Delegatki piekła – o pierwszych lekkoatletkach pisze specjalnie dla Feminoteki Agnieszka Metelska

O Halinie Konopackiej, która zdobyła dwadzieścia sześć razy mistrzostwo Polski w różnych konkurencjach lekkoatletycznych, i innych pierwszych polskich lekkoatletkach pisze dla Feminoteki, autorka książki “Złota” – Agnieszka Metelska

HalinaKonopacka – pierwsza Polka, która zdobyła złoty medal dla Polski na Igrzyskach Olimpijskich w Amsterdamie w 1928 roku. Ustanowiła wówczas rekord olimpijski i rekord świata. Na tych pamiętnych igrzyskach, kobiety startowały pierwszy raz w historii sportu w dyscyplinach lekkoatletycznych.

Halina weszła na boisko w 1924 roku.  Metr osiemdziesiąt jeden wzrostu, co w tamtych czasach było ewenementem, długie mięśnie, znakomita, jak się za chwilę okaże, koordynacja ruchowa. Stworzona do sukcesu w sporcie szukała w nim swojego miejsca. Skakała w dal, wzwyż, biegała, rzucała oszczepem, pchała kulą. A gdy wzięła dysk do ręki? Chyba szybko poczuła, że najchętniej będzie trenować w tej dziedzinie.Nasza pierwsza złota medalistka nie peszyła się wcale, że startowała w dyscyplinie tak tradycyjnie męskiej, jak rzut dyskiem. Prastary, olimpijski. Przeniesiony w nowożytne czasy z greckich stadionów. Brała dysk w swoje ręce, po raz pierwszy na stadionach świata, kobieta. Dysk stał się posłuszny w rękach początkującej sportsmenki tak bardzo, że błyskawicznie zaczęła ustanawiać światowe rekordy.

Miejsca dla kobiet w sporcie w początkach XX wieku nie było. No może tenis, ćwiczenia gimnastyczne, krykiet. W tych dziedzinach istniało społeczne przyzwolenie dla udziału pań. Ale na przykład kolarstwo? Taka Karolina Kocięcka, mistrzyni w Królestwie Polskim w jeździe rowerem, zwana wręcz diablicą, była wyśmiewana i uważana za jakieś zwariowane dziwadło. A królowa sportu – lekkoatletyka? Tutaj nie było nic. Żadnych przepisów, które regulowały ciężar dysku, kuli czy oszczepu. Nie było ujednoliconych przepisów dotyczących dystansów dla kobiet.

Paradoksalnie pierwsza wojna światowa przysłużyła się ruchom emancypacyjnym Mężczyźni zginęli albo zostali kalekami. Ich miejsce na uczelniach, w administracji, w fabrykach zaczęły zajmować kobiety.

Wyrzuciły gorsety o stalowych bryklach, skróciły ciężkie, długie suknie, obcięły włosy, włożyły spodnie, a nawet zaczęły publicznie palić papierosy.  Odeszły od powtarzalnych życiorysów matek i babek.

Razem z ruchami emancypacyjnymi kobiety zaczęły szturmować zamknięte dla nich drzwi sportu.Po pierwszej wojnie światowej wzrost liczby kobiet pracujących zawodowo budził do życia też rekreację, aktywną formę spędzania przez nie wolnego czasu. To wtedy kobiety zaczynają wychodzić na boiska, chociaż konserwatyści załamywali ręce, nazywając dziewczyny w krótkich spodenkach „delegatkami piekła”.  Odważne, ale i spłoszone. Często nie przyznawały się nawet do swoich nazwisk. W latach dwudziestych uczennicom szkół średnich wydano zakaz wstępowania do pozaszkolnych klubów sportowych.  Za przynależność do klubów i startowanie w ich barwach groziło dziewczynom wydalenie ze szkoły. Dlatego też pierwsze lekkoatletki, które odważyły się występować na stadionach, z obawy przed wyrzuceniem ze szkoły, startowały pod pseudonimami. Na przykład czołowe lekkoatletki krakowskie to „Lonka” – Maria Malinowska czy „Wiśka” – Jadwiga Ciepłówna.

Maria Kwaśniewska, polska oszczepniczka, mówiła o Halinie Konopackiej, że była dla niej przykładem wyemancypowanej kobiety jak wzór z Sevres. Wyszła spod hegemonii rodziny. Sama decydowała o swoich wyborach.

Konopacka sportsmenka, złota medalistka Igrzysk Olimpijskich z 1928 roku w Amsterdamie ustanowiła nie tylko rekord olimpijski, ale została też sześciokrotną rekordzistką świata w rzucie dyskiem i zdobyła dwadzieścia sześć razy mistrzostwo Polski w różnych konkurencjach lekkoatletycznych. Nazywana przez dziennikarzy „camponissima”, „współczesna Diana” czy „złota dziewczyna”, była ulubienicą publiczności”. „Konopacka szkoda słów. Rekord dyskiem pobij znów” skandowano na stadionach.

Sportsmenka to jedna z wielu jej życiowych ról. Najbardziej znana. Ale Halina Konopacka była też redaktorką i dziennikarką. Została naczelną pierwszego w Polsce sportowego pisma pod tytułem „Start”. Pismo stawiało sobie ambitny cel: propagowanie ruchu i zdrowego trybu życia wśród wszystkich kobiet, bez względu na różnice w wykształceniu czy zamożności. „Start” propagował „dziesięciominutówkę”: ćwiczenia gimnastyczne, których wzory pokazywano w każdym numerze pisma. Chociaż tyle i aż tyle, przekonywał „Start”, poświęćcie czasu dla siebie.  Pismo wkraczało z dziesięciominutówką do domów i do fabryk. „Niech ćwiczą obok siebie robotnice bez względu na różnice światopoglądowe” – przekonywała naczelna. Konopacka dążyła do wyrównywania różnic społecznych swoich czytelniczek. Pismo uczestniczyło w organizowaniu obozów wędrownych przeznaczonych dla robotnic, pomocy domowych, ekspedientek.  Ogłaszało zajęcia prowadzone przez Towarzystwo Krzewienia Kultury Fizycznej zarówno dla inteligencji jak i komplety dla pomocy domowych. Zauważało konieczność zaopiekowania się tymi kobietami, które potrzebowały wsparcia, pisząc o pogadankach dla niewidomych. Drobiazg, ale znaczący – propagowało kuchnię jarską. Przestrzegało przed objadaniem się słodyczami (chyba że wyjątkowo!) i głosiło, że młode jesteśmy także po czterdziestce. Niestety, ekonomia okazała się silniejsza od idei. I pismo upadło.

Konopacka została w pamięci pokoleń. Jako niezapomniana ikona sporu, wyczynu.

Gimnastykę leczniczą można uprawiać z rozsądku, ale sport można uprawiać jedynie con amore, twierdziła.

Agnieszka Metelska “Złota. Legenda Haliny Konopackiej”

Wydawnictwo “Czarne”

Książka objęta matronatem Feminoteki

 


Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *