TELEFON DLA KOBIET DOŚWIADCZAJĄCYCH PRZEMOCY

Телефон для жінок, які зазнають насильства

CZYNNY PONIEDZIAŁEK-PIĄTEK
OD 11.00 DO 19.00

Активний з понеділка по п’ятницю з 14:00 до 17:00

Miniewicz: Rozważania na temat aborcji

Rozważania na temat aborcji – felieton Ewy Miniewicz

Autorka: Ewa Miniewicz

Źródło obrazka: www.aborcja.edu.pl

aborcja

Kiedy zaczynałam czytać „Ginekologów” Jurgena Thorwalda, nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak aktualne będzie przesłanie tej książki. Autor opisując dzieje ginekologii, opowiada zarazem dzieje piekła kobiet. Łamanie spojenia łonowego przy cesarskim cięciu, palenie na stosie za podanie środka łagodzącego ból przy porodzie czy wycinanie łechtaczki, to tylko niektóre z setek praktyk przeprowadzanych na kobietach. Mając w pamięci niedawne przypadki związane z użyciem kleszczy czy wyciskaniem dziecka z brzucha matki łokciem, trudno mi uwierzyć, że żyję w XXI wieku, a nie w pomroce dziejów opisywanych przez Thorwalda, ale to temat na osobny artykuł. To co jest najistotniejsze dzisiaj, w tej właśnie chwili, to prawo do aborcji. Prawo które jest i tak ograniczone, może zostać nam kompletnie odebrane w imię walki o tzw. „życie nienarodzone.” W myśl projektu obywatelskiego fundacji Pro, Prawo do Życia, płód, będzie lepiej chroniony niż kobieta, od której de facto zależy życie tego płodu. Nieludzkie, potworne prawo zmuszające kobiety do porodów za wszelką cenę. Prawo, w myśl którego kobieta po poronieniu mogłaby być skazana na karę więzienia, bo niedostatecznie uważała w ciąży. Prawo zmuszające rodziców do obserwowania agonii ciężko chorego dziecka. To wszystko w imię katolicyzmu i obrony nienarodzonego życia.

Gdyby została przegłosowana, ta ustawa nie tylko kompromitowałaby nas w oczach krajów zachodnich, ale również cofałaby Polskę w rozwoju społecznym do połowy XIX wieku. Wtedy restrykcyjne ustawy aborcyjne obowiązywały w całej Europie oraz Stanach Zjednoczonych. W Wielkiej Brytanii, za dokonanie aborcji groziło więzienie o zaostrzonym rygorze z dożywociem włącznie. Aborcja była całkowicie zakazana, również w przypadku gwałtu oraz zagrożenia życia matki. Był rok 1861. Mało tego, wraz z wejściem ustawy w życie, niektórzy mieli pomysły zakazania rutynowych badań ginekologicznych – aby nie dopuścić do wdania się śmiertelnych infekcji. Kuriozalne jest to, że ten zapis podtrzymywano jeszcze 150 lat po wprowadzeniu aseptyki. Oczywiste jest to, że za restrykcyjnym prawem stało nauczanie kościołów chrześcijańskich. Od setek lat stały one obok państw, sącząc w nie swoje nauczanie. Nic dziwnego, że w końcu w kodeksach prawa świeckiego znalazło się miejsce dla świętej prokreacji. Tym, co zmieniło oblicze brytyjskiego prawa aborcyjnego jest sprawa Milly Brown.

Milly Brown była czternastoletnią dziewczynką, brutalnie i zbiorowo zgwałconą przez brytyjskich gwardzistów. Dziecko trafiło na komisariat, pod opiekę jednej z pierwszych londyńskich policjantek – inspektor Lillian Wyles. Zawiozła ona dziewczynkę na obdukcję, podczas której lekarz stwierdził obrażenia pochwy oraz duże ilości spermy. Kilka tygodniu później okazało się, że Milly jest w ciąży. Postawiło to dziewczynkę pod ścianą. Jej rodzice, traktując aborcję jak coś nieczystego, doszli do wniosku, że innej drogi nie ma. Zaczęła się tułaczka po lekarzach. Jeden twierdził, że aborcja spowoduje u Milly chorobę psychiczną. Inny z kolei uważał, że może nosić pod sercem premiera, którego Anglii nie wolno odebrać. Dopiero na samym końcu rodzice Milly dowiedzieli się o dr Joan Malleson. To właśnie ona skierowała Milly do doktora Alecka Bourne’a. Aleck Bourne był znanym i świetnym lekarzem ginekologiem, również zaangażowanym w ruch na rzecz zniesienia prawa antyaborcyjnego. Doktor Bourne zgodził się na wykonanie zabiegu aborcji, chciał również przed procedurą sprawdzić, jakie może mieć następstwa. Przez cały okres pobytu w szpitalu Milly była bardzo pogodna. Tak pogodna, że Bourne nawet rozważał przecenienie skutków psychicznych gwałtu. Jednak gdy chciał przeprowadzić badanie rozmazu z pochwy, Milly dostała niekontrolowanych spazmów. To ostatecznie przekonało Bourne’a, że trzeba przeprowadzić aborcję. Było to wydarzenie bez precedensu, ponieważ w całej Europie ani Stanach Zjednoczonych nie znalazł się lekarz, który otwarcie złamałby obowiązujące antyaborcyjne przepisy. Jak można się domyślać, Aleck Bourne został oskarżony o dzieciobójstwo, lecz po głośnym procesie został uniewinniony. Był to rok 1938. To wydarzenie walnie przyczyniło się do liberalizacji brytyjskich przepisów aborcyjnych w latach szesćdziesiątych.

Patrząc na całą tę historię nie sposób nie odnieść się do Polski. Czy historia Agaty nie jest wierną kopią historii Milly, z tą jedną różnicą, że wydarzyła się w XXI wieku? Należałoby zadać sobie pytanie, czy rzeczywiście chcemy kraju, w którym czternastoletnie dziewczynki zmuszane są do porodu za wszelką cenę? Czy chcemy żyć w kraju, który w obliczu traumy jaką jest gwałt zmusza kobietę do donoszenia ciąży? Wreszcie, czy chcemy żyć w kraju, który nie szanuje zdrowia i życia kobiet, stawiając ponad nimi dobro płodu? Niech każdy i każda z Was zastanowi się dobrze nad odpowiedzią, bo od tego zależy przyszłość praw reprodukcyjnych w naszym kraju. Oby była.

 

Korekta: Klaudia Głowacz

Solidarnie w obronie szpitala – powiedzmy „nie” szantażowaniu pacjentek i personelu szpitala położniczego

W dniach 30 lipca, 13 i 27 sierpnia, 10 i 24 września, 8 i 22 października, 5 i 19 listopada pod Kliniką Położnictwa GUMed (ul. Kliniczna 1a, Gdańsk ) będą odbywały się kontr-pikiety przeciwko manifestacji Fundacji Pro – Prawo do życia. Celem fundacji jest wymuszenie na personelu szpitala podpisania tzw. klauzuli sumienia.

Chcemy okazać solidarność ze szpitalem. Nie zgadzamy się na to, aby ekstremiści w sposób haniebny wymuszali na pracownikach placówki medycznej działania, które uniemożliwiają pomoc pacjentkom i pacjentom. 

To pierwsze tego typu wydarzenie organizowane w odpowiedzi na agresywne akcje fundamentalistów katolickich w Polsce. Uważamy, że ta sprawa ma kluczowe znaczenie dla mieszkanek i mieszkańców Trójmiasta. Prosimy o udział w kontrpikietach. Powiedzmy „nie” szantażowaniu pacjentek i personelu szpitala położniczego.

Pierwsza pikieta odbędzie się 30 lipca o godz. 12.00, pod Kliniką Położnictwa GUMed (ul. Kliniczna 1a, Gdańsk )

Wydarzenie na Facebooku

Dlaczego w nowej, post-brexitowej rzeczywistości musimy postawić na kobiety?

Dlaczego w nowej, post-brexitowej rzeczywistości musimy postawić na kobiety?

Źródło: Telegraph

Autor zdjęcia: Andrew Crowley

Autorka tekstu: Sophie Walker – liderka Partii Równości Kobiet

3753385882_2a564e7dfb_o

Wielka Brytania opuszcza UE, a ja chciałabym się dowiedzieć jak ta decyzja wpłynie na kobiety – na koszty opieki nad dziećmi, tempo zrównywania różnic w wynagrodzeniu mężczyzn i kobiet czy ratyfikację Konwencji Istambulskiej  w sprawie zapobiegania i zwalczania przemocy wobec kobiet i przemocy domowej.

Niestety, ale nie znam odpowiedzi na żadne z powyższych pytań, ponieważ żadne z nich nie było dyskutowane podczas kampanii poprzedzającej ostatnie narodowe referendum. Przez cały czas kampanii [jako liderka Partii Równości Kobiet – przyp. tłum] nawoływałam do dyskusji na temat wpływu Brexitu na życie kobiet, na równość szans kobiet i mężczyzn oraz na inne prawa, które uzyskaliśmy wskutek naszego uczestnictwa w strukturach europejskich. Moje nawoływania odbijały się jednak głuchym echem. Dwa główne obozy polityczne na czas kampanii zmieniły się w dziecięcy teatrzyk, gdzie liderzy tak jak kukiełki okładają się nawzajem ciosami ku uciesze publiki. W tak prowadzonym dyskursie nie było mowy o niuansach. I znowu nie było też miejsca dla kobiet.

Dzisiaj, jak nigdy przedtem, ważnym jest aby zacząć tworzyć politykę od nowa. Kobiety muszą stać ramię w ramię z mężczyznami i razem zmierzyć się z nadchodząca rzeczywistością. Homogeniczna polityka ukierunkowana domyślnie na mężczyzn, do której kobiety mają się dostosować, musi się skończyć. Po kampanii referendalnej, w której kobiety były niesłyszalne, istotnym jest, aby teraz podczas narodowej debaty nad przyszłością kobiety odzyskały głos.

Wzywam kobiety by zasiadły przy negocjacyjnym stole i wraz mężczyznami omówiły strategię radzenia sobie z poreferendalnym finansowym wstrząsem, który dotknął nie tylko naszą gospodarkę, ale i kurs funta na światowym rynku, a być może niedługo rozleje się na inne przestrzenie życiowe naszych obywateli i obywatelek. Każdy recesja, której doświadczył ten kraj pociągała za sobą takie same działania rządu: cięcia wydatków w sektorach zatrudniających kobiety – głównie w usługach publicznych – i gorączkowe wydawanie pieniędzy na duże projekty infrastrukturalne, budowlane, czyli na chłopięce prace. Tym razem zróbmy inaczej. Chcę dyskusji o tym w jaki sposób możemy rozwijać nasz kraj wykorzystując talenty całej populacji. Jak na przykład ma wyglądać gospodarka opiekuńcza (ang. caring economy)? Chcę, aby zrozumiano mnie jasno: nie ma mowy o odstąpieniu od przepisów wymuszonych przez nasze członkostwo w UE – które, mimo tego że są popękane w wielu miejscach – zrobił wiele, aby poprawić jakość życia brytyjskich pracownic. Zacznijmy robić politykę inaczej, bo jest to teraz bardziej niezbędne niż kiedykolwiek przedtem. Ochrona przed molestowaniem seksualnym w miejscu pracy i prawo do urlopu macierzyńskiego powinien stanowić solidny fundament, na którym Wielka Brytania wyznaczy kolejne cele dotyczące równości kobiet.

Jako liderka Partii Równości Kobiet, będę naciskać do negocjowania nowych umów handlowych z UE, które zaangażują kobiety i będą im służyć. Kluczowym warunkiem przyszłych uzgodnień musi być także zapewnienie nowych możliwości w zatrudnieniu kobiet. Ustalenie przyszłych taryf handlowych z UE nie może powodować, że stracimy pieniądze, które moglibyśmy zainwestować w usługi publiczne. Musimy kontrolować ceny dóbr codziennego użytku tak, aby kobiety zarabiające mniej niż mężczyźni, a jednocześnie  częściej odpowiedzialne za codzienne zarządzanie gospodarstwami domowymi, mogły zapewnić spełnienie podstawowych potrzeb swoich rodzin.

Tym co zaciemnia rzeczywistość jest triumf kampanii popierającej wyjście z UE, głoszącej jednocześnie prawo do zamknięcia brytyjskich drzwi przed imigrantami. Tego ranka ważnym jest, aby pamiętać, że od 1993 roku to kobiety stanowią większość migrantów w Wielkiej Brytanii. W tym nowym, chwytliwym terminie „migrant” mieszczą się także kobiety uciekające od prześladowań, przemocy i łamania praw człowieka. Wiele z nich przybyło do Wielkiej Brytanii z nadzieją na nowy początek. Nie zamykajmy przed nimi drzwi. Zamiast tego uczyńmy nasz kraj miejscem, gdzie mogą się rozwijać, gdzie ich płeć nie ogranicza prawa do bezpieczeństwa, do zatrudnienia, a także do życia. Partia Równości Kobiet zrodziła się z frustracji przestarzałymi sposobami uprawiania polityki. Dzisiejszy wynik referendum potwierdza, że polityka musi się zmienić. Że jesteśmy bardziej potrzebne niż kiedykolwiek przedtem.

 

Tłumaczenie i opracowanie: Karolina Ufa

Korekta: Klaudia Głowacz

Akcja #SpróbujMnieLekkoUderzyć

Akcja #SpróbujMnieLekkoUderzyć

Źródło tekstuThe Huffington Post

Autorka:  Hilary Hanson

Źródło zdjęcia: Twitter

Cjoi1HdWkAA6Rpm
Akcja #TryBeatingMeLightly (pol. SpróbujMnieLekkoUderzyć) udowadnia, że Pakistanki nie pozwolą na przyjęcie prawa zezwalającego na przemoc wobec kobiet. Seria poruszających zdjęć obrazuje ich reakcje.

Autor zdjęć – pakistański fotograf Fahhad Rajper twierdzi, że poczuł się nieswojo, gdy Rada Ideologii Islamskiej Pakistanu (RIIP) zaproponowała modyfikację przepisów i wprowadzenie zapisu, że mąż może „lekko bić swoją żonę”.

Rada Ideologii Islamskiej to organ konstytucyjny, który występuje z zaleceniami do parlamentu odnośnie prawa islamu. Według propozycji mężczyzna może „lekko uderzyć kobietę”, kiedy ta nosi nieodpowiedni ubiór, odmówi seksu lub w przypadku, gdy nie kąpie się po seksie lub w czasie menstruacji.

Choć celem Rady składającej się z duchownych jest doradzanie w sprawach religijnych, wielu wiernych – w tym Rajper – okazało swoje oburzenie wobec powyższej rekomendacji: „Islam nie głosi czegoś takiego”. Według autora zdjęć większość obywateli Pakistanu nie akceptuje kształtu zaproponowanych przez RIIP przepisów dodając, że: „każdy mieszkaniec, który jest choć trochę rozsądny na pewno ich nie poprze. ”

Swój sprzeciw Rajper wyraził akcją #TryBeatingMeLightly – serią czarno-białych portretów ukazujących reakcje pakistańskich kobiet na wieść o zaleceniu RIIP.

1

„#SpróbujMnieLekkoUderzyć, a pożałujesz tego do końca swojego nędznego życia” – Sundus Rasheed (nauczycielka i DJka w radiu).

2

„#SpróbujMnieLekkoUderzyć, a nie przeżyjesz do rana” – Sumbul Usman (menadżerka social media).

3

„#SpróbujMnieLekkoUderzyć, a złamię ci rękę, którą na mnie podniesiesz. Pozostałe szkody? Pozostawię je w gestii Allaha” – Shagufta Abbas (lekarka).

Więcej zdjęć i cytatów można znaleźć na profilach Fahhad Rajpera na Facebooku, Twitterze i Istagramie.

Tłumaczenie: Karolina Ufa

Korekta: Klaudia Głowacz

 

 

Warszawa: MARSZ GODNOŚCI!

Feminoteka popiera i uczestniczy w Marszu Godności

O co nam chodzi?
Chcemy: DOSTĘPU do najnowszych zdobyczy medycyny
PRAWA do ochrony zdrowia i życia
SPRAWIEDLIWYCH KAR dla gwałcicieli
SKUTECZNEGO EGZEKWOWANIA alimentów
KARANIA sprawców przemocy fizycznej, psychicznej i ekonomicznej
EDUKACJI seksualnej dla siebie i naszych dzieci
MOŻLIWOŚCI bezpiecznego przerwania ciąży w ramach obowiązującego prawa
PRAWA do prywatności i samostanowienia.
PRZYWRÓCENIA PEŁNI PRAW reprodukcyjnych


Żądamy RÓWNOŚCI i poszanowania GODNOŚCI kobiet!

Co?
Organizujemy Marsz Godności. Maszerujemy w obronie praw kobiet, prawa do samostanowienia, prawa do wolności, do opieki zdrowotnej, do sprawiedliwego sądu – tak naprawdę wszystkich praw, które gwarantuje nam Konstytucja. Pójdziemy pod hasłem „Prawa człowieka prawami kobiet. Chcemy być widziane i słyszane.
Chciałybyśmy, żeby kobiety poczuły, że mamy w sobie oparcie i jeśli będziemy działać razem, możemy wiele!

Gdzie?
Ruszymy z warszawskiego Placu Zbawiciela, a skończymy przy Ogrodzie Saskim.

Kiedy?
Zaczynamy „za pięć dwunasta”, bo taką właśnie godzinę wybija zegar polskich kobiet. Mamy coraz mniej czasu na zwrócenie na nas uwagi. To ostatni dzwonek!

Kim jesteśmy?
Jesteśmy grupą zupełnie zwykłych kobiet, które uznały, że muszą wreszcie coś zrobić. Nie stoją za nami żadni politycy. Do tej pory nie organizowałyśmy takich akcji, ale uznałyśmy, że możemy wykorzystać naszą energię i potencjał, by pokusić się o organizację marszu. Wykonujemy różne zawody, różnimy się wiekiem, wyznaniami, modelami życia i upodobaniami politycznymi, ale łączy nas jedno – wszystkie jesteśmy kobietami. Nie chcemy być narzędziem w rękach polityków.
Żądamy, aby sprawy kobiet były debatą społeczną. Nie polityczną. Nie ideologiczną. Nic o nas bez nas!

——-
Wspierają nas:
Protest Kobiet, Centrum Praw Kobiet, Wysokie obcasy, Ratujmy Kobiety, Federacja na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny, Kongres Kobiet, Amnesty International Polska, Dziewuchy Dziewuchom, Stowarzyszenie Stop Gwałtom, Fundacja Izabeli Jarugi-Nowackiej, Fundacja Feminoteka, Fundacja Rowność.info, Komitet Obrony Demokracji, Fundacja Polska Jest Kobietą, Stowarzyszenie Równość i Nowoczesność, Stowarzyszenie Poprawy Spraw Alimentacyjnych Dla Naszych Dzieci, Obserwatorium Równości Płci Instytutu Spraw Publicznych, Akcja Demokracja, Democracy is OK, Stowarzyszenie Inicjatyw Kobiecych, EduKABE Fundacja Kreatywnych Rozwiązań, Fundacja Studio (S)praw Kobiet, Stowarzyszenie Pro Femina.

Wydarzenie na Facebooku

March of Dignity in Warsaw on June 18, 2016″ .

This is a national women’s march for women’s rights, protesting against widespread rapes (over 90% of perpetrators are never punished), against widespread domestic violence, plans to introduce a total ban on abortion and a ban on prenatal screening, against the lack of sexual education and very limited access to contraception in Poland; and against the popular belief that women’s issues „have to wait” because „there are more important things.”

What do we want to achieve?
RESPECT for our dignity and bodily integrity
RIGHT to privacy, health and life protection
RESTORATION of FULL REPRODUCTIVE RIGHTS
EFFECTIVE ENFORCEMENT of ALIMONY PAYMENTS
SEVERE PUNISHMENTS for rapists
SEVERE PUNISHMENTS for perpetrators of physical and psychological domestic violence
SEX EDUCATION for us and our children
ACCESS to the newest medical discoveries
We demand EQUALITY and respect for women’s DIGNITY!

Dlaczego ciągle potrzebujemy Parady Równości? Felieton Estery Prugar

Autorka: Estera Prugar

 

Dlaczego ciągle potrzebujemy Parady Równości?

-Ty w końcu byłaś na tej paradzie?

-Tak, czemu miałam nie być?

-Ja tego nie uznaję, bo na takie parady chodzą… No, moi normalni znajomi geje nie muszą się tak obnosić.

logo_ParadaRownosci2016

Urodzeni po ‘89, w większości nie musieliśmy buntować się przeciwko komukolwiek poza rodzicami i nauczycielami. Jesteśmy w trakcie budowania naszego życia i naszej przyszłości, i choć może nie podoba nam się to, co dzieje się aktualnie w naszym kraju, to na co dzień cieszymy się wolnością – często złudną i ograniczoną, ale jednak zdecydowanie większą niż nasi rówieśnicy jeszcze kilkadziesiąt lat temu, i nieporównywalną do sytuacji sprzed wieku i wcześniej.

Dostaliśmy tę swobodę, jako prezent od naszych przodków: rodziców, dziadków, krewnych a nawet starszych znajomych. Nie ma w tym żadnej naszej zasługi – przyszliśmy na gotowe. Możliwe, że właśnie dlatego tak często bezrefleksyjnie przyjmujemy naszą rzeczywistość, jako aksjomat; nie zainteresowani tym, co – tylko pozornie – nie dotyczy nas bezpośrednio.

Przecież dziś nie ma nic dziwnego w tym, że ktoś jest gejem lub lesbijką. Transseksualiści wciąż budzą pewną ekscytację, ale po wygranej Conchity na Festiwalu Eurowizji 2014, a już na pewno po zeszłorocznej przemianie Bruce’a Jennera w Caitlyn, nawet ten temat nie wydaje się być aż tak kontrowersyjny. Fakt, że do prawdziwej tolerancji nam jeszcze daleko, schodzi na dalszy plan. Do legalizacji związków homoseksualnych w Polsce jeszcze bardzo długa droga, ale czy to znowu takie straszne – niemało jest par heteroseksualnych będących w związkach partnerskich, a że żyją w ten sposób z własnego wyboru, to inna sprawa, ale bezsprzecznie ślub nikomu nie jest do szczęścia potrzebny. Podobnie, jak możliwość adopcji dziecka. Jeśli zaś chodzi o codzienność, to przecież w dużych miastach nie ma z tym już (prawie) żadnego problemu – mogą żyć spokojnie, a nie wychodzić na ulicę i robić z siebie widowisko. Bardzo ogólnie, ale powiedzmy, że tak sytuacja przedstawia się dzisiaj.

Cofnijmy się do roku 2001, kiedy na ulice Warszawy wyszła niewielka manifestacja zorganizowana przez grupę znajomych, których zainspirował reportaż z “Gay Pride Sidney”. Celem od początku było zrzeszenie ludzi, którym bliskie są idea równości, wolności i tolerancji.

Realne zainteresowanie wydarzenie zdobyło w 2004 roku, kiedy ówczesny prezydent miasta, Lech Kaczyński, wydał zakaz jego organizacji. Wtedy Paradę zastąpiło zgromadzenia pod nazwą Wiec Wolności.

Tu chciałabym się na chwilę zatrzymać. “Niewielka manifestacja”, która przez trzy lata nie wzbudzała szczególnego zainteresowania. Szacuje się, że w sobotę 11 czerwca br., na ulicę Warszawy wyszło 35 tys osób, które bez względu na orientację, wiek czy płeć, z dumą i radością prezentowały te same hasła, które przyświecały pomysłodawczyniom i pomysłodawcom Parady Równości 15 lat wcześniej. Czy to dlatego, że wtedy w Polsce nikomu nie zależało na tych wartościach? A może dlatego, że potrzebni byli ludzie, którzy pokazali reszcie społeczeństwa, że nie tylko może, ale musi głośno upomnieć się o respektowanie swoich podstawowych praw, jeśli chce liczyć na to, że inni wezmą je pod uwagę? Druga rzecz dotyczy nałożonego na Paradę zakazu – i nie chodzi o to, że zabraniając, rządzący wyświadczyli demonstracji jedną z najlepszych form bezpłatnej reklamy – dziś po prostu trudno byłoby wyobrazić sobie taką sytuację. Atmosfera polityczna jest jaka jest, ale czy ktoś szczerze sądzi, że władze miasta czy rząd posunęły by się do zatrzymania jej w tym roku? Gdyby ktoś był ciekawy dlaczego tak? Tym razem warto cofnąć się o jedenaście lat:

2005 rok, to kolejny zakaz przemarszu. Tym razem był on już jednak bezsilny wobec wydarzeń. Parada Równości 2005, to największe pokojowe, nielegalne zgromadzenie w Polsce po 1989 roku. Jednym z jej największych osiągnięć stało się rozpoczęcie procesu zdarzeń, których efektem było orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego, w którym stwierdzono, że przepisy, na które powoływał się prezydent Lech Kaczyński w celu zabronienia demonstracji, są niezgodne z Konstytucją Rzeczypospolitej Polski. Wielka wygrana obywatelek i obywateli, o której dziś już mało kto pamięta, a myślę, że często nawet nie wie. Kolejny punkt dający do myślenia wszystkim tym, którym wydaje się, że “nie ma potrzeby się obnosić”… a to tylko cztery lata z historii. Przez 15 lat zebrało się takich punktów zdecydowanie więcej, a otwierać listę może na przykład ten, który pokazuje, że poprzez zjednoczenie się we wspólnej sprawie, dziś możemy mówić o poprawie nastawienia społeczeństwa do osób homo i transseksualnych. Zaledwie poprawie, która stanowi, ledwie wierzchołek góry lodowej.

Inną grupą, o której można powiedzieć, że robiła zbyt wiele zamieszania były niewątpliwie surfrażystki, a po nich – aż do dnia dzisiejszego – feministki. Siedząc w szkole, przygotowując się do matury lub egzaminów, starając się o pracę, awansując i osiągając sukces, tak wiele kobiet, tak często zapomina o tym, że ich prawo do wolności nie zawsze było “naturalne”. Przez ostatnie miesiące coraz więcej osób wychodzi na ulicę, bo nie mieści im się w głowach to, że inni bawią się w boga i chcą decydować o kobiecym ciele, zdrowiu i życiu. Tu również pojawiają się oburzone głosy obojga płci, nazywające zwolenniczki i zwolenników prawa do aborcji (nie nakazu, a prawa kobiet do wyboru) morderczyniami i mordercami. Absurd, prawda? Dlatego właśnie po raz drugi warto wybrać się na wycieczkę w czasie:

Pierwsze artykuły i broszury, zarówno autorek, jak i autorów, w których domagano się dopuszczenia kobiet do życia publicznego i politycznego, datowane są na wiek XVII. W XIX wieku, w Stanach Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii kobiety utworzyły ruch, którego głównym celem było zdobycie przez nie – pełnego lub częściowego – prawa wyborczego oraz równouprawnienia. W USA w latach sześćdziesiątych XIX wieku, gdy pokojowe wystąpienia i zebrania nie przynosiły skutków, sufrażystki rozpoczęły głośne i gwałtowne demonstracje, podczas których dochodziło do aresztowań, a następnie uwięzień. Stop.

Dwa stulecia zajęło przejście od słów do czynów. Dwieście lat, w czasie których kobiety przygotowywały grunt pod to, aby przyszłe  pokolenia mogły urzeczywistnić ich postulaty. Później kolejne lata zaangażowania, walki i niezwykłej wytrwałości, których efektem jest to, że kiedy w październiku zeszłego roku oddawałaś głos w wyborach parlamentarnych (lub z własnej woli tego nie zrobiłaś), liczył się twój wiek i obywatelstwo, nie twoja płeć. Teraz pomyśl, że to jedynie początek. Dodaj do tego prawo do edukacji, udziału w życiu publicznym, równouprawnienie na rynku pracy, walkę z przemocą, walkę o prawa socjalne i ekonomiczne… A potem jeszcze raz powtórz głośno, że nie potrzebujesz feminizmu, bo na wszystko zapracowałaś sama.

Docenić to, co mamy tylko dlatego, że urodziliśmy się w danej kulturze i społeczeństwie możemy jedynie jeśli spojrzymy na historię i zdamy sobie sprawę, że to, co dla nas oczywiste wcale nie było “naturalna koleją rzeczy”, że ktoś to za nas wywalczył – komuś to zawdzięczamy. Wtedy łatwiej będzie zrozumieć, że nic nam się nie należy. Kobiety i mężczyźni często poświęcali życie za zmiany, o których wiedzieli, że nie staną się udziałem ich samych, ich dzieci, a nawet wnucząt. Mimo to się nie poddawali. Dlatego – nawet jeśli Twoje życie podoba Ci się takie jest i nie ma w Tobie najmniejszej obawy o to, że kiedykolwiek będziesz musiał/a mierzyć się z sytuacją, w której ktoś odmówi Ci Twoich podstawowych praw – pomyśl o tych wszystkich głośnych, gwałtownych, wyśmiewanych, lekceważonych, oskarżanych i atakowanych, którym zawdzięczasz podstawy do budowania swojego życia tu i teraz. I nigdy więcej nie pytaj “Po co się tak obnosić?”.

 

Źródło: http://paradarownosci.eu/krotka-historia-parady-rownosci

Korekta: Klaudia Głowacz

 

Cykl Wykluczenie: Strajk matek. Rozmowa z Elżbietą Korolczuk i Cecylią Malik

W Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie, 8 czerwca, odbędzie się rozmowa wokół filmu  „Strajk matek” z socjolożką Elżbietą Korolczuk i artystką Cecylią Malik.

strajk matek
Kadr z filmu „Strajk matek”, 2011, Szum TV i Think Tank Feministyczny

„Czy o matkach można mówić jako grupie wykluczonej? W kraju świadczenia 500+, Matki Boskiej i kultu macierzyństwa trudno uwierzyć, że to możliwe. W aktualnej sytuacji politycznej kwestie społeczne (dyskryminacja kobiet na rynku pracy, niska ściągalność alimentów) ścierają się z kulturowymi (nieliczne wystawy indywidualne kobiet, słabo widoczny wątek macierzyństwa jako doświadczenia w pracach artystek).

Współczesne matki są wkurzone. Nie chcą już podomki i odrzucają rolę Matki Polki – chcą, aby traktowano je poważnie, a nie jako dodatek do dziecka. Dla swojej rodziny zrobią wszystko – pokazały to choćby kobiety z Wałbrzycha, które zdecydowały się na nielegalne zajęcie budynków.”

Strona wydarzenia: https://www.facebook.com/events/243975035979023/?notif_t=plan_user_invited&notif_id=1464778127328987

„Strajk matek”, 2011, prod. Szum TV i Think Tank Feministyczny

Prowadzenie: Sylwia Chutnik i Marek Beylin

Spotkanie w budynku Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie przy ul. Pańskiej 3.

Więcej o wydarzeniu: http://artmuseum.pl/pl/wydarzenia/strajk-matek-rozmowa-z-socjolozka-elzbieta-korolczuk-i-artystka?preview=1&allow=1

Więcej o cyklu „Wykluczenie”: http://artmuseum.pl/pl/cykle/wykluczenie

Wybór wolności – felieton Justyny Chruściel

Wybór wolności

12119112_10156262508330226_2616525938234490776_n

 

Jesteśmy społeczeństwem niezwykle dumnym z wypracowanej przez nas wolności. Na każdym etapie chwalimy się tym, że pokonaliśmy komunizm. Walczyliśmy i wygraliśmy. Wszyscy, nawet ci, którzy znają to pojęcie tylko z opowieści babci (bo przecież w szkołach o tym nie opowiadają). Jednak z każdym dniem mam wrażenie, że ludzie coraz bardziej tęsknią za kontrolą władz i tyranią. Bo jak inaczej nazwać to co się dzieje? Próba kontrolowania naszej płodności jest perfidną metodą wywierania nacisku na ludzi i pozbawianiem nas podstawowych praw. Nie zgadzam się na to! Jestem dorosłą osobą, piję i palę jak mi się podoba. Zmieniam moje ciało, dodaję kolczyki, tatuaże, a jak mi się zechce to implanty też sobie włożę. Nikt mi nie powie, że nie mogę tego zrobić. Nikt też nie będzie za mnie decydował czy chcę mieć dzieci czy nie, i na jakim etapie życia. Chcę aby moje dzieci przyszły na świat kiedy będę na to gotowa i chcę wyczekiwać ich z niecierpliwością. Chcę mieć wybór i chcę, aby moje córki i wnuczki też go miały. Nie liczy się tu moja ewentualna decyzja odnośnie dokonania aborcji – czy usunęłabym ciąże czy nie. Chcę mieć wybór! I o to będę walczyć. Bo wybór to wolność. Wolność na którą każdy zasługuje i każdy powinien ją mieć. Oczywiście wolę zapobiegać niż leczyć, ale aby to robić trzeba mieć świadomość. Tu powinna pojawić się edukacja seksualna. Nie możemy zamiatać tematu pod dywan, bo ktoś ma blokady i boi się o tym mówić. Seks jest rzeczą powszechną, a od pewnego wieku fascynującą. Unikanie tematu nie sprawi, że coś zniknie. Musimy mieć tego świadomość. Tragedia rodzi się z głupoty, głupota z niewiedzy. To prosty schemat i możemy go przełamać. Młode dziewczyny powinny wiedzieć jak postępować ze swoim ciałem i jak używać antykoncepcji. To przecież one ostatecznie poniosą konsekwencję swojej niewiedzy. To one będą przeżywać strach. To one będą zmuszone szukać pomocy u jakiś podejrzanych ludzi. To one w końcu będą z desperacji łykać jakieś tabletki czy używać wieszaka. Nie dajmy sobie wmówić, że to spotyka ludzi z marginesu. Takie sytuacje w naszej rzeczywistości są powszechne. Dotyczą naszych mam, przyjaciółek czy sióstr. Po prostu nauczyliśmy się ukrywać i nie widzieć tego. Sytuacji nie zmieni też straszenie nas sądami i więzieniem. Teraz to nie działa, a ma działać w przyszłości? Nie bądźmy obłudni! Nie dajmy się też manipulować! Czas z tym skończyć. Zacznijmy tworzyć przyszłość, w której będziemy mogli w pełni decydować o swoim ciele i wybierać rozwiązanie zgodne z naszym sumieniem i wyznawanymi wartościami. Nie narzucajmy woli innym, ale twórzmy atmosferę sprzyjającą do poszerzania wiedzy i dyskusji. Udzielajmy wsparcia osobom, które zdecydują się urodzić i tym które nie będą chciały. Nie twórzmy świata, które będzie więzieniem. Bądźmy za wyborem, bądźmy za wolnością.

 

Autorka: Justyna Chruściel – osoba marząca o lepszym świecie, aktywna uczestniczka życia Feminoteki

Korekta: Klaudia Głowacz

 

 

 

 

Akademia Feministyczna: Kobiety niepokorne

Fundacja Feminoteka serdecznie zaprasza na spotkanie w ramach Akademii Feministycznej wokół książki „Kobiety niepokorne. Reformatorki – buntowniczki – rewolucjonistki”.

17 maja 2016 o godzinie 18.00, Mokotowska 29a, 00-560 Warszawa

O książce:
„(…) Autorki i autorzy tekstów składających się na książkę przybliżają sylwetki i dzieła polskich i zagranicznych badaczek, twórczyń i aktywistek żyjących współcześnie oraz postaci historycznych. Analizując ich działania, odkrywają konteksty buntu i chęci reform, co pozwala dostrzegać pewne prawidłowości łączące rozmaite kobiece działania i dzieła.

Teksty składające się na książkę pokazują, że aktywistki to nie to samo co aktywiści, gdy kobiety żądają czegoś nowego od polityki i od sfery publicznej; filozofki i teoretyczki są o wiele bardziej zanurzone w działania oddolne i codzienne niż filozofowie i teoretycy; opiekunki i „krzątaczki” nie mają swoich dosłownych męskich odpowiedników (to oni są nie „u siebie” w domu – symbolu kobiecej pracy nieodpłatnej opartej na trosce i opiece), choć „menedżerki domowe” także pukają do bram tego, co publiczne i polityczne; artystki działające na polu sztuk plastycznych, teatru i literatury, wnoszą w sferę publiczną twórczą refleksję na temat tego, co prywatne i cielesne – wynikające z doświadczeń kobiet.”

W spotkaniu udział wezmą:

Izabela Desperak – socjolożka, feministka, adiunktka i nauczycielka akademicka na Uniwersytecie Łódzkim. Założycielka Nieformalnej Grupy Łódź Gender i współorganizatorka łódzkiej Manify. Autorka wielu artykułów z zakresu gender studies, redaktorka książek Homofobia, mizoginia i ciemnogród? Burzliwe losy kontrowersyjnych ustaw oraz Kobiety niepokorne. Reformatorki – buntowniczki – rewolucjonistki.

Dagmara Rode – absolwentka kulturoznawstwa ze specjalnością filmoznawstwo i wiedza o mediach, doktor nauk humanistyczna. Autorka książki Polityka w pierwszej osobie: twórczość Dereka Jarmana. Pracuje na Uniwersytecie Łódzkim jako adiunktka w Zakładzie Historii i Teorii Filmu. Związana także z Akademią Sztuk Pięknych w Poznaniu, gdzie prowadzi zajęcia z wiedzy o filmie. Sekretarz Komisji Rewizyjnej Łódzkiego Oddziału Polskiego Towarzystwa Kulturoznawczego. Od października 2007 opiekunka Koła Naukowego Filmoznawców. Aktywistka feministyczna, współpracuje m.in. z Nieformalną Grupą Łódź Gender.

Anna Nowakowska-Wierzchoś – dr historii, archiwistka. Autorka książki „Wanda Gertz. Opowieść o kobiecie żołnierzu” (Kraków, 2009) oraz artykułów naukowych i popularnych poświęconych aktywności społecznej i politycznej Polek w kraju i na emigracji w XX w., a także edycji tekstów źródłowych W 2014 r. obroniła w IH PAN doktorat „Konopniczanki”. Związek Kobiet Polskich we Francji im. Marii Konopnickiej w latach 1944-1950.

Prestiżowa nagroda UNFPA dla Fundacji Rodzić po Ludzku!

rodzicpoludzkuPrestiżowa nagroda UNFPA (United Nations Population Award) trafiła w tym roku do fundacji Rodzić po Ludzku. Ceremonia wręczenia nagród z rąk Sekretarza Generalnego Narodów Zjednoczonych odbędzie się w siedzibie Organizacji w Nowym Jorku 23 czerwca.

26 kwietnia b.r. komitet nagrody Funduszu Ludnościowego NZ (United Nations Population Award) przyznał Fundacji nagrodę w kategorii instytucjonalnej. Nagroda ta została przyznana polskiej organizacji po raz pierwszy w historii. Polska jest też pierwszym krajem Europy Środkowej i Wschodniej, który otrzymał nagrodę od początku jej istnienia, czyli od roku 1983.

Fundację wyróżniono za skuteczne działania na rzecz zapewnienia godnych warunków porodu wszystkim kobietom. To między innymi dzięki fundacji sukcesywnie podnoszony jest w Polsce standard opieki okołoporodowej. Z inicjatywy Fundacji powstał portal internetowy www.GdzieRodzic.info, który pomaga kobietom wybrać najlepszy szpital do porodu oraz uzyskać odpowiedzi na pytania dotyczące wszystkich etapów ciąży i połogu. W szczególności za niego w zeszłym roku Fundacja otrzymała nagrodę Światowej Organizacji Zdrowia – The Sasakawa Health Prize.
Fundacja zasłynęła z akcji „Rodzić po Ludzku”, która miała kilka edycji. Wtedy właśnie wniesiono historie porodowe kobiet do przestrzeni publicznej i pozwolono im mówić. Akcje odbiły się w polskim społeczeństwie szerokim echem nie tylko dlatego, że zyskały powszechny rozgłos i poparcie ludzi, ale przede wszystkim dlatego, że okazały się niezwykle skuteczne i realnie wpłynęły na poprawę opieki w szpitalach. Portal www.GdzieRodzic.info jest „internetową kontynuacją” Akcji. Fundacja zamieszcza na nim rzetelne informacje o wszystkich oddziałach ginekologiczno-położniczych i noworodkowych w Polsce oraz umożliwia kobietom ocenianie placówek i wymienianie się opiniami z innymi matkami.

Od 20 lat organizacja dąży do opieki, która oparta jest na życzliwości, profesjonalizmie, empatii, indywidualnym podejściu, poszanowaniu potrzeb i wyborów kobiet. Aby to się wydarzyło potrzebne jest zaangażowanie rządów państw, instytucji międzynarodowych, organizacji pozarządowych, położnych, lekarzy i samych kobiet. Dlatego właśnie Fundacja działa wielobiegunowo: organizuje kampanie społeczne i edukacyjne dla kobiet, konferencje i szkolenia dla personelu medycznego, przeprowadza monitoringi, badania ilościowe oraz jakościowe, współpracuje z innymi organizacjami pozarządowymi, wspiera lokalne liderki, kluby mam, oddolne inicjatywy, w końcu bardzo skutecznie działa rzeczniczo: brała udział w pracach nad Standardami Opieki Okołoporodowej, a teraz jest częścią zespołu ds. wdrażania tego dokumentu powstałego na jej wniosek przy Ministerstwie Zdrowia.

Od początku swojej działalności stawia w centrum opieki okołoporodowej kobietę i jej potrzeby. Próbuje zmienić postrzeganie kobiety rodzącej z przedmiotowej roli pacjentki-petentki na podmiotową rolę konsumentki-odbiorczyni usług medycznych. Fundacja od lat walczy o podmiotowość kobiet, rozumiejąc praktyki rutynowo stosowane w szpitalach jako przejaw przemocy wobec kobiet i naruszenie podstawowych praw obywatelskich. Bo to w jaki sposób przychodzimy na świat, ma wpływ na całe nasze życie.

Źródło: Newsletter fundacji Rodzić po Ludzku

Babciu, dlaczego masz takie wielkie oczy? Recenzja filmu „Babka”

Babciu, dlaczego masz takie wielkie oczy?

Recenzja filmu „Babka” (Grandma, 2015, scenariusz i reżyseria: Paul Weitz)

Siedemdziesięcioletnia poetka Elle (Lily Tomlin) nie może otrząsnąć się ze zdumienia, kiedy do jej domu wchodzi młodziutka wnuczka i mówi, że chce przerwać ciążę i że zamierza sama za to zapłacić. To znaczy chciałaby, żeby zapłaciła babcia, bo przerażona Sage (Julia Garner) w tej chwili nie ma ani grosza, a jej chłopak nie odbiera telefonu.

1

Jeśli chodzi o Elle, życie artystki właśnie znalazło się na zakręcie. Po śmierci wieloletniej, ukochanej partnerki, kobieta wdała się w romans ze studentką, wielbicielką jej twórczości. Wie, że nie była gotowa na nowy związek i czuje, że krzywdzi dużo młodszą od siebie i pełną złudzeń Olivię (Judy Greer). Mimo bólu, decyduje zakończyć relację z dziewczyną. Razem z wnuczką rozpoczyna szaloną, jednodniową podróż w czasie: w poszukiwaniu pieniędzy na zabieg objeżdża domy wszystkich znajomych, którzy tylko przychodzą jej do głowy. Sage umówiła się wieczorem tego samego dnia w klinice aborcyjnej. Mają mało czasu. Dla dobra wnuczki Elle musi zmierzyć się z przeszłością, stawić czoła dawnym błędom — na końcu drogi czeka ją jeszcze konfrontacja z pełną złości, apodyktyczną córką, matką Sage, w której rolę mistrzowsko wcieliła się Marcia Gay Harden.

Wieloletnia feministka starej daty wrzucona zostaje w codzienność, która okazuje się nie do uwierzenia. Rzeczywistość, którą zastaje to komedia pomyłek, jak gdyby żywcem zaczerpnięta z „Teorii King Konga” Despentes. Wydawać się może, że współczesny świat chroni kobiet; że Sage legalnie może udać się do kliniki aborcyjnej, może decydować o sobie, tak jak lata temu zadecydowała Elle, jednak wolność nastolatki jest wolnością pozorną. Dziewczyna czuje się winna, pyta, czy pójdzie do piekła, czy jest szmatą. Wierzy  wyłącznie w swoją odpowiedzialność za niechcianą ciążę oraz niezabezpieczenie, w relacji z niedojrzałym chłopakiem nie potrafi dbać o własne potrzeby. Czuje nieustanny, wewnętrzny obowiązek podobania się mężczyznom – krzyczy na babcię, która poirytowana, kopie niedoszłego ojca i próbuje odstraszyć mechanika, gapiącego się na nogi wnuczki. Apogeum zdziwienia głównej bohaterki przedstawione zostaje w symbolicznej, przesyconej ironią scenie: zdesperowana Elle postanawia sprzedać najcenniejsze dla siebie książki, wśród nich „Drugą płeć” i „Mistykę kobiecości”(ang. The Feminine Mystique). Sage bierze w dłonie książkę Friedan i zaczyna opowiadać o błękitnej Mystique z X-menów – to jej jedyne skojarzenie.

Wśród zawiłości wątków i dialogów, które nie zawsze okazują się śmieszne, postać odegrana przez Tomlin roztacza nieodparty urok. Jej inteligencja i poczucie humoru – jedyna broń wobec zmęczenia i rozczarowania zastaną rzeczywistością, czynią z niej postać głęboko autentyczną. Prawdziwe są również pytania, które stawia, a pyta nie tylko o przyszłość feminizmu, ale o przyszłość czytelnictwa oraz o to, czy wykształcenie, otwarty umysł i tolerancja mają jeszcze jakąś wartość. Forma filmu sama przypomina książkę – historia podzielona jest na rozdziały, każdy z nich o innym tytule. Na początku opowieści pojawia się literackie motto w postaci cytatu z Eileen Myles, które podsumowuje gorzkie przesłanie filmu: jedyne, czego możemy być pewne to upływ czasu.

Autorka: Ola Gocławska

Korekta: Klaudia Głowacz

Dlaczego masowa przemoc seksualna, do której dochodziło w trakcie wojny o niepodległość Bangladeszu jest bez przerwy ignorowana?

Dlaczego masowa przemoc seksualna, do której dochodziło w trakcie wojny o niepodległość Bangladeszu jest bez przerwy ignorowana?

 

Autorka: Anushay Hossain jest bengalską dziennikarką zamieszkałą w Waszyngtonie

Źródło: New York Times

this-girl-can-article
Halima Parveen (od lewej), Nazma Begum i Fatema Khatun : weteranki, które zostały zgwałcone przez żołnierzy pakistańskich w trakcie wojny o niepodległość Bangladeszu. Zdjęcie: JEWEL SAMAD/AFP/Getty Images.

 

„To była część planu, który systemowo miał osłabić i złamać społeczeństwo bengalskie”

Jedno z moich pierwszych wspomnień związanych z wojną o niepodległość Bangladeszu z 1971 roku to historia, którą opowiedziała mi mama: o ciałach porzucanych na ulicach stolicy Dhaka przez żołnierzy pakistańskich. Powiedziała, że trzeba było chodzić w określone rejony miasta i przeszukiwać masowe groby, żeby odnaleźć ciała zamordowanych bliskich oraz mężczyzn, którzy „znikali” po łapankach pakistańskiej armii. „Pomimo niekończących się zabójstw i tortur, mieliśmy poczucie, że nadal można coś z tym zrobić” — zwykła opowiadać moja mama. „Każdy wiedział, że niepodległość to tylko kwestia czasu” — dodaje zawsze.

Ale opowieści, które najbardziej pobudzały moją wyobraźnię to te, w których kobiety łapały za broń i szły walczyć ramię w ramię z mężczyznami. Mimo że rola kobiet jako wojowniczek jest powszechnie komentowana i doceniana, historie prawie 400 tysięcy Bengalek, kobiet i dziewcząt, gwałconych i torturowanych w tzw. obozach gwałtu,
oraz losy wojennych dzieci poczętych w wyniku gwałtu, pozostają nieznane na świecie. Kiedy dorastałam, właśnie tych głosów brakowało w narracji, w myśl której wychowywano pokolenie powojenne.

„W ludobójstwie, którego w 1971 dokonali Pakistańczycy, bengalskie kobiety odegrały wielką rolę” — mówi dr Nusrat Rabbee, która przetrwała wojnę, i której ojciec, intelektualista dr Fazle Rabbee, został na wojnie zamordowany. Badaczka przetłumaczyła na angielski książkę Ami Birangony Bolchi (The War Heroine Speaks), autorstwa
dr Nilimy Ibrahim. W trakcie tłumaczenia zrozumiała, że „kobiety walczyły jako żołnierze, ale były również porywane, torturowane i gwałcone w pakistańskich obozach koncentracyjnych oraz w obozach gwałtu, które armia Pakistanu zakładała w każdym mieście i miasteczku. Było to częścią planu systemowego osłabiania i niszczenia społeczeństwa bengalskiego — podobnie jak zamiar
wymordowania bengalskich intelektualistów. Wiele z setek tysięcy kobiet i dziewcząt było potem zabijanych lub odrzucanych przez własne rodziny; ich dzieci, narodzone
z gwałtu, były im odbierane i oddawane do adopcji dla cudzoziemców. Większość zgwałconych kobiet umierało
z zaniedbania, nigdy nie opowiedziawszy, co się stało.

this-girl-can-article
Bengalskie kobiety w trakcie wydarzeń upamiętniających żołnierki walczące za wolność, zmarłych w trwającej dziewięć miesięcy walce przeciwko siłom pakistańskim — Dhaka, 26 marca 2009 r. Zdjęcie: MUNIR UZ ZAMAN/AFP/Getty Images

Dr Rabbee zaznacza, że pomimo określania gwałtu przez środowiska naukowe jako oficjalną strategię wojenną
w walkach o niepodległość Bangladeszu w 1971 r., zarówno Bangladesz, jak i media międzynarodowe muszą odpowiednio uwypuklić proceder gwałtu i przemocy ze względu na płeć. Należy zmierzyć się z przemocą wobec kobiet, uznać ją za taktykę wojenną i kolejną formę ludobójstwa, oraz wymierzyć kary winnym.

„Historia ludobójstwa popełnionego w 1971 roku przez Pakistańczyków w Bangladeszu została wymazana ze światowych archiwów Holokaustu” — mówi dr Rabbee. „To bardzo ważne — musimy zrozumieć, że chodzi tu o jeden z najwcześniejszych i najohydniejszych przypadków ludobójstw, w których kobiety stały się celem systematycznych gwałtów, tortur i egzekucji”.

Według ustaleń Women Under Siege Project (ang. „kobiety pod ostrzałem”) — projektu, który prowadzi amerykańskie Kobiece Centrum Mediów (Women’s Media Center), założone przez Glorię Steinem i zajmujące się badaniem, w jaki sposób gwałt i przemoc seksualna używane są jako broń i metoda zabójstwa w konfliktach zbrojnych — kobiety i dziewczęta w wieku od ośmiu do siedemdziesięciu pięciu lat były porywane i przetrzymywane w pakistańskich barakach wojennych, gdzie poddawano je masowym gwałtom, a często nawet mordowano. Women Under Siege przytacza również wywiady z kobietami, które przetrwały prześladowania, i które opisują, jak młode dziewczęta „przykuwano do drzew zielonego banana i wielokrotnie, zbiorowo gwałcono”. Kilka tygodni później przywiązywano je do tego samego drzewa, żeby je zaszlachtować.

Kiedy Bangladesz odzyskał niepodległość, Sheikh Mujibur Rahman, Ojciec Narodu, nadał weterankom, które przetrwały gwałty tytuły „Birangonas”, co po bengalsku oznacza „bohaterki wojenne”. W ten sposób pragnął wyrazić szacunek dla zgwałconych oraz ponownie włączyć je do społeczeństwa, z którego zostały wykluczone. Niestety, gest ten okazał się fiaskiem. Po tym, jak Pakistańczycy znęcali się nad Bengalkami, okaleczali je i zapładniali wbrew woli, weteranki, które przeżyły gwałt zostały odrzucone przez społeczeństwo niepodległe. Wyraz „Birangona” stał się synonimem kobiety „pozbawionej honoru”, znieważonej, innymi słowy — żywego łupu wojennego.

this-girl-can-article
Uczennice bengalskich szkół składają hołd ofiarom wojny o niepodległość, z okazji obchodów „Czarnego dnia” w 2004 roku w dhakańskim Muzeum Wojny o Niepodległość. Zdjęcie: FARJANA K. GODHULY/AFP/Getty Images

Po wojnie w Bośni na całym świecie gwałt zaczęto określać mianem zbrodni wojennej. Mimo że Bangladesz ostatecznie utworzył trybunały wojenne w 2011 roku, czterdzieści lat po odzyskaniu niepodległości, pięć lat później wyroki oraz procesy bohaterek wojennych w dalszym ciągu są potępiane przez społeczność międzynarodową. Nadzieja na to, że trybunały oddadzą wreszcie sprawiedliwość zgwałconym weterankom, z których wiele nadal żyje, wydaje się pozbawiona sensu.

Pomimo tego w 2015 roku status czterdziestu jeden Biragonas został oficjalnie uznany przez państwo — bengalski rząd nadał im status Bojowniczek o Wolność, to znaczy przyznał im te same przywileje co Bojownikom płci męskiej: miesięczną rentę, opiekę zdrowotną i miejsca zarezerwowane dla ich dzieci i wnuków w publicznych instytucjach edukacyjnych.

Na poziomie międzynarodowym jednak historie bengalskich Biragonas nie otrzymały wystarczającej uwagi. I choć ludobójstwo i bestialskie zbrodnie są obecnie nagłaśniane i szeroko dyskutowane, współcześni eksperci w dalszym ciągu zastanawiają się, dlaczego Stany Zjednoczone nie interweniowały w sprawie bengalskiego ludobójstwa. Międzynarodowe media w dalszym ciągu umniejszają znaczenie zbrodni bengalskich i odmawiają porównania ich ze zbrodniami popełnionymi w Rwandzie, Bośni czy nawet w Armenii. Dlaczego?

To szokujące, że mimo ogromnej ilości świadectw oraz zgromadzonych dowodów, nie umieszczamy okrutnej wojny o niepodległość Bangladeszu na tym samym poziomie, co inne najbardziej krwawe zbrodnie w historii. Mówiąc ściślej: dlaczego większa część świata, poza kręgami naukowymi i politycznymi, nie zdaje sobie sprawy z faktu, że przemoc seksualna była stosowana na skalę masową, jako broń, w tamtej wojnie, w wyniku której wschodni Pakistan oddzielił się od Pakistanu zachodniego?

W wigilię czterdziestych piątych urodzin Bangladeszu, czyli 26 marca, na całym świecie należy oddać hołd bengalskim Biragonas. Musimy uhonorować ich doświadczenie i być z nich tak samo dumne i dumni, jak ze wszystkich naszych Bojowników o Wolność. Wszyscy, oni i one, w równym stopniu przypłacili wolność Bangladeszu swoim życiem.

Szczególnie bengalskie feministki są zobowiązane, aby chronić pamięć o bengalskiej wojnie o niepodległość przed plagą historycznej amnezji, zwłaszcza teraz, kiedy weteranki nadal żyją. Przysłowie mówi: gdy umiera Biragona, jej historia umiera razem z nią. W jaki sposób prężny, bengalski ruch feministyczny miałby dalej się rozwijać, jeśli nie będziemy pamiętać i szanować niewysłowionego poświęcenia kobiet, które swoim cierpieniem przypłaciły narodziny naszego kraju?

 

Tłumaczenie: Ola Gocławska

 

Korekta: Klaudia Głowacz

Zniesienie całkowitego zakazu aborcji w Chile

Autorka: Ola Gocławska

 

Zniesienie całkowitego zakazu aborcji w Chile. „Ta ustawa to przełom historyczny. Deputowani zerwali ostatni z ideologicznych okowów dyktatury Pinocheta” ― komentuje Marco Antonio Núñez, prezydent chilijskiej Izby Deputowanych.

Chilijscy deputowani przegłosowali w czwartek, 17 marca, prawo, które zezwala na aborcję w trzech przypadkach. Decyzję podjęto większością 66 głosów za, wobec 44 głosów przeciw; po roku ożywionych dyskusji, protestów
i polemiki. Projekt, zgłoszony został przez prezydentkę kraju Michelle Bachelet, oczekuje na głosowanie w sejmie.

chile 1
Aktywistki feministyczne w Chile świętują decyzję Izby Deputowanych. Źródło: BBC Mundo.

Polityczny przełom?

Obecnie Chile jest jednym z nielicznych krajów świata, w których nadal obowiązuje całkowity zakaz aborcji. Pozostałe kraje to Salwador, Nikaragua, Honduras, Haiti, Surinam, Andora, Malta i Watykan.

W przypadku zagrożenia życia matki, 67 deputowanych zagłosowało za i 43 przeciw dopuszczeniu legalnej aborcji. 62 głosy za, 46 przeciw zadecydowały o dopuszczeniu legalnej aborcji z przyczyn eugenicznych (dwie osoby wstrzymały się od głosu). Jeśli chodzi o ciążę w wyniku gwałtu 59 osób zagłosowało za, 46 przeciw legalnej aborcji, trzy zaś wstrzymały się od głosu.

― Ten projekt przywraca kobietom prawa, które wcześniej zostały im odebrane ― powiedziała Claudia Pascual, ministra Narodowego Biura ds. Kobiet, w przemówieniu, które poprzedziło głosowanie. ― Państwo nie może dłużej ignorować rzeczywistości , nadszedł czas, żeby wziąć za nią odpowiedzialność ― dodała polityczka.

Według danych Ministerstwa Zdrowia z 2012 roku, w Chile odnotowano  30.000 aborcji, z czego 3.000 zabiegów przeprowadzono na dziewczynkach pomiędzy 10 i 19 rokiem życia. Aborcja z przyczyn zdrowotnych była stosowana w Chile przez większą część ubiegłego stulecia, jednak w 1989 roku Augusto Pinochet odebrał kobietom prawo do decyzji, uznawszy przerywanie ciąży za przestępstwo niezależnie od okoliczności. Konsekwencje prawa narzuconego przez dyktatora rozciągnęły się na 17 lat
po zakończeniu krwawych rządów Pinocheta.

Taki kształt prawa aborcyjnego przypisuje się Jaimemu Guzmánowi, politykowi, współautorowi konstytucji za rządów Pinocheta i jednemu z tak zwanych „mózgów politycznych” reżimu. „Kobiety muszą urodzić, niezależnie od okoliczności. To krzyż, jeden z wielu, które Bóg nałożył na każdego z ludzi” ― powiedział Guzmán w 1980 roku. „Matka zawsze musi urodzić ― dodał ― nawet jeśli dziecko będzie chore, niechciane, nawet, jeśli poród ją zabije”. Dziś prawicowy konstytucjonalista jest szeroko krytykowany w Chile w związku ze swoimi zeznaniami,
z których wynika, iż miał pełną świadomość łamania przez Pinocheta praw człowieka i mimo to nie zaprzestał współpracy z reżimem.

Według raportu Narodowej Komisji Prawdy i Pojednania, w okresie rządów Pinocheta śmierć poniosło 2095 osób, zaś 1102 osoby zostały uznane za „zaginione bez wieści”. W 2004 Narodowa Komisja ds. Więźniów Politycznych
i Stosowania Tortur przesłuchała 35000 osób, które były więzione bez sądu i torturowane. 23856 mężczyzn
oraz 3399 kobiet padło ofiarą politycznej przemocy – począwszy od uwięzienia po liczne gwałty, zmuszanie
do uczestniczenia w egzekucjach członków rodziny, systematyczne bicie pałkami elektrycznymi. Komisja Rettiga badająca zbrodnie dyktatury w grupie prześladowanych wyodrębniła 164 nieletnich, w tym 88 dzieci poniżej 13 lat.

Dlaczego w takim razie tak wielu Chilijczyków w dalszym ciągu popiera całkowity zakaz aborcji, który wprowadziła dyktatura?

„Przymusowe ciąże”

― Jedyna odpowiedź, która wobec masowej przemocy wobec kobiet w Chile przychodzi do głowy zwolennikom „przymusowej ciąży” u ofiar gwałtu jest „ochrona życia poczętego” w każdym przypadku ― pisze Eda Cleary
w artykule dla chilijskiego El Mostrador. Tego typu postawę dziennikarka określa jako „najwyższy akt zaprzeczania cierpieniu innych ludzi, całkowity brak empatii wobec ofiar oraz ewidentne odcięcie się od budowania wspólnego dobra”.

Według badań przeprowadzonych przez Uniwersytet Chilijski, 70% gwałtów w kraju popełnianych jest na dziewczynkach poniżej 14 roku życia, szczególnie przez ich własnych ojców. Ofiary często zachodzą
w tzw. „przymusową ciążę”. Dlaczego „obrońcy życia” dzieci nienarodzonych masowo opowiadają się
za zagrożeniem życia dzieci zgwałconych?

Jak wyjaśnia chilijska dziennikarka brak poszanowania dla cierpienia kobiet jest głęboko zakorzeniony nie tylko
w historii Ameryki Łacińskiej i innych rejonów dawnej kolonizacji, ale na całym świecie. „Czystki etniczne, w ramach których Serbowie zaatakowali ponad 30 tysięcy muzułmańskich i chorwackich kobiet w Bośni― pisze Cleary ― komandosi-gwałciciele kobiet w plemion Mon, Karen, Chan i Rohingyas w Birmanii, którzy działali bezkarnie
w czasie pięćdziesięciu lat dyktatury wojskowej, 200 tysięcy kobiet zgwałconych w trakcie wojny w Rwandzie to tylko igła w stogu siana, która pozwala jednak zrozumieć, że koncepcja «przymusowej ciąży» stała się pojęciem o zasięgu międzynarodowym. «Przymusowa ciąża» jest jednoznaczna ze zbrodnią przeciwko ludzkości, w świetle prawa międzynarodowego gwałt zasługuje na najwyższy wymiar kary”.

chile 1
Demonstracja chilijskich przeciwników aborcji. Źródło: El Mostrador.

Nieczułość na krzywdę oraz oderwanie od otaczającej nas rzeczywistości społecznej to cechy, które definiują osobowość autorytarną ― pojęcie, które Eda Cleary zaczerpnęła z prac Theodora Adorno.

Na poziomie politycznym osobowość autorytarną charakteryzuje język demagogiczny, który stosują politycy,
aby zredukować wszelkie złożone problemy społeczne do prostej struktury sloganu. Język propagandy, jako całkowicie pozamerytoryczny, uniemożliwia jakąkolwiek racjonalną dyskusję. Przyswojenie sobie takiego języka,
w wypowiedziach, jak i w postrzeganiu rzeczywistości, umożliwia osobom o zaburzeniu autorytarnym zachowanie obojętności wobec ewidentnych dowodów na istnienie określonego problemu społecznego, jeśli nie zgadza się on
z ich poglądami. Mechanizm ten, jak twierdzi autorka, jest uniwersalny i właściwy każdej dyktaturze.
(Również i w Polsce wielokrotnie opisywano mechanizm działania nowomowy, w licznych książkach i artykułach robił to m.in. prof. Michał Głowiński, np. tu)

Opisany zestaw symptomów odpowiada zachowaniu fundamentalistów, którzy postulują walkę w obronie „przymusowej ciąży” pochodzącej z gwałtu, w imię jednego i tego samego argumentu „ochrony życia”, odrzucając wszelką naukową wiedzę, która przeczy wyznawanemu przez nich schematowi. „Świat przesądów i uprzedzeń ― konkluduje dziennikarka ― jest pozbawiony ciała i terytorium. W tym świecie nie liczy się żywa istota ludzka, liczą się tylko poglądy”.

 

 

Źródła:

http://www.elmundo.es/sociedad/2016/03/17/56eaf796ca47414a3c8b45f8.html

https://news.vice.com/article/chile-takes-its-first-step-towards-easing-pinochets-total-ban-on-abortion

http://www.elmostrador.cl/noticias/pais/2012/02/03/los-secretos-que-desnudo-ultimo-fallo-contra-contreras-y-colonia-dignidad/?utm_source=rss&utm_medium=feed&utm_campaign=RSS

https://news.vice.com/article/chile-takes-its-first-step-towards-easing-pinochets-total-ban-on-abortion

http://www.diario26.com/chile-avanza-en-la-despenalizacion-del-aborto-211671.html

http://www.elmostrador.cl/noticias/pais/2016/04/05/por-que-hay-chilenos-que-apoyan-el-embarazo-forzado-por-violacion/

http://www.bbc.com/mundo/noticias/2016/03/160317_chile_diputados_despenalizacion_aborto_ap

 

Korekta: Klaudia Głowacz

 

Kalifornia: Antykoncepcja farmakologiczna bez recepty i ograniczeń wiekowych

Źródło tekstu i zdjęć: viralwomen.com

 

california_provides_birth_control_pills_without_prescription_and_age_restriction_1534480381.jpg_resized_552

Od kwietnia kobiety w każdym wieku będą mogły kupić środki antykoncepcyjne bez recepty. Kalifornia jest już trzecim stanem, który wprowadza takie prawo. W świetle nowej ustawy (która została przegłosowana w 2013 roku) kobiety w każdym wieku mogą kupić antykoncepcję od farmaceutów.

Zwolennicy tego prawa wierzą, że znacznie ograniczy to liczbę niechcianych ciąż i aborcji, a także poprawi jakość zdrowia reprodukcyjnego kobiet. „Im łatwiej uzyskać taki lek, tym bardziej prawdopodobne, że ktoś go użyje” – powiedziała Sarah McBane, przewodnicząca Kalifornijskiego  Stowarzyszenia Farmaceutów oraz profesora na Uniwersytecie Kalifornijskim w San Diego.

 

Tłumaczenie: Julia Maciocha

Uniwersytet Columbia pozwany w sprawie o molestowanie seksualne

Uniwersytet Columbia pozwany w sprawie o molestowanie seksualne

Autor: Rick Rojas

Źródło tekstu i zdjęcia: The New York Times

Enrichetta Ravina myślała, akademia feministycznaże profesor jest jej mentorem, że chciał pomóc jej uzyskać dostęp do bezcennej składnicy wiedzy – bazydanych z informacjami o tym, jak pracownicy inwestują swoje oszczędności emerytalne. Jej projekt badawczy, jak wierzyła, miał pomóc jej uzyskać stały etat wykładowczyni w Columbia Business School.
Wkrótce jednak rozpoczęły się niejednoznaczne aluzje.

Profesor opowiadał jej o oglądaniu pornografii
i o swoich seksualnych odkryciach. Zaczął się do niej przystawiać, mówić do niej „kociaku”.
Przez cały czas – opowiada Enrichetta Ravina – udawało mu się ograniczać jej dostęp do cennych danych.

W aktach sprawy założonej 22 marca w Sądzie Okręgowym, pani Ravina zeznaje, iż wielokrotnie zgłaszała sprawę odpowiednim organom uniwersyteckim, skąd odsyłano ją z kwitkiem i lekceważono zarzuty. Pani Ravina stała się ofiarą dyskryminacji ze względu na płeć oraz molestowania seksualnego, za co żąda ponad 20 milionów dolarów odszkodowania za straty moralne. Prosi także o więcej czasu na ubieganie się o etat wykładowczyni.

― Nigdy nie chciałam znaleźć się w takiej sytuacji, ale było to jedyne wyjście, które mi pozostało ― powiedziała
w marcowym wywiadzie pani Ravina, która zajmuje stanowisko adjuktki na Wydziale Ekonomii i Finansów w szkole biznesu od 2008 roku. ― Poczułam się naprawdę oszukana ― mówi pani Ravina. Myślałam, że Uniwersytet zajmie się rozwiązaniem tej sprawy, jak powinien.

Na początku maja 2014 roku pani Lawina złożyła formalne doniesienie w Radzie Wydziału oraz w administracji uczelni ― czytamy w aktach sprawy. Dziekan nazwał sytuację, w której znalazła się kobieta „operą mydlaną”.
Inni poradzili jej, żeby wycofała skargę i zrezygnowała ze swojego projektu badawczego. W listopadzie 2014 roku biuro uczelni ― która, notabene, utrzymuje, iż działa w zgodzie z Dziewiątą Poprawką, to jest chroni pracowników jednostek naukowych przed dyskryminacją ze względu na płeć ― orzekło, że w postępowaniu profesora nie ma żadnych nieprawidłowości.

Pracownicy Uniwersytetu poinformowali panią Ravinę w czerwcu, iż zostanie ona przeniesiona na płatny urlop naukowy na rok akademicki 2015-2016. W tym okresie obiecano przedsięwziąć działania w kierunku przyznania poszkodowanej etatu profesorskiego. We wrześniu urlop został odwołany, w grudniu zaś poinformowano ją,
że proces przyznania jej etatu rozpoczął się i przebiega w trybie przyspieszonym. Teraz pozostało jej mniej czasu
na przygotowanie, dlatego pani Ravina przewiduje, że jej szanse otrzymania etatu znacznie zmaleją.
Zarząd uczelni odmówił komentowania sprawy pani Raviny ze względu na toczący się proces, oświadczył jednak,
iż traktuje zarzuty o molestowanie „z najwyższą powagą”.

W ramach prowadzonych badań pani Ravina analizuje zestawy danych, w oparciu o które śledzi indywidualne decyzje finansowe w poszczególnych gospodarstwach domowych.

W roku akademickim 2009-10 ― czytamy w aktach sprawy ― Geert Bekaert, który od roku 2000 pełni funkcję profesora na wydziale Finansów i Ekonomii Uniwersytetu Columbia, zaproponował pani Ravinie, że pomoże jej uzyskać dostęp do dużej bazy danych, ze względu na swoje bliskie relacje z firmą, która dane te posiadała.
W treści umowy, którą pani Ravina zawarła z firmą zastrzegano, że firma może cofnąć dostęp. Pan Bekaert mógł wywrzeć na nich wpływ, żeby tak zrobili ― mówi pani Ravina.

Badaczka spędziła ponad dwa lata na przygotowaniu danych do swojego badania. Kiedy dotarła do punktu,
w którym odebranie jej dostępu poważnie zaburzyłoby kontynuację całego projektu, rozpoczęło się molestowanie
ze strony pana Bekaerta.

Kiedy badaczka odrzuciła zaloty profesora, ten wziął na niej odwet, opóźniając i utrudniając postępy w jej pracy.
W pewnym momencie powiedział, że jeśli kobieta będzie dla niego „milsza”, pozwoli, aby jej praca postępowała szybciej.

Pani Ravina złożyła oddzielną skargę na dręczyciela.

W środę 23 marca pan Bekaert zaprzeczył wszystkiemu oraz podkreślił, że zarzuty zostały wcześniej przeanalizowane przez instytucje uniwersyteckie i określone jako bezpodstawne.

„Jestem zniesmaczony odkryciem, że moja koleżanka po fachu ― nigdy bowiem nie byłem jej zwierzchnikiem ani promotorem ― wymyśla podobne oszczerstwa, żeby zniszczyć moją reputację” ― napisał w e-mailowym oświadczeniu pan Bekaert.

„Tak naprawdę ― dodaje ― jest to smutne potwierdzenie słów Stephena Kinga: żaden dobry uczynek nie pozostanie bez kary”.

„Przez wiele lat ― pisze napastnik ― pracowaliśmy wspólnie na zestawie danych, które otrzymałem z firmy,
dla której pracowałem. W zamian pani Ravina fabrykuje serię całkowicie fałszywych oskarżeń na mój temat.
Część z nich dodana została dopiero dziś, słyszę o nich po raz pierwszy”.

Według słów pani Raviny, trauma, której doświadczyła nie tylko zniszczyła reputację zawodową badaczki, ale także wyniszczyła kobietę psychicznie. Jak czytamy w aktach sprawy „emocjonale cierpienie było tak silne, że przez ostatnie dwa lata pani Ravina co tydzień spotykała się z psychiatrą, który pomagał jej radzić sobie z objawami”. Psychiatra zeznał, że pacjentka zaczęła chorować na nerwicę lękową.

― Myślę, że moja historia jest okropna, ale wydaje mi sie, że mnóstwo kobiet musi stawiać czoła podobnym sytuacjom ― mówi pani Ravina. ― Uczelnia mnie zawiodła, i mogła zawieść więcej ofiar w ten sam sposób.

Tłumaczenie: Ola Gocławska

Uchodźczynie w Europie – z Brukseli pisze dla Feminoteki Ewa Rogala

Parlament Europejski poświęca tegoroczny Międzynarodowy Dzień Kobiet tematowi uchodźczyń i kobiet ubiegających się o azyl w Unii. Z tej okazji 8 marca, podczas sesji plenarnej PE w Strasburgu zostanie zaprezentowany – i, jak się oczekuje, przyjęty – raport o sytuacji kobiet-uchodźców – pisze prosto z Brukseli Ewa Rogala, która uczestniczyła w seminarium dla dziennikarzy, poświęcone temu tematowi, reprezentując Feminotekę.

„Nie mam żadnyLesbos, Grèce. Sunduz, 34 ans, Kurde d'Irak, a fui, il y a trois mois, Mossoul et Daech, avec son mari et ses deux jeunes enfants. Enceinte de deux mois et en état de choc après la traversée en bateau, elle a fait un malaise à son arrivée sur la plage.ch notatek, ani nawet długopisu czy kartki. Ale mam coś innego”. Dziewczyna kładzie na stole dwie plastikowe butelki i parę rajstop. Wyobraźcie sobie teraz, że te przedmioty mogą uratować komuś życie…”.  To, co nam później opowiada, wydaje się zbyt przerażające, by mogło dziać się naprawdę. Dramaty kobiet przeprawiających się przez wielką wodę na niestabilnych łódkach, tratwach – samotnie lub z dziećmi, w towarzystwie obcych mężczyzn. Ryzykują życie, by dostać się do Europy, by uciec od dramatów w ich ojczyźnie, od wojen, od głodu, od przemocy. Nasza rozmówczyni, Nawal Soufi, zapewnia, że widziała to wszystko na własne oczy, nie raz odczuła także na własnej skórze.

Urodzona w Maroku, a obecnie mieszkająca we Włoszech, dziennikarka i wolontariuszka, kolejny rok niesie pomoc uchodźcom. Jest nazywana „panią SOS” albo „aniołem z Katanii”, to z nią kontaktują się ludzie, którzy mają problemy na trasie z Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej do Europy. Jej dwa telefony komórkowe dzwonią co chwilę, a ona nie lekceważy żadnej informacji, bo wie, że od szybkiego działania może zależeć czyjeś życie.

Szacuje się, że na całym świecie jest teraz około 60 milionów ludzi, którzy musieli opuścić rodzinne strony. W zeszłym roku blisko milion migrantów przedostało się do Europy z nadzieją na nowe, lepsze życie. Co trzeci przybysz jest z Syrii, w której od ponad pięciu lat toczy się wojna. Uciekają także Afgańczycy, Irakijczycy, mieszkańcy Erytrei czy Nigerii. Najczęściej kierują się do Grecji i na południe Włoch. To tam płyną wypełnione ludźmi łodzie.

„Morze Śródziemne jest czerwone od krwi. Rozgrywa się tam współczesny Holokaust, a my nic z tym nie robimy, tylko patrzymy” – Soufi nie pierwszy raz wskazuje na Europę i jej przywódców, jak dotąd bezsilnych wobec migracyjnej fali. Tym razem Włoszka bierze udział w spotkaniu w Parlamencie Europejskim, zorganizowanym w przeddzień Międzynarodowego Dnia Kobiet. Tegoroczny poświęcono uchodźczyniom i kobietom ubiegającym się o azyl w Unii Europejskiej.

Kobiety – najwrażliwsze

Najnowsze dane UNHCR (Biuro Wysokiego Komisarza NZ ds. Uchodźców) wskazują, że kobiety i dzieci stanowią ponad połowę uchodźców przybywających do Europy.  To najbardziej wrażliwa grupa migrantów. Kobiety i dziewczęta najczęściej narażone są na przemoc, zarówno w czasie podróży, jak i w miejscach, do których trafiają po przebyciu długiej i wycieńczającej drogi.  Z własnego kraju uciekają przed przemocą i wyzyskiem,  tymczasem tu, na starym kontynencie, padają ofiarą przemytników, oszustów, a także – co szczególnie bolesne – innych uchodźców.

Szczególnie narażone są te podróżujące samotnie. Bezbronne, mogące liczyć tylko na siebie, dla przemytników są łatwym celem. Zmusza się je do uprawiania seksu w zamian za przeprawienie przez morze, albo za paszport lub jedzenie dla dziecka. Mają wybór, ale wiedzą, że odmowa może oznaczać brak pomocy.

Kobiety, z którymi rozmawiali wolontariusze Amnesty International, potwierdzały, że były wielokrotnie nękane.

Hala z Aleppo, lat 23:

„W hotelu w Turcji, jeden z mężczyzn, który współpracował z przemytnikiem, Syryjczyk, powiedział, że jeśli się z nim prześpię, to nie będę musiała płacić albo dostanę zniżkę. Oczywiście odmówiłam, to było obrzydliwe, to samo przytrafiło się każdej z nas w Jordanii. Mojej przyjaciółce, która uciekła razem ze mną z Syrii, skończyły się w Turcji pieniądze, więc pomocnik przemytnika zaoferował jej seks ( w zamian za miejsce na łodzi). Oczywiście nie zgodziła się, a w rezultacie –  nie opuściła Turcji.”

Nahla, 20 lat, Syryjka

„Przemytnik molestował mnie,  próbował dotykać. Nie zbliżał się do mnie tylko wtedy, kiedy mój kuzyn znajdował się w pobliżu. Byłam przerażona, słyszałam historie kobiet, które nie mogły uwolnić się od przemytników, którzy proponowali im zniżki za podróż w zamian za to, że się z nimi prześpią.” *

„NiktCentre de tri et d'enregistrement « Paul-Hallen », Passau, Allemagne. En arrivant dans cette petite ville frontalière avec l'Autriche, les réfugiés touchent pratiquement au but. C'est là qu'ils vont enfin pouvoir faire leur demande d'asile pour rester en Europe, comme Ola et Hla, deux étudiantes syriennes. Auparavant, ils subissent quelques derniers contrôles : fouille au corps, relevé d'empreintes digitales, etc..., kto ocalał z wojny, nie powinien być narażony na takie traktowanie. Uciekinierki z krajów ogarniętych walkami, stają się ofiarami tam, gdzie powinny uzyskać pomoc” – mówi Iverna McGowan, szefowa Biura Amnesty International do spraw Instytucji Europejskich w Brukseli.

Podkreśla, że nie lepiej mają kobiety w ciąży – one najczęściej narzekają na utrudniony dostęp do opieki medycznej.

Wszystkie, bez wyjątku, skarżą się na brak tłumaczek, przyznają, że rozmowy w obecności mężczyzn są dla nich krępujące, zwykle nie mówią więc otwarcie mówić o swoich potrzebach czy o problemach zdrowotnych.

Kobiety, z którymi rozmawiali przedstawiciele Amnesty, nie kryły, że w podróży do Europy cały czas towarzyszył im strach. Poczucie zagrożenia wzrastało, gdy były zmuszone spać w tych samych pomieszczeniach co setki obcych mężczyzn. Uchodźczynie skarżyły się na koszmarne warunki w obozach przejściowych – ograniczano tam dostęp do żywności, toalety były zaniedbane, część pomieszczeń sanitarnych było wspólnych dla kobiet i mężczyzn. Kilka kobiet potwierdziło, że doświadczały przemocy także ze strony oficerów bezpieczeństwa – w Grecji, na Węgrzech i w Słowenii.

Rania, 19-letnia ciężarna z Syrii, tak mówiła o swoich doświadczeniach z Węgier:

„Policja przeniosła nas w inne miejsce, które było jeszcze gorsze. Składało się z ciasnych klatek, nie było tam w ogóle powietrza. Byliśmy zamknięci przez dwa dni. Dostawaliśmy dwa posiłki dziennie. Toalety były gorsze niż w innych obozach, mam wrażenie, że były zorganizowane w taki sposób, żeby nas jeszcze bardziej męczyć.” *

 * https://amnesty.org.pl/no_cache/aktualnosci/strona/article/8731.html

Jak można pomóc?

Eksperci zaproszeni na brukselskie seminarium podkreślali zgodnie, że aby walczyć z traumami i strachem, trzeba zapewnić uciekinierkom znacznie lepszą niż obecnie opiekę. Najważniejsze, by już na etapie podróży do Europy organizować dla nich szkolenia, by uczyć nowego języka. Niezbędne jest też poradnictwo dotyczące przepisów oraz lokalnych zwyczajów. Kobiety muszą wiedzieć, co je czeka w nowym miejscu, jakie będą mieć tam prawa. Konieczne są tłumaczki i lekarki, musi być też zorganizowana opieka nad dziećmi, ponieważ nie wszystkie kobiety są gotowe opowiadać o swoich przejściuchodzczynie2ach w obecności najmłodszych. W centrach dla uchodźców potrzebne są oddzielne pomieszczenia dla kobiet i mężczyzn, chyba że rodzina chce być razem. To niby oczywiste, ale w wielu miejscach, do których trafiają przybysze z daleka, takich „udogodnień” brakuje.

Podczas spotkania w Brukseli podkreślano, że kobiety muszą być dobrze przygotowane do integracji. Nie zawsze się ona udaje, nawet, gdy otrzymają status uchodźcy. Czy zdołają się  zaaklimatyzować, znaleźć pracę i czy będą czuły się dobrze w nowym miejscu – to zależy od wielu czynników. Integracja nie powiedzie się, jeśli rodziny nie będą mogły liczyć na dach nad głową. Kobiety, które wcześniej pracowały zawodowo, muszą mieć szanse na wykorzystanie swoich umiejętności i podnoszenie kwalifikacji w kraju, w którym mają zacząć nowe życie.

Skuteczna integracja jest jednak możliwa – przekonywały o tym kobiety, które od lat mieszkają w Unii Europejskiej. Przybyły tu jako migrantki, nierzadko uciekając przed wojną i biedą w swoim regionie. Assita Kanko od 10 lat mieszka w Belgii. Przyjechała z Burkina Faso, gdy miała 25 lat. Dziś jest popularną dziennikarką i polityczką, napisała autobiograficzną książkę poświęconą dramatom kobiet poddawanym rytuałowi okaleczania narządów płciowych (sama przeszła ten okrutny zabieg, gdy miała 5 lat).

Mamy różne korzenie, pochodzimy z różnych stron świata, ale dziś uważamy się za Europejki, bo tu – w Europie – mieszkamy” – mówiła Kanko, w imieniu swoim i innych kobiet, które, tak jak ona, zdołały znaleźć tutaj swoje miejsce. Niedawno pojechała do Burkina Faso, pierwszy raz od dekady. I widziała swoje rodaczki, które nie miały tyle szczęścia co ona. „Kobiety płacą najwyższą cenę” – przyznaje dziennikarka.

Historie kobiet

Gevgelija, Macédoine. Une fois la frontière entre la Grèce et la Macédoine franchie, les réfugiés doivent marcher quelques centaines de mètres avant d'atteindre le camp de transit de Gevgelija. Pour les plus âgés, les invalides et les handicapés, ainsi que pour les femmes avec des enfants en bas-âge, c'est une épreuve supplémentaire.

Zanim uciekinierki z Afryki i Bliskiego Wschodu złożą wniosek o  status uchodźcy lub o azyl, czeka je długi i trudny proces. Dla wielu to pierwsza w życiu taka walka. Trudna zwłaszcza wtedy, gdy mają pod swoją opieką dzieci lub wkrótce zostaną matkami. Z bliska przyglądała się uchodźczyniom francuska fotoreporterka Marie Dorigny, której wystawę, zatytułowaną „Przesiedlone” (‘Displaced’), można od kilku dni oglądać w brukselskim Parlamentarium.

W grudniu i styczniu Dorigny fotografowała ludzi przybywających łodziami z Turcji, zdjęcia robiła  m.in. na wyspie Lesbos, na granicy Grecji i Macedonii, w niemieckim centrum dla uchodźców. Na fotografiach widać kobiety  z dziećmi na rękach, ciężarne, kobiety starsze. Marie Dorigny miała okazję rozmawiać z nimi, choć – jak przyznaje – nie są to osoby otwarte na obcych. Nie chodzi tylko o barierę językową (większość nie mówi po angielsku), ale przede wszystkim o strach, jaki towarzyszy im przez całą podróż do Europy.

Od 2 marca wystawa zdjęć Marie Dorigny i innych fotoreportażystów przygotowana we współpracy z grupą #Dysturb jest dostępna w Paryżu, Brukseli i Barcelonie.

Zdjęcia autorstwa Marie Dorigny z wystawy w Brukseli.

PRO: Odzyskajmy prawo do aborcji. Premiera książki. KATHA POLLITT. AGNIESZKA GRAFF

We wtorek 13 października o godz. 19.00 przy ul. Foksal 16, (II piętro) w Warszawie odbędzie się spotkanie z autorką książki, amerykańską feministką i dziennikarką Kathą Pollitt.

Rozmawiać z nią będzie Agnieszka Graff, która o książce pisze tak:
Aborcja nie jest złem. Nie jest też dobrem w sensie metafizycznym. To dobro publiczne – zabieg medyczny, który musi być legalny i dostępny, dlatego po prostu, że bywa potrzebny. Sęk w tym, że jest potrzebny wyłącznie kobietom, a żyjemy w świecie rządzonym głównie przez mężczyzn. Zakaz aborcji upokarza kobiety, zagraża ich życiu i zdrowiu. Odbiera nam godność, poczucie, że mamy prawo o sobie decydować. Katha Pollitt pisze o aborcji błyskotliwie i z ogniem, a przy tym konkretnie, politycznie i życiowo, przywołując masę faktów i dziesiątki kobiecych opowieści. Pisze wprost jak jest i jak było dawniej, a przy okazji obala całą masę mitów i kłamstw. Co ciekawe, nie omija centralnej tezy przeciwników prawa do aborcji, tej o człowieczeństwie płodu, ale brawurowo rozprawia się z ich argumentacją. Ta książka jest potrzebna w Stanach, gdzie prawo kobiety do wyboru znajduje się pod obstrzałem. W Polsce, gdzie od niemal ćwierć wieku nie mamy go wcale, „PRO” jest jak haust świeżego powietrza. Rewelacyjna książka.
pobrane3 Więcej o ksiażce:
Odkąd w 1993 roku praktycznie zdelegalizowano w Polsce zabieg przerywania ciąży, słowo „aborcja” coraz częściej wypowiada się z wrogością, choć przecież poddała się jej co czwarta, a może nawet co trzecia, Polka. Nawet ci, którzy popierają prawo kobiet do aborcji, często zastrzegają, że „aborcja jest złem”, „bolesną decyzją”, czyniąc z procedury medycznej coś trudnego i przerażającego. Aborcja przestaje być tym samym częścią zwykłego, codziennego życia, czymś całkowicie normalnym i potrzebnym, a staje się sprawą wstydliwą i ukrywaną. A prawo do przerywania ciąży bywa coraz częściej odbierane nawet w tych przypadkach, na które pozwala restrykcyjna polska ustawa.

W swojej książce Katha Pollitt pokazuje, że aborcja jest od zawsze popularnym i zwyczajnym elementem życia kobiet. Elementem, który powinien być akceptowany jako moralne prawo, mające pozytywne społeczne skutki. W Pro Pollitt rozprawia się z pojmowaniem płodu jako osoby ludzkiej na wczesnym etapie, wskazuje na pierwszeństwo życia i zdrowia kobiety, tłumaczy, dlaczego przerwanie ciąży może nieść dobre skutki zarówno dla samych kobiet, jak i ich rodzin i całego społeczeństwa. Już czas – twierdzi Pollitt – byśmy odzyskali prawo do życia kobiet i matek. Nasze wydanie książki zawiera dodatkowy rozdział poświęcony sytuacji w Polsce.
Wstęp wolny, spotkanie będzie prowadzone w języku angielskim

Katha Pollitt – poetka, eseistka, felietonistka The Nation, autorka książki Virginity or Death!. Jest laureatką wielu nagród, między innymi National Book Critics Award za jej debiutancki zbiór poezji Antarctic Traveler oraz dwukrotnie National Magazine Awards za eseje i teksty krytyczne. Mieszka w Nowym Yorku.

Książkę matronatetm objęły Enter the Room, Zadra, Feminoteka.

Bilety są dostępne na stronie www.krytykapolityczna.pl

Artykuł opublikowany przez Marlenę Kondrat, wolontariuszkę Fundacji „Feminoteka”

logo batory

 

Rozwój wolontariatu w fundacji Feminoteka jest możliwy dzięki dofinansowaniu rozwoju instytucjonalnego w ramach Programu Obywatele dla Demokracji finansowanego z Funduszy EOG.

Zbieramy środki na wydanie „Teorii King Konga” – pomóż i Ty!

teoria_king_konga[1]Dziś wystartowała zbiórka środków na wydanie genialnej książki Virginie Despentes „Teoria King Konga”. To genialny manifest współczesnego feminizmu. Przyznają to jak dotąd wszystkie osoby, które miały okazję z nami o książce porozmawiać i które ją czytały.

Udało nam się nabyć prawa do wydania tej niezwykłej książki. Mamy też gotowe tłumaczenie. Teraz zbieramy środki na przygotowanie dzieła do druku i sam druk, oraz na działania promocyjne.

Serdecznie zachęcamy do wsparcia inicjatywy dowolną kwotą pod tutaj

Virginie Despentes napisała dotąd osiem książek. Na podstawie jej prozatorskiego debiutu „Baise-moi” powstał film „Gwałt”, głośny także w Polsce. Zanim Despentes została pisarką pracowała m. in. jako prostytutka, masażystka i sprzedawczyni w dużej paryskiej księgarni. W „Teorii King Konga” analizuje patriarchat, ale pisze także o swoim życiu. Ostro, celnie, bez znieczulenia. Przez wiele francuskich feministek jest uznawana za genialną pisarkę współczesną. Jedno jest pewne: jej proza nikogo nie pozostawia obojętnym.

Czym nas ta książka ujęła? To prawdziwy, współczesny feministyczny manifest! Napisany przez silną kobietę o sile kobiet. Ale nie tylko tych, które są u władzy,  robią karierę, czy mają pieniądze. O czym pisze? O tym, że ideał kobiety nie istnieje. Niepokorna, silna, wyznaczająca sobie i innym kobietom nową ścieżkę, pisze o swoich własnych doświadczeniach, gwałcie, prostytucji;  aktorkach porno,  wielkich feministycznych filozofkach i niedokończonej feministycznej rewolucji i o tym, kto ją przegrał, wreszcie o sile feminizmu i pisaniu książek, które nim stały się nagradzanymi bestsellerami, były tak niegrzeczne, niepokorne i wywrotowe, że nikt nie chciał ich wydawać. Dziś we Francji jej książki otrzymują prestiżowe nagrody i, co najważniejsze, zdaniem krytyków, niosą kolejną falę feminizmu…

Jej styl jest niepowtarzalny: bezkompromisowy, bezpardonowy, żywy, mocny i celny. Płomienny, bo „Teoria King Konga” to wielki feministyczny manifest u progu XXI wieku. Dzięki Tobie przeczytamy go także po polsku, dzięki Tobie może i w Polsce przyniesie on kolejną falę feminizmu! Wesprzyj wydanie książki teraz!

 

 

Szokujące statystyki dotyczące przemocy wobec kobiet w Rosji

W Rosji co 40 minut umiera kobieta. Przyczyną śmierci jest pobicie przez męża lub osobę najbliższą. Rocznie z rąk najbliższych ginie ok. 14 tys. kobiet.

Dane MSW z 2008 roku pokazują, że przemoc wobec kobiet obecna jest w 25 proc. rosyjskich rodzin. Z kolei z badań organizacji społecznych wynika, że 36 tys. Rosjanek doznaje przemocy fizycznej ze strony męża lub partnera. Dwie trzecie zabójstw ma miejsce w rodzinie, w niej również dochodzi do 40 proc. wszystkich ciężkich przestępstw związanych z przemocą.

Co gorsza, jest to tylko widoczna część statystyki, ponieważ ok. 70% kobiet nie zgłasza sprawy na policję. Adwokat Marie Dawtian, działaczka na rzecz praw kobiet twierdzi, że większość Rosjanek zwraca się po pomoc średnio po dziesiątym pobiciu. Bardzo często wsparcie kobietom zgłaszającym sprawę na policję nie zostaje udzielone, nie mogą one również liczyć na zrozumienie społeczne.

Tymczasem znaczna część przedstawicieli władzy i Kościoła prawosławnego nie popiera wprowadzenia ustawy zapobiegającej aktom przemocy domowej w Rosji. Zdaniem Siergieja Iwanienko, sekretarza ds. rodziny, ochrony macierzyństwa i dzieci, w oficjalnie zawartych małżeństwach, przemoc obecna jest w ok. jednym procencie rosyjskich rodzin. Podważa on konieczność prowadzenia dyskusji na temat tego zjawiska.

Artykuł napisany przez Marlenę Kondrat, wolontariuszkę Fundacji Feminoteka

logo batory

Rozwój wolontariatu w fundacji Feminoteka jest możliwy dzięki dofinansowaniu rozwoju instytucjonalnego w ramach Programu Obywatele dla Demokracji finansowanego z Funduszy EOG.

Akademia Praw Kobiet: Ściganie gwałtu – nowe prawo, stare problemy?

Fundacja Feminoteka serdecznie zaprasza na wykład w ramach Akademii Praw Kobiet Tym  razem zaszczyci nas swoją obecnością Artur Pietryka z wykładem „Ściganie gwałtu – nowe prawo, stare problemy?” 

Punktem wyjścia do wykładu będzie raport przygotowany przez naszego gościa powstałego na zlecenie pełnomocniczki rządu ds. równego traktowania dotyczącego realizacji nowych przepisów ściagania przestępstwa zgwałcenia..

Od 27 stycznia 2014 r. gwałt ścigany jest z urzędu, a nie na wniosek pokrzywdzonej osoby. W związku z nowelizacją kodeksów karnego i postępowania karnego zmieniły się też procedury przesłuchania ofiar gwałtu – muszą być nagrywane i przeprowadzane w specjalnie przygotowanych pomieszczeniach.

4 marca o godzinie 18:00, fundacja Feminoteka, ul. Mokotowska 29a, (wejście od Marszałkowskiej 32 w podwórze), Warszawa 
Artur Pietryka – adwokat w Okręgowej Izbie Adwokackiej w Warszawie, członek Komisji Praw Człowieka przy Naczelnej Radzie Adwokackiej, współpracownik Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Autor kilkudziesięciu publikacji prawniczych.

Wydarzenie na Facebooku

AKADEMIA PRAW KOBIET To cykl spotkań, debat i warsztatów realizowanych w ramach projektu „To nie Twoja wina! Stop przemocy wobec kobiet”, który jest prowadzony przez fundację Feminoteka od marca 2014 roku. W ramach Akademii zapraszamy na warsztaty WenDo (samoobrona i asertywność dla kobiet i dziewcząt), warsztaty prawne dla kobiet i pracownic/pracowników instytucji pomocowych, debaty na temat ważnych problemów (prawnych, psychologicznych, społecznych) dotyczących przemocy wobec kobiet i dziewcząt w Polsce.

superfemka 1 procent

Akademia realizowana jest w ramach projektu „To nie twoja wina! Stop przemocy wobec kobiet” w ramach programu OBYWATELE DLA DEMOKRACJI finansowanego z funduszy EOG

   screenshot-feminoteka.pl 2015-02-26 13-36-40