Wywiad | Daliborka Kiš Juzbaša: Obrazy i książki – stop, muszę się bić!

Wstęp: Agnieszka Żuchowska-Arendt, tłumaczka

Trafiłam na Daliborkę Kiš-Juzbašę tak, jak zazwyczaj trafia tłumaczka na pisarkę – najpierw poznaje się dzieło, dopiero później (ewentualnie) dostrzega się za tekstem człowieka. Szybko zdałam sobie sprawę, że mam do czynienia z osobą nietuzinkową, która może być inspiracją dla wielu z nas jako przykład kobiety wszechstronnie uzdolnionej i spełnionej: artystka i wojowniczka, żona i matka; oddana rodzinie, kreatywna artystycznie, śmiało wyrażająca swoje zdanie i realizująca pasje. I to wszystko pomimo urodzenia na Bałkanach, przesiąknięcia patriarchalną kulturą, która tłamsi w kobietach wszelkie przejawy siły i kreatywności.

Żyjąc w Polsce, walcząc na co dzień o to, aby rząd i społeczeństwo zaczęło widzieć w nas ludzi i obywatelki, odczuwamy nasz bunt jako coś naturalnego i oczywistego. Nie zdajemy sobie sprawy, że nie wszędzie kobiety są takie jak my, ale też nie doceniamy się wzajemnie. Chorwacka feministka Vedrana Rudan zwróciła uwagę na „duchową samodzielność” Polek, mówiąc, że ceni je za niezależność od mężczyzn[1]. Natomiast dopiero od samej Daliborki dowiedziałam się, że mamy w Polsce mistrzynię Wing-Tsun Kung-Fu (5. stopień mistrzowski), Aleksandrę Karp, najbardziej znaną instruktorkę sztuk walki w Europę, a także że odsetek kobiet mistrzyń kung-fu, jest u nas zdecydowanie wyższy niż w Hiszpanii, gdzie Daliborka mieszka obecnie.

I o tym musimy pamiętać patrząc na „bałkański feminizm”, że to, co dla nas oczywiste, na Bałkanach uważane jest za akt szczególnej odwagi, a nieraz szczyt wyzwolenia, o jakim większości nawet się nie śniło.

Tym bardziej niezwykła jest bohaterka poniższego artykułu, która wyrosła nie tylko ponad swoje rodzime środowisko, ale wyróżnia się siłą i odwagą nawet na tle zachodnich standardów. A przy tym nie traci nic ze swej kobiecości.

Daliborka miała „szczęście” bo wychowała się wśród braci, którzy nauczyli ją jak się bić i jak przetrwać w męskim środowisku. To bardzo cenna umiejęstność zważywszy, że cała nasza cywilizacja jest mniej lub bardziej zakamuflowanym „męskim środowiskiem”, a w każdym razie „męską strefą wpływów”.

Pierwszy krok w dorosłość dziewiętnastoletnia Daliborka wykonała w wojskowych kamaszach i z bronią na ramieniu. Gdy w 1992 r. na jej miasto zaczęły spadać bomby, rozpoczęła walkę ramię w ramię z mężczyznami, w oddziałach specjalnych. Szantażem została zmuszona do współpracy z wywiadem wojskowym, a pod koniec wojny, gdy groziła jej śmierć ze strony służb specjalnych, podjęła brawurową ucieczkę przez granicę, zostawiając pod opieką rodziny pięciomiesięczne dziecko. Swoje przeżycia opisała w książce na motywach autobiograficznych („Čuvaj guzu i ne misli na smrt”), w której tytule zawierają się dwie najważniejsze zasady wojenne: dbać o własny tyłek i nie myśleć o śmierci. To powieść nie tylko o walce zbrojnej, ale przede wszystkim o walce z własnymi, ludzkimi ograniczeniami. I o wielkiej samotności; młoda bohaterka-narratorka wciąż musi być silna, ale tęskni za kimś, przy kim mogłaby czasem pokazać inną twarz, człowieka o ludzkich słabościach. Uderzające jest też spojrzenie na inne kobiety: bohaterka nie utożsamia się z nimi, a niektórymi nawet gardzi, uważa je za „głupie”, „słabe” i niemoralne. Jednocześnie zdaje sobie sprawę, że w męskim towarzystwie też nie do końca może być sobą, musi trzymać fason, aby koledzy traktowali ją jak równorzędnego towarzysza broni, a nie jak… kobietę. Dlatego sama odnosi się do kobiet zgodnie z „męskim modelem zachowania”.

A jednak ten schemat zachowania brzmi dla nas znajomo – pomimo różnic kulturowych kobiety na całym świecie starają się zyskać szacunek w męskim świecie poprzez solidarne z mężczyznami deprecjonowanie własnej płci, które ma być sygnałem, że ta konkretna osoba odcina się od ogółu kobiet, jest od nich lepsza, wyjątkowa.

Dlatego aby zbudować więź z innymi kobietami bohaterka najpierw musiała odkryć kobiecość w sobie.

Historia Daliborki to opowieść o kobiecości odnalezionej, o szczęściu i spełnieniu, które trzeba było wywalczyć i o przebudzonej świadomości, że nie wszystkie kobiety mają dość siły by o siebie walczyć, ale każdej należy podać rękę, a jeśli trzeba – również kij lub miecz do walki.

Dlatego właśnie zdecydowałam się przetłumaczyć dla polskich czytelniczek artykuł Gorana Dakicia o tym, jak Daliborka Kiš-Juzbaša postanowiła zostać instruktorką sztuk walki. Niech będzie inspiracją i niech wyzwoli wewnętrzną siłę.

 

Daliborka Kiš-Juzbaša (1973.) – pisarka, poetka, malarka, projektantka mody, matka i żona. Urodziła się w miejscowości Kneževo (wówczas: Jugosławia, obecnie Chorwacja). Podczas wojny na Bałkanach (1992-95), służyła jako żołnierz w oddziałach specjalnych, a po jej zakończeniu osiedliła się w Banialuce (Republika Serbska).
Autorka powieści: „Mrtvom žena” (2003.) i „Čuvaj guzu i ne misli na smrt” (2006.) oraz zbiorów wierszy: „Lični stav”, (2004.) i „Azilant u crvenim papučama” (2010). Odmówiła przyjęcia nagrody Ministerstwa Kultury i Oświaty Republiki Serbskiej za drugi tomik poezji na znak protestu przeciwko złemu traktowaniu literatów przez państwo.

[1]https://dzieje.pl/kultura-i-sztuka/vedrana-rudan-cenie-polki-za-duchowa-samodzielnosc


Obrazy i książki – stop, muszę się bić

Nie chciałam opuszczać Bałkanów. Chciałam żyć w pięknym i dobrze zarządzanym kraju. Wykorzystywałam każdą okazję żeby publicznie skrytykować rząd i sytuację, w jakiej się znajdowaliśmy. Pisałam o korupcji. A wtedy pewien policjant zmaltretował mojego syna i jego kolegów. Czternastolatków. Tak po prostu, dla zabawy.

Tak rozpoczyna swoją opowieść Daliborka Kiš-Juzbaša z Banialuki, która kilka lat temu opuściła to miasto nad Vrbasem i wyjechała do Hiszpanii. W Walencji rozpoczęła nowe życie, a niedawno została jedyną instruktorką kung-fu w tym kraju. Wspomina dzień, w którym policja pobiła jej syna i jego przyjaciół.

“Oczywiście urządziłam burzę w mediach, a ludzie z całej Bośni i Hercegowiny mnie wspierali. Wówczas jeden z inspektorów z Ministerstwa Spraw Wewnętrznych wyjaśnił mi, że jest “za mnie odpowiedzialny”, cytował moje komentarze do cudzych tekstów, znał każdą moją wypowiedź i zupełnie po ludzku powiedział mi, żebym się uspokoiła bo inaczej zapłaci za to moja rodzina” – opowiada Kiš-Juzbaša.

Kroplą, która jak mówi, przelała czarę, była choroba jej nowo narodzonego, czwartego syna, który trafił do Belgradu na operację. Szpital w Banialuce nie miał nawet odpowiedniego inkubatora dla noworodków.

“Elity polityczne kupują limuzyny i helikoptery, a ludzie mają patrzeć jak ich dzieci umierają? Mój syn został zoperowany na czas i jest zdrowym dzieckiem. Sprzedaliśmy dopiero co zbudowany dom w Banialuce za bezcen, kupiliśmy bilety lotnicze i na zawsze opuściliśmy Bałkany.”

W Walencji Daliborka wróciła do pracy artystycznej i we współpracy z agencją “ABC Models” z Sarajewa przygotowała kolekcję unikatowych strojów, którą zaprezentowała na “Nivea Fashion Week”.

“Bardzo szybko trafiłam do kręgów artystycznych w Walencji, zaczęłam się intensywnie zajmować malarstwem. Z Bośni i Hercegowiny przywiozłam jednak wrzód żołądka, który spowodował pęknięcie dwunastnicy i wtedy zaczęła się moja Golgota” – kontynuuje Daliborka.

Operacja, infekcje, walka o życie. Potrzeba było kilku miesięcy zanim doszła do siebie. Potem ruszyła w świat walki z zamiarem odzyskania tego, co stracone i nadrobienia zaległości.

“Zadzwoniłam do właściciela szkoły sztuk walki “TAOWS University” w Walencji i powiedziałam, że mam 45 lat i jestem wrakiem człowieka, a on mi odpowiedział, żebym przyszła nazajutrz. Przyszłam i już wiedziałam, że jestem dokładnie tam, gdzie powinnam i że tak już ma zostać. Nadeszły miesiące prawdziwej męki, bólu, treningów i nie poddawania się” – mówi Kiš Juzbaša.

Jej instruktor, Sergio Verdeguer, postawił przed nią wyzwanie – sieć szkół “TAOWS University” ma w Hiszpanii i na świecie 76 oddziałów, lecz nie zatrudnia ani jednej kobiety-instruktora, więc Daliborka powinna zostać tam pierwszą instruktorką. Propozycję przyjęła natychmiast, gdy tylko ją usłyszała.

“Chociaż zaczęłam trenować kung-fu, równocześnie ćwiczyłam też walkę na noże i kije oraz walkę na leżąco. Potem zainteresowałam się także brazylijskim jiu-jitsu. Okazało się, że to również szło mi dobrze. Wszystko, co wartościowe wymaga ofiary, więc złamałam żebro w sparingu z dużo cięższym przeciwnikiem i trenowałam z urazem przez cały miesiąc zanim lekarze zdiagnozowali pęknięcie”

Podjęła decyzję że poświęci się na poważnie karierze instruktorki samoobrony i sztuk walki. Trenowała różne dyscypliny po sześć-siedem godzin dziennie, aby na początku tego roku uzyskać certyfikat instruktorki.

Chociaż przez pełne dwa miesiące wystawiałam swoje obrazy w galerii w centrum Walencji i mam jeszcze kilka powieści przygotowanych do druku, wszystkie kolejne wystawy odłożyłam na później, a rękopisy schowałam do szafy. Muszą poczekać jeszcze kilka lat bo muszę trenować i bić się – powiedziała Daliborka Kiš-Juzbaša.

 

Autor: Goran Dakić

tłumaczenie: Agnieszka Żuchowska-Arendt

tekst opublikowany w krakowskiej gazetce manifowej 2020

oryginał: http://mojabanjaluka.info/novost/daliborka-kis-juzbasa-slike-i-knjige-stop-moram-da-se-bijem/112011

Autorką zdjęć Daliborki z synami jest niemiecka artystka i feministka Ana Hell https://www.anahell.com/?fbclid=IwAR1ljskjdYYSf7OYT3Rf2_sZcin3dvUgZIpQ_whFdVZXP6C_85aefpHgBzk zdjęcia Daliborki wykonała specjalnie na wystawę w Nowym Jorku.

Zdjęcia z treningów są autorstwa Alaina Dacheux, francuskiego artysty i feministy: https://www.facebook.com/alain.dacheux i na tych zdjęciach razem z Daliborką jest jej trener, Sergio Verdeguer, (również zaangażowany w walkę o prawa kobiet), który namówił ją do podjęcia kursu instruktorskiego.


Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *