LESBIJSKA INSPIRA I Ciągle zajmujemy się sobą i żądamy od innych akceptacji. Rozmowa z Anną Marią Szymkowiak

AM: Jesteś osobą aktywną i rozpoznawalną, działasz na rzecz osób trans, ale z tego, co wiem, czujesz się na uboczu tęczowej społeczności. Podkreślam to, bo rozmawiamy w ramach projektu Lesbijska Inspira, który był buntem wobec homonormy, a Ty niejednokrotnie byłaś obiektem niechęci społeczności LGBTQ+.

AMSZ: Gdy zaczęłam odkrywać kim jestem, a była to jesień roku 2011, to w sposób naturalny zaczęłam szukać kontaktu z ludźmi podobnymi do mnie. Z automatu weszłam w polską społeczność tęczową, a że byłam wtedy w Niemczech, odbywało się to przez internet. Była to właściwie jedyna forma kontaktu. Weszłam w relacje bardzo naiwnie, w przekonaniu, że skoro jesteśmy po tej samej stronie, to można wszystko mówić szczerze. Pierwszy raz dostałam obuchem w łeb podczas konkursu Miss Trans, który wygrałam. Ale zaraz potem zaczął wylewać się na mnie hejt.

AM: Czego to hejtowanie dotyczyło?

AMSZ: Padały na przykład pytania, dlaczego taki babochłop wygrywa konkurs. Nie brałam wtedy jeszcze hormonów. Ponadto byłam osadzona w klimatach BDSMowych i fetyszowych.

AM: Zbyt nienormatywne upodabnia.

AMSZ: To miało swój ciąg dalszy, gdy w moim życiu pojawiła się Kama Vejmont, która zaproponowała mi zrobienie serialu W obcym ciele. To miał być dokument dla HBO, potem zainteresował się nim Polsat, który chciał serial i w końcu serial kupił TVN Style. 

AM: Same medialne tuzy. Nie bałyście się ingerencji w Wasz film?

AMSZ: Na początku usłyszałyśmy, że mamy wolną rękę, a na kolaudacji wszystko było cięte, selekcjonowano wątki. Więc ostatecznie serial nie był taki, jak zakładałyśmy.

AM: Serial w końcu powstał i wywołał silne reakcje w społeczności.

AMSZ: Gdy serial zaczął być emitowany, wylała się taka fala hejtu, która była nieporównywalna z tą po Miss Trans. Z każdej strony lała się nienawiść, ale oczywiście najbardziej zabolała mnie nienawiść ze strony naszej społeczności. Zarzucano nam, że się sprzedałyśmy, że wszystkie historie zostały wymyślone. A były przecież autentyczne. Dostałyśmy milion pomysłów, jak ten film powinien być zrobiony. Gdy jednak szukałyśmy osób do filmu, nie było chętnych, gdy trzeba było pomóc przy realizacji, nie było nikogo. Dyskusja była niemożliwa, bo ja swoje, oni swoje. Nie dawało się niczego wytłumaczyć.

AM: Czym to się skończyło?

AMSZ: Poskutkowało to tym, że wycofałam się z transowych forów, gdzie toczyły się najbardziej zażarte i nienawistne dyskusje.

AM: Była tylko negatywna reakcja na serial? Trudno uwierzyć, przecież każdy projekt realizowany przez tęczowe_ych insajderki_ów w głównych mediach jest potrzebny.

AMSZ: Oczywiście, żeby było jasne, nie cała społeczność tak się zachowywała. Ale wsparcie dostałam od ludzi z zewnątrz. Oni nie oceniali warsztatu filmu, nie porównywali prawdziwości treści, nie ważyli, co jest bardziej autentyczne, a co nie. Doceniali temat, mogli dowiedzieć się czegoś o osobach nieheteronormatywnych, o transpłciowości, psychoseksualności i relacjach. To pokazało sens robienia takich filmów.

AM: Zniechęciło Cię to do działania?

AMSZ: Dotknął mnie hejt środowiskowy i wycofałam się trochę. Zresztą po ostatecznym powrocie z Niemiec do Poznania zajmowałam się sprawami rodzinnymi i byłam wyłączona z aktywizmu przez półtora roku. Choć w tym czasie funkcjonowałam w mediach, dawałam wywiady, chodziłam do programów telewizyjnych. To dlatego, że miałam dobry kontakt z Fundacją Trans-Fuzja, i gdy trzeba było kogoś posłac do mediów spoza Warszawy, zawsze byłam do dyspozycji. Dzięki temu Marcin Wyrwał nakręcił dokument Lucy. Marcina poznałam w 2013 roku i jak kilka lat później zaczął realizować cykl reportaży dla Onetu, zwrócił się do mnie, by opowiedzieć o osobach trans. I tak powstał reportaż, mocno osadzony w realiach mojego rodzinnego miasta. 

AM: Kiedy wróciłaś do działactwa?

AMSZ: Kiedy weszłam w struktury poznańskiego Stowarzyszenia Grupa Stonewall. Pomyślałam, że skoro jest organizacja, to będę działać z nimi. Chciałam zajmować się tematem transpłciowości, wtedy w Stowarzyszeniu nie było nikogo, kto by to robił i miał wiedzę na ten temat. Działo się to w ramach współpracy Stonewallu z Trans-Fuzją. Okazało się niestety, że nie mogę mieć swojego pomysłu na spotkania, nie mogę mieć swojej narracji. Czułam ciągłą kontrolę. Byłam dojrzałą osobą, przekroczyłam czterdziestkę, miałam osobiste doświadczenie, napisaną książkę Lukrecja w ciele Krzyśka, wiedzę na temat korekty płci, tymczasem osoby ze Stowarzyszenia – zwykle bardzo młode – próbowały narzucić mi, jak ma grupa wyglądać i jak mam mówić o problemie. 

AM: Dasz przykład takiej presji?

AMSZ: Na przykład sprawa języka, sposobu zwracania się do osób transpłciowych. Osoba, która podejmuje decyzję o korekcie płci, staje przed ogromem problemów. To są naprawdę poważne sprawy i często forma zwracania się do nich stoi na ostatnim miejscu. Ludzie – rodzina, współpracownicy – muszą się do tej zmiany przyzwyczaić. Mogą się mylić, używając niewłaściwego imienia albo nieodpowiedniej formy gramatycznej, taka zmiana wymaga czasu. Nie warto stawiać tego na pierwszym planie, reagować trzeba wtedy, gdy ktoś celowo używa imienia nie tego, o które się prosi, ale ogólnie nie warto o to kruszyć kopii, trzeba iść dalej. Tymczasem w naukach młodych forma zwracania się do osoby trans była najważniejsza. Łatwo jest prowadzić na ten temat narrację i można zrobić szum. A potrzebna jest praca u podstaw, trzeba powolutku wpływać na zmianę w świecie i skupić się przede wszystkim na realnym wsparciu konkretnych osób, nie pomijając oczywiście edukacji, ale to jednostki potrzebują czasu dla ich potrzeb, a każda sytuacja jest inna, bardzo osobista i indywidualna. Organizacje nie mogą załatwiać za osoby wszystkiego, głaskać po głowie i uczyć życia w bańce. Nie można chuchać i dmuchać na osoby trans, bo jak zderzą się z realnym światem, to może być dla nich bolesne. Starałam się zwrócić na to uwagę, ale nie dało się. Zostałam posądzona o nieakceptowalny język, usłyszałam, że młode osoby niebinarne są przeze mnie napastowane. I znowu to, co złe, wyszło ze środka – konflikt, brak zrozumienia.

AM: I jak to się skończyło?

AMSZ: W końcu grupa została przejęta przez Stonewall, więc zrezygnowałam. Uświadomiłam sobie przy okazji, że społeczność ma problem z różnorodnością. A dobrze, żeby tęczowe elity dbały o to, by komunikaty pokazywały różnorodność światopoglądową. Tymczasem silniejsza narracja powoduje, że inne są odsuwane, niepoważnie traktowane, niedopuszczane. Co najgorsze, nie chodzi o to, że G dominuje L albo wszystkie pomijają A. Chodzi o to, że w każdej z literze akronimu jest grupa, która forsuje podobny komunikat, który rzutuje na całe środowisko. Tak jak Wy, jako Sistrum, chcecie mówić o literze L w swój sposób, tak ja mam swoją koncepcję pracy z literą T i narracji na jej temat. Nasze przekazy giną. I nawet jeśli mogę o tym powiedzieć na zewnątrz, to najpierw muszę przebić się przez komunikat idący ze społeczności. Muszę to zrobić, by ludzie mogli zobaczyć, że to nie jest takie proste. Moim zdaniem taki jednorodny przekaz to brak odpowiedzialności. Współpraca z różnymi grupami z zewnątrz pozwala taką sytuację ominąć. Nie muszę niczego przełamywać. Nie ma opcji narzucania i tłumaczenia. Można komunikować się bezpośrednio. Zaczęłam rozumieć, w którą stronę pójdzie mój aktywizm LGBTQIA.

AM: I w którą poszedł?

AMSZ: Zdecydowałam, że zaczynam działać pod własnym szyldem. Wkrótce założyłam swoją Fundację Akceptacja. Mogłam wreszcie zająć się po swojemu tematyką transpłciowości.

AM: Na czym polega – Twoim zdaniem – specyfika transpłciowości?

AMSZ: Dla zobrazowania i wyjaśnienia sytuacji osób trans używam pewnego porównania. To porównanie do choroby, choć zaznaczam, że transseksualizm nie jest chorobą, ale to porównanie doskonale obrazuje proces. Gdy się przeziębimy, idziemy do lekarza, dostajemy receptę, bierzemy lekarstwa, zostajemy w łóżku, zdrowiejemy i wracamy do życia. Podobnie jest z transseksualnością. Odkrywasz coś w sobie, zdrowiejesz i wracasz do życia. Wielu osobom trans nie zależy na tym, by po wszystkim jeszcze o tym mówić. Po prostu jest coś, co trzeba załatwić, a potem żyć normalnie. To tylko pewien etap w życiu. Większość osób trans nie chce się aktywizować publicznie. Tylko niektóre osoby zaczynają pomagać innym trans osobom.

AM: Widzę też, że Twoja Fundacja nie zajmuje się tylko transpłciowością.

AMSZ: Tak, chciałam połączyć transpłciowość ze sprawami seniorów, problematyką niepełnosprawności, w końcu uruchomiłam w fundacji Specjalistyczny Wolontariat Pierwszej Pomocy, w ramach którego wspieramy osoby zagrożone społecznym wykluczeniem w obszarach edukacji pierwszej pomocy i profilaktyki zdrowia. Wydaje mi się, że społeczność tęczowa za bardzo skupia się na własnych sprawach i potrzebach, uciekając od problemów świata. Jeśli się zmienia nasza społeczność, to dlatego że mamy sojuszników. Zmieniają nas nasi rzecznicy, może dlatego że są umocowani w innych strukturach. Ciągle zajmujemy się sobą, mówimy o sobie i żądamy od innych akceptacji. To wytwarza postawy roszczeniowe, przekonanie, że wszystko nam się należy. Wszystko ma być na tacy podane, a tu powinna być mozolna praca.

AM: Masz na myśli wychodzenie do świata całej społeczności czy trans osób? Dopytuję, bo myślę, że w procesie tranzycji skupienie na sobie jest oczywiste.

AMSZ: Przede wszystkim odnoszę to do osób trans. Dawno doszłam do wniosku, że mogę mówić tylko o tym, na czym się znam, a znam się na transowości. I to jeszcze w pewnym zakresie, temat niebinarności jest mi obcy. Mogę zajmować osobami binarnymi, będącymi w procesie korekty płci. To jest to, czym się zajmuję. Mogę jeszcze mówić o lesbijstwie w kontekście postrzegania orientacji psychoseksualnej u osób transpłciowych. To oddzielny i niełatwy temat.

AM: Ale zatrzymajmy się przy nim.

AMSZ: Uważam, że orientacja nie musi być wrodzona, może do pewnego stopnia być wypracowana, często podczas korekty bywa redefiniowana. Ja na przykład przed korektą wiedziałam, że nie mogę być gejem, ale przez czas jakiś myślałam, że jestem biseksualna. Teraz już wiem, że nie jestem. Swoją orientację postrzegam przez pryzmat doświadczeń, jakie miałam z mężczyznami – ojcem, teściem, kumplami w pracy – kiedy zaczęłam proces tranzycji. To jak próbowali na mnie wpłynąć, co sprawiło, że utrwaliło się we mnie przekonanie, że jestem osobą homoseksualną, że interesują mnie tylko kobiety.

AM: Mówisz jakbyś wybrała orientację?

AMSZ: W pewnym sensie tak. O orientacji osób transpłciowych trzeba mówić inaczej niż o orientacji osób homoseksualnych. Jak się rodzisz jako dziewczyna i orientujesz się, że kochasz dziewczyny, to sprawa jest stosunkowo prosta. Natomiast jeśli rodzisz się jako chłopak, kochasz dziewczyny, a potem orientujesz się, że jesteś osobą transpłciową, zmienia ci się sposób postrzegania siebie, zmienia ci się widzenie swojej orientacji w kontekście płci. Jednocześnie żyjesz w kulturze zachodu, gdzie role płciowe są określone i żeby udowodnić, że jesteś kobietą, zależy ci, żeby się podobać facetom, bo to kolejny element potwierdzający Twoją kobiecość i jak zamykasz proces, jesteś osadzona w pewnym porządku.

AM: Patriarchalna pułapka.

AMSZ: Chcąc udowodnić sobie i światu, że jestem kobietą, byłam w stanie wyobrazić sobie, że jestem z mężczyzną. Mimo że byłam przed tranzycją heteroseksualnym mężczyzną i tylko kobiety mnie interesowały, pociągał mnie BDSM i czasem miałam homoseksualne fantazje. Ale gdy podczas odkrywania siebie, chciałam potwierdzić swoją kobiecość, chciałam – jak już mówiłam – podobać się facetom i jeszcze pragnęłam, żeby i mnie podobali się mężczyźni. To miało uczynić mnie kobietą. To był rodzaj kreacji, która szybko okazała się drogą donikąd. Z czasem przyszła refleksja, że jednak interesują mnie kobiety. W procesie moich poszukiwań zorientowałam się jednak, że w relacji intymnej nie dam kobiecie tego, czego – sądziłam – ode mnie oczekuje. Wchodziłam więc w różne relacje, także z inną trans kobietą, to mnie nie satysfakcjonowało, dlatego zdecydowałam, że dopóki nie pogodzę się sama ze sobą, nie określę się w swojej seksualności, nie będę wchodzić w relacje.

AM: Radykalna decyzja.

AMSZ: Tak, choć przyznam, że równocześnie zadziałały blokery testosteronu, obniżając moje libido. Znalazłam inny sposób zaspokojenia moich potrzeb emocjonalnych – praca, zaangażowanie społeczne. One dawały mi energię i zadowolenie. Seks nie był konieczny. To nie była rezygnacja z czegoś, czego nie znałam. Byłam w związku małżeńskim 20 lat, mam syna, którego wychowałam, byłam w różnych relacjach seksualnych – przygodnych i podejmowałam próby zbudowania trwałych więzi, rozbierałam się też na scenie. To świadomy wybór. Po operacji zdecydowałam, że będę wieczną dziewicą. Teraz wreszcie przestałam się przejmować moim ciałem, czuję się kobieco w każdej sytuacji. Ale to wymagało czasu i zrozumienia, że czasem warto z czegoś zrezygnować, by zyskać spokój i rozwijać inne rzeczy. Gdybym wtedy skupiła się na sobie, szukała kogoś na siłę, moje życie wyglądałoby inaczej. Teraz, gdyby pojawiła się kobieta, jestem gotowa na związek.

AM: W kontekście celibatu chcę zapytać Cię o religię. Deklarujesz się jako osoba wierząca, pełnisz funkcję akolitki w swojej wspólnocie.

AMSZ: Przed korektą płci byłam bardzo religijna, uczestniczyłam w życiu wspólnoty, chodziłam na pielgrzymki. Po ślubie pewne rzeczy zaczęły mi przeszkadzać, powoli odcięłam się od religii. Ale wtedy utożsamiałam kościół rzymsko-katolicki z Bogiem. To był błąd. W momencie, kiedy zaczęłam odkrywać siebie na nowo, zaczęłam wiarę widzieć inaczej. Można w trakcie tranzycji przejść transformację na wielu poziomach i etapach. U mnie właśnie nowa konfiguracja pojawiła się w sprawie wiary. Najpierw przez Świadków Jehowy, w końcu przez Reformowany Kościół Katolicki. Nagle się okazało, że to, co było niemożliwe w tradycyjnym Kościele rzymsko-katolickim, tu nie było problemem.

AM: Co się zmieniło?

AMSZ: Pierwszy raz od chrztu syna w 1997 roku, zatem po 20 latach, przyjęłam komunię. To niesamowite przeżycie. Formuła i otwarcie na innych różniły się od tego, co słyszałam i doświadczałam od wierzących katolików. Zaczęłam inaczej postrzegać rzeczywistość. Czuję się ważna dla siebie i wspólnoty. Odnalazłam się w posłudze, jestem lektorką, przeszłam całą formację, żeby być dobrze przygotowaną do Liturgii Słowa, jaka jest głoszona podczas Eucharystii i podczas nabożeństw. Przeszłam też formację do akolitatu, bo można pełnić wiele funkcji, zanim wejdzie się do stanu duchownego. Pomagam Prezbiterowi podczas Eucharystii (podawanie naczyń liturgicznych, kadzidło), mogę przewodniczyć nabożeństwom i udzielać Komunii Świętej poprzednio konsekrowanych Ciała i Krwi Pańskiej.

AM: Rozumiem, że nie było problemu z Twoją tożsamością?

AMSZ: Od razu zostałam przyjęta jako kobieta, choć byłam jeszcze w procesie tranzycji. Wiem, że są pewne trudności w niektórych nominacjach kościelnych, bo jesteśmy kościołem ekumenicznym, ale u nas nie ma żadnych komplikacji. Są nawet stworzone pewne rytuały związane z transpłciowością. Jak chociażby modlitwa nadania nowego imienia. Opracowała ją Tina Mason, pastorka w kościele anglikańskim, która była w Poznaniu podczas Pride Week 2018. Tina została kapłanem jako homoseksualny mężczyzna, przeszła pełną korektę w trakcie posługi i teraz jest kapłanką. Uznała, że jest potrzebny taki rytuał przejścia. To ma być specjalny moment dla osób trans na poziomie duchowym. To powinna być uroczystość.

AM: Ty przeszłaś podobny rytuał?

AMSZ: Nie. Pytałam Tomka, który jest Prezbiterem naszej Wspólnoty, czy nie powinnam przejść tego rytuału. Ale przypomniał mi, że weszłam do tego kościoła jako kobieta, na akolitkę zostałam wybrana jako kobieta, jako kobieta zostałam członkinią rady kościoła. Nie było potrzeby.

AM: Jakie to może być proste… Religia wspiera Cię w życiu codziennym?

AMSZ: Tak. Ostatnio nawet chciałam zrezygnować z funkcji z powodu natłoku zajęć, ale zostałam, zrozumiałam, ile bym straciła. Teraz to już nie jest forma poszukiwania, widzę, jak się zmieniam. Poza tym przy tej ostatniej aferze zobaczyłam, jak – dzięki wierze – umiem sobie poradzić z trudną sytuacją.

AM: Afera w radiu Poznań to kolejna fala hejtu w Twoim życiu. Ale teraz jednak z zewnątrz. Transfobia “prawdziwych” Polaków zatroskanych o los dzieci narażonych na wpływy “ideologii LGBTQ+”.

AMSZ: Tak, znowu wylał się na mnie hejt. Ale teraz już tłumaczę wszystko spójnie i merytorycznie. Nie wdaję się w pyskówki. Choć wiem, że to nie jest dyskusja z autorami audycji czy komentarzy, tylko pokazywanie swojego punktu widzenia. Dla tych, którzy będą czytać moje wypowiedzi, by mogli sami dojść do swoich wniosków. Trzeba tylko pokazywać swój punkt widzenia. Umiem już to zrobić i to wynika właśnie z tego, że jestem z osobą wierzącą. Z religią wiąże się też to, że mam zdanie w kontrowersyjnych tematach. Na przykład w sprawie aborcji. Ale nie narzucam swojego światopoglądu innym. Nie mam do tego prawa.

AM: To tworzy dobrą atmosferę do dyskusji.

AMSZ: A ja właśnie postawiłam na pozytywną energię. Nie mam wątpliwości, że kłopoty i hejt będą, w takich czasach żyjemy, ale nie mogę się na tym skupiać. Muszę szukać tego, co dobre.

AM: Ale i tak trzeba mieć dużo siły, i charyzmę, by realizować tęczowe zadania. Zwłaszcza gdy zdecydowałaś się na swoją drogę.

AMSZ: Na szczęście nie jestem sama. W życiu osobistym mam przyjaciół, którzy mnie wspierają i mogę wypłakać się na ich ramieniu. Mam też wsparcie wśród urzędników. Tak było przy okazji kłopotów z radiem Poznań.

AM: Życzę więc dużo wsparcia, także od tęczowej społeczności i dziękuję za rozmowę.

Korekta: Maja Korzeniewska

————————————————–

Anna Maria Szymkowiak (1969) – Prezeska Fundacji Akceptacja. Z wykształcenia technik ochrony środowiska. W swoim dorobku ma kilka książek pod pseudonimem Lukrecja Kowalska (z cyklu Odkryć i zrozumieć siebie: “Lukrecja w ciele Krzyśka” oraz “Różne oblicza Lukrecji”, “Pancerna dziewczyna”, “Jestem kim jestem”).
Ma też na koncie parę występów w filmach dokumentalnych (“W obcym ciele”, “Lucy”) i wywiadach prasowych. Jest akolitką i lektorką we Wspólnocie Reformowanych Katolików, pierwszą trans kobietą w Polsce pełniącą podobne posługi. Jest także koordynatorką i instruktorką Wolontariatu Pierwszej Pomocy Przedmedycznej prowadzonego przez Fundację Akceptacja. Jest Ratownikiem Kwalifikowanej Pierwszej Pomocy i Instruktorką Międzynarodowych Kursów Pierwszej Pomocy w systemie EPS organizacji IFACC oraz członkinią Grupy Poszukiwawczo-Ratowniczej SAR Patrol tworzonej w ramach struktur Fundacji Akceptacja. Pełni różne funkcje społeczne. Jest Przewodniczącą Komisji Dialogu Obywatelskiego przy Pełnomocniczce Poznania ds. Polityki Równościowej, jest członkinią Poznańskiej Rady Działalności Pożytku Publicznego.
Stara się być wyczulona na potrzeby wszystkich ludzi zagrożonych wykluczeniem społecznym i wykorzystuje swój potencjał i swoje umiejętności, by realnie wspierać te osoby.
http://www.akceptacja.org.pl/jestemkimjestem/
https://madamelukrecja.wixsite.com/jestemkimjestemcd

Agnieszka Małgowska (1/2 Damskiego Tandemu Twórczego)
lesbijka / feministka / artaktywistka / reżyserka / trenerka teatralna / scenarzystka

Współtwórczyni projektów: Kobieta Nieheteronormatywna (cykl debat i audycji radiowych, 2014- 2016) / O’LESS Festiwal (2012-2014) / DKF Kino lesbijskie z nutą poliamoryczną (cykl spotkań, 2012-2015) / A kultura LGBTQ+ nie poczeka (projekt archiwistyczny, od 2017) / O teatrze lesbijskim w Polsce (cykl teatrologiczny, od 2012) / Lesbijska Inspira (cykl wywiadów od 2017) / Portret lesbijek we wnętrzu, Niesubordynowane czytanie sztuki Jolanty Janiczak (czytanie dramatów) / Orlando.Pułapka? Sen, Fotel w skarpetkach, 33 Sztuka, RetroSeksualni. Drag King Show (spektakle) / Czarodziejski flet, Gertruda Stein & Alice B. Toklas & Wiele Wiele Kobiet (nanoopery) / L.Poetki (film dokumentalny) / Teatr Dialogu (warsztat i akcja miejska) / Wywrotowa komórka lesbijska, Epizody, wątki, sugestie lesbijskie w kinie polskim (wykłady) / Sistrum. Przestrzeń Kultury Lesbijskiej* (stowarzyszenie, 2017).

————————————————–

LESBIJSKA INSPIRA
To niezależna inicjatywa, której e-przestrzeni udziela siostrzana Feminoteka

I.   Manifest
1.    Manifest. Instant 
2.    Rozmowa I. Od lesbijskiej konspiry do lesbijskiej inspiry
3.    Rozmowa II. Minął rok. To, o czym mówiłyśmy w prywatnych rozmowach, stało się częścią debaty publicznej

II. Rozmowy wokół manifestu.
1.  Mamy wewnętrzną potrzebę wolności. Rozmowa z Małgorzatą Myślak i Magdaleną Sota
2.  Coming out – nie chcę i nie muszę. Rozmowa z Anonimową Lesbijką
3.  Z miłości i gniewu rodzi się odwaga. Rozmowa z Angeliną Caligo
4.  Moja droga do siebie samej. Rozmowa z Marią Kowalską
5.  Potrzebne są niehetero bohaterki. Rozmowa z Anną Bartosiewicz
6.  Chcemy więcej! Rozmowa z Anną i Zandrą Ra Ninus
7.  
Lesbijki, pora na prokreację! Rozmowa z Anną Adamczyk
8.  Kto ma prawo do słowa “lesbijka”? Rozmowa z Magdaleną Próchnik
9.  Czasem miałam wrażenie, że jestem jedyną lesbijką w Lublinie. Rozmowa z Małgorzatą Szatkowską
10. Trzeba stawiać opór. Rozmowa z Magdaleną Tchórz
11.  Dziewczyna i dziewczyna – normalna rodzina. Rozmowa z Zuch Dziewuchami
12.  Niepytana nie mówiłam, że jestem lesbijką. Rozmowa ocenzurowana
13.  Co Ty tutaj robisz? O poczuciu wyobcowania i przynależenia. Rozmowa z Nicole G.
14.  Mam na imię Kasia i to jest moja tożsamość. Rozmowa z Katarzyną Gauzą.
15.  Tęczowe aktywistki na Ukrainie są wyłącznie feministkami. Rozmowa z Katją Semchuk
16. Oryginalnie nieheteroseksualna. Rozmowa z Agnieszką Marcinkiewicz
17.  Sama zrobię dla siebie miejsce. Rozmawa z Klaudią Lewandowską
18.  Dziś określam siebie jako osobę panseksualną. Rozmowa z Alex Knapik
19.  Perspektywa lesbian studies. Rozmowa z dr Martą Olasik
20. Mogę tylko powiedzieć: przykro mi bardzo, jestem wyjątkowa. Rozmowa z Voyk
21.  Tożsamość jest zawsze polityczna. Rozmowa z Elżbietą Korolczuk
22. Jesteśmy nie do ruszenia. Rozmowa z matką i córką. MB & Shailla
23. Wchodzę w krótkie erotyczne relacje poliamoryczne. Rozmowa z Retni
24. Aktywizm jest moim uzależnieniem. O niepełnosprawnościach, nieheteronormatywności i feminizmie. Rozmowa z Anetą Bilnicką
25. Wolę nie zostawiać niedomówień. Rozmowa z Adą Smętek
26. Do tej pory myślałam, że LGBTQ to nie ja. Rozmowa z Anonimową Lesbijką
27. Ciągle zajmujemy się sobą i żądamy od innych akceptacji. Rozmowa z Anną Marią Szymkowiak
.
III. Głos z zagranicy
1Węgry. Brakowało nam środowiska kobiet niehetero – stworzyłyśmy je. Rozmowa z Anną Szlávi
2. Czechy. Lesba* na wychodźstwie. Rozmowa z Frídką Belinfantová
.
IV. Męskoosobowo
1. To co polityczne jest wspólne. Rozmowa z Tomaszem Gromadką
2. Przyszło nowe pokolenie kobiet nieheteronormatywnych. Rozmowa z Marcinem Szczepkowskim

V.  EL*C. Wieden 2017. 
1. Magdalena WielgołaskaOdzyskiwanie lesbijskiej tożsamości – wreszcie pomyślmy o sobie, Siostry.
2. Monika Rak. Siła filmu dokumentalnego, czyli lesbijki do kamer!
3. Magdalena Świder. Wokół tożsamości.
4. Agnieszka MałgowskaPeformansy, czyli witamy w Lesbolandii.
5. Joanna Semeniuk. Jeśli nie zrozumiemy naszej przeszłości, nie zrozumiemy siebie.
6.  Agnieszka Frankowska. PL, czyli Polskie Lesbijki w Wiedniu.….
.
IV. EL*C. Kijów 2019
1.  Monika Rak. L*Geniusza na Ukrainie.
2. Magdalena Wielgołaska. Lesbianizacja przestrzeni.
.
BONUS
Komiks. Superprocenta. Graficzny komentarz Beaty Sosnowskiej

—————————————–


Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *