej społeczności. Po prostu nie potrzebuję coming outu. Nie oznacza to, że się boję, że nie mam jaj – po prostu patrzę na to szerzej. Moi bliscy nie są na to gotowi, a ja nie mam środków, narzędzi, energii na to, żeby z nimi przeprowadzać proces, w wyniku którego dokonają w swoich umysłach poważnych przekroczeń i zmienią skostniały światopogląd.

MW: Nie ma w Tobie żadnego zgrzytu w związku z tym, że Twoi bliscy nie wiedzą, kim tak naprawdę jesteś?

AL: Bycie lesbijką nie jest dla mnie najważniejszą określającą mnie cechą. To jest jedna z moich cech. Ważniejsze jest dla mnie to, żeby ludzie wiedzieli, jakie mam podejście do kwestii, np. ekologii, zdrowia, zdrowego odżywiania się, niejedzenia mięsa. To i tak niekiedy są przełomowe rzeczy i kontrowersyjne dla mojej rodziny – zwłaszcza mój weganizm. Moja mama nie jest w stanie tego pojąć, ale to jest inny temat niż taki, który jakoś naruszyłby zasady społecznego ładu, w które ona wierzy i ma wdrukowane w głowie. Myślę, że każdy/każda z nas, posiadając wachlarz cech, wybiera te, które są dla niej/niego najważniejsze i w imię których chce dokonywać rewolucji, zmian, chce się rozwijać. Nie czuję się źle z tym, że nie mogę pojechać z moją partnerką do rodziców na święta. To są dla mnie zupełnie dwa oddzielne światy. Teraz akurat nie jestem w relacji, więc już zupełnie nie dotyczy mnie coś takiego. Nie planuję również mieć dzieci, więc wiesz… może gdybym musiała się zmierzyć z tematem, to pewnie bym to zrobiła, ale na ten moment nie ma we mnie żadnego wewnętrznego pragnienia. Akceptuję rzeczy i ludzi, jakimi są.

MW: Nawet wiedząc, że Twoja rodzina mogłaby nie zaakceptować Ciebie taką, jaką jesteś?

AL: To jest taka paradoksalna sytuacja. Wiele osób niehetero chciałoby, żeby rodzice i inni bliscy akceptowali ich/je, jakimi są. Ale czy my sami i same akceptujemy naszych rodziców i innych bliskich takimi jakimi są? Czy akceptujemy ojca pisowca, matkę prostą dewotkę, brata po zawodówce, dla którego sensem życia jest paczka kolegów, z którymi ogląda mecze i wyrwanie jakiejś laski, która urodzi mu trójkę dzieci? Akceptacja dotyczy wszystkich. Środowisko LGBT tak bardzo o nią zabiega i o niej uczy, ale czy ktoś uczy zaakceptować to skąd się wywodzimy i jacy są najbliżsi nam ludzie? Ja nie dokonuję coming outu również dlatego, że akceptuję moją rodzinę.

MW: Mówisz, że bycie lesbijką to jest jedna z wielu Twoich cech? To jest ważna cecha?

AL: Tak, ważna. Czuję się częścią społeczności, a może bardziej wspólnoty doświadczeń. Jednak cały czas brakuje mi takich głosów spoza głównego nurtu. Cały czas ten przekaz wydaje mi się taki jednolity, ciężko mi się zidentyfikować. Początkowo zastanawiałam się czy się do ciebie odezwać, ale tak bardzo chciałabym tutaj przeczytać głosy większej liczby dziewczyn, które są gdzieś również poza nawiasem tej naszej tęczowej społeczności. Chciałabym im powiedzieć, że razem możemy ten nawias przesunąć, objąć nim również siebie, bo nie musimy spełniać jakichś warunków, żeby być częścią tej społeczności. Mamy prawo do naszych, może niemodnych, przemyśleń i pomysłów na życie.

MW: Podoba mi się bardzo Twój apel, w zasadzie właśnie zrobiłaś moją robotę (śmiech), bo bardzo gorąco chciałabym zaprosić wszystkie kobiety nieheteronormatywne do tego, żeby dzieliły się z nami swoją perspektywą. Ta perspektywa może być różna. Możemy się ze sobą nie zgadzać, jednak szalenie ciekawe jest to, jak lesbijki odbierają polską rzeczywistość. W Lesbijskiej Inspirze w świadomy sposób odchodzimy od presji autowania się właśnie po to, żeby więcej takich osób jak ty, mogło się z nami i z innymi podzielić swoimi historiami, które są równie ważne jak te, które podpisane są imieniem i nazwiskiem. Dziękuję za rozmowę.

AL: Dzięki Magda, jakoś mi tak lekko po tym, co powiedziałam. Chyba sama sobie udzieliłam ostatecznego rozgrzeszenia ze swojego niewyoutowania.

————————————-————

Magdalena Wielgołaska – aktywistka / lesbijka / feministka / współzałożycielka Stowarzyszenia na rzecz Osób LGBT Tolerado / działaczka na rzecz poszerzania wiedzy na temat leczniczego działania konopi / zaangażowana w Kręgi Kobiece i odzyskiwanie wewnętrznej kobiecej Mocy / wartościami i zawodowo związana z Partią Zieloni/ założycielka strony Strefa Les*/ współpracowniczka projektu A kultura LGBTQ+ nie poczeka! 

Korekta: Maja Korzeniewska

———————————

LESBIJSKA INSPIRA
To niezależna inicjatywa, której e-przestrzeni udziela siostrzana Feminoteka

I.   Ma
nifest
1.Manifest.Instant. 
2.   Rozmowa I. Od lesbijskiej konspiry do lesbijskiej inspiry
3.   Rozmowa II. Minął rok. To, o czym mówiłyśmy w prywatnych rozmowach, stało się częścią debaty publicznej
.
II. Rozmowy wokół manifestu
1.    Mamy wewnętrzną potrzebę wolności. Rozmowa z Małgorzatą Myślak i Magdaleną Sota
2.    Coming out – nie chcę i nie muszę. Rozmowa z Anonimową Lesbijką
3
.    Z miłości i gniewu rodzi się odwaga. Rozmowa z Angeliną Caligo
4.   Moja droga do siebie samej. Rozmowa z Marią Kowalską
5.   Potrzebne są niehetero bohaterki. Rozmowa z Anną Bartosiewicz
6.   Chcemy więcej! Rozmowa z Anną i Zandrą Ra Ninus
7.   Lesbijki, pora na prokreację! Rozmowa z Anną Adamczyk
8.   Kto ma prawo do słowa “lesbijka”? Rozmowa z Magdą Próchniak
9.   Czasem miałam wrażenie, że jestem jedyną lesbijką w Lublinie. Rozmowa z Małgorzatą Szatkowską
10. Trzeba stawiać opór. Rozmowa z Magdaleną Tchórz
11.  Dziewczyna i dziewczyna – normala rodzina. Rozmowa z  Zuch Dziewuchami
12. Niepytana nie mówiłam, że jestem lesbijką. Rozmowa ocenzurowana
13.  Co Ty tutaj robisz? O poczuciu wyobcowania i przynależenia. Rozmowa z Nicole G.
14.  Mam na imię Kasia i to jest moja tożsamość. Rozmowa z Katarzyną Gauzą.
15. Tęczowe aktywistki na Ukrainie są wyłącznie feministkami. Rozmowa z Katją Semchuk
16. Oryginalnie nieheteroseksualna. Rozmowa z Agnieszką Marcinkiewicz
17.  Sama zrobię dla siebie miejsce. Rozmawa z Klaudią Lewandowską
18.  Dziś określam siebie jako osobę panseksualną. Rozmowa z Alex Knapik
19.  Perspektywa lesbian studies. Rozmowa z dr Martą Olasik
20. Mogę tylko powiedzieć: przykro mi bardzo, jestem wyjątkowa. Rozmowa z Voyk
21.  Tożsamość jest zawsze polityczna. Rozmowa z Elżbietą Korolczuk
22. Jesteśmy nie do ruszenia. Rozmowa z matką i córką. MB & Shailla
25.. Wolę nie zostawiać niedomówień. Rozmowa z Adą Smętek
26..Do tej pory myślałam, że LGBTQ to nie ja. Rozmowa z Anonimową Lesbijką
27. Ciągle zajmujemy się sobą i żądamy od innych akceptacji. Rozmowa z Anną Marią Szymkowiak
.
III. Głos z zagranicy
1Węgry. Brakowało nam środowiska kobiet niehetero – stworzyłyśmy je. Rozmowa z Anną Szlávi
2. Czechy. Lesba* na wychodźstwie. Rozmowa z Frídką Belinfantová
.
IV. Męskoosobowo
1. To co polityczne jest wspólne. Rozmowa z Tomaszem Gromadką
2. Przyszło nowe pokolenie kobiet nieheteronormatywnych. Rozmowa z Marcinem Szczepkowskim
.
V.  EL*C. Wieden 2017. 
1.  Magdalena Wielgołaska. Odzyskiwanie lesbijskiej tożsamości – wreszcie pomyślmy o sobie, Siostry.
2.  Monika Rak. Siła filmu dokumentalnego, czyli lesbijki do kamer!
3.  Magdalena Świder. Wokół tożsamości.
4.  Agnieszka MałgowskaPeformansy, czyli witamy w Lesbolandii.
5.  Joanna Semeniuk. Jeśli nie zrozumiemy naszej przeszłości, nie zrozumiemy siebie.
6.  Agnieszka Frankowska. PL, czyli Polskie Lesbijki w Wiedniu. 

VI. EL*C. Kijów 2019.
1.  Monika Rak. L*Geniusza na Ukrainie
2. Magdalena Wielgołaska. Lesbianizacja przestrzeni.

BONUS
Komiks. Superprocenta. Graficzny komentarz Beaty Sosnowskiej

————————————-————

Aktualne wiadomości na temat projektu Lesbijska Inspira znajdziesz na:

Feminoteka
Kobiety kobietom
Strefa Les*
Kobieta Nieheteronormatywna
A kultura LGBTQ+ nie poczeka!

Kontakt: [email protected]

LESBIJSKA INSPIRA I Mamy wewnętrzną potrzebę wolności. Rozmowa z Małgorzatą Myślak i Magdaleną Sota

wokół-manifesty1_myslak+sota

Monika Rak: Poznałyśmy się bliżej podczas manifestacji w obronie wolnych sądów w lipcu 2017 roku. Przychodziłyście same albo z córką. Wszystkie zgodnym chórem krzyczałyście: wolność-równość-demokracja i machałyście tęczowymi flagami.  A mówi się o nas – lesbijkach, że leżymy na kanapie, że się nie angażujemy…  

Małgorzata Myślak: To krzywdzące uogólnienie, ja staram się angażować, nie bezpośrednio w działania LGBTQ, ale nie ukrywam, kim jestem. Nie muszę o tym mówić na okrągło, jednak zapytana odpowiadam zgodnie z prawdą. Bierzemy udział z Magdą w badaniach związanych z tęczowymi rodzinami, z parami jednopłciowymi wychowującymi dzieci. Warto to robić, aby badania były rzetelne. Ale nie zawsze nas chciano. Zgłaszałyśmy się do pism, które szukały osób LGBT, ale nie dostawałyśmy odpowiedzi. Kilka razy były też u nas dziennikarki, które albo chciały albo przeprowadzały wywiady, ale w końcu te wywiady się nie ukazywały. Dziennikarki miały problem z tym, że nie mamy odpowiedniego statusu społecznego. Magda sprząta w biurach, a ja jestem z Domu Dziecka, żyję ze świadczenia pielęgnacyjnego, obie wychowujemy córkę. To chyba była dla nich słaba historia.

MR: Słaba? Wasz głos jest wyjątkowo ważny, takich głosów  właśnie brak. A przy okazji, jak się z tym czujesz, że ktoś tak Cię traktuje?

MM: Jest to po prostu dyskryminacja ze względu na status ekonomiczny. To nie moja wina, że tak mi się ułożyło w życiu. Robię, co mogę i tyle. Ja się tego nie wstydzę. To nie ja mam problem. Choć oczywiście boli mnie to, że ludzie postrzegają mnie przez pryzmat Domu Dziecka, osoby żyjącej na koszt państwa.

MR: Społeczność tęczowa z hasłami równościowymi na ustach miewa z tym problem. Klasowość ma się dobrze. Zawsze przypominam tę historię z dziewczynami, które pokazały swoje zdjęcia w jakiejś facebookowej akcji. Na fotach widać było, że żyją w skromnych warunkach. Hejt się polał. To było po prostu ohydne.

MM: Pamiętam, to było wtedy rzeczywiście paskudne. Jestem zdania, że powinniśmy ukazywać prawdę, nawet jeśli nie jest różowa. Mamy selekcjonować osoby biorące udział w tego typu akcjach i ukazywać tylko te o odpowiedniej ilości cyfr na koncie?

MS:  A ja nie chcę, by lesbijki pokazywano na tle odrapanych ścian, w kolejce do pośredniaka, nie chcę, żeby myślano stereotypowo, że lesbijka jest brzydka, bez wykształcenia i bez kasy, bo to potwierdza schemat, że geje to osoby dobrze wyglądające, wykształcone, z pozycją. To nas stawia w gorszym świetle. Dlaczego nie możemy pokazać tego samego?

MM: Ale nie wszyscy geje są tacy, jak mówisz, znamy przecież innych chłopaków. Mamy znajomego, który ma studia wyższe, ale pracuje jako ochroniarz, nie wygląda jak model. Tacy geje też są, dlaczego ich pomijać? Dlaczego mamy pokazywać, że jest inaczej, lepiej niż jest? Prawda jest, jaka jest.

MR: Właśnie, to nie dotyczy tylko lesbijek, także gejów, osób trans, które nie pasują do wyretuszowanego obrazka. Nasza społeczność jest tak samo różnorodna klasowo,  jak całe społeczeństwo.

MS: Jednak brak mi lesbijek, które coś osiągnęły. Wczoraj zastanawiałyśmy z Małgosią, dlaczego jest tyle miejsc dla gejów, a nie ma dla nas. Ja uważam, że za bardzo się zamykamy w domach. Jak dziewczyna znajdzie partnerkę to koniec. Dlatego uważam, że lesbijki mało się angażują. Wystarczy przypomnieć sobie początki prasy – Filo, Inaczej – wszystkie były gejowskie, dla lesbijek dwie kartki. Teraz też, w Replice większość tekstów jest o gejach, bilety rozdawane są na filmy o gejach. Dlaczego oni to potrafią, a my nie? Dlaczego lesbijki nie chcą się ujawniać? Trzeba pokazywać sukces, ale dziewczyny o tym nie mówią. To by nas zachęcało. Nie wiem, dlaczego tak jest. Nie wierzę, że nie ma wśród nas kilku osób, które mogłyby stworzyć na przykład klub lesbijski.

MR: Magda, poruszyłaś temat coming outu. Jest w społeczności presja autowania, zwłaszcza wobec lesbijek. Czy to jest rzeczywiście takie ważne? Czy musimy się autować?

MS: Ja jestem za autowaniem. Myślę, że gdyby było więcej znanych wyautowanych lesbijek – aktorek, dziennikarek, polityczek, to może do tego naszego zakołtunionego społeczeństwa dotarłoby, że fajne kobiety to nie tylko heteryczki, poddane mężczyznom. Trzeba zwalczyć stereotyp nieatrakacyjnej lesbijki. Czasem aż mnie kusi, żeby autować znane osoby na siłę, bo robią złą robotę.

MM: Na pewno nie może być presji autowania. Dziewczyny mogą być niegotowe, żeby nawet mówić o tym bliskim. Powinny to robić osoby, które chcą i mają potrzebę. Choć oczywiście dobrze jest, gdy publicznie, w mediach pisze się i mówi o lesbijkach, jest to nam potrzebne. Nie oceniam, jeśli ktoś tego nie robi. Czasem ludzie nie mają siły się buntować. Ja nie mogę inaczej, nie mogłabym sobie spojrzeć w twarz. Jak uświadomiłam sobie, że jestem lesbijką, to bardzo szybko się wyautowałam, bo mnie to dusiło. Nie umiałam udawać, ale rozumiem, że inne dziewczyny mają inny proces. To po prostu jest skomplikowane i zależy od sytuacji i osoby.

MR: Wydaje mi się, że jest wiele powodów braku takich autów. “Lesbijskość” lesbijki jest często poddawana w wątpliwość, gdy ta się autuje. To dodatkowe utrudnienie. Nazywa się to okresem przejściowym albo brakiem odpowiedniego partnera, żeby nie mówić dosadniej, albo wynikiem traumatycznego doświadczenia. Zwłaszcza te, tzw. lesbijki „kobiece”, nie wydają się wiarygodne. Mało, że musisz się wyspowiadać, to jeszcze masz to uzasadnić.

MM: Coś w tym jest, że zawsze ludzie mają powód, by kwestionować fakt, że lesbijka jest lesbijką. Ja bym dodała jeszcze jedną przyczynę – dziecko. Pytają mnie czasem, jak to możliwe, że jestem lesbijką, skoro mam dziecko, wypytują o byłego męża. Ludziom w głowie się nie mieści matka-lesbijka. Trudno jest myśleć inaczej niż im wmówiono. Dużo pracy przed nami.

MR: Mnóstwo. Oby było więcej takich matek-lesbijek jak Ty. Od razu będzie lepiej. Robisz pracę u podstaw, choć tego nie doceniasz. Muszę Ci przypomnieć, Małgosiu, co powiedziałaś, kiedy zapytałam cię, czy zgodzisz się na rozmowę. Powiedziałaś, że chyba się nie nadajesz, bo jesteś szarą matką-polką-lesbijką. To mnie uderzyło. A kto ma mówić jak nie Ty i Magda. Interesuje mnie Wasza nieaktywistyczna, nienaukowa perspektywa na problem lesbijstwa. Czy widzicie więc jakieś charakterystyczne cechy lesbijek, odróżniające je od pozostałych liter akronimu LGBTQ+? Czy czegoś innego potrzebujecie?

MM: Jest chyba tak, że lesbijki lubią dom, ale to zamykanie się w czterech ścianach nie zawsze oznacza separację czy ucieczkę. Czasem to konieczność, na przykład dla tych dziewczyn, które mają dzieci. Ja jestem matką, wiem, jakie są tego codzienne konsekwencje. Widzę czasem na FB, że są jakieś imprezy, dyskusje, spotkania, chciałabym na nie pójść, ale nie mam z kim zostawić dziecka. Mogłabym wziąć córkę ze sobą, ale to bez sensu, nie ma tam miejsca dla dzieciaków. Nikt tego nie przewiduje. No chyba, że na grupach dla rodziców LGBTQ. Tak było podczas spotkań grupy tęczowych rodzin YESteśMY. Tam były same dziewczyny, ale wtedy tematy krążą wokół dzieci, to oczywiście wsparcie, ale nie szeroki rozwój.

MS: Właśnie, mnie to nie odpowiada, takie zawężenie tematu do dzieci. Ja potrzebowałabym miejsca, gdzie spotykają się lesbijki, gdzie można pobyć, czasem zobaczyć film, gdzie byłaby biblioteka z branżowymi książkami i prasą ze świata.

MR: Taki lesbijski dom kultury. Mnie też się marzy, ale to nie lada wyzwanie, zwłaszcza finansowe.

MM: Wyobrażam sobie, ile przy organizacji takiego stałego miejsca dla lesbijek byłoby problemów. Skoro miałyśmy problem z lokalem na spotkania YESteśMY. Organizatorki grupy szukały dla nas stałego miejsca. Różne organizacje lgbtowskie wówczas się na nas wypięły. Dopiero Feminoteka udostępniła nam przestrzeń. Bardzo mnie to dziwi, że nikt nas nie chciał, przecież – z tego co wiem – nic więcej prócz sali nie potrzebowałyśmy.

MR: Wiecie, że takie miejsce tylko dla lesbijek „grozi” separatyzmem? Teraz sporo się o tym mówi. Co myślicie o tym, żebyśmy zajęły się same sobą?

MS: Jestem za. To jest nam potrzebne. Dlatego powtarzam, że brakuje miejsca tylko lesbijskiego. Lubię przebywać wśród kobiet. Dla mnie bycie lesbijką to najfajniejsza rzecz na świecie, nie ma nic lepszego. Wiem to od szkoły podstawowej.

MM: To jasne, że każda litera LGBTQ+ potrzebuje utorowania drogi tylko dla siebie, potrzebują tego nie tylko lesbijki, także osoby trans, biseksualne, aseksualne. Każda grupa potrzebuje czego innego, niektóre są dyskryminowane wewnątrz środowiska. Widzę w stosunku do siebie potrójną dyskryminację: ze względu na płeć, orientację i status materialny. Ale jednak uważam, że powinniśmy się trzymać razem. Taki wspólny przekaz ma szansę przebić się przez powszechne stereotypy. Dla przykładu, przypominam sobie, kiedy usłyszałam pierwszy raz słowo lesbijka. Było to w momencie, kiedy chciałam sobie zrobić kolczyk w jednym uchu, wtedy koleżanka powiedziała mi, żebym za nic w świecie nie przebijała prawego ucha, bo tak robią lesbijki. Takie ludzie mają wyobrażenia.

MR: Ja zaś usłyszałam kiedyś od mojej znajomej, która odkrywała w sobie „zamiłowanie” do swojej płci, że właśnie kupiła sobie szerokie spodnie, bo lesbijki noszą szerokie spodnie. Chyba trzeba stworzyć słownik absurdalnych znaków rozpoznawczych lesbijki wymyślonych przez heteryków_czki. To może być zadziwiająca lektura.

MM: Jeszcze wrócę do różnic między lesbijkami a resztą społeczności. Ja cały czas twierdzę, że to w jakiej sytuacji są lesbijki, wynika z tego, jaka jest pozycja kobiet. Ciągle coś takiego przynosi moja córka ze szkoły. Podłapuje uwagi nauczycielek, że jest chłopięco ubrana, że interesują ją samochody. Tłumaczę jej, że nie ma zabawek dla chłopców czy dziewczynek, są zabawki dla dzieci, nie ma ubrań damskich czy męskich, są ciuchy dla ludzi. Jest XXI wiek, a wciąż takie głupoty wkładają uczniom do głowy, wizerunek kobiety nadal kojarzony jest ze szminką i odkurzaczem. To mnie wkurza, zawsze byłam z narzuconą normą na bakier, już od podstawówki. Byłam osobą, która się nie dopasowywała – nietypowy wygląd, nietypowy światopogląd. Często dostaję za to po tyłku, ale tak już jest. Pamiętam, jak moja matka była wzywana do szkoły, bo chodziłam w krawacie. Znowu, jak byłam w Domu Dziecka, to mój wygląd był tak odstający, że podczas uroczystości zamykano mnie w pokoju, bo nie pasowałam do wizerunku ślicznej, uroczej sierotki. Tak jest do dziś, nie pasuję do świata jako feministka, lesbijka, matka wychowująca dziecko poza obowiązujaca normą.

MR: Małgosiu, dużo w Tobie buntu. Skąd ta niezgoda – chciałoby się powiedzieć – totalna?

MM: Miałam niełatwe dzieciństwo, byłam dyskryminowana, traktowana jako przykład “patologii” na wielu płaszczyznach. Ale ja nie czuję się winna, nie mam się czego wstydzić. Że jestem z Domu Dziecka? Że jestem niewierząca? Że jestem lesbijką? Że siedzę w domu i zajmuje się dzieckiem? Gdybym przejmowała się wszystkim, co zarzucają mi ludzie, chyba bym zwariowała. Musiałam walczyć o siebie. Po prostu nie potrafiłam inaczej. Zawsze stawałam okoniem. Jak byłam przez jakiś czas w ośrodku katolickim, kazali mi iść do kościoła, bo musiałam być pod opieką i z całą grupą, to stałam ostentacyjnie, nie siadałam, nie klękałam, chciałam pokazać, że nie chcę tu być, że ich wierzenia nie są moje. Buntuję się wobec każdej próby wciśnięcia mnie w ramy.

MR: Rozumiem, że z tego wynika też aktywność obywatelska. Ale dziewczyny, muszę zapytać: po co chodzicie na te demonstracje?

MM: To nadal sprawa buntu. Ja chodzę na różne demonstracje, w obronie sądów, uczestniczyłam w Czarnym Proteście, obowiązkowo jestem na Paradzie Równości. Mam wewnętrzną potrzebę wolności, nie lubię zakazów, zawsze, gdy jestem przymuszana do czegoś, sprzeciwiam się temu. To proste.

MS: A mnie szlag trafia, gdy inni narzucają mi swoją wolę. Dla mnie udział w tych demonstracjach, w obronie sądów, to kwestia demokracji, nie można jej nam odbierać. Każdy ma prawo wyrażać swoje zdanie w przestrzeni publicznej, nawet skrajna prawica. Będę zawsze tego broniła. Walczę o równość dla wszystkich. Bo jeśli my, lesbijki, geje idziemy na Paradę Równości i żądamy tolerancji, to dlaczego mamy nie akceptować na przykład osoby religijnej, broniącej życia poczętego, choć drażnią mnie ”krwawe” banery pro-liferów w przestrzeni publicznej. A widzę, że wciąż któraś ze stron o tym zapomina. 

MM: Dla mnie to nie jest kwestia demokracji, nie utożsamiam z tym pojęciem. Jestem anarchistką. Ten system tak naprawdę krzywdzi nas wszystkich, oparty jest na wyzysku ekonomicznym, ale tej resztki wolności trzeba bronić, trzeba stawiać opór, choćby to było skazane na przegraną.

MR: Niesamowite, że tak się znacząco światopoglądowo różnicie. Choć widzę, że łączy Was buntownicza natura.

MM: To prawda. Czasem “drzemy koty”, gdy mamy bardzo odmienne zdanie na jakiś temat. Zaciekle dyskutujemy, ale się szanujemy i akceptujemy swoje różnice, a to chyba w związku jest najważniejsze.

MS: Tak, dajemy radę. Można żyć mimo takich różnic. Nasz związek jest w miarę możliwości partnerski, ale rzeczywiście cenimy sobie wolność. To nas trzyma.

MR: I na koniec rozmowy pytanie: czy macie jakieś lesbijskie marzenie?

MM: Ale pytanie. Chciałabym, żeby powstała organizacja tylko dla lesbijek, żeby było bezpieczne publiczne miejsce, w którym zawsze możemy się spotkać.

MS: Ja chciałabym żyć w lesbijskim odpowiedniku San Francisco.

MR: Bardzo Wam dziękuję, że zgodziłyście się na rozmowę. Życzę nam wszystkim, żebyśmy w najbliższej przyszłości spotkały się w jakimś San Francisco nad Wisłą.

Korekta: Maja Korzeniewska

—————————————–

Małgorzata Myślak (ur. 1991) – szara matka polka / lesbijka / feministka/ anarchistka / miłośniczka zwierząt / nałogowa spacerowiczka / aktualnie słuchaczka w LO dla dorosłych / marzy o tym, by zostać chirurgiem weterynaryjnym małych ssaków.

Magdalena Sota (ur. 1971) – marzy o podróży ”do gwiazd”, interesuje się medycyną, lotnictwem. Jej pasją są góry, bo w nich jest wszystko co kocha – wolność.

Monika Rak. (2/2 Damskiego Tandemu Twórczego)
lesbijka / feministka / artaktywistka / aktorka / dramatopisarka / filmowczyni / graficzka.

Współtwórczyni projektów: Kobieta Nieheteronormatywna (cykl debat i audycji radiowych, 2014- 2016) / O’LESS Festiwal (2012-2014) / DKF Kino lesbijskie z nutą poliamoryczną (cykl spotkań, 2012-2015) / A kultura LGBTQ+ nie poczeka (projekt archiwistyczny, od 2017) / O teatrze lesbijskim w Polsce (cykl teatrologiczny, od 2012) / Lesbijska Inspira (cykl wywiadów od 2017) / Portret lesbijek we wnętrzu, Niesubordynowane czytanie sztuki Jolanty Janiczak (czytanie dramatów) / Orlando.Pułapka? Sen, Fotel w skarpetkach, 33 Sztuka, RetroSeksualni. Drag King Show (spektakle) / Czarodziejski flet, Gertruda Stein & Alice B. Toklas & Wiele Wiele Kobiet (nanoopery) / L.Poetki (film dokumentalny) / Teatr Dialogu (warsztat i akcja miejska) / Wywrotowa komórka lesbijska, Epizody, wątki, sugestie lesbijskie w kinie polskim (wykłady) / Sistrum. Przestrzeń Kultury Lesbijskiej* (stowarzyszenie, 2017).

————————————

LESBIJSKA INSPIRA
To niezależna inicjatywa, której e-przestrzeni udziela siostrzana Feminoteka
,
I.  Manifest
1.  Manifest. Instant
2.  Rozmowa I. Od lesbijskiej konspiry do lesbijskiej inspiry
3.  Rozmowa II. 
Minął rok. To, o czym mówiłyśmy w prywatnych rozmowach, stało się częścią debaty publicznej
.
II. Rozmowy wokół manifestu
1.   Mamy wewnętrzną potrzebę wolności. Rozmowa z Małgorzatą Myślak i Magdaleną Sota
2.   Coming out – nie chcę i nie muszę. Rozmowa z Anonimową Lesbijką 
3.   Z miłości i gniewu rodzi się odwaga. Rozmowa z Angeliną Caligo
4.   Moja droga do siebie samej. Rozmowa z Marią Kowalską
5.   Potrzebne są niehetero bohaterki. Rozmowa z Anną Bartosiewicz
6.   Chcemy więcej! Rozmowa z Anną i Zandrą Ra Ninus
7.   Lesbijki, pora na prokreację! Rozmowa z Anną Adamczyk
8.   Kto ma prawo do słowa “lesbijka”? Rozmowa z Magdą Próchniak
9.   Czasem miałam wrażenie, że jestem jedyną lesbijką w Lublinie. Rozmowa z Małgorzatą Szatkowską
10. Trzeba stawiać opór. Rozmowa z Magdaleną Tchórz
11.  Dziewczyna i dziewczyna – normala rodzina. Rozmowa z  Zuch Dziewuchami
12.  Niepytana nie mówiłam, że jestem lesbijką. Rozmowa ocenzurowana
13.  Co Ty tutaj robisz? O poczuciu wyobcowania i przynależenia. Rozmowa z Nicole G.
14.  Mam na imię Kasia i to jest moja tożsamość. Rozmowa z Katarzyną Gauzą.
15.  Tęczowe aktywistki na Ukrainie są wyłącznie feministkami. Rozmowa z Katją Semchuk
16.  Oryginalnie nieheteroseksualna. Rozmowa z Agnieszką Marcinkiewicz
17.   Sama zrobię dla siebie miejsce. Rozmowa z Klaudią Lewandowską
18.  Dziś określam siebie jako osobę panseksualną. Rozmowa z Alex Knapik
19.  Perspektywa lesbian studies. Rozmowa z dr Martą Olasik
20.
Mogę tylko powiedzieć: przykro mi bardzo, jestem wyjątkowa. Rozmowa z Voyk
21.  Tożsamość jest zawsze polityczna. Rozmowa z Elżbietą Korolczuk
22. Jesteśmy nie do ruszenia. Rozmowa z matką i córką. MB & Shailla
23. Wchodzę w krótkie erotyczne relacje poliamoryczne. Rozmowa z Retni
24. Aktywizm jest moim uzależnieniem. O niepełnosprawnościach, nieheteronormatywności i feminizmie. Rozmowa z Anetą Bilnicką
25. Wolę nie zostawiać niedomówień. Rozmowa z Adą Smętek
26.Do tej pory myślałam, że LGBTQ to nie ja. Rozmowa z Anonimową Lesbijką
27. Ciągle zajmujemy się sobą i żądamy od innych akceptacji. Rozmowa z Anną Marią Szymkowiak
.
III. Głos z zagranicy
1Węgry. Brakowało nam środowiska kobiet niehetero – stworzyłyśmy je. Rozmowa z Anną Szlávi
2. Czechy. Lesba* na wychodźstwie. Rozmowa z Frídką Belinfantová
.
IV. Męskoosobowo
1. To co polityczne jest wspólne. Rozmowa z Tomaszem Gromadką
2. Przyszło nowe pokolenie kobiet nieheteronormatywnych. Rozmowa z Marcinem Szczepkowskim
,
V.  EL*C. Wieden 2017

1.   Magdalena Wielgołaska. Odzyskiwanie lesbijskiej tożsamości – wreszcie pomyślmy o sobie, Siostry.
2.  Monika Rak. Siła filmu dokumentalnego, czyli lesbijki do kamer!
3.  Magdalena Świder. Wokół tożsamości.
4.  Agnieszka Małgowska. Peformansy, czyli witamy w Lesbolandii.
5.  Joanna Semeniuk. Jeśli nie zrozumiemy naszej przeszłości, nie zrozumiemy siebie.
6.  Agnieszka Frankowska. PL, czyli Polskie Lesbijki w Wiedniu.
.
VI. EL*C. Kijów 2019.
1.  Monika Rak. L*Geniusza na Ukrainie.
2. Magdalena Wielgołaska. Lesbianizacja przestrzeni.
.
BONUS
Komiks.
Superprocenta. Graficzny komentarz Beaty Sosnowskiej

EL*C. Wiedeń 2017 | Magdalena Świder. Wokół tożsamości.

FEMINOTEKA-pażdziernik3

W Wiedniu podczas EL*C spotkało się kilka Polek: m.in. Agnieszka Frankowska / Agnieszka Małgowska / Izabela Morska / Monika  Rak / Joanna Semeniuk / Magdalena Świder / Magdalena Wielgołaska / Anna Zawadzka / Ewa Dziedzic. To dla wielu z nas była niespodzianka. Większość polskich uczestniczek opisze swoje wrażenia, doświadczenia. Ciekawe jesteśmy, w których punktach się posprzeczamy, w których miniemy, w których będziemy mówić wspólnym głosem. Sukcesywnie będziemy publikować te wypowiedzi w cyklu Lesbijska Inspira.
(fot.Panelistki sesji o sytuacji lesbijek w miejscu pracy)

GŁOS TRZECI. Magdalena Świder. Wokół tożsamości.

Na rzecz środowiska LGBTQ działam od sześciu lat. Pracuję na co dzień w najbardziej chyba rozpoznawalnej organizacji – Kampanii Przeciw Homofobii. Byłam na wielu konferencjach, warsztatach, seminariach, jeździłam po całej Europie, rozmawiając o sytuacji osób nieheteronormatywnych. Jednak na European Lesbian* Conference byłam pierwszy raz. Pierwszy raz spędzałam kilka dni wśród tylu kobiet na raz w jednym miejscu, pierwszy raz byłam na wydarzeniu dedykowanym tylko lesbijkom. To, co mnie uderzyło przede wszystkim, to niesamowita wszechobecna kobieca energia. Obecność kobiet w różnym wieku, z różnych krajów (nie tylko europejskich), pochodzących z różnych środowisk, świadomych siebie, znających swoje prawa, dawała mi dużo siły i pewności siebie, oraz poczucie wspólnoty pomimo barier językowych, geograficznych czy ideologicznych. I to było piękne. I choćby z tego powodu było to dla mnie ogromne przeżycie.

Panelistki sesji o sytuacji lesbijek w miejscu pracy.Na konferencję udałam się z ramienia fundacji ProDiversity, działającej na rzecz osób LGBTQ w zatrudnieniu. Miałam wygłosić prezentację o lesbijkach na rynku pracy w Polsce. Długo się jednak zastanawiałam, czy jestem najodpowiedniejszą osobą do tego zadania. Nie jestem lesbijką. Jestem gdzieś między kategoriami, jestem queer. Czy mogę mówić zatem o doświadczeniach lesbijek, do lesbijek, nie będąc lesbijką? Pojawiło się przede mną bardzo ważne pytanie, na ile moje niedopasowanie względem tego, kim jestem, jest barierą w pracy na rzecz kobiet kochających kobiety? Kwestia tożsamości właśnie wydaje mi się być tu kluczowa.

Na konferencji szybko zobaczyłam, że nie muszę czuć się wyobcowana, bo to, co uwspólniało nasze doświadczenia, to bycie osobą nieheteronormatywną i bycie kobietą. Skupienie się na dyskryminacji krzyżowej, przyjrzenie się sytuacji osób cierpiących z powodu bycia poza heteronormą i bycia kobietą w społeczeństwie, omówienie doświadczenia seksizmu i mizoginii w samym ruchu LGBTQIA, było bardzo cenne. Budowanie tożsamości jest czynnikiem chroniącym przed dyskryminacją i przemocą, wzmacniającym i bardzo potrzebnym, więc ja jako aktywistka LGBTQ muszę być świadoma problemów związanych z podwójnym wykluczeniem, brać je pod uwagę w mojej pracy i starać się je zawsze uwzględniać – taką lekcję wyciągnęłam.

Dużą lekcją był też dla mnie pokaz filmu L.Poetki. Pracując na co dzień w KPH zajmuję się przestępstwami z nienawiści, działam rzeczniczo, pracuję z różnymi instytucjami (np. Policją), pracuję, żeby osiągnąć zmianę na poziomie systemowym. Taka praca jest trudna, żmudna, efektów szybko nie widać. Dlatego tak bardzo zaskoczyło mnie to, jaki piorunujący efekt wywarł na mnie ten film. Doświadczyłam sztuki jako formy dotykającej coś bardzo głęboko, ale przede wszystkim ogromnie wartościowej przez swój walor edukacyjny – mogłam zobaczyć i poczuć, jak wygląda codzienność lesbijek w Polsce. Mogłam wyjść z myślenia o problemie podwójnego wykluczenia, które znam z badań i poznać historie konkretnych, żywych kobiet. Film ten jako forma sztuki oddziałująca na emocje, która pokazuje indywidualne historie, buduje poczucie tożsamości, bardzo do mnie trafił. Zobaczyłam, jak ważne jest uwzględnianie różnych form aktywizmu – łączenie pracy rzeczniczej na poziomie systemowym, z pracą budującą kulturę LGBTQ (niekoniecznie razem!), dokumentującą historię ruchu. Zobaczyłam, że nie można wartościować działań, one muszą iść ze sobą w parze.

Zrozumiałam też, że nie trzeba wiele, żeby wspierać inicjatywy budujące kulturę lesbijską. Nie trzeba rezygnować z obranego kierunku, zmieniać strategii działania. Nie trzeba dużego wysiłku, żeby uwzględnić wielogłos. Wystarczy postarać się, żeby różne formy były współobecne. Bo może właśnie niewidoczność kultury lesbijskiej wynika z naszej (mam na myśli aktywistów_ki LGBTQ pracujących_e w mainstreamie) nieuważności, z zapatrzenia się jedynie na swoje poletko.

Owocem naszego spotkania na konferencji w Wiedniu, a jednocześnie przykładem uwzględniania wielogłosu będzie projekcja filmu „L.Poetki” na konferencji ILGA-Europe w Warszawie, tu w Polsce, początkiem listopada. Wystarczyło spotkać się poza granicami kraju, w sprzyjających warunkach, żeby małym kosztem móc się nawzajem wesprzeć i wzmocnić głos polskich lesbijek. Wszystkie osoby uczestniczące w konferencji ILGI zachęcam gorąco do przyjścia na pokaz filmu „L.Poetki”. Nie pożałujecie. A aktywistom i aktywistkom LGBTQIA życzę uważności na indywidualne potrzeby każdej grupy.

Korekta: Maja Korzeniewska

—————————————-

Magdalena Świder – absolwentka Warsaw International Studies in Psychology Uniwersytetu Warszawskiego, członkini zarządu Kampanii Przeciw Homofobii, trenerka, w swojej pracy koncentruje się na działaniach edukacyjnych mających na celu przeciwdziałanie przemocy wobec osób LGBTQ.

  —————————————–

LESBIJSKA INSPIRA
To niezależna inicjatywa, której e-przestrzeni udziela siostrzana Feminoteka

EL*C. Wieden 2017. 
1.  Magdalena Wielgołaska. Odzyskiwanie lesbijskiej tożsamości – wreszcie pomyślmy o sobie, Siostry.
2.  Monika Rak. Siła filmu dokumentalnego, czyli lesbijki do kamer!
3.  Magdalena Świder. Wokół tożsamości.
4.  Agnieszka Małgowska. Peformansy, czyli witamy w Lesbolandii.
5.  Joanna Semeniuk. Jeśli nie zrozumiemy naszej przeszłości, nie zrozumiemy siebie.
6.  Agnieszka FrankowskaPL, czyli Polskie Lesbijki w Wiedniu.

EL*C. Kijów 2019.
1.  Monika Rak. L*Geniusza na Ukrainie.
2. Magdalena Wielgołaska. Lesbianizacja przestrzeni. 

———————————————

I.  Manifest
1.  Manifest. Instant. 
2.  Rozmowa I. Od lesbijskiej konspiry do lesbijskiej inspiry
3.  Rozmowa II. Minął rok. To, o czym mówiłyśmy w prywatnych rozmowach, stało się częścią debaty publicznej

II. Rozmowy wokół manifestu.
1.   Mamy wewnętrzną potrzebę wolności. Rozmowa z Małgorzatą Myślak i Magdaleną Sota
2.   Coming out – nie chcę i nie muszę. Rozmowa z Anonimową Lesbijką
3.   Z miłości i gniewu rodzi się odwaga. Rozmowa z Angeliną Caligo
4.   Moja droga do siebie samej. Rozmowa z Marią Kowalską
5.   Potrzebne są niehetero bohaterki. Rozmowa z Anną Bartosiewicz
6.   Chcemy więcej! Rozmowa z Anną i Zandrą Ra Ninus
7.   Lesbijki, pora na prokreację! Rozmowa z Anną Adamczyk.
8.   Kto ma prawo do słowa “lesbijka”? Rozmowa z Magdaleną Próchnik

9.   Czasem miałam wrażenie, że jestem jedyną lesbijką w Lublinie. Rozmowa z Małgorzatą Szatkowską
10. Trzeba stawiać opór. Rozmowa z Magdaleną Tchórz
11.  Dziewczyna i dziewczyna – normalna rodzina. Rozmowa z Zuch Dziewuchami

12.  Niepytana nie mówiłam, że jestem lesbijką. Rozmowa ocenzurowana
13.  Co ty tutaj robisz? O poczuciu wyobcowania i przynależenia. Rozmowa z Nicole G.
14.  Mam na imię Kasia i to jest moja tożsamość. Rozmowa z Katarzyną Gauzą
15.  Tęczowe aktywistki na Ukrainie są wyłącznie feministkami. Rozmowa z Katją Semchuk
16.  Oryginalnie nieheteroseksualna. Rozmowa z Agnieszką Marcinkiewicz
17.  Sama zrobię dla siebie miejsce. Rozmawa z Klaudią Lewandowską
18.  Dziś określam siebie jako osobę panseksualną. Rozmowa z Alex Knapik
19.  Perspektywa lesbian studies. Rozmowa z dr Martą Olasik
20. Mogę tylko powiedzieć: przykro mi bardzo, jestem wyjątkowa. Rozmowa z Voyk
21.  Tożsamość jest zawsze politycznaRozmowa z Elżbietą Korolczuk
22. Jesteśmy nie do ruszenia. Rozmowa z matką i córką. MB & Shailla
23. Wchodzę w krótkie erotyczne relacje poliamoryczne. Rozmowa z Retni
24. Aktywizm jest moim uzależnieniem. O niepełnosprawnościach, nieheteronormatywności i feminizmie. Rozmowa z Anetą Bilnicką
25. Wolę nie zostawiać niedomówień. Rozmowa z Adą Smętek
26.Do tej pory myślałam, że LGBTQ to nie ja. Rozmowa z Anonimową Lesbijką
27. Ciągle zajmujemy się sobą i żądamy od innych akceptacji. Rozmowa z Anną Marią Szymkowiak
.
III. Głos z zagranicy
1Węgry. Brakowało nam środowiska kobiet niehetero – stworzyłyśmy je. Rozmowa z Anną Szlávi

2. Czechy. Lesba* na wychodźstwie. Rozmowa z Frídką Belinfantová
.
IV. Męskoosobowo
1. To co polityczne jest wspólne. Rozmowa z Tomaszem Gromadką

2. Przyszło nowe pokolenie kobiet nieheteronormatywnych. Rozmowa z Marcinem Szczepkowskim
.
BONUS
Komiks. Superprocenta. Graficzny komentarz Beaty Sosnowskiej

 

LESBIJSKA INSPIRA | Manifest. Od lesbijskiej konspiry do lesbijskiej inspiry. Rozmowa między Damskim Tandemem Twórczym, Agnieszką Frankowską, Magdaleną Wielgołaską

MAnifest.zrozmowa.Baner (1)

Od lesbijskiej konspiry do lesbijskiej inspiry, czyli o tym, kto i jak wkłada nam czapkę-niewidkę.
Rozmawiają: Agnieszka Frankowska, Agnieszka Małgowska, Monika Rak, Magdalena Wielgołaska.

Małe sygnały mówią coś ważnego, są śladami dotknięcia mocno strzeżonych granic i zakazów kulturowych. Natknęłyśmy się na jakiś niewidzialny, ale realny drut kolczasty. Trzeba sobie zaufać: jeśli źle się czuję, to znaczy, że jestem źle traktowana.”

[Kobiecy desant na patriarchalną agorę. Ewa Graczyk]

Magda Wielgołaska: Temat niewidoczności lesbijek to dyżurny temat od bardzo dawna. Nieheteronormatywne artystki, aktywistki wciąż zastanawiają się, jak przebić niewidzialny mur. Kiedy wspominamy o istnieniu tego muru, o dziwo, poruszamy niewygodny temat. Jakiś czas temu w magazynie Replika nr 68. został opublikowany wywiad Dlaczego lesbijek nie ma w życiu publicznym. W rozmowie prowadzonej przez Mariusza Kurca wzięły udział Mirosława Makuchowska, Aleksandra Muzińska, Julia Maciocha i Marta Konarzewska. Z założenia rozmowa miała być ukłonem w kierunku lesbijek, jednak – poza ogromnym zainteresowaniem – wywołał też burzę. Impulsem do ostrej dyskusji stał się post-riposta, który na swoim wallu na facebooku umieściła Agnieszka Frankowska 

Ta dyskusja po raz kolejny uświadomiła nam – lesbijkom zaangażowanym w działania na rzecz osób LGBTQ+, w lesbijską kulturę – jak niewiele zmieniło się w powszechnej świadomości, jak mocno tkwimy w szponach mizoginii i mainstreamu. Dla mnie osobiście był to szok. Zrodziły się pytania: Dlaczego lesbijska kultura i aktywizm nadal spychane są w cień? Czy niezależnie od nakładu energii, czasu, pracy mamy zostać na uboczu ze względu na kulturową pozycję kobiet w naszym kraju? Dotarło do mnie, że ciągnące się rozmowy o niewidoczności, to wciskanie nas w tę niewidoczność. A temat pojawia się i chowa, i już jesteśmy do tego przyzwyczajone. Skoro wiadomo, że to temat dyżurny, czemu nic się nie zmienia?

Agnieszka Frankowska: To może zacznę, bo to ja wsadziłam kij w mrowisko. Chyba to przyniosło pewne efekty. Bo w kolejnym numerze Repliki 69 ukazało się więcej treści dotyczących lesbijek. Bardzo nas to cieszy. Przypuszczamy, że to między innymi wynik naszych wcześniejszych dyskusji z redaktorami gazety. Mamy nadzieję, że ten trend się utrzyma i na łamach pisma pojawi się również więcej opisujących swój świat lesbijek-redaktorek. Przywołany przeze mnie numer pisma jest jaskółką, która wiosny nie czyni – będziemy się przyglądały rozwojowi sytuacji. Będziemy czujne. A w tej rozmowie chciałabym wypowiedzieć się w szerszym kontekście widoczności/niewidoczności lesbijek – ten kontekst niestety istnieje od lat i nie zmieni się z dnia na dzień.

Wracając do wywiadu, o którym, Magdo, wspomniałaś. Po jego przeczytaniu od razu chciałam zareagować, pisząc z Wami list otwarty do redakcji Repliki, ale ta forma okazała się zbyt ograniczona i powierzchowna. Od tego czasu dostałyśmy wiele wiadomości od kobiet, które opowiadały o swoich doświadczeniach, potrzebach, żalach. Nie wszystkie nasze rozmówczynie chciały wypowiadać się publicznie, podczas tej gorącej facebookowej debaty. Proces okazał się dłuższy niż zakładałyśmy i o wiele bardziej złożony niż się spodziewałyśmy. Nadal sytuacja jest dynamiczna. Dlatego dopiero teraz ukazuje się nasza rozmowa, choć od publikacji w Replice minęły już prawie dwa miesiące. Uświadomiłyśmy sobie, że otworzyła się puszka Pandory. Bo burza wokół Repliki to tylko symptom. Dlatego nie chciałyśmy działać w pośpiechu. Wszystko dojrzewało, zmieniało się, aż w końcu narodził się pomysł nie tylko tej rozmowy, ale całego cyklu, w którym chcemy przyjrzeć się przyczynom sytuacji, w której nie można pozbyć się stereotypu niewidoczności. Robię to, bo zależy mi bardzo, żeby dziewczyny nie “łykały” tego negatywnego stereotypu, który podcina skrzydła. Niestety wiele z nas przyjmuje te sugestie i przyznaje im rację bytu: że lesbijka jest leniwa, sama sobie winna, leży na kanapie i śmierdzi.

Agnieszka Małgowska: Śmierdzi od nieróbstwa,  oczywiście. Od dłuższego czasu obserwuję i uczestniczę w “walce” lesbijek o widzialność. Paradoksalnie przede wszystkim w społeczności LGBTQ+. Trzeba zaznaczyć, bo to ważne, że niektóre z nas chcą być w ukryciu, to te namawia się do outu, ciągnie za uszy, wywołuje do tablicy, czasem obraża za “skrytkowanie”. A niektóre z nas działają i – wydawało się – że w to działanie wpisana jest widoczność. Jednak – jak się okazało – było to błędnym założeniem. Bo te z nas, które chcą być widoczne, tworzą, działają, nie są widziane przez społeczność. Jakbyśmy miały na sobie czapkę niewidkę. Tylko ja jej sobie sama na głowę nie nakładam.

Monika Rak: To mnie wkurza. Ktoś mi zakłada niewidkę i mówi, że mnie nie ma. Jeszcze ma pretensję, że z tym nie walczę. Mam dosyć traktowania nas jako osób mniej zdolnych, mniej odpowiedzialnych, mniej samodzielnych, które trzeba kontrolować i wskazywać im drogę. Trudno uwierzyć, że można jeszcze tak myśleć, ale podczas dyskusji wokół artykułu, lesbijki nasłuchały się inwektyw od naturalnych sojuszników, tych, którzy – jak zakładałyśmy – mają świadomość feministyczną i antydyskryminacyjną. Dużo w ich słowach pogardy, lekceważenia i jakiegoś niejasnego dla mnie lęku o swoją pozycję. A wszystko dlatego że upominamy się o nasze miejsce, o głos dla nas wszystkich, również tych mniej majętnych, mniej wykształconych i nie z Warszawy. Takie doświadczenie też jest ważne i powinno być częścią lesbijskiej herstorii. Pamiętacie, jak w internetowej akcji fotograficznej – rok czy dwa lata temu, w której dziewczyny miały przysyłać zdjęcia z codziennego życia – wśród lansiarskich fotek znalazło się zdjęcie dwóch dziewczyn, żyjących w bardzo skromnych warunkach, poza wielką aglomeracją. Co się zdarzyło? Oczywiście hejt, z którego dowiedziałyśmy się, że takie lesbijki nie powinny pokazywać się światu. Przyniosły wstyd społeczności. Ta historia jest symptomatyczna. Wniosek: trzeba bronić pięknego obrazka, żeby mainstream nas zaakceptował.

AM: Teraz uderzamy w nasz ulubiony tandemowy bębenek. Mainstream wyznaczył reguły i większość się temu poddała w przekonaniu, że życie według tych reguł nas nobilituje. Ale nie wszyscy/wszystkie tak myślimy. Wbrew pozorom mainstream nie pokazuje szerokiej perspektywy, to sztuczny kanał, który oferuje widzenia zawężone, tyle tylko, że jest nazywany uniwersalnym. Natomiast to wszystko, co jest poza nim, to właściwy ocean doświadczeń, możliwości. Czerpmy z tego. Nie ograniczajmy się do kanalizowania i filtrowania. Gdyby fani mainstreamu przeczytali No logo Naomi Klein, wiedzieliby, że mainstream posiłkuje się offem, zwykle kradnąc jego pomysły, by sprzedać efekt jego poszukiwań, często – wynik życiowego doświadczenia – w kolorowym papierku. Dlaczego mało kto chce zobaczyć, że przestrzeń kultury LGBTQ+ to bezcenny teren eksperymentu, który pokazuje naszą odmienność, oryginalność, nie tylko wyrażoną przez wielobarwność strojów, pióra i różnorodność preferencji seksualnych. Z moich wieloletniej obserwacji wynika, że kultura lesbijska jest w dużym stopniu poza tym głównym nurtem i nie dlatego, że jest zła, czy jest jej mało. Często z zupełnie innych powodów. Częściowo dlatego, że szuka innych rozwiązań i nowego języka, częściowo dlatego, że nie chce podlegać uniwersalnym normom i ocenom, częściowo z braku siły, by walczyć z systemem. Nie rozumiejąc tego mówi się, że kultura kobiet nieheteronormatywnych jest niegodna uwagi, a tym samym nie przebija się z powodów tzw. „jakościowych”, co jest wyjątkowo niefajnym, nieweryfikowalnym argumentem. To wynik niezrozumienia jej specyfiki.

MW: Cały czas mówimy tak naprawdę o silnych patriarchalnych wdrukach, które pokutują nawet w środowisku osób, które – zdawałoby się – są uwrażliwione na krzywdzące schematy. Sztuczny kanał, o którym mówiłaś, Agnieszko, faktycznie ma wartki nurt, jest silny, zmiata czasami to, co jest na jego drodze, a jest autentyczne, czasem nazbyt ulotne, czasem niedostosowane, na tyle niepewne siebie, że nie wytrzymuje ostrej oceny przyrównującej do szablonów. Mamy DOŚĆ tych patriarchalnych mechanizmów, ale otwierając tę dyskusję, zaznaczam w naszym wspólnym imieniu, że nie walczymy, nie wypowiadamy wojny. Jasno mówimy, że nie chcemy wchodzić w przemocowy język konkurowania. To nie jest walka o podium. Nie ma podium, jest przestrzeń, w której jest miejsce dla nas wszystkich. Czy chęć zmiany stanu rzeczy, w którym część osób nadal jest wykluczana, jest wszczynaniem wojny? Dla mnie to nie starcie, a wspólne wejście w ważny proces. Procesy są trudne, procesy to zmiany. Nie oszukujmy się – niewiele osób to lubi i niewiele osób chce porzucić nawet na chwilę swoją strefę komfortu. Ja myślę, że jako środowisko zrobiliśmy jeszcze za mało i zatrzymaliśmy się w pewnym momencie, który uznaliśmy za wystarczający. Mam poczucie, że cały czas ten patriarchalny styl działania trzyma nas za gardła. Kobiety nadal wpisywane są w model uległości i część lesbijek również ten model realizuje – z niewiedzy, ze strachu, z potrzeby przynależenia do wspólnoty? Pokutuje wzorzec grzecznej dziewczynki, która – gdy będzie grzeczna – to zasłuży na dopuszczenie do głosu, ale czy to nadal będzie jej głos, skoro musi odciąć wszystkie te treści, które są niewygodne dla reszty dbającej o pozorny ład? Nawet kosztem tego, że ten ład oparty jest na tym, z czym podobno wspólnie się zmagamy? Zarzuca nam się, że jesteśmy za bardzo emocjonalne. A właśnie chciałabym, żeby na emocje każdego/każdej z nas było miejsce. Żebyśmy nie musieli stosować emocjonalnej autocenzury.

AM: Taki emocjonalny manifest to głos sprzeciwu wobec zawłaszczania wspólnego miejsca, który nazywany bywa brakiem dystansu i afektacją. A przecież ten głos mógłby być głosem uzupełniającym, wzbogacającym obraz społeczności lesbijskiej i nie tylko lesbijskiej, a został potraktowany jako rebelia, pieniactwo. Nawet jeśli jest to głos mniejszości, nawet jeśli wybrzmiał wewnątrz lesbijskiej grupy, tym bardziej taki głos powinien być uwzględniony. Ale część społeczności reaguje tak – jawnie na FB i pokątnie na zamkniętych forach dyskusyjnych – jakby została zbojkotowana mityczna jedność, a to przecież tylko odmienny głos. Tymczasem mam wrażenie, że słyszę jakże znane: „Świętości nie szargać, bo trza, by święte były…”. Ktoś nawet pogroził nam palcem, żebyśmy nie były radykalne. Nie wiem, co nas może spotkać za “nieposłuszeństwo”. (śmiech). Nie ma wyjścia, trzeba opowiedzieć o naszym doświadczeniu, nadwyrężając złudną jedność, bo nigdy nie wydostaniemy się z bańki, w którą zostałyśmy wciśnięte.

AF: W ostatnim czasie – jak już mówiłam – odezwało się do nas sporo kobiet, które chciałyby przekuć tę bańkę. Na początek zareagowały ściśle w związku z moją kontrą na wywiad w Replice, w której domagałam się otwarcia redakcji na lesbijskie tematy. Tak naprawdę to tylko pretekst do szerszej rozmowy. Ale warto wspomnieć konkretnie na co skarżyły się dziewczyny. Pisały o swoich próbach przebijania się do Repliki, o braku reakcji na propozycje albo autorytarne korekty nadesłanych tekstów, na odbieranie im prawa do osobistej perspektywy, niepotwierdzonej przez autorytety, albo na pokazywanie dziewczyn jedynie jako jednostek bez grupowego kontekstu. Mówiły o pomijaniu polskich artystek i ważnych lesbijskich wydarzeń, na presję autowania wszystkich uczestniczek promowanych projektów. To tylko część zarzutów, które w uproszczeniu sprowadzają się do stwierdzenia, że ciągle lesbijki pozostają w petenckiej pozycji. To schemat powtarzający się w organizacjach i projektach.

AM: Mam świadomość, że niektóre braki, o których mówisz, to wynik niewiedzy na temat aktywności kobiet nieheteronormatywnych, czasem przeoczenia, ale to przede wszystkim brak zainteresowania działaniami, których nie pokazuje się w TV czy w gazetach głównego nurtu. A jaki tego skutek? Niestety poważny. Czytelnicy/czytelniczki otrzymują fałszywy obraz lesbijek i środowiska, w którym działają głównie mężczyźni i oni są skuteczni, bo widoczni w mediach.

MW: Nie zgodzę się, że wiedza o lesbijskich aktywnościach jest niedostępna. Tworzymy jedno środowisko osób LGBTQ+, wypracowaliśmy sobie, może nieidealne, ale jednak, kanały komunikacji: fora, listy mailingowe itd. Za pomocą tych narzędzi informujemy siebie wzajemnie o tym, co robimy, wzajemnie siebie zapraszamy. Cały czas zadziwia mnie jedno – na wydarzenia organizowane przez gejów albo przez duże organizacje – przychodzą wszyscy i geje, i lesbijki, i reprezentanci/reprezentantki innych literek z tęczowego alfabetu. Jednak kiedy te lesbijki – dokładnie te same, które wsparły obecnością wydarzenie bardziej popularne – same coś organizują, to zazwyczaj nie mogą liczyć na wzajemność. To szczególnie bolesna dla mnie tendencja, której przyglądam się uważnie od 2010 roku. Efekt ten sam: lesbijki są niewidoczne, bo nie ma chętnych, by je zobaczyć. Bardzo chciałabym, żeby taka bariera przestała istnieć. Żebyśmy jako środowisko czuli/czuły wzajemną odpowiedzialność i wspierali siebie wzajemnie. Jakiś czas temu zapytałam znajomych gejów, bliskie mi osoby, dlaczego sami, jako osoby aktywne w środowisku i mające możliwości, nie włączają w swoje działania tego, co robią lesbijki. Odpowiedź była krótka: lesbijskie treści ich nie interesują, a jeśli się już gdzieś pojawiają, nawet w śladowych ilościach, to w ich odczuciu jest ich za dużo. Nawet jeśli tak jest, że coś nas nie interesuje, to marzy mi się podejście, w którym kierujemy się tym, żeby każda część składowa naszej społeczności była doreprezentowana. Mnie niekoniecznie fascynuje gejowska sztuka, ale to, co mogę zrobić, to choćby udostępnić informację na swoim wallu na FB. To już jest jakaś forma wsparcia.

MR: Na razie dostajemy pouczenia. W tym duchu była wyliczanka rozpoczynająca replikański wywiad. Dowiedziałyśmy się, iluż to gejów wyautowało się w mainstreamie, jakże geje wystrzelili, a lesbijki nadal nic. Jakbym wróciła do szkoły, w której nauczyciel/nauczycieka motywuje, podsuwając przykłady prymusów. Dla mnie absolutna protekcjonalna wpadka. Pomysł nieuwzględniający odmienności doświadczeń, sytuacji czy potrzeb kobiet, etc. Poraziło mnie przekonanie o tym, że istnieje tylko jedna właściwa droga dla lesbijek. Dowiedziałyśmy się też, że to mężczyźni aktywizują lesbijki. Szczególnie do autowania. Niebywałe. Przy okazji pamiętajmy, bardzo chcę to podkreślić, że nie musimy zgadzać się na presję autowania, która nie jest głównym celem egzystencji osoby nieheteronormatywnej. U lesbijek, kobiet biseksualnych to proces złożony i związany – jak mówi Alicja Długołęcka – z równie nieoczywistą i skomplikowaną seksualnością. Nie można go traktować identycznie jak u gejów. Jeśli jednak tego chcemy, to konieczne jest realne wsparcie, tworzenie dobrego klimatu w środowisku, np. pokazywanie różnych możliwości widoczności, a nie obowiązek ogłaszania swojej orientacji w Dzień Dobry w TVN czy w Gazecie Wyborczej.

AM: Rozumiem, że niektórym trudno uwierzyć, że droga, którą przeszli geje, nie musi być drogą kobiet nieheteronormatywnych, nie jest jedynym możliwym rozwiązaniem. Jednak taka narracja dominuje w środowisku LGBTQ+. To utrwala ten nieszczęsny stereotyp niewidoczności. Tymczasem warto byłoby podkreślić charakter działania kobiet, które jest często inicjujące, kolektywne, niszowe. Dlatego do starego hasła KPH Niech nas zobaczą, warto byłoby dodać hasło Fundacji Przestrzeń Kobiet Spoza centrum widać lepiej. Jak dotąd nieoświetlane są znaczne części aktywności, właśnie te nie mieszczące się w centrum. Choć wydaje się, że zadaniem dziennikarskim i archiwistycznym mediów środowiskowych, jest informowanie o wszelkich aktywnościach, a nie ich selekcjonowanie. Wiedział to Ryszard Kisiel, kiedy zakładał swoje pismo w latach 80. W ostatniej rozmowie, którą przeprowadziłyśmy z nim do AAAKulturalnika w ramach projektu A kultura LGBTQ+ nie poczeka! jasno to powiedział. Dlaczego dzisiejsze media społecznościowe LGBTQ+ nie pamiętają o tej zasadzie?

AF: Dodam jeszcze, że kobiety nieheteronormatywne tworzą wiele projektów skupionych na sprawach kobiet. Takie były – są: UFA, Fundacja Autonomia, Stowarzyszenie Kobiet Konsola, Fundacja Przestrzeń Kobiet i ostatnio ruch związany z  Czarnym Protestem… i mnóstwo indywidualnych – zwykle artystycznych, antydyskryminacyjnych, równościowych inicjatyw. Nie zapominajmy o świetnych czasopismach feministyczno-lesbijskich: Pełnym głosem, Zadra, Furia pierwsza, Furia, FEMKA. Ale niektóre projekty inicjowane przez lesbijki stanowią grunt niejednego wspólnego lgbtowskiego działania, które czasem nawet trafiają do głównego nurtu. Wystarczy to zobaczyć. Pierwszą redaktorką naczelną Repliki była lesbijka i tworzyła ją przez cztery lata, Lepiej późno niż wcale – audycję radiową TOK FM – przez lata prowadziła Katarzyna Szustow, poznańskie Marsze Równości organizowały od lat lesbijki, Lambdę, Miłość nie Wyklucza, Wiarę i Tęczę budowały lesbijki. To wszystko robota dziewczyn. A mogłabym długo wymieniać, wspomnę jeszcze tylko trzy, dla mnie osobiście ważne inicjatywy: OLA – Archiwum, Porozumienie Lesbijek (LBT) i Kabaret Barbie Girls. Nie ma społeczności LGBTQ+ bez kobiet nieheteronormatywnych.

MR: Cudowna lista. A propos pism feministyczno-lesbijskich, które wymieniłaś. Zawsze się nas do nich odsyła, gdy dopominamy się o przestrzeń w magazynach lgbtowskich. Ewentualnie proponuje się zrobienie kolejnego stricte lesbijskiego. Wiadomo, że te pisma raczej nie trafiają do dużej liczby odbiorców/odbiorczyń, więc sytuacja pozostaje bez zmian. Ale jak już cokolwiek zrobimy, to słyszymy, że to niszowe i że w sumie zostańmy w tej niszy, bo ją lubimy. A bywa jeszcze ciekawiej. Jak zaczynamy się wzajemnie wspierać, robić np. o sobie filmy, to okazuje się, że to towarzystwo wzajemnej adoracji. Bo znaczenie ma rzecz zrobiona przez kogoś z zewnątrz. Inaczej słyszymy, że to separatyzm. Jeżeli lesbijka nie może opowiadać o swoim świecie, bo nazwana jest separatystką, to kto ma o nim opowiadać?

MW: Musimy mieć świadomość, że społeczność LGBTQ+ nie żyje w oderwaniu od świata, który wnosi w naszą przestrzeń standardowe przekonanie, że istnieje pewien porządek i nie należy go psuć. Większość uznała, że tak jest – więc tak musi być. Trzeba się dostosować i tyle. Jeśli nie chcesz się dostosować do normy, marsz do oślej ławki, bo psujesz dobrą atmosferę.

MR: To właśnie ciekawe, jaka to atmosfera? Co ją tworzy? Wspomniane już przez ciebie, Magda, ciche “pamiętaj, bądź grzeczna”, może wtedy cię uwzględnimy w naszych planach. Może cię rozreklamujemy, może zaprosimy do projektu lub do koalicji, sypniemy groszem? Dla mnie – artystki, feministki, członkinie społeczności LGBTQ+, – jest to nie do przyjęcia. To formatowanie jest trochę jak zaćma, która pozwala zobaczyć merkantylny i skupiony na prostej atrakcyjności cel, który przywiązuje ludzi do pewnych rozwiązań, które znowu zdają się jedyne. To jest pewna właściwość naszego umysłu, że jak czegoś nie znamy, to tego nie widzimy. Podobno, gdy Kolumb przypłynął do Ameryki, Indianie nie widzieli statków, ponieważ w ich umysłach, w ich języku nie było obrazów i słów pozwalających im zobaczyć te statki, które były czymś całkowicie nowym i nie mieściły się w ich systemie rzeczywistości. Czyż z podobnym fenomenem nie mamy do czynienia w przypadku widzialnej lesbijki i kultury lesbijskiej?

AF: Dla mnie ta wizja świata to coś jeszcze – wdrukowywane w nas myślenie neoliberalne, które owładnęło również częścią społeczności LGBTQ+. Wiele organizacji LGBTQ+ zawarło pakt z neoliberalizmem. I to ma swoje konsekwencje. Organizacje pozarządowe działają jak przedsiębiorstwa, które zasadzają się na konkurencji, pieniądzach, zasięgach, opłacalności, wykluczeniu słabszych ekonomicznie. To jest nie tylko strategia nowego pokolenia aktywistek/ów LGBTQ+, niestety cierpi na to także Kongres Kobiet. Ten ostatni, owszem, podejmuje tematykę LGBTQ+, ale bardziej mówi się tam o ruchach emancypacyjnych całego środowiska, o ogólnych prawach do równości, a główną postacią środowiska jest Robert Biedroń, którego zresztą bardzo szanuję. Częściej podczas IX Kongresu Kobiet przywoływana była figura geja, a słowa “lesbijka” nie usłyszałam ani razu, w feministycznym i politycznym kontekście. Przypominam, że Anka Zet przez lata dopominała się o panel lesbijski w głównym programie. Trwało to 7 lat. Skąd ten sojusz KK ze środowiskiem LGBTQ+, wielokrotne akcentowanie, że nadzieję dla wyjścia demokracji z kryzysu, pokładamy właśnie w ruchu emancypacyjnym mniejszości psychoseksualnych? Myślę, że podstawą tego sojuszu jest neoliberalny populizm. Siła większości jest po neoliberalnej stronie, więc zmiana potrzebna wszystkim kobietom nieheteronormatywnym nie dokonuje się. Marzy mi się Centrum Lesbijek na Kongresie Kobiet, bo to lesbijki powinny być tu w centrum zainteresowania, a nie ogólnie środowisko LGBTQ+. Proponuję tu panele w obszarze tematów: lesbianizm vs feminizm, lesstoria/archiwum lesbijskie, lesbijska kultura, aktywistki lesbijskie/lesbian empowerment, lesbijski a macierzyństwo… Lesbijki od początku aktywnie działają na rzecz równości kobiet i nic z tego nie mają, w kluczowych momentach są nadal nieuznawane przez inne kobiety, solidarność tu nie działa. Dla mnie to jest wyzysk potencjału lesbijek – zupełnie podobnie, jak mężczyźni wykorzystywali i wykorzystują kobiety, dla zbijania własnego kapitału społecznego, politycznego – to właśnie ma tu miejsce. Niesamowite jest dla mnie, jak wiele treści powtarzamy po feministkach, ale w lesbijskim kontekście. Gdyby w feministycznych tekstach zamienić słowo “kobieta” na “lesbijka”, a po drugiej stronie do słowa “mężczyzna” dodać: gej, kobieta heteroseksualna lub nieheteronormatywna, ale o patriarchalnym umocowaniu to, mamy historię lesbijskiej opresji. Nasuwa się pytanie, czy i dlaczego lesbijka jest naprawdę, aż tak niebezpieczna – jest zagrożeniem dla mężczyzn, gejów, kobiet i o zgrozo, dla samych lesbijek – że ruguje się ją skutecznie ze społecznej przestrzeni, nie zauważa, nie docenia, wypycha na margines, a następnie oskarża o niewidoczność? – Niestety wykluczenia sprawnie się tu mnożą i piętrzą! Jako lesbijska aktywistka, feministka czuję się zdradzona, czuję się ofiarą tego lęku przed lesbijkami, które mogą “wszystko” zepsuć! Parafrazując Kazimierę Szczukę, zadam jeszcze jedno, złożone pytanie: zatem co mam robić ja, człowiek pochodzenia lesbijskiego, żeby mój głos był uznany, żebym była uznana w swojej indywidualności, ale również we wspólnotowości, czy mam nieustannie zapominać o swoich lesbijskich potrzebach w imię wspólnej sprawy? – Jakiekolwiek domaganie się tego uznania jest niezmiennie odbierane jako przesadne. Domagam się uparcie sprawiedliwego traktowania wszystkich lesbijek, a nie tylko tych z kręgu względnego prestiżu! Nie chcę już czekać, nie mam już na to czasu – nie chcę być już dłużej zakładniczką przeszłości i przyszłości!

AM: Ale wciąż jesteś, w całym tym systemie istnieje wiele sposobów, by oczekiwana zmiana się nie dokonała. Dzieje się to przez drobne, praktycznie niedostrzegalne akty, które można odczuwać jako mobbing. Niby nic się nie zdarza, trudno to udowodnić, fuckupy zawsze można uzasadnić tzw. czynnikami zewnętrznymi, tylko jakoś to wszystko dotyczy lesbijek. To bywa naprawdę dotkliwe i nie pozwala wydostać się z zaklętego kręgu, o którym mówiła Agnieszka. Czy to hipokryzja, czy wspomniany przez Monikę indiański syndrom?

MR: Czynniki zewnętrzne to moje ulubione wymówki. To, co nam czasem nie pozwala zorganizować wydarzenia, to niemoc organizacyjna NGO’sów, ludzkie ograniczenia, brak miejsc, pieniędzy na projekty, konflikty personalne, czasem sztampowa poprawność polityczna, zwykłe niedogadanie, nieporozumienia, mało lesbijskich zgłoszeń etc. Coraz częściej jest też tak, że musisz wyprodukować, zaproponować, zorganizować – często w obcym mieście – swoje wydarzenie, zapłacić za podróż, zaprezentować, posprzątać etc. Jak nie chcesz, nie możesz tego zrobić, nie ma cię – jesteś niewidoczna. I to ty jesteś za to odpowiedzialna, bo nie podołałaś. Inni umieli. Co mogę zrobić, kiedy słyszę takie argumenty? Nic. Nikt nie jest winny, stało się. A efekt? Nie ma lesbijskiego wydarzenia. Co jest pod spodem? Dla mnie to brak przede wszystkim motywacji, by lesbijskie propozycje pokazywać. Nie ma też wewnętrznej środowiskowej zinternalizowanej parytetowości w środowisku LGBTQ+, o czym mówiła Agnieszka Frankowska. Lesbijskie propozycje są to są, nie ma to nie ma, wciąż się słyszy, że powinny być, ale nie ma determinacji, żeby ich szukać lub je porządnie promować.

AM: Utrwalony sposób widzenia sprawia też, że mamy wydarzenia uznane za ważne i uznane za nieważne. Ale jakie jest kryterium? Nie wiadomo. Od 20 lat zadaje sobie to pytanie. Marzę o tym, by przestać je zadawać. Ale się nie da, bo znowu ostatnio na jednym z forów dyskusyjnych pojawiła się sugestia, żeby selekcjonować informację, bo forum miało być miejscem na ważne informacje. Ale jakie to te ważne? Informacje o poczynaniach polityków, skandalach społecznych, aktach homofobii? Oczywiście, bez dyskusji. Ale po co promować jakieś lesbijskie rysowniczki? Niech znajdą sobie do tego odpowiedniejsze miejsce. Tu jest istota rzeczy. “My tu załatwiamy ważne sprawy, znacie stawkę”. Właśnie dlatego że znamy, nie możemy pozwolić, by nas cenzurowano. I spychano na margines w imię “wyższych celów”.  Szczęśliwie, tym razem dobrze się skończyło, nie doszło do podziału, a tym groziło dzielenie informacji na ważne i mniej ważne. Jeśli jednak dochodzi do podziału, to lesbijskie tematy znajdują w worku z tymi nieuniwersalnymi i lądują w grupie specjalistycznej. To znowu ogranicza naszą widoczność.

AF: Jest jeszcze jeden sposób uniewidaczniania. Syndrom “etatowej lesbijki”. Zwykle jest to jedna, dosłownie jedna lesbijka, która ma mówić za nas wszystkie. Najgorzej, że często to jest ta sama lesbijka. W różnym czasie to inna osoba, ale zasada pozostaje. Podkreślam tylko, że nie jest to atak osobowy, a opis stanu rzeczy. Taka sytuacja to oczywiste przekłamanie, bo nie ma lesbijki, która ma pełną wiedzę na każdy temat i może prezentować wszystkie perspektywy. Tę etatowość wykorzystuje zarówno mainstream jak i nasza społeczność. To zwyczajnie ogranicza liczbę lesbijek w przestrzeni publicznej.

MR: Te etatowe lesbijki czasem też rezygnują, bo są obciążone odpowiedzialnością za nas wszystkie, “obrywają” też za nas wszystkie. Kiedyś Roma Cieśla, jedna z pierwszych aktywistek po 89 roku, powiedziała, że wycofała się z aktywności w przestrzeni publicznej, bo miała dość permanentnej krytyki. Zawsze ktoś jest niezadowolony. Zwykle dlatego że to, co zrobiłaś nie uwzględnia wszystkich, albo nie przypomina tego, co znamy z telewizji, co robi świat za duże pieniądze. Jeśli film, to od razu oscarowy, jak książka to na miarę nagrody Nike, jak teatr to Narodowy. Reszta nic niewarta.

AF: Jak już mówimy o wycofywaniu się lesbijek, to jeszcze jedna kwestia… Dotyczy kobiet nieheteronormatywnych, które chcą jednak działać w grupach LGBTQ+ i zgadzają się z mainstreamową strategią. Te lesbijki też nie mają łatwo, najchętniej działają w obszarze związanym z tęczowymi rodzinami, bo tam mogą działać po swojemu, w kobiecej energii, bo tam kobieta – paradoksalnie również lesbijka – “naturalnie” pasuje z kulturowego rozdania. Ten obszar jest niestety sfeminizowany i tym samym zagarnięty przez lesbijki – w każdym razie można to tak ocenić – zresztą ze szkodą dla społeczności w szerszym znaczeniu, bo i geje i lesbijki na tym tracą. Powiedziałabym, że lesbijki często zadowalają się tym obszarem, choć niektóre interesuje tylko temat tęczowych rodzin i wówczas to jest ok. Zasadniczy problem pojawia się, gdy lesbijki chcą być liderkami społeczności – są oczywiście chwalebne wyjątki, ale  zazwyczaj pojawia się zagrożenie dla gejowskiej agory. Te dziewczyny się często wycofują, przegrywając walkę i jest to dla nich traumatyczne doświadczenie, o którym często nie mają siły rozmawiać. Pisze o tym Ewa Graczyk w tekście, który tu przywołujemy i który był naszą inspiracją. Profesorka, ale i rewolucjonistka Ewa Graczyk głosi również hasło, w herstorycznym kontekście: “Chcemy całego życia!”  i ja – jako lesbijka się pod nim podpisuję!

MW: Nie do końca zgadzam się z tym, co mówisz, Agnieszko, w związku z tematem Tęczowych Rodzin, ale to dobrze (śmiech). Oznacza to, że nie jesteśmy jednorodne i jest w naszej rozmowie przestrzeń na różne perspektywy i tego samego chciałabym dla lesbijek w środowisku LGBTQ+. Temat dostępności, podziału ról i kobiece liderowanie w organizacjach to temat na oddzielną rozmowę. Zwłaszcza że ostatnio zaczynają wybrzmiewać pomysły liderowania i programowania wszelkich działań kobiet nieheteronormatywnych. W Lepiej późno niż wcale, audycji wzmacniającej tezę wywiadu replikańskiego, właśnie to usłyszałam. Co o tym myśleć? Z jednej strony koncentracja sił, a z drugiej strony takie podejście grozi zagarnięciem i modelowaniem postaw. Wszystko zależy od tego, kto chce liderować i jak się za to weźmie.

AM: Dla mnie ta wypowiedź jest niepokojąca. To strategia systemowa, która – spodziewam się – wykluczy kobiety, które nie pasują do „ustalonej koncepcji”. Możemy spodziewać się pomocy odpowiednich facylitatorów. Oni już nam wszystkim odpowiednio w głowach poukładają. To zawsze pachnie asymilacją. A mnie interesuje integracja. Przyglądanie się i budowanie z tego, co jest. A nie budowanie wizerunku według schematu. Już drżę.

MR: Powoli podsumowując naszą rozmowę, myślę, że te przykłady, które przywoływałyśmy, można by potraktować jako incydenty, zwykłe kłopoty projektowe, ale są ich setki. Na dodatek powtarzają się. Każda z nas spotkała się z nimi wielokrotnie. A że w znacznym stopniu działamy pojedynczo, to systematyczne ich stosowanie eliminuje osoby mniej odporne. W końcu na polu zostaną dostosowani/dostosowane, podłączone pod organizacje. Reszta odpadnie. To naprawdę nie wygląda na przypadek, to ukryte mechanizmy, które generują poważne straty, które dają znowu efekt niewidoczności lesbijek.

MW: Pozbądźmy się awanturnic, będzie spokój, poprawi się osławiona „dobra” atmosfera. Czy myślicie więc, że w ogóle możliwe jest porozumienie? Według mnie konieczne jest wzajemne zrozumienie, jednak musielibyśmy razem działać bardzo progresywnie, odrzucając populistyczne metody działania. Tutaj potrzebna jest wspólna, głęboka analiza sytuacji. Głębokie przemiany i procesy, które niejednokrotnie będę się działy na poziomie indywidualnym u niektórych osób, a to jest wyjątkowo trudne. Dopóki nie rozbroimy patriarchalnej bomby, to nic się nie zmieni. Mam wrażenie, że dopóki ktoś/ktosia się nie zgłosi na samobójczą misję, to porozumienie nie będzie miało szansy powodzenia. Mam poczucie, że uwagę osób zanurzonych w mainstreamie i aspirujących do niego, można przyciągnąć tylko w sposób radykalny. Taki, który na chwilę odwróci uwagę od zasięgów, ścianek, lajków i tęczowych cukierków. Moja niezgoda na taki stan rzeczy jest większa niż strach przed tym, jak zareaguje tęczowe środowisko. Tak bardzo zależy mi na zmianie, że ostracyzm wydaje się być małym dyskomfortem. Ale może się mylę?

AM: Niestety Ewa Graczyk w tekście Kobiecy desant na patriarchalna agorę, który nam wszystkim wiele uświadomił, jasno mówi, że się nie mylisz i nic nam się nie wydaje. Zapowiada się trudna robota na lata. Dialog nie jest wcale łatwy, bo porozumienie musi być naprawdę równościowe. Trudno jednak mówić o dialogu, gdy każda niezgoda na status quo oznacza hejt. Trudno uwierzyć w dobre intencje, kiedy widziałyśmy, ile za zachętami do współpracy kryje się agresji i pogardy. Bo jak inaczej interpretować opinie o lesbijskach jako ofiarach “uczepionych” gejów, roszczeniowych, nieodpowiedzialnych, niezdolnych lub leniwych. Czy taka opinia potwierdza chęć poprawy komunikacji? Dla mnie nie. Rozumiem emocje wynikające z sytuacji, ale to coś więcej, to przekonanie o naszej nędznej kondycji. Ja jestem ostrożna, bardzo chętnie dialog, a nie jego pozory, które mają nas zaprowadzić do założonego – bez nas – celu. Ty, Agnieszko, od razu w ripoście zapraszałaś do dialogu, proponując parytety w Replice i co się stało?

AF: Moja propozycja parytetów czy kwot pojawiła się jako reakcja na postulowaną niewidzialność. Wydawało mi się, że to oczywiste, że geje rozumieją tę potrzebę, deklarują się też feministycznie. Ale moja propozycja potraktowana została jako dowód niesamodzielności, zagrożenie dla jakości gazety, zamach na wolność słowa i rozwiązanie systemowe, które jest dyktaturą. Parytet to oczywiście wielkie utrudnienie, ale wtedy geje musieliby szukać z nami kontaktu, dopytywać o projekty, wydarzenia, twórczynie – wówczas byłby dialog. Teraz go nie ma. Jeśli już – to incydentalny, pozorny.

Chciałabym, żeby media, które mówią, że nas reprezentują, były bardziej przystępne. Żeby współpraca z nimi była zdrowa, żeby nie musiała opierać się na wyrzekaniu się siebie w imię dopasowywania. Chciałabym, żeby taki magazyn, jak Replika, oficjalnie wystosował na swoich łamach ogłoszenie zapraszające dziewczyny do współpracy. Niestety, obecnie sytuacja jest wyjątkowo trudna, ponieważ przy poczuciu braku szacunku, ciężko się przemóc, żeby rozmawiać z kimś, kto nie traktuje cię równościowo. Bez zniesienia tej bariery dobra współpraca nie jest możliwa. Bez szacunku nie da się skutecznie porozumieć. Ale jesteśmy otwarte na rozmowę.

AM: Dlatego chcemy rozpocząć cykl wywiadów i innych tekstów, w których chcemy przyjrzeć się przyczynom sytuacji, w której nie można pozbyć się stereotypu niewidoczności lesbijek. Nie udało nam się poruszyć wszystkich wątków, o wielu po prostu nie wiemy. Będziemy się dowiadywać: jak można zmienić rzeczywistość, gdzie jest nasze miejsce? Chcemy mówić o lesbijskiej aktywności, uwzględniając wszystkie jej aspekty, te jawne i te ukryte. Rozciągamy naszą uwagę między konspirą a inspirą. Będziemy pytać, rozważać, planować.

MW: Tak więc z czapek niewidek, których mamy dużo, szyjemy żagle i wypływamy na ocean doświadczeń kobiet nieheteronormatywnych. Zapraszamy do dialogu, również osoby mające odmienną płeć i zdanie niż my. Porozmawiajmy. Otwieramy kolejną przestrzeń na głos kobiet nieheteronormatywnych. Imienny i anonimowy.

AF: Przypomnijmy, że takich miejsc dla kobiet nieheteronormatywnych jest już sporo w necie. To materiały archiwalne i nowości z naszego świata. Na fan page O’LESS Festiwalu informacje o polskiej sztuce lesbijskiej, na Stefie Les* o kulturze, polityce, społeczności, na A kultura LGBTQ+ nie poczeka! archiwa kulturalne, na Kobiety Kobietom i Kobieta Nieheteretonnormatywna można znaleźć wszystkie aktualności. Zaglądajcie!

MR: I jeszcze ja dorzucę coś od siebie – kobiety, dziewczyny to jest miejsce na dialog – nikt cię tu nie będzie cenzurował ani kazał ci się autować – ważny jest Twój kobiecy nieheteronormatywny głos. Dasz go też w swojej sprawie! Czego my nie powiedziałyśmy, powiedz Ty. Tylko tak może drgnąć mur. Brzmi to jak manifest? Ale przecież taki miałyśmy cel – dziewczyny, czyż nie?

lesbijska konspira-manifest-big

LESBIJSKA INSPIRA. MANIFEST.

Dlaczego lesbijska kultura i aktywizm spychane są w cień? Czy niezależnie od nakładów energii, czasu i pracy mamy zostać na uboczu ze względu na kulturową pozycję kobiet w naszym kraju?  Dlaczego mówi się o nas – lesbijkach, że jesteśmy leniwe, same sobie winne, że nie wstajemy z kanapy? Dlaczego te, które chcą być widoczne, tworzą i działają – nie są widziane przez tęczową społeczność? A skoro nie widzą nas potencjalni sprzymierzeńcy, to w jaki sposób mają nas dostrzec osoby spoza tęczowego środowiska?

MAMY DOŚĆ nazywania głosu niezgody – rebelią i sprzeniewierzeniem się ładowi społeczności LGBTQ+. Otwierając dyskusję o sytuacji kobiet nieheteronormatywnych, nie wypowiadamy wojny, a przypominamy o uznanych wspólnie prawach równościowych. Nie chcemy wchodzić w przemocowy język konkurowania. Oczekujemy rozmowy. To nie jest walka o podium. Nie ma podium, jest przestrzeń, w której jest miejsce dla nas wszystkich.

MAMY DOŚĆ patriarchalnych mechanizmów. Część lesbijek ten wzorzec realizuje – z niewiedzy, ze strachu, z potrzeby przynależenia do wspólnoty, a może z wyboru? My tego nie wybieramy. Nie jesteśmy grzecznymi dziewczynkami, które – gdy pozostaną grzeczne – zasłużą na dopuszczenie do głosu. Ale czy to nadal będzie nasz głos, skoro zmuszone jesteśmy odciąć wszystkie treści, niewygodne dla reszty dbającej o pozorny ład.

MAMY DOSYĆ traktowania lesbijek jako osób mniej zdolnych, mniej odpowiedzialnych, mniej samodzielnych, które trzeba kontrolować i ktorym trzeba wskazywać rozwiązania. Nie damy się programować ani formatować. Droga, którą przeszli geje, nie musi być drogą lesbijek. Podkreślamy, że charakter działania kobiet jest często inicjujący, kolektywny, niszowy, incydentalny. Nie zmniejsza to wartości, jaką ze sobą niesie.

MAMY DOŚĆ słuchania, że jedynie mainstream daje możliwość zaistnienia w świadomości społecznej. Mainstream nie pokazuje szerokiej perspektywy, to sztuczny kanał, który oferuje widzenie zawężone, tyle tylko, że to widzenie nazywane jest uniwersalnym. Doceńmy przestrzeń kultury LGBTQ+. To bezcenny teren eksperymentu, który pokazuje naszą odmienność, oryginalność, nie tylko wyrażoną przez wielobarwność strojów i różnorodność preferencji seksualnych. Kultura kobiet nieheteronormatywnych rozwija się w znacznej części poza głównym nurtem i nie dlatego, że jest zła, czy jest jej mało. Częściowo dlatego, że szuka innych rozwiązań i nowego języka, częściowo dlatego, że nie chce podlegać uniwersalnym normom i ocenom, częściowo z braku siły, by walczyć z patriarchalnym systemem.

MAMY DOŚĆ wmawiania nam, że wybawieniem dla wszystkich kobiet nieheteronormatywnych jest neoliberalizm. Chcemy wybierać swoje rozwiązania, zachować swoją odrębność i na równych prawach współtworzyć rzeczywistość polityczno-społeczno-kulturalną. Chcemy opowiadać o niej swoimi słowami. Jesteśmy dumne ze swojej odmienności, kolorytu i doświadczeń – dają nam to siłę. Integracja tak – asymilacja nie.

MAMY DOŚĆ emocjonalnego dystansu wobec jawnych i niejawnych nadużyć wobec praw równościowych. Na emocje każdej/ każdego z nas musi być miejsce.

MAMY DOŚĆ traktowania naszych żądań parytetu jako dowodu niesamodzielności, jako zagrożenie dla jakości, zamach na wolność słowa i rozwiązanie systemowe, które jest dyktaturą. Parytet to najprostszy mechanizm równościowy, który zmusza do uwzględniania, choćby z wysiłkiem, praw kobiet nieheteronormatywnych.

MAMY DOŚĆ selekcjonowania informacji. Zadaniem dziennikarskim i archiwistycznym mediów środowiskowych LGBTQ+ jest informowanie o wszelkich aktywnościach kobiet nieheteronormatywnych na zasadach równościowych.

MAMY DOŚĆ presji autowania. Chcemy autować się wtedy, kiedy czujemy się bezpieczne i kiedy czujemy, że to jest nam potrzebne. Ale możemy też się nie autować. Nawet kiedy wypowiadamy się anonimowo, nasz głos ma wagę, bo poparty jest naszym doświadczeniem.    

Korekta: Maja Korzeniewska

—————————————————————

Damski Tandem Twórczy.  (Agnieszka Małgowska & Monika Rak)
Działa od 2009 roku. Współtworzy_ł projekty: Kobieta Nieheteronormatywna (cykl debat i audycji radiowych, 2014-2016) / O’LESS Festiwal (2012-2014) / DKF Kino lesbijskie z nutą poliamoryczną (cykl spotkań, 2012-2015) / O teatrze lesbijskim w Polsce (cykl teatrologiczny, od 2012) / A kultura LGBTQ+ nie poczeka (projekt archiwistyczny, od 2016) / Lesbijska Inspira (cykl wywiadów, od 2017) / Portret lesbijek we wnętrzu, Niesubordynowane czytanie sztuki Jolanty Janiczak (czytanie dramatów) / Orlando.Pułapka? Sen, Fotel w skarpetkach, 33 Sztuka, RetroSeksualni. Drag King Show (spektakle) / Czarodziejski flet, Gertruda Stein & Alice B. Toklas & Wiele Wiele Kobiet (opery) / L.Poetki (film dokumentalny) / Teatr Dialogu (warsztat i akcja miejska) / Wywrotowa komórka lesbijska, Epizody, watki, sugestie lesbijskie w kinie polskim (wykłady) / Stowarzyszenie Sistrum. Przestrzeń Kultury Lesbijskiej* (od 2017).

Agnieszka Małgowska – lesbijka / feministka / artaktywistka / reżyserka / trenerka teatralna / scenarzystka
Monika Rak – lesbijka / feministka / artaktywistka / aktorka / dramatopisarka / filmowczyni / graficzka.

Agnieszka Frankowska – urodzona 8 marca; lesbijka / feministka / aktywistka / spółdzielczyni / poetka / osoba z niepełnosprawnością / przez lata zaangażowana w działania poznańskiego Stowarzyszeniu Kobiet Konsola / współorganizatorka pierwszego Marszu Równości w Poznaniu (2004) oraz jego kolejnych edycji / założycielka poznańskiej Wyspy Kobiet (2011 – 2013) / obecnie członkini Partii Razem.

Magdalena Wielgołaska – aktywistka / lesbijka / feministka / współzałożycielka Stowarzyszenia na rzecz Osób LGBT Tolerado / działaczka na rzecz poszerzania wiedzy na temat leczniczego działania konopi / zaangażowana w Kręgi Kobiece i odzyskiwanie wewnętrznej, kobiecej Mocy / wartościami i zawodowo związana z Partią Zieloni / założycielka strony Strefa Les*/ współpracowniczka projektu A kultura LGBTQ+ nie poczeka!

——————————————————

LESBIJSKA INSPIRA
To niezależna inicjatywa, której e-przestrzeni udziela siostrzana Feminoteka
,
I.   Manifest
1.   ManifestInstant. 
2.   Rozmowa I. Od lesbijskiej konspiry do lesbijskiej inspiry.
3.   Rozmowa II. Minął rok. To, o czym mówiłyśmy w prywatnych rozmowach, stało się częścią debaty publicznej

II. Rozmowy wokół manifestu
1.  Mamy wewnętrzną potrzebę wolności. Rozmowa z Małgorzatą Myślak i Magdaleną Sota.
2.  Coming out – nie chcę i nie muszę. Rozmowa z Anonimową Lesbijką
3.  Z miłości i gniewu rodzi się odwaga. Rozmowa z Angeliną Caligo

4Moja droga do siebie samej. Rozmowa z Marią Kowalską
5.  Potrzebne są niehetero bohaterki. 
Rozmowa z Anną Bartosiewicz
6.  Chcemy więcej! Rozmowa z Anną i Zandrą Ra Ninus.
7. 
Lesbijki, pora na prokreację! Rozmowa z Anną Adamczyk.
8.  Kto ma prawo do słowa “lesbijka”? Rozmowa z Magdaleną Próchnik
9.  Czasem miałam wrażenie, że jestem jedyną lesbijką w Lublinie. Rozmowa z Małgorzatą Szatkowską
10. Trzeba stawiać opór. Rozmowa z Magdaleną Tchórz
11.  Dziewczyna i dziewczyna – normalna rodzina. Rozmowa z Zuch Dziewuchami
12.  Niepytana nie mówiłam, że jestem lesbijką. Rozmowa ocenzurowana
13. Co ty tutaj robisz? O poczuciu wyobcowania i przynależenia. Rozmowa z Nicole G.
14.  Mam na imię Kasia i to jest moja tożsamość. Rozmowa z Katarzyną Gauzą
15. Tęczowe aktywistki na Ukrainie są wyłącznie feministkami. Rozmowa z Katją Semchuk
16.  Oryginalnie nieheteroseksualna. Rozmowa z Agnieszką Marcinkiewicz
17.  Sama zrobię dla siebie miejsce. Rozmawa z Klaudią Lewandowską
18.  Dziś określam siebie jako osobę panseksualną. Rozmowa z Alex Knapik
19.  Perspektywa lesbian studies. Rozmowa z dr Martą Olasik
20. Mogę tylko powiedzieć: przykro mi bardzo, jestem wyjątkowa. Rozmowa z Voyk
21.  Tożsamość jest zawsze politycznaRozmowa z Elżbietą Korolczuk
22. Jesteśmy nie do ruszenia. Rozmowa z matką i córką. MB & Shailla
23. Wchodzę w krótkie erotyczne relacje poliamoryczne. Rozmowa z Retni
24. Aktywizm jest moim uzależnieniem. O niepełnosprawnościach, nieheteronormatywności i feminizmie. Rozmowa z Anetą Bilnicką
25. Wolę nie zostawiać niedomówień. Rozmowa z Adą Smętek
26.Do tej pory myślałam, że LGBTQ to nie ja. Rozmowa z Anonimową Lesbijką
27. Ciągle zajmujemy się sobą i żądamy od innych akceptacji. Rozmowa z Anną Marią Szymkowiak
.
III. Głos z zagranicy
1Węgry. Brakowało nam środowiska kobiet niehetero – stworzyłyśmy je. Rozmowa z Anną Szlávi
2. Czechy. Lesba* na wychodźstwie. Rozmowa z Frídką Belinfantová
.
IV. Męskoosobowo
1. To co polityczne jest wspólne. Rozmowa z Tomaszem Gromadką
2. Przyszło nowe pokolenie kobiet nieheteronormatywnych. Rozmowa z Marcinem Szczepkowskim
.
V.  EL*C. Wieden 2017
1.  Magdalena WielgołaskaOdzyskiwanie lesbijskiej tożsamości – wreszcie pomyślmy o sobie, Siostry.
2. Monika Rak. Siła filmu dokumentalnego, czyli lesbijki do kamer!
3. Magdalena Świder. Wokół tożsamości.
4. Agnieszka Małgowska. Peformansy, czyli witamy w Lesbolandii.
5.  Joanna Semeniuk. Jeśli nie zrozumiemy naszej przeszłości, nie zrozumiemy siebie. 
6.  Agnieszka Frankowska. PL, czyli Polskie Lesbijki w Wiedniu.

.
VI. EL*C. Kijów 2019
1.  Monika Rak. L*Geniusza na Ukrainie.
2. Magdalena Wielgołaska. Lesbianizacja przestrzeni.
.
BONUS
Komiks. Superprocenta. Graficzny komentarz Beaty Sosnowskiej

—————————————–

Aktualne wiadomości na temat projektu znajdziesz na:

Feminoteka
Kobiety kobietom
Strefa Les*
Kobieta Nieheteronormatywna
A kultura LGBTQ+ nie poczeka!
.

loga_les

————————————————————————

Warszawa 26.08 | Warsztaty dla par kobieco-kobiecych

warsztaty.dla.parKK

Warsztaty dla par kobieco-kobiecych (26 sierpnia 2017, g. 10.00-17.00)

Feminoteka i Grupa Q zaprasza do udziału w warsztatach dla par kobieco-kobiecych.

Warsztaty mają na celu pomoc parom w:

– zrozumieniu potrzeb i emocji bliskiej osoby oraz własnych potrzeb i emocji w relacji,

– budowaniu otwartej, skutecznej komunikacji w związku,

– przeciwdziałaniu nudzie i rutynie,

– pracy nad przezwyciężeniem kryzysu, nad rozwiązaniem konfliktów,

– budowaniu harmonijnej relacji, opartej na zaufaniu i zrozumieniu.

Podczas warsztatów będziemy szukać odpowiedzi na pytania:

  • Co jest dla nas najważniejsze w związku?
  • Co każda z nas ceni najbardziej w naszych relacjach?
  • W jakim kierunku razem zmierzamy?
  • Jakie są nasze potrzeby?
  • Jak o nie dbamy?
  • Jakie są nasze wspólne wartości?
  • Jak możemy usprawnić naszą komunikację?
  • Jak możemy pokonać kryzys?

Warsztaty składają się z 2 części:

  1. Część ogólna- wiedzowo-warsztatowa – dla wszystkich chętnych par – 8 godzin warsztatowych (ograniczona liczna miejsc!)
  2. Opcjonalna część indywidualna dla każdej z par – 1,5 godzinne spotkanie konsultacyjno-warsztatowe z psycholożką mające na celu pogłębienie kompetencji do pracy nad specyficznymi wyzwaniami w związku. Spotkanie odbędzie się w wybranym przez parę terminie.

Warsztaty są bezpłatne.

Miejsce: Fundacja Feminoteka, ul. Mokotowska 29a (wejście od ul. Marszałkowskiej 34/50 do samego końca w podwórzu)

Warsztaty oraz konsultacje prowadzi Justyna Bułdys, psycholożka, trenerka, coach z 14-letnim doświadczeniem w pracy warsztatowej, indywidualnej oraz z parami. W latach 2012-2017 pracowała jako psycholożka, trenerka i coach w Lambdzie – Warszawa. Pisze i koordynuje projekty dla kobiet nieheteronormatywnych.

 

Zgłoszenia na warsztaty pod adresem [email protected] do 24.08.

Turniej tenisowy LGBT – Chillli Tennis Open już w sierpniu 2017!

chilli_tenisStowarzyszenie Klub Sportowy Chillli zaprasza na siódmą już edycję pierwszego w Polsce turnieju tenisowego LGBT – Chillli Tennis Open, którego jest organizatorem:

3 sierpnia, czwartek – rejestracja,

4 sierpnia, piątek, pierwszy dzień na kortach,

5 sierpnia, sobota, drugi dzień na kortach; po rozgrywkach zapraszamy na imprezę:

CLUB HAH KATOWICE  

6 sierpnia, niedziela. ostatni, najważniejszy dzień rozgrywek. Finały.

 

Bieżące informacje znajdziecie na Facebooku oraz stronie: chillli.pl

REJESTRACJA – > GLTA 

***

Stowarzyszenie „Klub Sportowy Chillli” organizuje zawody, turnieje oraz integracyjne wyjazdy, które mają na celu rozwijanie pasji sportowych. Upowszechnianie, promocja kultury fizycznej, budowanie motywacji poprzez sport u osób dyskryminowanych ze względu na orientację seksualną – to główny cel stowarzyszenia. Czynne uprawianie sportu pomaga budować pewność siebie u osób LGBT oraz przyczynia się do lepszego odnalezienia się w świecie, gdzie często można doznać nieprzyjemności związanych z wykluczeniem i brakiem tolerancji. Swoim działaniem Chillli udowadnia, że poprzez sport i zdrową rywalizację można żyć w przyjaźni z osobami o innych orientacjach seksualnych. Sprawia, że nikt, niezależnie od wyznawanej wiary, koloru skóry czy orientacji seksualnej, nie będzie czuć się odrzucony.
Stowarzyszenie prowadzi sekcje: siatkówki, tańca towarzyskiego, tenisa, oraz zajęcia pływackie. Cyklicznie organizuje również spływy kajakowe, które cieszą się ogromną popularnością.
Chillli prowadzi też grupę wsparcia, która, w razie potrzeby, m.in. pomaga dotrzeć do terapeutów. Przeciwdziała również formie dyskryminacji, którą jest wykluczenie ze względu na status materialny – dofinansowuje udział w turniejach sportowych, składkach na wynajem sal itp. osobom, które bez tej pomocy pozbawione byłyby możliwości treningów, a co za tym idzie – wykluczone podwójnie.
Kluczowe przedsięwzięcie to organizowany przez nas już po raz siódmy Międzynarodowy turniej Chillli Tennis Open (CTO). CTO należy do cyklu turniejów rozgrywanych w ramach Międzynarodowej Organizacji Tenisa GLTA, zrzeszającej miłośników tego sportu wśród osób społeczności LGBT na całym świecie. Impreza ta co roku dostarcza ogromnych emocji tak samo na kortach, jak i na trybunach, a nam pozwala wymienić doświadczenia z zakresu organizacji i działań podobnych stowarzyszeń z całego świata. W tegorocznej edycji turnieju swój udział potwierdzili zawodnicy- amatorzy z Francji, Niemiec, Wielkiej Brytanii, Belgii, Holandii, Włoch, Indonezji, Irlandii, Szwajcarii i USA oraz oczywiście Polski.

III Trójmiejski Marsz Równości i Trójmiejskie Dni Równości

Zapraszamy na III Trójmiejski Marsz Równości – 27 maja 2017, godzina 15:00 oraz Trójmiejskie Dni Równości, które rozpoczynają się 20 maja.

nagłowek

W tym roku idziemy pod hasłem: „Miłość! Nie wojna”. Organizatorem jest Stowarzyszenie na Rzecz Osób LGBT Tolerado.

W tym roku idziemy pod hasłem „Miłość! Nie wojna”. Społeczeństwo polskie jest w ostatnim czasie wyjątkowo podzielone. Zapomnijmy na chwilę o politycznych sporach. Skupmy się wokół jednej wartości wspólnej nam wszystkim – miłości. Niech w tym jednym dniu nie dzieli nas wiara, poglądy, marzenia, idźmy wspólnie pod hasłem miłości. Każdy człowiek ma prawo kochać i być kochanym – bez względu na pochodzenie etniczne, rasę, religię czy orientację seksualną. Miłość! Nie wojna.

Marsz jest częścią Trójmiejskich Dni Równości trwających 20 do 28 maja. W programie żywa biblioteka, pokazy filmów, koncerty, przedstawienie teatralne, wielki piknik oraz spotkania i debaty.  Wśród gości m.in. Ewa Hołuszko, jedna z liderek Solidarności i pochodzący z Trójmiasta były dostojnik watykański ksiądz Krzysztof Charamsa.

Co więcej w tym roku Trójmiejskie Dni Równości połączone będą z konferencją Europejskiego Forum Chrześcijańskich Grup LGBT zrzeszającego wierzące osoby LGBT z całej Europy. Wśród nich również pastorzy i pastorki o orientacji homoseksualnej. Przedstawiciele Euroforum wezmą udział w sobotniej debacie przed Marszem. Następnie dwustu zagranicznych gości z całej Europy dołączy do Marszu Równości. W niedzielę planowana jest także ekumeniczna msza.

Marsz organizujemy z myślą zarówno o osobach LGBT, jak i  przedstawicielach heteroseksualnej większości, którym bliskie są idee społeczeństwa równego, w którym prawa człowieka będą w pełni respektowane. Dla osób LGBT jest to szansa, by przynajmniej raz w roku w ten sposób pokazać, że także są obywatelami tego kraju, ale mimo wszystko są pomijani przez prawo. Związki partnerskie lub małżeństwa zostały przyjęte w większości krajów europejskich, także o korzeniach katolickich – w Irlandii, Włoszech czy Hiszpanii. Nie ma powodu, aby prawo nie chroniło miłości dwojga ludzi tej samej płci także w Polsce.

Kontakt: Marta Magott 883 129 426, Nikodem Mrożek 530 809 319

Strona internetowa:, www.facebook.com/toleradostowarzyszenie

 

Program Trójmiejskich Dni Równości

20.05| sobota

13:00 | początek pod Centrum Sztuki Współczesnej „Łaźnia” | Gdańsk | Jaskółcza 1
Spacer trasą: „Ryk tęczowego lwa” – miejsca związane z kulturą LGBT z komentarzem Ryszarda Kisiela, niezwykłego gawędziarza i znawcy wszelki sekretów trójmiejskich gejów i lesbijek

16:00 – 23:00 | Galeria Guntera Grassa | Gdańsk | ul. Szeroka 34/35
Żywa Biblioteka: Niepowtarzalna okazja, by porozmawiać z osobami z grup dyskryminowanych i wykluczonych. Przyjdź i poznaj ich historie.

22.05 | poniedziałek

18:00 | Świetlica Krytyki Politycznej w Trójmieście | Gdańsk | ul. Nowe Ogrody 35, II p.
Pokaz filmu „L.Poetki”, który opowiada o poezji pisanej przez kobiety nieheteroseksualne. W czasie spotkania wspólnie z twórczyniami filmu Moniką Rak i Agnieszką Małgowską będziemy rozmawiali na temat specyfiki poezji lesbijskiej. Spotkanie poprowadzi prof. filologii polskiej Ewa Graczyk.

23.05 | wtorek

18:00 | Sopoteka | Sopot | ul. Tadeusza Kościuszki 14
Spotkanie z byłym watykańskim dostojnikiem księdzem Krzysztofem Charamsą wokół jego najnowszej książki „Kamień węgielny. Mój bunt przeciw hipokryzji Kościoła”. Spotkanie poprowadzi Marta Abramowicz, autorka bestselleru „Zakonnice odchodzą po cichu”.

24.05 | środa

18:00 | Świetlica Krytyki Politycznej w Trójmieście | Gdańsk |ul. Nowe Ogrody 35, IIp.
Pokaz filmu „Paris is burning” opowiadającego o początkach kultury Drag Queen. Po filmie zapraszamy do dyskusji o szerokim znaczeniu Drag z Bartoszem Górskim, dr Anną Kłonkowską oraz Katarzyną Dułak.

25.05 | czwartek

18:00 | Teatr BOTO| Sopot  | Bohaterów Monte Cassino 54B
Przedstawienie teatralne pod tytułem „Moje życie królicze” autorstwa i w reżyserii Miry Izaeli Morskiej. Sztuka opowiada o zwyczajnym życiu pary lesbijek, które w zabawny sposób ukazują swoje postrzeganie świata. W rolach głównych Adrianna Kucner, Daria Marzec i Dagmara Broniecka. Na wydarzenie obowiązują wcześniejsze zapisy.

26.05 | piątek 19.00 |  Europejskie Centrum Solidarności | Gdańsk | pl. Solidarności 1
Pokaz filmu dokumentalnego „Ciągle wierzę” o Ewie Hołuszko, wcześniej Marku Hołuszko, współtwórcy Solidarności, delegacie na I Zjazd, a w czasie stanu wojennego – działaczu konspiracji. Po projekcji rozmowa z bohaterką filmu, którą poprowadzi redaktor Marcin Dzierżanowski.

21.00 | Red Light Pub | Gdańsk | ul. Piwna 28/31
Before Party. Impreza w czasie której wystąpią DJ Asq oraz Julita Zielińska

27.05 | sobota

12.00 |  Europejskie Centrum Solidarności | Gdańsk | pl. Solidarności 1
Międzynarodowa debata: „Mówią, że to nie jest miłość, że tylko tak się zdaje nam… Kościoły chrześcijańskie a osoby LGBT”. Jak to się stało, że w Kościołach protestanckich są pastorzy-geje i kobiety-pastorki? A biskupka Sztokholmu wychowuje syna razem ze swoją żoną? Co takiego się stało, że w krajach protestanckich akceptacja dla osób homoseksualnych jest najwyższa w Europie? W dyskusji udział wezmą: Wielie Elhorst, pastor Kościoła protestanckiego w Holandii, oficjalny duszpasterz społeczności LGBT w Amsterdamie, Irene Schwyn, pastorka Kościoła reformowanego w Szwajcarii oraz Paweł Dobrowolski, jeden z pomysłodawców i twórców kampanii „Przekażmy sobie znak pokoju” mówiącej o potrzebie szacunku pomiędzy katolikami a osobami LGBT. Prowadzenie: Marta Abramowicz, autorka książki „Zakonnice odchodzą po cichu”

13.00 | Gdańsk | Plac zebrań ludowych
Plenerowy piknik w czasie którego będzie można skorzystać z bogatej oferty punktów gastronomicznych, odwiedzić miasteczko organizacji pozarządowych, pobawić się przy muzyce a także wziąć udział w jednej z wielu innych atrakcji!

15.00 | Gdańsk | Plac zebrań ludowych
III Trójmiejski Marsz Równości

22:00 | HaH Sopot | Sopot| ul. Mamuszki 21
Wielki After z show przygotowanym przez Drugą M.

 

Na wszystkie wydarzenia z wyjątkiem Imprezy After WSTĘP WOLNY.

Na czwartkowy pokaz teatralny będą obowiązywały wcześniejsze zapisy.

Tegan i Sara zakładają fundację LGBTQ dla kobiet

Autorka tekstu: Anna Cafolla
Źródło tekstu i zdjęcia: Dazed

Tegan i Sara zakładają fundację LGBTQ dla kobiet
Organizacja zobowiązuje się do „walczenia o ekonomiczną sprawiedliwość, zdrowie i przedstawicielstwo”

tegan i sara

 

Tegan i Sara stanowią duet, który wykorzystał swoją muzyczną platformę, by stać się głosem wołającym o społeczną sprawiedliwość. Teraz dziewczyny założyły fundację LGBTQ, Tegan and Sara Foundation, działającą na rzecz kobiet i dziewczyn.

Bliźniaczki zaczęły pracować nad fundacją podczas trasy promującej ich najnowszy album, Love You to Death. Według treści listu opublikowanego wczoraj na ich stronie, muzyczki spotkały się z aktywistami, badaczami, prawodawcami i organizacjami charytatywnymi LGBTQ w celu uformowania organizacji.

– Dowiedziałyśmy się, że brak federalnego finansowania dla usług LGBTQ, ograniczone szkolenia dla lekarzy o potrzebach ich pacjentów LGBTQ  i dotkliwa dyskryminacja w miejscu pracy, nieporównywalnie częściej dotyka kobiet – możemy przeczytać w liście, którego autorki wskazują na nierówności odczuwane przez kobiety o kolorach skóry innych niż biały, a także odłamy transseksualistek i lesbijek – Przede wszystkim zrozumiałyśmy, że kobiety i dziewczyny LGBTQ w przeważającej mierze czują się odrzucone i pozostawione samym sobie.

Inspirując się Audre LordeProject, GLAAD i LGBT Centra, Tegan and Sara Foundation „będzie walczyć o ekonomiczną sprawiedliwość, zdrowie i przedstawicielstwo kobiet i dziewczyn LGBTQ”. Kierując się wartościami „feministycznymi, rasowej, społecznej i  płciowej sprawiedliwości”, fundacja będzie stawiała czoła „represyjnemu ustawodawstwu nadchodzącej administracji Trumpa”.

Przeczytaj cały list list Tegan and Sara tu i wesprzyj fundację Tegan and Sara Foundation.

 

Tłumaczenie: Wojtek Karaś
Korekta: Klaudia Głowacz

Niech Święta w tym roku obejmą również osoby LGBTIQ

Źródło tekstu i zdjęć: Vox Feminae

tekst 2

Stowarzyszenie Zagreb Pride, Lesbijska organizacja Rijeka Lori i Trans Aid Hrvatska, na konferencji prasowej 16 grudnia przedstawiły kampanię Sve što želimo za blagdane je ljubav svima (Wszystko czego chcemy na święta to miłości dla wszystkich). Na platformie internetowej Sretno.eu można stworzyć samemu lub wybrać gotowe wzory spersonalizowanych pocztówek świątecznych.

Wedle zasady uczynione dobro powraca przedstawiciele/lki społeczności LGBTIQ w Chorwacji zdecydowali/ły się na Święta –  czas miłości i pokoju – zaproponować wszystkim ludziom dobrej woli przekaźnik dobrych życzeń, akceptacji i szczęścia.

Pracę platformy zaprezentował Marko Jurčić, koordynator programowy Zagreb Pridea, wysyłając pierwszą świąteczną pocztówkę z dobrymi życzeniami ministerce demografii, rodziny, młodzieży i polityki socjalnej, Nadi Murganić, proponując przy tym:

Wbrew smutnym statystykom, które mówią o braku akceptacji, wykluczeniu i wyobcowaniu. Brzydkim wiadomościom, które nas śledzą i groźbą odebrania należnych nam praw, zdecydowaliśmy się walczyć przeciwnymi uczuciami – miłością i dobrymi życzeniami. Wszystko, czego nam potrzeba do stworzenia odrobinę lepszego świata to trochę więcej miłości. Podzielcie się nią z innymi, nie ubędzie Wam jej, pomóżcie nam uczynić Święta piękniejszymi, pocztówka po pocztówce.

Impulsem do stworzenia kampanii Sretno.eu właśnie w czasie Świąt – czasie, w którym wspólnota ta czuje się szczególnie osamotniona i wyobcowana – były bezpośrednie traumatyczne doświadczenia osób LGBTIQ w Chorwacji.

W Chorwacji wiele osób odmiennej [od uznanej za normatywną] orientacji seksualnej lub tożsamości płciowej wciąż jeszcze nie doświadcza wystarczającego  zrozumienia w swoich rodzinach. Badanie[1] pokazuje, że 53% ojców i 36% matek osób LGBTIQ nie zna orientacji seksualnej swojego dziecka.

Kampanię promują wideo spoty, pokazujące trzy rodziny, których członkami są również osoby LGBTIQ, które na Święta życzą wszystkim miłości, prosząc jednocześnie, żeby rodzina kochała ich takimi, jacy są.

Kampania ma na celu zmniejszenie homo/bi/transfobii w chorwackim społeczeństwie i rodzinach, a przeprowadzona jest w ramach europejskiego projektu Szanuj prawa człowieka – buduj włączające społeczeństwo.

Po świętach platforma przerodzi się w skarbnicę różnego rodzaju pocztówek, począwszy od tych na Walentynki czy urodziny, kończąc na tych gratulujących zarejestrowanego związku lub narodzin dziecka –  podsumował Jurčić.

 


 

[1] Istraživanje o nasilju, diskriminaciji i zločinu iz mržnje protiv LGBTIQ osoba u Republici Hrvatskoj, N=690, proveli Zagreb Pride, LORI, Domino i Queer Split, 2013. godine.

 

Tłumaczenie: Kinga Letkiewicz
Korekta: Klaudia Głowacz

Masowe demonstracje w Meksyku przeciwko małżeństwom jednopłciowym

Masowe demonstracje w Meksyku przeciwko małżeństwom jednopłciowym

Źródło tekstu i zdjęcia: queer.de

demo-fuer-alle-mexiko-600

Dziesiątki tysięcy protestujących zareagowało na apel konserwatywnych, religijnych grup przeciwko równouprawnieniu par homoseksualnych. Przeciwnicy homoseksualizmu na całym świecie jednoczą się pod wspólnymi hasłami.

Około 300 tysięcy ludzi wzięło udział w manifestacjach i demonstracjach w Meksyku przeciwko planowanemu przez rząd zezwoleniu na małżeństwa gejów i lesbijek. Do akcji protestacyjnych w wielu miastach wzywał Narodowy Front na rzecz Rodziny, związek stworzony przez konserwatywne, religijne grupy.

Według raportów agencji, w demonstracjach, między innymi w Meksyku, Ciudad Juárez, Puebla i Veracruz, wzięli udział nie tylko katolicy, ale także wyznawcy innych religii, tacy jak metodyści i mormoni. Na plakatach widniały napisy: „Tata + Mama = Szczęśliwa Rodzina”.

Wielu demonstrujących miało przy sobie różowe i jasnoniebieskie balony. Również logo Narodowego Frontu na Rzecz Rodziny – przekreślony obrazek trzymającej się za ręce rodziny homoseksualnej z trójką dzieci – budzi skojarzenia z ruchem „Manif pour tous” we Francji lub z „Demo für alle” w Niemczech [przyp. tłum. ruch społeczny, który narodził się w roku 2012 we Francji jako forma sprzeciwu wobec małżeństw jednopłciowych].

24 września w stolicy Meksyku ma odbyć się kolejna wielka demonstracja przeciwko zgodzie na małżeństwa jednopłciowe.

Zakaz małżeństw dla par homoseksualnych jest wykroczeniem przeciwko konstytucji

Prezydent Meksyku, Peña Nieto zapowiedział w maju zainicjowanie zmiany w konstytucji, w celu zezwolenia na małżeństwa gejów i lesbijek. Obecnie sytuacja w kraju przypomina szycie metodą patchwork’u: osiem krajów związkowych uprawomocniło małżeństwa jednopłciowe, automatycznie lub poprzez wyrok sądowy, inne uznają związki partnerskie jako pełnoprawne lub z częściowymi ograniczeniami, podczas gdy w dwóch innych krajach związkowych nie zostały one jeszcze prawnie uznane. Jednocześnie już w zeszłym roku zakaz małżeństw homoseksualnych został uznany przez Sąd Najwyższy w Meksyku za nieprzestrzeganie zagwarantowanej w konstytucji zasady równego traktowania.

Do najbardziej zagorzałych przeciwników pełnego równouprawnienia w Meksyku należy kościół katolicki. W minionym miesiącu kardynał Norberto Rivera Carrera, katolicki arcybiskup miasta Meksyk, tłumaczył, że zezwolenie na jednopłciowe małżeństwa doprowadzi do „duchowego oraz cielesnego spustoszenia”.

Mimo bezkompromisowej postawy kościoła katolickiego, do którego należy większość Meksykanów, powołując się na wyniki ankiet przeprowadzonych wśród społeczeństwa, aż dwie trzecie uprawionych do głosowania opowiada się za małżeństwami dla wszystkich. (cw)

 

Tłumaczenie i opracowanie: Małgorzata Szozda

Korekta: Klaudia Głowacz

Na Filipinach wybrano pierwszą transpłciową posłankę!

Źródło tekstu i zdjęcia: CNN

Autor: Robert Sawatzky

 

Filipińczycy dokonali historycznego kroku, wybierając do Izby Reprezentantów pierwszą transpłciową posłankę.

Bez tytułu

Według danych pochodzących z 99% zatwierdzonych protokołów wyborczych z obwodów głosowania w regionie Bataan, Kandydatka Partii Liberalnej Geraldine Roman zdobyła 62% głosów, deklasując pozostałych kandydatów i kandydatki.

Wydarzenie jest krokiem milowym w życiu filipińskiej społeczności LGBT. W zdominowanym przez katolików kraju geje, lesbijki i osoby transpłciowe są nadal publicznie atakowane przez polityków i osoby publiczne.

Na początku tego roku, ośmiokrotny mistrz świata boksu, Manny Pacquiao, wywołał ogólnoświatowe potępienie i oburzenie twierdząc, że osoby homoseksualne są „gorsze niż zwierzęta”. W czasie późniejszej kampanii do Senatu wycofał się jednak z tych słów i przeprosił za zniewagę. Wiele grup, które w tamtym czasie publicznie potępiały słowa Pacquiao, dziś okazuje radość ze zwycięstwa Geraldine Roman. Wśród nich jest partia polityczna zrzeszająca osoby LGBT – LADLAD, która podkreśliła znaczenie wydarzenia.

 49-letnia Geraldine Roman od ponad 20 lat żyje jako kobieta i ma partnera. Nie wstydząca się walczyć o prawa społeczności LGBT polityczka, niemniej jednak bagatelizuje zjawisko rozczarowania wśród wyborców dotychczasową sceną polityczną i ich „potrzebę świeżej krwi”, które przyczyniły się do wysokiego wyniku. Jak twierdzi, jej popularność ma więcej do czynienia z programem wyborczym niż płcią.

Geraldine jako córka znanych działaczy politycznych przejęła fotel w parlamencie po swojej matce i obiecała kontynuować rodzinną tradycję służby publicznej.

 

Tłumaczenie: Karolina Ufa

Korekta: Klaudia Głowacz

Kraków 23-28 maja: 7. LGBT Film Festival, Kino Pod Baranami

 

W dniach 23-28 maja w Kinie Pod Baranami odbędzie się krakowska odsłona 7. LGBT Film Festival, największego w Polsce święta kina lesbijek, gejów, osób biseksualnych i trans. W programie znalazło się 5 filmów pełnometrażowych, w tym laureat berlińskiej nagrody Teddy – Kocur, głośny dokument Oriented oraz wybór 12 izraelskich krótkich metraży.

LGBT_Kocur
LGBT Film Festival prezentuje najnowsze i najlepiej przyjęte tytuły na międzynarodowych festiwalach filmowych. W repertuarze znalazły się produkcje różnorodne pod względem tematycznym i formalnym – ze szczególnym uwzględnieniem kinematografii Izraela – które prowokowały do dyskusji widzów na całym świecie. Podczas krakowskiej edycji wydarzenia zostanie zaprezentowany austriacki dramat Kocur, który triumfował na tegorocznym Berlinale, gdzie został uhonorowany nagrodą Teddy (przyznawaną od 1987 roku filmom o tematyce LGBT); dostrzeżony na Los Angeles Film Festival 2015 izraelsko-brytyjski dokument Oriented, opowiadający historię trzech palestyńskich przyjaciół odkrywających swoją tożsamość narodową i seksualną w Tel Awiwie podczas konfliktu izraelsko-palestyńskiego w 2014 roku; czy turecki film Jesteśmy gotowi? w reżyserii Çağana Irmaka, wielokrotnie nagradzanego twórcy filmowego i telewizyjnego. Program uzupełni wybór 12 krótkich metraży z Izraela, przyglądających się sytuacji mniejszości seksualnych w tym kraju z wielu perspektyw.
Wszystkie filmy zostaną prezentowane w wersji oryginalnej z polskimi i angielskimi napisami.

LGBT_Oriented

Marsz Równości w Trójmieście już 21 maja!

„Jesteśmy rodziną”

 

21 maja o godz. 15:00, Targ Węglowy.

Idziemy pod hasłem: Jesteśmy rodziną. Organizatorem jest Stowarzyszenie na Rzecz Osób LGBT Tolerado.

 

16

 

Marsz jest częścią Trójmiejskich Dni Równości trwających przez 10 dni od 14 do 24 maja. W programie żywa biblioteka, wystawy, pokazy filmów, koncerty, a także międzynarodowa debata o polityce równości z udziałem m.inwiceprezydenta Gdańska Piotra Kowalczuka i burmistrzyni Bergen Marte Mjøs Persen.

 

Zapraszamy na Dni Równości. Zapraszamy na Marsz Równości 21 maja!

www.marsz3miasto.plwww.facebook.com/toleradostowarzyszenie

 

W pierwszym Trójmiejskim Marszu Równości, który odbył się 30 maja 2015 r. wzięło udział ponad 2 tys. osób (zgodnie z danymi policji). Był to największy tego typu marsz zorganizowany w Polsce poza Warszawą. Na czele marszu szli m.in. prezydent Słupska Robert Biedroń, ówczesna wicemarszałkini Sejmu Wanda Nowicka oraz ambasador Szwecji Steffan Herrstrom wraz z małżonką. W Dniach Równości wziął udział m.in. wiceprezydent Piotr Kowalczuk jako gość w dyskusji dotyczącej tęczowych rodzin w Polsce i w Europie.

Tak samo jak w zeszłym roku, tak w i tym hasło marszu to: Jesteśmy rodziną. Powtarzamy je, bo jest ono szczególnie ważne, gdy nowa władza powtarza, że rodzinę tworzy tylko kobieta i mężczyzna. Jesteśmy rodziną, bo kochamy najbliższe nam osoby, z którymi dzielimy życie. Mówimy o nich: mój chłopak, moja partnerka, a po latach mój mąż, moja żona. Jesteśmy rodziną, bo mamy dzieci, które razem wychowujemy. Jesteśmy rodziną, bo mamy matki, ojców, babcie, dziadków, braci, siostry, bliskich przyjaciół.

Konstytucja Rzeczpospolitej Polskiej w art. 18. stanowi, że rodzina znajduje się pod ochroną i opieką Rzeczypospolitej Polskiej. Dlatego każdy z nas powinien mieć prawo do ochrony swojego partnera i partnerki poprzez zawarcie związku partnerskiego. Dlatego nasze dzieci powinny mieć zagwarantowane bezpieczeństwo, a to może odbyć się tylko poprzez uznanie praw rodzicielskich tych osób, które są ojcami lub matkami swoich dzieci, ale obecnie są dla nich według prawa osobami obcymi.

II Trójmiejski Marsz Równości ma o tym przypomnieć. Ma przypomnieć o tym, że walczyliśmy o wolność i demokrację, o bycie członkiem Unii Europejskiej, o poszanowanie godności każdego człowieka – także tego, który nie jest akurat przy władzy.

 

Kontakt: Rzeczniczka medialna – Marta Abramowicz 603 371 950, [email protected]

LIST DO PREMIER BEATY SZYDŁO Z PROŚBĄ O PODJĘCIE DZIAŁAŃ NA RZECZ PRZECIWSTAWIENIA SIĘ FALI NIENAWIŚCI

Zachęcamy organizacje do podpisania apelu przygotowanego przez Fundację im. S. Batorego do premier Beaty Szydło.

LIST DO PREMIER BEATY SZYDŁO Z PROŚBĄ O PODJĘCIE DZIAŁAŃ NA RZECZ PRZECIWSTAWIENIA SIĘ FALI NIENAWIŚCI

W ciągu ostatnich tygodni kilkakrotnie doszło do aktów fizycznej i słownej agresji wobec cudzoziemców, osób o innym kolorze skóry, a także wobec działaczy i działaczek organizacji pozarządowych promujących wartości społeczeństwa otwartego. Obiektem nienawistnych ataków stały się Lambda, Kampania Przeciw Homofobii, Fundacja Klamra, inicjatywa HejtStop, Amnesty International. Gwałtownie postępuje eskalacja agresji. Od obelg, szkalowania, gróźb karalnych i nawoływań do przemocy napastnicy przechodzą do czynów. Dochodzi do napaści na siedziby organizacji, próby wtargnięcia do biur, niszczenia mienia.

Jeśli chcecie okazać solidarność z naszymi koleżankami i kolegami, którzy stali się obiektem nienawistnych ataków,podpiszcie apel do premier Beaty Szydło, w którym zwracamy się o podjęcie zdecydowanych działań w obronie naszych koleżanek i kolegów. Nie zostawiajmy ich samych. Postawmy wspólnie tamę nienawiści i agresji.

Podpisy pod apelem WYŁĄCZNIE organizacji pozarządowych zbieramy do wtorku 8 marca godzina 15.00. 

Podpisy można składać tu: Fundacja im. S. Batorego

TREŚĆ LISTU:

Sz. P.

Beata Szydło

Prezes Rady Ministrów

Szanowna Pani Premier,

My, niżej podpisani przedstawiciele organizacji pozarządowych zwracamy się do Pani Premier o stanowcze potępienie powtarzających się ataków nienawiści i przemocy wobec osób i organizacji pozarządowych działających na rzecz obrony praw człowieka, równych praw i tolerancji oraz podjęcie konkretnych kroków w kierunku przeciwdziałania narastającej fali agresji i nienawiści wobec innych.

W ciągu ostatnich tygodni kilkakrotnie doszło do aktów fizycznej i słownej agresji wobec osób o odmiennym kolorze skóry a także wobec działaczy i działaczek organizacji pozarządowych promujących wartości społeczeństwa otwartego. Obiektem nienawistnych ataków w przestrzeni publicznej i w Internecie stały się takie organizacje jak Lambda, Kampania Przeciw Homofobii, Fundacja Klamra, inicjatywa HejtStop, Amnesty International. Gwałtownie postępuje eskalacja agresji. Od obelg, szkalowania, gróźb karalnych i nawoływań do przemocy napastnicy przechodzą do czynów. Dochodzi do napaści na siedziby organizacji, prób wtargnięcia do biur, niszczenia mienia.

Jesteśmy przekonani, że powtarzające się ostatnio ataki to wynik biernej postawy władz wobec coraz częstszej obecności przejawów rasizmu, ksenofobii, homofobii i nienawiści w debacie publicznej. Brak zdecydowanej reakcji na seanse nienawiści podczas publicznych zgromadzeń, na których łamane jest prawo i wzywa się do ataków na mniejszości; nienawiść i pogarda cechująca publiczne wypowiedzi przedstawicieli władzy i partii parlamentarnych tworzą klimat, w którym sprawcy ataków czują milczące przyzwolenie dla swoich działań.

W tym kontekście niepokoi nas likwidacja biura Pełnomocnika ds. Równego Traktowania przez kierowany przez Panią rząd oraz odmowa nowopowołanego Pełnomocnika Rządu ds. Społeczeństwa Obywatelskiego i Równego Traktowania zaangażowania się w obronę atakowanych organizacji. Zapewnienie bezpieczeństwa, spokoju społecznego oraz eliminacja agresji z życia publicznego to zadania władz publicznych: rządu i podległych mu służb.

Oczekujemy od Pani Premier i kierowanego przez Panią rządu publicznego potępienia aktów nienawiści i agresji wobec osób i organizacji występujących w obronie praw obywatelskich i sprzeciwiających się szerzeniu nienawiści oraz podjęcia działań, które postawią tamę fali agresji i nienawiści wobec innych. Bez zdecydowanych działań ze strony władz dzisiejsze groźby i ataki na siedziby organizacji, jutro mogą przerodzić się w przemoc fizyczną wobec konkretnych osób. Może dojść do tragedii. Zróbmy wszystko, żeby tego uniknąć.