Lesbijska Inspira I Mamy wewnętrzną potrzebę wolności. Rozmowa z Małgorzatą Myślak i Magdaleną Sota

unnamed

Monika Rak: Poznałyśmy się bliżej podczas manifestacji w obronie wolnych sądów w lipcu 2017 roku. Przychodziłyście same albo z córką. Wszystkie zgodnym chórem krzyczałyście: wolność-równość-demokracja i machałyście tęczowymi flagami.  A mówi się o nas – lesbijkach, że leżymy na kanapie, że się nie angażujemy…  

Małgorzata Myślak: To krzywdzące uogólnienie, ja staram się angażować, nie bezpośrednio w działania LGBTQ, ale nie ukrywam, kim jestem. Nie muszę o tym mówić na okrągło, jednak zapytana odpowiadam zgodnie z prawdą. Bierzemy udział z Magdą w badaniach związanych z tęczowymi rodzinami, z parami jednopłciowymi wychowującymi dzieci. Warto to robić, aby badania były rzetelne. Ale nie zawsze nas chciano. Zgłaszałyśmy się do pism, które szukały osób LGBT, ale nie dostawałyśmy odpowiedzi. Kilka razy były też u nas dziennikarki, które albo chciały albo przeprowadzały wywiady, ale w końcu te wywiady się nie ukazywały. Dziennikarki miały problem z tym, że nie mamy odpowiedniego statusu społecznego. Magda sprząta w biurach, a ja jestem z Domu Dziecka, żyję ze świadczenia pielęgnacyjnego, obie wychowujemy córkę. To chyba była dla nich słaba historia.

Monika Rak: Słaba? Wasz głos jest wyjątkowo ważny, takich głosów  właśnie brak. A przy okazji, jak się z tym czujesz, że ktoś tak cię traktuje?

Małgorzata Myślak: Jest to po prostu dyskryminacja ze względu na status ekonomiczny. Nie moja wina, że tak mi się ułożyło w życiu. Robię, co mogę i tyle. Ja się tego nie wstydzę. To nie ja mam problem. Choć oczywiście boli mnie to, że ludzie postrzegają mnie przez pryzmat Domu Dziecka, osoby żyjącej na koszt państwa.

Monika Rak: Społeczność tęczowa z hasłami równościowymi na ustach miewa z tym problem. Klasowość ma się dobrze. Zawsze przypominam tę historię z dziewczynami, które pokazały swoje zdjęcia w jakiejś facebookowej akcji. Na fotach widać było, że żyją w skromnych warunkach. Hejt się polał. To było po prostu ohydne.

Małgorzata Myślak: Pamiętam, to było wtedy rzeczywiście paskudne. Jestem zdania, że powinniśmy ukazywać prawdę, nawet jeśli nie jest różowa. Mamy selekcjonować osoby biorące udział w tego typu akcjach i ukazywać tylko te o odpowiedniej ilości cyfr na koncie?

Magdalena Sota:  A ja nie chcę, by lesbijki pokazywano na tle odrapanych ścian, w kolejce do pośredniaka, nie chcę, żeby myślano stereotypowo, że lesbijka jest brzydka, bez wykształcenia i bez kasy, bo to potwierdza schemat, że geje to osoby dobrze wyglądające, wykształcone, z pozycją. To nas stawia w gorszym świetle. Dlaczego nie możemy pokazać tego samego?

Małgorzata Myślak: Ale nie wszyscy geje są tacy, jak mówisz, znamy przecież innych chłopaków. Mamy znajomego, który ma studia wyższe, ale pracuje jako ochroniarz, nie wygląda jak model. Tacy geje też są, dlaczego ich pomijać? Dlaczego mamy pokazywać, że jest inaczej, lepiej niż jest? Prawda jest, jaka jest.

Monika Rak: Właśnie, to nie dotyczy tylko lesbijek, także gejów, osób trans, które nie pasują do wyretuszowanego obrazka. Nasza społeczność jest tak samo różnorodna klasowo,  jak całe społeczeństwo.

Magdalena Sota: Jednak brak mi lesbijek, które coś osiągnęły. Wczoraj zastanawiałyśmy z Małgosią, dlaczego jest tyle miejsc dla gejów, a nie ma dla nas. Ja uważam, że za bardzo się zamykamy w domach. Jak dziewczyna znajdzie partnerkę to koniec. Dlatego uważam, że lesbijki mało się angażują. Wystarczy przypomnieć sobie początki prasy – Filo, Inaczej – wszystkie były gejowskie, dla lesbijek dwie kartki. Teraz też, w Replice większość tekstów jest o gejach, bilety rozdawane są na filmy o gejach. Dlaczego oni to potrafią, a my nie? Dlaczego lesbijki nie chcą się ujawniać? Trzeba pokazywać sukces, ale dziewczyny o tym nie mówią. To by nas zachęcało. Nie wiem, dlaczego tak jest. Nie wierzę, że nie ma wśród nas kilku osób, które mogłyby stworzyć na przykład klub lesbijski.

Monika Rak: Magda, poruszyłaś temat coming out-u. Jest w społeczności presja autowania, zwłaszcza wobec lesbijek. Czy to jest rzeczywiście takie ważne? Czy musimy się autować?

Magdalena Sota: Ja jestem za autowaniem. Myślę, że gdyby było więcej znanych wyautowanych lesbijek – aktorek, dziennikarek, polityczek, to może do tego naszego zakołtunionego społeczeństwa dotarłoby, że fajne kobiety to nie tylko heteryczki, poddane mężczyznom. Trzeba zwalczyć stereotyp nieatrakacyjnej lesbijki. Czasem aż mnie kusi, żeby autować znane osoby na siłę, bo robią złą robotę.

Małgorzata Myślak: Na pewno nie może być presji autowania. Dziewczyny mogą być niegotowe, żeby nawet mówić o tym bliskim. Powinny to robić osoby, które chcą i mają potrzebę. Choć oczywiście dobrze jest, gdy publicznie, w mediach pisze się i mówi o lesbijkach, jest to nam potrzebne. Nie oceniam, jeśli ktoś tego nie robi. Czasem ludzie nie mają siły się buntować. Ja nie mogę inaczej, nie mogłabym sobie spojrzeć w twarz. Jak uświadomiłam sobie, że jestem lesbijką, to bardzo szybko się wyautowałam, bo mnie to dusiło. Nie umiałam udawać, ale rozumiem, że inne dziewczyny mają inny proces. To po prostu jest skomplikowane i zależy od sytuacji i osoby.

Monika Rak: Wydaje mi się, że jest wiele powodów braku takich autów. “Lesbijskość” lesbijki jest często poddawana w wątpliwość, gdy ta się autuje. To dodatkowe utrudnienie. Nazywa się to okresem przejściowym albo brakiem odpowiedniego partnera, żeby nie mówić dosadniej, albo wynikiem traumatycznego doświadczenia. Zwłaszcza te, tzw. lesbijki „kobiece”, nie wydają się wiarygodne. Mało, że musisz się wyspowiadać, to jeszcze masz to uzasadnić.

Małgorzata Myślak: Coś w tym jest, że zawsze ludzie mają powód, by kwestionować fakt, że lesbijka jest lesbijką. Ja bym dodała jeszcze jedną przyczynę – dziecko. Pytają mnie czasem, jak to możliwe, że jestem lesbijką, skoro mam dziecko, wypytują o byłego męża. Ludziom w głowie się nie mieści matka-lesbijka. Trudno jest myśleć inaczej niż im wmówiono. Dużo pracy przed nami.

Monika Rak: Mnóstwo. Oby było więcej takich matek-lesbijek jak ty. Od razu będzie lepiej. Robisz pracę u podstaw, choć tego nie doceniasz. Muszę ci przypomnieć, Małgosiu, co powiedziałaś, kiedy zapytałam cię, czy zgodzisz się na rozmowę. Powiedziałaś, że chyba się nie nadajesz, bo jesteś szarą matką-polką-lesbijką. To mnie uderzyło. A kto ma mówić jak nie ty i Magda. Interesuje mnie wasza nieaktywistyczna, nienaukowa perspektywa na problem lesbijstwa. Czy widzicie więc jakieś charakterystyczne cechy lesbijek, odróżniające je od pozostałych liter akronimu LGBTQ+? Czy czegoś innego potrzebujecie?

Małgorzata Myślak: Jest chyba tak, że lesbijki lubią dom, ale to zamykanie się w czterech ścianach nie zawsze oznacza separację czy ucieczkę. Czasem to konieczność, na przykład dla tych dziewczyn, które mają dzieci. Ja jestem matką, wiem, jakie są tego codzienne konsekwencje. Widzę czasem na FB, że są jakieś imprezy, dyskusje, spotkania, chciałabym na nie pójść, ale nie mam z kim zostawić dziecka. Mogłabym wziąć córkę ze sobą, ale to bez sensu, nie ma tam miejsca dla dzieciaków. Nikt tego nie przewiduje. No chyba, że na grupach dla rodziców LGBTQ. Tak było podczas spotkań grupy tęczowych rodzin YESteśMY. Tam były same dziewczyny, ale wtedy tematy krążą wokół dzieci, to oczywiście wsparcie, ale nie szeroki rozwój.

Magdalena Sota: Właśnie, mnie to nie odpowiada, takie zawężenie tematu do dzieci. Ja potrzebowałabym miejsca, gdzie spotykają się lesbijki, gdzie można pobyć, czasem zobaczyć film, gdzie byłaby biblioteka z branżowymi książkami i prasą ze świata.

Monika Rak: Taki lesbijski dom kultury. Mnie też się marzy, ale to nie lada wyzwanie, zwłaszcza finansowe.

Małgorzata Myślak: Wyobrażam sobie, ile przy organizacji takiego stałego miejsca dla lesbijek byłoby problemów. Skoro miałyśmy problem z lokalem na spotkania YESteśMY. Organizatorki grupy szukały dla nas stałego miejsca. Różne organizacje lgbtowskie wówczas się na nas wypięły. Dopiero Feminoteka udostępniła nam przestrzeń. Bardzo mnie to dziwi, że nikt nas nie chciał, przecież – z tego co wiem – nic więcej prócz sali nie potrzebowałyśmy.

Monika Rak: Wiecie, że takie miejsce tylko dla lesbijek „grozi” separatyzmem? Teraz sporo się o tym mówi. Co myślicie o tym, żebyśmy zajęły się same sobą?

Magdalena Sota: Jestem za. To jest nam potrzebne. Dlatego powtarzam, że brakuje miejsca tylko lesbijskiego. Lubię przebywać wśród kobiet. Dla mnie bycie lesbijką to najfajniejsza rzecz na świecie, nie ma nic lepszego. Wiem to od szkoły podstawowej.

Małgorzata Myślak: To jasne, że każda litera LGBTQ+ potrzebuje utorowania drogi tylko dla siebie, potrzebują tego nie tylko lesbijki, także osoby trans, biseksualne, aseksualne. Każda grupa potrzebuje czego innego, niektóre są dyskryminowane wewnątrz środowiska. Widzę w stosunku do siebie potrójną dyskryminację: ze względu na płeć, orientację i status materialny. Ale jednak uważam, że powinniśmy się trzymać razem. Taki wspólny przekaz ma szansę przebić się przez powszechne stereotypy. Dla przykładu, przypominam sobie, kiedy usłyszałam pierwszy raz słowo lesbijka. Było to w momencie, kiedy chciałam sobie zrobić kolczyk w jednym uchu, wtedy koleżanka powiedziała mi, żebym za nic w świecie nie przebijała prawego ucha, bo tak robią lesbijki. Takie ludzie mają wyobrażenia.

Monika Rak: Ja zaś usłyszałam kiedyś od mojej znajomej, która odkrywała w sobie „zamiłowanie” do swojej płci, że właśnie kupiła sobie szerokie spodnie, bo lesbijki noszą szerokie spodnie. Chyba trzeba stworzyć słownik absurdalnych znaków rozpoznawczych lesbijki wymyślonych przez heteryków_czki. To może być zadziwiająca lektura.

Małgorzata Myślak: Jeszcze wrócę do różnic między lesbijkami a resztą społeczności. Ja cały czas twierdzę, że to w jakiej sytuacji są lesbijki, wynika z tego, jaka jest pozycja kobiet. Ciągle coś takiego przynosi moja córka ze szkoły. Podłapuje uwagi nauczycielek, że jest chłopięco ubrana, że interesują ją samochody. Tłumaczę jej, że nie ma zabawek dla chłopców czy dziewczynek, są zabawki dla dzieci, nie ma ubrań damskich czy męskich, są ciuchy dla ludzi. Jest XXI wiek, a wciąż takie głupoty wkładają uczniom do głowy, wizerunek kobiety nadal kojarzony jest ze szminką i odkurzaczem. To mnie wkurza, zawsze byłam z narzuconą normą na bakier, już od podstawówki. Byłam osobą, która się nie dopasowywała – nietypowy wygląd, nietypowy światopogląd. Często dostaję za to po tyłku, ale tak już jest. Pamiętam, jak moja matka była wzywana do szkoły, bo chodziłam w krawacie. Znowu, jak byłam w Domu Dziecka, to mój wygląd był tak odstający, że podczas uroczystości zamykano mnie w pokoju, bo nie pasowałam do wizerunku ślicznej, uroczej sierotki. Tak jest do dziś, nie pasuję do świata jako feministka, lesbijka, matka wychowująca dziecko poza obowiązujaca normą.

Monika Rak: Małgosiu, dużo w Tobie buntu. Skąd ta niezgoda – chciałoby się powiedzieć – totalna?

Małgorzata Myślak: Miałam niełatwe dzieciństwo, byłam dyskryminowana, traktowana jako przykład “patologii” na wielu płaszczyznach. Ale ja nie czuję się winna, nie mam się czego wstydzić. Że jestem z Domu Dziecka? Że jestem niewierząca? Że jestem lesbijką? Że siedzę w domu i zajmuje się dzieckiem? Gdybym przejmowała się wszystkim, co zarzucają mi ludzie, chyba bym zwariowała. Musiałam walczyć o siebie. Po prostu nie potrafiłam inaczej. Zawsze stawałam okoniem. Jak byłam przez jakiś czas w ośrodku katolickim, kazali mi iść do kościoła, bo musiałam być pod opieką i z całą grupą, to stałam ostentacyjnie, nie siadałam, nie klękałam, chciałam pokazać, że nie chcę tu być, że ich wierzenia nie są moje. Buntuję się wobec każdej próby wciśnięcia mnie w ramy.

Monika Rak: Rozumiem, że z tego wynika też aktywność obywatelska. Ale dziewczyny, muszę zapytać: po co chodzicie na te demonstracje?

Małgorzata Myślak: To nadal sprawa buntu. Ja chodzę na różne demonstracje, w obronie sądów, uczestniczyłam w Czarnym Proteście, obowiązkowo jestem na Paradzie Równości. Mam wewnętrzną potrzebę wolności, nie lubię zakazów, zawsze, gdy jestem przymuszana do czegoś, sprzeciwiam się temu. To proste.

Magdalena Sota: A mnie szlag trafia, gdy inni narzucają mi swoją wolę. Dla mnie udział w tych demonstracjach, w obronie sądów, to kwestia demokracji, nie można jej nam odbierać. Każdy ma prawo wyrażać swoje zdanie w przestrzeni publicznej, nawet skrajna prawica. Będę zawsze tego broniła. Walczę o równość dla wszystkich. Bo jeśli my, lesbijki, geje idziemy na Paradę Równości i żądamy tolerancji, to dlaczego mamy nie akceptować na przykład osoby religijnej, broniącej życia poczętego, choć drażnią mnie ”krwawe” banery pro-liferów w przestrzeni publicznej. A widzę, że wciąż któraś ze stron o tym zapomina. 

Małgorzata Myślak: Dla mnie to nie jest kwestia demokracji, nie utożsamiam z tym pojęciem. Jestem anarchistką. Ten system tak naprawdę krzywdzi nas wszystkich, oparty jest na wyzysku ekonomicznym, ale tej resztki wolności trzeba bronić, trzeba stawiać opór, choćby to było skazane na przegraną.

Monika Rak: Niesamowite, że tak się znacząco światopoglądowo różnicie. Choć widzę, że łączy was buntownicza natura.

Małgorzata Myślak: To prawda. Czasem “drzemy koty”, gdy mamy bardzo odmienne zdanie na jakiś temat. Zaciekle dyskutujemy, ale się szanujemy i akceptujemy swoje różnice, a to chyba w związku jest najważniejsze.

Magdalena Sota: Tak, dajemy radę. Można żyć mimo takich różnic. Nasz związek jest w miarę możliwości partnerski, ale rzeczywiście cenimy sobie wolność. To nas trzyma.

Monika Rak: I na koniec rozmowy pytanie: czy macie jakieś lesbijskie marzenie?

Małgorzata Myślak: Ale pytanie. Chciałabym, żeby powstała organizacja tylko dla lesbijek, żeby było bezpieczne publiczne miejsce, w którym zawsze możemy się spotkać.

Magdalena Sota: Ja chciałabym żyć w lesbijskim odpowiedniku San Francisco.

Monika Rak: Bardzo wam dziękuję, że zgodziłyście się na rozmowę. Życzę nam wszystkim, żebyśmy w najbliższej przyszłości spotkały się w jakimś San Francisco nad Wisłą.

—————————————–

Małgorzata Myślak: ur. 1991, szara matka polka / lesbijka / feministka/ anarchistka / miłośniczka zwierząt / nałogowa spacerowiczka / aktualnie słuchaczka w LO dla dorosłych / marzy o tym, by zostać chirurgiem weterynaryjnym małych ssaków.

Magdalena Sota: ur. 1971, marzy o podróży ”do gwiazd”, interesuje się medycyną, lotnictwem. Jej pasją są góry, bo w nich jest wszystko co kocha – wolność.

Monika Rak. (2/2 Damskiego Tandemu Twórczego)
lesbijka / feministka / artaktywistka / aktorka / dramatopisarka / filmowczyni / graficzka. Współtwórczyni  projektów: Kobieta Nieheteronormatywna (cykl debat) / A kultura LGBTQ+ nie poczeka (projekt archiwistyczny / O’LESS Festiwal (2012-2014) / DKF Kino lesbijskie z nutą poliamoryczną / Portret lesbijek we wnętrzu (czytanie dramatów) / Orlando.Pułapka? Sen (spektakl) Fotel w skarpetkach (spektakl), 33 Sztuka (spektakl), Czarodziejski flet (spektakl), Gertruda Stein & Alice B. Toklas & Wiele Wiele Kobiet (nanoopera) /L.Poetki (film dokumentalny)

————————————

LESBIJSKA INSPIRA . Inne teksty.
I.   Manifest.Od lesbijskiej konspiry do lesbijskiej inspiry,

II. Rozmowy wokół manifestu
1. Mamy wewnętrzną potrzebę wolności. Rozmowa z Małgorzatą Myślak i Magdaleną Sota.
III.  EL*C. Wieden 2017. 
1.  Magdalena Wielgołaska. Odzyskiwanie lesbijskiej tożsamości – wreszcie pomyślmy o sobie, Siostry.
2. Monika Rak. Siła filmu dokumentalnego, czyli lesbijki do kamer!
3. Magdalena Świder. Wokół tożsamości.
4. Agnieszka Małgowska. Peformansy, czyli witamy w Lesbolandii.

————————————-————

Aktualne wiadomości na temat projektu Lesbijska Inspira znajdziesz na:

Feminoteka
http://feminoteka.pl/
Facebook Fundacja Feminoteka

Kobiety kobietom
https://kobiety-kobietom.com/
https://www.facebook.com/KobietyKobietom/

Strefa Les*
https://www.facebook.com/LesStrefa/

Kobieta Nieheteronormatywna
https://www.facebook.com/kobietanieheteronormatywna/

A kultura LGBTQ+ nie poczeka!
https://www.facebook.com/a.kultura.lgbtq/

Kontakt: lesbijskainspira@gmail.com

 


Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *