LESBIJSKA INSPIRA I Coming out – nie chcę i nie muszę. Rozmowa z Anonimową Lesbijką 

unnamed

“MAMY DOŚĆ presji autowania. Chcemy autować się wtedy, kiedy czujemy się bezpieczne i kiedy czujemy,
że to jest nam potrzebne. Ale możemy też się nie autować. Nawet kiedy wypowiadamy się anonimowo,
nasz głos ma wagę, bo poparty jest naszym doświadczeniem.”
                                                                                                                       [Fragment Manifestu Lesbijskiej Inspiry]

__________________________

Magda Wielgołaska: Zgodziłaś się ze mną porozmawiać pod warunkiem, że będzie to rozmowa anonimowa. Dlaczego nie chcesz podpisać się swoim imieniem i nazwiskiem?

Anonimowa Lesbijka: Nie jestem wyautowana. Prowadzę podwójne życie i dobrze mi z tym. Mam też dość nacisku na dokonywanie coming outów. Ostatnio poczułam, że ta presja jest naprawdę coraz większa. Przeczytałam wasz Manifest i ten punkt dotyczący coming outu przyniósł głębsze refleksje. Bardzo chciałabym się nimi podzielić, z nadzieją, że być może kogoś moje przemyślenia zwolnią z poczucia winy.

MW: Z poczucia winy?

AL: Tak, z takiego poczucia winy, które ciągnęło się za mną samą przez wiele lat. Zwłaszcza kiedy byłam młodsza. Niedawno skończyłam 40 lat i dotarło do mnie, że to poczucie winy jest sztucznym tworem. Nasz świat bardzo często bazuje na polaryzacjach. Są oni i my. Dobrzy – źli,  prawica – lewica, wierzący – niewierzący, czarni – biali, biedni – bogaci, kobiety – mężczyźni. No i w końcu są hetero i homo. Kiedy mówimy o coming oucie czuję presję, że ktoś każe mi wybierać jedną ze stron. Albo jesteś z nami albo przeciwko nam. Nie zgadzam się na to. Jestem kobietą, która wiele razy odebrała od życia lekcje i wie, co się dzieje, kiedy nie zadbasz o swoje potrzeby. Znam może niewiele lesbijek, ale trochę mam takich relacji i znam historie tych osób o doświadczaniu coming outu – i w większości przypadków mam poczucie, że te coming outy, do których były zachęcane – były na nich w jakiś sposób wymuszone. Coming out, to jest coś, co jest kreślone przed nami jako konieczność, jeżeli chcesz być “prawdziwą lesbijką”. Natomiast ja uważam, że my w większości nie jesteśmy na to gotowe. Często, w związku z brakiem przygotowania, ujawnianie prawdy o swojej tożsamości przebiega dramatycznie. W rodzinach następują rozłamy, kończą się przyjaźnie. Teraz rysuję tutaj taki czarny obraz, jednak mam poczucie, że środowisko osób LGBT bardzo mocno chce wszystko kolorować. Wszystko musi być różowe i pozytywne. Twój osobisty dramat utraty rodziny i przyjaciół po coming oucie również.

MW: Rozwiń tę myśl, co to znaczy, że nie jesteśmy gotowe i co to znaczy “być gotową/gotowym”?

AL: Po pierwsze, to nie poddawanie się szalonemu pędowi. Żyjemy w czasach, kiedy wszystko musi nastąpić szybko: kariera, relacja, rozwój osobisty. Idziesz na jeden warsztat weekendowy, inwestując tysiąc złotych i wychodzisz jako nowy człowiek, rozliczony ze swoją przeszłością. Bzdura. Trochę tak samo dzieje się w moim odczuciu w kwestii komunikacji w relacjach. Nie myślimy o tym, jakie będą konsekwencje.

Mam takie odczucie, że presję autowania wytwarzają dla naszej społeczności głównie osoby z dużych organizacji, mieszkające w dużych miastach, gdzie życie pędzi. Często są to osoby wykształcone.

Czy te osoby zastanawiają się, co dzieje się z ludźmi z małych miejscowości? Ja sama nie wyoutowałam się przed rodziną, ponieważ te więzi, które z nimi mam, są dla mnie zbyt cenne. Mam trochę takie podwójne życie, ale jestem w nim świadomie – nie duszę się, nie boję i nie mam wyrzutów sumienia. Moja rodzina nie zniosłaby informacji o moim lesbijstwie i tutaj staram się mieć dla nich zrozumienie.

MW: Mówiąc o gotowości do coming outu bierzesz pod uwagę nie tylko swoją gotowość, ale również ludzi, którzy Ciebie otaczają?

AL: Dokładnie. Nie jesteśmy sami na świecie. W moim odczuciu powinniśmy myśleć również o tej sieci powiązań, w której uczestniczymy z innymi ludźmi. Moja mama jest dobrą kobietą, jednak bardzo prostą, wierzącą. Jej światopogląd jest inny od mojego, a ja nie staram się jej przekonywać do tego w co wierzę i uważam za słuszne. Informacja o mojej tożsamości byłaby dla niej ciosem – być może takim, który zostawiłby ranę na całe życie. Myślę, że czasami jesteśmy tak skoncentrowani na sobie i tym, co jest dla nas najważniejsze, że zapominamy o tym, jak złożone są nasze relacje. Uważam, że coming out to powinien być proces, w którym powoli i długo przygotowujemy również swoich bliskich do zmiany, która będzie istotna. Jeśli środowisko LGBT ma ciśnienie na coming outy, to może niech położy nacisk raczej na przygotowanie ludzi. Wielokrotnie słyszę, że musimy się outować, bo to jest zaczyn pracy u podstaw. Ktoś ma przyjaciółkę, sąsiadkę, koleżankę z pracy lesbijkę i zaczyna zmieniać podejście. Zgadzam się, ale według mnie sensowna praca u podstaw zaczyna się jeszcze przed coming outem, kiedy rozpoznaję, jacy ludzie mnie otaczają, co oni myślą, co czują, jaki mają poziom wiedzy, jak się komunikujemy, jaki mają aparat poznawczy. To są wszystko bardzo złożone kwestie, kiedy tego nie widzimy, to możemy komuś zniszczyć życie. Ok, wyoutuję się i będę w pełni sobą, ale w czyimś sercu i sposobie odbierania świata będzie masakra. Jeśli przewiduję albo wiem, że tak się stanie – to wolę się nie outować.

MW: Czy w takiej sytuacji nie poświęcasz siebie? Masz zrozumienie dla innych i dokonujesz wyboru, żeby ich świat pozostał niezachwiany, tym samym odbierasz sobie możliwość umocowania siebie w swoim świecie.

AL: Nie wartościuję tego tak, że oni są ważniejsi ode mnie i ich światopoglądy, potrzeby, sposób myślenia górują nad moim. Biorę pewną odpowiedzialność. Jestem jedyną osobą wykształconą w moim domu, podróżuję po świecie, czytam książki. Nie mam się za niewiadomo kogo, jednak mam bardziej poszerzoną świadomość siebie i świata niż moja małomiasteczkowa rodzina, i wiem, ile mnie wysiłku kosztowało dotarcie do miejsca, w którym jestem i przełamanie wszystkich schematów i wierzeń, którymi byłam wykarmiona od małego. To wszystko, co otwierało moją głowę, następowało etapami i czasami było trudne i bolesne. To był bardzo długi proces. Weszłam na pewien poziom wiedzy o świecie i o sobie, i nie mogę nagle z tego poziomu zakomunikować czegoś, co w ogóle nie pasuje do poziomu moich rodziców, którzy ze względu na różne okoliczności, nie weszli na ścieżkę edukacji i rozwoju osobistego, duchowego. Oni tego po prostu nie zrozumieją, to przekroczy ich możliwości odbierania świata, to by było zwyczajnie nieuczciwie. Mam poczucie, że im bardziej człowiek jest świadomy, tym większą nosi odpowiedzialność, również albo zwłaszcza za te mniej świadome osoby. Znając reguły gry, których te osoby nie widzą, a poruszają się według nich – możemy w jakiś sposób albo dobrze te reguły wykorzystać albo źle. To jest ogromna odpowiedzialność, bo rozumienie schematów, w jakich działają ludzie, może doprowadzić do manipulacji.

MW: Przypomina mi się tutaj szkolne: “Bij się z kimś swojego rozmiaru”.

AL: Właśnie tak. Kiedy szanse są wyrównane, kiedy mamy podobne doświadczenia, podobne wykształcenie nasza rozmowa ma sens, możemy się spodziewać, że wyciągniemy jakieś wspólne wnioski, podzielimy się refleksją. W innym wypadku osoba może się poczuć zaatakowana, poniżona, co może prowadzić do agresji, nienawiści, chęci zemsty za zadany ból. Sytuacja coming outu jest bardzo złożona i ja nie wiem, czy zdajemy sobie sprawę, jako środowisko, co do tych aspektów, na które trzeba zwrócić uwagę.

MW: Nigdy nie patrzyłam na coming out z takiej perspektywy. Sama jestem wyoutowana i faktycznie poniesionym kosztem jest zerwanie wielu relacji, a także turbulencje dotyczące relacji z rodzicami, które teraz jakoś wracają na dobry tor, jednak cały czas myślę, że wolę ponieść wysoki koszt, ale w zamian móc być naprawdę sobą. Coming out w pewien sposób weryfikuje relacje. Masz rację, nie wszyscy są gotowi, dla niektórych to jest szok, dla innych cios. Ale w pewnym momencie otaczają mnie ludzie, którzy akceptują mnie taką, jaką jestem i to takich ludzi chcę mieć w swoim życiu.

AL: Ostatnio bardzo modne jest takie myślenie, że nie zawsze się opłaca, ale warto. Myślę, że w przypadku coming outów, potrzebna jest pewna zdrowa kalkulacja w odcięciu od emocji. Czy mi się to opłaca? Czy opłaca się rodzinie? Czy warto? Może się okazać, że i się nie opłaca i nie warto. Oczywiście ludzie są różni i niektórzy wybiorą taką drogę, w której nie będzie się opłacało, odetną się od rodziny albo ona od nich, znajdą sobie nowych bliskich ludzi i w ostatecznym rozrachunku będą mogli/ły powiedzieć, że było warto. To też jest ok, jeśli świadomie w coś takiego wchodzimy. Natomiast ja bym chciała powiedzieć jasno i wyraźnie, że osoby, które się nie outują i które mają podwójne życie – nie robią niczego złego i nie powinny mieć wyrzutów sumienia. Skończmy z myśleniem, że takie osoby, jak ja, żyją w kłamstwie. Prawd jest tyle, ile jest ludzi. Nie ma jednej prawdy i jednego kłamstwa. Moja prawda może być dla ciebie niespójna z Twoją, nie znaczy to, że żyję w kłamstwie, tylko inaczej niż Ty. Każdy i każda z nas decyduje o sobie. Ja nie mam wyrzutów sumienia z racji tego, że prowadzę podwójne życie. Nikogo nie krzywdzę. To jest mój sposób na życie i jest mi z tym dobrze. Natomiast obserwuję męczarnie moich nieheteronormatywnych znajomych, którzy bardziej przeżywają to, o czym rozmawiamy: presję outowania. Również jako niewyoutowana osoba jestem pełnoprawną członkinią naszej społeczności. Po prostu nie potrzebuję coming outu. Nie oznacza to, że się boję, że nie mam jaj – po prostu patrzę na to szerzej. Moi bliscy nie są na to gotowi, a ja nie mam środków, narzędzi, energii na to, żeby z nimi przeprowadzać proces, w wyniku którego dokonają w swoich umysłach poważnych przekroczeń i zmienią skostniały światopogląd.

MW: Nie ma w Tobie żadnego zgrzytu w związku z tym, że Twoi bliscy nie wiedzą, kim tak naprawdę jesteś?

AL: Bycie lesbijką nie jest dla mnie najważniejszą określającą mnie cechą. To jest jedna z moich cech. Ważniejsze jest dla mnie to, żeby ludzie wiedzieli, jakie mam podejście do kwestii, np. ekologii, zdrowia, zdrowego odżywiania się, niejedzenia mięsa. To i tak niekiedy są przełomowe rzeczy i kontrowersyjne dla mojej rodziny – zwłaszcza mój weganizm. Moja mama nie jest w stanie tego pojąć, ale to jest inny temat niż taki, który jakoś naruszyłby zasady społecznego ładu, w które ona wierzy i ma wdrukowane w głowie. Myślę, że każdy/każda z nas, posiadając wachlarz cech, wybiera te, które są dla niej/niego najważniejsze i w imię których chce dokonywać rewolucji, zmian, chce się rozwijać. Nie czuję się źle z tym, że nie mogę pojechać z moją partnerką do rodziców na święta. To są dla mnie zupełnie dwa oddzielne światy. Teraz akurat nie jestem w relacji, więc już zupełnie nie dotyczy mnie coś takiego. Nie planuję również mieć dzieci, więc wiesz… może gdybym musiała się zmierzyć z tematem, to pewnie bym to zrobiła, ale na ten moment nie ma we mnie żadnego wewnętrznego pragnienia. Akceptuję rzeczy i ludzi, jakimi są.

MW: Nawet wiedząc, że Twoja rodzina mogłaby nie zaakceptować Ciebie taką, jaką jesteś?

AL: To jest taka paradoksalna sytuacja. Wiele osób niehetero chciałoby, żeby rodzice i inni bliscy akceptowali ich/je, jakimi są. Ale czy my sami i same akceptujemy naszych rodziców i innych bliskich takimi jakimi są? Czy akceptujemy ojca pisowca, matkę prostą dewotkę, brata po zawodówce, dla którego sensem życia jest paczka kolegów, z którymi ogląda mecze i wyrwanie jakiejś laski, która urodzi mu trójkę dzieci? Akceptacja dotyczy wszystkich. Środowisko LGBT tak bardzo o nią zabiega i o niej uczy, ale czy ktoś uczy zaakceptować to skąd się wywodzimy i jacy są najbliżsi nam ludzie? Ja nie dokonuję coming outu również dlatego, że akceptuję moją rodzinę.

MW: Mówisz, że bycie lesbijką to jest jedna z wielu Twoich cech? To jest ważna cecha?

AL: Tak, ważna. Czuję się częścią społeczności, a może bardziej wspólnoty doświadczeń. Jednak cały czas brakuje mi takich głosów spoza głównego nurtu. Cały czas ten przekaz wydaje mi się taki jednolity, ciężko mi się zidentyfikować. Początkowo zastanawiałam się czy się do ciebie odezwać, ale tak bardzo chciałabym tutaj przeczytać głosy większej liczby dziewczyn, które są gdzieś również poza nawiasem tej naszej tęczowej społeczności. Chciałabym im powiedzieć, że razem możemy ten nawias przesunąć, objąć nim również siebie, bo nie musimy spełniać jakichś warunków, żeby być częścią tej społeczności. Mamy prawo do naszych, może niemodnych, przemyśleń i pomysłów na życie.

MW: Podoba mi się bardzo Twój apel, w zasadzie właśnie zrobiłaś moją robotę (śmiech), bo bardzo gorąco chciałabym zaprosić wszystkie kobiety nieheteronormatywne do tego, żeby dzieliły się z nami swoją perspektywą. Ta perspektywa może być różna. Możemy się ze sobą nie zgadzać, jednak szalenie ciekawe jest to, jak lesbijki odbierają polską rzeczywistość. W Lesbijskiej Inspirze w świadomy sposób odchodzimy od presji autowania się właśnie po to, żeby więcej takich osób jak ty, mogło się z nami i z innymi podzielić swoimi historiami, które są równie ważne jak te, które podpisane są imieniem i nazwiskiem. Dziękuję za rozmowę.

AL: Dzięki Magda, jakoś mi tak lekko po tym, co powiedziałam. Chyba sama sobie udzieliłam ostatecznego rozgrzeszenia ze swojego niewyoutowania.

————————————-————

Magdalena Wielgołaska – aktywistka / lesbijka / feministka / współzałożycielka Stowarzyszenia na rzecz Osób LGBT Tolerado / działaczka na rzecz poszerzania wiedzy na temat leczniczego działania konopi / zaangażowana w Kręgi Kobiece i odzyskiwanie wewnętrznej, kobiecej Mocy / wartościami i zawodowo związana z Partią Zieloni/ założycielka strony Strefa Les*/ współpracowniczka projektu A kultura LGBTQ+ nie poczeka!

———————————

LESBIJSKA INSPIRA. Inne teksty.

I.   Manifest
1.    Manifest. Instant. 
2.   Rozmowa. Od lesbijskiej konspiry do lesbijskiej inspiry
.
II. Rozmowy wokół manifestu
1.    Mamy wewnętrzną potrzebę wolności. Rozmowa z Małgorzatą Myślak i Magdaleną Sota
2.    Coming out – nie chcę i nie muszę. Rozmowa z Anonimową Lesbijką
3
.    Z miłości i gniewu rodzi się odwaga. Rozmowa z Angeliną Caligo
4.   Moja droga do siebie samej. Rozmowa z Marią Kowalską
5.   Potrzebne są niehetero bohaterki. Rozmowa z Anną Bartosiewicz
6.   Chcemy więcej! Rozmowa z Anną i Zandrą Ra Ninus
7.   Lesbijki, pora na prokreację! Rozmowa z Anną Adamczyk
8.   Kto ma prawo do słowa “lesbijka”? Rozmowa z Magdą Próchniak
9.   Czasem miałam wrażenie, że jestem jedyną lesbijką w Lublinie. Rozmowa z Małgorzatą Szatkowską
10. Trzeba stawiać opór. Rozmowa z Magdaleną Tchórz
11.  Dziewczyna i dziewczyna – normala rodzina. Rozmowa z  Zuch Dziewuchami
12. Niepytana nie mówiłam, że jestem lesbijką. Rozmowa ocenzurowana
13.  Co Ty tutaj robisz? O poczuciu wyobcowania i przynależenia. Rozmowa z Nicole G.
14.  Mam na imię Kasia i to jest moja tożsamość. Rozmowa z Katarzyną Gauzą.
15. Tęczowe aktywistki na Ukrainie są wyłącznie feministkami. Rozmowa z Katją Semchuk
16. Oryginalnie nieheteroseksualna. Rozmowa z Agnieszką Marcinkiewicz
17.  Sama zrobię dla siebie miejsce. Rozmawa z Klaudią Lewandowską
 .
III.  EL*C. Wieden 2017. 
1.  Magdalena Wielgołaska. Odzyskiwanie lesbijskiej tożsamości – wreszcie pomyślmy o sobie, Siostry.
2.  Monika Rak. Siła filmu dokumentalnego, czyli lesbijki do kamer!
3.  Magdalena Świder. Wokół tożsamości.
4.  Agnieszka MałgowskaPeformansy, czyli witamy w Lesbolandii.

BONUS
Komiks. Superprocenta. Graficzny komentarz Beaty Sosnowskiej

————————————-————

Aktualne wiadomości na temat projektu Lesbijska Inspira znajdziesz na:

Feminoteka
Kobiety kobietom
Strefa Les*
Kobieta Nieheteronormatywna
A kultura LGBTQ+ nie poczeka!

Kontakt: lesbijskainspira@gmail.com


9 komentarzy

  1. Przez caly wywiad mowisz jak to nie masz problemu ze jestes niewyoutowana po czy w ostatnim zdaniu stwierdzasz ze udzielilas sobie ostatecznego rozgrzeszenia.. Czyli sie tlumaczysz. Wspolczuje Ci, o tym jaki ciezar nosisz dowiesz sie tylko wtedy kiedy go z siebie zrzucisz czyli sie wyoutujesz. Innej opcji nie ma chocbys nic innego nie robila tylko sie tlumaczyla w wywiadach non stop. Wiem co mowie. Powodzenia.

    1. Powyższy komentarz to właśnie presja outowania. To tak jakby powiedzieć lesbijce, że nie dowie się, że jest heteryczką dopóki nie pozna właściwego faceta. Dajmy ludziom wolność do wybierania własnej drogi. A rozgrzeszenia czasem trzeba sobie udzielić za grzechy, które zarzuca nam społeczeństwo – z nich nawet ciężej się wydostać niż z faktycznie popełnionych…

  2. A czy twoja rodzina nie dziwi sie, ze 40-latka nie ma meza i dzieci? Zakladam tez, ze zyjesz z dala od nich. Ale zaskocze cie, ludzie plotkuja. Wiec albo mowia o tobie ‚stara panna’ albo doskonale wiedza, ze nie jestes hetero. Tak czy siak, to na tobie lezy ciezar udowadniania, ze jestes ‚normalna’ i ‚pasujaca do swiatopogladow’. Reszta wie jak jest.

    Zylam z niewyoutowana osoba wiele lat, i jedyne co moge powiedziec, to ze to straszna meczarnia. Ja nie boje sie nikogo urazic. Nie wybralam bycia lesbijka. Nauczylam sie poprawiac ludzi, ktorzy zakladaja ze zyje z mezczyzna kiedy mowie o moim zwiazku. Jesli kogos razi moja osoba, nie potrzebuje go w moim zyciu. Moja partnerka tez w koncu powiedzialam rodzicom. Ich reakcja byla bezcenna: nie boj sie, nikomu nie powiemy. Ale przynajmniej teraz mamy swiety spokoj. Pozdrawiam i zycze odwagi.

  3. Zabawne, ze komentarze odzwierciedlają tę presję i inne aspekty „tęczowej społeczności”, które Ty świetnie opisałaś. Moi rodzice o mnie wiedzą, ale to była droga przez mękę, godziny rozmów, tłumaczeń, dostosowania ich aparatu poznawczego 😉 coming out wiązał się ze sprawieniem im bólu, rozczarowaniem, więc potrzebne było wiele mojej pracy, paradoksalnie mojej otwartości i cierpliwości, żeby pomoc im się z tym pogodzić. Dziękuję Ci za te słowa, za tę perspektywę, bo zawsze okrutne i – przepraszam – głupie i egoistyczne wydawały mi się modne teksty głównego nurtu, typu „jak mnie nie akceptują to ucinamy kontakt”. Prawdziwy coming out to strata i żałoba dla rodziców i ciezka praca dla nas.
    Wszystkiego dobrego 🙂

  4. Rozumiem i toleruje anonimowa lesbijke. Jestem z taka kobieta i jest to meczace aczkolwiek dajemy rade ale tylko dlatego ze jestesmy poza granicami, daleko. Fakt ludzie plotkuja i mimo ze wiedza (choc nie sa pewnie w 100%) to olewaja. Jasne ze to dla nich dziwne laska po 30stce.. 40stce… sama bez dzieci, szok bo w koncu to prosci ludzie i sensem zycia jest albo religia albo dziecioki.

  5. Ciężko mi to zrozumieć. Ja wiem, że jestem normalna i nie rozumiem, dlaczego dla kogoś miałyby mieć znaczenie genitalia ukochanej osoby. Nie umiałabym się ukrywać, żeby kogoś nie zranić, bo to mnie przez całe życie rani dyskryminacja i ja osobiście czuję, że nie mogę kłamać w takiej kwestii, bo jeszcze gorzej by mi się z tym żyło. Nic mnie nie przekona, że ze mną jest coś nie tak, że kochanie kobiety jest złe, nawet nauka uważa wszystkie orientacje za normalne. Jak można tym zranić swoich bliskich? – Mamo, jestem szczęśliwie zakochana – O nie, tragedia, wydziedziczam cię! Babcia mnie nie akceptuję, ale przynajmniej wiem, z kim nie utrzymywać kontaktów. Nie robię nic złego, więc ja jej nie toleruję za nietolerancji, jak mam mieć taką babcię, to lepiej nie mieć wcale.
    Nie czuję presji coming outu, ale jak wychodzi w rozmowie, to nie umiem kłamać. Pierwsza zazwyczaj się nie outuję, zwłaszcza w pracy unikam tematu, bo ciężko mi było znaleźć pracę, a nie wiem z kim mam do czynienia. Jeden facet wie, bo tak rozmowę poprowadził, że musiałabym kłamać, a nie zniosłabym tego. Czułabym się, jakby moją dumę mi odebrano. Tak jakbym była gorszej kategorii z tak głupiego powodu i jeszcze jakbym sama się przyznała przed światem i przed sobą, że jestem gorsza.
    Nie mam nic przeciwko siedzącym w szafie, ale np. kłamstwo rozumiem tylko w wyjątkowych sytuacjach. Kiedy dziecko jest małe i zależne od homofobicznych rodziców, albo kiedy jesteś w sytuacji, że bardzo nie chcesz stracić obecnej pracy (albo w krajach, gdzie homoseksualizm jest przestępstwem).
    Ale jesteśmy różni, może pani Anonimowa nie odczuwa uszczerbku na honorze 🙂

  6. myślę, że tu dużą rolę odgrywa wiek. hetero nie musi się wyoutować, dlaczego homo musi? ja jestem dużo młodsza niż ta pani z wywiadu, wychowałam się w innych czasach, w amerykańskiej telewizji i na youtubie leciały inne rzeczy. nigdy nie żyłam w poczuciu wstydu, nigdy nie żyłam podwójnie. nie musiałam przechodzić coming outu, bo nigdy niczego nie ukrywałam. osobiście wkurza mnie to, że homo musi się ujawniać. że co? jakby nie można od początku być sobą. ja wiem, te katolickie rodziny i społeczeństwo. ale serio? spójrzmy prawdzie w w oczy. nikt z moich hetero znajomych się mnie nie wyparł, moja rodzina mnie akceptuje, kocha i szanuje taką, jaką jestem. obracam się w sumie tylko wśród osób hetero, ja homo osoba i moja dziewczyna od 7 lat, czyli praktycznie całe moje dorosłe życie. uważam, że przez to ukrywanie sami się wpędzamy w problemy, pokazujemy innym, że coś jest z nami nie tak, bo w końcu to złe rzeczy się ukrywa. trzeba najpierw siebie zaakceptować i polubić a potem pokazać to ludziom. pojedynczy ludzie w kontakcie nie są na ogół źli. dlaczego mają nas traktować normalnie skoro pokazujemy im, że sami się za takich nie uznajemy?

  7. Jestem matką córki, która niedawno (21 lat) oznajmiła mi, że jest lesbijką (choć nie tracę nadziei, że to się zmieni, muszę tak myśleć, inaczej zwariowałabym). Jestem osobą wierzącą i wychowywałam córkę w wierze chrześcijańskiej. Wierzę w to, że wybór życia lesbijskiego oznacza zerwanie więzi z Bogiem, wyparcie się Jezusa i utratę zbawienia. Dla mnie jest to dramat, bo widzę, jak moje dziecko zmierza do piekła. Dodatkowo po przeczytaniu tony artykułów o lesbijstwie stwierdzam, że ona skazuje się na życie w emocjonalnych zawirowaniach, że nie ma tak naprawdę szcześliwych związków lesbijskich (moi rodzice ocbhodzą 50 rocznicę ślubu- ale nigdzie nie znalazłam informacji o lesbijskim związku trwającym dłużej niż kilkanaście lat, a większość znich kończy się o wiele szybciej). Moja córka jest wrażliwa i będzie cierpieć po kolejnych zerwaniach. W końcu może zostać sama, bez rodziny, bez dzieci, a ja nie będę żyła wiecznie, mąż też nie. Ona nie chce być sama i chce mieć rodzinę. Opowiada jakieś głupoty o tym, że urodzi klona. Jest taka jeszcze dziecinna i niedojrzała. Jeśli teraz zacznie wchodzić w takie związki, to jej szansa na normalne życie zmaleje. Cierpię bardziej, niż mogę to wyrazić. Nie mogę pracować, myśleć, jeść i spać. Wiem, że nie chodzi o mnie, a o moją córkę. Nie wierzę, że taki wybór da jej szczęście. Jestem tolerancyjna. Nie odrzucę dziecka, nie wypędzę z domu. Ale nie zaakceptuję jej wyboru, nie mogę. Nic mnie nie cieszy. Ten jej wybór- o ile tego nie zmieni- położy się cieniem na moim życiu, już nigdy nie będę miała radości z tego życia. Mam drugą córkę i teraz boję się i o nią, chociaż ona akurat nie ma takich skłonności (chwała Bogu). Poza tym mam poczucie winy i wstydzę się. Byłam dumna z córki (zdolna, studiuje), teraz się jej wstydzę. Nie chcę, aby mówiła coś dziadkom. Nie powiem znajomym. Trudno byłoby mi znieść ich złośliwości i plotki (mieszkam w małym mieście, pracuję na wsi). Niby nie powinno to być ważne, ale potrafi skutecznie zatruć życie. Jestem taka nieszczęśliwa. I boję się, że moje dziecko też będzie nieszczęśliwe, a tego żadna matka nie chce dla własnego dziecka. Ale wolę wiedzieć- przynajmniej wiem, o co walczyć i jak się modlić.

    1. Droga Anno, treść Twojego komentarza jest bardzo, bardzo smutna. Mogę Cię uspokoić – istnieje wiele szczęśliwych związków lesbijskich, długoletnich – posiadających dzieci. Jednak ze względu na sytuację w naszym kraju – są one niewidzialne, nie uznawane za istniejące, ale mimo to radzą sobie i przede wszystkim były, są i będą częścią społeczeństwa. To nie one są problemem, a właśnie społeczeństwo, które utrudnia życie. Twoja córka ma szanse na szczęście. Poza tym piszesz, że jesteś wierząca, nie wiem czy Twoja córka również, ale istnieją również chrześcijanie LGBTQ+, w Polsce mamy organizację Wiara i Tęcza. Pozdrawiam ciepło i postaram się już dzisiaj nie myśleć w jakim obciążeniu żyje dziewczyna, której rodzice ładują taki ciężar własnych emocji i przekonań na ramiona.

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *