LESBIJSKA INSPIRA I Coming out – nie chcę i nie muszę. Rozmowa z Anonimową Lesbijką 

FEMINOTEKA grudzień

“MAMY DOŚĆ presji autowania. Chcemy autować się wtedy, kiedy czujemy się bezpieczne i kiedy czujemy, że to jest nam potrzebne. Ale możemy też się nie autować. Nawet kiedy wypowiadamy się anonimowo, nasz głos ma wagę, bo poparty jest naszym doświadczeniem.”
                                                                                                                                [Fragment Manifestu Lesbijskiej Inspiry]

__________________________

Magda Wielgołaska: Zgodziłaś się ze mną porozmawiać pod warunkiem, że będzie to rozmowa anonimowa. Dlaczego nie chcesz podpisać się swoim imieniem i nazwiskiem?

Anonimowa Lesbijka: Nie jestem wyautowana. Prowadzę podwójne życie i dobrze mi z tym. Mam też dość nacisku na dokonywanie coming outów. Ostatnio poczułam, że ta presja jest naprawdę coraz większa. Przeczytałam wasz Manifest i ten punkt dotyczący coming outu przyniósł głębsze refleksje. Bardzo chciałabym się nimi podzielić, z nadzieją, że być może kogoś moje przemyślenia zwolnią z poczucia winy.

MW: Z poczucia winy?

AL: Tak, z takiego poczucia winy, które ciągnęło się za mną samą przez wiele lat. Zwłaszcza kiedy byłam młodsza. Niedawno skończyłam 40 lat i dotarło do mnie, że to poczucie winy jest sztucznym tworem. Nasz świat bardzo często bazuje na polaryzacjach. Są oni i my. Dobrzy – źli,  prawica – lewica, wierzący – niewierzący, czarni – biali, biedni – bogaci, kobiety – mężczyźni. No i w końcu są hetero i homo. Kiedy mówimy o coming oucie czuję presję, że ktoś każe mi wybierać jedną ze stron. Albo jesteś z nami albo przeciwko nam. Nie zgadzam się na to. Jestem kobietą, która wiele razy odebrała od życia lekcje i wie, co się dzieje, kiedy nie zadbasz o swoje potrzeby. Znam może niewiele lesbijek, ale trochę mam takich relacji i znam historie tych osób o doświadczaniu coming outu – i w większości przypadków mam poczucie, że te coming outy, do których były zachęcane – były na nich w jakiś sposób wymuszone. Coming out, to jest coś, co jest kreślone przed nami jako konieczność, jeżeli chcesz być “prawdziwą lesbijką”. Natomiast ja uważam, że my w większości nie jesteśmy na to gotowe. Często, w związku z brakiem przygotowania, ujawnianie prawdy o swojej tożsamości przebiega dramatycznie. W rodzinach następują rozłamy, kończą się przyjaźnie. Teraz rysuję tutaj taki czarny obraz, jednak mam poczucie, że środowisko osób LGBT bardzo mocno chce wszystko kolorować. Wszystko musi być różowe i pozytywne. Twój osobisty dramat utraty rodziny i przyjaciół po coming oucie również.

MW: Rozwiń tę myśl, co to znaczy, że nie jesteśmy gotowe i co to znaczy “być gotową/gotowym”?

AL: Po pierwsze, to nie poddawanie się szalonemu pędowi. Żyjemy w czasach, kiedy wszystko musi nastąpić szybko: kariera, relacja, rozwój osobisty. Idziesz na jeden warsztat weekendowy, inwestując tysiąc złotych i wychodzisz jako nowy człowiek, rozliczony ze swoją przeszłością. Bzdura. Trochę tak samo dzieje się w moim odczuciu w kwestii komunikacji w relacjach. Nie myślimy o tym, jakie będą konsekwencje.

Mam takie odczucie, że presję autowania wytwarzają dla naszej społeczności głównie osoby z dużych organizacji, mieszkające w dużych miastach, gdzie życie pędzi. Często są to osoby wykształcone.

Czy te osoby zastanawiają się, co dzieje się z ludźmi z małych miejscowości? Ja sama nie wyoutowałam się przed rodziną, ponieważ te więzi, które z nimi mam, są dla mnie zbyt cenne. Mam trochę takie podwójne życie, ale jestem w nim świadomie – nie duszę się, nie boję i nie mam wyrzutów sumienia. Moja rodzina nie zniosłaby informacji o moim lesbijstwie i tutaj staram się mieć dla nich zrozumienie.

MW: Mówiąc o gotowości do coming outu bierzesz pod uwagę nie tylko swoją gotowość, ale również ludzi, którzy ciebie otaczają?

AL: Dokładnie. Nie jesteśmy sami na świecie. W moim odczuciu powinniśmy myśleć również o tej sieci powiązań, w której uczestniczymy z innymi ludźmi. Moja mama jest dobrą kobietą, jednak bardzo prostą, wierzącą. Jej światopogląd jest inny od mojego, a ja nie staram się jej przekonywać do tego w co wierzę i uważam za słuszne. Informacja o mojej tożsamości byłaby dla niej ciosem – być może takim, który zostawiłby ranę na całe życie. Myślę, że czasami jesteśmy tak skoncentrowani na sobie i tym, co jest dla nas najważniejsze, że zapominamy o tym, jak złożone są nasze relacje. Uważam, że coming out to powinien być proces, w którym powoli i długo przygotowujemy również swoich bliskich do zmiany, która będzie istotna. Jeśli środowisko LGBT ma ciśnienie na coming outy, to może niech położy nacisk raczej na przygotowanie ludzi. Wielokrotnie słyszę, że musimy się outować, bo to jest zaczyn pracy u podstaw. Ktoś ma przyjaciółkę, sąsiadkę, koleżankę z pracy lesbijkę i zaczyna zmieniać podejście. Zgadzam się, ale według mnie sensowna praca u podstaw zaczyna się jeszcze przed coming outem, kiedy rozpoznaję, jacy ludzie mnie otaczają, co oni myślą, co czują, jaki mają poziom wiedzy, jak się komunikujemy, jaki mają aparat poznawczy. To są wszystko bardzo złożone kwestie, kiedy tego nie widzimy, to możemy komuś zniszczyć życie. Ok, wyoutuję się i będę w pełni sobą, ale w czyimś sercu i sposobie odbierania świata będzie masakra. Jeśli przewiduję albo wiem, że tak się stanie – to wolę się nie outować.

MW: Czy w takiej sytuacji nie poświęcasz siebie? Masz zrozumienie dla innych i dokonujesz wyboru, żeby ich świat pozostał niezachwiany, tym samym odbierasz sobie możliwość umocowania siebie w swoim świecie.

AL: Nie wartościuję tego tak, że oni są ważniejsi ode mnie i ich światopoglądy, potrzeby, sposób myślenia górują nad moim. Biorę pewną odpowiedzialność. Jestem jedyną osobą wykształconą w moim domu, podróżuję po świecie, czytam książki. Nie mam się za niewiadomo kogo, jednak mam bardziej poszerzoną świadomość siebie i świata niż moja małomiasteczkowa rodzina, i wiem, ile mnie wysiłku kosztowało dotarcie do miejsca, w którym jestem i przełamanie wszystkich schematów i wierzeń, którymi byłam wykarmiona od małego. To wszystko, co otwierało moją głowę, następowało etapami i czasami było trudne i bolesne. To był bardzo długi proces. Weszłam na pewien poziom wiedzy o świecie i o sobie, i nie mogę nagle z tego poziomu zakomunikować czegoś, co w ogóle nie pasuje do poziomu moich rodziców, którzy ze względu na różne okoliczności, nie weszli na ścieżkę edukacji i rozwoju osobistego, duchowego. Oni tego po prostu nie zrozumieją, to przekroczy ich możliwości odbierania świata, to by było zwyczajnie nieuczciwie. Mam poczucie, że im bardziej człowiek jest świadomy, tym większą nosi odpowiedzialność, również albo zwłaszcza za te mniej świadome osoby. Znając reguły gry, których te osoby nie widzą, a poruszają się według nich – możemy w jakiś sposób albo dobrze te reguły wykorzystać albo źle. To jest ogromna odpowiedzialność, bo rozumienie schematów, w jakich działają ludzie, może doprowadzić do manipulacji.

MW: Przypomina mi się tutaj szkolne: “Bij się z kimś swojego rozmiaru”.

AL: Właśnie tak. Kiedy szanse są wyrównane, kiedy mamy podobne doświadczenia, podobne wykształcenie nasza rozmowa ma sens, możemy się spodziewać, że wyciągniemy jakieś wspólne wnioski, podzielimy się refleksją. W innym wypadku osoba może się poczuć zaatakowana, poniżona, co może prowadzić do agresji, nienawiści, chęci zemsty za zadany ból. Sytuacja coming outu jest bardzo złożona i ja nie wiem, czy zdajemy sobie sprawę, jako środowisko, co do tych aspektów, na które trzeba zwrócić uwagę.

MW: Nigdy nie patrzyłam na coming out z takiej perspektywy. Sama jestem wyoutowana i faktycznie poniesionym kosztem jest zerwanie wielu relacji, a także turbulencje dotyczące relacji z rodzicami, które teraz jakoś wracają na dobry tor, jednak cały czas myślę, że wolę ponieść wysoki koszt, ale w zamian móc być naprawdę sobą. Coming out w pewien sposób weryfikuje relacje. Masz rację, nie wszyscy są gotowi, dla niektórych to jest szok, dla innych cios. Ale w pewnym momencie otaczają mnie ludzie, którzy akceptują mnie taką, jaką jestem i to takich ludzi chcę mieć w swoim życiu.

AL: Ostatnio bardzo modne jest takie myślenie, że nie zawsze się opłaca, ale warto. Myślę, że w przypadku coming outów, potrzebna jest pewna zdrowa kalkulacja w odcięciu od emocji. Czy mi się to opłaca? Czy opłaca się rodzinie? Czy warto? Może się okazać, że i się nie opłaca i nie warto. Oczywiście ludzie są różni i niektórzy wybiorą taką drogę, w której nie będzie się opłacało, odetną się od rodziny albo ona od nich, znajdą sobie nowych bliskich ludzi i w ostatecznym rozrachunku będą mogli/ły powiedzieć, że było warto. To też jest ok, jeśli świadomie w coś takiego wchodzimy. Natomiast ja bym chciała powiedzieć jasno i wyraźnie, że osoby, które się nie outują i które mają podwójne życie – nie robią niczego złego i nie powinny mieć wyrzutów sumienia. Skończmy z myśleniem, że takie osoby, jak ja, żyją w kłamstwie. Prawd jest tyle, ile jest ludzi. Nie ma jednej prawdy i jednego kłamstwa. Moja prawda może być dla ciebie niespójna z Twoją, nie znaczy to, że żyję w kłamstwie, tylko inaczej niż Ty. Każdy i każda z nas decyduje o sobie. Ja nie mam wyrzutów sumienia z racji tego, że prowadzę podwójne życie. Nikogo nie krzywdzę. To jest mój sposób na życie i jest mi z tym dobrze. Natomiast obserwuję męczarnie moich nieheteronormatywnych znajomych, którzy bardziej przeżywają to, o czym rozmawiamy: presję outowania. Również jako niewyoutowana osoba jestem pełnoprawną członkinią naszej społeczności. Po prostu nie potrzebuję coming outu. Nie oznacza to, że się boję, że nie mam jaj – po prostu patrzę na to szerzej. Moi bliscy nie są na to gotowi, a ja nie mam środków, narzędzi, energii na to, żeby z nimi przeprowadzać proces, w wyniku którego dokonają w swoich umysłach poważnych przekroczeń i zmienią skostniały światopogląd.

MW: Nie ma w tobie żadnego zgrzytu w związku z tym, że twoi bliscy nie wiedzą, kim tak naprawdę jesteś?

AL: Bycie lesbijką nie jest dla mnie najważniejszą określającą mnie cechą. To jest jedna z moich cech. Ważniejsze jest dla mnie to, żeby ludzie wiedzieli, jakie mam podejście do kwestii, np. ekologii, zdrowia, zdrowego odżywiania się, niejedzenia mięsa. To i tak niekiedy są przełomowe rzeczy i kontrowersyjne dla mojej rodziny – zwłaszcza mój weganizm. Moja mama nie jest w stanie tego pojąć, ale to jest inny temat niż taki, który jakoś naruszyłby zasady społecznego ładu, w które ona wierzy i ma wdrukowane w głowie. Myślę, że każdy/każda z nas, posiadając wachlarz cech, wybiera te, które są dla niej/niego najważniejsze i w imię których chce dokonywać rewolucji, zmian, chce się rozwijać. Nie czuję się źle z tym, że nie mogę pojechać z moją partnerką do rodziców na święta. To są dla mnie zupełnie dwa oddzielne światy. Teraz akurat nie jestem w relacji, więc już zupełnie nie dotyczy mnie coś takiego. Nie planuję również mieć dzieci, więc wiesz… może gdybym musiała się zmierzyć z tematem, to pewnie bym to zrobiła, ale na ten moment nie ma we mnie żadnego wewnętrznego pragnienia. Akceptuję rzeczy i ludzi, jakimi są.

MW: Nawet wiedząc, że twoja rodzina mogłaby nie zaakceptować ciebie taką, jaką jesteś?

AL: To jest taka paradoksalna sytuacja. Wiele osób niehetero chciałoby, żeby rodzice i inni bliscy akceptowali ich/je, jakimi są. Ale czy my sami i same akceptujemy naszych rodziców i innych bliskich takimi jakimi są? Czy akceptujemy ojca pisowca, matkę prostą dewotkę, brata po zawodówce, dla którego sensem życia jest paczka kolegów, z którymi ogląda mecze i wyrwanie jakiejś laski, która urodzi mu trójkę dzieci? Akceptacja dotyczy wszystkich. Środowisko LGBT tak bardzo o nią zabiega i o niej uczy, ale czy ktoś uczy zaakceptować to skąd się wywodzimy i jacy są najbliżsi nam ludzie? Ja nie dokonuję coming outu również dlatego, że akceptuję moją rodzinę.

MW: Mówisz, że bycie lesbijką to jest jedna z wielu twoich cech? To jest ważna cecha?

AL: Tak, ważna. Czuję się częścią społeczności, a może bardziej wspólnoty doświadczeń. Jednak cały czas brakuje mi takich głosów spoza głównego nurtu. Cały czas ten przekaz wydaje mi się taki jednolity, ciężko mi się zidentyfikować. Początkowo zastanawiałam się czy się do ciebie odezwać, ale tak bardzo chciałabym tutaj przeczytać głosy większej liczby dziewczyn, które są gdzieś również poza nawiasem tej naszej tęczowej społeczności. Chciałabym im powiedzieć, że razem możemy ten nawias przesunąć, objąć nim również siebie, bo nie musimy spełniać jakichś warunków, żeby być częścią tej społeczności. Mamy prawo do naszych, może niemodnych, przemyśleń i pomysłów na życie.

MW: Podoba mi się bardzo twój apel, w zasadzie właśnie zrobiłaś moją robotę (śmiech), bo bardzo gorąco chciałabym zaprosić wszystkie kobiety nieheteronormatywne do tego, żeby dzieliły się z nami swoją perspektywą. Ta perspektywa może być różna. Możemy się ze sobą nie zgadzać, jednak szalenie ciekawe jest to, jak lesbijki odbierają polską rzeczywistość. W Lesbijskiej Inspirze w świadomy sposób odchodzimy od presji autowania się właśnie po to, żeby więcej takich osób jak ty, mogło się z nami i z innymi podzielić swoimi historiami, które są równie ważne jak te, które podpisane są imieniem i nazwiskiem. Dziękuję za rozmowę.

AL: Dzięki Magda, jakoś mi tak lekko po tym, co powiedziałam. Chyba sama sobie udzieliłam ostatecznego rozgrzeszenia ze swojego niewyoutowania.

————————————-————

Magdalena Wielgołaska – aktywistka / lesbijka / feministka / współzałożycielka Stowarzyszenia na rzecz Osób LGBT Tolerado / działaczka na rzecz poszerzania wiedzy na temat leczniczego działania konopi / zaangażowana w Kręgi Kobiece i odzyskiwanie wewnętrznej, kobiecej Mocy / wartościami i zawodowo związana z Partią Zieloni/ założycielka strony Strefa Les*/ współpracowniczka projektu A kultura LGBTQ+ nie poczeka!

———————————

LESBIJSKA INSPIRA. Inne teksty.
I.   Manifest.Od lesbijskiej konspiry do lesbijskiej inspiry,

II. Rozmowy wokół manifestu
1. Mamy wewnętrzną potrzebę wolności. Rozmowa z Małgorzatą Myślak i Magdaleną Sota.
2. Coming out – nie chcę i nie muszę. Rozmowa z Anonimową Lesbijką
3
. Z miłości i gniewu rodzi się odwaga. Rozmowa z Angeliną Caligo
 .
III.  EL*C. Wieden 2017. 
1.  Magdalena Wielgołaska. Odzyskiwanie lesbijskiej tożsamości – wreszcie pomyślmy o sobie, Siostry.
2. Monika Rak. Siła filmu dokumentalnego, czyli lesbijki do kamer!
3. Magdalena Świder. Wokół tożsamości.
4. Agnieszka MałgowskaPeformansy, czyli witamy w Lesbolandii.

————————————-————

Aktualne wiadomości na temat projektu Lesbijska Inspira znajdziesz na:

Feminoteka

Kobiety kobietom

Strefa Les*

Kobieta Nieheteronormatywna

A kultura LGBTQ+ nie poczeka!

Kontakt: lesbijskainspira@gmail.com


5 komentarze

  1. Przez caly wywiad mowisz jak to nie masz problemu ze jestes niewyoutowana po czy w ostatnim zdaniu stwierdzasz ze udzielilas sobie ostatecznego rozgrzeszenia.. Czyli sie tlumaczysz. Wspolczuje Ci, o tym jaki ciezar nosisz dowiesz sie tylko wtedy kiedy go z siebie zrzucisz czyli sie wyoutujesz. Innej opcji nie ma chocbys nic innego nie robila tylko sie tlumaczyla w wywiadach non stop. Wiem co mowie. Powodzenia.

    1. Powyższy komentarz to właśnie presja outowania. To tak jakby powiedzieć lesbijce, że nie dowie się, że jest heteryczką dopóki nie pozna właściwego faceta. Dajmy ludziom wolność do wybierania własnej drogi. A rozgrzeszenia czasem trzeba sobie udzielić za grzechy, które zarzuca nam społeczeństwo – z nich nawet ciężej się wydostać niż z faktycznie popełnionych…

  2. A czy twoja rodzina nie dziwi sie, ze 40-latka nie ma meza i dzieci? Zakladam tez, ze zyjesz z dala od nich. Ale zaskocze cie, ludzie plotkuja. Wiec albo mowia o tobie ‚stara panna’ albo doskonale wiedza, ze nie jestes hetero. Tak czy siak, to na tobie lezy ciezar udowadniania, ze jestes ‚normalna’ i ‚pasujaca do swiatopogladow’. Reszta wie jak jest.

    Zylam z niewyoutowana osoba wiele lat, i jedyne co moge powiedziec, to ze to straszna meczarnia. Ja nie boje sie nikogo urazic. Nie wybralam bycia lesbijka. Nauczylam sie poprawiac ludzi, ktorzy zakladaja ze zyje z mezczyzna kiedy mowie o moim zwiazku. Jesli kogos razi moja osoba, nie potrzebuje go w moim zyciu. Moja partnerka tez w koncu powiedzialam rodzicom. Ich reakcja byla bezcenna: nie boj sie, nikomu nie powiemy. Ale przynajmniej teraz mamy swiety spokoj. Pozdrawiam i zycze odwagi.

  3. Zabawne, ze komentarze odzwierciedlają tę presję i inne aspekty „tęczowej społeczności”, które Ty świetnie opisałaś. Moi rodzice o mnie wiedzą, ale to była droga przez mękę, godziny rozmów, tłumaczeń, dostosowania ich aparatu poznawczego 😉 coming out wiązał się ze sprawieniem im bólu, rozczarowaniem, więc potrzebne było wiele mojej pracy, paradoksalnie mojej otwartości i cierpliwości, żeby pomoc im się z tym pogodzić. Dziękuję Ci za te słowa, za tę perspektywę, bo zawsze okrutne i – przepraszam – głupie i egoistyczne wydawały mi się modne teksty głównego nurtu, typu „jak mnie nie akceptują to ucinamy kontakt”. Prawdziwy coming out to strata i żałoba dla rodziców i ciezka praca dla nas.
    Wszystkiego dobrego :)

  4. Rozumiem i toleruje anonimowa lesbijke. Jestem z taka kobieta i jest to meczace aczkolwiek dajemy rade ale tylko dlatego ze jestesmy poza granicami, daleko. Fakt ludzie plotkuja i mimo ze wiedza (choc nie sa pewnie w 100%) to olewaja. Jasne ze to dla nich dziwne laska po 30stce.. 40stce… sama bez dzieci, szok bo w koncu to prosci ludzie i sensem zycia jest albo religia albo dziecioki.

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *