LESBIJSKA INSPIRA I Co ty tutaj robisz? O poczuciu wyobcowania i przynależenia. Rozmowa z Nicole G.


Magda Wielgołaska: Przyjechałaś do Polski z Nowego Jorku na staż w Partii Zieloni, w której się poznałyśmy i bardzo szybko zaczęłyśmy rozmawiać o tym, jak wygląda Twoje doświadczanie polskiej rzeczywistości z perspektywy tożsamości psychoseksualnej, a także bycia “niestąd”, choć masz polskie korzenie. Powiedz coś o tym.

Nicole G: Urodziłam się w Nowym Jorku, ale w polskiej dzielnicy – Greenpoint. Teraz to się zmieniło, ale kiedy dorastałam, to była taka Polska w skali mikro. Na ulicach było słychać przeważnie polski. Kiedy byłam mała, miałam również styczność z polską rzeczywistością z perspektywy małego miasta, ponieważ często przyjeżdżałam do rodziny i mieszkałam w małej miejscowości pod Ostrołęką, w Drężewie. Moja najbliższa rodzina zawsze planowała wrócić do Polski, jako do wyidealizowanego – z perspektywy odległości i odcięcia – kraju korzeni. Do tego powrotu jednak nigdy nie doszło.

Wychowywałam się jako najmłodsza córka w dużej, katolickiej rodzinie o żydowskich korzeniach i z tej perspektywy moja tożsamość była dla mnie na pewnym etapie życia dużym problemem. Od zawsze podobały mi się dziewczyny, jednak byłam przekonana, że wcale nie oznacza to, że sama jestem lesbijką, że to jest normalne i że wszyscy mają podobnie. Pamiętam, kiedy oglądałam disneyowski film Anastazja – byłam naprawdę zła, że bohaterka filmu skończyła z facetem, zupełnie tego nie rozumiałam. Moja mama pytała, co mnie tak w tym denerwuje. Nie byłam w stanie odpowiedzieć, bo prostu czułam, że mnie to wkurza. Była też taka bajka o lalkach Barbie, które są najlepszymi przyjaciółkami i cała akcja kończy się podwójnym ślubem, obie wychodzą za mąż. Zupełnie mi to nie pasowało. Były dla siebie idealne, więc skąd nagle ci mężowie? [śmiech]

Na samym początku byłam pewna, że nie jestem lesbijką, tylko mam naturalny i zupełnie normalny zmysł estetyczny, który sprawia, że potrafię zobaczyć, tak jak wszyscy inni – kobiece piękno. Dotarło do mnie, że jestem lesbijką, kiedy miałam szesnaście lat, swojej rodzinie powiedziałam o tym, kiedy miałam dwadzieścia.

MW: W naszym lesbijskim manifeście zastanawiamy się również nad tym, w jakich okolicznościach lesbijki i inne kobiety nieheteronormatywne dokonują coming outów. Czy robią to pod presją, czy częściej w zgodzie ze sobą. Jaki Ty masz stosunek do outowania się?

NG: Ujawnienie się przed najbliższą rodziną było dla mnie jednym z najtrudniejszych doświadczeń w życiu. Jednak uważam, że coming out jest potrzebny, bo ciężko jest żyć, wiedząc o sobie coś tak istotnego i nie móc podzielić się tym z bliskimi. Siedzenie w szafie może rodzić różne niekomfortowe sytuacje. Moja babcia na przykład nie wiedziała o mnie. Zmarła rok temu i kiedy spotykałyśmy się jeszcze za jej życia i rozmawiałyśmy, mówiła: Pamiętaj, że jeśli tylko będziesz gotowa, to znajdę ci miłego kandydata na męża o żydowskich korzeniach. Miałam takie poczucie, że w bardzo heteronormatywnej i patriarchalnej polskiej kulturze, kultywowanej zwłaszcza w małych miejscowościach albo w społeczności polonijnej właśnie –  istnieje jakaś presja, że dziewczyna powinna wyjść za mąż do dwudziestego trzeciego roku życia, a do trzydziestki urodzić zgraję dzieciaków. Ta presja zawsze była odczuwalna w mojej rodzinie. Dlatego coming out był dla mnie istotny, żeby ją przerwać i powiedzieć moim bliskim, że nie chcę uczestniczyć w tym powtarzających się przez pokolenia schematach. Co prawda ta presja nie ustała, ale jest mniejsza, kiedy otwarcie mówię o tym kim i jaka jestem.

MW: Rodzina nadal szuka Ci męża?

NG: Zdarza się. Jakiś czas temu przez krótki okres czasu mieszkałam w Wiedniu i jeden z moich znajomych zakochał się we mnie. Starał się mnie wyręczać w różnych kwestiach, był przesadnie miły. Dla mnie była to bardzo niezręczna sytuacja, którą podzieliłam się z moją mamą. Była wniebowzięta. Oczekiwałam, że potwierdzi, że faktycznie sytuacja jest dziwna, tymczasem mama starała się raczej dowiedzieć, ile on ma lat, czym się zajmuje itd. Kiedy z kolei byłam w Londynie, jeden z moich starszych znajomych próbował mnie swatać ze swoim synem. Moja mama widziała to jako pewną korzystną dla mnie sposobność. Tak więc ta presja się nie skończyła, kiedy pojawia się możliwość, że jednak pójdę tradycyjną drogą. Moja rodzina nadal ma nadzieję, że może w końcu poznam odpowiedniego faceta i wyjdę za mąż. Myślę, że to jest jakoś głęboko zakodowane w ich głowach, że takie rozwiązanie zabezpieczyłoby mnie społecznie, a także cała rodzina wypełniłaby jakieś normy. Daję komunikaty, że nie wyjdę za mąż i podaję przykłady nieszczęśliwych relacji w rodzinie, jednak te społeczne wdruki są czasami w moim odczuciu ważniejsze dla ludzi niż osobiste szczęście i niektórzy wiele są w stanie poświęcić, nawet samych siebie, żeby podporządkować się ogólnie przyjętym zasadom.

MW: Szczególnie interesuje mnie, jak wygląda życie lesbijki* w miejscu, z którego pochodzisz. Myślę, że Nowy Jork dla wielu osób w naszej społeczności wiąże się z wyobrażeniem życia w wolności. Możesz być kim chcesz i robić co chcesz.

NG: Pomijając moje doświadczenia rodzinne czy polonijne – życie w Nowym Jorku jest proste w kontekście tożsamości niehetero. To, co może ci się zdarzyć, to ewentualnie sytuacje typu, że podchodzi do ciebie facet w pubie i chce cię poderwać, a kiedy mówisz, że jesteś lesbijką, zapyta w żartobliwym tonie czy może popatrzeć.

Poza tym faktycznie żyje się tam dobrze, chociaż mam wrażenie, że w Nowym Jorku jest bardzo mało lesbijek. Mam takie poczucie, że już wszystkie znam, że to jest bardzo nieduża społeczność, zamknięte kręgi znajomych, gdzie dochodzi do takich sytuacji, że kiedy znajoma umawia cię na randkę w ciemno z dziewczyną, która jej zdaniem jest dla ciebie idealna – zdziwiona kończysz na randce ze swoją byłą.

MW: Ale wiem, że nie studiujesz w Nowym Jorku.

