Społeczeństwo strachu

Środa. Późny wieczór. Po koncercie wybrałyśmy się z koleżanką do zaprzyjaźnionego baru. Stoimy większą grupą na zewnątrz. W pewnym momencie przebiega obok nas chłopak, a za nim drugi, większy. Dogania pierwszego przy końcu bramy, na ulicy i zaczyna bić. Patrzą wszyscy, nikt nie reaguje, odruchowo biegnę za nimi. Nie wchodzę w środek, nie ma gestu Reytana, po prostu staję blisko i powtarzam, żeby przestał. W pewnym momencie zostaję odepchnięta, lecę na ścianę, a za mną wiązanka obelg. Między nas wchodzi mój kolega. Atmosfera jeszcze przez chwilę jest napięta, ale sytuacja się rozluźnia. Poza tym, że od znajomych słyszę: “Jesteś idiotką, ciesz się, że nie oberwałaś”.

Kilka dni później dowiedziałam się, że faktycznie mogłam zostać pobita. Co więcej, pobity mógł zostać również kolega, który stanął w mojej obronie, ale na szczęście jest barmanem i ochroniarze go znają. Bo agresorem był właśnie ochroniarz z knajpy obok. Głównym argumentem przeciwko mnie było to, że pobity chłopak dostał już w twarz w lokalu, z którego następnie go wyrzucono. Kiedy zapytałam, czy naprawdę jest to usprawiedliwieniem dla przemocy zwłaszcza, że ulica nie należy do terenu baru, a człowiek bijący drugiego w miejscu publicznym nie wypełnia “obowiązków służbowych”, usłyszałam tylko, że nic nie rozumiem. W takim razie rozumieć nie chcę.

Moja przyjaciółka całe wydarzenie skomentował tak: właśnie w ten sposób uczy się społeczeństwo, że nie warto reagować. Ma rację, ale zaczęłam się zastanawiać dlaczego tak jest i jedynym wytłumaczeniem, jakie przyszło mi do głowy był strach. Jesteśmy społeczeństwem, które sprawie wrażenie, jakby bez przerwy się czegoś bało. Boimy się, bo reakcja może spowodować, że stanie nam się krzywda fizyczna, co akurat łatwo wytłumaczyć instynktem samozachowawczym. Z drugiej strony, nawet w grupie, kiedy znamy napastnika, a także osobę atakowaną, nawet w sytuacji, kiedy nie trzeba podejmować walki, wystarczy krzyknąć, a jeszcze lepiej – zadzwonić na policję, najczęściej wybieramy bierność. Usprawiedliwiamy siebie i przemoc, oskarżamy tych, którzy się wyłamią. Strach, który doprowadza do zobojętnienia.

Ostatnio można dostrzec również inny rodzaj strachu, który opanował nasz kraj – ten, który nie powoduje bierności, tylko agresje. W większości wypadków słowną, ale niestety jestem przekonana, że prędzej czy później, w jakimś stopniu, przerodzi się również w fizyczną. Docierają do nas informacje o uchodźcach. Na Facebooku zawiązują się “obozy” – tych, którzy chcą pomóc, tych, którzy nie i tych, którzy wyśmiewają obydwie strony, wytykając braki w znajomości tematu. Szybko przestało chodzić o samych uchodźców – chodzi o zademonstrowanie swoich poglądów, zaprezentowanie siebie, promowanie swojej „prawdy” i kłótnie, które mają udowodnić, że inni się mylą. Jest rozgrywka polityczna, są emocje, jest okazja do “wykazania się” nawet dla zwykłych obywateli – tych samych, z których większość na co dzień z polityką nie chce mieć nic wspólnego, nie chodzi na wybory, ignoruje referendum… W każdym razie, często słyszy się o strachu. Przed odmiennością, przed zamieszkami, przed pozbawieniem polskich obywateli pracy, miejsc zamieszkania, pomocy społecznej. Strach przed nieznanym, oparty na stereotypach, braku rzetelnych informacji i wiedzy. Musimy martwić się o siebie, więc atakujemy „ich”, ale również siebie nawzajem.

Nie lubimy niczego, co jest inne i co może zaburzyć nasz porządek. Strach towarzyszy nam na każdym kroku i powoduje zamknięcie się na wszystko i wszystkich, którzy nie są z nami bezpośrednio związani. Wypowiadamy się głośno na tematy, o których za mało wiemy, obrażamy ludzi, widzimy tylko to, co dla nas wygodne. Pobłażamy przemocy, bo nie chcemy się narażać, ale też dlatego, że coraz częściej nie traktujemy jej poważnie. Uodparniamy się na krzywdę innych, nie chcemy uczyć się o tym, co obce, nie podejmujemy żadnego wysiłku. Rodzą się frustracja i nienawiść, które są następstwem naszych własnych braków, przez które musimy się bać. Zacierają się granice, wartości schodzą na dalszy plan, liczymy się tylko my i nasz spokój.

Smutne dla mnie jest to, że to nie pierwszy raz pisząc doszłam do takiej konkluzji. Kiedyś ktoś mnie zapytał, czy zdaje sobie sprawę z tego, że gdybym chociaż częściowo ignorowała takie rzeczy, to byłoby mi zdecydowanie łatwiej w życiu. Pytanie było retoryczne. Na swoim Facebooku na temat uchodźców do tej pory się nie wypowiedziałam – są sytuacje, które nie należą do czarno-białych i przy których warto zastanowić się dłużej, bo kiedy się to zrobi okazuje się, że nie ma jedynej słusznej prawdy, a podejmowanie tematów tak złożonych poprzez płytkie posty nie ma dla mnie sensu. To, na co nie chcę się godzić, to stereotypowe komentarze, agresja słowna, pospolite prostactwo i głupota. W pierwszej sprawie poddałam się i przestałam tłumaczyć znajomym moje zachowanie podczas bójki. Na szczęście są tacy, którzy rozumieli, a kolega, który mi pomógł nie miał pretensji, poprosił tylko, abym starała się ograniczyć ewentualne interwencje do miejsc i czasu, kiedy jest niedaleko. Przez chwilę rozmawialiśmy też o tym, co by się stało, gdyby w pewnym momencie odsunął się i powiedział: “OK, to ją uderz”. Kiedyś sama to przetestowałam – jeszcze nie znalazł się odważny, który podniósł by rękę na niewielką dziewczynę, ale szczerze przyznaję, że ciesze się, że tym razem tego nie sprawdziliśmy. Bo dobrze, żeby trochę strachu jednak w nas było – to gwarantuje przetrwanie. Zdecydowanie gorzej przedstawia się sytuacja, w której podświadomy strach towarzyszy nam wszędzie i determinuje nasze zachowania. Wtedy nie tylko nie będziemy potrafili bronić innych i mierzyć się z nieznanym, ale koniec końców nie będziemy wiedzieli nawet jak walczyć o siebie i i sprawy, które nas dotyczą, a paraliż skutecznie powstrzyma wszelki rozwój. Wciąż przestraszeni, wszyscy na szaro, robiąc to samo i razem tworząc obraz smutnego, nieporadnego społeczeństwa, którego orężami coraz częściej stają się agresja i nienawiść.

***

logo batory

 

Rozwój wolontariatu w fundacji Feminoteka jest możliwy dzięki dofinansowaniu rozwoju instytucjonalnego w ramach Programu Obywatele dla Demokracji finansowanego z Funduszy EOG.

autorka: Estera Prugar – studentka Instytutu Stosowanych Nauk Społecznych, autorka bloga muzycznego Elvis Got Me Hooked; współpracuje z magazynem muzycznym „PRESTO. Prosto o muzyce klasycznej”. Feminizmu miała szczęście uczyć się w domu od dziecka.


Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *