TELEFON DLA KOBIET DOŚWIADCZAJĄCYCH PRZEMOCY

Телефон для жінок, які зазнають насильства

CZYNNY PONIEDZIAŁEK-PIĄTEK
OD 11.00 DO 19.00

Активний з понеділка по п’ятницю з 14:00 до 17:00

Debata polityczna „Kobiety w polityce – dziś i jutro”

Ponad 200 kobiet z całej Polski debatowało w Sejmie, 11 maja, na temat udziału kobiet w polityce oraz nad tym, co zrobić by było ich więcej. Wśród nich znalazły się m.in. Wicemarszałkini Sejmu RP Wanda Nowicka, która zaprosiła panie do Sejmu w ramach inicjatywy Sejm Przyjazny Kobietom, oraz prof. Magdalena Środa, Kazimiera Szczuka, Iwona Piątek, Małgorzata Prokop-Paczkowska, Manuela Gretkowska i posłanka Anna Grodzka.

– Przestało nas już zadowalać samo stwierdzenie, że trzeba działać na rzecz kobiet – mówiła Wicemarszałkini Sejmu RP Wanda Nowicka na debacie politycznej „Kobiety w polityce – wczoraj i dziś”.

Kobiety chcą działać i badania sondażowe potwierdzają, że są wobec nas duże oczekiwania, ale również, że istnieje akceptacja dla udziału kobiet w polityce. 

– Ponieważ nie jesteśmy wystarczająco reprezentowane w istniejących partiach politycznych, można wysunąć wniosek, że gdyby pojawiła się kobieca inicjatywa polityczna, znalazłaby duże poparcie – dodała Nowicka, zaznaczyła jednak, że wszystko musi zweryfikować życie.

Poparła ją prof. Magdalena Środa, która wyraziła opinię, że potrzebna jest wola polityczna i władza, żeby doprowadzić do końca emancypację kobiet. Mężczyźni bez nas nie załatwią naszych spraw – mówiła Kazimiera Szczuka. Natomiast Manuela Gretkowska przypominała, że polityka to siła.

Wiele pań zaznaczało, że ewentualna partia kobiet powinna współpracować z mężczyznami. Potrzebna jest zmiana systemu – mówiły. Zastanawiano się również nad formą ewentualnej inicjatywy kobiet, momentem jej rozpoczęcia i przywództwem. Problemy kobiet to problemy całego społeczeństwa – przypomniała prof. Środa. Wszystkie obecne na sali kobiety zgodziły się, że inicjatywa polityczna kobiet jest potrzebna. Panie wypełniły ankiety, w których uzasadniały co myślą o takim pomyśle. Konsultacje będą kontynuowane.

Źródło: Strona Marszałkini Sejmu Wandy Nowickiej

Gwałt nareszczcie ścigany z urzędu?

Dziś Sejm niemal jednogłośnie (przy jednym głosie wstrzymującym się) przegłosował zmianę trybu ścigania gwałtów z wnioskowego na z urzędu. Najprościej rzecz ujmując jest to zmiana trybu ścigania z barbarzyńskiego na cywilizowany.

Nareszcie osoby, które doświadczyły gwałtu będą przesłuchiwane tylko raz, dopuszczalna jest nieobecność ofiary gwałtu w sądzie, ofiary gwałtów będą przesłuchiwane w tzw. przyjaznych pomieszczeniach w obecności psychologa, ich zeznania będą nagrywana, by nie musiały ich powtarzać kilkukrotnie i narażać się na powtórną traumę; osoba pokrzywdzona nie będzie musiała zeznawać w obecności gwałciciela.

Dotychczas, aby prokuratura mogła wszcząć postępowanie w sprawie gwałtu, potrzebna była zgoda (formalny wniosek) osoby pokrzywdzonej, ofiary gwałtu były wielokrotnie przesłuchiwane i to w obecności oskarżonego o gwałt. Dzięki nowym przepisom wystarczy samo zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa, by prokuratura lub policja będzie wszczęła postępowanie.

Jeśli do zmian w prawie dojdą procedury dla policji, służby zdrowia i prokuratury, zapewniające pełną ochronę ofiar gwałtów, szkolenia dla wszystkich służb i akcja informacyjno-edukacyjna, będzie to prawdziwy przełom w Polsce, w której od 1989 roku o problemie gwałtów praktycznie nie rozmawiano. Nie było ani jednej ogólnopolskiej rządowej kampanii dotyczącej tego problemu. 

Policja odnotowuje ok. 2 tysięcy przypadków gwałtów rocznie, tymczasem szacuje się, że ciemna liczba ofiar przemocy seksualnej (w tym próby wymuszenia gwałtów) wynosi od 90 do nawet 200 tysięcy rocznie. Gwałtu przede wszystkim doświadczają kobiety, w niemal 90% przypadków sprawca by znany ofierze – był to mąż, parter, kolega lub inny znajomy. Większość kobiet nie zgłasza się na policję z powodu wstydu i lęku także przed procedurami, które nie chroniły ich w żaden sposób (przeczytaj raport Feminoteki: Dość milczenia. Przemoc seksulana wobec kobiet i problem gwałtu w Polsce).

Sejm już wypowiedział się pozytywnie w sprawie zmian. Teraz projekt trafi do Senatu. Liczymy, że i tam spotka się z pełnym zrozumieniem i senatorowie nie będą zwlekać z zatwierdzeniem zmian. Ofiary gwałtu potrzebują ich natychmiast.

Joanna Piotrowska

(Nie) równość płci – ile to kosztuje

Ambasada Szwecji, Instytut Szwedzki oraz Instytut Spraw Publicznych zapraszają na konferencję (Nie) równość płci – ile to kosztuje. W poszukiwaniu równowagi między życiem zawodowym a rodzinnym

22 maja 2013 r., godz. 9.30, Hotel Bristol, Krakowskie Przedmieście 42/44, Warszawa

Udział w konferencji biorą:

  • Maria Arnholm, szwedzka Minister ds. Równouprawnienia,
  • Władysław Kosiniak-Kamysz, Minister Pracy i Polityki Społecznej,
  • Irena Wóycicka, Podsekretarza Stanu ds. społecznych w Kancelarii Prezydenta RP
  • Agnieszka Kozłowska-Rajewicz, Pełnomocniczka Rządu ds. Równego Traktowania.

    REJESTRACJA

    Co jest droższe – polityka prorodzinna czy jej brak? A może kosztowne wydatki na rozwiązania wspierające godzenie życia zawodowego i rodzinnego mimo wszystko się opłacają? Czy praca kosztem rodziny, a rodzina kosztem rozwoju zawodowego to staroświecki dylemat?

    Podczas konferencji zaprezentujemy szwedzkie i polskie doświadczenia w zakresie polityki prorodzinnej. Przyjrzymy się, w jaki sposób działania na rzecz równouprawnienia na rynku pracy można wykorzystać we wspieraniu wzrostu gospodarczego i pokonywaniu wyzwań demograficznych.

    Program 

    09.30 – 10.00
    Rejestracja gości

    10.00 – 10.05
    Powitanie gości

  • Ambasador Szwecji w Polsce Staffan Herrström
  • Prezes Instytutu Spraw Publicznych dr Jacek Kucharczyk

    10.05 – 11.45
    I panel – Równość płci a demografia i gospodarka

  • Maria Arnholm, Minister ds. Równouprawnienia
  • Władysław Kosiniak-Kamysz, Minister Pracy i Polityki Społecznej
  • prof. Irena E. Kotowska, Szkoła Główna Handlowa
  • prof. nadzwyczajny Anne Boschini, Uniwersytet Sztokholmski
    Moderacja: red. Katarzyna Pawłowska-Salińska, Gazeta Wyborcza

    11.45 – 12.05
    Przerwa kawowa

    12.05 – 14.00
    II panel – Godzenie życia zawodowego z rodzinnym

  • Irena Wóycicka, Podsekretarz Stanu ds. społecznych w Kancelarii Prezydenta RP
  • Agnieszka Kozłowska-Rajewicz, Pełnomocniczka Rządu ds. Równego Traktowania

    Krótkie prezentacje oraz dyskusja zaproszonych panelistów i panelistek:

  • Tiina Bruno – konsultantka, twórczyni koncepcji Familjesmart (ParentSmart Companies)
  • Henrik Östberg, Wiceprezes, Boliden
  • Lucyna Federowicz, Dyrektor ds. Personalnych i Strategii, Gdańskie Przedsiębiorstwo Energetyki Cieplnej sp. z o.o.
  • Jacek Kucharczyk, prezes Instytutu Spraw Publicznych
    Moderacja: red. Zuzanna Ziomecka, Tygodnik Przekrój

    14.00
    Lunch

    Konferencja będzie się odbywać w jęz. polskim i angielskim z tłumaczeniem symultanicznym.

    Rejestracja: formularz online, e-mail: [email protected]
    Informacje tel.: (22) 556 42 60, www.isp.org.pl/rownoscplci

Polityczki tracą poparcie, gdy media skupiają się na ich wyglądzie

Barack Obama, prezydent Stanów Zjednoczonych, przeprosił w zeszłym tygodniu za nazwanie Kamali Harris „zdecydowanie najlepiej wyglądającym prokuratorem generalnym w kraju”. Prezydent nie jest jedynym, który dostrzega atrakcyjny wygląd polityczek. W czasie trwania ostatniej kampanii wyborczej prominentny działacz Partii Republikańskiej z Karoliny Południowej poczuł, że zagraża mu kongresmenkaElizabeth Colbert Busch: „każdy z nas jest zaniepokojony, ponieważ ona nie wygląda źle” – powiedział. Natomiast Maureen Dowd uważa, że fryzura Hillary Clinton stanowi wskaźnik jej szans na prezydenturę w 2016 r.: „Hillary „porzuciła ciasno upięty kok, który nadawał jej wizerunek negatywnego bohatera K. G. B. z filmów o Bondzie na rzecz eleganckiego cięcia, dzięki któremu wygląda nowocześnie i glamour”.

Wynika z tego, że im kobieta lepiej wygląda, tym ma większe szanse w wyścigu o polityczne godności. Inicjatywa „Name It. Change It” opublikowała właśnie badania wskazujące na to, że kiedy media skupiają się na wyglądzie polityczek, wyborcy tłumnie je opuszczają. Tej wiosny „Name It. Change It” wystawiło „hipotetyczną kandydatkę w wyborach do Kongresu – Jane Smith oraz męskiego kandydata – Dana Jonesa” i po przedstawieniu wielu fałszywych informacji na ich temat wobec 1500 wyborców i wyborczyń poprosiła ich o dokonanie wyboru spośród tych dwojga. Wyborcy, którzy usłyszeli, że Jane i Dan odpowiadają za ustawę oświatową podzielili swoje głosy dość równomiernie pomiędzy nich. Natomiast wtedy, kiedy odnoszono się do wyglądu fizycznego Jane, przewagę osiągnął Dan.

Nawet wtedy, kiedy dyskusja o wyglądzie polityczek kodowana jest jako „komplement”, obniża jej szanse wyborcze. Wyborcy tracili zaufanie do Jane, bez względu na to, czy jej wygląd był neutralny, czy atrakcyjny. W grupie kontrolnej, której nie dostarczano informacji na temat fizyczności Jane, kandydatka zdobyła 50 proc. głosów. Kiedy news zawierał neutralną ocenę jej wyglądu – „Smith ubrana jest w brązową bluzkę, czarną spódnicę i skromne balerinki na niskim obcasie” – polityczka traciła 4 punkty. Pochlebna opinia – „Smith – szczupła i atrakcyjna, wygląda młodo jak na swój wiek. Podczas konferencji prasowej wystąpiła w marszczonej kurtce, ołówkowej spódnicy oraz modnych butach na obcasie” – przynosiła stratę 6 punktów. Negatywne doniesienia na temat jej wyglądu – „twarz Smith niestety pokryta była ciężkimi warstwami podkładu i pudru, co złożyło się na jej niekorzystny wizerunek tego dnia wzmocniony przez tandetne paznokcie” – doprowadziły do utraty aż 7 punktów. Wyborcy, którzy słyszeli doniesienia o wyglądzie Jane, oceniali ją słabiej w kategoriach takich jak: kontaktowość, sympatyczność, efektywność, kwalifikacje. Efekt odwrócenia się od Smith dotyczył nawet jej stałego elektoratu – skupienie się na jej bluzkach, paznokciach i obcasach spowodowało, że młode kobiety wspierające Jane odwróciły się od swojej kandydatki.

Raport wydany przez „Name It. Change It” nie zakładał uruchomienia adekwatnego eksperymentu dotyczącego wyglądu Dana, więc nie wiadomo, jak przełożyłoby się to na jego polityczne szanse.

Mimo zaangażowania prezydenta Obamy, kandydatki wciąż zmagają się z bardziej powierzchownym traktowaniem ich kampanii niż w przypadku mężczyzn. W książce „Kobiety na prezydenta. Stronniczość mediów w dziewięciu kampaniach” Erika Falkanalizowała podejście mediów do każdej kobiecej kandydatki na stanowisko prezydenta USA począwszy od Victorii Woodhull w 1872 r. do Hillary Clinton w 2008 roku. Tendencja nie uległa zmianie przez 136 lat: dziennikarze w 2004 r. opisywali ciało Carol Moseley Braun częściej niż w 1872 r. wygląd Woodhull. Niezależne badania wykazały podobne różnice w przedstawianiu kandydatów na wiceprezydenta w czasie kampanii prezydenckiej 2008 r. – Sary Palin i Joe Bidena i w 2000 r. prezydenckich pretendentów: Elizabeth Dole, George’a W. Busha, Steve’a Forbes’a, i Johna McCaina.

Niesymetryczny rodzaj relacjonowania kampanii wyborczych jest problemem samych mediów, a nie Jane Smith. Ale Jane może pomóc sobie odrobić straty, kiedy odmawia przyjmowania komplementów na temat jej wyglądu. „Name It. Change It” posunęła się do stwierdzenia, że kiedy Jane i media zauważają, że dla relacjonowania opartego na wyglądzie „nie ma miejsca w mediach i że jej wygląd nie jest gorącym newsem” Jane może odzyskać większość, ale nie wszystkie straty z medialnej manii skupiania się na wyglądzie. A „wyborcy, którzy nie zapoznawali się z opisami wyglądu, odpowiadali, że za kobiecymi kandydatkami stoją tylko one, nie ich prezencja”.

Kiedy Obama zwrócił uwagę na wygląd Kamali Harris, reporter „Politico” Dylan Byers dziwił się, dlaczego nazwanie kobiety atrakcyjną stało się tak trudne w przestrzeni publicznej. Raport „Name It. Change It” wskazuje, że takim dziennikarzom jak Byers z łatwością przychodzi nazwanie kobiety „gorącą” – i jednocześnie w prosty sposób utrudnia jej utrzymanie poparcia.

Opracowanie: Agata Szczerbiak
Źródło: http://www.slate.com/blogs