NG: Studiuję politykę Europy Wschodniej na uczelni, która znajduje się w konserwatywnym stanie Indiana. Tam jest dużo ciężej. Życie w dużych miastach zawsze bardzo odczuwalnie różni się od tego, co dzieje się w mniejszych miejscowościach. I o ile na terenie samego kampusu i wśród studentów czuję się dobrze i dość swobodnie, to życie poza murami uczelni wygląda tam inaczej. Ludzie nie są tolerancyjni i sam wygląd sugerujący, że jesteś osobą nieheteronormatywną jest dosyć dużym ryzykiem. Całkiem niedawno ogoliłam się na łyso i ludzie dawali mi odczuć, że jest to niepożądane społecznie, żeby tak wyglądać. Sama szkoła jest prowadzona przez kwakrów [Religijne Towarzystwo Przyjaciół] – to jest wspólnota religijna, która jest dosyć tolerancyjna, jednak świat poza szkołą już taki nie jest. Żeby jakoś przybliżyć ci klimat tego miejsca, posłużę się takim obrazem: Mike Pence – wiceprezydent Stanów Zjednoczonych i prawa ręka Trumpa był gubernatorem Indiany. Sprawując ten urząd wprowadził prawo: Religious Freedom Restoration Act [RFRA], które zalegalizowało w praktyce dyskryminację osób LGBTQ+. Myślę, że można to porównać do polskiej klauzuli sumienia. Tak więc tak jak różnorodne są Stany, tak różni się sytuacja osób nieheteronormatywnych. W większości miejsc nie jest tak różowo jak na filmach, chociaż rzeczywiście są miasta, w których można żyć normalnie.

MW: Jakie miałaś w takim razie wyobrażenie o życiu społeczności LGBTQ+ w Polsce przed swoim przyjazdem tutaj?

NG: Przyznam szczerze, że byłam przerażona. Głównie dlatego, że patrzyłam na tę kwestię z perspektywy Ostrołęki, w której mieszkają moi krewni. Znałam tylko jedną historię dotyczącą osoby nieheteronormatywnej. Był to wielki dramat i ogromne poruszenie w mojej rodzinie, kiedy okazało się, że jeden z mężczyzn po dwudziestu latach małżeństwa rozwiódł się z żoną, oznajmiając, że jest biseksualny, następnie związał się z mężczyzną. Jego żona rozpadła się na kawałki, miała duży kryzys egzystencjalny. Pamiętam jak ludzie byli oceniający i ostrzy dla niego. Pytałam wtedy, czemu to jest aż takie straszne, dlaczego ten człowiek nie może po prostu żyć w zgodzie ze sobą? Moja rodzina zadawała wtedy pytania typu: Czy ty sama mogłabyś być z mężczyzną, który uprawia seks z facetami? Ja odpowiadałam, że nie miałabym z tym problemu, co wywoływało oburzenie. To była jedyna historia, jaką znałam z Polski. Inne moje skojarzenie jest powiązane z filmem Płynące wieżowce. Kiedy go zobaczyłam – płakałam jak dziecko. Pokazałam ten film mamie, również płakała. To, z czym się zetknęłam, rodziło we mnie wiele obaw, jak ludzie LGBTQ+ egzystują w Polsce. Na różnych grupach anglojęzycznych na FB, w których jestem – zadawałam pytania: Czy w Polsce w ogóle są lesbijki? Czy może ktoś z was akurat jest w Polsce i chce się spotkać? Pomocy! [śmiech]

Szukałam w internecie kontaktów, ale odzywały się osoby z Trójmiasta albo innych miast niż Warszawa i Ostrołęka.

MW: Myślałaś, że będziesz jedyną lesbijką w Warszawie?

NG: Szczerze mówiąc – tak właśnie myślałam! Na szczęście prześwietliłam Twój profil na FB, żeby zobaczyć, z kim będę pracować i ciężar spadł mi z serca. [śmiech]

Bałam się, że życie osób LGBT będzie ukryte w podziemiu, że będę musiała dotrzeć do osób, które znają kogoś kto zna kogoś, kto wpuści mnie do jakiejś grupy. Kiedy zobaczyłam, że jesteś aktywistką pojawiła się myśl, że po pierwsze nie będę jedyną lesbijką w Warszawie, a po drugie, że możesz znać inne nieheteronormatywne osoby. Było mi już wtedy łatwiej.

MW: Jak wyglądało Twoje zderzenie się z polską rzeczywistością?

NG: Na początku bardzo mnie to uderzyło, że na przykład na spotkaniu, w którym brało udział około dwudziestu osób swobodnie powiedziałaś coś o swojej partnerce i to było przyjęte zupełnie normalnie, tak jakby osoba hetero mówiła o mężu albo żonie. Miałam zupełnie inne wyobrażenie tego, co zastanę w Polsce. Teraz myślę, że niepotrzebnie się martwiłam. Wiem, że trafiłam do wyjątkowo akceptującego środowiska pracy i sporo osób tutaj albo jest niehetero abo wspiera walkę o równe prawa, ale generalnie również poza miejscem, w którym odbywam staż – ludzie, których spotykam nie mają problemu z tożsamością inną niż heteroseksualna. Czasami, kiedy mam taki dzień, że na serio lesbijsko wyglądam, to widzę, że w Ostrołęce to zwraca uwagę, ale tutaj – w Warszawie,  myślę, że to jakoś ginie w tłumie i dobrze się z tym czuję.

MW: Czyli w zasadzie to jest dość podobne jak Stanach. Dwa skrajnie różne miejsca. Duże miasto i bardziej konserwatywna, mniejsza miejscowość.

NG: To prawda. Ten schemat powiela się pewnie na całym świecie. Poza tym w mniejszej miejscowości bardziej wszystko widać, odmienność łatwiej wychwycić.

MW: Niedawno pierwszy raz uczestniczyłaś w Paradzie Równości w Warszawie. Jakie wrażenia?

NG: Byłam zaskoczona, że ta Parada wyglądała inaczej niż nasze. W Stanach zazwyczaj ulice są ogrodzone w jakiś sposób i jesteś częścią widowni, a paradują zgłoszone i zaakceptowane organizacje, grupy artystyczne itd. Tutaj wszyscy szli razem i było to dla mnie w jakiś sposób podniosłe i wzruszające. Faktycznie było czuć taką radość z tego, że jesteśmy wszyscy razem i że jest nas tak dużo. Każda osoba mogła w każdej chwili dołączyć. Bardzo dobrze wspominam to wydarzenie.

MW: Jest coś, co szczególnie Cię zaskoczyło w Polsce?

NG: Tak. Może to jest śmieszne, ale zszokowało mnie, że bardzo dużo heteroseksualnych kobiet ma w Polsce typowo lesbijskie fryzury. Mój lesboradar jest zupełnie rozregulowany i często jestem trochę zdezorientowana. [śmiech] W Stanach lesbijskie fryzury są noszone przez kobiety, które faktycznie nie są hetero i jest to jakiś znak rozpoznawczy. Szczególnie zdziwiło mnie, że dużo starszych kobiet – takich w żakiecikach i rajstopkach ma właśnie takie najbardziej lesbijskie na świecie, wygolone po bokach włosy, postawione na żel na górze głowy. Myślę sobie wtedy: To jest totalnie lesbijska fryzura! Ty możesz nie wiedzieć, że taką masz, ale taka właśnie jest!.

MW: Z czym się spotykasz zawierając tutaj nowe znajomości? Sama widziałam, że ludzi dziwi, że lesbijka z Nowego Jorku przyjechała do Warszawy, kiedy sami najchętniej kupiliby bilet w odwrotną stronę.

NG: Faktycznie, kiedy zaczęłam zawierać w Polsce pierwsze znajomości, to najczęściej padało pytanie: co ty tutaj robisz?Osoby, z którymi mam kontakt nie mogą do końca zrozumieć, że przyjechałam z własnej i nieprzymuszonej woli do Polski z miejsca,  w którym osobom nieheteronormatywnym żyje się według niektórych kryteriów – lepiej. Mam poczucie, że cały czas muszę się z tego tłumaczyć. Do tego silnie odczuwam poczucie obcości, które towarzyszy mi przez całe życie. Ze względu na polskie nazwisko i korzenie, osoby, z którymi stykam się w Stanach, zazwyczaj bardzo szybko komunikują mi, że bardzo dobrze mówię po angielsku, a to przecież jest mój język, w którym mówię od zawsze. To samo dzieje się tutaj, w Polsce. Codziennie słyszę komentarze, że bardzo dobrze mówię po polsku. Być może nie powinnam na to zwracać uwagi, ale odbieram to jako ciągłe podkreślanie, że gdziekolwiek bym nie była, to nie jestem stąd. Wiem, że dla niektórych to jest forma komplementu, ale żyjemy w takich czasach, kiedy już wiemy, że dobre intencje to nie wszystko i trzeba włączyć świadomość sytuacyjną. To mi się jakoś łączy – kwestia języka i tożsamości lesbijskiej. Zawsze jest jakaś niepewność, czy ktoś potraktuje ciebie jakoś inaczej. Podkreśli ten aspekt, który jest dla ciebie akurat w danej sytuacji delikatny. Przyjeżdżając do Polski nie wiedziałam, czego się spodziewać również jako lesbijka właśnie. Zrobiłam research w internecie, szukałam informacji o lesbijkach w Polsce, znalazłam bardzo niewiele.

MW: Słyszę, że określasz siebie za pomocą słowa lesbijka. Jak czujesz to słowo i jego miejsce w swoim życiu?

NG: Czasami mam z tym słowem problem, bo podobają mi się również osoby niebinarne. W zasadzie problem mam nie z samym słowem, a z tym, jaki takie “prawdziwe lesbijki” dają innym do niego dostęp. Bardzo często rozmawiam z innymi lesbijkami o tym, kto ma prawo do słowa lesbijka. Czy na przykład transseksualne kobiety mogą siebie określać jako lesbijki. To jest bardzo kontrowersyjna kwestia aktualnie również w środowisku LGBTQ+ w Stanach. Jednak ja sama uważam, że lesbijką jest ta osoba, która tak określa swoją tożsamość psychoseksualną. Byłam w bardzo długim związku z kobietą transseksualną i ta kwestia jest mi wyjątkowo bliska. Niejednokrotnie uczestniczyłam w sytuacjach, w których dochodziło do kłótni, czy to jest kobieta czy mężczyzna i w jakich wydarzeniach może albo nie może w związku z tym uczestniczyć.

Swoją partnerkę poznałam, myśląc, że jest to po prostu kobieta. Dopiero w pierwszej sytuacji intymnej, jaka się zdarzyła – dowiedziałam się, że jest transseksualna. Jednak nigdy nie odbierałem jej inaczej niż jako kobiety. Myślę, że głównie było tak ze względu na jej emocjonalność, na komunikatywność. Kiedy mówię, że jestem lesbijką, to głównie chcę wyrazić, że właśnie taka kobieca emocjonalność i komunikacja najbardziej mi odpowiadają. Uważam, że płeć jest w naszej głowie i jest czymś, co wynosimy z naszego wychowania i doświadczeń. Dla mnie płeć objawia się tym, jakie decyzje podejmujesz na co dzień, jakie masz podejście do konkretnych sytuacji i nie ważne, jaka jest twoja płeć biologiczna, możesz manifestować swoim zachowaniem cechy zupełnie od niej oderwane i jeśli te cechy, twoje uczucia i potrzeby są z tobą zgodne i chcesz siebie określać inaczej niż określa ciebie społeczeństwo – to masz do tego prawo. Tak więc kiedy sama byłam z osobą transseksualną, nigdy nie przyszło mi do głowy, żeby pomyśleć o niej jako o mężczyźnie, skoro wszystkie zachowania i jej odczucia mówiły, że jest po prostu kobietą. Czytałam dużo książek między innymi Judith Butler i Eve Sedgwick i na tej podstawie myślę, że płeć to jest to, co i jak robisz, a nie to jakie masz genitalia. Płeć to dla mnie rola, którą wybieramy. I mam bardzo duży szacunek do osób niebinarnych, które potrafią przyjrzeć się schematycznym rolom społecznym i wybrać z nich coś dla siebie albo wybrać coś zupełnie innego, czy też tworzą sobie swoje własne światy i role. Myślę, że to wymaga odwagi w odniesieniu do społecznej presji poprawności wypełniania norm.

Te normy to jest coś, co wbrew pozorom, bardzo utrudnia życie, zamiast je upraszczać. Mam poczucie, że nie przystają do obecnych czasów, a ciągle w nich tkwimy, bardzo powoli reformując. W odniesieniu do tych norm właśnie w Stanach toczy się dyskusja między innym dotycząca tego, czy osoby niebinarne czy transseksualne mogą należeć do grup, organizacji lesbijkich albo czy mogą brać udział w wydarzeniach przeznaczonych dla lesbijek czy innych kobiet nieheteronormatywnych.

MW: Podobne procesy mają miejsce teraz w Polsce. Czy możesz powiedzieć, jakie argumenty padają w tej dyskusji, poza tymi, o których już wspomniałaś?

NG: Zdarza się na przykład, że o dostępie do pewnych grup, wydarzeń decyduje czynnik fizyczny, wizualny. Łatwiej jest ludziom zaakceptować transseksulaną kobietę, określającą siebie jako lesbijkę, kiedy wygląda jak kobieta i nie rozpoznajesz, że to osoba transseksualna. Ja byłam właśnie w związku z taką osobą i takie osoby mają łatwiejsze życie, również w społeczności LGBTQ+. Kiedy ta transseksualność jest niewidzialna, to problem w jakiś sposób znika, co też wydaje mi się niefajnym standardem pokazującym, że zawsze chodzi o replikowanie norm narzuconych przez ogół społeczeństwa, które nasza tęczowa społeczność również kultywuje. Trudno licytować się, kto bardziej zmaga się przemmocą patriarchatu, ale biologiczne kobiety mają trudniejsze doświadczenia i ktoś kto urodził się jako mężczyzna, albo zrobił tranzycję z kobiety na mężczyznę – jest w lepszej sytuacji. Ja myślę, że wszyscy przechodzimy horror patriarchatu, oczywiście w różnym stopniu, ale tak na serio wystarczy, że jesteś chociaż trochę inną osobą: grubszą, wyższą, z piegami, z dużym nosem – doświadczysz tego mocniej.

MW: Ten horror patriarchatu jednak nie kończy i ciągle przybiera nowe formy

NG:  Właśnie. Ta dyskusja dotyczyła między innymi otwarcia centrum dla kobiet niehetero. Pojawiło się tyle wątpliwości czy pytań, pretensji o to, kim jeszcze trzeba się zająć, że w ostatecznym rozrachunku wyszło na to, że to nie powinno być centrum dla kobiet LGBT, tylko dla wszystkich osób LGBT. Duża rozmowa dotyczyła na przykład takiej kwestii, czy w takim centrum powinni otrzymywać wsparcie transseksualni mężczyźni, skoro dużą część życia przeżyli jako kobiety. Widzę tutaj coś, o czym toczy się rozmowa również w Polsce. Od kobiet niehetero, od lesbijek wymaga się, żeby zajmowały się wszystkimi osobami LGBT. To ciężko rozdzielić. Ale też będąc na jednym z wydarzeń Stowarzyszenia Sistrum, byłam bardzo pozytywnie zaskoczona tym, że faktycznie była to przestrzeń dla wszystkich kobiet nieheteronormatywnych, nikt nikogo nie wypraszał i nie pytał: “co ty tutaj robisz?” – co zdarza się czasami w Stanach.

Nie wiem, jak to wygląda w Polsce. Jednak w Stanach kobiety transseksualne są grupą, która ma najniższy wskaźnik długości życia i bardzo często padają ofiarami morderstw, gwałtów i innych przestępstw. To się dzieje naprawdę na dużą skalę, a transmizoginia jest ogromnym problemem. W każdym razie myślę, że jest jeszcze dużo wyzwań przed społecznością LGBTQ+, tak, żeby każda osoba bez wyjątku, mogła znaleźć dla siebie miejsce, w którym będzie się czuła faktycznie dobrze.

MW: Kiedy Ciebie słucham, myślę sobie, że cały czas utwierdzamy się w tym, że trawa jest zawsze bardziej zielona po drugiej stronie płotu. Ameryka wydaje się takim rajem dla osób nieheteronormatywnych, dla lesbijek*, a tymczasem ciągle mamy jeszcze dużo do zrobienia bez względu na to, gdzie mieszkamy. Masz jakiś pomysł na siebie – jak stać się częścią takiej transformacji?

NG: Dla mnie osobiście najważniejsza jest edukacja. To jest dla mnie droga do zmian. Chciałabym zostać na uczelni, uczyć i być taką zwariowaną, dziwnie ubraną wykładowczynią, która pokazuje, że nie trzeba trzymać się schematów, żeby coś osiągnąć. Marzy mi się, żeby studenci mówili o mnie, że może jestem wymagająca, ale też wystarczy odrobina zaangażowania i wkładu, żeby dostać u mnie dobrą ocenę.

MW: Mam nadzieję, że to marzenie się spełni. Dziękuję Ci za rozmowę.

          ———————————–

Nicole G. – urodzona w 1997/ studentka politologii i aktywistka z Nowego Jorku/  zaangażowana w działania na rzecz: osób LGBTQ+, praw kobiet, Black Lives Matter/ aktywistka ruchu BDS (Boycott, Divestment, Sanctions)/ kiedy nie uczy się i nie protestuje – śpiewa utwory ludowe polskie i amerykańskie/ poetka.

Magdalena Wielgołaska – aktywistka / lesbijka / feministka / współzałożycielka Stowarzyszenia na rzecz Osób LGBT Tolerado / działaczka na rzecz poszerzania wiedzy na temat leczniczego działania konopi / zaangażowana w Kręgi Kobiece i odzyskiwanie wewnętrznej, kobiecej Mocy / wartościami i zawodowo związana z Partią Zieloni/ założycielka strony Strefa Les*/ współpracowniczka projektu A kultura LGBTQ+ nie poczeka!

——————————————————————

LESBIJSKA INSPIRA. Inne teksty.
I.   Manifest.Od lesbijskiej konspiry do lesbijskiej inspiry,

II. Rozmowy wokół manifestu
1.    Mamy wewnętrzną potrzebę wolności. Rozmowa z Małgorzatą Myślak i Magdaleną Sota
2.    Coming out – nie chcę i nie muszę. Rozmowa z Anonimową Lesbijką
3.    Z miłości i gniewu rodzi się odwaga. Rozmowa z Angeliną Caligo
4.    Moja droga do siebie samej. Rozmowa z Marią Kowalską
5.    Potrzebne są niehetero bohaterki. Rozmowa z Anną Bartosiewicz
6.    Chcemy więcej! Rozmowa z Anną i Zandrą Ra Ninus
7.    Lesbijki, pora na prokreację! Rozmowa z Anną Adamczyk
8.    Kto ma prawo do słowa “lesbijka”? Rozmowa z Magdą Próchniak
9.    Czasem miałam wrażenie, że jestem jedyną lesbijką w Lublinie. Rozmowa z Małgorzatą Szatkowską
10.  Trzeba stawiać opór. Rozmowa z Magdaleną Tchórz
11.  Dziewczyna i dziewczyna – normalna rodzina. Rozmowa z Zuch Dziewuchami
12.  Niepytana nie mówiłam, że jestem lesbijką. Rozmowa ocenzurowana
13.   Co Ty tutaj robisz? O poczuciu wyobcowania i przynależenia. Rozmowa z Nicole G.
14.   Mam na imię Kasia i to jest moja tożsamość. Rozmowa z Katarzyną Gauzą.
.
III.  EL*C. Wiedeń 2017. 
1. Magdalena Wielgołaska. Odzyskiwanie lesbijskiej tożsamości – wreszcie pomyślmy o sobie, Siostry.
2. Monika Rak. Siła filmu dokumentalnego, czyli lesbijki do kamer!
3. Magdalena Świder. Wokół tożsamości.
4. Agnieszka Małgowska. Peformansy, czyli witamy w Lesbolandii.

                                                                                                                   ————————————-————
Aktualne wiadomości na temat projektu Lesbijska Inspira znajdziesz na:
Feminoteka
Kobiety kobietom
Strefa Les*
Kobieta Nieheteronormatywna
A kultura LGBTQ+ nie poczeka!

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *