TELEFON DLA KOBIET DOŚWIADCZAJĄCYCH PRZEMOCY

Телефон для жінок, які зазнають насильства

CZYNNY PONIEDZIAŁEK-PIĄTEK
OD 11.00 DO 19.00

Активний з понеділка по п’ятницю з 14:00 до 17:00

LESBIJSKA INSPIRA | Do tej pory myślałam, że LGBT to nie ja. Rozmowa z Anonimową Lesbijką.

Magdalena Wielgołaska: Wiem, że identyfikujesz się jako lesbijka. Kiedy zaczęłaś czuć, że to jest właśnie Twoja tożsamość?

Joanna: Zaczęłam to zauważać w czwartej, może piątej klasie szkoły podstawowej. Do mojej starszej siostry przychodziły koleżanki, które bardzo mi się podobały. Z mojej perspektywy one były już dorosłymi kobietami i robiły na mnie ogromne wrażenie. Zorientowałam się, że takie wrażenie na moich koleżankach robili chłopcy. Wiedziałam, że mam inaczej, ale nie czułam się z tym źle.

MW: Byłaś sformatowana do roli Matki Polki?

J: Pochodzę ze średniej wielkości polskiego miasta, w którym ludzie w naturalny sposób wybierają tradycyjny sposób życia. Mąż, żona, dzieci, obiadek u teściów w niedzielę, więc tak – to był model, który znałam. Nie słyszałam o innych, nie wiedziałam, że są dostępne inne opcje. Jestem z pokolenia,  które pierwszy własny komputer miało na studiach, stąd też dostęp do informacji wyglądał zupełnie inaczej niż dzisiaj.

MW: W takim razie jak informacja o tym “innym świecie”, w którym kobieta może kochać kobietę i tworzyć z nią relację, przedostała się do Twojej świadomości?

J: To był przypadek, który miał tylko trochę wspólnego z wirtualną rzeczywistością, ale nie za pomocą mediów społecznościowych, czy forów dla kobiet niehetero. Mój ostatni partner był zagorzałym fanem jednej z gier dostępnych online, wokół niej gromadziła się społeczność. Zaraził mnie pasją do tej gry i właśnie przez tę społeczność poznałam swoją pierwszą dziewczynę. Była członkinią jednego z plemion, do którego ja też trafiłam. To było bardzo naturalne. Nie przewróciło mojego życia do góry nogami może dlatego, że ja niczego nie planowałam.

MW: Nie było planów typu: mąż, dziecko, dom, drzewo?

J: Właśnie nie. Żyłam z dnia na dzień. Nie wybiegałam daleko w przyszłość. Stąd też pojawienie się w moim życiu uczucia do kobiety nie sprawiło, że moje plany runęły. Wręcz przeciwnie. Nie miałam żadnych wyrzutów sumienia, czułam się z tym bardzo dobrze i wiedziałam, że właśnie o to mi w życiu chodzi. Doszłam do momentu, w którym jestem bardzo blisko siebie i już chcę, żeby tak zostało.

MW: Czuję, że jesteś spójna ze sobą. Jak to się przekłada na relacje ze światem. Jakie jest Twoje podejście do coming outu?

J: Jestem wyoutowana przed mamą i siostrą. Dla mamy to nadal trudny temat, Dowiedziała się,  kiedy przechodziłam załamanie po rozpadzie bardzo ważnego dla mnie związku z kobietą, która była dla niej jak trzecia córka i bardzo często przebywała w naszym rodzinnym domu. Myślę, że szokiem było odkrycie prawdziwego charakteru tej relacji i poczucie bycia w jakiś sposób oszukaną przez nas. Siostra była zła, że nie powiedziałam jej o sobie wcześniej. Inni członkowie rodziny nie wiedzą, głównie ze względu na to, że chronię w ten sposób mamę. Nie wiem, jakie byłyby reakcje, a nie mieszkam w swojej rodzinnej miejscowości i mam poczucie, że to mama musiałaby doświadczać wszystkich reakcji. W mieście, z którego pochodzę – poza moimi byłymi partnerkami i naszymi nieheteronormatywnymi znajomymi, wie o mnie tylko jedna hetero przyjaciółka. Pracuję w Warszawie. Tutaj mam grono swoich znajomych, którzy również nie są hetero, ale na przykład w pracy nikt o mnie nie wie. Może ktoś się domyśla, ale ponieważ z wyglądu jestem kobieca, to podejrzewam, że większość zakłada, że jestem hetero. Jest mi niezręcznie w momentach, kiedy osoby w pracy rozmawiają o wakacjach albo świętach, nie chcę ściemniać i budować jakiejś męskiej figury, żeby dobić do normy i zmieścić się w sposobie, w jaki oni widzą i opisują świat.

MW: Chciałabym Cię lepiej zrozumieć. To znaczy, że chciałabyś być całkowicie wyoutowana, czy raczej wolisz tego nie robić?

J: Przede wszystkim uważam, że każda osoba ma prawo do wybrania, czy się wyoutuje czy nie. Sama bardzo chciałabym być całkowicie wyoutowana, jednak cały czas mam w sobie jakiś lęk, że to może mnie wykluczyć społecznie. Zwłaszcza teraz, w obecnej sytuacji politycznej w naszym kraju. Nigdy nie wiem, kto ma bardziej konserwatywne poglądy i może mi w jakiś sposób zaszkodzić zawodowo, fizycznie, psychicznie lub w jakiś sposób skrzywdzić moją rodzinę, bo tu nie chodzi tylko o mnie. Głównie martwię się o moją mamę. Nie zniosłabym tego, gdyby to w nią uderzyło. Ja sobie jeszcze jakoś poradzę, chociaż nie ukrywam, że w pracy chronię siebie z powodu kredytu na mieszkanie. Nie chciałabym stracić płynności finansowej.
Natomiast gdy patrzę na Ciebie i inne osoby, które są wyoutowane, to myślę, że to jest życie w wolności. Chciałabym móc mówić o sobie otwarcie, ale teraz nie jestem na to gotowa. Każdy ma swój czas na pewne procesy i decyzje. Nie ma jednego rozwiązania dobrego dla wszystkich. Nie lubię sztywnych ram i nakazów, takich jak na przykład te nakładane przez kościół albo tych narzucanych przez obecnie rządzącą partię. Nie podobają mi się też pewne rzeczy forsowane – w moim odczuciu – przez działaczy i działaczki LGBTQ+.

MW: O i tutaj dochodzimy do czegoś, co nas różni. Znamy się jakiś czas i mimo wielu podobieństw należymy do dwóch zupełnie różnych wymiarów lesbijskiej rzeczywistości. [śmiech] Czasami faktycznie czuję, że mieszkam na zupełnie innej planecie, a przecież żyjemy obok siebie.  W naszej znajomości podoba mi się to, że trochę siebie wzajemnie po tym światach oprowadzamy. Ja opowiadam o działaniach aktywistycznych i o polityce. Ty z kolei pokazujesz mi świat kobiet niehetero zupełnie od tego odciętych.

J: Tak. Żyjemy w zupełnie innych światach. Jesteś jedyną aktywistką, jaką znam. Osoby, z którymi mam kontakt na co dzień, to takie “normalne lesbijki”. Sama wcześniej widziałam aktywistów jako oszołomów. W zasadzie nadal tak myślę. Widzę, że dla Ciebie osoba, która nie działa w jakiś sposób to hipokryta, który nie zdaje sobie sprawy z rychłego końca świata i zagłady, o ile nie przestaniemy jeść mięsa i komunikować się sercem. Przeznaczasz na darmowy aktywizm swój wolny czas, w którym ja wolę odpocząć i zregenerować się po dniu pracy. Dla mnie Twój sposób myślenia jest oderwany od codziennego funkcjonowania milionów ludzi, Ty wkurwiasz się, że lesbijki nie są zainteresowane swoją własną kulturą, a one po prostu czasami nawet o niej nie wiedzą. To znaczy, że jest jakaś inna forma kultury lesbijek niż przykładowo serial “L Word”. To na serio dwa różne światy.

MW: Jesteśmy obok siebie, a komunikacji brak. Jakieś sygnały nie docierają. A mnie frustruje właśnie to, że wiele lesbijek nie interesuje się działaniem  wzmacniającym kobiety niehetero. To nie musi być jakiś wielki aktywizm. Wystarczy zainteresowanie, pojawienie się na wydarzeniu, które często jest darmowe, a więc dostępne. Choć rzeczywiście, zazwyczaj te wydarzenia zmuszają do refleksji, do przyjrzenia się też sobie. Mam poczucie, że ludziom zwyczajnie nie chce się tego robić. Pamiętam, jak kiedyś oglądałyśmy razem jakiś program prawicowy o społeczności LGBTQ+ i Ty powiedziałaś “No, to teraz macie przerąbane”. Zdziwiłam się i powiedziałam, że przecież też jesteś lesbijką i że razem mamy przerąbane. Odpowiedziałaś, że przecież nie jesteś aktywistką i nagonka PiSu na LGBTO+ Cię nie dotyczy. Pamiętasz?

J: Tak. Później to przemyślałam. Długo myślałam, że LGBTQ+ to nie ja. Że to właśnie aktywiści i aktywistki. Osoby, które chodzą na marsze równości, występują w mediach, są w organizacjach, demonstrują pod Sejmem. Że to oni prowokują i w związku z tym są zagrożeni, a nie osoba, dla której bycie lesbijką jest tylko jedną z jej cech, a nie czymś co jest na pierwszym planie.
Może to niepopularne, ale osobiście myślę, że partia rządząca nie obrałaby sobie takiego wroga jak społeczność LGBTQ+, gdyby nie pewne kontrowersyjne działania i zachowania członków środowiska LGBTQ+.

MW: Tu  się oczywiście nie zgadzamy, moim zdaniem, niezależnie od sposobu działań aktywistycznych były_ibyśmy na świeczniku – to pewnie będzie temat wielu naszych wspólnych rozmów. Natomiast teraz chciałabym lepiej zrozumieć w jaki sposób w ogóle widzisz aktywistki_tów LGBTQ+?

J: Chcę, żeby było jasne. Nie uważam, że aktywiści i aktywistki powinni siedzieć cicho, żeby nie zwracać uwagi na całą społeczność, ale jako osoba niezaangażowana w aktywizm uważam wiele jego form za agresywne i pozbawione szacunku do drugiego człowieka. Nie rozumiem aktów obrażających czyjeś wyznanie albo poglądy. Odrzuca mnie brak szacunku do drugiego człowieka. Rozumiem, że żyjemy w trudnym społeczeństwie, ale uderzanie w jego największe świętości uważam za niefajne zagranie, które może przynieść więcej szkody niż pożytku. Dla wielu osób TVP jest jedynym źródłem informacji. Zobacz, w jaki sposób jest tam przedstawiana społeczność LGBTQ+. Roznegliżowane i prowokujące seksualnie osoby na marszach, akcje obrażające symbole religijne. Nawet jeśli wiem, że to kropla w morzu form działania, to moja rodzina może tego tak nie widzieć, a z tym obrazem, jaki na temat środowiska osób LGBTQ+ mają w głowie, ja nie chcę być identyfikowana.

MW: Teraz uważasz siebie za członkinię społeczności LGBTQ+?

J: Tak. Obecna sytuacja polityczna sprawiła, że poczułam to poprzez poczucie zagrożenia. Jestem lesbijką, mam przyjaciółki, koleżanki, które są lesbijkami lub osobami bi. Partia rządząca mówi językiem, który może nastawić przeciwko każdej z nas sąsiada, koleżankę z pracy albo członka rodziny. Teraz to jest nasza wspólna sprawa. Może nie będę aktywistką, ale cieszę się z takich możliwości jak możliwość głosowania. Osoba, na którą głosowałam – dostała mandat poselski i wiem, że ta mądra kobieta będzie reprezentowała również interesy osób nieheteronormatywnych. Ostatnie wybory i to, co dzieje się teraz, jakoś mnie pobudziły do prostych działań, jak przynajmniej rozmowa ze znajomymi na temat obecnej sytuacji. Wcześniej nie rozmawialiśmy o polityce. 

MW: Jak dla mnie samo rozpoczęcie rozmowy i wzbudzenie w kimś refleksji na jakiś temat to już aktywizm. Wiesz, że ten wywiad to również forma aktywizmu? Dzielenie się swoim doświadczeniem pozwala innym ludziom na przyjrzenie się sobie, ktoś może się z Tobą zidentyfikować, ktoś może tu znaleźć dla siebie odpowiedź na nurtujące od dawna pytanie. Nie chcę Cię straszyć, ale możliwe, że zamieniasz się w aktywistkę.

J: Nie sądzę, żebym kiedykolwiek wyszła poza tego typu działania, ale jeśli to cokolwiek zmieni w czyimś sposobie myślenia na plus, to bardzo się cieszę. 

                                                                                                                                       Korekta: Maja Korzeniewska
                                                                          

Joanna – 40-latka pochodząca z północy Polski, pracuje w korporacji na warszawskim Mordorze. Jest jedną z osób, które na co dzień spotykasz w tramwaju w drodze do pracy i nie wiesz, że jest osobą zagrożoną obecną nagonkę na osoby LGBTQ+. Chciałaby, żeby ludzie zwyczajnie się szanowali. 

Magdalena Wielegołaska – aktywistka / lesbijka / feministka / współzałożycielka Stowarzyszenia Sistrum. Przestrzeń Kultury Lesbijskiej* / działaczka na rzecz poszerzania wiedzy na temat leczniczego działania konopi / zaangażowana w Kręgi Kobiece i odzyskiwanie wewnętrznej, kobiecej Mocy / członkini Partii Zieloni / administratorka strony Strefa Les*/ współpracowniczka projektu A kultura LGBTQ+ nie poczeka!

      ——————

LESBIJSKA INSPIRA
To niezależna inicjatywa, której e-przestrzeni udziela siostrzana Feminoteka
.
I.   Manifest
1.   ManifestInstant. 
2.   Rozmowa I. Od lesbijskiej konspiry do lesbijskiej inspiry.
3.   Rozmowa II. Minął rok. To, o czym mówiłyśmy w prywatnych rozmowach, stało się częścią debaty publicznej

II. Rozmowy wokół manifestu
1.  Mamy wewnętrzną potrzebę wolności. Rozmowa z Małgorzatą Myślak i Magdaleną Sota.
2.  Coming out – nie chcę i nie muszę. Rozmowa z Anonimową Lesbijką
3.  Z miłości i gniewu rodzi się odwaga. Rozmowa z Angeliną Caligo
4.  Moja droga do siebie samej. Rozmowa z Marią Kowalską
5.  Potrzebne są niehetero bohaterki. Rozmowa z Anną Bartosiewicz
6.  Chcemy więcej! Rozmowa z Anną i Zandrą Ra Ninus.
7.  
Lesbijki, pora na prokreację! Rozmowa z Anną Adamczyk.
8.  Kto ma prawo do słowa “lesbijka”? Rozmowa z Magdaleną Próchnik
9.  Czasem miałam wrażenie, że jestem jedyną lesbijką w Lublinie. Rozmowa z Małgorzatą Szatkowską
10. Trzeba stawiać opór. Rozmowa z Magdaleną Tchórz
11.  Dziewczyna i dziewczyna – normalna rodzina. Rozmowa z Zuch Dziewuchami
12.  Niepytana nie mówiłam, że jestem lesbijką. Rozmowa ocenzurowana
13. Co ty tutaj robisz? O poczuciu wyobcowania i przynależenia. Rozmowa z Nicole G.
14.  Mam na imię Kasia i to jest moja tożsamość. Rozmowa z Katarzyną Gauzą
15. Tęczowe aktywistki na Ukrainie są wyłącznie feministkami. Rozmowa z Katją Semchuk
16.  Oryginalnie nieheteroseksualna. Rozmowa z Agnieszką Marcinkiewicz
17.  Sama zrobię dla siebie miejsce. Rozmawa z Klaudią Lewandowską
18.  Dziś określam siebie jako osobę panseksualną. Rozmowa z Alex Knapik
19.  Perspektywa lesbian studies. Rozmowa z dr Martą Olasik
20. Mogę tylko powiedzieć: przykro mi bardzo, jestem wyjątkowa. Rozmowa z Voyk
21.  Tożsamość jest zawsze politycznaRozmowa z Elżbietą Korolczuk
22. Jesteśmy nie do ruszenia. Rozmowa z matką i córką. MB & Shailla
23. Wchodzę w krótkie erotyczne relacje poliamoryczne. Rozmowa z Retni
24. Aktywizm jest moim uzależnieniem. O niepełnosprawnościach, nieheteronormatywności i feminizmie. Rozmowa z Anetą Bilnicką
25. Wolę nie zostawiać niedomówień. Rozmowa z Adą Smętek
26.Do tej pory myślałam, że LGBTQ to nie ja. Rozmowa z Anonimową Lesbijką
27. Ciągle zajmujemy się sobą i żądamy od innych akceptacji. Rozmowa z Anną Marią Szymkowiak
.
III. Głos z zagranicy
1Węgry. Brakowało nam środowiska kobiet niehetero – stworzyłyśmy je. Rozmowa z Anną Szlávi
2. Czechy. Lesba* na wychodźstwie. Rozmowa z Frídką Belinfantová
.
IV. Męskoosobowo
1. To co polityczne jest wspólne. Rozmowa z Tomaszem Gromadką
2. Przyszło nowe pokolenie kobiet nieheteronormatywnych. Rozmowa z Marcinem Szczepkowskim
.
V.  EL*C. Wieden 2017
1.  Magdalena WielgołaskaOdzyskiwanie lesbijskiej tożsamości – wreszcie pomyślmy o sobie, Siostry.
2. Monika Rak. Siła filmu dokumentalnego, czyli lesbijki do kamer!
3. Magdalena Świder. Wokół tożsamości.
4. Agnieszka MałgowskaPeformansy, czyli witamy w Lesbolandii.
5.  Joanna Semeniuk. Jeśli nie zrozumiemy naszej przeszłości, nie zrozumiemy siebie. 
6.  Agnieszka Frankowska. PL, czyli Polskie Lesbijki w Wiedniu.

.
BONUS
Komiks. Superprocenta. Graficzny komentarz Beaty Sosnowskiej

    ——————

Aktualne wiadomości na temat projektu znajdziesz na:

Feminoteka
Kobiety kobietom
Strefa Les*
Kobieta Nieheteronormatywna
A kultura LGBTQ+ nie poczeka!
.

LESBIJSKA INSPIRA. Minął rok. To, o czym mówiłyśmy w prywatnych rozmowach, stało się częścią debaty publicznej.

Agnieszka Małgowska: Dziś mija rok od publikacji pierwszego wywiadu naszego cyklu. Po ogłoszeniu Manifestu i publikacji rozmowy komentującej wydarzenia, które do tego Manifestu nas sprowokowały, wiedziałyśmy, że na tym nie może się skończyć. I po dwóch miesiącach zdecydowałyśmy, że spóbujemy robić wywiady z kobietami nieheteronormatywnymi. Zdecydowałymśmy i zrealizowałyśmy. Pierwszy wywiad został opublkowany 6 grudnia 2017.  Taki mikołajkowy prezent. [śmiech] Po roku z radością donosimy, że udało nam się przeprowadzić i opublikować 22 rozmowy. Chcemy pocelebrować tę małą rocznicę.

Magdalena Wielgołaska: Jestem wielką fanką celebrowania. Nie jest łatwo realizować przez rok projekt wolontariacki. Zawsze jest tyle okazji, żeby sobie odpuścić. Poza tym życie potrafi nieźle namieszać.

Monika Rak: Dość szybko życie popsuło szyki. W niedługim czasie zmienił się trochę skład Lesbijskiej Inspiry. Agnieszka Frankowska, współinicjatorka tego projektu, z różnych życiowych powodów musiała się wycofać, ale jeszcze udało jej się przygotować wywiad z swoją krajanką. Pozdrawiamy przy okazji, Agnieszkę. Projekt był kontynuowany, a chwilę potem wsparłaś projekt Ty, Maju.

Maja Korzeniewska: I bardzo się z tego cieszę. Pewnie zaczynałbym z Wami, ale był to czas, kiedy umierała moja matka po ciężkiej chorobie.

AM: Znowu życie. To wszystko składa się na sytuację aktywności lesbijskiej w Polsce. Bywa różnie. To, co dzieje się offline, może mieć zasadniczy wpływ na taki projekt. Dlatego też pokusimy się o małe podsumowanie, odsłonimy kulisy inspirowe, także podzielimy się naszymi wrażeniami i refleksjami.

Ja przez ten rok uświadomiłam sobie, że cykl okazał się pewnego rodzaju projektem socjologicznym, dzięki któremu zapisanych zostało kilka lesstorii, które ujrzały światło dzienne. Teraz wreszcie to, co kiedyś pozostawało w sferze prywatnej, stało się częścią publicznej debaty. Cieszy mnie to bardzo.

MR: Właśnie, niemal wszystko, co wybrzmiało w wywiadach, znamy z rozmów imprezowych, dyskusji sistrumowych, etc. Teraz to zostało zapisane. Można to też porównać z historiami bohaterek książki Anny Laszuk ”Dziewczyny, wyjdźcie z szafy!” Zobaczyć, co się zmieniło, co zostało po staremu. To może być interesujące…

MW: Myślę, że siłą wywiadów jest różnorodność. Nasze rozmówczynie były w różnym wieku, z różnych środowisk, z różnymi doświadczeniami i przekonaniami. Doświadczenia życia codziennego, mocne i trudne zmagania z rodziną, czy sobą samą uzupełniła perspektywa naukowa. Niektóre rozmowy są jak fotografie na dużym zbliżeniu, niektóre to foty panoramiczne.

AM: Chciałyśmy rozszerzyć granice wieku rozmówczyń inspirowych. Udało się połowicznie. Nasza najmłodsza rozmówczyni miała 14 lat. Najstarsza – 55 lat. Kobiety nieheteroseksualne 60+  nadal są poszukiwane. Te nieopowiedziane jeszcze historie budzą ciekawość od dawna. Być może nie uda się ich wyrwać z niepamięci i ta dziura w pamięci będzie znacząca. Jak na razie, wspominana książka Anny Laszuk, pozostaje publikacją, w której są portrety starszych kobiet kochających kobiety.

MK: Ostatnio ten skromny zbiór senioralnych lesbijskich opowieści wzbogaciła historia 90-letniej Krystyny, którą spisał Remigiusz Ryziński w „Dziwniejszej historii”.

MR: Niestety, muszę dodać, że wywiad z 55-latką został usunięty. Dostałam maila od syna bohaterki, który pod groźbą sądowych konsekwencji żądał usunięcia wywiadu. Jego zdaniem szkalował dobre imię rodziny. Po konsultacji z bohaterką, która nie miała pojęcia o tym, że wywoła swoim wywiadem taką reakcję, na jej prośbę usunęłyśmy rozmowę ze strony Feminoteki. Postanowiłyśmy jednak zamieścić krótki tekst redakcyjny informujący o sytuacji.

Dla nas było to potwierdzenie jednej z tez Lesbijskiej Inspiry, że kobiety łatwo się nie outują, bo mają wiele powodów, które je powstrzymują. Silna więź z rodziną, obawa przed wykluczeniem czy lęk przed sprawieniem kłopotu swoją orientacją, to częste powody siedzenia w szafie. Ciekawe, że nasza bohaterka zawsze żyła jawnie, a jej syn był świadomy orientacji matki. Jednak fakt, że jej nazwisko pojawiło się obok hasła: Lesbijska Inspira i zaistniało na popularnej witrynie Feminoteki, najwyraźniej zmieniło jego perspektywę.

MK: Dodajmy, że syn jest dorosłym człowiekiem. Dla mnie bolesne w tej sprawie był fakt, że partnerka – pełniąca funkcję drugiej matki – tym samym została wykreślona z tej historii. A także to, że syn pominął naszą rozmówczynię i bezpośrednio skontaktował się z nami.

MW: Ale w sumie zdarzyła się jedna taka sytuacja. Pamiętam, że gdy zaczynałyśmy cykl, nie miałyśmy pewności, ile rozmówczyń uda nam się namówić na wywiady. Na samym początku kobiety/dziewczyny bały się, że jeśli będą mówić to, co naprawdę myślą, narażą się rodzinie, będą mieć problemy w pracy. Albo powiedzą coś, co zepsuje osławioną “dobrą atmosferę” w środowisku LGBTQ+.

Dlatego też bardzo wdzięczna jestem osobom, które zdecydowały się na udzielenie wywiadów jako pierwsze, bo właśnie po tych wywiadach zrobiła się kolejka rozmówczyń. [śmiech] Kolejka, która   nadal jest i do której powiększenia zachęcamy.

Miałyśmy też takie sytuacje, że dwie osoby, które zapraszałyśmy do wywiadów na samym początku cyklu, odmówiły udziału w projekcie, a po kilku miesiącach, kiedy zobaczyły jakich kształtów nabrały nasze działania, zgodziły się na rozmowy. Świetnie, że zmieniły zdanie.

AM: To też chyba dowód na to, jak bardzo potrzebne są działania, które nas jednoczą. Jak się zarażamy wzajemnie – odwagą.

MR: Dla mnie zaskakująca była „rekrutacja” rozmówczyń. [śmiech] Czasem taka rozmowa to był przypadek. Choć może zrobiłam się uważniejsza. Byłam jak łowczyni, bo każde spotkanie z kobietą nieheteronormatywną mogło skończyć się propozycją wywiadu do Inspiry. Wystarczyło zapytać o zgodę. W sumie tylko jedna osoba mi odmówiła. Co ciekawe – kobieta przez nas upragniona. Seniorka 60+.

AM: Ale podkreślmy: dla nas naprawdę każda osoba była interesująca. Nie było żadnej selekcji, która jest okropnym, protekcjonalnym zwyczajem. Bo jak oceniać „atrakcyjność” doświadczenia? Szczególnie, gdy tak mała grupa dziewczyn/kobiet wypowiada się publicznie.

Naszym celem było przede wszystkim wsłuchiwanie się w opowieści naszych rozmówczyń. Nie było też żadnej cenzury wypowiedzi. Choć zdarzały się momenty, kiedy trudno nam było zgodzić się z interlokutorkami. [śmiech] Ale dzięki temu rzeczywistość nie została zafałszowana ani sformatowana.

MK: Dotyczy to też kwestii redakcji i korekty rozmów. Zależało nam na zachowaniu różnorodności i specyfiki językowej rozmówczyń, nie wygładzałyśmy rozmów. I ostatecznie o wszystkim decydowaly rozmówczynie. Warto podkreślić, że wywiady prowadzone były w formie rozmowy, wymiany myśli. Punktem wyjścia był Manifest, ale w którą stronę podążyła rozmowa zależało od rozmówczyń, od tego, co w danym momencie ich życia było ważne i jakimi doświadczeniami chcą się podzielić.

MW: Myślę, że dzięki tej luźnej formule rozmowy były dla mnie bardzo rozwijające. Wiele się nauczyłam i zweryfikowałam swoje przekonania, którymi żyję na co dzień. Na pewno zmieniłam swoje podejście do kwestii coming outu.

AM: Coming out zawsze wyskakuje znienacka. [śmiech] Musimy się z tym zmierzyć, bo temat okazał się lajtmotywem cyklu. Do dzieła!

MW: Pojawił się już w drugim wywiadzie. To była rozmowa z anonimową lesbijką, która opowiadała o swoim doświadczeniu coming outu jako czymś, czego świadomie nie chce i nie musi robić. W jej odczuciu nie jesteśmy, jako spoleczność, właściwie przygotowani na coming out, że istnieje presja coming outu i że traktujemy coming out jako rozwiązanie dla wszystkich. Tymczasem jesteśmy różne i różni, i pochodzimy z różnych środowisk. Bohaterka w swojej herstorii wzięła pod uwagę możliwości poznawcze rodziny i zdecydowała się nie outować. Jest szczęśliwa i żyje w zgodzie ze swoją decyzją. Twierdzi, że jej coming out to nie byłby tylko jej proces, ale także trudny proces dla całej rodziny, która nie jest na to gotowa.

Po publikacji zaczęło się. Przestałam się dziwić, że wywiadu udzieliła anonimowo, bo rozmowa okazała sią jedyną rozmową, która spotkała się z hejtem. Pojawiło się grono osób, które chciały “uleczyć” naszą rozmówczynię. Pokazać jej właściwą drogę, nawrócić. Zobaczyłam, że spora część środowiska ma ideologiczne podejście do sprawy. Albo coming out, albo żyjesz w kłamstwie. Czarne albo białe, nie ma miejsca na osobiste refleksje, potrzeby i możliwości. Jest szablon: wszyscy wychodzimy z szafy, a Ci co nie chcą, to po prostu się boją i trzeba ich nieustająco zachęcać i wyleczyć z “szafizmu”. Nie było   myślenia, że niektórzy świadomie i szczęśliwie w tej szafie mają prawo sobie żyć.

MK: I dlatego to jest temat, który ponownie warto przerobić w całej społeczności LGBTQ+. Coming out nie jest rozwiązaniem dla wszystkich i wszystkiego nie rozwiązuje, wbrew powszechnie panującemu mitowi.

AM: Mam wrażenie, że paradoksalnie zawieszenie przymusu autowania zwiększyła gotowość do rozmów zupełnie nieznanych nam dziewczyn. Dostawałyśmy też maile z prośbą o wsparcie w decyzji anty-comingoutowania. To było zaskakujące, ale uświadomiło mi, że osoby niewyautowane podlegają podwójnej presji. To może być paraliżujące. A czasem wystarczy porozmawiać.

MR: Znamy to z naszych działań artaktywistycznych. Teraz też jedna z rozmówczyń udzielała wywiadu anonimowo, a po autoryzacji zdecydowała się podpisać swój wywiad.

AM: Trzeba też powiedzieć, że zdarzyło się nam dwukrotnie, że bohaterki zgodziły się dać wywiad imiennie, ale po autoryzacji wycofały zgodę, ale nie wycofały wywiadu. W rozmowach padały czasem wyznania, które były dla nich zbyt intymne, delikatne. Tym bardziej jesteśmy im wdzięczne, że podzieliły się swoim doświadczeniem.

MK: Skupiłabym się więc na tym, co w tych wyznaniach lesbijek zwróciło Waszą uwagę. Co Was zaskoczyło? Zastanowiło? Dotknęło? Poruszyło? Wkurzyło?

MW: Poruszają mnie informacje zwrotne od czytelniczek, które w publikowanych wywiadach widziały odbicie własnej herstorii i dostawały odpowiedzi na pytania, które sobie zadawały, a nie wiedziały, gdzie uzyskać odpowiedź. Porusza mnie fakt, że gdy odkrywamy w sobie coś, co wydaje nam się “dziwne” albo “inne”, często mamy wrażenie, że tylko my tak mamy. Skoro nie słyszę o jakiejś kwestii w najbliższym kręgu znajomych albo w mediach, nie odnajduję tego w literaturze, to widocznie tylko ja mam problem.

MK: Tu warto podkreślić, że jeszcze wiele kobiet nie ma odwagi mówić o swoich doświadczeniach otwarcie. Tworzą swoje mikroświaty, ale w poczuciu, że to jednak nie jest tak do końca w porządku… Często dopiero tworząc udany związek kobiety* mają siłę, by wspólnie zawalczyć o siebie i zacząć działać na rzecz zmian. A wsparcie niekoniecznie znajdują w społeczności LGBTQ+, lecz w świecie osób otwartych na różnorodność, z feministycznym zacięciem – niezależnie od orientacji.

AM: Mała dygresja tandemowa. [śmiech] Zwróćcie uwagę, że trzykrotnie rozmówczyniami były tandemy. Dwie pary, które są aktywne lesbijsko* w internetowej przestrzeni –  Ninusy i Zuch Dziewuchy. Jeden duet matczyno-córczany. Jaką moc daje wsparcie choć jednej osoby!

MR: Mnie zawsze zaskakuje szczerość, z jaką rozmawiamy przy włączonym dyktafonie. Nie ma tematów tabu. Rozmawiamy jak przyjaciółki, choć niekiedy znałyśmy się wyłącznie z mediów społecznościowych, albo w ogóle się nie znałyśmy. Wspólne doświadczenie nas łączyło. My, jako wywiadowczynie, niczego nie podglądamy ciekawskim okiem przez heteroseksualną dziurkę od klucza. My jesteśmy stąd. I nasze rozmówczynie to czują.

MK: Świat naszych rozmówczyń okazał się niezwykle różnorodny. Można się przyjrzeć, jak żyją w Polsce lesbijki* AD 2018, z jakimi borykają się problemami. A to świat odważnych kobiet, mających wolę i siłę walczyć o siebie, żyć wbrew narzuconym normom. Konstruować swój świat na własnych zasadach, często ponosząc duże koszty i spotykając się z niezrozumieniem, także wewnątrz społeczności LGBTQ+.

AM: Mnie zdziwiło, że – jak mantra – powtarzała się w rozmowach potrzeba przestrzeni lesbijskiej*. Dziewczyny pragną bezpiecznego miejsca, w którym mogłybyśmy się spotykać, wymieniać doświadczeniami, tworzyć, pobawić. W czasach, kiedy otrzymanie stałych i niemałych środków na zmaterializowanie takiej potrzeby wydaje się niemożliwe, istnieją sposoby zastępcze. Często taką lesbijską przestrzenią są mieszkania prywatne, zaprzyjaźnione kawiarnie, miejsca prywatne, udostępniane małym grupom do działań twórczych. Ale każdej z nas, zarówno nam prowadzącym rozmowy, jak i rozmówczyniom – marzy się Lesbijki* Dom Kultury z prawdziwego zdarzenia. Bez problemu udźwignęłybyśmy prowadzenie takiej instytucji kultury.

MK: Potrzeba zaprzecza stereotypowi, że lesbijki tylko siedzą w domu z kotem. [śmiech]

AM: Niektóre jednak siedzą i dyktują “normy lesbijskości” na forach internetowych. Obok budzącego emocje tematu coming outu, który dotyczy całej tęczowej społeczności, jest temat  tzw. “czystości lesbijskiej”. To wraca jak bumerang.

MW: Był wywiad z dziewczyną, która poruszyła tę kwestię. Zebrałam osobiście “srogie baty”, na zamkniętym forum Kobiety Kobietom, jako osoba prowadząca ten wywiad. Również cały projekt został mocno skrytykowany, jako zaburzający pewne “dopuszczalne granice lesbijskości”. Pojawiło się oczywiście pytanie, kto tak naprawdę może używać słowa “lesbijka”? Czy tylko takie kobiety, które nigdy wcześniej nie miały relacji z facetami? Bohaterka zmierzyła się z tym, że przez takie osoby była wpychana w biseksualność (przy okazji dochodziło do stygmatyzacji biseksualności) i jakaś określona grupa kobiet uznawała, że akurat ona, mająca wcześniej relacje z mężczyznami, nie ma prawa do słowa “lesbijka”. W trakcie wywiadu dziewczyna dała sobie do tego prawo, a później rozkwitła. Natomiast my dostałyśmy wiadomość: “pozdrowienia dla was – hetero kurwy”. To mocne i …

AM: … absurdalne. Pamiętam, że musiałyśmy – prawdę powiedziawszy – zastanowić się nad logiką tego wpisu. [śmiech] Teraz to mnie bawi!

MR: Nie ma problemu, gdy się radykalnie identyfikujemy jako „złote lesbijki”, ale eliminowanie innych opcji psychoseksualnych tożsamości to dyskryminacja. Zresztą z naszego doświadczenia wynika, że te radykalne lesbijki nie są specjalnie zainteresowane działaniami, często są roszczeniowe. Sama jestem lesbijką w 100%, jeżeli można w procentach liczyć lesbijskość w lesbijskości [śmiech] i takich jak ja – esencjonalnych lesbijek –   bardzo mało spotykam w działaniu. Ale na imprezach już tak. [śmiech]

MW: To bardzo intrygujący mnie przypadek pokazujący pewnego rodzaju radykalizację i   homonormę, które prowadzi do tego, że tęczowy świat próbuje replikować świat heteronormatywny.

AM: Co w tym przypadku oznacza unifikujący, a dziś już nie uciekniemy przed różnorodnością. Zobaczcie jak w Lesbijskiej Inspirze zadomowiła się – zapożyczona od zeszłorocznej konferencji EL*C – włączająca gwiazdka. Naszymi rozmówczyniami były m.in. panseksualistka, oryginalnie nieheteroseksualna, transkobieta, biseksualistki, lesbijka bez heteroprzeszłości, lesbijska z heteroprzeszłością. Nie ma co się oszukiwać, odcieni tożsamości psychoseksualnych jest wiele i wciąż się pojawiają nowe. I nie są tylko konstruktami teoretycznymi. Ucieleśniły się.

MR: Nie wiem, czy nie powinnyśmy dorzucić gwiazdki do logo Lesbijskiej* Inspiry.

MK: To bardzo interesujący wątek. Dla mnie w ogóle ta potrzeba nazwania się, dookreślenia była bardzo ciekawa. Z jednej strony odchodzi się od starych etykietek – lesbijka zdaje się być passe [śmiech], z drugiej szuka się nowych, zmienia się, gdy w pełni nie oddają istoty. Z jednej – otwartość na płynność, z drugiej – chęć doprecyzowania.

AM: Nie da się tego uporządkować i okiełznać. To jeden z oczywistych wniosków z rozmów.

MR: Istotne jest także to, że Lesbijska Inspira nie pozostała projektem wewnątrz tęczowym. Już postarałyśmy się o to, żeby nie było o nas zbyt cicho! [śmiech] Przede wszystkim jednak myślę, że wiele zawdzięczamy faktowi, że gościmy na stronie Feminoteki. Poza tym było trochę okazji, by opowiedzieć o projekcie.

MW: Ja wspomnę Kobiece Utopie. Było to dla nas ważne wydarzenie. Wzięłyśmy udział w sesji pod znanym nam już tytułem: mniejszość w mniejszości. Na naszym panelu nie było szalonych tłumów, ale później okazało się, że o naszym projekcie mówiono w sześciu innych wystąpieniach na innych panelach, odnosząc się do Inspiry jako do źródła wiedzy o życiu współczesnych lesbijek mieszkających w Polsce. Celowo też piszemy w taki sposób, bo bohaterki naszych wywiadów to nie tylko osoby z polskim obywatelstwem. Rozmawiałyśmy z Ukrainką i Amerykanką. Cieszy, że jest zapotrzebowanie na takie treści i że przyciągają uwagę nie tylko kobiet nieheteronormatywnych szukających lustra dla własnych przeżyć, ale także innych osób, zwyczajnie zainteresowanych odmiennością lesbijskiego doświadczenia.

AM: Krakowska konferencja na 100-lecie uzyskania praw wyborczych przez kobiety w Polsce to było przyjemne doświadczenie, ale już X Kongres Kobiet w Łodzi wspominamy gorzej. Choć wszystkie panele Centrum LGBTQ+ dotyczyły kobiet nieheteronormatywnych, to unaoczniła się – po raz kolejny – różnica między neoliberalnymi, mainstreamowymi kobietami nieheteronormatywnymi a tzw. radykalnymi, czyli tymi, które otwarcie w publicznej przestrzeni zastanawiają się nad swoją orientacją/tożsamością.

MK: Bardziej szczegółowo pisałyście o tym  – wraz z innymi uczestniczkami – w relacji z Kongresu.

MR: Musiałyśmy to opisać, bo trzeba przyznać – było gorąco. Nawet wrzało. Konflikt poprzedzający Manifest Lesbijskiej Inspiry został nazwany „awanturą” albo „wojenką”. Nie było łatwo uświadomić sobie, że desant na patriarchalną agorę, który postulowała prof. Ewa Graczyk, mogą robić kobiety, ale kobiety nieheterormatywne już niekoniecznie. Na pewno desantu nie wolno robić na Kongresie Kobiet, gdzie wobec lesbijek* stosuje się patriarchalne kryteria. Lesbijkę trzeba wziąć w cudzysłów, jak to robi Renata Lis w swojej książce „Lesbos”. Albo sugerować, że lesbijki muszą pracować na 300% bez finansowego wsparcia, bo z pewnością za mało się starają, jak zasugerowała prof. Monika Płatek. Przyznam, że przyjęłam to wszystko ze zdziwieniem.

AM: I znowu, jak mówiłaś wcześniej w przypadku „złotych lesbijek”, nie chodzi o to, żebyśmy się wszystkie zgadzały, ale dyskryminowanie czy dyskredytowanie innych perspektyw, w tym przypadku przez bycie „ponad” to paternalizm.

MW: Ja dodam, że paradoks polega na tym, że ta „awantura” podbiła nasz lesbijski zbiorowy głos, stał się bardziej widoczny i buntowniczy.

AM: Bardziej widoczny, czy na pewno? Czy możemy uznać, że rok 2018 w Polsce był rokiem lesbijek*?

MR: Aż tak? [śmiech] Spróbujmy się zastanowić.

MW: Dla mnie ten rok był bardzo ciekawy z wielu względów. Mogłyśmy razem zaobserwować pewien zbiorowy proces, robiąc wywiady do Lesbijskiej Inspiry i do AAAkulturalnika w projekcie A Kultura LGBTQ+ nie poczeka!, tworząc wydarzenia w ramach projektu Sistrum. Przestrzeń Kultury Lesbijskiej*.  Nastąpiło jakieś usiostrzenienie. Miałyśmy kontakt z wieloma kobietami niehetero, które poczuły moc siostrzeństwa i otworzyły się. Albo opowiedziały o sobie głośno, albo zaczęły się rozwijać i bardziej eksplorować swoją tożsamość.

MK: W przypadku Inspiry mam nadzieję, że to dopiero początek. Pamiętacie, że na starcie miałyśmy obawy, że rozmowy szybko staną się powtarzalne? A w efekcie czekałam na każdy wywiad z ciekawością, czego nowego się dowiem, z czym się będę musiała zmierzyć, by zrozumieć odmienny punkt widzenia. Mam przeświadczenie, że świat kobiet nieheteronormatywnych dopiero zaczyna się otwierać.

MR: Powoli się rozkręcamy. Jeszcze przed nami Rok Lesbijek. Ale bardzo się cieszę, że coraz więcej kobiet rozumie potrzebę rozwoju swojej tożsamości, że zaczyna widzieć w tym wartość.

AM: Mam poczucie, że lesbijski był i rok 2017, i rok 2018 w Polsce. Rzućmy okiem na listę wydarzeń artystycznych. W mainstreamie i na offie. Wydana została książka Renaty Lis „Lesbos”, na ekrany wszedł film „Nina” Olgi Chajdas/Marty Konarzewskiej.  W teatrze mogłyśmy/możemy zobaczyć spektakl „O mężnym Pietrku i sierotce Marysi. Bajka dla dorosłych” Jolanty Janiczak/Wiktora Rubina, spektakl „Szelest” Laboratorium Ma(g)daleny Anny w formule Teatru Forum, „Gertruda Stein & Alicja B. Toklas & Wiele Wiele Kobiet” Damskiego Tandemu Twórczego. Powstało stowarzyszenie Sistrum. Przestrzeń Kultury Lesbijskiej* i dzięki współpracy ze Stołem Powszechnym kultura lesbijska jest na stałe obecna w przestrzeni publicznej. Wszystkie panele Centrum LGBTQ+ podczas Kongresu Kobiet dotyczyły kobiet nieheteronormatywnych. W cyklu tęczowych wywiadów w internetowej wersji Magazynu Vogue jest więcej dziewczyn. 45 tysięczną Paradę Równości poprowadziła dziewczyna, Julia Maciocha. Girls Power!!!!

MR: Chyba nigdy tak nie było.,.

MK: Dlatego nie zamykamy cyklu. Będziemy teraz rzadziej publikować wywiady, za to w trzech wątkach: kontynuujemy rozmowy z kobietami nieheteronormatywnymi mieszkającymi w Polsce, rozmowy z niehetero cudzoziemkami, które opowiedzą o życiu w innych krajach. A trzeci miniwątek to rozmowy z feministami.

MR: Ryzykowne! [śmiech] Ale mamy już upatrzonych chłopaków, których weźmiemy w ogień pytań. Spróbujemy uzupełnić nasz cykl także taką perspektywą. Z ostrożnością! [śmiech]

MK: Jesteśmy też otwarte na inne osoby, które zechcą się podzielić swoimi przemyśleniami, refleksjami o świecie lesbijek* – zapraszamy.

AM: Zatem do zobaczenia w 2019!

MW: Z Lesbijskim* Pozdrowieniem!

Korekta: Maja Korzeniewska

—————————–

Magdalena Wielgołaska  – aktywistka / lesbijka / feministka / współzałożycielka  Stowarzyszenia na rzecz Osób LGBT Tolerado  / działaczka na rzecz poszerzania wiedzy na temat leczniczego działania konopi / zaangażowana w Kręgi Kobiece i odzyskiwanie wewnętrznej, kobiecej Mocy / wartościami i zawodowo związana z  Partią Zieloni/ założycielka strony Strefa Les*/ współpracowniczka projektu A kultura LGBTQ+ nie poczeka!

Maja Korzeniewska  –  społecznica / kulturoznawczyni (UŁ) /filmoznawczyni / koordynatorka / imagistyczka projektów społeczno-kulturowych / barmanka /opiekunka Pimka-aktywisty.

Damski Tandem Twórczy (Agnieszka Małgowska & Monika Rak)
Działa od 2009 roku. Współtworzy_ł projekty: Kobieta Nieheteronormatywna (cykl debat i audycji radiowych, 2014- 2016) / O’LESS Festiwal (2012-2014) / DKF Kino lesbijskie z nutą poliamoryczną (cykl spotkań, 2012-2015) / A kultura LGBTQ+ nie poczeka (projekt archiwistyczny, od 2017) / O teatrze lesbijskim w Polsce (cykl teatrologiczny, od 2012) / Lesbijska Inspira (cykl wywiadów od 2017) / Portret lesbijek we wnętrzu, Niesubordynowane czytanie sztuki Jolanty Janiczak (czytanie dramatów) / Orlando.Pułapka? Sen, Fotel w skarpetkach, 33 Sztuka, RetroSeksualni. Drag King Show (spektakle) / Czarodziejski flet, Gertruda Stein & Alice B. Toklas & Wiele Wiele Kobiet (nanoopery) / L.Poetki (film dokumentalny) / Teatr Dialogu (warsztat i akcja miejska) / Wywrotowa komórka lesbijska, Epizody, wątki, sugestie lesbijskie w kinie polskim (wykłady) / Sistrum. Przestrzeń Kultury Lesbijskiej* (stowarzyszenie, 2017).

Agnieszka Małgowska –  lesbijka / feministka / artaktywistka / reżyserka / trenerka teatralna / scenarzystka.
Monika Rak  – lesbijka / feministka / artaktywistka / aktorka / dramatopisarka / filmowczyni / graficzka.

————————————-

LESBIJSKA INSPIRA
To niezależna inicjatywa, której e-przestrzeni udziela siostrzana Feminoteka
,
I.  Manifest
1.  Manifest. Instant. 
2.  Rozmowa. Od lesbijskiej konspiry do lesbijskiej inspiry
3.  Podsumowanie. Minął rok. To, o czym mówiłyśmy w prywatnych rozmowach, stało się częścią debaty publicznej
.
II. Rozmowy wokół manifestu
1.   Mamy wewnętrzną potrzebę wolności. Rozmowa z Małgorzatą Myślak i Magdaleną Sota
2.   Coming out – nie chcę i nie muszę. Rozmowa z Anonimową Lesbijką 
3.   Z miłości i gniewu rodzi się odwaga. Rozmowa z Angeliną Caligo
4.   Moja droga do siebie samej. Rozmowa z Marią Kowalską
5.   Potrzebne są niehetero bohaterki. Rozmowa z Anną Bartosiewicz
6.   Chcemy więcej! Rozmowa z Anną i Zandrą Ra Ninus
7.   Lesbijki, pora na prokreację! Rozmowa z Anną Adamczyk
8.   Kto ma prawo do słowa “lesbijka”? Rozmowa z Magdą Próchniak
9.   Czasem miałam wrażenie, że jestem jedyną lesbijką w Lublinie. Rozmowa z Małgorzatą Szatkowską
10. Trzeba stawiać opór. Rozmowa z Magdaleną Tchórz
11.  Dziewczyna i dziewczyna – normala rodzina. Rozmowa z  Zuch Dziewuchami
12.  Niepytana nie mówiłam, że jestem lesbijką. Rozmowa ocenzurowana
13.  Co Ty tutaj robisz? O poczuciu wyobcowania i przynależenia. Rozmowa z Nicole G.
14.  Mam na imię Kasia i to jest moja tożsamość. Rozmowa z Katarzyną Gauzą.
15.  Tęczowe aktywistki na Ukrainie są wyłącznie feministkami. Rozmowa z Katją Semchuk
16.  Oryginalnie nieheteroseksualna. Rozmowa z Agnieszką Marcinkiewicz
17.   Sama zrobię dla siebie miejsce. Rozmowa z Klaudią Lewandowską
18.  Dziś określam siebie jako osobę panseksualną. Rozmowa z Alex Knapik
19.  Perspektywa lesbian studies. Rozmowa z dr Martą Olasik
20. Mogę tylko powiedzieć: przykro mi bardzo, jestem wyjątkowa. Rozmowa z Voyk
21.  Tożsamość jest zawsze politycznaRozmowa z Elżbietą Korolczuk
22. Jesteśmy nie do ruszenia. Rozmowa z matką i córką. MB & Shailla
23. Wchodzę w krótkie erotyczne relacje poliamoryczne. Rozmowa z Retni
24. Aktywizm jest moim uzależnieniem. O niepełnosprawnościach, nieheteronormatywności i feminizmie. Rozmowa z Anetą Bilnicką
25. Wolę nie zostawiać niedomówień. Rozmowa z Adą Smętek
26.Do tej pory myślałam, że LGBTQ to nie ja. Rozmowa z Anonimową Lesbijką
27. Ciągle zajmujemy się sobą i żądamy od innych akceptacji. Rozmowa z Anną Marią Szymkowiak
.
III. Głos z zagranicy
1Węgry. Brakowało nam środowiska kobiet niehetero – stworzyłyśmy je. Rozmowa z Anną Szlávi
2. Czechy. Lesba* na wychodźstwie. Rozmowa z Frídką Belinfantová
3. Niemcy. Lesbijski projekt mieszkalny. Rozmowa z Yagner Anderson

.
IV. Męskoosobowo
1. To co polityczne jest wspólne. Rozmowa z Tomaszem Gromadką
2. Przyszło nowe pokolenie kobiet nieheteronormatywnych. Rozmowa z Marcinem Szczepkowskim

.
.V.  EL*C. Wieden 2017
1.  Magdalena WielgołaskaOdzyskiwanie lesbijskiej tożsamości – wreszcie pomyślmy o sobie, Siostry.
2. Monika Rak. Siła filmu dokumentalnego, czyli lesbijki do kamer!
3. Magdalena Świder. Wokół tożsamości.
4. 
Agnieszka Małgowska. Peformansy, czyli witamy w Lesbolandii.
5.  Joanna Semeniuk. Jeśli nie zrozumiemy naszej przeszłości, nie zrozumiemy siebie.
6.  Agnieszka Frankowska. PL, czyli Polskie Lesbijki w Wiedniu.
.
VI. EL*C. Kijów 2019.
1.  Monika Rak. L*Geniusza na Ukrainie.
2. Magdalena Wielgołaska. Lesbianizacja przestrzeni.
.
BONUS
Komiks. Superprocenta. Graficzny komentarz Beaty Sosnowskiej
 
——————————-————
 
Aktualne wiadomości na temat projektu Lesbijska Inspira znajdziesz na:
Feminoteka
Kobiety kobietom
Strefa Les*
Kobieta Nieheteronormatywna
A kultura LGBTQ+ nie poczeka!
 

LESBIJSKA INSPIRA I Co ty tutaj robisz? O poczuciu wyobcowania i przynależenia. Rozmowa z Nicole G.


Magda Wielgołaska: Przyjechałaś do Polski z Nowego Jorku na staż w Partii Zieloni, w której się poznałyśmy i bardzo szybko zaczęłyśmy rozmawiać o tym, jak wygląda Twoje doświadczanie polskiej rzeczywistości z perspektywy tożsamości psychoseksualnej, a także bycia “niestąd”, choć masz polskie korzenie. Powiedz coś o tym.

Nicole G: Urodziłam się w Nowym Jorku, ale w polskiej dzielnicy – Greenpoint. Teraz to się zmieniło, ale kiedy dorastałam, to była taka Polska w skali mikro. Na ulicach było słychać przeważnie polski. Kiedy byłam mała, miałam również styczność z polską rzeczywistością z perspektywy małego miasta, ponieważ często przyjeżdżałam do rodziny i mieszkałam w małej miejscowości pod Ostrołęką, w Drężewie. Moja najbliższa rodzina zawsze planowała wrócić do Polski, jako do wyidealizowanego – z perspektywy odległości i odcięcia – kraju korzeni. Do tego powrotu jednak nigdy nie doszło.

Wychowywałam się jako najmłodsza córka w dużej, katolickiej rodzinie o żydowskich korzeniach i z tej perspektywy moja tożsamość była dla mnie na pewnym etapie życia dużym problemem. Od zawsze podobały mi się dziewczyny, jednak byłam przekonana, że wcale nie oznacza to, że sama jestem lesbijką, że to jest normalne i że wszyscy mają podobnie. Pamiętam, kiedy oglądałam disneyowski film Anastazja – byłam naprawdę zła, że bohaterka filmu skończyła z facetem, zupełnie tego nie rozumiałam. Moja mama pytała, co mnie tak w tym denerwuje. Nie byłam w stanie odpowiedzieć, bo prostu czułam, że mnie to wkurza. Była też taka bajka o lalkach Barbie, które są najlepszymi przyjaciółkami i cała akcja kończy się podwójnym ślubem, obie wychodzą za mąż. Zupełnie mi to nie pasowało. Były dla siebie idealne, więc skąd nagle ci mężowie? [śmiech]

Na samym początku byłam pewna, że nie jestem lesbijką, tylko mam naturalny i zupełnie normalny zmysł estetyczny, który sprawia, że potrafię zobaczyć, tak jak wszyscy inni – kobiece piękno. Dotarło do mnie, że jestem lesbijką, kiedy miałam szesnaście lat, swojej rodzinie powiedziałam o tym, kiedy miałam dwadzieścia.

MW: W naszym lesbijskim manifeście zastanawiamy się również nad tym, w jakich okolicznościach lesbijki i inne kobiety nieheteronormatywne dokonują coming outów. Czy robią to pod presją, czy częściej w zgodzie ze sobą. Jaki Ty masz stosunek do outowania się?

NG: Ujawnienie się przed najbliższą rodziną było dla mnie jednym z najtrudniejszych doświadczeń w życiu. Jednak uważam, że coming out jest potrzebny, bo ciężko jest żyć, wiedząc o sobie coś tak istotnego i nie móc podzielić się tym z bliskimi. Siedzenie w szafie może rodzić różne niekomfortowe sytuacje. Moja babcia na przykład nie wiedziała o mnie. Zmarła rok temu i kiedy spotykałyśmy się jeszcze za jej życia i rozmawiałyśmy, mówiła: Pamiętaj, że jeśli tylko będziesz gotowa, to znajdę ci miłego kandydata na męża o żydowskich korzeniach. Miałam takie poczucie, że w bardzo heteronormatywnej i patriarchalnej polskiej kulturze, kultywowanej zwłaszcza w małych miejscowościach albo w społeczności polonijnej właśnie –  istnieje jakaś presja, że dziewczyna powinna wyjść za mąż do dwudziestego trzeciego roku życia, a do trzydziestki urodzić zgraję dzieciaków. Ta presja zawsze była odczuwalna w mojej rodzinie. Dlatego coming out był dla mnie istotny, żeby ją przerwać i powiedzieć moim bliskim, że nie chcę uczestniczyć w tym powtarzających się przez pokolenia schematach. Co prawda ta presja nie ustała, ale jest mniejsza, kiedy otwarcie mówię o tym kim i jaka jestem.

MW: Rodzina nadal szuka Ci męża?

NG: Zdarza się. Jakiś czas temu przez krótki okres czasu mieszkałam w Wiedniu i jeden z moich znajomych zakochał się we mnie. Starał się mnie wyręczać w różnych kwestiach, był przesadnie miły. Dla mnie była to bardzo niezręczna sytuacja, którą podzieliłam się z moją mamą. Była wniebowzięta. Oczekiwałam, że potwierdzi, że faktycznie sytuacja jest dziwna, tymczasem mama starała się raczej dowiedzieć, ile on ma lat, czym się zajmuje itd. Kiedy z kolei byłam w Londynie, jeden z moich starszych znajomych próbował mnie swatać ze swoim synem. Moja mama widziała to jako pewną korzystną dla mnie sposobność. Tak więc ta presja się nie skończyła, kiedy pojawia się możliwość, że jednak pójdę tradycyjną drogą. Moja rodzina nadal ma nadzieję, że może w końcu poznam odpowiedniego faceta i wyjdę za mąż. Myślę, że to jest jakoś głęboko zakodowane w ich głowach, że takie rozwiązanie zabezpieczyłoby mnie społecznie, a także cała rodzina wypełniłaby jakieś normy. Daję komunikaty, że nie wyjdę za mąż i podaję przykłady nieszczęśliwych relacji w rodzinie, jednak te społeczne wdruki są czasami w moim odczuciu ważniejsze dla ludzi niż osobiste szczęście i niektórzy wiele są w stanie poświęcić, nawet samych siebie, żeby podporządkować się ogólnie przyjętym zasadom.

MW: Szczególnie interesuje mnie, jak wygląda życie lesbijki* w miejscu, z którego pochodzisz. Myślę, że Nowy Jork dla wielu osób w naszej społeczności wiąże się z wyobrażeniem życia w wolności. Możesz być kim chcesz i robić co chcesz.

NG: Pomijając moje doświadczenia rodzinne czy polonijne – życie w Nowym Jorku jest proste w kontekście tożsamości niehetero. To, co może ci się zdarzyć, to ewentualnie sytuacje typu, że podchodzi do ciebie facet w pubie i chce cię poderwać, a kiedy mówisz, że jesteś lesbijką, zapyta w żartobliwym tonie czy może popatrzeć.

Poza tym faktycznie żyje się tam dobrze, chociaż mam wrażenie, że w Nowym Jorku jest bardzo mało lesbijek. Mam takie poczucie, że już wszystkie znam, że to jest bardzo nieduża społeczność, zamknięte kręgi znajomych, gdzie dochodzi do takich sytuacji, że kiedy znajoma umawia cię na randkę w ciemno z dziewczyną, która jej zdaniem jest dla ciebie idealna – zdziwiona kończysz na randce ze swoją byłą.

MW: Ale wiem, że nie studiujesz w Nowym Jorku.

NG: Studiuję politykę Europy Wschodniej na uczelni, która znajduje się w konserwatywnym stanie Indiana. Tam jest dużo ciężej. Życie w dużych miastach zawsze bardzo odczuwalnie różni się od tego, co dzieje się w mniejszych miejscowościach. I o ile na terenie samego kampusu i wśród studentów czuję się dobrze i dość swobodnie, to życie poza murami uczelni wygląda tam inaczej. Ludzie nie są tolerancyjni i sam wygląd sugerujący, że jesteś osobą nieheteronormatywną jest dosyć dużym ryzykiem. Całkiem niedawno ogoliłam się na łyso i ludzie dawali mi odczuć, że jest to niepożądane społecznie, żeby tak wyglądać. Sama szkoła jest prowadzona przez kwakrów [Religijne Towarzystwo Przyjaciół] – to jest wspólnota religijna, która jest dosyć tolerancyjna, jednak świat poza szkołą już taki nie jest. Żeby jakoś przybliżyć ci klimat tego miejsca, posłużę się takim obrazem: Mike Pence – wiceprezydent Stanów Zjednoczonych i prawa ręka Trumpa był gubernatorem Indiany. Sprawując ten urząd wprowadził prawo: Religious Freedom Restoration Act [RFRA], które zalegalizowało w praktyce dyskryminację osób LGBTQ+. Myślę, że można to porównać do polskiej klauzuli sumienia. Tak więc tak jak różnorodne są Stany, tak różni się sytuacja osób nieheteronormatywnych. W większości miejsc nie jest tak różowo jak na filmach, chociaż rzeczywiście są miasta, w których można żyć normalnie.

MW: Jakie miałaś w takim razie wyobrażenie o życiu społeczności LGBTQ+ w Polsce przed swoim przyjazdem tutaj?

NG: Przyznam szczerze, że byłam przerażona. Głównie dlatego, że patrzyłam na tę kwestię z perspektywy Ostrołęki, w której mieszkają moi krewni. Znałam tylko jedną historię dotyczącą osoby nieheteronormatywnej. Był to wielki dramat i ogromne poruszenie w mojej rodzinie, kiedy okazało się, że jeden z mężczyzn po dwudziestu latach małżeństwa rozwiódł się z żoną, oznajmiając, że jest biseksualny, następnie związał się z mężczyzną. Jego żona rozpadła się na kawałki, miała duży kryzys egzystencjalny. Pamiętam jak ludzie byli oceniający i ostrzy dla niego. Pytałam wtedy, czemu to jest aż takie straszne, dlaczego ten człowiek nie może po prostu żyć w zgodzie ze sobą? Moja rodzina zadawała wtedy pytania typu: Czy ty sama mogłabyś być z mężczyzną, który uprawia seks z facetami? Ja odpowiadałam, że nie miałabym z tym problemu, co wywoływało oburzenie. To była jedyna historia, jaką znałam z Polski. Inne moje skojarzenie jest powiązane z filmem Płynące wieżowce. Kiedy go zobaczyłam – płakałam jak dziecko. Pokazałam ten film mamie, również płakała. To, z czym się zetknęłam, rodziło we mnie wiele obaw, jak ludzie LGBTQ+ egzystują w Polsce. Na różnych grupach anglojęzycznych na FB, w których jestem – zadawałam pytania: Czy w Polsce w ogóle są lesbijki? Czy może ktoś z was akurat jest w Polsce i chce się spotkać? Pomocy! [śmiech]

Szukałam w internecie kontaktów, ale odzywały się osoby z Trójmiasta albo innych miast niż Warszawa i Ostrołęka.

MW: Myślałaś, że będziesz jedyną lesbijką w Warszawie?

NG: Szczerze mówiąc – tak właśnie myślałam! Na szczęście prześwietliłam Twój profil na FB, żeby zobaczyć, z kim będę pracować i ciężar spadł mi z serca. [śmiech]

Bałam się, że życie osób LGBT będzie ukryte w podziemiu, że będę musiała dotrzeć do osób, które znają kogoś kto zna kogoś, kto wpuści mnie do jakiejś grupy. Kiedy zobaczyłam, że jesteś aktywistką pojawiła się myśl, że po pierwsze nie będę jedyną lesbijką w Warszawie, a po drugie, że możesz znać inne nieheteronormatywne osoby. Było mi już wtedy łatwiej.

MW: Jak wyglądało Twoje zderzenie się z polską rzeczywistością?

NG: Na początku bardzo mnie to uderzyło, że na przykład na spotkaniu, w którym brało udział około dwudziestu osób swobodnie powiedziałaś coś o swojej partnerce i to było przyjęte zupełnie normalnie, tak jakby osoba hetero mówiła o mężu albo żonie. Miałam zupełnie inne wyobrażenie tego, co zastanę w Polsce. Teraz myślę, że niepotrzebnie się martwiłam. Wiem, że trafiłam do wyjątkowo akceptującego środowiska pracy i sporo osób tutaj albo jest niehetero abo wspiera walkę o równe prawa, ale generalnie również poza miejscem, w którym odbywam staż – ludzie, których spotykam nie mają problemu z tożsamością inną niż heteroseksualna. Czasami, kiedy mam taki dzień, że na serio lesbijsko wyglądam, to widzę, że w Ostrołęce to zwraca uwagę, ale tutaj – w Warszawie,  myślę, że to jakoś ginie w tłumie i dobrze się z tym czuję.

MW: Czyli w zasadzie to jest dość podobne jak Stanach. Dwa skrajnie różne miejsca. Duże miasto i bardziej konserwatywna, mniejsza miejscowość.

NG: To prawda. Ten schemat powiela się pewnie na całym świecie. Poza tym w mniejszej miejscowości bardziej wszystko widać, odmienność łatwiej wychwycić.

MW: Niedawno pierwszy raz uczestniczyłaś w Paradzie Równości w Warszawie. Jakie wrażenia?

NG: Byłam zaskoczona, że ta Parada wyglądała inaczej niż nasze. W Stanach zazwyczaj ulice są ogrodzone w jakiś sposób i jesteś częścią widowni, a paradują zgłoszone i zaakceptowane organizacje, grupy artystyczne itd. Tutaj wszyscy szli razem i było to dla mnie w jakiś sposób podniosłe i wzruszające. Faktycznie było czuć taką radość z tego, że jesteśmy wszyscy razem i że jest nas tak dużo. Każda osoba mogła w każdej chwili dołączyć. Bardzo dobrze wspominam to wydarzenie.

MW: Jest coś, co szczególnie Cię zaskoczyło w Polsce?

NG: Tak. Może to jest śmieszne, ale zszokowało mnie, że bardzo dużo heteroseksualnych kobiet ma w Polsce typowo lesbijskie fryzury. Mój lesboradar jest zupełnie rozregulowany i często jestem trochę zdezorientowana. [śmiech] W Stanach lesbijskie fryzury są noszone przez kobiety, które faktycznie nie są hetero i jest to jakiś znak rozpoznawczy. Szczególnie zdziwiło mnie, że dużo starszych kobiet – takich w żakiecikach i rajstopkach ma właśnie takie najbardziej lesbijskie na świecie, wygolone po bokach włosy, postawione na żel na górze głowy. Myślę sobie wtedy: To jest totalnie lesbijska fryzura! Ty możesz nie wiedzieć, że taką masz, ale taka właśnie jest!.

MW: Z czym się spotykasz zawierając tutaj nowe znajomości? Sama widziałam, że ludzi dziwi, że lesbijka z Nowego Jorku przyjechała do Warszawy, kiedy sami najchętniej kupiliby bilet w odwrotną stronę.

NG: Faktycznie, kiedy zaczęłam zawierać w Polsce pierwsze znajomości, to najczęściej padało pytanie: co ty tutaj robisz?Osoby, z którymi mam kontakt nie mogą do końca zrozumieć, że przyjechałam z własnej i nieprzymuszonej woli do Polski z miejsca,  w którym osobom nieheteronormatywnym żyje się według niektórych kryteriów – lepiej. Mam poczucie, że cały czas muszę się z tego tłumaczyć. Do tego silnie odczuwam poczucie obcości, które towarzyszy mi przez całe życie. Ze względu na polskie nazwisko i korzenie, osoby, z którymi stykam się w Stanach, zazwyczaj bardzo szybko komunikują mi, że bardzo dobrze mówię po angielsku, a to przecież jest mój język, w którym mówię od zawsze. To samo dzieje się tutaj, w Polsce. Codziennie słyszę komentarze, że bardzo dobrze mówię po polsku. Być może nie powinnam na to zwracać uwagi, ale odbieram to jako ciągłe podkreślanie, że gdziekolwiek bym nie była, to nie jestem stąd. Wiem, że dla niektórych to jest forma komplementu, ale żyjemy w takich czasach, kiedy już wiemy, że dobre intencje to nie wszystko i trzeba włączyć świadomość sytuacyjną. To mi się jakoś łączy – kwestia języka i tożsamości lesbijskiej. Zawsze jest jakaś niepewność, czy ktoś potraktuje ciebie jakoś inaczej. Podkreśli ten aspekt, który jest dla ciebie akurat w danej sytuacji delikatny. Przyjeżdżając do Polski nie wiedziałam, czego się spodziewać również jako lesbijka właśnie. Zrobiłam research w internecie, szukałam informacji o lesbijkach w Polsce, znalazłam bardzo niewiele.

MW: Słyszę, że określasz siebie za pomocą słowa lesbijka. Jak czujesz to słowo i jego miejsce w swoim życiu?

NG: Czasami mam z tym słowem problem, bo podobają mi się również osoby niebinarne. W zasadzie problem mam nie z samym słowem, a z tym, jaki takie “prawdziwe lesbijki” dają innym do niego dostęp. Bardzo często rozmawiam z innymi lesbijkami o tym, kto ma prawo do słowa lesbijka. Czy na przykład transseksualne kobiety mogą siebie określać jako lesbijki. To jest bardzo kontrowersyjna kwestia aktualnie również w środowisku LGBTQ+ w Stanach. Jednak ja sama uważam, że lesbijką jest ta osoba, która tak określa swoją tożsamość psychoseksualną. Byłam w bardzo długim związku z kobietą transseksualną i ta kwestia jest mi wyjątkowo bliska. Niejednokrotnie uczestniczyłam w sytuacjach, w których dochodziło do kłótni, czy to jest kobieta czy mężczyzna i w jakich wydarzeniach może albo nie może w związku z tym uczestniczyć.

Swoją partnerkę poznałam, myśląc, że jest to po prostu kobieta. Dopiero w pierwszej sytuacji intymnej, jaka się zdarzyła – dowiedziałam się, że jest transseksualna. Jednak nigdy nie odbierałem jej inaczej niż jako kobiety. Myślę, że głównie było tak ze względu na jej emocjonalność, na komunikatywność. Kiedy mówię, że jestem lesbijką, to głównie chcę wyrazić, że właśnie taka kobieca emocjonalność i komunikacja najbardziej mi odpowiadają. Uważam, że płeć jest w naszej głowie i jest czymś, co wynosimy z naszego wychowania i doświadczeń. Dla mnie płeć objawia się tym, jakie decyzje podejmujesz na co dzień, jakie masz podejście do konkretnych sytuacji i nie ważne, jaka jest twoja płeć biologiczna, możesz manifestować swoim zachowaniem cechy zupełnie od niej oderwane i jeśli te cechy, twoje uczucia i potrzeby są z tobą zgodne i chcesz siebie określać inaczej niż określa ciebie społeczeństwo – to masz do tego prawo. Tak więc kiedy sama byłam z osobą transseksualną, nigdy nie przyszło mi do głowy, żeby pomyśleć o niej jako o mężczyźnie, skoro wszystkie zachowania i jej odczucia mówiły, że jest po prostu kobietą. Czytałam dużo książek między innymi Judith Butler i Eve Sedgwick i na tej podstawie myślę, że płeć to jest to, co i jak robisz, a nie to jakie masz genitalia. Płeć to dla mnie rola, którą wybieramy. I mam bardzo duży szacunek do osób niebinarnych, które potrafią przyjrzeć się schematycznym rolom społecznym i wybrać z nich coś dla siebie albo wybrać coś zupełnie innego, czy też tworzą sobie swoje własne światy i role. Myślę, że to wymaga odwagi w odniesieniu do społecznej presji poprawności wypełniania norm.

Te normy to jest coś, co wbrew pozorom, bardzo utrudnia życie, zamiast je upraszczać. Mam poczucie, że nie przystają do obecnych czasów, a ciągle w nich tkwimy, bardzo powoli reformując. W odniesieniu do tych norm właśnie w Stanach toczy się dyskusja między innym dotycząca tego, czy osoby niebinarne czy transseksualne mogą należeć do grup, organizacji lesbijkich albo czy mogą brać udział w wydarzeniach przeznaczonych dla lesbijek czy innych kobiet nieheteronormatywnych.

MW: Podobne procesy mają miejsce teraz w Polsce. Czy możesz powiedzieć, jakie argumenty padają w tej dyskusji, poza tymi, o których już wspomniałaś?

NG: Zdarza się na przykład, że o dostępie do pewnych grup, wydarzeń decyduje czynnik fizyczny, wizualny. Łatwiej jest ludziom zaakceptować transseksulaną kobietę, określającą siebie jako lesbijkę, kiedy wygląda jak kobieta i nie rozpoznajesz, że to osoba transseksualna. Ja byłam właśnie w związku z taką osobą i takie osoby mają łatwiejsze życie, również w społeczności LGBTQ+. Kiedy ta transseksualność jest niewidzialna, to problem w jakiś sposób znika, co też wydaje mi się niefajnym standardem pokazującym, że zawsze chodzi o replikowanie norm narzuconych przez ogół społeczeństwa, które nasza tęczowa społeczność również kultywuje. Trudno licytować się, kto bardziej zmaga się przemmocą patriarchatu, ale biologiczne kobiety mają trudniejsze doświadczenia i ktoś kto urodził się jako mężczyzna, albo zrobił tranzycję z kobiety na mężczyznę – jest w lepszej sytuacji. Ja myślę, że wszyscy przechodzimy horror patriarchatu, oczywiście w różnym stopniu, ale tak na serio wystarczy, że jesteś chociaż trochę inną osobą: grubszą, wyższą, z piegami, z dużym nosem – doświadczysz tego mocniej.

MW: Ten horror patriarchatu jednak nie kończy i ciągle przybiera nowe formy

NG:  Właśnie. Ta dyskusja dotyczyła między innymi otwarcia centrum dla kobiet niehetero. Pojawiło się tyle wątpliwości czy pytań, pretensji o to, kim jeszcze trzeba się zająć, że w ostatecznym rozrachunku wyszło na to, że to nie powinno być centrum dla kobiet LGBT, tylko dla wszystkich osób LGBT. Duża rozmowa dotyczyła na przykład takiej kwestii, czy w takim centrum powinni otrzymywać wsparcie transseksualni mężczyźni, skoro dużą część życia przeżyli jako kobiety. Widzę tutaj coś, o czym toczy się rozmowa również w Polsce. Od kobiet niehetero, od lesbijek wymaga się, żeby zajmowały się wszystkimi osobami LGBT. To ciężko rozdzielić. Ale też będąc na jednym z wydarzeń Stowarzyszenia Sistrum, byłam bardzo pozytywnie zaskoczona tym, że faktycznie była to przestrzeń dla wszystkich kobiet nieheteronormatywnych, nikt nikogo nie wypraszał i nie pytał: “co ty tutaj robisz?” – co zdarza się czasami w Stanach.

Nie wiem, jak to wygląda w Polsce. Jednak w Stanach kobiety transseksualne są grupą, która ma najniższy wskaźnik długości życia i bardzo często padają ofiarami morderstw, gwałtów i innych przestępstw. To się dzieje naprawdę na dużą skalę, a transmizoginia jest ogromnym problemem. W każdym razie myślę, że jest jeszcze dużo wyzwań przed społecznością LGBTQ+, tak, żeby każda osoba bez wyjątku, mogła znaleźć dla siebie miejsce, w którym będzie się czuła faktycznie dobrze.

MW: Kiedy Ciebie słucham, myślę sobie, że cały czas utwierdzamy się w tym, że trawa jest zawsze bardziej zielona po drugiej stronie płotu. Ameryka wydaje się takim rajem dla osób nieheteronormatywnych, dla lesbijek*, a tymczasem ciągle mamy jeszcze dużo do zrobienia bez względu na to, gdzie mieszkamy. Masz jakiś pomysł na siebie – jak stać się częścią takiej transformacji?

NG: Dla mnie osobiście najważniejsza jest edukacja. To jest dla mnie droga do zmian. Chciałabym zostać na uczelni, uczyć i być taką zwariowaną, dziwnie ubraną wykładowczynią, która pokazuje, że nie trzeba trzymać się schematów, żeby coś osiągnąć. Marzy mi się, żeby studenci mówili o mnie, że może jestem wymagająca, ale też wystarczy odrobina zaangażowania i wkładu, żeby dostać u mnie dobrą ocenę.

MW: Mam nadzieję, że to marzenie się spełni. Dziękuję Ci za rozmowę.

Korekta: Maja Korzeniewska

          ———————————–

Nicole G. – urodzona w 1997/ studentka politologii i aktywistka z Nowego Jorku/  zaangażowana w działania na rzecz: osób LGBTQ+, praw kobiet, Black Lives Matter/ aktywistka ruchu BDS (Boycott, Divestment, Sanctions)/ kiedy nie uczy się i nie protestuje – śpiewa utwory ludowe polskie i amerykańskie/ poetka.

Magdalena Wielgołaska – aktywistka / lesbijka / feministka / współzałożycielka Stowarzyszenia na rzecz Osób LGBT Tolerado / działaczka na rzecz poszerzania wiedzy na temat leczniczego działania konopi / zaangażowana w Kręgi Kobiece i odzyskiwanie wewnętrznej, kobiecej Mocy / wartościami i zawodowo związana z Partią Zieloni/ założycielka strony Strefa Les*/ współpracowniczka projektu A kultura LGBTQ+ nie poczeka!

——————————————————————

LESBIJSKA INSPIRA
To niezależna inicjatywa, której e-przestrzeni udziela siostrzana Feminoteka.
,
I.   Manifest
1.    Manifest. Instant
2.    Rozmowa IOd lesbijskiej konspiry do lesbijskiej inspiry
3.    Rozmowa II. Minął rok. To, o czym mówiłyśmy w prywatnych rozmowach, stało się częścią debaty publicznej

II.
 Rozmowy wokół manifestu

1.    Mamy wewnętrzną potrzebę wolności. Rozmowa z Małgorzatą Myślak i Magdaleną Sota
2.    Coming out – nie chcę i nie muszę. Rozmowa z Anonimową Lesbijką
3.    Z miłości i gniewu rodzi się odwaga. Rozmowa z Angeliną Caligo
4.    Moja droga do siebie samej. Rozmowa z Marią Kowalską
5.    Potrzebne są niehetero bohaterki. Rozmowa z Anną Bartosiewicz
6.    Chcemy więcej! Rozmowa z Anną i Zandrą Ra Ninus
7.    Lesbijki, pora na prokreację! Rozmowa z Anną Adamczyk
8.    Kto ma prawo do słowa “lesbijka”? Rozmowa z Magdą Próchniak
9.    Czasem miałam wrażenie, że jestem jedyną lesbijką w Lublinie. Rozmowa z Małgorzatą Szatkowską
10.  Trzeba stawiać opór. Rozmowa z Magdaleną Tchórz
11.  Dziewczyna i dziewczyna – normalna rodzina. Rozmowa z Zuch Dziewuchami
12.  Niepytana nie mówiłam, że jestem lesbijką. Rozmowa ocenzurowana
13.   Co Ty tutaj robisz? O poczuciu wyobcowania i przynależenia. Rozmowa z Nicole G.
14.   Mam na imię Kasia i to jest moja tożsamość. Rozmowa z Katarzyną Gauzą.
15.   Tęczowe aktywistki na Ukrainie są wyłącznie feministkami. Rozmowa z Katją Semchuk
16. Oryginalnie nieheteroseksualna. Rozmowa z Agnieszką Marcinkiewicz
17.  Sama zrobię dla siebie miejsce. Rozmawa z Klaudią Lewandowską
18.  Dziś określam siebie jako osobę panseksualną. Rozmowa z Alex Knapik
19. Perspektywa lesbian studies. Rozmowa z dr Martą Olasik
20. Mogę tylko powiedzieć: przykro mi bardzo, jestem wyjątkowa. Rozmowa z Voyk
21.  Tożsamość jest zawsze polityczna. Rozmowa z Elżbietą Korolczuk
22. Jesteśmy nie do ruszenia. Rozmowa z matką i córką. MB & Shailla
23. Wchodzę w krótkie erotyczne relacje poliamoryczne. Rozmowa z Retni
24. Aktywizm jest moim uzależnieniem. O niepełnosprawnościach, nieheteronormatywności i feminizmie. Rozmowa z Anetą Bilnicką
25. Wolę nie zostawiać niedomówień. Rozmowa z Adą Smętek
26. Do tej pory myślałam, że LGBTQ to nie ja. Rozmowa z Anonimową Lesbijką

27. Ciągle zajmujemy się sobą i żądamy od innych akceptacji. Rozmowa z Anną Marią Szymkowiak

.
III. Głos z zagranicy
1Węgry. Brakowało nam środowiska kobiet niehetero – stworzyłyśmy je. Rozmowa z Anną Szlávi

2. Czechy. Lesba* na wychodźstwie. Rozmowa z Frídką Belinfantová
.

IV. Męskoosobowo
1. To co polityczne jest wspólne. Rozmowa z Tomaszem Gromadką

2. Przyszło nowe pokolenie kobiet nieheteronormatywnych. Rozmowa z Marcinem Szczepkowskim
.

V.  EL*C. Wiedeń 2017. 
1. Magdalena Wielgołaska. Odzyskiwanie lesbijskiej tożsamości – wreszcie pomyślmy o sobie, Siostry.
2. Monika Rak. Siła filmu dokumentalnego, czyli lesbijki do kamer!
3. Magdalena Świder. Wokół tożsamości.
4. Agnieszka Małgowska. Peformansy, czyli witamy w Lesbolandii.
5.  Joanna Semeniuk. Jeśli nie zrozumiemy naszej przeszłości, nie zrozumiemy siebie.
6.  Agnieszka Frankowska. PL, czyli Polskie Lesbijki w Wiedniu.….

                                                                                                                   ————————————-————
 –
Aktualne wiadomości na temat projektu Lesbijska Inspira znajdziesz na:
Feminoteka
Kobiety kobietom
Strefa Les*
Kobieta Nieheteronormatywna
A kultura LGBTQ+ nie poczeka!

Meryl Streep o feminizmie, rodzinie i roli Emmeline Pankhurst w „Sufrażystce”

Meryl Streep gra rolę Emmeline Pankhurst w nowym filmie „Sufrażystka”. Rozmawiała z nami o feminizmie, seksizmie w Hollywood i wybijaniu szyb, ubrana w koszulkę ze słynnym cytatem swojej postaci.


936full-meryl-streepCzy jest jakieś motto, według którego starasz się żyć?

Rób, co możesz.

Czego nauczyłaś się od swojej matki i babki?

Największy komplement od mojej matki: „Jesteś zdolna, Meryl. Jesteś zdolna i możesz zrobić cokolwiek postanowisz.” Moja babcia, z drugiej strony, mawiała: “Fools’ names and fools’ faces always appear in public places”. Co było mniej przydatne w zawodzie, który wybrałam!

Jakiej rady udzieliłabyś sobie samej, jako osiemnastolatce?
Nie trać zbyt wiele czasu na zastanawianie się ile ważysz. Nie ma bardziej ogłupiającego, nudnego, idiotycznego, destrukcyjnego sposobu by pozbawić się radości życia.

Jaka była najlepsza rada, jakiej Ci udzielono?
Mój mąż mówi: „Zacznij od tego, że zaczniesz.”

Z co chciałabyś zostać zapamiętana?
Za miłość do mojej rodziny.

 

Dystynkcja jest niedoceniana

 

Czego najbardziej żałujesz?
Tego, że moje przyjaźnie ucierpiały na skutek niedostatecznej uwagi (w porównaniu z głębokimi i długotrwałymi przyjaźniami mojej matki), ze względu na czas poświęcony mojej rodzinie, karierze i sprawom społecznym.

Bez czego nie mogłabyś żyć?
Mojej rodziny.

Co Cię złości?
Świadome ignorowanie globalnego ocieplenia przez najbogatszych, najlepiej wykształconych ludzi i instytucje na świecie, jakby miało to nie mieć wpływu na nich, ich uprzywilejowane życie i ich rodziny.

Czy bycie dystyngowaną jest przeceniane?
Powiedziałabym, że jest niedoceniane. Wdzięk, szacunek, powściągliwość i empatyczne słuchanie to zalety, których niestety bardzo brakuje obecnie w publicznym dyskursie.

Czego mogłyby dziś nauczyć nas sufrażystki?
Nie poddawać się, ani nie dać się w obliczu lekceważącego, protekcjonalnego traktowania, okazywania wyższości ani ignorowania.

Kto Cię inspiruje?
Malala Yousafzai i jej koleżanki z klasy w Pakistanie.

Jesteś feministką?
Jestem humanistką, jestem za miłą, swobodną równowagą.

Jakie najbardziej irytujące pytanie zadaje się w wywiadach wyłącznie kobietom?
Często grywasz bardzo silne kobiety…  Dlaczego wybierasz…? Bla, bla, bla. W wywiadzie z aktorem nigdy nie padnie zdanie: “Często grywasz bardzo silnych mężczyzn. Dlaczego?” To pytanie brzmiałoby absurdalnie.

Gdybyś miała zmienić jedną rzecz w przemyśle filmowym, by stał się mniej seksistowski?
Mężczyźni powinni widzieć, że coś jest nie tak, kiedy ich głos dominuje w świecie. Powinni to wyczuwać. Ludzie w agencjach i studiach, także w radach rodziców, powinni rozejrzeć się wokół stołu na szczeblu decyzyjnym i poczuć, że coś jest nie tak, jeśli kobiety nie stanowią połowy uczestników. Ponieważ nasze gusta są inne, cenimy inne wartości. Nie lepsze, inne.

Wierzysz w syndrom oszusta – kiedy ma się uczucie, że oszustwo zaraz się wyda?
Mam dość dobre pojęcie o tym, w czym nie jestem dobra i mam to na uwadze przez cały czas, kiedy to robię.

Gdybyś miała zrobić od nowa jeden film, zmieniając główną rolę na kobiecą, jaki byłby to film?
HAL byłby Siri.

Opisz sufrażystkę w czterech słowach.
Odważna, nieugięta, sprawiedliwa i prawa.

Czy wkurza Cię świadomość, że zarabiasz mniej niż koledzy płci męskiej?
Ależ kochanie, skąd pomysł że tak jest?

sufrażystki

„Sufrażystka” będzie filmem otwierającym londyński festiwal filmowy 7 października, film wejdzie na ekrany 12 października.

W Polsce w kinach od 6 listopada.

Źródło: http://www.timeout.com